menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#3 A Good Day to Die Hard
Autor Wiadomość
Holden Marvel


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dziecka


najmilszy chirurg w mieście

został ojcem, taka sytuacja

Wysłany: 2018-10-19, 19:04   #3 A Good Day to Die Hard
  
Holden

  
Marvel

  

  

  

  

  


  
Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem.

  
31 yo

  
180 cm

  


Chyba nie musiał jej tłumaczyć, że te jego uczucia, że ta jego wzburzona reakcja są wynikiem wysokiej dawki alkoholu. Pierwszy raz od długiego czasu upił się tak naprawdę, na poważnie, przesadzając po całości. Ona chyba też, skoro wytrwale z nim siedziała i nie narzekała specjalnie na jego zachowanie. A on zapomniał w tym wszystkim, że nie z Astrid tu przyszedł, lecz ze znajomymi, którzy chyba także o nim zapomnieli. Mówi się trudno, prawda? I tak ich nie lubił.
Na jej słowa o Eli nie odpowiedział już, bo zwyczajnie chciał ten temat skończyć. Nie zgadzał się z tym, co Reed mówi i jak to widzi, nie wierzył już w los i przeznaczenie. Wierzył jedynie faktom, a one były takie, że Lizzy i on byli niedoświadczeni. Nie mieli pojęcia, że mogą odnaleźć szczęście przy boku kogoś innego, że świat nie ogranicza się jedynie do nich. Poza tym byli za młodzi na to wszystko, co ostatecznie doprowadziło ją do samobójstwa.
Na jej prośbę przeniesienia się do niego przystał z uśmiechem, niezwłocznie chwytając ją za dłoń i wyprowadzając z baru. Może gdyby nie byli tak pijani, zauważyliby, że ktoś ich śledzi? Że podąża za nimi w cieniu, wprost do jego mieszkania? A może nawet wtedy uznaliby to za zwykły przypadek, bo w mieście, w którym króluje Huntsman, nic innego złego wydarzyć się nie może.
Gdy byli już jednak u niego, pozornie bezpieczni, nie szczędzili czasu na rozmowy. Przynajmniej on tego nie robił, całując ją łapczywie i namiętnie. Początkowo jedynie w usta, potem przeszedł do obojczyków, a schodząc coraz niżej, zaczął pozbawiać ją koszulki. Chyba oboje tego chcieli? Potrzebowali? Nic więcej się nie liczyło, żadna Eli czy Debby, nawet ich przyjaźń. Wolnym krokiem przeszli więc na kanapę, zapominając na moment o całym świecie.
[Profil]
  MÓW MI: Maju
MULTI: Colter | Darcy | Elio | Fred | Julian | Penny | Philly | Theo
 
Astrid Reinhart


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od początku świata


stara się nie zwariować

wszyscy fajni zajęci, co tu zrobić

Wysłany: 2018-10-29, 20:15   
  
Astrid

  
Reinhart

  

  

  

  

  


  
.

  
27 yo

  
166 cm

  


Najwidoczniej jednak musiał, bo Astrid przychodząc tutaj, kontynuując tę, jak się okazuje, wielką pomyłkę, była przekonana, że stoi za tym coś więcej, niż zbyt duża dawka alkoholu. On odpowiadał w jej przypadku jedynie za to, że dała się ponieść emocjom, że tego nie przemyślała, w wyniku czego przyjdzie się jej zmierzyć z niezbyt przyjemną rzeczywistością i prawdopodobnie z zakończeniem ich relacji. Bo czasu niestety cofnąć nie można, tak samo jak wymazać ze swojej pamięci kilku wspomnień.
Być może zauważyła śledzące ich osoby, być może dostrzegła je już w momencie, w którym weszła do tego baru? Może jednak nie chciała dopuścić do siebie tych myśli, chciała choć raz poczuć się bezpiecznie, jak niegdyś. A może też, dzisiejszego wieczoru, zamierzała poddać się w tej walce, w ciągłej ucieczce i zmierzyć się z tym wszystkim? Mogła jedynie zgadywać.
Tymczasem jednak kontynuowała tę katastrofę, poddając się jej coraz bardziej. Pozwoliła ściągnąć z siebie koszulkę, a zaraz potem jej ręce powędrowały do jego rozporka. I zapewne całość potoczyłaby się dalej, ale, dzięki Bogu, ktoś postanowił przerwać tę pomyłkę i uświadomić im, jak wielki błąd popełniają. Energiczne pukanie do drzwi, informujące o zdenerwowaniu osoby za nimi stojącej, zmusiło ich do zaprzestania tych wybryków i trochę ją otrzeźwiło. A właściwie, mówiąc dokładniej, sprawiło, że omal nie dostała palpitacji serca, bo od razu powiązała tę wizytę ze swoimi prześladowcami. - Spodziewasz się kogoś? - zapytała zaniepokojona, licząc, że to właśnie jakiś przyjaciel Holdena postanowił go odwiedzić. Nawet jego dziewczyna, żona, kochanka, ktokolwiek, byleby tylko ktoś, kogo Marvel zna.
_________________
[Profil]
 
 
Holden Marvel


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dziecka


najmilszy chirurg w mieście

został ojcem, taka sytuacja

Wysłany: 2018-11-08, 17:33   
  
Holden

  
Marvel

  

  

  

  

  


  
Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem.

  
31 yo

  
180 cm

  


Oboje byli teraz blisko jakiejś przedziwnej intrygi, poważnego zagrożenia, które zakończyć mogło się dla nich śmiercią. Ona więcej o tym wiedziała, więcej też pewnie rozumiała - Holden nieświadomie tkwił w świecie bezpieczeństwa, w którym wszystko jest czarne lub białe. Nie dopuszczał wciąż do siebie myśli, że kiedyś naiwnie twierdził, że Eli ktoś zamordował. A teraz? Prawdopodobnie zginie z rąk tych samych osób, a świat dowie się, że zrozpaczony Marvel również w końcu postanowił odejść z tego świata.
Całował ją namiętnie, łapczywie i czule, kierując ich niewinną zabawę w sam środek katastrofy. Gdyby wiedział, że ją potem straci, naturalnie by się na to nie ośmielił. W końcu ludzie tak robią, uprawiają seks bez zobowiązań i jakoś potem dalej się przyjaźnią, prawda? Dlatego słysząc to nieszczęsne pukanie wcale nie przerywał, pozbywając się pomału jej koronkowego stanika. Dopiero gdy dojrzał jej zaniepokojenie, odwrócił głowę w stronę drzwi i wzruszył ramionami. - Mam popieprzonych sąsiadów, pewnie nie podoba im się pora o której wróciłem albo odebrali za mnie dzisiaj list - uspokoił ją i samego siebie, bo okej, takie wizyty po nocach nie były wcale normą w jego życiu. Ale co mógł zrobić? Chciał Reed, tylko i wyłącznie, nie interesowało go nic więcej. - Po prostu to zignorujmy; jak się mu znudzi, to sobie pójdzie - powiedział z uśmiechem, mając nadzieję, że Reed już odpuści. I choć on jak najbardziej był gotów do zabawy dalszej, pomyślał sobie nagle, że to przecież wcale nie musza być sąsiedzi. Bo co jeśli jakaś jego siostra potrzebuje pilnej pomocy? Albo Debra, wstrętna Debra, no przecież jej nie odeśle z kwitkiem, jeśli jest w tarapatach! Westchnął więc, podał Astrid koc i po kilku chwilach ruszył do drzwi. - Załatwię to raz dwa, okej? - powiedział, starając się wciąż uspokoić cichy, ostrzegawczy głos w swojej głowie - pukanie bowiem narastało, było coraz gwałtowniejsze i natarczywe.
  
[Profil]
  MÓW MI: Maju
MULTI: Colter | Darcy | Elio | Fred | Julian | Penny | Philly | Theo
 
Astrid Reinhart


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od początku świata


stara się nie zwariować

wszyscy fajni zajęci, co tu zrobić

Wysłany: 2018-11-08, 22:14   
  
Astrid

  
Reinhart

  

  

  

  

  


  
.

  
27 yo

  
166 cm

  


Nawet, jeśli było to prawdą, i śmierć Liz nie była samobójstwem - powinien zostawić to w spokoju. Świadome ściągnięcie na siebie problemów, z jakimi sama się teraz borykała, było po prostu szalone i niezwykle głupie. Chwila nieuwagi wystarczała, by skończyć jak zmarła żona mężczyzny.
Naturalnie, istnieją takie przypadki. Ona sama wpakowała się w podobną relację, kiedy jeszcze studiowała. Nic dobrego jednak z tego nie wychodzi - prędzej czy później jedna osoba zaczyna oczekiwać czegoś więcej, nieumyślnie zaczyna czuć coś, czego obiecała się nie poczuć nigdy i wszystko trafia szlag. A w tym wypadku, ona coś takiego już czuła, więc od początku ten układ skazany był na niepowodzenie.
Przez chwilę naprawdę się uspokoiła - dotyk jego miękkich ust wyrwał ją z zamyślenia i zaczęła brnąć dalej w to chwilowe uniesienie, pozbawiając go koszuli, a następnie jeżdżąc dłońmi po jego gołej klatce piersiowej, kierując je coraz niżej, w stronę zapięcia spodni. Poderwała głowę kiedy dobijanie do drzwi stało się poważniejsze. To nie było pukanie, ale głośny brutalny łomot. Odsunęła się od niego na szerokość ramion i popatrzyła na niego uważnie, zastanawiając się, czy powinna wtajemniczyć go w swoje problemy. Obiecała jednak, Fionie, Colterowi jak i przede wszystkim samej sobie, że nie narazi już niczyjego życia, że nie wciągnie żadnej niewinnej osoby do własnej ucieczki. Dlatego milczała i pozwoliła mężczyźnie udać się w stronę hałasu, starając się przekonać samą siebie, że to nic takiego. Prędko wciągnęła na siebie bluzkę, która spoczywała na ziemi obok kanapy i dopiero kiedy Holden znalazł się przed drzwiami, podbiegła do niego i pociągnęła go za rękę, odciągając w tył. - Nie otwieraj, nie możesz - szepnęła spanikowana łapiąc się za głowę i rozglądając po całym pomieszczeniu. Co mają zrobić, jak mają stąd uciec? Przez jej głowę przemykały gorączkowe myśli. Ogarnęła ją panika; ledwie mogła oddychać i musiała zdobyć się na nie lada wysiłek, żeby cokolwiek powiedzieć. - Musimy stąd wyjść, Holden. Teraz - powiedziała cicho, lecz stanowczo kiedy łomotanie jeszcze bardziej przybrało na sile.
[Profil]
 
 
Holden Marvel


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dziecka


najmilszy chirurg w mieście

został ojcem, taka sytuacja

Wysłany: 2018-11-28, 17:00   
  
Holden

  
Marvel

  

  

  

  

  


  
Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem.

  
31 yo

  
180 cm

  


On tego nie wiedział; nie zrozumiałby do ostatniej chwili, że źle postępuje. Walczyć chciał o sprawiedliwość, której nie znał i nie był pewien. Bo i co by zmieniło to, że odnalazłby jej zabójców? Ludzie pogodzili się z jej śmiercią, nie potrzebowali wcale pretekstu do rozdrapywania ran. A Liz była martwa, a tego nic nie mogło zmienić. Tyle, że z odejściem niektórych niezwykle ciężko jest się pogodzić. Naturalnie z odejściem Reed też by się nie zdołał uporać, nieważne czy zginęłaby, czy przez jego głupotę porzuciła.
Jeśli w Berrylane odbyłby się konkurs na największego pechowca, Holden wygrałby bez mrugnięcia okiem. Nieświadomie pakował się w cudze tarapaty, mając jednak przy tym własne sprawy na głowie. O ile jednak udało mu się przejść przez nieszczęsne porwanie i zapomnieć o Jackie (i kilkakrotnym złamaniu z nią prawa), tak teraz stawał się częścią kolejnej kryminalnej afery. Powinien w końcu rozważyć przeprowadzkę, Berrylane nie było dla niego zbyt łaskawe.
Stał przed drzwiami kilka długich sekund, nim zdecydował się je otworzyć. Ułożona na klamce dłoń krzyczała, by odsunął się czym prędzej od dzielącej go przeszkody od... Od kogo, właśnie? Nieco go przeraził głos Astrid, której nadejścia w ogóle nie usłyszał. Nic nie powiedział, pokiwał głową i także rozejrzał się dookoła. - Nie wystarczy zadzwonić na policję? Albo do tego gościa z FBI, którego zszywałem niedawno... - głośno myślał i szukał telefonu, ale jak na złość oczywiście nigdzie go nie było. Już miał pytać o co Reed chodzi, czemu aż tak się boi (bo może było to przesadzone), pukanie zamilkło a z korytarza dało się usłyszeć głos wkurzonej sąsiadki. Chciał już więc powiedzieć, że wszystko będzie okej, ale serię krzyków i wyzwisk przerwał wystrzał z broni. Nie było już więc czasu na wyjaśnienia i wzywanie policji. - Biegnij na schody! - krzyknął do Reed, a on sam pobiegł do kuchni i z pudełka na cynamonowe płatki śniadaniowe wyciągnął niewielki pistolet, pamiątkę po Jackie. Może im się przydać jeszcze, bo ta ich ucieczka taka pewna wcale nie była. Po kilku sekundach byli już jednak z Reed na schodach przeciwpożarowych, oboje boso, on bez koszulki, a z mieszkania doszedł już huk otwieranych drzwi.
  
[Profil]
  MÓW MI: Maju
MULTI: Colter | Darcy | Elio | Fred | Julian | Penny | Philly | Theo
 
Astrid Reinhart


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od początku świata


stara się nie zwariować

wszyscy fajni zajęci, co tu zrobić

Wysłany: 2019-03-08, 23:02   
  
Astrid

  
Reinhart

  

  

  

  

  


  
.

  
27 yo

  
166 cm

  


Astrid poniekąd rozumiała jego wcześniejszą obsesję na punkcie znalezienia zabójców Eli. Oczywiście w tym czasie nie było jej w Berrylane, gdyż prędko po jej śmieci wyjechała, nie mogąc poradzić sobie z widokiem Holdena w takim stanie, ale dotarły do niej informacje o jego poszukiwaniach i ani przez chwilę nie pomyślała, że postradał zmysły. Jeśli istniała choć minimalna możliwość, że ktoś stał za jej śmiercią, nie powinien tego zostawiać, tylko dowiedzieć się, o co chodziło. Nie tylko, by osiągnąć spokój ducha, ale zawsze uważała, że tacy ludzie powinni zostać pociągnięci do sprawiedliwości. Jeśli jej samobójstwo było tylko upozorowane, a oni chodzili po Berrylane spokojnie, bez poniesienia za to odpowiedzialności, to co mogło powstrzymać ich przed dokonaniem tego czynu ponownie, tym razem na cel wybierając sobie inną niewinną dziewczynę?
- Nie. Nikt nam nie pomoże, nikt nie dotrze tu na czas - powiedziała jedynie, nie mając czasu na dokładniejsze wyjaśnienia. Dokładnie wiedziała już, o co w tym wszystkim chodziło i nie panikowałaby tak, gdyby to Marvel nie znajdował się obok. Był ostatnią osobą, na którą chciała ściągnąć problemy. - Przepraszam, Holden, nie chciałam cię w to mieszać - dodała jeszcze, zanim wyszła przez okno na schody pożarowe, uznając, że jeśli nie wyjdą z tego cało, powinien wiedzieć, że tego nie chciała. Na całe szczęście udało im się ostatecznie przed oprawcą uciec i całość skończyła się na tylko kilku niewielkich ranach, które zapewne zrobili sobie sami, w całej tej panice o coś zahaczając. Holden zadzwonił też pewnie na policję, a Astrid bez większych wyjaśnień po prostu go zostawiła, jeszcze raz go przepraszając i ponownie zapadając się pod ziemię.

zt x2
_________________
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 7