menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#6 +18
Autor Wiadomość
Olivia Marvel


Olivia

Marvel


recepcjonistka w klinice

Noah daje jej jeść, gdy jest smutna

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2018-11-01, 00:15   #6 +18
  

  
  
  
18 yo

  
170 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
I always let you down, you're shattered on the ground but still I find you there.

  


/żartowałam z tym +18 wy zboki :lol: :cool: :lowe:
#21 sweterek bez tego fullcapa!

PRZED EVENTEM.
Olivia wciąż była nieco roztrzęsiona. Jeszcze gdy pisała z Noah to trzymała ją adrenalina, więc w sumie nie odczuła tego tak bardzo, ale gdy wreszcie znalazła się w pokoju z kubkiem herbaty i w przebrana już w dopasowane jeansy i czarny sweterek a właściwie sweterkową bluzę, zaczęła trochę dygotać. Usiadła przy biurku i wpatrywała się w stojące auto tamtego kolesia, który ją podwiózł. Wciąż przecież pozostawało na podjeździe, prawda? Z wybitą szybą od strony kierowcy. Szybą, którą wypił ten federalny. Ogólnie, szalona noc, będzie co wnukom opowiadać. I choć początkowo niekoniecznie chciała, by Noah wpadał do niej zaraz po tym jak jakiś inny chłopak chciał ją… no cóż, skrzywdzić, tak teraz jakoś nie mogła sobie wyobrazić, by Noah się jednak nie pojawił. Trochę żałowała, że poszła sama na tą imprezę, ale wiedziała, że Noah ma na głowie inne sprawy, ważniejsze, a też wciąż pozostawała niezależna i samodzielna i nie chciała, by jej relacja z Noah miała wpływ na jej inne koleżeńskie relacje. Nie porzuca się koleżanek, przyjaciół i kumpli na rzecz kogoś, kto ci się podoba. Tak się nie robi i kropka.
Tyle, że dzisiaj prawie tego pożałowała. I gdyby nie ten facet, który pojawił się niewiadomo skąd, nie wiem jakby się to dla Liv skończyło. A wyobraźnia działała. Odsunęła od siebie myśli dopiero, gdy zobaczyła, że lampa na podjeździe znów się zaświeciła. Wzięła głęboki oddech, wzięła się w garść i zeszła po Noah. Otworzyła drzwi przed chłopakiem. – Cześć – przywitała się krótko i lekko się uśmiechnęła. Dopiero po chwili przytuliła się do jego klatki piersiowej. Jakoś tak od razu jej się lepiej zrobiło, gdy poczuła jego bliskość.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Gabby | Connor
 
Noah Faraday


Noah

Faraday


Pracuje w domu pogrzebowym

Wygrał zakład... ale woli Liv

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2018-11-03, 09:17   
  

  
  
  
20 yo

  
178 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
Don't be ashamed of who you are. That's your parents job.

  




W tamtym czasie Noah faktycznie sporo na głowie miał. Tak jak w sumie pewnie każda Jaszczurka, ale u niego jeszcze dochodziły pewne problemy rodzinne. Nie zmieniało to jednak tego, iż gdy tylko dowiedział się co wydarzyło się u Marvel to wściekły był i od razu ruszył w stronę domu dziewczyny. Może i pierwszy raz coś takiego ją spotkało, ale nigdy nie powinna wracać z kimś kogo nie zna super dobrze! Najlepiej jakby z jakąś koleżanką wracała, a nie gościem bo faceci zawsze podejrzani są. No chyba, że zna się ich serio długo i ma pełne zaufanie, ale jak nie to się nie ufa! Zwłaszcza po imprezie... Jasne, że jeszcze zawarczał pod nosem jak zobaczył samochód z wybitą szybą na podjeździe. Wtedy też ogarnął, że nie był pewny czy to wóz Liv czy tamtego gościa bo założył z góry, że tego kolesia. Ależ chętnie by go rozwalił doszczętnie...
- Yo - przywitał się grzecznie i objął ją mocno, gdy się przytuliła. Był pewien, że tego potrzebowała, a po tym co czytał to już by jej chętnie nie wypuszczał. Z nim byłaby bezpieczniejsza! Poza czasem spędzonym na terenie gangu... no, ale niektóre Jaszczurki były o wiele lepiej wychowane od takich imprezowiczów, którzy sądzą, że wszystko im wolno i żadna im nie odmówi. Padalce... - To jego bryka? Czemu tu dalej stoi? Mam zadzwonić by ją zabrali czy... W zasadzie druga opcja to sprowadzanie cię na złą drogę to mogę odpuścić - by nie było, że taki be jest! Tak czy siak chciał by Liv czuła się bezpieczniejsza, a póki wóz tu stał to nici z tego. Oczywiście zadzwoniłby po "swoich", a nie do jakiejś firmy.
_________________
[Profil]
 
 
Olivia Marvel


Olivia

Marvel


recepcjonistka w klinice

Noah daje jej jeść, gdy jest smutna

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2018-11-03, 12:31   
  

  
  
  
18 yo

  
170 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
I always let you down, you're shattered on the ground but still I find you there.

  


Uśmiechnęła się lekko, gdy ją objął mocno i jeszcze musnęła wargami jego policzek na przywitanie. Cieszyła się, że go tutaj widzi i momentalnie poczuła się bezpieczniejsza w jego objęciach. – Nie, Noah. Daj spokój. Odwiozę mu jutro to auto, zostawię pod jego domem z kluczykami w środku i po sprawie – powiedziała z lekkim rozdrażnieniem na samą myśl, że faktycznie musi to zrobić. Ale wyboru nie miała, a na pewno nie chciała, by Noah się tym „zajmował”. Podejrzewała, że nie będzie to zbyt łagodne rozwiązanie w jego wykonaniu i pewnie wiele się nie myliła. – Chodźmy do mojego pokoju – powiedziała i zamknęła za nimi drzwi, kiedy weszli do przedpokoju domu Marvelów. Nie chciała nikogo budzić, więc pociągnęła lekko Noah po schodach, prowadząc go do jej pokoju, w którym już przecież kiedyś był chyba. – Wiesz… nie musiałeś przyjeżdżać – powiedziała jeszcze cicho, ale tak jakoś nieszczerze, bo mimo wszystko i mimo tej fatygi Noah, to cieszyła się, ze chłopak się tutaj pojawił. Niby jej się nic nie stało, ale gdy tylko pomyślała sobie, co mogło się wydarzyć, gorycz podchodziła jej do gardła. Wolała sobie tego zwyczajnie nie wyobrażać i jak najszybciej o tym zapomnieć. Zwłaszcza, że koleś z FBI ją uratował, prawda? Co z tego, że gapił się na nią, trzymając siekierę w dłoniach… Mogło być znacznie gorzej, prawda? Tak czy owak po wejściu do jej pokoju, zamknęła szybko drzwi. Oby żaden członek rodziny nie zorientował się, że Noah znów u niej siedzi trochę nielegalnie.
A tak swoją drogą… ciekawe czy Kara by nie miała nic przeciwko. Pewnie nie, w końcu sama kręciła się wokół Jaszczurek i była jedną z nich.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Gabby | Connor
 
Noah Faraday


Noah

Faraday


Pracuje w domu pogrzebowym

Wygrał zakład... ale woli Liv

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2018-11-04, 19:13   
  

  
  
  
20 yo

  
178 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
Don't be ashamed of who you are. That's your parents job.

  


- Oszalałaś? Nic mu nie będziesz odwozić. Jeszcze se gnida pomyśli, że przyszłaś go przepraszać albo jesteś taka dobra, że oddajesz mu samochód choć powinnaś go zatrzymać jako rekompensatę - ale to najwyraźniej nie był temat do obgadania przed domem, więc do środka grzecznie wszedł i nawet ciszę zachował dopóki nie znaleźli się w jej pokoju. Czy tu był? To chyba tylko przez chwilę bo nawet jak na dachu siedzieli to miał okazji widzieć jeszcze jej pokoju. Rozglądnął się co prawda, ale ważniejsze rzeczy teraz były na głowie niż podziwianie wnętrza.
- Nie musiałem, ale chciałem. Musiałabyś mnie siłą teraz stąd wykopywać - trzeba było trochę zażartować aby Marvel się rozluźniła. Po tym westchnął cicho pod nosem i położył jej ręce na ramionach. - Słuchaj... Ja wiem, że jesteś rozsądna i działasz jak przykładny obywatel, ale nie możesz mu oddać tego samochodu, jasne? Nie mówię "w ogóle". Mówię, że "Ty" nie oddasz. I tak, doskonale wiem co sobie pomyślałaś, gdy zaoferowałem, że ja się tym zajmę bo na pewno się nie pomyliłaś, ale jeśli wyraźnie podkreślisz, że auto ma wrócić do niego nie naruszone czy w jakimś normalnym stanie i to jutro to się dostosuję. Po prostu nie jeździ się do swojego oprawcy jak gdyby nigdy nic - nie był zły. Nie podnosił głosu. Martwił się o stan psychiczny dziewczyny. Gdyby był na miejscu to chyba by tamtego gościa gołymi rękami zabił. Nie pozwoli aby Olivia była na to znowu narażona - nawet jeśli by ją tutaj przywiązał do kaloryfera. - Nie chciałabyś mu opon przedziurawić? - ciężko stwierdzić czy to żart czy jakaś próba pomocy co by się Marvel wyżyła w jakimś stopniu. Ej, no co! To tylko opony, a nie silnik!
_________________
[Profil]
 
 
Olivia Marvel


Olivia

Marvel


recepcjonistka w klinice

Noah daje jej jeść, gdy jest smutna

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2018-11-04, 20:13   
  

  
  
  
18 yo

  
170 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
I always let you down, you're shattered on the ground but still I find you there.

  


Nie odpowiedziała mu w tych drzwiach. Rozumiała jego tok myślenia, ale mimo wszystko przecież nie chciała trzymać jego samochodu przed domem, no nie? Bo po miała na niego patrzeć i tylko się złościć na sam widok tej jego BMki. A tu masz wygląd jej pokoju, do którego Noah wszedł po raz pierwszy na tak długo, że faktycznie mógł się po nim rozejrzeć. – Nie zamierzam – odparła z lekkim rozbawieniem i pokręciła przecząco głową. Spoważniała jednak, gdy położył jej dłonie na ramionach, przeczuwając, że zaraz zrobi jej kazanie albo coś w tym stylu. Przekrzywiła tylko głowę, oczekując na dalsze słowa. Wywróciła wymownie oczętami, gdy usłyszała jaka to z niej przykładna obywatelka, ale milczała, słuchając go do końca. – Dobrze – oznajmiła, gdy wreszcie zakończył. – Oddaj mu to auto w jednym kawałku, okej? Nie chcę żebyś miał przeze mnie jakiekolwiek kłopoty z rąk jakiegoś bogatego dupka, jasne? – Ona też nie chciała kłopotów. – Nie – odparła krótko na jego pytanie i pokręciła przecząco głową. Założyła mu ręce na szyję, lekko się uśmiechając. – Jeśli przedziurawisz mu opony to jakim cudem mu oddasz to auto? – spytała, przekomarzając się trochę. Trzeba było przyznać, że jego obecność tutaj, w jej pokoju, robiła swoje. Odsunęła się nagle od niego i przeszła się po swoim pokoju, by swobodnie usiąść na łóżku. – Cały czas się zastanawiam… co agent FBI robił na tej ulicy? Przecież raczej jej nie patrolował tak po prostu, prawda? – spytała ze zmarszczeniem czoła, spoglądając pytająco na Noah.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Gabby | Connor
 
Noah Faraday


Noah

Faraday


Pracuje w domu pogrzebowym

Wygrał zakład... ale woli Liv

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2018-11-06, 20:05   
  

  
  
  
20 yo

  
178 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
Don't be ashamed of who you are. That's your parents job.

  


Uroczy ten pokój miała! Aż Noah się chwilę rozproszył bo przyszło mu do głowy, że powinna się zakumplować z jego siostrami. Mogłyby razem pokoje tworzyć. Oczywiście nie jego bo nie chciał mieć milusiej przyczepy, za którą by mu się dostało od kumpli z okolicy. No, ale JEŚLI kiedyś Noah by córkę miał to wiedział kto powinien się za jej pokój zabrać.
- To on bogaty? Może tego nie wiesz, ale nie boję się bogatych dupków. Mam całkiem dobrych swoich kumpli - jakby był problem to by po nich zadzwonił i tyle. Nie bał się kolesi, którzy nie mają w ogóle honoru i napadają na kobiety. - Hm? Ale nie powiedziałem, że ja przedziurawię. Pytałem czy ty nie masz ochoty. No wiesz... odegrać się trochę. Załatwiłbym lawetę i po problemie - tak co by Marvel się nie bała jeśli ma ochotę zrobić coś takiego! Już Noah wszystko by ładnie załatwił. Swoją drogą Caleb się pewnie ucieszy jak się dowie o zachowaniu Noah bo wychodziło na to, że jednak wciąż sobą był. "Uwolnił" też Liv, gdy chciała się po pokoju przejść, ale sam grzecznie w miejscu stał. Dalej ta myśl o samochodzie na zewnątrz go drażniła.
- Raczej nie. Federalni oficjalnie wybyli z Berrylane po ich wpadce z gangiem - a jak się dumnie uśmiechnął. No co! Nie lubił ich! Cieszył się, że wrócili do siebie. - Tak więc mogę przypuszczać, że mieszka w okolicy albo co. Berry nie jest duże. Może to był przypadek? Nie pytałaś go o nic? - on by się bardziej dziwił, że gość z siekierą łaził, a nie że agentem był. Jakby taki Noah z siekierą łaził to od razu by go gliny zgarnęły. Ech... nie fair!
_________________
[Profil]
 
 
Olivia Marvel


Olivia

Marvel


recepcjonistka w klinice

Noah daje jej jeść, gdy jest smutna

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2018-11-08, 23:23   
  

  
  
  
18 yo

  
170 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
I always let you down, you're shattered on the ground but still I find you there.

  


Dlaczego nie chce milusiej przyczepy? Aczkolwiek spokojnie, Liv nie była z tych dziewczyn, które ingerują w przestrzeń osobistą swojego chłopaka i na siłę dorzucają coś od siebie do umeblowania. To byłoby po prostu głupie. Dlatego pewnie Noah przez dłuższy czas nie odczuje „obecności” Liv w swojej przyczepie, bo nawet jeśli by u niego bywała to jednak niczego by po sobie nie zostawiała. Nie chciała go przestraszyć, bo ją… na pewno by to przestraszyło. – Nie, nie mam ochoty. Skończmy ten temat, okej? – spytała z lekkim zmęczeniem, bo szczerze nie miała ochoty się odegrać na tamtym. To nie było w jej stylu. Nawet jeśli poczułaby lekką satysfakcję… to jednak potrafiła jej sobie odmówić. Wiedziała, że później byłyby kiepskie konsekwencje. Pewnie mieliby problem a nie chciała, by którekolwiek z nich wpakowało się w problemy i musiało płacić jakieś odszkodowanie. – Może… – Przytaknęła. To miało sens, że mógłby mieszkać w okolicy. W końcu pojawienie się federalnego na jej ulicy nie mogło być niczym innym jak zwykłym przypadkiem. – Nie pytałam… jakoś nie pomyślałam o żadnym elokwentnym pytaniu – oznajmiła ironicznie i wywróciła lekko oczyma. I umilkła, bo zastanawiała się czy tamten agent mógł węszyć w poszukiwaniu czegoś na Jaszczurki? Co jeśli wszyscy członkowie gangu byli teraz śledzeni i agenci FBI sprawdzali każdego, kto miał z nimi jakiś kontakt? Bo jeśli tak było to przecież Liv przebywała nie tylko z Noah, ale teraz jeszcze w jej życiu pojawiła się również Kara… O to jednak nie musiała się martwić, bo przecież Liv nie robiła niczego złego.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Gabby | Connor
 
Noah Faraday


Noah

Faraday


Pracuje w domu pogrzebowym

Wygrał zakład... ale woli Liv

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2018-11-10, 16:18   
  

  
  
  
20 yo

  
178 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
Don't be ashamed of who you are. That's your parents job.

  


Przestraszyłaby się jakby Noah zostawił u niej jakieś ciuchy? Na przykład kurtkę i to całkiem przypadkowo? To biedak musi uważać! Nie żeby gubił ciuchy jak Kopciuszek pantofelek, ale do tej pory był przekonany, że dziewczyny zazwyczaj lubił łazić w ubraniach swoich chłopaków. Tyle się jeszcze musiał nauczyć! A milusia przyczepa nie była dla niego. Jeszcze by mu Caleb nie dał już totalnie spokoju z takim wystrojem.
- Okej, okej. Nie namawiam. Ale ja odstawię jego samochód na miejsce - dodał jeszcze, nie chcąc zmuszać Marvel do kontynuowania tematu jednak musiał podkreślić, że zdania nie zmienił i nie pozwoli Liv nawet podchodzić do tego gruchota. Ciii! Dla niego wóz takiego parszywca to gruchotem będzie nawet jeśli gość miałby ferrari.
- Miałaś okropny wieczór, więc się nie dziwię, że nie pytałaś. A mówił coś? Jakby mnie przyłapano z siekierą to próbowałbym się tłumaczyć - no chyba, że by komuś uratował skórę to co innego, huh. Przy okazji usiadł sobie na krześle. Mógłby na łóżku, ale go tak wychowano, że nie wykorzystywał okazji. Nie chciał aby Marvel czuła się niezręcznie. Mimo, że powinien ją ponownie przytulić! Czy wpatrywanie się liczy się? Czuwał! Jak zauważy, że samopoczucie się pogarsza to do akcji ruszy, a póki co... właściwie nie wiedział czy jeszcze nie jest wystraszona i jak na dłuższy dotyk może reagować. Z drugiej strony sama go uściskała, więc może źle nie było. - Powiesz o tym rodzicom? - z ciekawości zapytał choć przeczuwał, że odpowiedź będzie brzmieć "nie". Tyle, że rodzina powinna wiedzieć kogo nie wpuszczać do domu i jeszcze najlepiej takiego na zbity pysk wywalić.
_________________
[Profil]
 
 
Olivia Marvel


Olivia

Marvel


recepcjonistka w klinice

Noah daje jej jeść, gdy jest smutna

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2018-11-10, 20:27   
  

  
  
  
18 yo

  
170 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
I always let you down, you're shattered on the ground but still I find you there.

  


Pewnie trochę by ją to przestraszyło… Choć może nie. Trudno powiedzieć, zależy co by się tam między nimi już podziało, ale na pewno trochę by ją ogarnął dyskomfort gdyby zobaczyła, że Noah powoli zadamawia się w jej pokoju. Na to jeszcze nie była gotowa mentalnie. Natomiast na wieść, że to Noah odprowadzi samochód Tysona, w podziękowaniu tylko się uśmiechnęła, wiedząc, że i tak pewnie nie wygra w tej sprzeczce. Zresztą sama tego w głębi duszy chciała, chociaż na głos w życiu by się nie przyznała.
- Nie… Niezbyt – odparła ze zmarszczeniem nosa i spojrzała przenikliwie na Faradaya. – Pokazał mi odznakę i w sumie tyle – odpowiedziała powoli. Nie odnotowała niczego poważniejszego w jego zachowaniu – znaczy poza tą siekierą, oczywiście! Ale poza tym wszystko w normie jednak. Odznaka, pytania o to czy ją nie skrzywdził i w sumie to wszystko. – Nie, raczej nie. Nic mi nie zrobił i nic też poważniejszego się nie stało, więc nie ma powodu, by szargać ich nerwy – odparła powoli i pokręciła głową, pozwalając sobie na strzelanie w karku. – Sama sobie z nim poradzę. Nie tak łatwo mnie zranić – dodała po chwili, podpierając się rękoma o łóżko. Nic się w zasadzie nie stało, a ona do tej pory radziła sobie z chłopakami bez uczestnictwa Noah czy kogokolwiek. Była niezależna i nie chciała tego zmieniać tylko dlatego, że w jej życiu pojawił się taki Noah, na którym zaczęło jej bardzo zależeć. - Ty nie zamierzasz mnie zranić, prawda? – spytała z lekkim uśmiechem. Oczywiście, żartowała sobie.  
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Gabby | Connor
 
Noah Faraday


Noah

Faraday


Pracuje w domu pogrzebowym

Wygrał zakład... ale woli Liv

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2018-11-11, 12:29   
  

  
  
  
20 yo

  
178 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
Don't be ashamed of who you are. That's your parents job.

  


Spokojna głowa. Noah się nie zadomowi i na pewno nie tak szybko. Poza tym był zadomowiony dalej u Caleba mimo, że odzyskał przyczepę to na razie ma sporo domów, w których mógł przebywać. Da radę poczekać! No i sumienie by mu nie pozwoliło pakować się z rzeczami do szafy Marvel. Jeszcze by mu za jakiś czas wszystko wyrzuciła... albo spaliła.
- Jakby ci nie pomógł to bym powątpiewał czy ta odznaka to prawdziwa była - ale skoro uratował Liv to należało mu się jakieś zaufanie. Dobra tam... może niewiele i nie ze strony Noah, ale jakaś wdzięczność, o. Wdzięczność bardziej prawdopodobna niż zaufanie. Sam by też mógł sobie odznakę załatwić, ale na szczęście nie była mu potrzebna. Chociaż jakby to dawało prawo do latania po mieście z siekierą to byłby pierwszy w kolejce! - Twoja decyzja, ale przynajmniej ich poinformuj może by nie wpuszczali tego kolesia? Nie chciałbym abyś kiedyś wróciła do domu, a on siedział w salonie - aż pięść zacisnął bo on by się na tego gościa od razu rzucił. Nawet jeśli Olivia nie musiała martwić rodziny to chyba dobrze aby mieli świadomość by owego osobnika do środka nie wpuszczać bo Liv nie chciała z nim mieć nic wspólnego.
- Jak nie? To znaczy, że będę musiał od teraz przegrywać z tobą w każdej grze by nie ranić? - żarty były systemem obronnym. No i Marvel sobie żartowała, więc przyjął, że i on może. Mimo to w środku drgnęło mu sumienie bo tak jak nie chciał jej ranić, tak było to możliwe jeśli Olivia kiedyś dowie się prawdy. Teraz jednak wstał z krzesła i usiadł na łóżku obok dziewczyny... czochrając jej włosy. - Ja tu od obrony jestem - tak ładnie uniknął obietnicy o nie ranieniu.
_________________
[Profil]
 
 
Olivia Marvel


Olivia

Marvel


recepcjonistka w klinice

Noah daje jej jeść, gdy jest smutna

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2018-11-11, 21:14   
  

  
  
  
18 yo

  
170 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
I always let you down, you're shattered on the ground but still I find you there.

  


W sumie to prawda. Pewnie paliłaby jego rzeczy jak Tessa i Cheryl swoje rzeczy wspominkowe w tym blaszanym kuble. I pewnie jeszcze by jeszcze jakieś czary-mary nad tym odprawiła. Zatem, może to i lepiej, że niczego swojego u niej nie zostawiała. Aczkolwiek jak będzie jej kiedyś dawała bluzę na ramiona to przecież nie pogardzi, prawda? Bo to taki gest opiekuńczości jeszcze dopuszczalny. Uśmiechnęła się do niego łagodnie, próbując nieco złagodzić całą tą sprawę. Zwłaszcza, że widziała, iż pięści Noah zacisnęły się nerwowo. – No dobrze. Powiem braciom by go nigdy przenigdy nie wpuszczali, bo Tyson ma się trzymać ode mnie z daleka. Okej? – rzuciła lekko i spojrzała na niego przenikliwie, próbując ustalić czy to faktycznie mu wystarczy na tę chwilę. Miała nadzieję, że jednak tak. Choć nadal obstawiała przy swoim, czyli przy tym, że sama radziła sobie doskonale.
Z rozdrażnionym westchnieniem wywróciła oczyma, przekrzywiając przy tym głowę. Posłała mu wymowne spojrzenie, ale nic nie powiedziała, pomimo iż chłopak nie wziął jej słów na poważnie. Obserwowała uważnie jak do niej podchodzi i siada obok po to, by zniszczyć jej fryzurę. Pisnęła gwałtownie i ze wściekłością, szturchając go a właściwie odpychając łokciem i zmrużyła gniewnie oczy. – A co to niby ma oznaczać? – zapytała ze śmiechem, przyglądając mu się. Od obrony? Niby od kiedy i przed kim? Dziwnie to trochę zabrzmiało, zwłaszcza, że przecież Olivia wcale o obronę się nie prosiła.  
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Gabby | Connor
 
Noah Faraday


Noah

Faraday


Pracuje w domu pogrzebowym

Wygrał zakład... ale woli Liv

Lives in
white flower valley


Wysłany: Dzisiaj 22:05   
  

  
  
  
20 yo

  
178 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
Don't be ashamed of who you are. That's your parents job.

  


- Okej. Sam jestem bratem to nawet bym powodu nie potrzebował by przeganiać kolesi, którzy do siostry przyszli - kiwnął zdecydowanie głową i może trochę go to uspokoiło. W końcu nie wątpił, że bracia Marvel to i jego by chętnie stąd wyrzucili, a co dopiero gościa, którego Olivia serio widzieć nie chciała. Co prawda może i by wypytywanie było, ale bracia nie potrzebowali powodu. Często bowiem siostry marudzą jak im się odstrasza adoratorów, ale gdy siostra mówi, że kogoś nie wpuszczać to wtedy rodzeństwo najlepiej domu broni!
- Co za piski? Już dzisiaj nigdzie nie wychodzisz, więc włosy mogą być rozczochrane - wcale, że nie zrobił tego na wszelki wypadek złośliwie jakby tak wyjść chciała. Nope. Już ma w domu siedzieć i najlepiej zaraz spać iść. Dlatego włosy nie musiały być ułożone, o. Mądrość Noah.
- A to? Albo nic? I wiem, że w dzisiejszych czasach każda dziewczyna twierdzi, że potrafi o siebie zadbać, jest silna i w ogóle. Nie kwestionuję tego - bo siostry by go zabiły i nikt ciała by nie odnalazł. - Ale masz braci to powinnaś wiedzieć, że facet to nawet jak nie jest rycerzem na białym koniu to serio chce dziewczynę chronić. Już tak jesteśmy zaprogramowani - niektórym to szwankuje, ale wiadomo, że wtedy to nie byli mężczyźni, a ścierwa co podnoszą rękę na płeć piękną. Noah był tym porządnym! - Po prostu wiedz, że jak trzeba to jestem. Jak Batman - przy swojej sekretnej tożsamości to i głos ściszył by brzmiał bardziej tajemniczo - no i co by nikt nie usłyszał bo to tajne!
_________________
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 5