menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Droga dojazdowa
Autor Wiadomość
LAVENDER WAKEFIELD


Lives in
white flower valley

w Berrylane od zawsze


Tanio sprzedaje ciało,

O więcej nikt nie pyta.



Wysłany: 2019-11-14, 21:56   
  
Lavender

  
Wakefield

  

  

  

  

  


  
Loving me must be so fucking hard and I'm so fucking sorry...

  
24 yo

  
165 cm

  


Cóż, Lavender miała świadomość, ze pewnie mało który facet myśli o niej, jak o kimś z kim fajnie byłoby być. Raczej, jeśli już rozpatrywali ją w pozytywnym świetle, to jako panienkę, którą spoko byłoby zaliczyć w sposób na jaki nie zgadza się żona, czy dziewczyna. Nie miała złudzeń co do tego, nawet jeśli ta prawda nie była zbyt przyjemna. Rozklejać się jednak nie zamierzała, a przynajmniej nie teraz, przy nim. Jak już, to w zaciszu własnej przyczepy, gdy będzie porobiona przez prochy.
— A co? Jest aż tak hardcorowo? — uniosła brew, chcąc sobie z niego nieco pożartować, ale też nie zamierzała być aż nazbyt wścibska. W końcu były inne kwestie, które interesowały ją bardziej od tego, w jakiej roli pojawia się w jego snach. Sam papieros już był taką kwestią, więc zaciągnęła się nim z błogością, jakby odrobina tytoniu miała wyciszyć jej nerwy.
— Słyszałam — przyznała mu rację, ale nie omieszkała przemycić w tym dużej dozy sarkazmu. — To takie pierdolenie dla tych, którzy lubią mydlić oczy, ja nie lubię — podała mu nawet od razu swoją autorską definicję, przy okazji uświadamiając, jakie ona w tej sprawie ma stanowisko. Naprawdę czuła jakiś niepokój i nie można jej się dziwić. To spotkanie było cokolwiek niespodziewane i raczej ze względu na piastowane przez niego stanowisko, mogła obawiać się, cóż też z tego wyniknie. W głowie sama zaczęła już przeczesywać wspomnienia w poszukiwaniu sytuacji w których mogła dopuścić się złamania prawa. Dlatego też kiedy tylko zaczął mówić coś więcej, spięła się, czekając na pointę. Tylko, że Josh za punkt honoru obrał odwlekanie w czasie zdradzenia się z nią.
— Pewnie by się znalazło, ale za cienki jesteś, aby do tego dojść — puściła mu oko, uśmiechając się przy tym słodko. Dopiero po chwili jej mina nieco stężała. Odruchowo zerknęła na papierosa, ale mało ją obchodził komplement pod adresem fajek. Chciała już wiedzieć. — Powiedziałabym ci wówczas, żebyś przestał owijać w bawełnę i powiedział o co chodzi, bo zaczynam się niecierpliwić — zaskoczył ją samą wzmianką o propozycji. Skłamałaby mówiąc, że nie zrobiło to na niej żadnego wrażenia. — Czego ty niby możesz ode mnie chcieć? — zapytała więc wprost, świdrując go wzrokiem.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Lilka
MULTI: Lilianne, Camellia, Jasmine, Francis & Maxwell
 
Josh Taylor Jr.


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od urodzenia


nieudolnie pilnuje porządku w Berrylane

może to czas poszukać sobie dziewczyny?

Wysłany: 2019-12-01, 22:00   
  
Josh Junior

  
Taylor

  

  

  

  

  


  
Chaos isn't a pit. Chaos is a ladder.

  
29 yo

  
187 cm

  


Zabij mnie, zapomniałam sprawdzić, czy mam odpis, ale już błąd swój naprawiam. Josh z kolei błędu żadnego chyba nie zrobił, bo to, co myślał o Lavender, nie było chyba tak odległe od rzeczywistości. Zdecydowanie nie była dziewczyną dla niego.
- Jest jeszcze gorzej - puścił jej oczko. Nie, zdecydowanie nie będą o tym rozmawiać, zwłaszcza, że Josh miał już w głowie inny, ciekawszy temat. - Nie wierzysz w przeznaczenie? Nie wierzysz w to, że nie ma żadnego przypadku w naszym spotkaniu?
Zdaje sie, że zdradził teraz dość ważną informację. Nie stał tu bez sensu i nie czekał na pierwszego lepszego osobnika, który poratowałby go fajką. Czekał na nią, na Lavender Wakefield, ale nie po to, żeby ją aresztować lub pomacać... znaczy przeszukać. Kto wie, może miał do niej ważną sprawę?
- W takim razie naprawdę powinnaś się cieszyć. Ale spokojnie, nie zamierzam cię zwijać. Przynajmniej nie teraz. Może za chwilę, wszystko zależy od ciebie - puścił jej oczko i zaciągnął się mocniej papierosem. - Hej, spokojnie. Niecierpliwi ludzie żyją krócej.
Nie miał pojęcia, czy to prawda, ale zdaje się, że nie miał teraz nic mądrzejszego do dodania. Zresztą, umówmy się, kiedy będzie trochę spokojniejsza, na pewno łatwiej przyjmie to, co Josh miał jej do powiedzenia.
- Mam dla ciebie pewną propozycję - zaczął w końcu. - Powiedzmy, że potrzebowałbym kilku informacji. Powiedzmy, że mogłabyś mi je dostarczyć, a ja mógłbym jakoś ci się za nie odwdzięczyć. Oczywiście nie w ten sposób, o którym mogłabyś pomyśleć - to tak na wszelki wypadek, gdyby zaczęła za dużo sobie wyobrażać. On miał już pewien pomysł na to, co mógłby zrobić, co mógłby jej dać, gdyby powiedziała "tak".
[Profil]
  MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Julie, Kara, Mike
 
LAVENDER WAKEFIELD


Lives in
white flower valley

w Berrylane od zawsze


Tanio sprzedaje ciało,

O więcej nikt nie pyta.



Wysłany: 2019-12-01, 22:53   
  
Lavender

  
Wakefield

  

  

  

  

  


  
Loving me must be so fucking hard and I'm so fucking sorry...

  
24 yo

  
165 cm

  


Brew jej drgnęła, kiedy puścił jej oko po raz pierwszy. Prychnęła też, aby pokazać, że niekoniecznie obchodzą ją te jego wizje, nawet jeśli o nie pytała. Ciągnąć tego tematu nie zamierzała, bo przecież bardziej interesowało ją to, po co faktycznie ją zatrzymał, tym bardziej, że ta cała gadka o przeznaczeniu jasno jej sugerowała, że jakiś cel w tym miał. Postanowiła czekać, przynajmniej na ten moment, kiedy jeszcze jej cierpliwość jako tako istniała. Długo to raczej nie potrwa, znając jej osobę, ale wierzyła, że sam Josh też nie zamierzał grać z nią w kotka i myszkę cały dzień.
— Słodki jesteś — odpowiedziała jedynie na te jego pytanie, mrużąc przy tym oczy. Nic więcej nie dodała, tłumaczenie mu jakie jest jej podejście do przeznaczenia było raczej zbędne. On na pewno wiedział, jak to wyglądało.
— Och, jakże mi ulżyło, bo już robiłam pod siebie ze strachu — wymruczała między zaciągnięciem się papierosem, a wypuszczeniem w płuc dymu. Przewróciła jeszcze oczami, bo co miała zrobić? Wątpiła, aby jej życie miało się skrócić przez ich aktualną rozmowę, a samo mówienie mu o tym, że nieszczególnie martwiłaby się, gdyby faktycznie te miało nieco się skrócić też uważała za zbędne. Nie byli aż tak blisko, w ogóle blisko nie byli w zasadzie, dlatego tak intrygowało ją o co mu chodzi, a kiedy w końcu wyrzucił to z siebie... nic nie powiedziała. Patrzyła po prostu na niego w milczeniu, w tym samym milczeniu wyrzuciła niedopałek na ziemię, przygasiła go butem, a potem odrzuciła włosy do tyłu, zaczesując je niedbale palcami. Wtedy też parsknęła śmiechem, nawet wesołym, ale głównie było to wyrazem niedowierzania.
— Kurwa... — odezwała się w końcu, nie tracąc na wesołości. Spojrzała też na niego, przechylając głowę do boku. — Chcesz żebym była kapusiem? — zapytała w prost, a po chwili skróciła między nimi dystans, pozostawiając jedynie bezpieczne pół metra odstępu. — Bo jeśli tak, to masz jaja, Junior... większe, niż podejrzewałam — nawet spojrzała sugestywnie w dół, w wiadomym kierunku. Dopiero po chwili znów skrzyżowała ich spojrzenia. — Czego dokładnie chcesz i ile jesteś w stanie mi za to dać? — nigdy nie powiedziała, że się zgodzi, ale była ciekawa. Po prostu interesowało ją to, czego Josh mógł od niej chcieć, chociaż z drugiej strony, najbardziej ją ciągnęło do tej zapłaty.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Lilka
MULTI: Lilianne, Camellia, Jasmine, Francis & Maxwell
 
Josh Taylor Jr.


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od urodzenia


nieudolnie pilnuje porządku w Berrylane

może to czas poszukać sobie dziewczyny?

Wysłany: 2019-12-06, 23:51   
  
Josh Junior

  
Taylor

  

  

  

  

  


  
Chaos isn't a pit. Chaos is a ladder.

  
29 yo

  
187 cm

  


Wiadomo, że był słodki. Gdyby tylko wiedziała, jak słodki potrafił być, jeśli naprawdę mu na tym zależało, to z pewnością zmiękłyby jej teraz nogi, a potem zmiękłoby jej serce. To nic, że był gliną, a ona... Wręcz przeciwnie.
Rzeczywiście, nie byli blisko, ale może właśnie to sprawi, że Josh odniesie sukces i jego plan się powiedzie? Kto normalny pomyślałby, że Junior i Wakefield mogliby się dogadać? No właśnie, nikt. To dlatego istniała szansa na to, że ludzie ich ze sobą nie skojarzą. Tak przynajmniej wydawało mu się w momencie, kiedy wpadł na swój szatański plan. Być może warto wspomnieć o tym, że Josh był wtedy po kilku drinkach i dlatego uznał swój plan za genialny, ale hej, gdyby tak zastanowić się nad tym na trzeźwo, to rzeczywiście wszystko brzmiało nieźle.
- Od razu kapusiem - zmarszczył czoło. To słowo kojarzyło się szalenie źle i nie do końca o to mu chodziło. Po co miała myśleć, że chodzi o coś złego, kiedy naprawdę nie miał złych zamiarów? No dobrze, może i miał, ale tylko dlatego, że był gliniarzem, a gliniarze muszą radzić sobie na swój własny sposób.
- Widzisz? Na tym właśnie polega twój błąd. Nie doceniłaś mnie, a czasem nawet i ja potrafię kogoś zaskoczyć - puścił jej oczko. To oczywiste, że potrafił zaskoczyć kogoś, jeśli tylko tego chciał. W tym wypadku naprawdę chciał. - Wszystko zależy od tego, co dostanę w zamian - zaczął ostrożnie. Nie będzie przecież odkrywał od razu wszystkich swoich kart, a zdaje się, że miał w zapasie jedną o dość dużym znaczeniu. Na pewno spodobałaby się Lav.
[Profil]
  MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Julie, Kara, Mike
 
LAVENDER WAKEFIELD


Lives in
white flower valley

w Berrylane od zawsze


Tanio sprzedaje ciało,

O więcej nikt nie pyta.



Wysłany: 2019-12-28, 18:54   
  
Lavender

  
Wakefield

  

  

  

  

  


  
Loving me must be so fucking hard and I'm so fucking sorry...

  
24 yo

  
165 cm

  


Lubiła mocne słowa, wydawało jej się, że w chwili ich wypowiadania dostaje jakąś mistyczną władzę, która sprawiała, że czuła się kimś. No bo ostatecznie nie miała złudzeń, nie była nikim ważnym i koniec końców niczego istotnego nie osiągnie. Wielkie rzeczy nie spadają z nieba, a ona o nie nie zabiegała - wiedziała, jak jest. Będzie stała w miejscu, a jej największe osiągnięcia mierzone będą nominałem banknotu wciśniętego jej za majtki. Tylko, że w aktualnej sytuacji Josh nie wydawał się być kimś, kto pretendował do miana kolejnego z wielu jej klientów. Nie była jeszcze pewna, czy bardziej ją to drażni, czy fascynuje.
— Błędy to moja specjalność — prychnęła, niby potwierdzając jego słowa, ale zrobiła to tylko po to, aby ostatnie słowo w tej kwestii należało do niej. Dla przekory, albo poczucie tej krótkotrwałej kontroli. Jeśli jednak coś ją zaskoczyło, to jego następne słowa. Spojrzała na niego tak, jakby sobie żartował, czekała, rozważała, aż w końcu parsknęła śmiechem. Pokręcił głową, zerkając raz po raz na niego.
— Czekaj, chwila — machnęła ręką, by następnie odchylić głowę do tyłu i spompować powietrze z płuc. Zabrało to kilka chwil, ale w końcu zeszła na ziemię, by zrobić kilka kroków w jego kierunku. — Zatrzymujesz mnie, wyłudzasz fajki, oferujesz jakieś przekręty, a teraz jeszcze próbujesz stawiać warunki? — myślała na głos, w końcu stając sobie przed nim, na odległość gwałtownie zaburzającą pojęcie przestrzeni osobistej. — Junior, Junior, tak się bawić nie będziemy — jej głos był przesłodki, oczywiście było to grą pozorów. — Ty chcesz czegoś ode mnie, ja jeszcze nie wiem, czego mogę chcieć od ciebie. Dlaczego zakładasz z góry, że to ja będę musiała zawyżać stawkę, by dostać to co tam kryjesz? — uniosła brwi, wyczekująco. Zainteresował ją, nie było co tego ukrywać, ale nie zamierzała niczego ułatwiać, z nią nie mogło iść jak z płatka, to było naczelną zasadą współistnienia z Lavender Wakefield.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Lilka
MULTI: Lilianne, Camellia, Jasmine, Francis & Maxwell
 
Josh Taylor Jr.


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od urodzenia


nieudolnie pilnuje porządku w Berrylane

może to czas poszukać sobie dziewczyny?

Wysłany: 2020-01-07, 17:37   
  
Josh Junior

  
Taylor

  

  

  

  

  


  
Chaos isn't a pit. Chaos is a ladder.

  
29 yo

  
187 cm

  


Gdyby kiedyś, na przykład po ciężkim udarze albo w ramach żartu, miał zostać jej klientem, to pewnie wciskałby jej za majty same monety, bo z banknotami u niego kiepsko. Nie zarabiał milionów, a swoje pieniążki wolał przeznaczyć na własne potrzeby, a nie na napiwki dla tańczących pań, którym i tak za wszystko płaci kasyno. Inna sprawa, że na scenie nie było nigdy żadnej dziewczyny w jego typie.
- Niczego od ciebie nie wyłudzam, co to, to nie. Po prostu grzecznie pytam, czy będziesz tak uprzejma i poczęstujesz mnie papierosem - puścił jej oczko. Jak można posądzać go o coś takiego? Przecież nigdy by się do tego nie posunął. - Nie stawiam żadnych warunków. Po prostu składam ci świetną propozycję z gatunku tych nie do odrzucenia. Znaczy... Wiesz, możesz ją odrzucić, tylko po co?
No właśnie, po co? Przecież Josh chciał dla niej dobrze. Wiadomo, dla siebie jeszcze lepiej, ale na układzie z nim Lav na pewno nie straci. No, może odrobinę reputacji, ale... No właśnie. Czy jest sens, żeby rozmawiać o czymś, co nie istnieje?
- No dobra, załóżmy, że trochę mnie zaintrygowałaś - przyznał. - W takim razie, czego chciałabyś w zamian?
Nawet nie liczył na to, że będzie z nią łatwo, lekko i przyjemnie. Słyszał o niej co nieco, wiedział, kim mniej więcej jest i wcale nie liczył na to, że dziś dojdą do jakiegoś kompromisu. Mimo to postanowił złożyć jej propozycję, na której skorzystają oboje. On będzie mieć nieco więcej informacji, a ona... Mogła mieć zawartość maleńkiej, przezroczystej torebeczki wypełnionej tajemniczym białym proszkiem. I nie, uprzedzając pytania, to nie kreda, mąka ani talk do skarpet. To coś zupełnie innego. To śnieżynki. Josh starannie odrobił pracę domową i wiedział, co lubiła.
  
[Profil]
  MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Julie, Kara, Mike
 
LAVENDER WAKEFIELD


Lives in
white flower valley

w Berrylane od zawsze


Tanio sprzedaje ciało,

O więcej nikt nie pyta.



Wysłany: 2020-01-07, 23:27   
  
Lavender

  
Wakefield

  

  

  

  

  


  
Loving me must be so fucking hard and I'm so fucking sorry...

  
24 yo

  
165 cm

  


Nie celowała w tytuł pracownika miesiąca, więc nie przejmowała się tym, że mogłaby do pracy się spóźnić. Nie była też szczególnie przykładnym obywatelem, więc respektowanie służb publicznych również miała w poważaniu. Może i należało myśleć rozsądnie, bo jednak Josh był starszy, był mężczyzną i do tego policjantem, więc gdyby chciał, naprawdę miałby duże pole do popisu, aby jej zaszkodzić, ale no... czy dało jej się zaszkodzić jeszcze bardziej? W więzieniu jej nie zamknie, bo nie ma podstaw, noc w areszcie jej niestraszna, zastraszanie, nawet pobicie również, bo zdarzali się i tacy klienci, którym ciężka ręka latała tam gdzie nie powinna. Słowem, mimo, że do obaw miała powody, to jednak przeważało w niej poczucie nietykalności.
— Macie w akademii policyjnej jakiś fakultet z owijania w bawełnę? — mruknęła, przenosząc ciężar ciała na jedną nogę. Uniosła brwi, jakby rzeczywiście czekała na jakąś odpowiedź, ale nim ta nadeszła, sama wtrąciła kolejne ze swoich słów. — Oj Junior, mieszasz mi w głowie, a nawet nie postawiłeś mi drinka — mruknęła, jakby z niesmakiem, ale był to swoisty dowcip. Naprawdę zaczęło ją interesować, co też pan policjant sobie w głowie zaplanował, ale duma nie pozwoliła jej przesadnie prezentować swoich emocji. To też, kiedy odwrócił kota ogonem i kazał jej wymyślać, jaką zapłatę by chciała, parsknęła śmiechem, który potoczył się dookoła echem. Chwilę to trwało, zanim zapanowała nad tym wybuchem wesołości.
— Teraz ja mam sobie wymyślać? Och jak leniwie — mruknęła, w głowie nie mając żadnego ambitnego pomysłu, bo też umówmy się, nawet by jej przez myśl nie przeszło, aby prosić policjanta o prochy. Szanujmy się, ona jednak wbrew obiegowej opinii głupia nie była. — Czego może chcieć taka prosta kobieta, jak ja? Przecież mam wszystko — parsknęła, podkreślając tym samym, że sama własnych słów nie kupuje. Splotła zatem dłonie pod biustem, już bardziej skupiając się na rozmowie. — No nie wiem... pieniędzy? Chociaż nie wyglądasz mi na potentata ropy naftowej — cmoknęła, spoglądając na niego z ostentacją. Nie mniej jednak nic innego jej do głowy nie przychodziło. Czuła jednak, że ma coś w zanadrzu, bo przecież inaczej by chyba tej rozmowy nie zaczął, prawda? Przynajmniej tak podpowiadała jej logika.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Lilka
MULTI: Lilianne, Camellia, Jasmine, Francis & Maxwell
 
Josh Taylor Jr.


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od urodzenia


nieudolnie pilnuje porządku w Berrylane

może to czas poszukać sobie dziewczyny?

Wysłany: 2020-01-13, 21:12   
  
Josh Junior

  
Taylor

  

  

  

  

  


  
Chaos isn't a pit. Chaos is a ladder.

  
29 yo

  
187 cm

  


Aresztowanie? Co skąd. Pobicie? Tym bardziej! Nie ma nawet takiej opcji! Josh uderzyłby Lav chyba tylko wtedy, gdyby ta była wampirzycą lub zombie i chciała go pożreć, ale zdaje się, że nic takiego nie będzie miało miejsca. No, chyba że chciała, wtedy należało ją ostrzec, że przed spotkaniem najadł się czosnku.
- Nie, ale mieliśmy zajęcia z planowania taktycznego - i to właśnie po tych zajęciach doszedł do wniosku, że powinien zabezpieczyć się od środka odpowiednimi substancjami. - Jeśli się dogadamy, postawię ci nawet całą butelkę, tylko raczej nie w kasynie.
Tam nie wypadało, to raz, a dwa, alkohole kosztowały tam miliony monet i cos podpowiadało mu, że gdyby tylko coś tam kupił, obudziłby się rano nagi gdzieś pod mostem z wyzerowanym kontem, długami i ryjem obitym przez goryli z kasyna.
- Hej, ja tylko daję ci szansę na to, żeby wybrać sobie coś, co lubisz albo co chciałabyś dostać, bo kiedy na wybiorę... - to niekoniecznie może jej się to spodobać. - Oboje dobrze wiemy, że wcale nie jesteś prosta - puścił jej oczko. Może i była, ale nie aż tak bardzo, jak próbowała mu właśnie teraz wmówić. - A może właśnie tak wyglądają potentaci? Jak wielu znasz?
Może znała kilku? Wtedy Josh będzie mówił, że on wygląda nieco inaczej dla zmyłki, a policyjną robotą zajmuje się tylko dlatego, bo lubi adrenalinę.
- A gdybym tak miał dla ciebie ciekawszą propozycję? Powiedzmy... coś w rodzaju karty "wychodzisz wolny z więzienia" do jednorazowego wykorzystania. Kojarzysz Monopoly, prawda? - musiała kojarzyć. Dzięki Joshowi mogłaby mieć własnie taki immunitet. - Chyba że... - powoli wyciągnął z kieszeni torebeczkę - wolałabyś coś takiego.
No i proszę, jaki z niego porządny facet. Pozwoli jej wybrać.
[Profil]
  MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Julie, Kara, Mike
 
LAVENDER WAKEFIELD


Lives in
white flower valley

w Berrylane od zawsze


Tanio sprzedaje ciało,

O więcej nikt nie pyta.



Wysłany: 2020-01-16, 18:53   
  
Lavender

  
Wakefield

  

  

  

  

  


  
Loving me must be so fucking hard and I'm so fucking sorry...

  
24 yo

  
165 cm

  


Parsknęła na tą jego odpowiedź, ale nie wchodziła już w szczegóły. Bardziej zainteresowało ją to, że niczego nie będzie stawiać jej w kasynie. Ewidentnie w jego propozycji, samym tym, że miał do niej jakąś sprawę coś nie grało, ale na ten moment nie zamierzała zgrywać takiej nieufnej. Wolała poczekać, aż dokładniej wszystko zrozumie.
— Spoko, dla mnie też picie w kasynie nie stanowi jakiejś szczególnej przyjemności — skwitowała to zatem w ten sposób, uznając, że tak będzie bezpiecznie. Nie kłamała poza tym. Nie była jakąś wielką fanką kasyna, co raczej dla niej samej stanowiło oczywistość, ale dla innych mogło być dość dziwne.
Był dla niej miły i nawet mu to pasowało, może mogłaby skłonić się do myśli, że był w tym całkiem uroczy, ale to też sprawiało, że z tyłu głowy zapalała jej się lampka ostrzegawcza. Kiedy mężczyźni są dla niej słodcy, zawsze nie wróży to niczego dobrego. Taka już była zasada. Nie należała do tych kobiet, dla których mężczyźni są mili bez powodu, trochę przykre, ale na przestrzeni lat zdążyła już oswoić się z tą myślą.
— Miałam przyjemność rozbierać się przed kilkoma — odparła bez cienia zawahania, sama siebie ustawiając w roli bezwartościowej kobiety. Komplementu wolała nie komentować, lepiej, żeby sądził, że podobne zagrywki nie robią na niej wrażenia. W dodatku teraz naprawdę już się niecierpliwiła, ale jej męki miały dobiec końca. Spięła się nieco, patrząc co robi, a gdy jej oczy natrafiły na niewielką torebeczkę, poczuła jak zasycha jej w gardle. W jednej chwili. Przygryzła wargę, nie odzywając się od razu. Chwilę obserwowała biały proszek, ale w końcu spojrzała na niego.
— Skąd mam wiedzieć, że to nie jest żaden podstęp? Jesteś gliną, Junior, a ja należę do gangu — na tym etapie mogli już mówić wprost. — Chcesz, żebym zdradziła swoją rodzinę, czy co dokładnie? — gówno prawda co do rodziny. Wcale nie postrzegała już tak Jaszczurek, ale w tej chwili musiała to sprzedać nieco inaczej, aby być wiarygodną.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Lilka
MULTI: Lilianne, Camellia, Jasmine, Francis & Maxwell
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5