menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#1 I don't know... Maybe I'm going crazy.
Autor Wiadomość
Frankie Harvey


Zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.


Chirurg ogólny

Zaczęło się w piątek

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-11-04, 19:16   #1 I don't know... Maybe I'm going crazy.
  
Frankie Michelle

  
Harvey

  

  

  

  

  

  
34 yo

  
169 cm

  
W Berrylane od urodzenia

  


/po rozmowie telefonicznej z Mayą/
Przeraziła się nie na żarty. Ledwo dzień wcześniej, tuż po nocnej zmianie, dostrzegła go na przystanku, na którym czekała a teraz drzwi do jej mieszkania były uchylone. Pierwsze, o czym pomyślała to o włamaniu, ale nie byle jakim, bo od razu wzięła pod uwagę udział tego konkretnego mężczyzny, który mógł tam na nią czekać albo.. sama nie wiedziała, czego mogła się spodziewać i nawet nie chciała tego sprawdzać. Od razu zadzwoniła do Christiana zostawiając mu wiadomością głosową i po prostu czekała, jak łoś siedząc na klatce schodowej.
Zajęła miejsce na najniższym stopniu na półpiętrze by być wystarczająco daleko od swych drzwi, ale też na tyle blisko by od czasu do czasu rzucać okiem w tamtym kierunku. Zrobiła to tylko dwa razy, bo na więcej nie miała odwagi. Drżała, chociaż z każdą kolejną minutą czuła, że jej strach był irracjonalny. Jeżeli ktoś był w środku to dawno by już wyszedł wcześniej słysząc jak dzwoni kluczami. Jedyne co mogło tam na nią czekać to jakaś okropna niespodzianka albo brak telewizora, jeżeli włamanie faktycznie było zwykłym rabunkiem. Wątpiła w to, chociaż wolałaby teraz zgłaszać ubezpieczycielowi zaginięcie paru rzeczy niż przekonywać się na własnej skórze, że ten drań o niej nie zapomniał.
Nieco otumaniona zadarła nosek do góry, gdy nagle tuż przed nią stanął prawie dwumetrowy ex narzeczony. Przeprosiła go i już bez słowa wskazała uchylone drzwi widoczne od razu z klatki schodowej. Zamek nie był naruszony a w nadal nie do końca urządzonym mieszkaniu panowała cisza przerywana przez silniejsze podmuchy wiatru wkradającego się do środka przez otwarte okno. Chris mógł sprawdzać nawet pod łóżkiem i w szafie, ale w środku nie było nikogo. Na pierwszy rzut oka nic też nie zaginęło, ale to Frankie powinna ocenić.
Nie od razu weszła do środka. On zapewne tego nie chciał, ale gdy był w trakcie oględzin, w końcu zdecydowała się przejść przez próg. Zapaliła światło w przedpokoju, bo najwyraźniej w środku nikogo nie było i powolnym krokiem ruszyła do salonu po drodze mijając drzwi do sypialni. Do tej pory nie miała kiedy się urządzić. W mieszkaniu były najpotrzebniejsze rzeczy i meble, ale nadal wydawało się puste, bo brakowało w nim detali takich, jak chociażby głupi obraz na ścianie, zdjęcia w ramce albo wyjątkowego fotela, na którym siadać mogła tylko właścicielka ów włości. Lokum było po prostu surowe, ale nic z niego nie zniknęło ani też nie czekał na Frankie żaden niemiły prezent.
- Przepraszam, że cię ściągnęłam. Nie wiedziałam do kogo zadzwonić. – było jej strasznie głupio, bo zdaniem Osbourna nie doszło do żadnego włamała, co zmusiło panią doktor do zastanowienia się, czy w ogóle zamknęła drzwi. – Możliwe.. – przerwała na moment odbierając od niego kubek z herbatą, którą uprzejmie zrobił, gdy ona po turecku siedziała na kanapie i starała się uspokoić nerwy. Nie płakała, ale była rozdygotana. Stres zrobił swoje. – Możliwe, że nie zamknęłam drzwi. – przyznała niechętnie i ze wstydem wolną dłonią mocniej opatulając się kocem, zaś w drugiej trzymając gorący kubek. – Boże, jaka ja jestem głupia. – pokiwała głową na boki nie wierząc, że była aż tak rozkojarzona by nie zamknąć własnego mieszkania. – Przepraszam Chris. Na pewno oderwałam cię od pracy albo czegoś.. - nie dokończyła, bo nawet nie wiedziała, co on teraz robił po służbie. Kiedyś, gdy grafiki im się zgadzały, przychodził do niej, do domu. Na pewno też wyskakiwał z kolegami na piwo, kiedy miał taką okazję, widywał się z rodziną albo po prostu siedział nad sprawą fundując sobie nadgodziny, bo nieraz, gdy wracała ze szpitala po nocnej zmianie trafiała na niego, odsypiającego na kanapie, gdzie obok stolika rozłożył wszystkie papierzyska. Tak przynajmniej było kiedyś, ale ten czas już dawno minął.
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
MULTI: Joycelyn & Rocky
 
Christian Osbourne


...


zamyka przestępców

i nawet swoje serce też

Lives in
auburn pine houses


Wysłany: 2018-11-08, 23:01   
  
Christian

  
Osbourne

  

  

  

  

  

  
38 yo

  
189 cm

  
W Berrylane od dłuższego czasu

  


/ po Karze

Nie docierało do niego kompletnie nic co się działo w jego głowie po spotkaniu z kimś, kogo miał przecież już nigdy nie zobaczyć. Wszystko wydawało mu się jakąś tanią komedią, ale była to rzeczywistość, która właśnie się nad nim zawisła jak gęsta czarna chmura i praktycznie nie miał pojęcia co z tym wszystkim zrobić. Świadomość, że gdzieś po świecie krążyła jego córeczka i wychowywała ją obca rodzina była jeszcze bardziej przytłaczająca niż by przypuszczał. Nie potrafił się otrząsnąć zbyt szybko, a tym bardziej wizyta u ojca w Seattle nie mogła czekać ani chwili. Chciał spojrzeć mu w oczy, przekonać się czy dalej uparcie będzie kłamał i wmawiał mu, że nadal się mylił a spotkanie z Karą sobie uroił w głowie. Nie skończyło się to dla nich dobrze, ale po raz pierwszy poczuł się lepiej gdy odważył się wygarnąć to wszystko co chciał mu przekazać i miał gdzieś co się z nimi stanie - gdyby nie nagłe pojawienie się Kary, która musiała pojechać za nim, może ojciec zdążyłby go udusić gołymi rękami i chyba miał szczęście. Nie wiedział po co to zrobiła, chyba był zbyt roztrzęsiony by słuchać jej powodu, ale niezwykle pomogła mu dojść do siebie po owym spotkaniu. Był też wdzięczny, że pozwoliła mu jechać do Frankie, kiedy tylko odczytał wiadomość, która zapikała mu na telefonie. I tak wiedział, że jeszcze będzie musiał pogadać z Karą i znów przeprosić ją za bycie świadkiem czegoś, czego nie powinna nigdy widzieć.
Musiał się jednak odciąć od tego i nawet nie wiedział jakim cudem znalazł się przed kobietą, której również nigdy nie miał już spotkać na swojej drodze. Jednak chodziło o nią i o to, że coś mogło jej grozić. W jednej chwili wszystko to co się działo parę godzin wcześniej przestało mieć dla niego znaczenie, nawet to, że dalej był w mundurze z obitą twarzą i śladami na szyi. Musiał sprawdzić czy Frankie była bezpieczna. Kiedy zobaczył ją siedzącą na schodach i tak roztrzęsioną w pierwszym odruchu miał ochotę ją przytulić, byle się tylko uspokoiła. Powstrzymał się, wchodząc szybko do mieszkania, wiedząc, że tylko to sprawi, że przestanie być taka roztrzęsiona. Rozejrzał się bardzo dokładnie po mieszkaniu, sobie też dając chwilę czasu aby wymyślić na szybko jakąś akcję, która zasłoni to wszystko co działo się parę godzin wcześniej. Wpatrując się przez moment w otwarte okno dopiero po chwili dotarły do niego słowa kobiety.
- Przestań, dobrze zrobiłaś - odparł podchodząc do niego by je po prostu zamknąć. W mieszkaniu zapewne zdążyło się przewietrzyć. - Przecież wiesz, że zawsze możesz do mnie dzwonić. Nawet w środku nocy. Pamiętaj o tym - uśmiechnął się blado, chyba sam odetchnął, że prawdziwego zagrożenia nie było. Ale skądś to przerażenie u Frankie musiało się pojawić. Znał ją na tyle dobrze, że wiedział, że gdyby nie była czegoś pewna z pewnością by go nie wzywała - Jeśli chcesz mogę zostać...na tyle ile będziesz tego potrzebowała - rzucił, zanim zdążył ugryźć się w język bo nie był do końca pewny czy mógł składać jej takowe propozycje. Jednak jemu tylko zależało na jej bezpieczeństwie i w takiej chwili nawet myśl nie przeszła mu przez głowę by coś mogło wyjść więcej z jego zostania u niej te parę godzin. Dla upewnienia rozejrzał się jeszcze po jej mieszkaniu drugi raz, jakby chcąc upewnić się czy nic mu nie umknęło, jakikolwiek ślad. Najwidoczniej mieszkanie było czyste. Po drodze zdążył zrobbić kobiecie herbatę- Masz, powinnaś się poczuć nieco lepiej - uśmiechnął się podając jej kubek z gorącym napojem. Dawno nie widział jej w takim stanie, dlatego też niespokojnie kręcił się po jej mieszkaniu jakby do końca nie wiedząc co ma z sobą zrobić - Zapewne masz dużo na głowie w pracy, prawda? - szybko zmienił temat gdy ona sama nie potrafiła dokończyć swojego zdania. To na pewno przez jej przepracowanie już nie zwróciła na tak banalną rzecz czy nie zamknęła drzwi od mieszkania. Zresztą, jemu też się zdarzało zastanawiać w pracy czy przekręcił kluczami w zamku i dopiero się przekonywał o tym gdy wracał do domu. Przez zabieganie nie zwraca się często uwagi na takie rzeczy. Zaczynał się martwić czy aby Frankie brała na swoje barki zbyt wiele i chciał wybadać czy właśnie tak było.
  
[Profil]
  MÓW MI: Kama
MULTI: Arizona // Caesar // Diana
 
Frankie Harvey


Zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.


Chirurg ogólny

Zaczęło się w piątek

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-11-11, 10:12   
  
Frankie Michelle

  
Harvey

  

  

  

  

  

  
34 yo

  
169 cm

  
W Berrylane od urodzenia

  


Bez wątpienia postąpiłaby rozsądniej i nie panikowałaby aż tak bardzo, gdyby od razu nie wzięła pod uwagę udziału pewnej osoby, którą zaledwie wczoraj widziała na przystanku nieopodal szpitala. Była pewna, że miała to już za sobą. Dwa lata spędziła poza krajem, kolejne siedem miesięcy również wydawało się nie zapowiadać powrotu tej części życia, którą na zawsze zamknęła, więc pozwoliła sobie na trochę luzu, na zapomnienie i życie do przodu. Była szczęśliwa. Robiła to co kochała i nawet jeśli przy tym zraniła parę osób to i ów gorycz przełknęła gotowa iść dalej, rozwijać się, korzystać z wolnych chwil i może kiedyś znów zakochać, chociaż ostatnie nie było priorytetem. Bycie chirurgiem i ratowanie ludzi to coś, czego nie zmieniłaby na nic w świecie chyba, że kiedyś straciłaby obie ręce (odpukać w niemalowane).
- Dzięki. – jego propozycja była miła i całą sobą pragnęła z niej skorzystać, bo mimo świadomości, że to nie było włamanie, nie czuła się komfortowo. Ciągle pamiętała uśmiech mężczyzny i to jak wpatrywał się w nią, gdy chowała w tłumie w autobusie. Nie potrafiła przestać o nim myśleć ani pozbyć się dzisiejszego strachu, który choć irracjonalny, palił ją od środka żywym ogniem. Nie chciała zostawać sama. Tak byłoby rozsądnie zważywszy na ich wspólną przeszłość oraz fakt, że to ich zaledwie drugie spotkanie po powrocie Frankie z misji, ale egoistycznie potrzebowała towarzystwa. Nie byle jakiego towarzystwa.
- Spanikowałam. – musiała się powtórzyć i jeszcze raz usprawiedliwić by nie wyjść na wariatkę. – To od przepracowania. – idealny argument, którym zamierzała się osłonić jednocześnie nieco uważniej przyglądając twarzy Christiana. Każdy ślepy zauważyłby jego ślady, ale wcześniej, prócz krótkiego ‘Co ci jest?’, na które Osbourne odpowiedział machnięciem ręki, nie zainteresowała się tym głębiej. Po prostu była zbyt przejęta tą całą sprawą z włamaniem, którego nie było. Co za żenada. – Teraz możesz mi powiedzieć, co się stało. – to nawet nie było pytanie ani prośba a bezpośredni nakaz, bo choćby chciał unikać tematu, to przy Harvey się nie dało. – Muszę jakoś oderwać myśli od tego szaleństwa. – przewróciła oczami bardziej wskazując na swoje mieszkanie, bo miała na myśli włamanie bez włamania. Chciała się uspokoić a nic tak dobrze nie działało, jak zmiana tematu i skupienie się na życiu kogoś innego.
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
MULTI: Joycelyn & Rocky
 
Christian Osbourne


...


zamyka przestępców

i nawet swoje serce też

Lives in
auburn pine houses


Wysłany: 2018-11-18, 22:33   
  
Christian

  
Osbourne

  

  

  

  

  

  
38 yo

  
189 cm

  
W Berrylane od dłuższego czasu

  


Próbował z całych sił odgonić od siebie swoje własne problemy i skupić się na niej. Tak było prościej, choć na chwilę oderwać się od tego co nie powinno w ogóle się wydarzyć. W duchu dziękował Frankie, że zdecydowała się na jego pomoc, chociaż przecież mogła skorzystać z różnych opcji. Mogła, ale jednak zadzwoniła do niego. Chciała, żeby to on sprawdził czy jej mieszkanie było wciąż bezpieczne i, że nikt jej nie zagrażał. Właśnie uświadomił sobie, że był na jej każde skinienie. Nie potrafił jej odmówić, pomimo, że dzieliła ich burzliwa przeszłość. Musiał być cholernie głupi, że dalej wpakowywał się w to na własne życzenie. Nie potrafił jej zwyczajnie odmówić. Nie mógł wytrzymać, wiedząc, że groziło jej jakieś niebezpieczeństwo. Wszystko przestawało być ważne, liczyło się tylko sprawdzenie i wiedza ta wiedza, która dawała mu wewnętrzny spokój. Mimo, że nic ich w tej chwili nie łączyło. Palący strach o nią chyba zawsze będzie gdzieś zasiany w środku serca.
- To zostanę - uśmiechnął się blado, bo wiedział, że musiał postawić sprawę jasno. Mógł tutaj zostać tak długo jak tego potrzebowała i widział po niej, że chyba chciała. Dla niego to też była pewna opcja, mógł być dużo bardziej spokojniejszy, wiedząc, że będzie mogła przespać całą noc. - Miałaś do tego prawo - zauważył, nie chcąc, aby dalej się tym zadręczała - Ale też świadczy o tym, że ciągle jesteś czujna - może to podniesie ją jakoś na duchu, ale czy powinna? Powinna być wolna, a nie martwić się czy przypadkiem nie zostanie zaatakowana. To też zaczynało go martwić. - Wiesz, w moim zawodzie to normalka - chciał wyminąć się jeszcze swoją robotą, siadając na skraju jednego z foteli. Chyba nie potrafił kłamać, sam to wyczuł, że kiepsko mu wychodziło udawanie. - Nie wiem, czy chciałabyś się wpakowywać w moje - westchnął ciężko, odwracając wzrok mimowolnie w stronę drzwi.
[Profil]
  MÓW MI: Kama
MULTI: Arizona // Caesar // Diana
 
Frankie Harvey


Zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.


Chirurg ogólny

Zaczęło się w piątek

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-11-20, 22:38   
  
Frankie Michelle

  
Harvey

  

  

  

  

  

  
34 yo

  
169 cm

  
W Berrylane od urodzenia

  


Nie chciała go do niczego zmuszać, ale poczuła ulgę, gdy sam zdecydował się zostać. Wiedziała, że bez tego nie zaśnie albo chociaż nie będzie spokojniejsza, bo po wczorajszym niespodziewanym ujrzeniu tej konkretnej twarzy, stała na skraju szaleństwa między a) jestem durna, bo nie zamknęłam drzwi i każdy mógł tu wejść a b) ten pierdziel nie da mi żyć, nadal za mną łazi i ja już chyba mam dość. Właściwie nie rozchodziło się tylko o jednostkę a całą zawistną zgraję, której swego czasu trochę podpadła i to całkowicie była jej wina, ale nie miała pojęcia, jak mogłaby z tego wybrnąć. Mówiło się, że czas leczył rany, ale zajście za skórę pewnym osobom najwyraźniej odbijało się na człowieku do końca życia.
- Albo przewrażliwiona. – bo tak by się określiła. Po powrocie z Afganistanu chwilę jej zajęło nim przywykła do zwykłego otoczenia i nawet głupie strzelanie z rury wydechowej sprawiało, że podskakiwała w miejscu albo zamierała na chodniku. Ten etap powoli minął, wzięła się w garść i żyła dalej, lecz od wczoraj, bez wątpienia oszalała na nowo. Znowu będzie się bać i oglądać przez ramię. Zero spokoju. Już nawet myślała, że powrót do wojska byłby słuszny, bo skoro bała się przebywać w miejsce to co za różnica? Już lepiej czuć strach tam niż we własnym domu.
Przyjrzała się mu znad kubka gorącej herbaty, której łyk upiła, od razu przy tym marszcząc czoło.
- Nie widzieliśmy się ponad dwa lata a ty dalej nie umiesz kłamać. – przynajmniej ona wiedziała, kiedy mówił prawdę a kiedy nie. Znali się wystarczająco długo by móc to wyczuć lub rozpoznać po jego minie, gestach lub tonie głosu. Znała te jego uciekanie wzrokiem w bok, bo choć może w pracy był kłamcą wyborowym to kiepsko mu to szło, kiedy rozmawiał z kimś bliskim. – Chyba jestem ci to winna. – za to całe porzucenie, zostawienie go bez słowa, nawet jeśli ułożyła je w parę zdań na głupiej kartce zamiast powiedzieć wprost. – Zabrzmiałam tak, jakbym robiła to z przymusu. – pokręciła głową w porę rozumiejąc, co takiego powiedziała. – Wysłucham cię z miłą ochotą. Niezależnie od wszystkiego. – czy miał do powiedzenia coś miłego czy tragicznego. Skoro zamierzał zostać to niech chociaż porozmawiają. Mieli sporo do nadrobienia i nawet jeśli to dziwne, bo może powinni żyć w niezgodzie, to Harvey tak nie potrafiła. Możliwe, że powinna dla emocjonalnego dobra Christiana, ale tak naprawdę był jedyną osobą w Seattle, do której mogła się zgłosić z tym wyimaginowanym włamaniem. Brat był za daleko a reszta znajomych nie posiadała pozwolenia na broń. Poza tym, nie ufała im (poza bratem) tak bardzo, jak Osbourne. – Chris. – naciskała na niego stanowczym tonem i w tym samym czasie mężczyzna mało rozsądnie zamierzał podrapać się po policzku, na którym rana ledwo sama się zasklepiła. Na oko nie była głęboka, bo krew nie leciała bez szycia, ale wystarczyło drasnąć by na nowo otworzyć ów świeżynkę. – Ah, nie dotykaj. – nakazała tym samym tonem co wypowiedziała jego imię, prawie że wojskowym, od razu odstawiając kubek i zrzucając z siebie koc. Wstała na równe nogi tak sprawnie i pewnie, jakby przed chwilą wcale nie była roztrzęsiona. Poszła do kuchni, gdzie parę szafek zapełniła starymi naczyniami i pokaźną apteczką rodem prosto z karetki, chociaż podobno szewc bez butów chodził. – Możesz mi wszystko opowiedzieć, gdy będę ogarniać ten bajzel. – oczywiście mówiła o jego twarzy, na którą nawet machnęła, robiąc dłonią kółko w powietrzu. Odłożyła zestaw na stolik obok Chrisa, zaś sama podeszła bliżej, pochyliła się i uniosła jego podbródek najpierw patrząc na ranę na policzku, a potem siniaki wokół szyi. Wolała nie pytać wprost ‘kto go dusił’. Lepiej by sam powiedział co się stało, bo choć nie była patologiem, to tego typu krwiaki nie powstawały przez byle upadek ze schodów albo jednorazowe uderzenie.
Zaczęła powoli, od oczyszczenia policzka z krwi, która delikatnie poleciała staruszką po trzydniowym zaroście. Potem tylko maść i plastry, których używało się zamiast szwów, gdy te nie były aż tak bardzo potrzebne. Zaszyłaby ranę, gdyby widziała w tym sens, ale w takim wypadku plasterki powinny wystarczyć.
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
MULTI: Joycelyn & Rocky
 
Christian Osbourne


...


zamyka przestępców

i nawet swoje serce też

Lives in
auburn pine houses


Wysłany: 2018-11-26, 10:33   
  
Christian

  
Osbourne

  

  

  

  

  

  
38 yo

  
189 cm

  
W Berrylane od dłuższego czasu

  


Nie wyobrażał sobie innej opcji jak zostanie przy niej na te parę godzin. Może teraz przemawiało przez niego przyzwyczajenie zawodowe, ale nawet jeśli nie pracowałby w policji tylko w jakiejś zupełnie innej branży postąpiłby zupełnie tak samo. On również będzie spokojniejszy, jeśli tej nocy zostanie pod jego czujnym okiem i w razie co będzie mógł rozprawić się z koszmarem Frankie. Chętnie by to zrobił, bo tak naprawdę kto zadzierał z nią, musiał się liczyć z tym, że prędzej czy później dostałby łomot właśnie od niego. Wszystko jednak wskazywało na tą opcję, że kobieta była tak zabiegana, że nie zwracała już uwagi na takie błahostki jak zwykłe zamknięcie własnego domu. Gdy tylko o tym pomyślał, Frankie przypominała jego samego, kiedy sam był na podobnym etapie co ona w tej chwili. Świat się nie liczył tylko dobrze odwalona robota. Jemu samemu dość często zapominało się w tamtym okresie o wszystkim co go otaczało - wiedział, że to była ucieczka od problemów, zawalenie się całkowicie pracą, ale tak było prościej.
- Możemy teraz tylko wyczekiwać na jakiś atak z jego strony - westchnął ciężko, bo nic innego w tej chwili nie mogli zrobić. Mógłby co prawda postawić całą policję na nogi, ale musiałby się upewnić, czy Frankie naprawdę coś groziło. A dla niej, byłby wstanie zrobić dosłownie wszystko. - Dwa lata...mówisz...- powtórzył za nią, nie mogąc uwierzyć, jak szybko zleciała ich rozłąka. Choć wydawało mu się, że minęły lata świetlne odkąd ostatni raz ją widział. Sam się pogubił w tych rachunkach, albo specjalnie unikał rozmyślań o tym,by jeszcze bardziej się tym nie dołować, że nie dość, że tak daleko była od niego i nieuchwytna to minął kawał czasu. - Wiesz, że nic już nie musisz? - uśmiechnął się blado, unosząc nieznacznie brew do góry. To, że tu był teraz z nią to chyba był objaw jego przyzwyczajenia do niej i to, że wciąż coś do niej czuł. Nie była to już miłość, która była wtedy, ale kompletnie nie wykreślił uczuć względem niej. Nie potrafił, nawet jeśli tego chciał.
Jej słowa wcale go nie podniosły na duchu, wręcz spowodowały, że poczuł jeszcze większy ścisk w żołądku. Niezależnie co by powiedział, każde słowo brzmiało głupio i źle i miał tego świadomość, że mimo wszystko Harvey nie odbierze tego dobrze. Nawet jeśli nigdy przed nią nie miał żadnych tajemnic, bo doskonale wiedziała o jego wcześniejszym związku, że kiedyś była jeszcze jedna jedna dziewczyna. Otrząsnął się z rozmyślań, kiedy dotarło do niego wypowiedziane przez nią jego imię i wreszcie wbił w nią swoje spojrzenie. - Sam nie wiem od czego miałbym zacząć... - rzucił na dobry początek, bo jego życie w przeciągu kilku dni zmieniło się drastycznie. Tak, jakby do tej pory żył w ciele zupełnie innego człowieka a teraz wybudził się z jakiegoś głębokiego snu i trafił w szpony koszmaru - Nie wiem czy zacząć od tego, że mój ojciec oszukiwał mnie przez prawie 18 lat, napawając się, że rozstałem się z znienawidzoną przez siebie dziewczyną czy... - urwał, bo słowa ledwo przechodziły mu przez gardło gdy momentalnie wróciły wspomnienia z awantury, której świadkiem była Kara - ...czy od tego, że właśnie dowiedziałem się, że mam córkę - oparł się ciężko o ramię fotela przy którym stał by zaraz pożałować tego, że próbował podrapać się po zranionym policzku kiedy zobaczył Frankie z ogromną apteczką na której widok zrobiło mu się nie dobrze - Chyba nie zamierzasz wysłać mnie na stół operacyjny? - pozwolił sobie na żart by odwrócić swoją uwagę od tego, że Harvey za chwilę zajmie się jego policzkiem. Właśnie się przyznał, że ślady rąk na jego szyi były dziełem jego ojca, który wpadł w szał kiedy uświadomił go, że zna wreszcie całą prawdę - A matka mojej córki jest Jaszczurką - dodał z sykiem kiedy mimo wszystko maść trochę podrażniła ranę. Wiedział, że dla Frankie każde jego słowo mogło być trudne. On sam, ledwo to wszystko pojmował, że dawna jego dziewczyna, była teraz w gangu. Mógł jedynie odetchnąć z ulgą, że nie zamierzała szyć mu w takich warunkach rany, chociaż akurat tej kobiecie oddałby swoje życie nawet na pustyni.
[Profil]
  MÓW MI: Kama
MULTI: Arizona // Caesar // Diana
 
Frankie Harvey


Zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.


Chirurg ogólny

Zaczęło się w piątek

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-11-28, 20:23   
  
Frankie Michelle

  
Harvey

  

  

  

  

  

  
34 yo

  
169 cm

  
W Berrylane od urodzenia

  


- Atak? – powtórzyła za nim dość niepewnie nie mając pojęcia, o kim lub czym teraz wspominał. O jej panice? O strachu, który przywiozła z Afganistanu czy tym, z którym pojechała do stref objętych wojną? Harvey dobrze wiedziała, o kim mogła być mowa, bo znała temat, ale nie Osbourne. Chyba, że? Nie, to niemożliwe. Nie mógł wiedzieć. Bardzo dokładnie postarała się o to by nie był świadom tej części jej historii, bo sama osobiście odcięła się od tego na tyle by nie uznawać za część siebie, doświadczenie życia tudzież durną decyzję, której wolała się wyprzeć. A może wiedział? Może on przyszedł do Christiana? Nie, to nie miałoby sensu, nawet jeśli tuż przed ślubem groźby tyczyły się bezpośrednio jego osoby.
- To nie przymus. – zapewniła co do swej otwartości na jego życie, którego sporo przegapiła i choć wiedziała, że nadrobienie tego wszystkie nie było możliwe, z racji wielu zmian w nich zachodzących, to i tak nie zamykała się całkowicie na byłego narzeczonego. Nie mogła; to wiedziała już wcześniej i nic się nie zmieni, bo mimo wszystko dzielili ze sobą kawał historii i choć odejście było bolesne, bo Frankie postąpiła okropnie, wręcz jak suka, to na jakimś poziomie nie rozeszli się w zwadzie. Tak na dobrą sprawę żadnej nie było, chociaż chyba Harvey wolała, żeby Chris miał do niej żal i całkowicie wykreślił jej personę ze swego życia. Tak z pewnością byłoby prościej (w niektórych kwestiach).
Znała go zbyt dobrze by wiedzieć, że nie rozmawiał ze wszystkimi o swoich problemach. Nie był typem gaduły i tylko wybrane jednostki mogły usłyszeć od niego każdą myśl, która tliła się pod ciemnym czerepem. Wierzyła i wiedziała, że miał takie osoby wokół siebie, ale też nie wyobrażała sobie, że w tej chwili, gdy był u niej, siedziałby strapiony problemami bez możliwości wygadania się. Mógł to zrobić. Mógł powiedzieć wszystko, co chciał i wcale nie zaskoczyła Harvey ów wylewność. Była zaufaną osobą i zarazem moment, gdy zabrała się za jego obrażenia, nadał dodatkowego komfortu. Pacjenci zawsze mówili więcej niż by chcieli, do czego Frankie dawno przywykła myśląc o sobie, jak o księdzu w konfesjonale tylko, że zamiast koloratki nosiła stetoskop.
Nagle, w jednym momencie, poznawała go na nowo, jak on sam swoje własne życie. Nie kryła zaskoczenia jego słowami starając się wyobrazić w jak wielkim szoku był Chris, którego ranę policzku delikatnie oczyściła wacikiem i na chwilę pochyliła się bliżej, by móc dokładniej przyjrzeć głębokości, która nie była wielka. Plasterki wystarczą. Dobrze, że miała co do roboty, bo przynajmniej z trzy razy upadłaby na ziemię. Nawet dla niej to były szokujące wieści. Halo, gdyby teraz byli małżeństwem i wyszłoby na jaw, że Chris ma córkę.. Nie miałaby pojęcia, co by zrobiła.
- Reasumując – bo musiała jakoś to ogarnąć, zanim pozwoli sobie zagłębić się w szczegóły w trakcie naklejania plasterków imitujących szwy. – Twój ojciec odpowiada za to, że znienawidziłeś dziewczynę, o której mi kiedyś wspominałeś. – kontrolnie zerknęła w jego oczy odrywając spojrzenie od ostatniego plasterka. Na pewno kiedyś opowiedzieli sobie o byłych, a przynajmniej tych, którzy mieli jakieś znaczenie w ich życiu. – Więc z nią zerwałeś, kiedy ona była w ciąży, o czym dowiadujesz się teraz i ta sama dziewczyna, a raczej już kobieta, należy do gangu z mego rodzinnego miasteczka? – dobrze zrozumiała, czy może trochę się pogubiła? Była naukowcem. Musiała nadać temu pewne ramy i jakoś poukładać. – Wow. – aż musiała usiąść na lewym oparciu fotela by wszystko przetrawić. – Jeszcze nie skończyłam. – upomniała, dodatkowo łapiąc go za rękę, bo kątem oka dostrzegła, że Chris z ciekawości chce dotknąć policzka. – On cię tak urządził, prawda? – musiała o to zapytać odwracając tułów na tyle by w znów spojrzeć na mężczyznę. – A ja go chciałam zaprosić na wesele. – pokręciła głową siląc się na ten skromny żart, chociaż w porę zrozumiała, że to jeszcze nie był czas by rzucać zabawne anegdotki z ich niedoszłego ślubu. – Chciała czegoś od ciebie? – dodała znów wstając na równe nogi. Chwyciła po małą tubkę z maścią na obicia i bardzo delikatnie, małymi pacnięciami opuszkami palców nałożyła warstwę na sińca wokoło rany. – Twoja była, Jaszczurka i matka twego dziecka? – sprecyzowała, bo właśnie w ów kategoriach teraz ją widziała i proszę nie mieć za złe, że pierwsze co przyszło Frankie na myśl to zdesperowana kobieta, która uznała, że po parunastu latach upomni się o alimenty. Cóż, nie znała dokładnej historii, więc miała prawo tak myśleć.
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
MULTI: Joycelyn & Rocky
 
Christian Osbourne


...


zamyka przestępców

i nawet swoje serce też

Lives in
auburn pine houses


Wysłany: 2018-12-06, 11:02   
  
Christian

  
Osbourne

  

  

  

  

  

  
38 yo

  
189 cm

  
W Berrylane od dłuższego czasu

  


Kiwnął jedynie głową, ale w tej chwili zdał sobie sprawę, że może nie powinien w tej chwili mówić jej o takich rzeczach. Wciąż przecież byłą roztrzęsiona tym domniemanym włamaniem a on dał jej kolejne powody do zmartwień, a przecież tego chcieli obydwoje unikać - Dlatego zostanę na trochę. Jak będziesz miała mnie dość, wykopiesz do biura - rzucił prędko, nieco automatycznie ukrócając poprzednie jego głośne myślenie, którego nie powinna poznawać. Przynajmniej nie w tej chwili. Nie miał bladego pojęcia, że Frankie przed ich ślubem dostawała również jakieś groźby, chociaż może w tamtym czasie powinien być bardziej uważny? W końcu rozwiązali wtedy kolejną grupę przestępczą, a tacy ludzie nigdy nie odpuszczali. Gdyby o tych groźbach wcześniej wiedział, gdyby tylko coś mu powiedziała na pewno nie zostawiłby tego, a może nawet sam ten ślub odwołał, ze względu właśnie na nią. Przecież od zawsze starał się, aby jego praca nie zalęgła na ich związku, chociaż nie było to takie łatwe, kiedy przeklinając pod nosem wchodził do domu z kolejnymi papierami, którymi nie mógł zająć się na miejscu. - Chyba nie jesteśmy do końca normalni co? - zauważył unosząc brew do góry - Inni się nienawidzą, a my...rozmawiamy ze sobą jakby nic się nie stało - uśmiechnął się, ciesząc się, że nie wpisywali się w szablonowe rozstane ze sobą pary, które zazwyczaj skakały sobie do oczu jeśli nie ucinały ze sobą kontaktu. Nie, wcale nie liczył, że Frankie teraz do niego wróci, chyba nie potrafiłby ponownie...sam do końca nie wiedział czy zwyczajnie przestał jej ufać czy może nie chciał ponownie ryzykować, że mogłaby znów go zostawić. Ale na tyle dobrze znał ją, że był pewny, że nie będzie prowokować ich raczej do takiej kolejnej zmiany w ich życiu.
Kiedy Harvey nieco zbliżyła się do jego policzka odwrócił natychmiast wzrok, wbijając go gdzieś w przestrzeń i jednocześnie starając się zachować chłodny spokój, chociaż wcale nie było to takie łatwe. Właśnie podzielił się z nią czymś, o czym nigdy nie miał przecież wiedzieć, cząstką jego życia, które było w pewien sposób niedostępne dla niego samego i chyba poniekąd bał się jej reakcji. Może dobrze stało się, że teraz nie byli ze sobą w żaden sposób formalnie złączeni, bo, cholera, pomimo, że nigdy przed nią nie miał żadnych tajemnic, miał właśnie wrażenie, jakby ją oszukiwał przez całe swoje życie.
- Niestety, tak to wygląda - z trudem wydusił z siebie potwierdzające słowa, chociaż wciąż nie wierzył, że po raz kolejny przyznał się otwarcie do swoich problemów, chociaż wcale nie powinien tego robić. Nie powinien jej nimi obarczać, a jednak miał głupie wrażenie, że tylko u niej w tej chwili mógł szukać jakiegoś oparcia, które było mu niesamowicie potrzebne. Kiwnął twierdząco głową. - Chciałem, żeby w końcu powiedział mi jak było. Wiedziałem od zawsze, że nigdy jej nie lubił, ale nie sądziłem, że posunie się do tego stopnia by zataić przede mną takie fakty - westchnął ciężko, chowając w końcu ręce do kieszeni czarnych bojówek, kiedy Frankie po raz kolejny nie pozwoliła mu dotknąć policzka. Widział, że była zaskoczona, chociaż w duchu jej dziękował, że jeszcze go nie wykopała z własnego mieszkania, bo przecież miała do tego w tej chwili prawo - Powiedziałem mu kilka rzeczy - westchnął z bladym uśmiechem, raczej nie chcąc zdradzać jej szczegółów z niezbyt przyjemnego starcia z ojczulkiem. - Mówiłem wtedy, że to nie był najlepszy pomysł - mruknął, pamiętając jak bardzo wtedy się o to sprzeczali, bo wtedy również nie miał ochoty widzieć go na swoim ślubie. Chciał oszczędzić sobie jego uwag, ponieważ starszy Osbourne nigdy ich mu nie szczędził, a cóż Frankie była równie uparta, co jednocześnie w niej kochał i nienawidził - A to już druga część historii - rzucił w końcu siadając na jednym z foteli by kobiecie było łatwiej operować przy jego siniaku, zdając sobie sprawę, że był od niej sporo wyższy - Spotkaliśmy się przypadkiem na stacji benzynowej. Wtedy jej jeszcze nie poznałem, bo przecież nie widziałem jej sporo lat, ale ona zmyliła mnie swoim drugim imieniem. - pokręcił głową, wciąż nie mogąc wyjść z szoku, że od tej właśnie stacji paliw wszystko się zaczęło - Drugi raz spotkaliśmy się na komisariacie i wtedy wszystko się wyjaśniło. Była uczestniczką w tym zdarzeniu w którym Szalony Steve zginął. Miałem jej dane przed sobą, ale nie sądziłem, że to właśnie będzie ona - zdecydowanie było tego za dużo i wcale nie dziwił się, że musiał to wszystko uporządkować by wreszcie całość była przejrzysta - Stwierdziliśmy, że czas wreszcie wszystko sobie wyjaśnić, dlatego zdecydowaliśmy na rozmowę w jakimś bardziej neutralnym miejscu niż komisariat. Wtedy dowiedziałem się, że oddała naszą córkę do adopcji i nigdy nie miała z nią żadnego kontaktu - urwał na chwilę, dając Harvey trochę czasu na przyswojenie sobie kolejnej cząstki informacji, chcąc w końcu mieć to również za sobą. Oparł ciężko głowę o oparcie fotela na moment zamykając oczy.
[Profil]
  MÓW MI: Kama
MULTI: Arizona // Caesar // Diana
 
Frankie Harvey


Zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.


Chirurg ogólny

Zaczęło się w piątek

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-12-09, 11:34   
  
Frankie Michelle

  
Harvey

  

  

  

  

  

  
34 yo

  
169 cm

  
W Berrylane od urodzenia

  


- Ja nie mam powodu do nienawiści. – stąd takie a nie inne podejście wobec ex narzeczonego. Nie zostawiła go, bo doszło do zdrady ani z powodu gniewu. Nie miała wobec Osbourne’a żadnych negatywnych uczuć, przez które chciałaby go zostawić. To po prostu nie był ich czas, zapewne nigdy nie powinnien być ich a groźby, które tamtego dnia dostała, jedynie dodały odwagi by zrobić to, o czym myślała od pewnego czasu. Byli sobie bliscy, ale czuła w kościach, że małżeństwo byłoby z nich kiepskie. Na pewno by się dogadali, co robili do tej pory podsycani przez słowa innych, wręcz zauroczonych w ‘nich’ jako parze. Byli praktycznie idealni ze swymi wadami, ale czegoś w tym wszystkim brakowało i to sprawiło, że Harvey nie była pewna swej decyzji w sprawie ślubu. Miała obawy i zarazem, gdzieś w głębi siebie, nie chciała pakować mężczyzny w małżeństwo z kimś, kto po niedługim czasie zamierzał zniknąć na ponad dwa lata i zapewne zrobi to raz jeszcze, bo mimo złych wydarzeń na Dalekim Wschodzie była pewna, że kiedyś (może nawet niebawem) tam wróci.
- Napisz do scenarzysty „Dni naszego życia”. – w sytuacjach tak szalonych i zarazem beznadziejnych Frankie potrafiła odnaleźć pokłady dobrego humoru, a raczej ochoty na skromne żarty, bo wcale nie było jej do śmiechu. Uważała, że zachowanie ojca Christiana było niedorzeczne. Widziała już wiele złego, ale nigdy tego nie usprawiedliwiała i zawsze zachodziła w głowę, jak wielkim debilem trzeba być, żeby chcieć komuś zniszczyć życie tak praktycznie bez powodu. Dosłownie, gdyby teraz spotkała niedoszłego teścia to powiedziałaby mu o parę słów za dużo nie określeń sprowadzających się do tego, że był kretynem.
- Powiedziałabym, że robił to, żeby cię chronić, ale chyba bym skłamała..? – na moment zabrała dłonie od jego twarzy i spojrzała prosto w oczy nie oczekując wylewnej odpowiedzi a jedynie kiwnięcia głową. To co uczynił papa Osbourne’a wcale nie przypominało ojcowskiej chęci pomocy synowi. Czy jej własne działanie również takie było? Wierzyła, że w jakimś stopniu chroniła Christiana nie zdradzając mu wszystkich faktów ze swego życia i zarazem zatajając nie tylko list, ale również przyczyny własnej dzisiejszej paniki. Nie chciała przysporzyć mu dodatkowych kłopotów i w jakimś stopniu wierzyła, że to było idealne usprawiedliwienie na kłamstwo, którym go karmiła. – Nadal uważam, że ślub to dzień, kiedy powinno odstawić się zwady na bok. – jakiekolwiek by one nie były, chociaż teraz, gdy znała szczegóły, zapewne zmieniłaby zdanie. – Przemyślałabym to gdybym wiedziała, że.. – zrobił to co zrobił. – Ale wtedy zapewne bym cię nie poznała. – i to już byłby wielki żal do świata. Naprawdę uwielbiała tego mężczyznę, którego rana właśnie została sklejona przez specjalistyczne plasterki. Była świadoma, że swą decyzją zniszczyła wiele wspólnych lat, ale wcale ich nie żałowała. Ani decyzji ani czasu spędzonego z Chrisem, który mógł mieć teraz o tym nieco inne zdanie. W końcu, gdyby nie ojciec, to od wielu lat chwaliłby się piękną żoną i córką a nie dusił w sobie gorycz na myśl o uciekającej pannie młodej.
- Pochyl głowę do tyłu. – poprosiła łagodnie nieco wtrącając mu w słowo. Słuchała i jednocześnie robiła swoje, jak na profesjonalnego lekarza przystało. Przyjrzała się śladom na szyi, dotknęła ich opuszkami i po ciężkim westchnieniu sięgnęła po maść, która złagodzi ból oraz obrzęk. – Wiesz kim jest twoja córka? – czy ją znalazł? – Jeżeli tak, to czy jej rodzice adopcyjni zgodziliby się na spotkanie? – znała go na tyle by wiedzieć, że chciałby chociaż porozmawiać ze swą córką. Nie był tego typu facetem, który machał na ów rzeczy ręką. Harvey dobrze wiedziała, że jak nie teraz to później postanowi porozmawiać z dziewczyną w cztery oczy, chociaż chyba lepiej by było by zrobili to oboje (on i matka dziewczynki).
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
MULTI: Joycelyn & Rocky
 
Christian Osbourne


...


zamyka przestępców

i nawet swoje serce też

Lives in
auburn pine houses


Wysłany: Wczoraj 22:43   
  
Christian

  
Osbourne

  

  

  

  

  

  
38 yo

  
189 cm

  
W Berrylane od dłuższego czasu

  


- Ja powinienem mieć...ale nie mogę. Nie potrafię. - posłał jej blady uśmiech, mając nadzieję, że mimo wszystko zrozumie. Wydawało mu się, że tak będzie prościej, a ilekroć próbował obdarzyć Frankie tak negatywnymi uczuciami, zwyczajnie robiło mu się niedobrze. Nie miał pojęcia jak udawało się jej tak na niego wpływać. Ale może to uczucie, które kiedyś ich łączyło sprawiało, że nie potrafił jej nienawidzić, nawet jeśli tego chciał. Dużo jednak zajęło mu czasu aby to pojąć, a może go właśnie potrzebował. Zrozumiał, że chowanie urazy do kobiety i goryczki niewiele mu dwa, że to nie było to co chciał czuć. Chciał też zapewnić ją, że tamte słowa, które usłyszała od niego kiedy przyszła tamtego wieczoru, że nie były rzucone pod wpływem chwili. Rzeczywiście był ich pewny, nawet jeśli był przytłoczony szokiem, który wywołała się tym nagłym pojawieniem, którego nie spodziewał się ani trochę. Był przecież pewien, że nigdy jej już nie zobaczy. - To wcale nie taki zły pomysł. Może by osiągnął podobny sukces co Gra o Tron. Dobrze, że się nie pozabijaliśmy - chyba nie pozostawało im już nic innego jak trochę już z tego wszystkiego robić sobie żarty, dlatego odbił jej piłeczkę. Może jeszcze rok temu byłby niezwykle urażony, że drwi sobie z ich sytuacji, ale teraz nawet pozwalał sobie na takie oderwanie. Powinien się chyba teraz zastanowić co miał zrobić ze swoją relację z ojcem, która teraz była zwyczajnie krytyczna zła - Nie dla niego. Nie byłby sobą, gdyby się nie czepiał drobnostek, które na bank by wyłapał - uśmiechnął się gorzko, przewidując, że właśnie tak by było. Znał aż za dobrze swojego ojca by nie wiedzieć, że by tak się zachował, ale rozumiał też, dlaczego Frankie chciała aby go zaprosił. Miałby pieprzone wyrzuty sumienia, że tego nie zrobił. Wbił w nią na moment wzrok kiedy wspomniała o tym, że mogli się nie poznać gdyby Kara została w jego życiu - Przynajmniej przyczynił się do jednej dobrej rzeczy - znów pozwolił podnieść się kącikom ust ku górze, orientując się, że jego twarz znajduje się zbyt blisko jej i, że nie powinno tak być, tak samo jak dotarło do niego, że cały czas skupiali się wyłącznie na nim, a przecież to ona zadzwoniła po niego, bo potrzebowała jego pomocy, cholera - Nie...- powiedział, powoli odchylając szyję, która dopiero teraz zaczynała dosyć mono boleć. - Jeszcze jej nie znalazłem, zresztą ona też o niczym nie wie. Chciała jak najszybciej to uciąć i w gruncie rzeczy...nie dziwię się jej - na dobrą sprawę, Kara podjęła najlepszą decyzję, skoro sama nie czuła się w tamtym czasie na samotne wychowywanie dziecka. Dziwnie mu się rozmawiało o tym z Frankie. Rozmawiał z swoją byłą prawie narzeczoną o swojej byłej dziewczynie i ich dziecku, o którym nie miał do tej pory bladego pojęcia. To naprawdę dobry materiał na film. - Nawet nie wiem jak wygląda... - rzucił cicho, dopiero teraz zdając sobie sprawę z takich drobnostek, które były całością. Ale czy właśnie nie zaczynał wymyślać ze strachu wymówek? Możliwe, ale może Frankie obudzi w nim odrobinę odwagi na spotkanie z córką, której nigdy nie widział na oczy.
[Profil]
  MÓW MI: Kama
MULTI: Arizona // Caesar // Diana
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,15 sekundy. Zapytań do SQL: 6