menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#9 wake me up when september ends
Autor Wiadomość
Finley Bowden


Bowden

Finley


licealistka, dorabia w obserwatorium

buduje przyszłość z Haydenem

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2018-11-06, 22:52   
  

  
  
  
17 yo

  
151 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
-

  


Finley tym bardziej zmarszczyła brwi. Skoro Hayden ani nie wiedział co to snap ani go nie miał, to skąd na nim pojawiło sie zdjęcie które wysłała mu Gabi? No nie rozumiała już nic, wiedziała tylko jedno, że jej nie ufa coraz bardziej. I musiała zagryźć wargi żeby nie rzucić, że to laboratorium pewnie chciała zwiedzać w pozycji horyzontalnej, aż musiała do tego wstrzymać oddech! Ale no, po jego kolejnych słowach spojrzała na niego zaskoczona. - No skoro sam tego chcesz... - rzuciła niewinnie, bo przecież tego od niego wcale nie wymagała. Nie lubiła jej, nie zamierzała udawać że jest inaczej, ale nie potrzebowała ciągłych zapewnień o tym że ją kocha bardziej. Po prostu chciała się chwilę poirytować aż jej przejdzie. Nie jego wina w końcu że do niego pisała, wiedziała to.
- Mówisz? - zapytała rozbawiona, unosząc zadziornie brewki i zaraz potem go pocałowała. Gdyby tak nie było to mieliby problem.
- Okej, szykuj swoje oddziały - uniosła rozbawiona brwi - i flaga na maszt - dodała ciszej, patrząc mu w oczy z nieskrywanym pożądaniem. Trudno by było jej je ukrywać, to zdecydowanie silniejsze od niej.
- Wszystkie te dodatki można kupić wcześniej w sklepie, a prosto z piekarnika będzie nawet cieplejsza niż przywieziona przez dostawcę - uniosła brwi, tak, uparła się na upieczeniu pizzy i na swoim pewnie postawi, jak to ona w zwyczaju miała.
- Kochanie, ale przecież nie mogę być na umowie. Nie mam osiemnastu lat i no... po prostu nie mogę. Może jak skończę osiemnaście lat to obrobię bank i zwrócę ci połowę kosztów mieszkania albo sprzedam dwie nerki i kawałek wątroby... to powinno wystarczyć - uniosła brwi, rozbawiona. - Nie przeszkadza mi że nasze mieszkanie będzie formalnie Twoje, naprawdę. A Twoje siostry by mnie za takie coś rozszarpały i miały za typowego golddiggera, no tego chcesz? Żeby mnie znienawidziły już kompletnie? - uniosła brwi, bo to poważna sprawa była. I zaraz go pocałowała potem, bo to było słodkie że tego chciał i że myślał o nich aż tak poważnie. - Poza tym nigdy nie wiesz, może po tygodniu mieszkania ze mną będziesz mnie już miał dość i jak mnie wtedy wygonisz? - dodała, decydując się że czas obrócić to w żart. Żeby go nie zranić. Nie mogła przyjąć takiego dużego prezentu, za tyle tysięcy dolarów. Po prostu nie mogła.
- Ostatnio nie byłoby tak źle - zauważyła, unosząc brwi - a Tesla będzie zachwycony, mamy podwórko więc będzie mógł biegać ile tylko będzie chciał i szczekać na wiewiórki, koty czy krzaki dookoła - zauważyła, uśmiechając się delikatnie - poza tym przekonujemy rodziców do psa, więc przynajmniej podejmą decyzję w końcu - podsumowała, no naprawdę jej się ten pomysł podobał. Hayden cały czas pod nosem.
- Dobrze wiesz że nie. Każdy może mieć Ikeę, a mój tata zrobi nam tak jak chcemy, z o wieeeele lepszych materiałów i o wiele trwalsze. I dorobi ci co tylko chcesz po czasie - nalegała, bo wiedziała że tacie będzie przykro że nie chciał jego pomocy. I wierzyła w to co robił tata, wiedziała że jest w tym genialny.
- Mhmmm, generał stawia się na posterunku? - zapytała, no skoro świntuszyli po militarnemu, to na całego ,otarła się nawet biodrami o jego biodra, żeby wiedział o jakiego generała jej chodziło. I zaraz potem uniosła ręce w górę, skoro miał już ręce pod jej swetrem, mógł go ściągnąć, i tak było jej teraz coraz bardziej gorąco. Nachyliła się bardziej, całując go coraz bardziej namiętnie i uśmiechnęła się między tymi pocałunkami. - Dobrze - zamruczała na jego ofertę i zsunęła się pocałunkami na jego szyjkę, dłonie pakując pod jego koszulkę i przesuwając nimi po jego klatce piersiowej. Właśnie zamierzała mu zdjąć koszulkę, kiedy zwrócił uwagę na psa.
- Tesla, idź zobaczyć czy cię nie ma w łazience - ochrzaniła go i nawet wzięła z kanapki kawałek szyneczki i rzuciła przez pokój, w stronę drzwi z łazienki. - Nie schlebiaj sobie, chodzi mu tylko o te kanapki - rozbawiona zauważyła i oddała jego pocałunek, spodnie mu rozpinając, skoro tak.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Pyrka
MULTI: perry, laire, calls, gal, nora, joey, scott
 
Hayden A. Lyons


Hayden

Lyons


astrofizyk pracujący dla wojska

daje prywatne korki swojej byłej uczennicy

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-11-07, 14:14   
  

  
  
  
28 yo

  
187 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.

  


- Możesz, chociaż będzie to ważne dopiero po 18-stce - powiedział i wzruszył ramionami - ale ja się nie pytam Ciebie o zdanie okej? Skoro to moje mieszkanie i moje pieniądze to mogę zrobić z nimi co chce, a chcę kupić mieszkanie, które będzie w połowie Twoje i tyle - no miał chyba prawo żeby zarządzać własnym majątkiem tak jak mu się tylko żywnie podoba i nikt nie mógł mu tego zabronić. - Nie musisz mi nic oddawać, potraktuj to jak prezent na osiemnastkę i kolejne 30 lat - mruknął puszczając do niej oczko, bo on w tym naprawdę nie widział problemu! No, a słysząc jej obawy o siostry to aż się głośno zaśmiał - tak spójrz na mnie, nic tylko brać dla pieniędzy - powiedział z rozbawieniem, bo to było głupie, przecież poznała go jak był biednym doktorantem, a później biednym nauczycielem i w sumie niewiele się zmieni, bo jeżeli kupi mieszkanie to i tak będzie biedny jak mysz kościelna.
- No po tygodniu to jeszcze nie będzie Twoje, dopiero po 18-stce więc będę mieć trochę czasu - powiedział poruszając przy tym brwiami i uśmiechnął się do niej, bo z nim się przecież normalnie nie dało. Dyskusja z Haydenem nie należała do najłatwiejszych.
- Tak wiem, że Twój tata tak zrobi ale drewno jest drugie, za same materiały zapłacimy tyle co za wszystkie meble z Ikei - powiedział, bo w sumie to tak trochę prawda. - No i nie wiadomo jak Twój tata będzie długo pracować - bo przecież też miał swoje lata, a Ikea była długowieczna. No i w sumie to trochę nie chciał prosić jej taty o pomoc z czymkolwiek, nie chciałby być mu zbyt wiele winny, a pewnie nie wziąłby od niego pieniędzy za robociznę i wtedy byłoby nie fajnie.
- A kto zrobił te super kanapeczki? - zapytał unosząc brwi - widzisz, nie powinienem nic robić w kuchni, bo wtedy nawet Tesla to docenia - mruknął całując ją ponownie o wiele dłużej i skoro ona mu rozpięła spodnie to on jej ściągnął koszulkę, bo coś za coś. Nawet w sumie jego dłonie zmierzały d tego, by pozbawić ją też stanika ale wtedy pies wrócił z piłką i zaczął się pakować na łóżko.
- Jezu jaki Ty jesteś niewychowany... Tesla najpierw się pobawię z Finley i jej piłkami, a później Ci porzucam Twoją - wyjaśnił psu ale ten zaczął szczekać więc Lyons spojrzał na Fin z kwaśną miną - zamordowanie psa jest karane w naszym stanie? - zapytał i niestety musiał Fin z siebie ściągnąć żeby wstać z łóżka i zmusić Tesle do opuszczenia pomieszczenia, a później go zamknął w przedpokoju. - Ciesz się Tesla, że nie mamy tu jeszcze balkonów, bo byś tam siedział - tak mu jeszcze pogroził i wtedy już wrócił do Finley.
- I jego chcesz wziąć do Twoich rodziców? Ja bym się jeszcze zastanowił - mruknął, a później się pochylił w jej stronę żeby ją pocałować i teraz skoro już im nikt nie przeszkadzał to mógł dłońmi zejść na jej biodra i zsunąć z nich tą jej spódniczkę, która w sumie była ładna, ale po co jej tak po domu... szkoda spódnicy.
_________________

    Last night I was taking a walk along the river and I saw him
    together with a young girl and the look that he gave her
    made me shiver 'cause he always used to look at me that way
[Profil]
  MÓW MI: pani cyc
MULTI: gin, willy, jolly, olivier
 
Finley Bowden


Bowden

Finley


licealistka, dorabia w obserwatorium

buduje przyszłość z Haydenem

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2018-11-07, 21:16   
  

  
  
  
17 yo

  
151 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
-

  


- Słucham? - uniosła brwi rozbawiona bardzo, bo naprawdę, mówiąc że nie pyta jej o zdanie tylko daje jej pół mieszkania było... no ostatnim czego się spodziewała. - Oszalałeś - podsumowała krótko, śmiejąc się cicho i pochylając żeby go pocałować, czule i długo.- A ja na Twoje urodziny ukradnę dla Ciebie porshe i merccedesa żebyśmy wyszli na zero - uniosła brwi, śmiejąc się dalej cicho. - Kocham cię za to że tak na to patrzysz, ale ufam ci że to będzie nasze mieszkanie i że nie wyrzucisz mnie po kłótni na bruk - wyjaśniła wzdychając sobie cicho i całując go raz jeszcze. Podejrzewała że będzie sie przy tym dalej upierać i nie pozwoli jej postawić na swoim, ale no, chciała mu pokazać że będzie to dla niej bardzo krępujący prezent. Słodki, ale krępujący.
- To za duży prezent... - powtórzyła raz jeszcze, przygryzając lekko wargę. Trochę nie wiedziała jak ma to ugryźć, nie powie mu przecież że będzie go spłacać powoli, bo potrwa to całe życie.
- Tak, uwodzisz mnie swoimi diamentami, nie kanapkami... - zaśmiała się cicho, przyglądając mu się ciepło, z uczuciem.
- E tam, tym się najmniej przejmuj. Jest liderem w branży w okolicy, producenci nie rzucają mu zawyżonych cen. No dalej, zgódź się. Chociaż niech da ci propozycje i wycenę, zobaczysz sam - uśmiechnęła się delikatnie, bardzo jej na tym zależało. I dlatego żeby relacje Haydena z jej ojcem były dobre i dlatego że naprawdę chciała widzieć rękę jej ojca w ich mieszkaniu. - Będzie projekt, nie będzie problemu - wzruszyła ramionami. Nie zastanawiała się nawet czy ojciec by im policzył bez robocizny, ale raczej dzieciom dużych rachunków nie wystawiał. Zresztą, to był ich wspólny dom, musiał się przygotować na to że Fin wprowadzi się nie tylko ze swoimi ubraniami.
- Wiesz, poszłabym na taki kurs gotowania. Byłoby zabawnie, chodźmy razem - poprosiła go ładnie, wyginając usta w podkówkę - może na jakieś zwijanie sushi, albo no włoskie jakieś jedzonko... - zdecydowała że potem sprawdzi jakie są oferty. Ale potem, teraz oddawała łapczywie każdy jego pocałunek, teraz ściągała mu spodnie i pozwalała się rozbierać.
- Piłkami? - powtórzyła za nim, schodząc z niego i śmiejąc się oczywiście. - Tak, jest raczej karane - pokiwała głową na jego słowa i napiła się przy okazji kilka łyków swojego drinka. Zaraz potem odstawiła go i położyła się na boku, klepiąc miejsce obok siebie. - Jasne że chce. No sam powiedz, to dobry pomysł. Dom jest duży, będziecie się mijać - uniosła brwi, podobał jej się ten pomysł i zamierzała przy nim obstawiać. Odwzajemniła więc jego pocałunek i sama ściągnęła swój biustonosz, bo to był czas na te argumenty! I co tu dużo mówić, ubrań się ładnie pozbyli, Fin zarzuciła mu nóżkę na bioderko i mogli się w spokoju kochać, bez psa podglądacza pod nosem. Nie śpieszyli się, bo nie było potrzeby, mogli się powoli i porządnie skupić na sobie. A po wszystkim leżeli sobie dalej obok siebie, a Fin błądziła powoli dłonią po jego klatce piersiowej, czołem opierając się o jego czoło, z przymkniętymi oczami i zadowolonym uśmiechem na ustach. - Wiesz, już zdecydowałam że na osiemnaste urodziny zrobię sobie tatuaż. Chcesz wiedzieć gdzie? - zapytała, powoli otwierając oczy i całując go, bo czemu nie.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Pyrka
MULTI: perry, laire, calls, gal, nora, joey, scott
 
Hayden A. Lyons


Hayden

Lyons


astrofizyk pracujący dla wojska

daje prywatne korki swojej byłej uczennicy

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-11-07, 23:54   
  

  
  
  
28 yo

  
187 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.

  


To skoro się nie śpieszyli to pewnie im trochę zeszło przy tym zmysłowym uprawianiu cielesnej miłości czy po prostu, nie za szybkich ruchanku. Jak kto woli. Co kto lubi i obie wersje są poprawne. Bardzo dobrze, że jej rodzice nie robili problemu z tego, że Fin zostaje u niego raz na jakiś czas, bo to jednak wiele ułatwiało sprawę przy tych intymnych sytuacjach, tutaj mogli robic co chcieli, jeżeli oczywiście wcześniej zamknęli psa, a u niej w domu to trzeba było być cicho, bo mama mogła przyjść i trochę byłby wstyd.
W każdym razie dobrze, że nie musieli się ograniczać w tych czterech Haydenowych ścianach i po wszystkim nie trzeba było w pośpiechu się ubierać tylko można było na spokojnie sobie jeszcze poleżeć i cieszyć się chwilą.
- Na czole? - odpowiedział z łobuzerskim uśmiechem, by później odwzajemnić jej pocałunek i położył się na boku żeby móc ją normalnie widzieć. - Zrobisz sobie napis gotycką czcionką "kocham Haydena" i później mały druczek "jestem już legalna" - zaśmiał się pod nosem, bo to przecież był dobry żarcik. - Mam nadzieję, że sobie nie zrobisz nad tyłkiem? - bo to akurat było obleśne, Lyons sam miał dwa tatuaże, na łydce i przedramieniu więc nie będzie protestować, jak chce to niech sobie zrobi, nawet pójdzie z nią. - Może zaszalejesz i zrobisz sobie tam gdzie tylko ja zaglądam? - zapytał poruszając brwiami ale oczywiście obstawiał, że nie... więc się do niej tylko zawadiacko uśmiechnął.
- Jeżeli już rozmawiamy o Twojej 18-stce to wcale nie żartowałem z tym mieszkaniem. To nie jest tak, że chce Ci je dać żebyś Ty mi też coś dała i będzie kwita. Nie musimy być kwita, bo nie traktuje tego jak jakąś czystą ekonomie - mruknął przyglądając się jej reakcji, jednocześnie odszukał gdzieś jej rękę i złapał ją za dłoń splatając ze sobą ich palce. - Chce żebyś miała coś swojego, takie zabezpieczenie gdyby kiedyś się coś stało, miałabyś coś ode mnie wtedy co, by było tylko Twoje - dodał starając się jej jakoś przemówić do rozsądku. - Tak pomyślałem, że jeżeli się zgodzisz mieć pół mieszkania to pogadam z Twoim tatą o tych szafkach - no skoro po dobroci było ciężko to przynajmniej może szantażyk zadziała.
_________________

    Last night I was taking a walk along the river and I saw him
    together with a young girl and the look that he gave her
    made me shiver 'cause he always used to look at me that way
[Profil]
  MÓW MI: pani cyc
MULTI: gin, willy, jolly, olivier
 
Finley Bowden


Bowden

Finley


licealistka, dorabia w obserwatorium

buduje przyszłość z Haydenem

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2018-11-08, 08:34   
  

  
  
  
17 yo

  
151 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
-

  


Dobrze że Hayden zadbał o kanapeczki i napoje, nie musieli się więc i po to z łóżka ruszać. W którym było CV zdecydowanie zbyt wygodnie! I miło i ciepło, w pościeli którą pewnie razem wybierali. Finley mogłaby zostać tu na stałe, liceum nawet w takich chwilach wydawało się jakieś zbędne...
Pacnęła go za to za jego kolejne słowa
- ha ha ha, już ten żart mówiłeś i był tak samo nieśmieszny - zauważyła kładąc się na plecach. - Nie dowiesz się co zrobię, raz mnie rozbierzesz i będziesz miał niespodziankę - mruknęła odwracając się jednak na brzuch i objęła poduszkę przytulając się do niej policzkiem i patrząc sobie na Haydena. - Nie podobają mi się tam tatuaże. Ani na udzie mi się nie podobają ani na stopie ani nad i pod biustem- tak mu zdradziła, jakby był ciekawy gdzie nie powinien sam sobie jeszcze robić, bo według Fin wyglądało to głupio. No i w sumie myślała żeby zaznaczyć w tatuażu Haydena, ale teraz mu o tym nie powie. Zaśmiała się za to na jego kolejne słowa
- Ala, sama myśl o tym mnie zabolała. Chodzę na wosk, wiem że to musi mocno boleć, te rejony są do kochania, nie dźgania igłami... - mruknęła z rozbawieniem - nawet nie chce wiedzieć jakie miałbyś propozycje projektu na te rejony - zmarszczyła nos, przeczuwając że będzie to coś głupiego...
Nie spodziewała się jednak że tak szybko wrócą do tematu mieszkania
- nie wiem Hayden, mieszkanie to duża sprawa... Chcę z tobą mieszkać, nawet tego nie kwestionuje ale... nie będę ukrywać, że to twój spadek po rodzicach i nie wiem czy by sobie życzyli żebyś tak o wpisał mnie w akt własności. Pewnie by powiedzieli że powinieneś poczekać do piątej rocznicy - westchnęła sobie cicho i sama rękę wyciągnęła kiedy jego dłoń się do niej zbliżyła i splotła z chęcią ich palce.
- jak to 'coś się stało'? Nie mów tak, Hay - poprosiła bo na samą myśl łezki jej w oczach stanęły. - nie chce nawet o tym myśleć... - pokręciła lekko głową i przysunęła się bliżej niego.
- co to za szantaż? Dajesz jego córce pół mieszkania, musiałbyś pozwolić mu wyposażyć całe mieszkanie za darmo, jako moje wiano... - rzuciła rozbawiona, ale trochę tak było.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: Pyrka
MULTI: perry, laire, calls, gal, nora, joey, scott
 
Hayden A. Lyons


Hayden

Lyons


astrofizyk pracujący dla wojska

daje prywatne korki swojej byłej uczennicy

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-11-08, 14:19   
  

  
  
  
28 yo

  
187 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.

  


- Ale to nie miało być śmieszne, totalna powaga, taki wielki napis na czole, zajebista sprawa - tak sobie z nią igrał dalej, pewnie gdyby rozmawiał z Frankiem albo Scottem na temat tatuaży to, by im powiedział żeby sobie zrobili przedstawienie kutasa na czole. No ale Fin była jego dziewczyną, a nie kumplem więc nie wypadało jej tego mówić. - Zauważyłem, że chodzisz - powiedział kiwając głową, bo przecież zagląda jej między nogi więc wiedział, że nie ma tam dżungli, a to wiele dla niego znaczyło naprawdę... fajna sprawa. - Do kochania mówisz? Możemy jeszcze sprawdzić jak tam z tą miłością wychodzi - mruknął poruszając brwiami dość znacząco, nie trzeba było być znawcą metafor żeby wiedzieć o co mu w tej chwili chodzi. Bardzo prosta sprawa.
- To wcale nie jest taka duża sprawa - mruknął i wzruszył ramionami, to tylko kilka ścian i jakieś meble. Przecież nie kazał jej no nie wiem... brać z nim kredyt albo robić sobie dzieci, z których nie będą mogli już nigdy zrezygnować. W porównaniu z tym to kwestia mieszkania była błahostką - posłuchaj Finny, moi rodzice na pewno nie życzyliby sobie tego żeby ich syn spotykał się ze swoją uczennicą - powiedział bardzo wyraźnie, bo nie miał jakoś zbyt wielkich przeczuć, że byłoby inaczej. Koniec końców a bank, by ją polubili, ale początkowo pewnie, by go chcieli wysłać na jakieś egzorcyzmy. - Także dobrze, że się ich wolą w życiu nie kieruje - dodał i podciągnął się trochę żeby ją pocałować przelotnie.
- No wiele rzeczy się może wydarzyć okej? Moi rodzice też nie podejrzewali, że zginą w wypadku, a jednak... było trochę zachodu z ogarnianiem kwestii mieszkania i całej reszty, a gdyby się coś stało to miałabyś przynajmniej coś co, by Ci ułatwiło życie - no trzeba było myśleć o takich rzeczach, bo nigdy nie wiadomo, co by się miało wydarzyć, a co nie. Zabezpieczenie to dobra opcja, tak na wszelki wypadek. - No i Tesla musi mieć gdzie mieszkać gdyby coś mi się stało, a na niego nie mogę przepisać połowy mieszkania - dodał puszczając do niej oczko, bo chciał tym żarcikiem trochę rozluźnić atmosferę.
- Nie żyjemy w średniowieczu, przeżyje bez wiana... wiesz, że dla mnie proszenie Twojego ojca o cokolwiek nie jest komfortowe, tak samo jak dla Ciebie komfortowe nie jest przyjęcie mieszkania, więc oboje tracimy tyle samo - w ten sposób to ugryzł z nadzieją, że Fin nie będzie już drążyć tematu i po prostu się zgodzi bez większych problemów. - Na dodatek jestem żołnierzem więc to jest rozkaz - no teraz to już nie może mu odmówić.
_________________

    Last night I was taking a walk along the river and I saw him
    together with a young girl and the look that he gave her
    made me shiver 'cause he always used to look at me that way
[Profil]
  MÓW MI: pani cyc
MULTI: gin, willy, jolly, olivier
 
Finley Bowden


Bowden

Finley


licealistka, dorabia w obserwatorium

buduje przyszłość z Haydenem

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2018-11-08, 16:10   
  

  
  
  
17 yo

  
151 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
-

  


- Zrobisz sobie taki? - odbiła piłeczkę i klepnęła go lekko w czoło, a zaraz potem pocałowała w to samo miejsce. - Tak, nie zasłużyłeś żeby ci powiedzieć - wygięła usta w podkówkę, bo halo, pierwszy tatuaż to poważna sprawa, a tu zero wsparcia. Westchnęła sobie nawet cicho - będę musiała znaleźć kogoś innego kto mnie za rękę potrzyma - wzruszyła delikatnie ramionami, mając na myśli że może pójść z jakąś psiapsią, taką świnką nie była żeby mówić że pójdzie z facetem! No, chociaż to by miało swoje plusy, nie chciałaby mu pokazać słabości i że boli...
Zaśmiała się cicho na jego kolejne słowa - widzisz, bycie piękną dla ciebie boli - rzuciła z udawaną powagą i wygięła usta w podkówkę. Zaraz potem jednak uśmiechnęła się znów.
- Mówisz? Skoro tak to chyba jestem zainteresowana tą Haydenową miłością - zamruczała figlarnie, jak mogłaby powiedzieć nie? No już raz powiedziała na głos że jest puszczalska, a Hayden nie zaprzeczył, więc chyba z tego powodu nie narzekał.
- To bardzo duża sprawa, ludzie kupują razem domy po ślubie - zauważyła z rozbawieniem, chociaż nie było ono już takie duże jak przed chwilą. I troche się obawiała że Hayden tego pożałuje po jakimś czasie... - Nie przekonasz mnie mówieniem że Twoi rodzice też by nie chcieli mnie u Twojego boku - powiedziała cicho i trochę chłodno. Ale to nie było łatwe, okej. Nie sądziła że jego rodzeństwo będzie miało takie podejście, a dezaprobata jego nieżyjących rodziców... no ich nie ma nawet jak próbować przekonać do siebie. I że jego słowa ją zasmuciły, to chociaż pozwoliła się pocałować, nie odwzajemniła tym razem pocałunku.
- Nie mogę, Hay. gdyby coś... nie mam żadnych praw do Twoich rzeczy i dobrze o tym wiesz.. Poza tymi które są w mojej szafie - uniosła lekko kącik ust, w smutnym półuśmiechu. Rozmowa o potencjalnej śmierci Haydena przyprawiała ją o ból żołądka i miała łzy w oczach od samej o tym myśli. A z drugiej strony dobrze wiedziała, że nie ma praw ani do ich wspólnego mieszkania, ani do czegokolwiek co on posiadał przecież.
- Zapytaj się o zdanie swoich sióstr, zobaczysz co powiedzą - pociągnęła nosem i spróbowała odwrócić kota ogonem. - Jeśli one się zgodzą... - w co kompletnie nie wierzyła, więc wzruszyła lekko ramionami. - To nie to samo i dobrze o tym wiesz. On zajmuje się meblami i stolarką na co dzień, kocha to robić. Kupno mieszkania nawet nie leży obok tego - wyjaśniła, unosząc lekko brwi. I przysunęła się bliżej niego żeby się jednak do niego przytulić. - Ech, chwile w nowej pracy i już się rządzi.. - mruknęła pod nosem, przesuwając dłonią powoli po jego plecach, w górę, do jego włosów, które palcami przeczesała. - To co, zapytasz siostry, zgodzisz się na meble mojego taty i za pięć lat wpiszesz mnie w umowę, może być taki kompromis? - zapytała po chwili namysłu. Przez pięć lat nie zarobi tyle żeby mieć połowę wartości mieszkania, ale... może jednak? To był jakiś plan!
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Pyrka
MULTI: perry, laire, calls, gal, nora, joey, scott
 
Hayden A. Lyons


Hayden

Lyons


astrofizyk pracujący dla wojska

daje prywatne korki swojej byłej uczennicy

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-11-08, 20:15   
  

  
  
  
28 yo

  
187 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.

  


Uśmiechnął się do niej - to nie boli jakoś mocno, dasz sobie radę i skoro nie chcesz żebym Cię trzymał za rękę to cóż... będzie mi smutno, gdyby Tesla robił sobie tatuaż to na bank, by chciał żebym z nim poszedł - mruknął i westchnął sobie robiąc smutną minę zbitego pieska. Tesla na bank, by sobie zrobił tatuaż "Hayden to mój ulubiony pan". - Doceniam, przy tym też Cię mogę potrzymać za rękę - dodał znów poruszając brwiami, w sumie to był ciekawy jak to wygląda takie golenie. Nigdy nie widział. W sumie to nawet nie wiem czy Hay sobie klate goli czy raczej stawia na naturalność, co Finley woli.
- No skoro tak, to trzeba będzie Cię nią obdarzyć - zaśmiał się wesoło, bo on tam bardzo chętnie spędzi kolejną godzinę na przyjemnych rzeczach, które można wykonywać w łóżku. Nie trzeba go było dwa razy namawiać serioszka! W sumie teraz żałował, że wszedł na temat mieszkania, bo mógł po prostu ją wpisać w tą umowę, przyjechać z nią i musiałaby podpisać, bo inaczej, by się kłócili przy właścicielu. - Wcale, że nie... jak Ci tak bardzo zależy to możemy się hajtnąć w urzędzie i wtedy dostaniesz już po - powiedział chociaż oczywiście nie do końca poważnie. Nie dlatego, że myślenie o ślubie było jakieś niepoważnie, ale Fin raczej się nie zgodzi na szybki ślub, no i musiałaby mieć pozwolenie rodziców, także pomysł spalony na starcie. - Szkoda, bo to był dobry argument - mruknął i ją jeszcze trochę tak szturchnął w bok żeby się przestała smucić. On jakoś żył z myślą, że Dagny go chciała wpakować za kratki, jej rodzice też nie są specjalnie zadowoleni z powodu ich związku, a Frank dalej był obrażony. Uważał, że o wiele łatwiej będzie jej przekonać do siebie jej siostry niż jemu przekonać taką na przyklad Dagny... nie miał w sumie nawet ochoty próbować.
- Nie masz, ale jak podpiszemy umowę to będziesz mieć jedyne prawa - mruknął starając się ją jakoś przekonać - to naprawdę nie jest nic wielkiego, chcę żebyś coś ode mnie miała i tyle. Możemy to załatwić po dobroci albo zacznę pisać testament i dopiero będzie smutno - no może trzeba było to w ten sposób ogarnąć, tak czy inaczej Hayden postawi na swoim. Prędzej czy później. On był uparty jak najokropniejszy osiołek na świecie.
- Finley, gdzieś mam zdanie moich sióstr. To moje pieniądze, moje mieszkanie i może życie, będę tym wszystkim dysponował tak jak chce, a chcę żebyś miała połowę tego mieszkania i ani Karze ani Savvy nic do tego jezu... - wywrócił oczami, bo już go trochę to irytowało. Chciał dobrze, a Fin zawsze musiała mu robić pod górkę, a tak się starał. - Ja też kocham kupować mieszkania, pomogłaś mi szukać i wybierać i w ogóle... należy Ci się połowa za to wszystko - on naprawdę nie widział w tym problemu. Chciał się z nią podzielić czymś co miało jakąś wartość i było mu smutno, że go tak odtrąca.
- Hmmm... a może, nie zapytam sióstr i poproszę Twojego tatę o meble w tym samym czasie co Ty podpiszesz umowę. Taki kompromis. - wzruszył ramionami i odsunął się od niej żeby się położyć na plecy. Stracił humor i nawet się rozejrzał czy gdzieś pod poduszką nie ma jego telefonu. Zraniła jego uczucia tak odrzucając jego prezent i nie miał zamiaru udawać, że mu to odpowiada.
_________________

    Last night I was taking a walk along the river and I saw him
    together with a young girl and the look that he gave her
    made me shiver 'cause he always used to look at me that way
[Profil]
  MÓW MI: pani cyc
MULTI: gin, willy, jolly, olivier
 
Finley Bowden


Bowden

Finley


licealistka, dorabia w obserwatorium

buduje przyszłość z Haydenem

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2018-11-08, 22:35   
  

  
  
  
17 yo

  
151 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
-

  


- No teraz nie wiem, nagrabiłeś sobie - rzuciła, unosząc brwi z rozbawieniem - okej, chce w sumie dwa. Jednego pod łopatką, drugiego na przedramieniu, od zewnętrznej strony - wyjawiła mu, póki co tyle, żeby mu aż tak smutno nie było że go nie chce wtajemniczać. I no wiadomo, to była stała zmiana na jej ciele, więc stresowała się trochę, na pewno wsparcie będzie przydatne i miłe.
- Myślę że to jednak powinno zostać w sferze tajemnicy - zaśmiała się cicho, nie czułaby się komfortowo z nim w gabinecie. Może kiedyś, obecnie nie bardzo. Kosmetyczka, paznokcie czy fryzjer to coś, co ona po prostu wolała robić sama, odprężyć się, nie stresować, skupić tylko na sobie. Hayden mógł za to podziwiać te wszystkie efekty. A co do jego klaty, to on tam chyba nie bardzo miał co golić, ale nie da się ukryć że faceci dbający o swój trawniczek spodniach byli na propsie. A zachęcać ich powinno to, że po koszeniu to i owo wydawało się od razu większe, hehs .
- Jak śmiałabym ci zabronić - rozbawiona odpowiedziała i nawet go pocałowała. Ciekawiło ją o jakim rodzaju miłości teraz myślał i nie mogła się doczekać aż jej to pokaże. Była na niego napalona tak samo jak przy ich pierwszych spotkaniach, to się nie zmieniło ani trochę.
- Ty naprawdę jesteś szalony - uniosła brwi z niedowierzaniem, bo co to za półoświadczyny, no nie wiedziała jak ma z tym handlować! Ale nie skomentowała bardziej, bo jednak żartowanie z brania ślubu to nie było nic błahego, nie w ich przypadku. I nie chciała tego robić. Zamiast tego westchnęła jak ją tam szturchał - no teraz sobie myślę że patrzą na nas z dezaprobatą i jak będę szła z Tobą na ich grób, to będę czuła tą dezaprobatę - wyjaśniła mu, no okej, nie musiał w to wierzyć, że oni gdzieś tam wciąż istnieją, ale ona wierzyła. Powinien to chociaż uszanować tak jak ona nie próbowała mu wciskać żadnej teorii powstania świata czy wizji piekła i nieba na siłę. I nie do końca było to to samo co w przypadku Dagny, bo ona skrzywdziła ich obu i nie widziała w tym nic złego, a jego rodzice skrzywdziliby tylko Fin.
- Nic wielkiego to naszyjnik czy zegarek. Mieszkanie to coś bardzo dużego - poprawiła go, bo nie rozumiała czemu to bagatelizował. To była kupa hajsu, na dodatek w połowie z mieszkania po rodzicach, więc... no należała do Haydena. A mieszkanie w Seattle nie wiem kto mu kupił, czy sam czy nie, ale to też były jego pieniądze.
- Ale ty jesteś upaaaarty - mruknęła pod nosem, nie komentując testamentu. To było zbyt trudne, jeszcze by się rozpłakała mu tutaj i tyle by było z nagiego leżakowania.
- Czyli gdybyś oglądał go ze Scottem albo Frankiem to też byś im dał pół mieszkania? - zapytała rozbawiona, a potem westchnęła sobie cicho. - Czyli będziemy żyć pięć lat bez mebli? - zapytała rozbawiona, przysuwając się i kładąc na nim. Po namyśle nawet się podniosła i na nim usiadła, dłonie opierając na jego klatce piersiowej. - Okej, bez pytania sióstr o zgodę, na 21 urodziny, z meblami od początku od taty - uniosła brwi, licząc że to będzie dla niego lepszy kompromis. I że cycki zadziałają jako dodatkowy argument.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Pyrka
MULTI: perry, laire, calls, gal, nora, joey, scott
 
Hayden A. Lyons


Hayden

Lyons


astrofizyk pracujący dla wojska

daje prywatne korki swojej byłej uczennicy

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-11-09, 00:53   
  

  
  
  
28 yo

  
187 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.

  


- Ja? Nie. Mówię tylko jak może być, ale jeżeli już szybki ślub to wziąłbym Cię do Vegas, Kara niby też ma kasyno i może by i jakiegoś Elvisa ogarnela ale to nie to samo - powiedział starając się zabrzmieć tak jakby serio już wszystko miał zaplanowane i nic tylko kupić bilety. Oczywiście z tym wszystkim sobie żartował, bo Finley na bank chciałby mieć normalne oświadczyny, a nie takie dziwne, bez pierścionka za to nago. Chociaż w sumie, nigdy nie byli taka regularną para więc może to będzie coś w ich stylu.
- Teraz już by Cię polubili, naprawdę. Początkowo każdy miał z nami problem, nawet my mieliśmy ze sobą problem - No Hayden ma pewno miał... - a teraz by Cie pokochali, zrobiłaś im taki super stroik - przypomniał i uśmiechnął się do niej - na pewno byłabyś ich ulubienica, mama by Cie uczyła gotować - już w sumie nie pamiętał czy jego mama dobrze gotowala czy nie ale Hayden ja tą chwilę uważał, że tak, bo akurat mu to pasowało.
- Yhym w takim razie zostaniemy tutaj, a za pieniądze z mieszkania w Berry dostaniesz naszyjnik albo zegarek - No co przecież biżuteria też potrafiła kosztować kupę kasy. No Haydena się nie da tak łatwo przechytrzyć co to, to nie. - Nie ja, Ty jesteś uparta wystarczy się zgodzić i nie ma problemu - bo on w tym przypadku nie miał zamiaru odpuścić, był zdeterminowany żeby na swoim postawić i już.
- Ze Scottem i Frankiem nie planuje przyszłości więc to jest co innego - powiedział wywracajc oczami. Naprawdę nie był w stanie pojąć dlaczego to jest dla niej taki problem. Każdy z nich robił coś na co nie miał ochoty i czego nie chciał. On nie chciał mebli od jej ojca.
- No nie wiem w końcu przecież mogę Cię wyrzucić po tygodniu to po co nam - wzruszył ramionami dalej obrażony i jego to wcale nie śmieszyło. Nie protestował jednak gdy sobie na nim usiadła ale tak czy inaczej wziął swój telefon i zaczął coś sobie przeglądać jakby zupełnie nic sobie nie robiąc z tego, że ona na nim jest.
- No ale w sumie skoro nie jesteś pewna czy jest sens dawać Ci pół mieszkania to może nie ma sensu zamawiać mebli u Twojego taty, skoro rzeczywiście mogę sobie powiedzieć po pierwszej kłótni, że nie chce z Tobą mieszkać to może lepiej jednak Ikea. Będę mieć meble, które nie będą mówiły, że Ci coś wisze - powiedział spoglądając na nią zza telefonu, bo kto to powiedział, że tylko kobiety się mogą obrażać? On też się czuł odtracony.
- Nie wiem Fin, jak nie chcesz to nie - wzruszył ramionami. - Czyli jednak testament - dodał pod nosem i zaczął na telefonie przeglądać listę prawników, którzy się takimi sprawami zajmują, bo o dziwo nie znał nikogo takiego. - Skoro ten związek nie jest dla Ciebie na tyle poważny żeby mieć po prostu wspólne mieszkanie no to cóż - dodał sobie pod nosem. Może i zachowywał się jak rozpuszczony bachor ale cóż, było mu naprawdę bardzo smutno, że chyba jako jedyny myśli o nich na tyle poważnie, by zainwestować w ich wspólna przyszłość.
_________________

    Last night I was taking a walk along the river and I saw him
    together with a young girl and the look that he gave her
    made me shiver 'cause he always used to look at me that way
[Profil]
  MÓW MI: pani cyc
MULTI: gin, willy, jolly, olivier
 
Finley Bowden


Bowden

Finley


licealistka, dorabia w obserwatorium

buduje przyszłość z Haydenem

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2018-11-09, 12:12   
  

  
  
  
17 yo

  
151 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
-

  


- Możesz zabrać mnie do kasyna, ale niekoniecznie przed grubego i pijanego Elvisa -zaśmiała się cicho w sumie przestając uważać te rozważania jako potencjalne oświadczyny. Hayden na ich pierwszej randce przybliżył im gwiazdy nad głową, to nie było w jego stylu. Nagość w oświadczynach nie przeszkadzała, za to mówienie o tym jak o planie na wieczór sobotni już tak. Dobrze wiedział że Fin czekała na te normalne sprawy normalnych par w ich życiu.
- My? - powtórzyła za nim, unosząc brwi - nie pamiętam żebym go miała - zauważyła, lekko mrużąc oczy. Wiedziała że on miał, w końcu mówił jej o tym milion razy jaka jest nieodpowiednia i w ogóle, no było tego bardzo super słuchać przecież. Soł macz fan. Romantyk.
- Stroik to głupi argument - zauważyła trochę chłodno, bo trochę poczuła się traktowana jak dziecko w tym momencie. Daj laurkę, na pewno cię polubią. - Nie byłabym - dodała więc ciszej, jako zakończenie dyskusji o nich, bo nie miała na to za bardzo siły. Doskonale wiedział jak ważna dla niej byłaby akceptacja jego rodziców i już samo to, że sam nie wierzyłby że mogliby podejść do niej od początku neutralnie była bardzo bolesna. I powinien się tego spodziewać, bo ją przecież znał.
- Nie chce takich drogich prezentów, Hayden - zmarszczyła brwi - a gdyby sytuacja była odwrotna, gdybym ja dostała od rodziców dom, kupiony w Seattle to ty byś nie oponował przed wpisaniem cię w akt własności? - uniosła brwi z powątpiewaniem, doskonale wiedziała że byłby tak samo uparty jak ona. - Nie planujesz z nimi przyszłości? Czyli przestaniecie sie kolegować? - złapała go za słówko, ale to była ważna kwestia. Mogła być elementem jego przyszłości bez nazwiska na kawałku papieru.
- To nie jest Twoja koszulka czy nowe buty, Hay, to mieszkanie - powiedziała cicho i powoli - to nie kosztuje stu dolarów - dodała zaraz potem, na kilka chwil kładąc dłoń na swoje czoło. Zaczynała ją boleć głowa od tej dyskusji. - Nie możesz chociaż spróbować mnie tutaj zrozumieć i postawić się w mojej sytuacji? - poprosiła go. Ale i tak zaraz potem położyła się na nim, przytulając się do niego i licząc że trochę miłości zadziała na jego dziecinny upór.
- Wiesz, gdybyś chociaż chciał zobaczyć jego katalog i sprawdził jakie różne rodzaje mebli robi, to byłaby inna sytuacja. I nikt nie powiedział że dostaniemy je za darmo, nie rozmawiałam z nim o tym, bo ty miałeś to zrobić - uniosła brwi kończąc przytulanie i schodząc z niego. Usiadła obok niego i pokręciła głową. - To za dużo... - zaczęła kiedy powiedział że jak nie chce to nie. Myślała że na tym skończył i że faktycznie będzie mogła nie przyjąć prezenty. Ale powiedział kolejne słowa i aż jej się w oczach momentalnie pojawiły się łzy - to było cholernie niesprawiedliwe i poniżej pasa - rzuciła sucho, biorąc swój sweter i zakładając go, to samo z majtkami i spódnicą.
- Idę z Teslą na spacer, już wystarczająco się nasiedział w łazience, a ty zastanów się może czasem nad tym co do mnie mówisz - rzuciła sucho, schodząc z łóżka, biorąc płaszcz i smycz i idąc po psa. Przynajmniej Hayden nie widział że już się rozpłakała.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Pyrka
MULTI: perry, laire, calls, gal, nora, joey, scott
 
Hayden A. Lyons


Hayden

Lyons


astrofizyk pracujący dla wojska

daje prywatne korki swojej byłej uczennicy

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-11-09, 12:47   
  

  
  
  
28 yo

  
187 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.

  


- Nie Fin, to nie byłoby to samo - powiedział - nie chciałbym, bo to byłyby dom Twoich rodziców, kupiony za ich pieniądze. To mieszkanie będzie kupione za moje, tylko moje, nie moich rodziców, nie moich sióstr ani nie dziadków. W tym tkwi zasadnicza różnica i chcę żebyś to zrozumiała. Argument, że to hajs za mieszkanie rodziców też jest idiotyczny. Wcześniej to było mieszkanie dziadków, jeszcze wcześniej jakiegoś typa, którego nie znam, więc tak naprawdę nawet nie wiem czyj lokal chce sprzedać... szaleństwo nie? W końcu to kto jest na akcie własności nie ma przecież zbyt wielkiego znaczenia nie? Jakbym chciał mieszkać w Berry i teraz zamiast leżeć w tym łóżku, byś leżała w łóżku w sypialni, która kiedyś była moich rodziców to też byłby problem? - zapytał unosząc brew, bo kto ją tam wie. Może wtedy, by go nie odwiedzała, bo przecież po tej podłodze kiedyś chodziła jej mama, a przez te okna patrzył jego tata. No po prostu masakra i ta kłótnia naprawdę już go zaczynała męczyć. Miał dość tego, że Finley tworzyła jakieś sztuczne bariery, którego go niesamowicie irytowały.
- Nie no skądże, przecież oczywiście, że zamieszkamy wszyscy razem, ze Scottem sobie zaadoptuje dziecko, a Frankiem zalegalizujemy związek w urzędzie i będziemy żyć we trójkę wychowując dzieci i starzejąc się razem, oczywiście że tak będzie - prychnął, bo przecież dobrze wiedziała o co mu chodzi.
- Nie Fin, nie potrafię tego zrozumieć i nie mogę się postawi w Twojej sytuacji, bo nie jestem w stanie pojąć jaka jest niby różnica we wpisaniu Cię do umowy teraz, a jaka będzie za rok, dwa czy pięć. Nie wezmę od Ciebie ani grosza za to mieszkanie, nie będziesz mi nic oddawać ani nic z tych rzeczy więc serio ja nie widzę różnicy i skoro to dla mnie nie jest problem żeby się z Tobą podzielić czymś co należy do mnie, to nie jestem w stanie zrozumieć dlaczego dla Ciebie to jest taki wielki problem, żeby to przyjąć - serio, on tego nie czaił i w sumie teraz to już nawet nie miał zamiaru, bo był zdenerwowany.
- Wiesz co, nie. Nie będę się czuł dobrze w mieszkaniu, gdzie będą meble od Twojego taty - powiedział i wzruszył ramionami. - Zamówię coś przez neta, albo w Ikei albo zobaczę jacy są stolarze w Seattle - ona nie chciała mieszkania, on nie chciał mebli, ani być nic winien jej tacie.
- Naprawdę? - prychnął - myślę, że raczej trochę prawdziwe - powiedział i nawet nie podniósł wzroku z telefonu gdy się zaczęła ubierać. - Pies jest mój, w stu procentach, więc jak chcesz to możesz iść sama - rzucił tylko też się zbierając z łóżka żeby na siebie założyć bokserki i koszulkę. - Idź przewietrz się i się zastanów nad tym czego Ty sama chcesz i może trochę zluzuj to swoje feministyczne podejście, bo mnie naprawdę wkurwia - warknął jeszcze, a później wziął do ręki tą whisky, która tu jeszcze była i ją wypił na raz, a później pościelił łóżko, przynajmniej będzie miał czysto w SWOIM mieszkaniu i na SWOIM łóżku.
_________________

    Last night I was taking a walk along the river and I saw him
    together with a young girl and the look that he gave her
    made me shiver 'cause he always used to look at me that way
[Profil]
  MÓW MI: pani cyc
MULTI: gin, willy, jolly, olivier
 
Finley Bowden


Bowden

Finley


licealistka, dorabia w obserwatorium

buduje przyszłość z Haydenem

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2018-11-09, 13:36   
  

  
  
  
17 yo

  
151 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
-

  


- To i tak byłaby część mojego spadku, tak samo jak częścią Twojego spadku było mieszkanie w Berrylane, które sprzedałeś żeby móc kupić nowe - powtórzyła, bo to było bardzo zbliżone, nawet jeśli on się upierał że nie. I znała go na tyle dobrze żeby wiedzieć że nie przyjąłby tego od niej nawet po ich śmierci, już prędzej wolałby to sprzedać i kupić coś nowego pół na pół. Tylko że Fin nie miała mieszkania które mogłaby sprzedać. Nie miała też takiej kwoty na swoim koncie.
- To nie ma znaczenia od kogo kupili je Twoi dziadkowie czy że Twoi rodzice też je odziedziczyli - pokręciła głową, bo już trochę za daleko myślami szalał i Fin gubiła się w odpieraniu jego argumentów. - Przecież byłam w ich mieszkaniu i leżałam w tych samych łóżkach - zmarszczyła brwi, nie do końca rozumiejąc dlaczego akurat to nagle rzuca jej w twarz. Chodziła po tych samych podłogach, jadła w tej samej kuchni, patrzyła przez te same okna.
- Dlaczego musisz mieć wszystko tak zaraz-teraz-od-razu, co? Skoro wiesz że nie zmienisz o nas zdania za miesiąc, dlaczego potrzebujesz mojego nazwiska na tym papierku, a nie wystarczy ci sama moja obecność w mieszkaniu? - pokręciła głową, nie rozumiejąc i Scotta i Franka już nie komentując. Nigdy nie miała siły na odpierania jego sarkazmu w trakcie kłótni, czuła się wtedy mocno zaszczuta.
- A dlaczego nie? - zmarszczyła brwi, trochę zdradzając się z tym że zamierza to zrobić. - Bo to jest bardzo duży i bardzo drogi prezent, na dodatek nie jest konieczny. Dlaczego nie może to być nasze mieszkanie, którego ty jesteś właścicielem? Przecież i tak mogę tam mieszkać, i tak możemy być w nim razem, tak samo jak jesteśmy razem w tym i tu też mam swoje miejsce w szafie - pokręciła bezradnie głową - kochasz mnie już od kilku miesięcy, a jakoś nie czułeś się zobowiązany razem z miejscem w szafie dać mi chociaż klucz do tego mieszkania - zauważyła marszcząc brwi - więc o co tak naprawdę chodzi? Wiesz że nie znajdziesz mnie w łóżku z innym, wiesz że nie zacznę nagle widzieć w Kapitanie Drużyny swojego nowego faceta, więc czemu potrzebujesz zapewnienia ode mnie o wartości tysięcy dolarów? - no przecież mu mówiła, że ta kwota jest dla niej po prostu zbyt duża. Nie da się przyjmować takich prezentów, nie kiedy Hayden sam lubił wyciągać smaczki z przeszłości w trakcie kłótni. Bała się że to że to on kupił mieszkanie też może wychodzić, tak samo jak wypominanie jej kłamstwa o wieku.
- Mój tata zrobił też mnie, czujesz się niekomfortowo z taką jego 'pracą' obok siebie? - prychnęła, bo trochę już był śmieszny w tym wszystkim. To były tylko zakichane meble, za które mogł normalnie zapłacić.
- Tak, prawdziwe? To może byś zauważył że do tej pory to ja zawsze stawałam pod Twoimi drzwiami żeby ratować ten związek, ty nigdy nie próbowałeś o nas walczyć, więc nie masz prawa robić mi wyrzutów przez to że nie chce udawać że połowa mieszkania to 'niewielki' prezent - zmarszczyła brwi, odwracając się do niego przodem i rzucając smycz na łóżko.
- Jasne, to Twój pies, Twoje mieszkanie i Twoje pieniądze - warknęła, ścierając łzy ze swoich policzków i zaraz potem zakładając buty. Naprawdę sądził że w taki sposób ją przekona do zgodzenia się na przyjecie takiego prezentu? Póki co założyła płaszcz i po prostu wyszła, nie zabierając ani swojej torebki, ani nawet telefonu ze sobą.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: Pyrka
MULTI: perry, laire, calls, gal, nora, joey, scott
 
Hayden A. Lyons


Hayden

Lyons


astrofizyk pracujący dla wojska

daje prywatne korki swojej byłej uczennicy

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-11-09, 14:12   
  

  
  
  
28 yo

  
187 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
Tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien co do tej pierwszej.

  


- Nie, nie w tych samych. Nigdy nie byłaś w pokoju moich rodziców - mruknął marszcząc czoło, a przynajmniej on sobie nie przypomina żeby tak było. Jednak większość czasu spędzali tutaj, gdzie wszystko było jego. - Nie Fin, to nie to samo. Bo moi rodzice nie kupują tego mieszkania, gdyby Twoi rodzice kupili, to po pierwsze, sami by je wybrali, po drugie jeszcze żyją, a my wtedy bylibyśmy miłymi lokatorami, którzy muszą ich całować po nogach, gdy Twój ojciec przy okazji by mi wytykał coś w stylu "ja w Twoim wieku to już miałem Franka i wybudowany dom, zasadziłem milion drzew.". - On dobrze wiedział jakby było, na bank, by się wtedy o coś go czepili, że sobie w życiu nie potrafi radzić czy coś tam. On był mężczyzną i miał zapewnić rodzinie dach nad głową i dobry byt, nawet jeżeli teraz jego rodziną była tylko Fin i Tesla. Tak go rodzice wychowali.
- Od Ciebie? Nie potrzebuje od Ciebie żadnych zapewnień, nie karzę Ci przecież wydawać tysięcy dolarów - prychnął - to Ty masz zawsze problem z tym, że przecież to zawsze ja się za mało staram, za mało razy w ciągu doby Ci wyznaje miłość, nie kupuję Ci kwiatów, nie wysyłam kwartetu grającego pod Twój dom i na dodatek śmiem smsować z koleżanką i na bank przecież myślę o tym żeby się gzić z Gabi w laboratorium, a skoro zwykłe słowa do Ciebie nie zawsze trafiają to mieszkanie powinno być wystarczającym zapewnieniem, że myślę o Tobie poważnie. Z tym, że to też Ci się nie podoba. Czy Ty kiedykolwiek po prostu przestaniesz wybrzydzać? - zapytał unosząc brew - wszystko jest zawsze nie tak - serio, tego też już miał po dziurki w nosie. - Mówiłem Ci już dlaczego chcę Ci dać połowę mieszkania ale najwyraźniej wymazujesz z pamięci słowa, które nie są dla Ciebie przydatne - dodał kręcąc głową z lekkim rozbawieniem, oczywiście takim złośliwym. Mówił jej przecież, że chce żeby miała zabezpieczenie gdyby coś się stało. - Hmmm dlaczego chcę to zrobić teraz hmmm... może dlatego, że już nie mam siedemnastu lat - dodał sobie jeszcze trochę pod nosem. To nie tak, że był jakoś stary, ale po prostu chciał się już skupić na innych rzeczach, dostał nową pracę więc mógłby próbować rozwijać swoją karierę ale do tego potrzebował ułożyć wszystkie inne sprawy, by móc się skupić na osiągnięciu jakiegoś sukcesu w swojej dziedzinie nauki.
- W tej chwili? Tak czuje się niekomfortowo myśląc co Twój tata musiał robić z Twoją mamą - powiedział i aż się skrzywił. Fuj. O takich rzeczach się nie mówiło na głos, bleh. Znaczy nie żeby jej mama była bleh, bo wiadomo, że nie.
- O naprawdę? - aż się zaśmiał pod nosem, czy gdy z nią zerwał to pogodzili się dlatego, że stanęła pod jego drzwiami, czy może dlatego, że ją poprosił o pomoc w dotarciu do domu? Hmmm... ciężka sprawa, ale chyba jednak tak. Gdy ona zerwała z nim to czy była pod jego drzwiami? Czy może to raczej on przylazł do domu jej rodziców żeby się z nią zobaczyć po tej akcji z pobiciem. NO ALE TAK. Przecież zawsze ona się musiała biedna tak starać. O jaki ten Hayden był brzydki i okropny.
- Tak samo jak moje koszulki w Twojej szafie - dodał sobie pod nosem, bo skoro już tak chciała się rozliczać ze wszystkich jego pieniędzy to okej. On da radę.
Gdy wyszła to na spokojnie odetchnął i oczywiście zrobił to co już mu się od dawna chciało... otworzył okno i zapalił papierosa. Tym razem nawet się nie wysilał żeby stać przy tym oknie, w końcu to było jego mieszkanie więc mógł sobie palić gdzie chciał. Łaził więc z popielniczką ogarniając od razu też ten talerz z kanapkami, które wyjebał oczywiście do kosza. Alkoholu co prawda nie schował, bo mu się bardzo chciało pić w tym momencie. Miał ochotę po prostu na złość całemu światu ubrać się i wyjść do baru, ale zauważył, że Fin zostawiła rzeczy więc później, by jeszcze była awantura, ze wyszedł ze swojego mieszkania. W sumie to nie wiedział czy ona w ogóle wróci, bo przecież takse mogła wezwać tak czy inaczej i pojechać do domu, gdzie za nią zapłacą jej kochani rodzice mówiąc jaki to Lyons jest zły i okropny. Postanowił więc, że zostanie. Włączył sobie muzykę z wieży, pewnie jakieś AC/DC albo Guns and Roses i postanowił, że poczyta sobie książkę. Położył się więc na łóżku, odpalił znowu fajkę i pogrążył się w lekturze. Wcześniej jeszcze wypuścił psa, który postanowił położyć się na łóżku obok niego, dobrze, że jemu niewiele rzeczy przeszkadzało.
Nie wiedział nawet ile czasu minęło gdy usłyszał, że ktoś wchodzi do mieszkania. Znaczy obstawiał, ze ten ktoś to Fin, bo chyba żaden włamywacz nie był taki naiwny żeby szukać jakiś zdobyczy u gościa studiującego fize. Spojrzał na nią gdy weszła ale w sumie to się nawet nie odezwał tylko pogłaskał psa i wrócił do czytania.
_________________

    Last night I was taking a walk along the river and I saw him
    together with a young girl and the look that he gave her
    made me shiver 'cause he always used to look at me that way
[Profil]
  MÓW MI: pani cyc
MULTI: gin, willy, jolly, olivier
 
Finley Bowden


Bowden

Finley


licealistka, dorabia w obserwatorium

buduje przyszłość z Haydenem

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2018-11-09, 14:56   
  

  
  
  
17 yo

  
151 cm

  

  

  

  

  
od zawsze w Berrylane
-

  


- Odwracasz kota ogonem, bo doskonale wiesz że gdybym była na Twoim miejscu to nigdy byś tej połowy mieszkania ode mnie nie przyjął, marudząc że jesteś facetem i musisz dbać o mieszkanie - prychnęła, skoro on jej wytykał feminizm, ona mogła mu wytknąć szowinizm. Nawet się rymuje. Nie chciała być jego utrzymanką, nie czuła się z tym dobrze i nie zamierzała udawać że jest inaczej. Chociaż do tej pory starała mu się delikatnie wyjaśnić dlaczego nie mogła takiego prezentu przyjąć, on był głuchy na to co mówiła. I był uparty jak stary osioł.
- Nie, ale chcesz żebym je jako zapewnienie przyjęła - zmarszczyła brwi, poprawiając go od razu.
- No tak, a teraz jeszcze zachowuj się jak dziecko i wytykaj mi wszystko co zrobiłam przez rok, nie krępuj się. W ogóle to mi nie pokazuje że nie będziesz mi wytykać tego że to ty kupiłeś nam mieszkanie przez resztę życia, skąd - zmarszczyła brwi, teraz zagniewana dość mocno, bo wykorzystywał w tej argumentach wiele rzeczy do których naprawdę było ciężko jej się przyznać, z którymi walczyła (chociaż kurde nie wiedziała po co, skoro on i tak wciąż i wciąż używał tego jako argumentu przeciwko niej w kłótniach jak ta, JAK WIDAĆ, nie ważne że przeprosiła czy wyjaśniła to miesiące temu) - i nie powiedziałam nic o tym że masz nie pisać z Gabi ani że chcesz się na pewno z nią przespać, do jasnej cholery - warknęła też przy okazji, dla sprostowania, bo naprawdę starała się na to nie zareagować, poza jedną uwagą, którą niektórzy mogliby uznać nawet za próbę obrócenia sytuacji w żart. Jak się bardzo, baaaaardzo by postarali, zamknęli jedno oko, a drugie przymrużyli.
- Jak możesz zestawiać to w ogóle ze sobą, co? Dostawanie kwiatów i mieszkania, no musisz zachowywać się jak dziecko? Nie przekonasz do mnie do przyjęcia takiego prezentu atakując mnie przywołując każda kłótnię jaką kiedykolwiek mieliśmy - no denerwował ją, naprawdę, miała wrażenie że przy kłótniach dla Haydena wszystkie chwyty były dozwolone. Nie ważne jak bardzo ją ranił po drodze i jak bardzo pokazywał że nie wybaczył jej ani jednego potknięcia po drodze, jakie jej się przytrafiło.
- Wiem że mnie kochasz, ale po roku związku nie mam praw do żadnych zabezpieczeń w postaci Twoich rzeczy - podsumowała ciszej, bo naprawdę myśląc o tym czuła się tak jakby zabierała coś, co należało się bardziej Karze i reszcie jego rodzeństwa. Jego rodzinie.
- Tak, ale ja wciąż tyle mam - zmarszczyła brwi, nie zamierzała przepraszać już za swój wiek, a na pewno nie Haydena. Wiedział o tym kiedy zobaczył ją w klasie, najwyższy czas było przestać gwałcić ten argument.
- Tak, naprawdę. Gdybym nie przyszła wtedy do Ciebie w Seattle nie rozmawialibyśmy w szkole o kluczach, ani w klasie, ani na cmentarzu później też nie. No chyba że chcesz dziękować Dagny za to że do mnie napisałeś żeby zrobić jej na złość, albo Paisley, że kupowałeś dla niej alkohol w monopolowym koło mojej pracy - wzniosła oczy ku niebu, bo nie miała siły, serio. Nie dodała już że także facetowi który próbował ją zgwałcić, bo to byłoby zbyt wiele. I dlatego musiała wyjść, przez to wszystko i nawet przez te cholerne koszulki, po które teraz miała ochotę pojechać do Berry i po prostu mu je przywieźć, ale zorientowała się już pod blokiem że nie ma ze sobą ani swojego portfela ani telefonu. Dobrze że chociaż miała paczkę chusteczek w kieszeni i mogła sobie w spokoju popłakać nad nimi, w pobliskim parku, z dala od ludzi. Gdzie było zimno i paskudnie i siedzenie tam w ogóle nic nie dawało, ale musiała się uspokoić i przestać płakać zanim do niego wróci. Było dla niej strasznie idiotyczne to, że musieli się kłócić przez coś takiego i że jest zaganiana w kompletny kozi róg, w którym musi przyjąć jego mieszkanie bo jak nie to Hayden będzie mówił że jej nie zależy, że go nie kocha i nie wiadomo co jeszcze. To było okropne, to było niesprawiedliwe i kompletnie nie wiedziała jak ma z tego wybrnąć. Ciemno sie i tak zrobiło, więc w końcu wstała i do mieszkania powoli wróciła. Nie płakała już, ale oczy i tak pewnie miała zaczerwienione. Otworzyła drzwi i weszła, wzrok oczywiście najpierw kierując w stronę Haydena i Tesli na łóżku. Gdzieś w pościeli wciąż był zaplątany jej biustonosz ale nie chciało jej się nawet próbować go teraz znaleźć. Zdjęła buty, podchodząc bliżej do łóżka i patrząc na Haydena z góry.
- Moja odpowiedź brzmi nie. Nie chce być wpisana na umowie kupna tylko dlatego że jesteśmy razem. Jeśli to sprawia że nie chcesz kupować nowego mieszkania ani ze mną mieszkać, to jest to tylko Twój wybór, do którego masz prawo - wzruszyła delikatnie ramionami, patrząc na niego smutno.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: Pyrka
MULTI: perry, laire, calls, gal, nora, joey, scott
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 6