menu


Poprzedni temat «» Następny temat
for thirteen days of sun and him I thought I'd never die
Autor Wiadomość
Baby Hemingway


Baby

Hemingway


-

-

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2018-02-07, 14:03   
  

  
  
  
18 yo

  
158 cm

  

  

  

  

  
od 3 lat w Berrylane
I think we're like the wind and sea You're burning up, I'm cooling down You're up, I'm down, you're blind, I see

  


    [6]

Chwila śmierci w filmach czy powieściach, zawsze przedstawiana jest tak samo - bohater owej sceny wiedząc o tragicznym zakończeniu swojego życia, które nastąpi zdecydowanie zbyt wcześnie, stara się przypomnieć sobie, czy osiągnął coś, co zagwarantowałoby mu nieśmiertelność w umysłach osób, które podziwiać go będą jeszcze przez długi czas, czy przeprosił za całe zło, które wyrządził na tym świecie, czy powiedział najbliższym ile dla niego znaczą i, przede wszystkim, czy przeżył te lata należycie. Jeśli jednak postać ta od samego początku przesiąknięta była złem i nikt nie zakładał nawet, że kiedykolwiek się zmieni, ginie w bohaterskim czynie, który ostatecznie przynosi wszystkim ratunek i gwarantuje zmarłemu powszechne uwielbienie i wdzięczność za to, co zrobił. Wcześniejsze przewinienia idą w zapomnienie, gdyż ten jeden czyn staje się zadośćuczynieniem wszelkich wyrządzonych szkód. Niestety, Baby nie mogła podpisać się pod którykolwiek z tych schematów. Powszechna panika, jaka zapanowała tamtego wieczoru na balu zupełnie wybiła ją z tropu i omamiła - w tamtej chwili liczył się dla niej jedynie Colter, niezależnie od tego, jak naiwne i niemądre to było. Widząc, jak niknie gdzieś wśród rozhisteryzowanego tłumu planowała pobiec mu na pomoc, jednak nie spodziewała się, że stając w miejscu, które uznała za wyjątkowo bezpieczne i pozbawione krzyczących idiotów, sama mogła stracić życie. Nikogo nie powinien zdziwić więc fakt, że słysząc jak łańcuch pęka pod ciężarem ogromnego żyrandolu, którego nie potrafił dłużej utrzymać, i widząc, przez ułamek sekundy, jak spada on z zawrotną prędkością własnie na nią, przekonana była, że jest to właśnie moment jej śmierci. Być może histeryzowała jedynie, dała ponieść się swojej bujnej wyobraźni, ujawniła swoją naiwność spowodowaną młodym wiekiem, jednak wątpiła, by ktokolwiek inny na jej miejscu nie odniósłby podobnego wrażenia. Poza tym, jej obawy były jak najbardziej zrozumiałe, biorąc pod uwagę to, co stało się później - pozbawione jakiejkolwiek logiki, bohaterskie posunięcie któregoś z gości, który sądził najwidoczniej, że posiada nadprzyrodzone zdolności. Dobrze więc, że Baby była wtedy nieprzytomna i tego nieświadoma - bo z pewnością zadbałaby o to, by pan ten już nigdy nie ujrzał świata dziennego. Dobrze więc chyba (choć może też i źle, bo osoby takie jak ta nie powinny chodzić po tym świecie), że nikt nie poinformował jej co stało się po straceniu przez nią świadomości. Czas, w którym zamknęła oczy, tak jak i ten, w którym w końcu je otworzyła, wydawał się być niezwykle krótki - zupełnie, jakby był to jedynie ułamek sekundy, zwykłe mrugnięcie. Okazało się jednak, że trwało to nieco dłużej, bo aż dwa dni i jej stan był nieco krytyczny. Budząc się nie pamiętała zbyt wiele z samej chwili tragedii, ani z tego, co działo się przed nią. Pamiętała jedynie okropny, obezwładniający ból, jaki towarzyszył jej przez cały ten czas, który zresztą wciąż się utrzymywał, jednak nie tak intensywnie jak wtedy.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: zosia
MULTI: debbie || reed
 
Colter Faraday


colter Eanraig

faraday


w którą stronę bieszczady???

trochę się z Audrey kłócą, ale i tak jest super

Lives in
magnolia flats


Wysłany: 2018-02-12, 15:26   
  

  
  
  
32 yo

  
183 cm

  

  

  

  

  
od niedawna w Berrylane
And still I am there falling down in this evil pit But until I hit the bottom, I won't believe it's bottomless

  


    | #9 po balu

Był pewien, że ją straci. Może nie miał prawa do tego, by traktować ją w ten sposób (bo sam się na taki los skazał), ale nie potrafił udawać, że jest mu obojętna. Nie przy takim obrocie spraw. Oczywiście po tym, gdy początkowa złość mu opadła, zaczął obwiniać za wszystko siebie. Gdyby inaczej ją traktował, gdyby już na początku zachował się inaczej... Może zabrzmieć to głupio, ale Colter dopiero teraz docenił to, że ją zna, że coś ich łączy, że mimo wszystko są na siebie skazani. Gdyby odeszła z innym facetem, dużo lepszym od niego, na którego jej rodzice nie zareagowaliby prędkim zawałem, pewnie aż tak by tego nie przeżywał. Skoro jednak mogła umrzeć i to przy nim, skoro on nic zrobić nie mógł by jej pomóc... Starał się być dobrej myśli. Gdy pogotowie zabierało ją do szpitala był przy niej. Gdy tylko pozwolono mu wejść do niej na salę, siedział przy jej łóżku nieustannie. A gdy pojawiły się komplikacje, nie potrafił jej opuścić. Nocna wędrówka jednak utwierdziła go wtedy w przekonaniu, że nie może sobie pozwolić na tę słabość. Nie może pozwolić sobie na to, by zniszczyć jej życie. Nie chodziło już o jej wiek, nie chodziło o to, co ludzie powiedzą. Faraday po prostu egoistycznie zdecydował za nią, że nie jest dla niej odpowiedni. Tego też zamierzał się trzymać, choć mimo wszystko chciał być częścią jej życia. Dlatego do niej zaglądał, dlatego krzyczał na lekarzy i znów kłamał wszystkim, że ma do tego prawo. Gdy mijał już drugi dzień, odkąd dziewczyna była nieprzytomna, był niemalże pewien, że nic dobrego się już nie stanie. Przewidywał najgorsze. Ciężko być optymistą w takim momencie. Mimo to siedział przy jej łóżku nieustannie, nie interesując się czymkolwiek innym. Czuwanie nad nią było przecież jego obowiązkiem. Był jej to winny, bez względu na to, co mówił wcześniej. A gdy w końcu otworzyła oczy, ucieszył się jak nigdy wcześniej.
- Hej - powiedział tylko, nie potrafiąc powstrzymać przy tym uśmiechu, jaki pojawił się na jego twarzy. Nie mógł sobie jednak teraz pozwolić na to, by się nią nacieszyć - wstał prędko od jej łóżka i zawołał lekarza. Miał nadzieję, że to wszystko niedługo potrwa - bo w końcu należało wykonać teraz tylko badania, podać jej odpowiednie leki i powiedzieć, że wszystko będzie już w porządku, prawda? Jednak z jednej godziny, którą zmuszony był spędzić na korytarzu, zrobiły się prawie trzy i nieco już zaczął wpadać w histerię. W końcu jednak pozwolono mu do niej zajrzeć, lecz nim to zrobił, próbował znów sobie uporządkować wszystko w głowie. Nie miał pojęcia co jej powiedzieć, co wypada, czego ona sama od niego teraz oczekuje. Gdy w miarę udało mu się opanować stres, wszedł do jej sali. - Hej - powiedział znów, bo nic innego nie przyszło mu do głowy. Stanął przy jej łóżku, gotów do równie prędkiego wyjścia - bo przecież Baby miała prawo do tego, by zerwać z nim teraz kontakt. - Jak się czujesz? - zapytał, choć oczywiście wiedział, że wciąż musi ją wszystko boleć. Poza tym głupim pytaniem nie wiedział jednak co innego mógłby powiedzieć.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Fred, Holden, Penny, Jay
 
Baby Hemingway


Baby

Hemingway


-

-

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2018-03-03, 23:38   
  

  
  
  
18 yo

  
158 cm

  

  

  

  

  
od 3 lat w Berrylane
I think we're like the wind and sea You're burning up, I'm cooling down You're up, I'm down, you're blind, I see

  


Skoro widział, jak wiele dla niej znaczy, skoro nie kryła się ze swoimi uczuciami, skoro liczyła na coś więcej, niż mógł jej zaoferować... nie powinien był robić wszystkich tych rzeczy. A przede wszystkim nie powinien był teraz tu siedzieć, dając jej tym samym nadzieję na to, że jego obecność przy niej stanie się już normą. Powinien wyrazić się w tej sprawie jasno i nie dawać jej sprzecznych sygnałów. Nie mógł liczyć na przyjaźń, bo tkwienie w takiej relacji nie przyniosłoby ani jemu, ani jej niczego dobrego. Ona bowiem oczekiwała czegoś więcej i była pewna, że nigdy się to już nie zmieni. Widząc go z jakąkolwiek inną dziewczyną byłaby zazdrosna, robiłaby głupie rzeczy, cierpiałaby niemiłosiernie. Traciłaby swój czas na to, by jakoś go do siebie przekonać, by w końcu poddał się temu uczuciu. A on zwyczajnie by się nią bawił, egoistycznie trzymał przy sobie, wiedząc o wszystkich tych rzeczach i marnowałby jej życie. Musiał więc zdecydować - albo całkowicie się od niej odetnie, albo odważy się na wykonanie poważniejszego ruchu. Wybór należał tylko i wyłącznie do niego.
Kiedy po otwarciu oczu dostrzegła jego twarz, nie potrafiła ukryć swojej radości i odwzajemniła jego uśmiech. W jej głowie znowu pojawiła się nadzieja na to, że nic nie jest stracone, że jego obecność w tym miejscu doskonale wskazuje na to, jaką decyzję podjął. Bo gdyby jej nie chciał, nie byłoby go tu teraz, prawda? Nie chciała pozwolić mu odejść, niecierpliwiła się strasznie, kiedy lekarz zadawał jej serię wyczerpujących pytań, kiedy robił jej badania, i chciała się jak najszybciej go stąd pozbyć. Kiedy więc w końcu wyszedł, kiedy pozwolił Colterowi na wejście do jej sali, ponownie się uśmiechnęła. Usiadła też (a raczej oparła się o... oparcie łóżka?) na łóżku i sama nie wiedziała co powiedzieć. - Bywało lepiej - próbowała się nawet zaśmiać, ale sprawiało jej to ogromny ból, spowodowany operacją przeprowadzoną dość niedawno.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: zosia
MULTI: debbie || reed
 
Colter Faraday


colter Eanraig

faraday


w którą stronę bieszczady???

trochę się z Audrey kłócą, ale i tak jest super

Lives in
magnolia flats


Wysłany: 2018-03-04, 19:46   
  

  
  
  
32 yo

  
183 cm

  

  

  

  

  
od niedawna w Berrylane
And still I am there falling down in this evil pit But until I hit the bottom, I won't believe it's bottomless

  


Oczywiście, że nie powinien. Doskonale wiedział o tym w dniu gdy się poznali. Pamiętał o tym również wtedy, gdy dotarło do niego ile Baby ma lat. A mimo to do teraz nie potrafił z niej zrezygnować, nie potrafił tak po prostu o niej zapomnieć. Uznał jednak, że może szczerość pomoże im się jakoś teraz w tej zawiłej sytuacji odnaleźć, bo mimo tego, że wciąż nie zamierzał wdawać się z nią w głębsze relacje, chciał być blisko niej. Jako przyjaciel. Wiedział, że ona pewnie nieprzystanie na ten pomysł zbyt chętnie, ale niczego innego nie mógł jej zaproponować. Tym bardziej po tym, co stało się między nim, a Perry. Ucieszył się jednak, gdy dojrzał uśmiech na jej twarzy, bo... było to dobrym znakiem. Szkoda tylko, że pewnie z jego winy znów będzie się zadręczać nieistotnymi sprawami, choć powinna teraz skupić się na tym, by wrócić do zdrowia.
- Nie masz pojęcia jak bardzo się bałem - powiedział cicho, siadając na krześle znajdującym się przy jej łóżku. Złapał ją też za dłoń, choć wiedział, że nie powinien. Ale przyjaciele również mogą blisko siebie być, czułość sobie okazywać, prawda? Uśmiechnął się też w końcu ładnie, odgarniając kosmyk jej włosów za ucho. - Poznałem twojego ojca - powiedział, by jakoś rozmowę zagaić, by zacząć od czegoś... lekkiego. A to mimo wszystko nie było niczym strasznym, choć początkowo wydawało mu się, że gdy zmuszony będzie poznać jej rodziców nastąpi koniec świata. Tymczasem polubił jej staruszka, miło się mu z nim gawędziło i poznali się w dodatku w dość zabawny sposób. To znaczy wykluczywszy już to, że powodem jego przyjazdu do Berrylane był kiepski stan zdrowia Audrey.
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Fred, Holden, Penny, Jay
 
Baby Hemingway


Baby

Hemingway


-

-

Lives in
white flower valley


Wysłany: 2018-11-08, 22:26   
  

  
  
  
18 yo

  
158 cm

  

  

  

  

  
od 3 lat w Berrylane
I think we're like the wind and sea You're burning up, I'm cooling down You're up, I'm down, you're blind, I see

  


:damn:
Gdyby wiedziała, że mężczyzna, do którego wzdychała przez ostatni miesiąc (dwa miesiące?), sypia z kim popadnie, nie patrząc zupełnie na to, czy to zdesperowana samotna matka czy też członek gangu (co obecnie chyba się jeszcze nie działo?) to zdecydowanie łatwiej byłoby jej zrozumieć jego decyzję. Coś bowiem ich już łączyło, wspólnie udali się na ten przeklęty bal, Faraday tak martwił się o jej życie, kiedy na nim ucierpiała, a on postanowił swój smutek ukoić u pierwszej lepszej chętnej, tlenionej blondynki. No, musiał przyznać, że nie jest najlepszym materiałem na chłopaka i na przyjaciela też niestety, jeśli właśnie tak ta przyjaźń miałaby wyglądać.
- Niepotrzebnie. Póki co nie zamierzam tego świata opuszczać - wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się słodko, choć pewnie, gdyby wiedziała, co przez ten czas się wydarzyło, zmieniłaby zdanie. Jego mina, gesty, słowa wyraźnie wskazywały, że wszystko przemyślał i nie zamierzał już od niej uciekać, a przynajmniej tak to odebrała (co zresztą zrobiłby każdy inny, normalny człowiek).
- Co? Po co? Co mu powiedziałeś? - zapytała przejęta, lekko się podnosząc, przez co syknęła z bólu. Nie powinien jej mówić tutaj takich rzeczy, no chyba, że naprawdę chciał ją uśmiercić. Nie chciała, by jej ojciec o nim wiedział i to nie dlatego, że się go wstydziła, tylko wiedziała doskonale, że ten zrobiłby wszystko, by pozbyć się Coltera z jej życia. A skoro miała jeszcze wtedy 17 lat (chyba?) to byłoby to naprawdę bardzo proste. Wiadome więc było, że nie chciała go tracić ani też, żeby jakkolwiek on przez jej ojca ucierpiał. Jeśli jednak nie powiedział mu wprost o ich relacji, była pewna, że to, kiedy Tom się dowie, pozostawało tylko kwestią czasu. Nie był on przecież głupi, zawsze wszystko kontrolował, nawet, jeśli był tak daleko od Berrylane.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: zosia
MULTI: debbie || reed
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5