menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#3 oh shit, you're gonna be a father?
Autor Wiadomość
Booker Flanagan


Go hard and watch the sun rise, I swear one night'll change your whole life.


charming owner of the lucky lizards casino

I go and spoil it all by saying something stupid like i love you

Lives in
white flower valley

Wysłany: 2018-11-10, 14:09   #3 oh shit, you're gonna be a father?
  
booker

  
flanagan

  

  

  

  

  

  
35 yo

  
191 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


#25

Nie spodziewał się dostać takiego smsa. Ostatnio zaniedbał przyjaciela, wiedział o tym, ale cholera, żeby aż tyle się wydarzyło podczas jego krótkiej nieobecności w życiu Osbourne'a? Tragedia. Od razu do niego zadzwonił, żeby wpadał do jego przyczepy, po czym zaczął ogarniać w tych swoich czterech kątach, żeby jakoś to wszystko wyglądało. Ostatnio nie miał czasu nawet na głupie sprzątanie. Roscoe wrócił, jasne, ale kasyno nadal wymagało od niego poświęcenia większości swojego czasu w ciągu dnia. Dochodziła do tego Ruda, którą zapraszał do siebie po pracy i nim się obejrzał czekał na niego już nowy dzień, a co za tym idzie musiał z powrotem biec do pracy. I tak w kółko. Dramat, naprawdę. Obiecywał sobie, że jakoś się lepiej zorganizuje, ale słabo mu to wychodziło, tak szczerze mówiąc. Może najwyższa pora wziąć krótki urlop? Nie, kogo on chciał oszukać. Za bardzo kochał kasyno, żeby zostawić je w rękach kogoś innego, nawet takiej Kary, której przecież ufał. Tak czy siak, udało mu się trochę posprzątać zanim usłyszał pukanie do drzwi. Okej, przyczepę ogarnął, ale siebie już nie. Złapał pierwszą, lepszą koszulkę ze swojej sypialni i z nią w ręce ruszył do wejścia, żeby otworzyć drzwi Christianowi. Dopiero po tym narzucił na siebie podkoszulek, po czym wyszczerzył się do przyjaciela i wciągnął go do środka. Liczył chyba, że ten jego czarujący uśmiech wszystko załatwi i Osbourne mu wybaczy ostatni brak kontaktu z jego strony.
Chris! Tęskniłem — nawet dorzucił, żeby jeszcze bardziej wkupić się w jego łaski. — Już Ci polewam whisky, a Ty siadaj i opowiadaj o tej... córce? — tutaj mu trochę mina zrzedła. To był jego największy koszmar — dowiedzieć się, że jest ojcem i spierdolił całą sprawę, bo nawet nie brał udziału w wychowaniu dziecka. Współczuł bardzo brunetowi. Miał też nadzieję, że jakoś mu ta wizyta pomoże. Może nawet jakąś radą zarzuci? Albo w inny sposób pomoże mu się rozluźnić. Jakoś musiał mu wynagrodzić swoje ostatnie zachowanie, to na pewno. — Trzymaj — podał mu szklaneczkę wypełnioną bursztynowym trunkiem, a sam usadził się obok niego z prawie pełną butelką w łapie. Jeszcze sobie nie nalał whisky. Chyba chciał pokazać, że nie jest z nim już tak tragicznie jak podczas ich ostatniego spotkania. Wtedy miał problem, a teraz? Cóż, chyba też, ale zdecydowanie lepiej sobie radził niż przed procesem Roscoe. — Kim jest matka? — bo to chyba najważniejsza informacja. Nie spodziewał się jednak, że to jego prawa ręka w kasynie okaże się być tą 'szczęściarą'.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: karo;
MULTI: casper;
 
Christian Osbourne


we're trying hard to make something of what we are


zamyka przestępców

error

Lives in
auburn pine houses


Wysłany: 2018-11-10, 23:11   
  
Christian

  
Osbourne

  

  

  

  

  

  
38 yo

  
189 cm

  
W Berrylane od dłuższego czasu

  


/ po wszystkim

Nie miał pojęcia jak określić się, jak właściwie się w tej chwili czuł. Nie docierało do niego kompletnie nic, ale zrobiło mu się lepiej gdy podjechał pod dom swojego ojca i urządził mu awanturę życia, po której sam nawet nie wiedział, że jest do takiej zdolny. Gdyby nie nagłe wtargnięcie Kary, z pewnością ten wieczór nie skończyłyby się dobrze, ani dla niego ani dla ojca. Jednak wygarnięcie całej nienawiści, jaka się w nim pojawiła po spotkaniu z Karą musiała w końcu znaleźć gdzieś ujście, a on tym razem nie zamierzał iść na jakąkolwiek ugodę z ojcem. Po drodze jeszcze napisała do niego Frankie i naprawdę nie potrafił zignorować jej prośby, mimo, że była aktualnie ostatnią osobą, którą chciał widzieć w tej chwili. Nie po tym wszystkim co usłyszał od Kary, a później od samego ojca, który wreszcie powiedział prawdę. W tym bardzo krótkim czasie wydarzyło się tak cholernie skomplikowanych spraw, że rzeczywiście nie zauważył nieco nieobecności Flanagana w ostatnich dniach czy tygodniach. Ale teraz zwyczajnie odruchowo napisał do niego wiadomość, licząc, że będzie mógł do niego wpaść i porządnie się napić. Nie, żeby narzekał na swoje zbiory, ale wyjątkowo potrzebował teraz towarzystwa Bookera. Nie był w najlepszym stanie i sam do końca nie miał bladego pojęcia jak wyjść z tego pieprzonego bagna.
Nie zajęło mu zbyt wiele czasu pojawienie się pod przyczepą przyjaciela. Wracał prosto z pracy, do której teraz w sumie uciekał. Tylko w niej nie musiał myśleć o tym wszystkim co właściwie się stało w przeciągu tych kilku niesamowicie dłużących się dni, które zamieniły się w jeden koszmar. Szybko się złapał na tym, że z trudem oderwał wzrok od nagiego torsu Bookera, który zaraz zasłonił go materiałem swojej koszuli, ale musiał przyznać, że kumpel wiedział jak zrobić wejście smoka.
- Ja ci dam zapaść się tak pod ziemię - zażartował, chociaż początkowo chciał brzmieć poważnie to uśmiech Bookera zwyczajnie go rozbroił - Wiesz, że ciebie to znajdę nawet sto metrów pod ziemią? - przypomniał mu, żeby sobie nie myślał, że Flanagan mógł sobie z nim tak wesoło pogrywać - Gratuluję uwolnienia brata - puścił mu oko, kiedy wchodził do środka jego przyczepy. Usiadł ciężko na jednym z wolnych miejsc - Wiesz, nawet nie wiem od czego zacząć. Bo przed tym wszystkim wydarzyło się coś jeszcze - westchnął ciężko, nie pamiętając czy wspominał kiedykolwiek Bookerowi, że kiedyś miał narzeczoną, która zostawiła go dzień przed ślubem - Pamiętasz jak ci opowiadałem o mojej byłej narzeczonej ostatnio? Frankie właśnie wróciła do Berry i mnie odwiedziła. Nawet rozmawialiśmy - westchnął, chociaż wiedział, że kumpla teraz interesowała bardziej wiadomość o jego córce, ale chyba specjalnie chciał to odwlec, bo wciąż to wszystko do niego nie docierało. - O Chryste jak mi tego brakowało - rzucił, przejmując od mężczyzny szklaneczkę po czym wziął pierwszego łyka by poczuć się choć na chwilę nieco lepiej. Kątem oka oczywiście obserwował uważnie Flanagana, pamiętając jak wtedy czujnie go pilnował czy nie przesadzał z procentami. Teraz jednak jego brat jest na wolności to miał tylko powód do świętowania, prawda. Nigdy nie sądził, że znajdzie się własnie w takiej sytuacji, że będzie miał tak związane ręce, że w żaden sposób nie będzie mógł tego wszystkiego naprawić. - Wiesz, jaka to ironia. Mój pierdolony ojciec pilnował tyle czasu, abym nigdy nie poznał prawdy, że to on namówił ją, aby pozbyła się problemu i zniknęła wtedy z mojego życia - westchnął ciężko, starając się aby głos mu nie drżał, ale chyba za bardzo nie potrafił. Nawet nie ukrywał dość pokaźnego lima pod okiem, którego nabawił się w trakcie kłótni z wspomnianym wyżej ojczulkiem. I w pewnym momencie pozwolił opaść swojej głowie na ramię Bookera, spodziewając się własnie tego pytania - Kara, pracuje u was - nie zamierzał w końcu mówić, że było inaczej, ale wciąż nie mógł uwierzyć, że jego dawna miłość była teraz Jaszczurką. - Poznaliśmy się na stacji benzynowej, zapytała czy mam zapalniczkę. Wtedy jej nie poznałem, przedstawiła się drugim imieniem. Wszystko wyjaśniło się na tym przesłuchaniu, chociaż nie miałem pojęcia, że mój przełożony akurat ją mi przydzieli - ścisnął mocniej palce na przeźroczystym szkle, wpatrując się w bursztynowy kolor swojego drinka. Nie miał pojęcia czy Booker za tym wszystkim nadążał, on sam ledwo co rozumiał z tego wszystkiego - Więc postanowiliśmy sobie w końcu wszystko wyjaśnić i wtedy dowiedziałem się o tej córce... - urwał by napić się kilka porządnych łyków, które miały sprawić, że miał się lepiej poczuć. Nie poczuł się ani trochę.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Kama
MULTI: Arizona // Caesar // Diana
 
Booker Flanagan


Go hard and watch the sun rise, I swear one night'll change your whole life.


charming owner of the lucky lizards casino

I go and spoil it all by saying something stupid like i love you

Lives in
white flower valley

Wysłany: 2019-01-10, 17:54   
  
booker

  
flanagan

  

  

  

  

  

  
35 yo

  
191 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


Może powinieneś? Bo ostatnio mam coraz większą ochotę to zrobić — mówił pół żartem, pół serio. Z jednej strony wszystko powoli zaczynało wracać do normy. Roscoe wyszedł na wolność i do nich wrócił, odzyskali również swoje przyczepy. Na dodatek coraz częściej spotykał się z Sienną, nawet jej rodzinę miał poznać. Także na pierwszy rzut oka było okej, nie? Problem w tym, że Bookerowi już to przeszkadzało. Brakowało mu chwili spokoju. Może nie od Rudej, bo akurat jej towarzystwo działało na niego uspokajająco, ale sprawy Jaszczurek i kasyna? Tak, od nich chciał się uwolnić. Nawet na jeden dzień. Właśnie dlatego zaproponował Mayfield biwak, ale o tym postanowił Chrisowi wspomnieć trochę później. W końcu spotkali się, żeby to Osbourne się wygadał, prawda? Więc tak, Flanagan planował być dobrym przyjacielem i go wysłuchać, nawet mu coś poradzić, o ile wpadnie mu do głowy jakaś genialna rada. — W takim razie muszę się zakopać na sto jeden — tym razem już zażartował, szczerząc się do bruneta. — Sprawiedliwości stało się zadość czy jakoś tak — wzruszył lekko ramionami. Cieszył się, że Roscoe wrócił, naprawdę, ale trochę brakowało mu też braku oddechu brata nad karkiem. Najstarszy z Flanaganów znowu przejął rządy i znowu go zamęczał, ale hej, to dobrze, nie? Nadal mu ufał, nadal był jego prawą ręką, nic tylko się cieszyć. — Co jeszcze? Odkrycie, że jest się ojcem to za mało? — uniósł lekko jedną z brwi, ale mu nie przerywał. Zamiast tego zamknął za nim drzwi i zabrał się za przygotowanie drinków, bo wiadomo, że o tak poważnych sprawach nie wolno rozmawiać o suchym pysku. Podał mu szklaneczkę, po czym usiadł obok niego ze swoją własną porcją bursztynowego trunku. — Wspominałeś o niej, ale nie dużo. Czego chce? Wrócić do Ciebie? — on by takiej dziewczyny z powrotem nie przyjął, to pewne. Ale hej, on takich problemów nie miał. Brak związków to jednak nie taka zła sprawa. Chociaż teraz był, powiedzmy, w takim pseudo związku, nawet jeśli przez gardło by mu to nie przeszło. — Zawsze do usług. Wiesz, że moja przyczepa i mój barek stoją dla Ciebie otworem — rzucił, uśmiechając się lekko. Nawet go klepnął w plecy, żeby to tak po przyjacielsku podkreślić. Potem już się zamknął, tylko go słuchał i popijał powoli whisky. Kara? Cholera, nie wiedział. Mimo to milczał. Dopiero, kiedy Osbourne skończył mówić westchnął cicho, odkładając swoją szklaneczkę na pobliski stolik. — Znam ją. Nic mi nie mówiła o Waszej relacji — nadążał za wszystkim, ale nie zmieniało to faktu, że i tak był cholernie zdziwiony. Myślał, że wie o swojej prawej ręce wszystko, a tu proszę, taka informacja. Na dodatek z Christianem! — Jakbym coś o tym wiedział to wiesz, że od razu bym Ci o tym powiedział, nie? — dodał jeszcze cicho. — I co, ustaliliście coś? Poznasz swoją córkę? — bo to ważna kwestia. On na jego miejscu nie podjąłby się tego. Wolałby, żeby dzieciak żył w niewiedzy. Ale to on. Wiedział, że Osbourne jest innym typem człowieka. — W razie czego możesz na mnie liczyć. Cokolwiek zdecydujesz.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: karo;
MULTI: casper;
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 5