menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Bar
Autor Wiadomość
Caesar Flanagan



w Berrylane od zawsze

pilnie studiuje i barmanuje w jaszczurkowym kasynie

22
yo

189
cm

see you happy without me

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-06-19, 22:54   
  
Caesar

  
Flanagan

  
.

  

  

  

  

  

  


Jaszczurki działały różnie - z tego co mu się obiło o uszy zwykle nie naciskali na przyłączanie się do ich gangu. Początki istnienia w gangu nie należały do najłatwiejszych - było się sprawdzanym na każdym kroku zanim rzeczywiście można było zostać prawdziwą jaszczurką, ale kiedy przechodziło się przez to można było liczyć naprawdę na wiele. W końcu traktowali się jak rodzina i każdy wskoczyłby za tobą w ogień w razie jakichś kłopotów. Jeśli naprawdę Maze zamierzała do nich dołączyć i mu o tym powiedzieć..raczej nie namawiałby jej do tego. Nie dlatego, że nie uważał jej za silnej kobiety. Gdy na nią patrzył miał wrażenie, że poradziłaby sobie świetnie w ich szeregach ale czy naprawdę chciała dla siebie takiego życia? On nie miał wyboru. Był synem samego lidera, ale co z tego? Czasami nawet chciałby być na jej miejscu - mieć ten wybór, zastanawiać się czy się pasowało do nich, ale nie miał takiej szansy. Był Flanaganem od urodzenia i chociaż z jednej strony pasowało mu to, kochał swoje rodzeństwa, ojca w jakiś sposób szanował, ale czegoś w tym wszystkim właśnie mu brakowało. Ale nie mógł z tym nic z zrobić, musiał z dumną nosić nazwisko Flanagan czy tego chciał czy nie w przeciwieństwie do Maze.
- Wiesz, możliwe, że musiałbym może zacząć i od tego psychiatry. To wcale nie takie zły pomysł, może pozbierałby moje życie uczuciowe i ogólnie życie do kupy - zaśmiał się na jej reakcję, chcąc w ten sposób zapewnić ją, że miałby po tym wszystkim zdruzgotane życie, że i tak nie łatwo byłoby mu z tym wszystkim. - Wiesz? To było i tak dość dziwne słyszeć o sobie jako przyszłym wybranku - przez moment nawet go wmurowało i początkowo zamrugał zdziwiony oczami czy ona przypadkiem mu się nie przesłyszało, ale ona prawdę o tym powiedziała. Że bierze pod uwagę jego. I nawet nie brzmiało to jak chwilowy żart, którymi lubili się na każdym kroku się wymieniać. - Maze Flanagan brzmi całkiem ładnie - pozwolił sobie nawet wyobrazić jakby to było gdyby nosiła na palcu jego obrączkę i odruchowo odgarnął jej ciemny kosmyk włosa za ucho. Chociaż i tak nawet nie zastanawiał się teraz o jakimś ślubie. Kto w jego wieku go brał? Patrząc na to jak związki potrafiły się szybko rozwalać, nawet w przypadku Liv i Noaha, gdzie do tej pory miał ich za idealną parę raczej była dla niego to perspektywa totalnie odległa. Sam z pół roku temu rozstał się z panną Millington a raczej niby to ona go oficjalnie rzuciła to on jednak nieco inaczej uważał. - Pff, nie wpuszczę tutaj żadnego podejrzanego fagasa z podejrzanego portalu randkowego - odparł nieco zazdrosnym tonem głosu, którego jakoś nie potrafił przed nią specjalnie ukrywać. - Dziękuję Maze, naprawdę odczułem ulgę - wywrócił teatralnie oczami, jednocześnie położył sobie rękę na brzuchu jakby miał zaraz zemdleć z wrażenia, że jednak z nim się podzieli trochę pizzą i, że nie będzie musiał patrzeć jak sama ją pałaszuje. - Czasami tak jest Maze.. - powiedział cicho na chwilę zawieszając spojrzenie na nowej szklance, którą w międzyczasie umył a teraz wycierał - Nigdy nie jesteś wstanie przewidzieć kiedy trafi ci się jakieś zlecenie. Czasami możesz przesz spory czas nie dostawać nic, ale w każdej chwili musisz być gotowy - zerknął nagle na nią zatrzymując dłużej na niej spojrzenie, nieco zaskoczony jej nagłą, przejmującą się reakcją. Nie spodziewał się po niej chyba aż takiego zmartwienia. Nie wiedział dlaczego akurat ojciec zlecił mu to zadanie, nawet próbował się go o to wypytać - Dlaczego? Nie umiem odpowiedzieć na to...ale wydaje mi się, że może chciał mnie sprawdzić...- wzruszył po prostu ramionami bo to było jedyne sensowne wytłumaczenie. Rzadko kiedy musiał wykonywać takie zadania, zazwyczaj miał od tego jakichś ludzi. W końcu nie raz się wściekał, że nigdy nie dawał mu tego typu wyzwań to teraz miał okazję się wykazać. - Serio? Naprawdę chcesz to zrobić W sumie. To nie taki głupi pomysł. Brzmi jak wieczysta przysięga - stwierdził po chwili namysłu mając nadzieję, że odpowiednie dobrane słowa trochę ją do tego mimo wszystko zniechęcą.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Kama
MULTI: Arizona // Christian // Diana // Lana
 
Samantha Flanagan



w Berrylane od zawsze

Kiedyś przejmie kasyno

20
yo

168
cm

Nic już nie wie

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-06-20, 18:36   
  
Samantha

  
Flanagan

  
People may die, but stupidity is forever

  

  

  

  

  

  


Dzisiaj sama zaprosiła Rocky na przejażdżkę konną, więc tego dnia miała co robić. Spotkanie było jednak dopiero po południu, więc wcześniejszy czas był zarezerwowany dla niej - oczywista sprawa. Poza chwilową nauką - tak, uczyła się bo traktowała przyszłość serio - miała poranny trening z Jamesem. Prawdę mówiąc te treningi to było coś co uwielbiała bo wręcz czuła, że idzie w dobrym kierunku. Naturalnie jej bracia nie musieli - jeszcze - wiedzieć co Samantha wyprawia. Grunt, że tatko wiedział. Wszak bez jego aprobaty to nie miałoby racji bytu. Ale że sam z tym wyszedł to tym lepiej! Kochała go jeszcze bardziej - o ile to możliwe. Swoją drogą dzięki temu mogła odciągnąć wszystkie myśli od ostatniej rozmowy z Mayfair - i tym, że dzisiaj będzie pierwsze spotkanie po tym. Nie wiedziała co wiedźmie po głowie chodziło, no ale Flanagan wolała zaznaczyć, że wcale jej nie skreśliła, a tym bardziej się nie wystraszyła. Chociaż... może trochę jednak? Nie znaczy to, że miała zamiar pokazywać takie emocje.
W każdym razie po solidnej nauce, z radością na twarzy wróciła do kasyna. "Wróciła" bo to jak drugi dom nawet jeśli dzisiaj jej wcześniej tutaj nie było. Nie bała się wpaść na Rocky przed ich umówionym spotkaniem bo miała świadomość tego, iż dziewczyna jeszcze do pracy nie wróciła. I dobrze. Niech ma wolne bo się jej należało. Tak czy inaczej Samantha odwiedziła pewno ojca oraz wujka by pogadać o postępach w "nauce" i pokazać swój wielki entuzjazm. Może za wcześnie na jakieś wnioski, ale ona wiedziała, że będzie super i na pewno ojczulkowi zawodu nie sprawi. Długo nie posiedziała, ale kiedy chciała wychodzić to... za bar wskoczyła bo ujrzała niedaleko Czarka - tyle, że nie samego. No wreszcie jakąś pannę miał! Nie była pewna czy to koleżanka czy co, ale żeby braciszek się nie wypierał to zrobił cichaczem im zdjęcie. Po tym wyszła z kasyna jak gdyby nigdy nic.

zt
_________________
[Profil]
 
 
Maze Hargreeves



w Berrylane od niedawna

maluję za dnia, a wieczorami leję driny

26
yo

163
cm

albo po twarzy

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-06-25, 13:59   
  
maze

  
hargreeves

  
Cały dzień chlania browarów otwiera cię dużo bardziej niż ciepłe dłonie psychoterapeuty albo wspólny różaniec

  

  

  

  

  

  


Odkąd w jej życiu się wszystko pomieszało, szukała wrażeń. Chociaż nie. To nie tak. Tak było przecież od zawsze. Od jakiegoś czasu jednak zwracała coraz mniejszą uwagę na katastrofalne skutki podjętych przez siebie decyzji. Chciała wrażeń. Potrzebowała ich żeby nie umrzeć od środka, chociaż tak czuła. Jakby niektóre jej części były przegniłe. Bo czegoś jej brakowało i chciała to uzupełnić byle czym, ale za wszelką cenę. Rozpaczliwie pragnęła uczuć, adrenaliny, a równocześnie gdy się pojawiały, szalała jak tajfun. Może w tym wypadku dołączenie do Jaszczurek nie było najlepszym pomysłem, ale kiedy się na coś uparła, ciężko było jej to wybić z głowy, a akurat kto jak kto, ale Caesar powinien o tym dobrze wiedzieć. Najgorsze jednak było to, że ona również zdawała sobie sprawę z tego, że z nim też nie będzie łatwo w tej kwestii.
- Aż tak kiepsko sobie z nim radzisz? - zapytała z przekąsem, przechylając głowę delikatnie na bok. Kiedy go poznała był wyjątkowo zamknięty. W zasadzie do teraz miała wrażenie, że dużo się nie zmieniło, a jednak czuła że poznała go jak nikt inny. Może dlatego, że tak bardzo przypominali siebie nawzajem. - Mówisz? W takim razie może ten psychiatra to nienajgorszy pomysł, skoro jeszcze dołożyłam Ci kolejnych zmartwień tymi wyobrażeniami. Słabo gdybyś przez to dostał jakiegoś załamania psychicznego - zaśmiała się w odpowiedzi. Nie patrzyła na niego w takich kategoriach. Do niedawna był po prostu jej przyjacielem, ziomkiem z baru, z którym mogła konie kraść, a jednak coraz częściej łapała się na tym, że w jej głowie coraz rzadziej pojawia się w roli barmana lejącego wódę. Próbowała wyrzucać z głowy jego obraz bez koszulki, czy w innych sytuacjach, które powodowały, że oblewała się rumieńcem. To wszystko by zepsuło. Była tego pewna.
- Maze to dosyć uniwersalne imię, więc jeśli dalej będziesz się tłuc z kim popadnie to może usłyszysz kiedyś o jakiejś Maze hmmm, no nie wiem, Mackenzie na przykład. Brzmi bardzo swojsko - odparowała, wystawiając w jego stronę język. Wiedziała, że nie wdaje się w bezsensowne bójki, a to zlecenie było jakimś wypadkiem przy pracy. Musiała go jednak postraszyć żeby miał się na baczności, gdyby jednak zdecydował się pójść w inną stronę. Niech wie, że sam pierścionek sprawi nie załatwi.
- To dobrze, że po wizycie u psychiatry zdobędziesz tyle doświadczenia żeby przed wpuszczeniem go do środka, wydać mu jakiś formularz oceny osobowości. Wtedy już nie będzie podejrzany - stwierdziła po chwili, przyglądając mu się uważnie na wypadek kolejnego cienia zazdrości. Schlebiało jej to bardzo. W zasadzie wcale nie planowała zakładania sobie konta na żadnym portalu randkowym, ale nic nie sprawiało jej większej przyjemności niż przekomarzanie się z nim. Imię miała akurat idealnie dobrane, bo zdecydowanie za często zdarzało jej się być małą demonicą.
- To świetnie, bo chyba zaczęłabym czuć się winna, powodując kolejne urazy na Twojej psychice - kiwnęła głową z uznaniem dla jego słów. Chociaż oczywiście sama się do tego przyczyniła, łaskawie godząc się na zjedzenie tej pizzy we dwoje. Jakby wcale nie taki był plan.
- Sprawdzić? I co? Następnym razem będzie Cię testował jak sobie radzisz z unikaniem kosy pod żebro? Czy może coś bardziej finezyjnego? Ja myślę, że świetnym pomysłem będzie sprawdzenie jak długo wytrzymasz, kiedy będą wyrywali Ci paznokcie - prychnęła, czując jak narasta w niej wkurwienie. To była jego sprawa, jego życie, a jednak z jakiegoś powodu bardzo ją to dotknęła. Wiedziała, że chciał sprostać wyzwaniom jakie stawiał przed nim ojciec, a jednak wcale mu tego nie życzyła. Nie tak powinna wyglądać więź ojca z synem. A z resztą. Co ona tam mogła wiedzieć na temat życia? Sama nie była święta.
- Oczywiście. Może gdybyś nie próbował mnie zniechęcić, uznałabym to za głupotę, ale teraz stało się to jeszcze atrakcyjniejsze niż przed chwilą - wyjaśniła mu z błyskiem w oku, rzucając złośliwy uśmieszek.
_________________

[Profil]
  MULTI: frankie, karma, nixie
 
Caesar Flanagan



w Berrylane od zawsze

pilnie studiuje i barmanuje w jaszczurkowym kasynie

22
yo

189
cm

see you happy without me

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-07-01, 10:49   
  
Caesar

  
Flanagan

  
.

  

  

  

  

  

  


Jeśli będzie tylko chciała, może przecież z nim o tym pogadać. Nie raz i nie dwa ich rozmowy skręcały w przeróżnym kierunku i często to on pozwalał Maze na wyrzucenie z siebie tych wszystkich skrywanych myśli przed światem. On wtedy zamieniał się w słuch i cierpliwie czekał aż dziewczynie ulży, chociaż wcale nie było to dla niego męczące. Cieszyła go myśl, że ona czuła w nim jakieś oparcie i, że mogła po prostu na niego liczyć, przychodząc nawet do niego o drugiej w nocy. Dlatego jeśli w jej głowie zagrzał teraz taki pomysł, obydwoje powinni o tym wiedzieć. Na pewno nie ukrywałby przed nią jak wygląda na prawdę życie w gangu. Zresztą, sama teraz po nim to widziała, że nie było tak słodko jak co niektórym mogłoby się wydawać. To ciężka orka, przez którą trzeba się przedrzeć aby zaistnieć i nie być tylko jakąś jaszczurką w tłumie - chociaż za każdą by wskoczyli w ogień i pomogli wyrwać się z kłopotów. To był ten ich jeden z najlepszych plusów, który ich cechowali. Lojalność była wręcz najważniejsza.
Dlatego chyba nigdy nie zaproponował jej od tak dołączenia do jaszczurek. Był po prostu świadom co tutaj się działo i jakoś miał takie obawy, że to mogłoby zrujnować do reszty Maze, którą kochał taka jaka była teraz. Może kochał to za dużo powiedziane, ale nie chciał by to wszystko ją zniszczyło. To mogłoby trwać latami, zmiany nie od razu przecież są widoczne, a później? Co by było później?
- Wyczuwam niezwykle długą terapię, która wydoi ze mnie wszelkie moje oszczędności - pokiwał głową na słowa Maze o traumatycznym ślubnym przeżyciu. Naprawdę nie zastanawiał się czy kiedykolwiek będzie miał mieć żonę. Ta myśl była w tej chwili tak cholernie abstrakcyjna, że całe szczęście, że nie zaksztusił się na samą jej myśl. Bo przecież nic nie miał do instytucji małżeństwa. Nawet czasem zastanawiał się, dlaczego jego tata do tej pory nikogo sobie nie znalazł. Może tak szanował ich matkę, że nie chciał się z nikim wiązać na poważnie? Nie, to zbyt romantyczne jak na lidera gangu. Raczej obstawiał, że po prostu nie miał czasu na miłosne głupoty. - [b]Formularz nie wchodzi w grę. Nie obchodzi mnie jaką będzie miał osobowość bo po prostu nie pozwolę mu przy tobie się kręcić -[/b] odparł z dumnie uniesioną głową, że hej, on teraz rządził tu w tym miejscu. Nawet jeśli wyżej był jego wujek Booker, to nie ważne jednak było teraz. Nie miał pojęcia, że w tym momencie do kasyna wpadła jego młodsza siostra i prawdopodobnie zrobiła im zdjęcie, bo był zbyt skupiony właśnie na ciemnowłosej. Czy on właśnie oficjalnie jej oświadczył, że bywał o nią zazdrosny? Trochę się speszył i podrapał się z tyłu głowy wolną ręką. - I ty posiadasz coś takiego jak wyrzuty sumienia? - wybałuszył teatralnie na nią swoje niebieskie oczyska wyraźnie z nieco przesadzoną reakcją. - To słodkie, Maze - nie mógł powstrzymać mimo wszystko szyderczego uśmiechu, który powoli wkradł mu się na twarz kiedy wspomniała o średniowiecznych torturach. Może przesadziła, ale odrobinę miała w tym wszystkim racji. Czasami czuł się jak taki królik doświadczalny. Już wolał dłubać w autach kiedy pod okiem Calluma, męża Kary. To było zdecydowanie przyjemniejsze zajęcie niż użeranie się z agresywnymi ciulami, które jeszcze mają ochotę oskubać cię ze wszystkiego. - Chyba mam lepszy pomysł - stwierdził i po chwili, bez najmniejszego namysłu otoczył ją w pasie swoim ramieniem i delikatnie wbił się w jej usta, składając Hargreeves czuły pocałunek i oderwał się na moment, chcąc sprawdzić jej reakcję.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Kama
MULTI: Arizona // Christian // Diana // Lana
 
Maze Hargreeves



w Berrylane od niedawna

maluję za dnia, a wieczorami leję driny

26
yo

163
cm

albo po twarzy

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-07-01, 13:56   
  
maze

  
hargreeves

  
Cały dzień chlania browarów otwiera cię dużo bardziej niż ciepłe dłonie psychoterapeuty albo wspólny różaniec

  

  

  

  

  

  


Czy jej życie przypadkiem już się nie zmieniło od czasu, w którym postanowiła postawić na przeprowadzkę do Berrylane? Tego była akurat pewna, ale czy na lepsze? To była kwestia sporna. Czasami męczyły ją koszmary i wcale nie w snach, chociaż w tych również. To były właśnie te momenty, w których sobie nie radziła i ktoś musiał przyjeżdżać jej na ratunek, kiedy zalewała się w trupa. Wciąż nie była w stanie odgonić drastycznych wspomnień. Widoku, który raz, a porządnie wstrząsnął jej światem. A jednak próbowała cały ten czas stanąć na nogi. Łapała się wszystkiego, spychając na bok swoją pasję, którą było malowanie. Kiedy ostatni raz wykonała obraz na wystawę? Nie potrafiła sobie przypomnieć. Dlatego właśnie tak uporczywie nachodziły ją myśli na temat dołączenia do Jaszczurek. Czy coś jeszcze potrafiłoby ją zniszczyć bardziej niż zdewastowana była teraz? Nie potrafiła sobie odpowiedzieć również i na to pytanie. Ale chciała spróbować. Rozpaczliwie pragnęła stać się silniejsza. Emanować tą samą twardością jaką emanowała kiedyś i za każdym razem gdy była przy Caesarze. Z pozoru niewinna znajomość, która zaczęła się w szpitalu, dała jej znacznie więcej siły niż zdołała sobie przyswoić przez wszystkie miesiące, samotnie błądząc na oślep.
Wiedziała natomiast, że martwi się o nią i nie przestanie, dlatego tak długo zwlekała z opowiedzeniem mu o swoich planach. Czy było to oznaką nieszczerości? Nie, ale na pewno przemawiało przez nią tchórzostwo. Nie obawiała się, że będzie na nią zły. Nie miał o co i przecież to było jej życie, więc jeśli chciała je rujnować, miała do tego święte prawo. Bała się po prostu, że go zawiedzie. Nie chciała po raz kolejny zobaczyć tego spojrzenia pełnego smutku, że sobie nie poradziła. Zwłaszcza od niego.
- Hmmm, jeśli będzie skuteczna to chętnie się coś dołożę. W końcu jeśli masz wytrzymać jeszcze trochę czasu ze mną, potrzebne Ci będzie zdrowie psychiczne na optymalnym poziomie - wyszczerzyła się w nadziei, że wcześniej wspomniana trauma, nie wyrządzi aż tak wielkich szkód jakie oboje z góry przyjęli za pewne. Zrobiła nieco zmieszaną minę, widząc jak duży wpływ wywarły na nim jej luźno rzucone słowa o ślubie. W rzeczywistości nie planowała żadnej zbyt bliskiej relacji z nikim, a tym bardziej ślubu. Uważała, że jest za bardzo poparzona i nie nadaje się już do takich rzeczy. Poza tym… naprawdę bała się, że coś mogłoby się popsuć. Wszystkie pozytywne rzeczy wydawały jej się być od czasu wypadku wyjątkowo kruche.
- Czyli tak stawiasz karty? - zapytała, stając na palcach. Rzuciła mu wyzywające spojrzenie, jednocześnie zagryzając wargę. To był jawny przejaw zazdrości i mimo, że na początku poczuła się nieco nieswojo, zaraz potem zrobiło jej się gorąco. W zasadzie to było całkiem przyjemne uczucie. - A co z Tobą? Bo skoro koło mnie nikt nie może się kręcić to ja też mogę odganiać kijem wszystkie Twoje adoratorki? - zapytała powoli, nie spuszczając z niego wzroku. To było odważne pytanie. Niby żartobliwe, a jednak kryło się w środku ziarenko prawdy. Wciągnął ją w swoją grę, a jej wcale to nie przeszkadzało. Wręcz przeciwnie, była gotowa w każdej chwili złamać zasady.
- To nie miało być słodkie, to była przestroga - burknęła pod nosem, trochę niezadowolona tym, że nie potraktował tego co powiedziała ani trochę poważnie. Może i była krucha, ale za to jaka waleczna! Przyjrzała mu się uważnie, kiedy wspomniał o lepszym pomyśle. Co mogło być lepszego niż podpisanie paktu własną krwią? A wtedy zaskoczył ją. Czuła, że nie może poruszyć nawet palcami, a przez całe jej ciało przeszedł dreszcz, kończąc na samych koniuszkach włosów. Przez chwilę delektowała się ciepłem jego warg na swoich aż wreszcie dotarło do niej jak dużo ta chwila mogła zmienić. Kiedy odsunął się spiorunowała go wzrokiem, gotowa w każdej chwili przyłożyć mu pięścią. Uderzyła go za to otwartą dłonią w klatkę piersiową.
- Co robisz? Wszystko zepsujesz… - jęknęła ze słabnącą złością, otwierając oczy szeroko i błagalnie, bo… No nie mogła się powstrzymać. Nie potrafiła. To było silniejsze od niej, dlatego popchnęła go, przyciskając do ściany i tym razem to ona złożyła na jego ustach pocałunek, żarliwy i nieco bardziej agresywny niż chciała.
_________________

[Profil]
  MULTI: frankie, karma, nixie
 
Caesar Flanagan



w Berrylane od zawsze

pilnie studiuje i barmanuje w jaszczurkowym kasynie

22
yo

189
cm

see you happy without me

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-07-02, 18:17   
  
Caesar

  
Flanagan

  
.

  

  

  

  

  

  


W jego życiu nie działo się najlepiej, ale każdy starał się walczyć z własnymi słabościami. Jemu też wystarczył na dobre widok zamordowanej rodziny w palącym się domu do którego wbiegł aby spróbować zdążyć dogonić swoją młodszą siostrę. Jasne, był przyzwyczajony do niezbyt przyjemnych widoków, w końcu ich ojciec nigdy nie krył przed nimi czym tak naprawdę zajmuje się gang, ale nawet oni nie załatwiali spraw w taki sposób jak zrobił to wtedy Szalony Steve. Widok niemalże rozszarpanych ciał przypominał się mu praktycznie co on i nie raz wybudzał się z krzykiem o czym na szczęście nikt nie wiedział. Naprawdę myślał, że już oswoił się z tym, że w końcu uda mu się przestać to wszystko wspominać. Trudno jednak było nie wracać do tego płonącego domu we wspomnieniach i na nowo nie rozgrzebywać, próbując w ten sposób wynaleźć jakieś szczegóły, które może wcześniej zwyczajnie ominął. Kiedy jednak przewijały mu się w pamięci wyłącznie te same obrazy musiał w końcu dać sobie z tym wszystkim spokój i stanąć wreszcie na równych nogach. Trochę mu to zajęło, ale uważał, że naprawdę można podnieść się ze wszystkiego. Maze nie była sama, z tego co kojarzył miała naprawdę ogromną rodzinę bo nie raz wspominała przy nim o nich i czasami musiał ukryć przerażenie w oczach na myśl ilu miała braci wokół siebie.
Jedyne co mógł dla niej zrobić to po prostu pomóc rozszerzyć bardziej życie Jaszczurek. Jeśli chciała, mógł nawet zacząć zabierać ją aby zobaczyła na własne oczy czy to naprawdę było życie, którego chciała dla siebie. Czy zawiodłaby go gdyby rzeczywiście w końcu podjęłaby taką decyzję? Nie mógłby jej nic powiedzieć, bo to była jej własna decyzja, a jedynie na pewno by tylko ją wspierał. Nie musiała pochopnie podejmować decyzji, nikt jej do tego nie popychał, więc jeśli chciałaby to powinna jeszcze znaleźć chwilę na przemyślenie tego wszystkiego.
- Naprawdę aż tak wszystkich wykańczasz? - nie mógł naprawdę powstrzymać się aby się nie roześmiać, skoro sama właśnie przed nim przyznała do czego tak naprawdę była zdolna, że sam zaczynał mieć wątpliwości. - Najwyżej w sądzie będzie mnie bronić moja ciocia Maxinne jak wytoczę ci sprawę o wykorzystanie mojej biednej psychiki na swoje własne, egoistyczne zachcianki. A uwierz mi, ona jest najlepsza - wyciągnął język jednocześnie osłaniając się odruchowo przed jej ewentualną zaczepką. Miał ochotę pstryknąć ją w nos kiedy zobaczył jak stanęła na palcach i łypnęła na niego jednym groźnym spojrzeniem - Oczywiście, że tak - zaznaczył poważnym tonem głosu, pozwalając sobie dotknąć palcem jej ramienia, chociaż niby teraz sobie z tego żartowali to naprawdę stanąłby za nią murem. Jakoś nie chciał dopuścić do siebie myśli, że ktokolwiek mógłby się do niej dobierać i być tak blisko jak oni teraz byli. -W....ostateczności - burknął lekko się krzywiąc, że chciała przejąć również jego pałeczkę i w razie co odganiać od niego wianuszek dziewczyn, ale hej czy za nim ciągnęło stado rozwrzeszczanych panien? Jakoś ich nie zauważył jeszcze, a przed nim stała ona, Maze, a nie ktokolwiek inny.
- Przestroga? Oh jasne, wezmę ją sobie do serca - obiecał zanim nachylił się nad nią by móc wbić się w jej usta kiedy przyznał, że wpadł na całkiem inny, może lepszy pomysł aby zapieczętować ich umowę. Choć wcale nie chciał jej do niczego zmuszać, dlatego na moment odsunął się od niej aby zobaczyć czy przypadkiem nie był zbyt nachalny - To zdążę to naprawić jeszcze - szepnął jej w usta kiedy poczuł uderzenie jej dłoni na swojej klatce piersiowej i nie mógł zignorować jej błagalnego spojrzenia. Dał się popchnąć i oparł się plecami o ścianę w momencie kiedy ona znów do niego przylgnęła jego ręce momentalnie ją otoczyły, a wręcz pozwolił sobie ją nieco unieść w powietrzu, tak aby mogła otoczyć nogami jego biodra i oddał jej agresywny pocałunek, który bardzo mu się spodobał. Chyba dał się zapomnieć, oddał się jej właśnie cały aby tylko jak najdłużej trwała ta chwila.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: Kama
MULTI: Arizona // Christian // Diana // Lana
 
Maze Hargreeves



w Berrylane od niedawna

maluję za dnia, a wieczorami leję driny

26
yo

163
cm

albo po twarzy

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-07-04, 16:26   
  
maze

  
hargreeves

  
Cały dzień chlania browarów otwiera cię dużo bardziej niż ciepłe dłonie psychoterapeuty albo wspólny różaniec

  

  

  

  

  

  


Momentami bywała zła na siebie, że od tak dawna nie może sobie poradzić. Zderzenie z koszmarami było dla niej o tyle trudne, że dopóki nie doszło do tego incydentu, jej życie było pełne zabawy i beztroski, która w brutalny sposób została jej odebrana. Nawet fakt, że przez chorobę była krucha i nie powinna pakować się w nic inwazyjnego, nie był dla niej przeszkodą. Od zawsze igrała z ogniem i miała wrażenie, ze przez to właśnie się sparzyła. Nie było to jednak dla niej żadną nauczką, bo zamiast zacząć żyć ostrożnie, ruszyła z lawiną, ciągnąc za sobą pasmo chaosu, czasem mniej lub bardziej inwazyjne. Najbardziej zaś niszczyła w tym wszystkim siebie, zamiast powiedzieć wyraźne STOP, mimo że neony z tym napisem każdego poranka, któremu towarzyszyły bóle głowy, biły wyraźnie jej po oczach.
Może to właśnie na tym polegał cały paradoks, że dołączając do gangu i widząc realia jego życia, ten napis uderzyłby ją w głowę? Może wreszcie poszłaby w ślady Caesara i raz, a porządnie ogarnęła swoją dupę? Nie chciała go zawieźć, ale w jakiś sposób był jej potrzebny. Jak lek, który stawiał ją na nogi. Nie narkotyk, nie mogła pozwolić sobie na uzależnienie. I mimo, że robiła wszystko żeby uwolnić się od zobowiązań, z każdym dniem zniewalała się coraz bardziej, zupełnie nieświadomie, wpierdzielając w bagno nieprzemyślanych decyzji. Ale czy ta jedna, nie była właśnie tą, która mogła coś zmienić? Only heaven knows.
- Tak mówiąc zupełnie szczerze, to czasami zastanawiam się czy nie przyprawiam ich o koszmary - stwierdziła po chwili namysłu, wciąż z tym samym zwodniczym uśmiechem. Prawda była taka, że jej bliscy mieli do niej anielską cierpliwość, odbierając z barów zalaną w trupa, więc jeśli Caesar był równie wytrwały, widmo terapii może nie było wcale najgorszym pomysłem. Roześmiała się cicho, odrzucając burzę czarnych włosów do tyłu. - Cóż, jeśli spotka mnie kara to chyba zasłużenie. Aleeee… Naprawdę byłbyś skłonny skazać mnie na potępienie? - zapytała, mrużąc oczy. Nie żeby czekało ją za coś takiego więzienie czy coś, nawet jeśli ciocia Maxinne była najlepsza w całym stanie. Niemniej była przekonana, że smażenie się w piekle ma gwarantowane.
- O pięknie. Jak ja chcę się zająć kręcącymi się wokół pannami, to ten pomysł już nie wydaje się być taki atrakcyjny, co? - prychnęła z przekorą, widząc jego niezadowolenie. Ale Maze nie była pokorna, więc jeśli on chciał coś kontrolować to ona też. Rywalizację miała we krwi, nawet jeśli to wcale nie o to chodziło.
- Gorzej jak wszystko posypie się tak, że nie będzie już czego naprawiać - szepnęła, patrząc mu głęboko w oczy z lekkim lękiem. Co jeśli w tej chwili ich relacja zmieni się bezpowrotnie i już nie będzie tego Flannagana, z którym mogła obgadywać cycate lafiryndy i za mocno opalonych karczków za barem? Co jeśli… Co jeśli jednak przestanie być lekiem, a zapragnie go więcej? Więcej niż teraz, a w zasadzie całego? Już teraz czuła jak woń jego skóry działa na nią silnie narkotyzująco. Dlatego postanowiła wcisnąć nos w jego szyję. Lekko, a potem coraz mocniej, wpijając się w nią ustami. Pozwoliła sobie pomóc, kiedy wspięła się na niego, oplatając swoje nogi wokół jego pasa. Jeśli już wszystko miało się spieprzyć to niech chociaż ta chwila trwa wiecznie.
_________________

[Profil]
  MULTI: frankie, karma, nixie
 
Caesar Flanagan



w Berrylane od zawsze

pilnie studiuje i barmanuje w jaszczurkowym kasynie

22
yo

189
cm

see you happy without me

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-07-06, 13:41   
  
Caesar

  
Flanagan

  
.

  

  

  

  

  

  


Sam nie wiedziałby czy dołączanie do gangu cokolwiek by jej pomogło. Gdyby mu w końcu powiedziała o swoich planach miałby raczej obawy czy gang przyniósłby jej jakiekolwiek ukojenie. Czy to przypadkiem nie była ich chwilowa zachcianka, z której potem nie będzie mogła już zrezygnować? Naprawdę chciałby uchronić ją od jakiejkolwiek decyzji, ale prawda była taka, że w tej chwili wszystko zależało od niej. Tylko co miałoby to wszystko zmienić? Nawet nie wiedziała jak bardzo chciałby być na jej miejscu - móc decydować o wszystkim co się działo i mieć przede wszystkim wybór. Choć nie wyobrażał sobie, że mógłby nie być jaszczurką to było to coś, czego tak na dobrą sprawę nigdy nie doświadczył. Może tylko jej się wydawało, że nie potrafiła się pozbierać o tym wszystkim, ale za każdym razem pokazywała mu jak była silna. I możliwe, że to przyciągało go do niej. Chyba miał słabość do silnych kobiet, które nie poddają się przeciwnościom losu, tylko uparcie brną do przodu. Nie mógł nawet ukrywać przed nią, że robiło to na nim wrażenie, a też zachęcało aby sam nie zatracał się we własnym mroku.
- Pewnie nie chcą się do tego przyznać, zresztą wcale bym im się nie zdziwił - stwierdził z namysłem wbijając w nią swoje zadziorne spojrzenie. Jednak nie wątpił w to, że coś powinno się z tym zrobić, aby mniej razy zabierali ją w takim stanie. Alkohol przecież nigdy nie rozwiązywał problemów, on zrozumiał to po swoim ostatnim razie, kiedy jego zwłoki musiał zbierać Rogers z Karą. Dochodzenie do siebie wcale nie było przyjemne, a przecież wystarczyło tylko jakoś wytrwać do poranka. Sam nie wiedział co go wtedy tak ruszyło, dlaczego śnił o sobie jako mordercy. Nie zabił przecież nikogo do tej pory. Miał tylko nadzieję, że to nie był jakiś proroczy sen, który właśnie teraz mu się przyśnił. Nie miałby pojęcia czy Maze chciałaby się później zadawać z kimś takim jak on, gdyby okazał się mordercą. Nie chciałby jej stracić w jakiś głupi sposób. - Myślę, że... - specjalnie urwał zawieszając na czarnowłosej swoje spojrzenie aby potrzymać ją chwilę w niepewności co właściwie zamierzał zadecydować - Nie jestem taki jak ojciec. On nie zna litości - wzruszył ramionami, wcale nie mając pojęcia, że tym sposobem może właśnie zmieniać jej zdanie na temat dołączenia do gangu. Chciał jednak aby wiedziała, że nie jest surowy, wręcz może jest takim przeciwieństwem Roscoe. Nie myślał jednak nigdy aby przejąć władzę nad gangiem po ojcu. Nawet nie wiedział jakie plany miał z tym związane staruszek, ale obstawiał, że tą rolę podaruje raczej jemu starszemu bratu czyli Oscarowi. Zresztą, jemu chyba by się nie chciało użerać z tym wszystkim, widział po Roscoe ile to też go kosztowało. Może w przyszłości zmieni zdanie, ale na tą chwilę w ogóle mu na tym nie zależało. Odpowiadało mu tak jak było i nie chciałby aby to się zmieniło. - Nie odpuścisz, co? - zaśmiał się widząc jej minę, ale co mógł na to poradzić, że nie mógł się powstrzymać? Imponowało mu, że nie chciała dać tak łatwo za wygraną, to tylko świadczyło, że nie było z nią łatwo i była cholernie uparta, już nie raz dawał nawet za wygraną by tylko mieć odrobinę spokoju dla siebie.Zresztą z obrażoną czy zdenerwowaną kobietą nie było co negocjować, jeśli chciało się dożyć do następnego dnia, prawda? - Teraz to ty psujesz chwilę - burknął nieco obrażonym tonem głosu, wcale nie unikając jej wnikliwego spojrzenia. Jasne, że zrozumiał co chciała przez to powiedzieć. Bała się, że to wszystko zepsują, ale czy on mógł dać jej na to jakąkolwiek gwarancję? Nie chciał składać jej fałszywych obietnic, ale nie chciał też nie podjąć tego ryzyka, po które właśnie teraz obydwoje z chęcią sięgnęli. Naprawdę chciał, aby po tym wszystkim nic się między nimi nie zmieniło, chyba, że jedynie na lepsze a nie na gorsze. Uwielbiał przecież jej towarzystwo i nie wyobrażał sobie, że później mogli stać się śmiertelnymi wrogami albo unikać siebie, albo co gorsza nie mogliby siebie znieść. Nie zniósłby tej myśli, że mogłaby się na nim zawieść - Nie chcę się teraz nad tym zastanawiać - przyznał jej szczerze po oddaniu jej pocałunku. Był zaskoczony, że mógł wreszcie poznać smak jej ust, które przyciągały go niczym magnez i nie potrafił się od nich oderwać. Oparł jednak głowę o ścianę gdy poczuł jak wtula się w jego szyję, jak czuje każdy jej ruch z podwójną siłą a potem to ugryzienie w momencie kiedy jego palce zacisnęły się znacznie mocniej na jej pośladkach. Nie chciał tego przerywać, ale cholera, byli przecież w pracy i zaraz pewnie ludzie zaczną się schodzić a oni tutaj byli zajęci sobą. - Maze - szepnął jej imię w końcu spoglądając na nią z ukosa z drapieżnym uśmiechem, nie mogąc pojąć, jak własnie oddał jej się cały.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Kama
MULTI: Arizona // Christian // Diana // Lana
 
Maze Hargreeves



w Berrylane od niedawna

maluję za dnia, a wieczorami leję driny

26
yo

163
cm

albo po twarzy

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-07-11, 16:24   
  
maze

  
hargreeves

  
Cały dzień chlania browarów otwiera cię dużo bardziej niż ciepłe dłonie psychoterapeuty albo wspólny różaniec

  

  

  

  

  

  


W ostatnim czasie Maze błądziła po omacku, nie zawsze podejmując decyzje, które były dla niej dobre. W zasadzie często zdarzało się, że jedna była gorsza od drugiej. Wiedziała jednak, że od niektórych z nich nie da się uciec. Czy wybór gangu w tym momencie byłby dla niej dobry? Możliwe, ze byłoby to potwornym błędem, ale z drugiej strony… Był tam Caesar, więc co mogłoby jej się stać? Czasami wychodziła z założenia, że jakoś to będzie, że już i tak ma wyjątkowo nieszczęśliwe życie, więc nie ma opcji żeby było jeszcze gorsze. A co jeśli się myliła? I co jeśli tak naprawdę była na drodze ku lepszej zmianie, a w jednej chwili mogła zaprzepaścić wszystko?
- Jeeeej, jestem najgorszą siostrą jaką mogliby sobie wybrać. I wiem, że powinnam coś z tym zrobić, a to że wciąż podwija mi się noga to oznaka kolejnych wymówek, ale to okropnie ciężkie… Nie wiem czemu jeszcze chce Ci się rozmawiać z taką paskudną egoistką - jęknęła żałośnie, rzucając mu przepraszający uśmiech. To była prawda, że mogła się podnieść wiele razy. Miała przecież wokół siebie mnóstwo osób, które były chętne do pomocy, a ona gdzieś w głębi duszy nie chciała. Owszem, kierował nią strach przed tym, że znowu uwierzy w to, że da się być szczęśliwym, a zaraz potem wszystko zostanie jej odebrane. Ten lęk był tak silny, że celowo niszczyła życie sobie i nieświadomie innym dookoła. Była cholernie zła na siebie pod tym względem, a jeszcze bardziej dlatego, że zdawała sobie sprawę ze swoich problemów i chowała głowę w piach. Mogła uważać się za silną, za odważną, ale tak naprawdę była tchórzem, który nie potrafił raz, a porządnie zabrać się za naprawianie swojego życia.
- Nigdy nie miałam tej, hm… Przyjemności go bliżej poznać, ale wierzę w to. Nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak można w ogóle być kimś takim - wyrzuciła z siebie, a zmartwienie w jej oczach się pogłębiło. Kiedy zdała sobie sprawę z tego co powiedziała, spuściła na chwilę wzrok. - Przepraszam, nie powinnam tak o nim mówić - mruknęła cicho pod nosem. - Ale uważam, że naprawdę jesteś wspaniałym facetem i jeśli kiedykolwiek zostaniesz głową Jaszczurek, to będziesz świetny - dodała, rzucając mu promienny uśmiech. Naprawdę w to wierzyła. Nie była pewna czy takiej przyszłości by dla siebie chciał, ale mimo wszystkich zawirowań w jej oczach jawił się jako kompetentny i sprawiedliwy mężczyzna, przy którym jakby nie patrzeć czuła się bezpiecznie. W końcu od tak długiego czasu.
- Nie wiem po co pytasz, skoro znasz odpowiedź - odparowała złośliwie, pokazując mu język. Nie potrafiła łatwo odpuszczać. Kiedy już brnęła w jednym kierunku, ciężko było ją przekonać do obrania innego, a akurat w tym wypadku widziała swoją rację. Tym bardziej nie zamierzała dać mu postawić na swoim. Uśmiechnęła się lekko pod nosem, kiedy rzucił jej urażone spojrzenie. Nie mogła nic na to poradzić, że jej głowa była pełna obaw. I mimo, że robiła wszystko co w jej mocy żeby je zepchnąć na jakiś odległy tor, one wypływały, wciąż, napawając ją kolejnymi lękami. Miała już dość. Chciała żeby to właśnie ta chwila, była pozbawiona rozmyślania o tym co będzie jutro. Pokiwała głową na jego słowa, powoli, wstrzymując na chwilę oddech. Postanowiła. Nieważne co się stanie, nieważne czy będą potem brodzić w zgliszczach. Chciała poczuć każdą jego cząsteczkę. Rozpłynąć się i wsiąknąć w niego, bo nawet gdyby się przed tym broniła, w tej jednej kwestii by wygrał. Górował nad nią, podsycając jej pragnienie, a w żaden inny sposób nie mogła go zgasić.
- To się nie zastanawiaj. Ja też przestanę, ale obiecaj, że jeśli narobimy bałaganu, zostaniesz ze mną go posprzątać - szepnęła w jego szyję. W tych prostych słowach chowała się prośba. Jeśli miało się coś posypać i mieli się już nigdy więcej do siebie nie odzywać, niech nie zostawia jej w małych kawałeczkach, których nikt nie będzie potrafił poskładać.
- Tak? - zapytała, zupełnie nie oczekując odpowiedzi. Nawet nie dałaby mu na nią szansy, bo zatkała jego usta, sklejając je ze swoimi. Zachłannie spijała pocałunki z jego ust, przygryzając je tak jakby w każdej chwili mógł wyparować. Brała garściami, wędrując rękami po jego ciele. Paznokciami malowała różowe szlaczki na jego plecach, z każdą chwilą poddając się coraz większej euforii. Praca? Sumienność i obowiązki nagle znalazły się gdzieś z tyłu jej głowy, przyćmione cichym „Maze”, które dobiegało z jego ust.
_________________

[Profil]
  MULTI: frankie, karma, nixie
 
Caesar Flanagan



w Berrylane od zawsze

pilnie studiuje i barmanuje w jaszczurkowym kasynie

22
yo

189
cm

see you happy without me

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-07-16, 11:38   
  
Caesar

  
Flanagan

  
.

  

  

  

  

  

  


Pomógłby jej się wdrożyć w życie codzienne jaszczurki. Nie zostawiłby jej ani nie odwrócił. Obawiał się tylko, że to życie w gangu w cale mogłoby jej się nie spodobać, a przede wszystkim mogłaby o nim zmienić całkiem już zdanie, bo może udałoby jej się wtedy zobaczyć jaki był na prawdę. Chociaż może ona już dawno rozgryzła jaki był? Sam nie wiedział. Nie raz chciał ją o to zapytać, co tak ją trzyma ta praca w tym kasynie, dlaczego nie chce dla siebie czegoś lepszego, ale wiedział, że na pewno oberwałby wtedy z kolana w podbródek. Dlatego starał się być przy niej, nawet w tych najgorszych chwilach, ale te zdarzały się na szczęście rzadko. Wiedział, że Maze w sobie wszystko dusi. I czasami był naprawdę na nią zły, że nie chce sobie pomóc, ale nie naciskał. Po prostu wiedział jak to jest, że kiedy próbowało się uparcie przekonać do czegoś to ta osoba tym bardziej zasłaniała się rękami i nogami aby być jak najdalej od tego wszystkiego. Ale ile obydwoje będą z tym wszystkim czekać? On może. Jego czas nie goni, ale Maze?
- Wiesz? Myślę, że chyba nie jesteś aż taka najgorsza. W najgorszym przypadku chyba nie pozwolili by ci nosić swojego nazwiska - powiedział w namyśle, próbując powstrzymać się od wybuchnięcia śmiechem, ale naprawdę Maze nie musiała się aż tak linczować. Wiedział, że tylko jej się tak wydawało, ale przecież wcale na pewno tak nie było jak próbowała to zobrazować sobie w swojej głowie - Na ich miejscu cieszyłbym się, że w mojej rodzinie jest tak wyjątkowy kwiat jak ty, Maze.. - szepnął po chwili, choć nie sądził by Hargreeves dosłyszała jego słowa. Zmieszał się nieznacznie kiedy stwierdziła, że nie może sobie wyobrazić jak można być takim człowiekiem jak jego ojciec. Miała w tym wszystkim sporo racji. Od dłuższego czasu nie miał zbyt najlepszych relacji z ojcem, ale kłócił się z nim tylko dlatego, aby zwyczajnie ich nie ignorował. A przynajmniej nie jego młodszej siostry co chyba mu się w gruncie rzeczy udało, bo po tym jak wyszedł z więzienia chyba coś się zmieniło. A skoro on to zauważył, a nie wyliczał na oślep wad Roscoe to chyba musiał się odrobinę Roscoe zmienić, albo przynajmniej przemyślał sobie ich ostatnią awanturę.
- Wiem, że to może wydawać się abstrakcyjne, ale na swój sposób on...potrafi o nas dbać. O gang - dodał zaraz, bo chyba jednak trochę mu się gryzło to aby wychwalać tak swojego ojca. Skrzywił się. To był dla niego nadal trudny temat, najchętniej schowałby głowę w piasek niż miałby wywlekać na światło dzienne swoje problemy z ojcem. - Wiesz, może lepiej, żebyś go nie poznawała. To wcale nie jest przyjemny typ - burknął, marszcząc nieznacznie brwi. Czy Roscoe interesował się tym z kim zadawały się jego dzieciaki? Na pewno nie zdziwiłby się gdyby najstarszy Flanagan miał wszystko pod kontrolą. - Daj spokój - żachnął się kiedy Maze przyznała jak myśli o jego ojcu. Może gdyby powiedział to ktokolwiek inny z pewnością powykręcałby tej osobie ręce, ale na pewno nie Maze. - Nie mam sposobu przed tobą ukryć kim jest, a to w czystej postaci gangster. I jest moim ojcem. Gorzej nie mogłem trafić, co? - zaśmiał się trochę gorzko, bo choć był dumny z tego, że był jaszczurką, nie oszalał jeszcze w taki sposób aby tracić z tego powodu głowę. Stanął nieco wmurowany kiedy Maze powiedziała jaki on jest. Caesar, a nie jego ojciec. - [b]Maze, naprawdę tak uważasz? Że..jestem coś warty? W końcu należę do gangu -[/b] dopytał jeszcze, bo jednak rzadko kiedy słyszał takie zdanie o sobie. Raczej wszyscy twierdzili, że on z rodzeństwem mieli ogromnego pecha rodząc się jako dzieci lidera, ale rodziny się przecież nie wybiera. Do tego na start miał już przyklejoną łatkę rozbujnika, więc w sumie nawet z tym nie walczył. To jego siostra przybrała maskę i udaje grzeczną dziewczynkę. - Ale...raczej prędko się to nie stanie. W pierwszej kolejności jest mój brat, Oscar. I w sumie....jakoś mi na razie nie zależy na ogarnianiu tego wszystko - przyznał się, skoro już weszli w ten temat. Nie dlatego, że był leniwy. No dobra, może trochę w tym racji było, ale na razie miał inne plany. Zamierzał skończyć studia, a to wysysało z niego naprawdę sporo energii. Pracował też tutaj w barze, chociaż ostatnio trochę naraził się wujaszkowi jak tak sie nieprzyjemnie schlał więc teraz był pod jego czujnym okiem. Pracował też w wolnej chwili w warsztacie, więc generalnie nie nudził się. Gdzie w tym wszystkim miałby jeszcze panować nad Jaszczurkami? Naprawdę chętnie tą fuchę zostawi bratu, chociaż widział po nim, że chyba jego też to niespecjalnie kręciło. Chociaż, kto wie? - Ta, nawet nie mam o co się wykłócać - wywrócił oczami, ale to nie oznaczało, że on zamierzał się poddawać. Jeśli chodziło o nią, mógł się bić z każdym, nawet z największym twardzielem i zamierzał jej to udowadniać na każdym kroku. Nie zamierzał jej do niczego jednak zmuszać, bo pragnął by Maze sama tego chciała. Patrzył na nią z góry, przesuwał wzrokiem po każdym centymetrze jej skóry, dłonią gładząc jej policzek.
- Nie zostawiłbym cię z tym, Maze - powiedział, wbijając w nią swój wzrok a po chwili zsunął dłoń tak aby móc przytrzymać ją za brodę i specjalnie użył nieco siły, zmuszając ją aby patrzyła mu w oczy - Rozumiesz? Będę przy tobie, nie ważne co by się miało stać później stać. To moja obietnica - powiedział, chcąc zapewnić ją, że na pewno tak będzie. Na pewno nie pozwoli jej tak łatwo odejść od siebie. Chciał, aby wiedziała, że traktuje ją poważnie, a nie jak kolejną zdobycz, którą potem porzuca. Nie, nigdy tak nie robił ze swoimi wcześniejszymi związkami. Po prostu trafiał na złe typy, ale nie uważał by Maze była złym wyborem. Nie chciał jednak też stawiać pod ścianą i wymagać jakichkolwiek deklaracji. Chciał by byli teraz razem, a potem? Zgodzi się na wszystko na co będzie miała ochotę. - Nie chciałbym abyśmy...robili to tu. Może Booker mnie zabije, ale chcę zabrać cię w jakieś lepsze miejsce. Skusisz się? - zapytał kiedy oderwał się na moment w między pocałunkami, które równie zachłannie je oddawał. Drżał kiedy przesuwała paznokciami po jego skórze, ale nie zastanawiał się jak później będą wyglądały jego plecy.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Kama
MULTI: Arizona // Christian // Diana // Lana
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 6