menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#2 więc chodź pomaluj mój świat...
Autor Wiadomość
Hayden A. Lyons


Wysłany: 2018-11-30, 18:58   #2 więc chodź pomaluj mój świat...
  


Trochę się chłopak nanosił tych wszystkich farb, które kiedyś już kupili, całe szczęście, że był po tym wojskowym treningu więc nic mu nie było teraz straszne. Oczywiście pewnie oprócz kilkulitrowych opakowań zwykłej białej farby i gruntów, wzięli też kilka małych puszek różnych kolorów, które chcieli wypróbować tak żeby sprawdzić co będzie im tak naprawdę pasować. No i trzeba zaznaczyć, że całe mieszkanie było w wielkiej rozsypce, ledwo co pan budowlaniec i jego ekipa skończyła im robić podłogę w łazience, musieli jeszcze dokończyć ściany i zamontować potrzebne sprzęty, bo jak na razie mogli korzystać tylko ze starej brzydkie muszli. Wszystkie nowe rzeczy, które zdążyli kupić były już upchane w gabinecie, bo ten będą remontować na samym końcu, nie było to miejsce niezbędne do funkcjonowania więc mogli to w czasie odłożyć.
- Okej to ja to jeszcze gdzieś upchne i możemy paćkać ściany - powodział gdy sobie jakoś otworzyli drzwi do mieszkania i poszedł gdzieś dać te białe farby i grunty. Silny mężczyzna ale pewnie było tego sporo i musiał chodzić z dwa razy. - Robimy herbatę? - zapytał gdy już wrócił do mieszkania i mógł się rozebrać z kurtek, pewnie mieli jakiś kran, trzy kubki i czajnik elektryczny żeby chociaż się napić w trakcie pracy. - Ale tu zimno - westchnął i przeszedł się po salonie żeby odkręcić kaloryfery, bo jednak takie dość spore mieszkanie to ciężko było ogrzać, a gdy ich nie było w domu to bez sensu było włączać grzejniki i marnować pieniądze.
_________________

    When you were lonely, you needed a man someone to lean on,
    well I understand it's only natural but why did it have to be me?
[Profil]
 
 
Finley Bowden


-


kończy liceum, dorabia w obserwatorium

hayden to jej future baby daddy

Lives in
blue velvet



Wysłany: 2018-12-01, 00:37   
  
finny

  
bowden

  

  

  

  

  

  
17 yo

  
151 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


#60

Finley nawet nie wiedziała jakim cudem minął już rok odkąd byli razem, serio. No, razem i osobno, ale jednak cały czas gdzieś obok, czy się rozstawali czy do siebie wracali. Nigdy nie była z nikim nawet w połowie tak długo jak z Haydenem i zamiast czuć się z tego powodu dziwnie czy panikować, patrzyła wesoło w przyszłość. Wyjazd rocznicowy był już za nimi, dzieliły ją tylko dni od egzaminu, a potem już nic tylko dbać o średnią ocen, napisać esej i rozsyłać podania na studia, a potem? A potem się wprowadzać! Nie przeszkodziło jej to wszystko w planowaniu razem z Haydenem jak ma wnętrze wyglądać, jak wszystko ułożyć, jak zaplanować. Jeśli chodziło o łazienkę, to w sumie nie miała jakichś super dużych wymagań poza wielką wanną, o której mówiła już dawno temu poza lustrem, w którym będzie mogła się przeglądać. No umówmy się, była mała, musiała dosięgać do lustra w, po części, własnym mieszkaniu. Lustro to jednak coś co trzeba dowieźć na sam koniec, żeby nie potłukło się w trakcie, bo siedem lat nieszczęścia jednak...
W każdym razie, ściany w salonie już nie było, posprzątali już po niej syf, kuchnia póki co była naszkicowana na ścianie, co gdzie ma być i wymiary, ale Fin dobrze wiedziała że jej ojciec już szafki powoli kończy. Mieli już pewnie kupione sprzęty, bo takie to taniej dobierać w zestawie, no a teraz zajmowali się ścianami. Czy będzie to walka o kolory czy jednak nie, no to się okaże!
Z farbami ofc mu pomogła, przytrzymała windę, nosiła też jak już z niej wypakowali i miała w swoich ogrodniczkach w kieszeni cała masę pędzelków żeby te paciajki robić. - Możemy zrobić - przytaknęła, bo w sumie czemu nie. Podwinęła rękawy i zabrała się za przenoszenie puszek do odpowiednich pokoi, żeby mniej więcej były tam gdzie rozważali różne opcje kolorystyczne.
- Dlatego założyłam gruby sweter, mówiłam ci żebyś się cieplej ubrał - przypomniała mu, wracając z sypialni do salonu i podeszła do niego, przytuliła od tyłu i potarła rękami po jego brzuchu i boczkach żeby go trochę rozgrzać - lepiej? - zapytała rozbawiona, wychylając się zza jego ramienia, żeby na niego spojrzeć z łobuzerskim uśmieszkiem. Tak, oczekiwała teraz buziaka. - Ałć, możesz mi się tym masażem za niedługo odwdzięczyć - mruknęła, bo tak się wyginała, że dały o sobie znać zakwasy. Tak, naprawdę zapisała się na ten boks i całkiem intensywnie trenowała, miała sporo do odreagowania w końcu.
_________________
[Profil]
  MULTI: nora, callie, perry, scott, gal, joey
 
Hayden A. Lyons


Wysłany: 2018-12-02, 19:31   
  


- Zapytałbym sie jaką chcesz, ale tu nie ma zbyt wiele wyboru - pewnie mieli jedną, bo i tak nie było szafek żeby można było coś schować, za bardzo nie było też gdzie siedzieć oprócz kilku krzesełek ale to było w końcu ich mieszkanie! Mogli równie dobrze siedzieć na podłodze, a Lyons i tak byłby zadowolony i to tak maksymalnie. Co prawda kręgosłup mu powoli siadał od targania różnych rzeczy, bo trzeba było cos wynieść, coś przynieść i no niestety, czasem go bolały krzyże. Musi sobie kupić jakąś maść rozgrzewającą albo zacząć mocniej ćwiczyć żeby jego mięśnie były silniejsze. Podczas pobytu w wojsku przywykł do ciężkich treningów, teraz pobyt na siłce to nie było wcale jakieś super wyzwanie. Może powinien zainwestować w prywatnego trenera?
- Dobrze mamo - mruknął z rozbawieniem wywracając oczami, tylko mama mu sie kazała cieplutko ubierać i zakładać czapkę, czego nie lubił robić, bo miał przez nią oklapnięte loczki i wyglądał głupio. - No jak mam Cię przy sobie to zawsze się od razu robi gorąco - tak jej odpowiedział puszczając do niej oczko, bo był najsłodszym ze słodziaków. Później się oczywiście nachylił w bok, by ją pocałować skoro tego oczekiwała to Lyons od tego był, by spełniać jej zachcianki tak czy nie? No tak. Po coś się ma tego chłopaka.
- Jasne, już teraz? Kładź się na tej brudnej i lepkiej podłodze to Cię tak wymasuje, że już nie wstaniesz - zaśmiał się i pewnie gdyby nie fakt, że mieli tu coś do zrozumienia to pewnie zafundowałby jej spotkanie dość bliskie z podłogą. Jednakże... coś musieli tu ogarnąć. - Idę po tą herbatę i lecimy z tymi farbami - powiedział i cmoknął ją jeszcze raz, a później szybko poszedł do prowizorycznej kuchni żeby nastawić wodę i ogarnąć im ciepły napój na rozgrzanie. Nie zajęło mu to zbyt długo więc po kilku chwilach był już obok podając jej kubek z herbatą. - Zaczynamy od sypialni? - zapytał, bo w sumie tam się dość zgadzali przy kolorach więc powinno pójść szybko. Wiedzą, że będzie fiolet, a to już coś!
_________________

    When you were lonely, you needed a man someone to lean on,
    well I understand it's only natural but why did it have to be me?
[Profil]
 
 
Finley Bowden


-


kończy liceum, dorabia w obserwatorium

hayden to jej future baby daddy

Lives in
blue velvet



Wysłany: 2018-12-02, 20:20   
  
finny

  
bowden

  

  

  

  

  

  
17 yo

  
151 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


- Heej, kupiłam całkiem smaczną, nie mów - zmarszczyła brwi rozbawiona, bo pewnie ona wybierała w sklepie żeby robotnikom było miło i smacznie. I pewnie poza herbatą mieli też te kawki 3 w 1, bo co to za praca bez kawy. Okej, tak naprawdę bez piwka, ale mam nadzieje że ich ekipa jednak była trzeźwa kiedy pracowała. I no tak to jest, zanim się urządzi trzeba sobie jakoś radzić. Mogło być gorzej w końcu, mógł być większy mróz albo jakieś nie wiem, szczury w ścianach których by się trzeba było pozbyć, czy coś.
Co do treningów, Fin nie mogła narzekać na to jak się zmieniło ciało Haydena przez ten miesiąc, bardzo jej się te zmiany podobały, była w końcu tylko kobietą! I zawsze mogła go wspierać na treningach, wiadomo, na przykład idąc z nim, skoro sama miała postanowienie wzmocnienia ciała.
- Ej, tak to do mnie nie mów - mruknęła niezadowolona, dźgając go w bok. Zwłaszcza jak dodawał potem takie sugestie to nie powinien tak mówić okej, bo robiło się to kripi! - Jaki czaruś - zaśmiała się cicho z jego słów i pocałowała go z uśmiechem, bo ciężko jej było się nie uśmiechać kiedy tak po prostu była szczęśliwa. Życie jej nie oszczędzało przez ostatni rok, więc tym bardziej ceniła sobie takie chwile. - Przynajmniej byłaby czysta... ale nie, to potem, w mieszkaniu - skinęła lekko głową, ona tez może mu potem plecki wymasować, nie ma problemu. - A jak o gorącu mowa, to ty chciałeś w łazience te takie kaloryfery duże, co są jednocześnie wieszakami na ręczniki? - zapytała zaciekawiona. Dla niej to był okropny dodatek, więc trzeba zapytać, ok.
- Okej, a ja przeniosłam puszki do odpowiednich pokoi i pędzle mam tuu - pomachała nimi wesoło, wyciągając je z kieszeni i poszła zobaczyć do łazienki jak tam sytuacja wygląda w tym momencie. Nie mogła się doczekać aż wszystko będzie gotowe!
- Może być - przytaknęła mu, wychodząc z łazienki i właśnie tam się od razu skierowała, kucając przy farbie i otwierając pierwszą z nich. Wyprostowała się, zanurzyła pędzel i przesunęła nim po ścianie, robiąc pierwszego, ładnego maziaja
- Haaay? Nie panikujesz ani trochę na myśl że będziesz mieszkać z dziewczyną? - zapytała rozbawiona, unosząc zaczepnie brew.
_________________
  
[Profil]
  MULTI: nora, callie, perry, scott, gal, joey
 
Hayden A. Lyons


Wysłany: 2018-12-03, 19:47   
  


W sumie to Hayden mógł coś mieć z głową co nie? Nikt by sie nie zdziwił gdyby miał jakieś odchylenia seksualne, w końcu umawiał się ze swoją uczennicą, a to już brzmi jak z jakiegoś pornosa. Może coś z nim rzeczywiście było nie tak skoro tak gładko mógł przejść od momentu nazywania Finley mamą, aż do momentu, w którym ją tu się starał oczarować. - Czaruś do usług - powiedział i poruszał brwiami, mógł iść na jakiegoś radiowca albo poetę, bo akurat mówić to potrafił ładnie, często gadał to co druga osoba chciała usłyszeć i dzięki temu miał święty spokój, tak jak to było na uczelni. Pokiwał głową, po przytakiwał, a później i tak robił po swojemu. Tak działał Lyons.
- no, a Ty byś była, bardzo, bardzo brudna, taka niegrzeczna dziewczynka co się tarza w kurzu… - powinien się jeszcze trochę pouczyć tej dirty talk, bo romantyczne gówno mu wychodziło znośnie ale takie coś to już nie koniecznie. - Moglibyśmy zawsze później wziąć wspólny prysznic żebym Ci mógł umyć plecy z kurzu, a tak to cóż… - no nieważne! Nie po to tutaj przyszli. Trzeba było wybrać te farby, żeby nie marnować kolejnych dni tylko lecieć dalej z remontem.
- No… one są spoko, jest ciepło, ręczniki szybko schną i nie zajmują miejsca pod oknem, dwa w jednym to dobre rozwiązanie - Hayden pewnie taki miał w kawalerce, bo tam łazienka nie była zbyt wielka, a taki grzejnik to jednak nieco oszczędność w metrażu, był z niego zadowolony i w sumie nie wiedział czemu mieliby go nie kupować. W końcu się sprawdzał.
Spotkali sie w końcu w sypialni i Hayden chciałby sobie usiąść na łóżku ale niestety go nie mieli więc musiał sobie przytargać krzesełko i pozwolił sie Finley wykazać w malowaniu ścian. - Nie czemu? - zapytał unosząc brew - mieszkałem z kilkoma, miałem przecież współlokatorki - chyba nawet jak się zaczynali spotykać to z kimś mieszkał w Berrylane tak coś kojarzę. - Lepiej jak zrobimy to teraz, zobaczymy czy się nie pokłócimy o wyciąganie naczyń ze zmywarki po tygodniu czasu - powiedział uśmiechając się do niej delikatnie, bo taka prawda! Wszystko wychodzi gdy się zaczyna ze sobą mieszkać. On do tego podchodził bardzo spokojnie. - A Ty się nie denerwujesz? Pierwsze Twoje mieszkanie bez rodziców i już tak na poważnie? - zapytał, bo w sumie go to nagle zaciekawiło. Nigdy o tym nie rozmawiali. Uważali, że są gotowi i tyle, ale o plusach i minusach wspólnego mieszkania nikt nie pomyślał. - Okej, to teraz ja się pobawię - mruknął i otworzył drugą puszkę farby i pomaział ścianę obok tego co zrobiła Fin, później zrobił to samo z trzecią farbą i teraz musieli się tylko zastanowić co im odpowiada najlepiej. - Jak myślisz? - zapytał patrząc się na tą ścianę. Sam nie wiedział co mu bardziej odpowiadało.
_________________

    When you were lonely, you needed a man someone to lean on,
    well I understand it's only natural but why did it have to be me?
[Profil]
 
 
Finley Bowden


-


kończy liceum, dorabia w obserwatorium

hayden to jej future baby daddy

Lives in
blue velvet



Wysłany: 2018-12-03, 21:13   
  
finny

  
bowden

  

  

  

  

  

  
17 yo

  
151 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


Jak zacznie o tym mówić Fin to na pewno będzie miał coś z głowa, siniaka. Już rozmawianiem o jej mamie sobie grabił i miała ochotę go palnąć, tak na zdrowie, a teraz to już w ogóle, mówieniem w ten sposób trochę sugeruje że dalej o niej fantazjuje, okej. Fin tam widziała podstęp! No i jednak nie chciałaby żeby miał wciąż wątpliwości co do swojego uczucia do niej, wystarczy że ona miała z tego powodu non stop wątpliwości i wciąż wydawało jej się trochę nierealne i niemożliwe że ją kocha. Więc czaruś powinien się nad tym dwa razy zastanowić. No i jednak nad dwuznaczną gadką też, bo zaowocowała ona tylko śmiechem Fin - Prysznic brzmi dobrze, nad resztą musisz popracować - powiedziała, ale żeby nie było mu smutno, to i tak wspięła się na palce żeby go pocałować. - Potem porozmawiamy o tym czy zasłużyłam na klapsa czy nie - uniosła brwi, starając się na moment zachować powagę żeby poświntuszyć, ale dalej jej się chciało strasznie śmiać i nie potrafiła się pozbyć uśmiechu z twarzy. - Aleee, z tego co widzę jeszcze dzień-dwa roboty i łazienka będzie pierwszym skończonym pokojem. Tylko musimy wieczorem jeszcze wybrać meble w Ikei i możecie składać - nie precyzowała z kim, bo nie pytała o to z kim będzie malować a z kim robić meble. Ona miała zaraz SAT więc to była ostatnia chwila kiedy mogła z takim zaangażowaniem pomagać, bo musiała robić zadanka i się uczyć. - No właśnie myślałam o tym, ale kurcze, jak się nad tym zastanowię to one przez te mokre ręczniki tak szybko zaczynają rdzewieć i robią się takie paskudne. Więc może kupimy taki srebrny stojak na ręcznik i postawimy go przed kaloryferem? I tak mamy tam dużo miejsca - zaoferowała, bo to wychodziło prawie na to samo, a mniejsze zniszczenie. I jednak mniej zachodu z wymianą kaloryfera czy tam z zabawą w zdrapywanie tej farby i malowaniem od nowa.
- Współlokatorka to nie to samo co dziewczyna - wywróciła oczami rozbawiona, bo tak mi świta że jednak nie do końca mieszkał z Pais, ale nie chce mi się szukać info w starych grach, bo jednak... mi się nie chce maks. - Czyli nie będę musiała krzyczeć na nieopuszczoną deskę i pusty karton po mleku w lodówce? - zapytała rozbawiona maks, bo takie wojny wydawały jej się, teraz, urocze. Czy o zostawione skarpetki na podłodze, chociaż to pewnie nie jego, on był tutaj pedantem w końcu. Ale żeby Haydenowi nie było przykro, jak wzięła kolejną puszkę to narysowała farbą na ścianie serduszko i wpisała 'H' w środku, odwracając się do niego z uroczym uśmieszkiem.
- No trochę tak - uniosła brwi, uznając że nie chce ściemniać że wcale tak nie jest - jak ty przeżyjesz widywanie mnie codziennie bez makijażu? - uniosła brwi, w udawanym przerażeniu, no detal że teraz też stała obok i nie miała grama makijażu na twarzy, to był czysty żarcik ok - no boje się trochę, ale to jest ten przyjemny rodzaj strachu. Trochę jak ten przed pierwszą jazdą po dostaniu prawka - o, to wydało jej się dobrym porównaniem. - To co, powiemy im w trakcie świąt? Myślisz że będą to uważać za totalną głupotę i szaleństwo? - zapytała, chociaż chyba było to pytanie retoryczne - mówiłeś już w ogóle komuś, że razem zamieszkamy? - zapytała zaraz potem, przyglądając się tym paciajom na ścianie i porównując je przez moment ze sobą - któryś z tych dwóch - i wskazała na dwa odcienie o których mówiła. Romantiko, jeden był ten z serduszka, hehe.
_________________
  
[Profil]
  MULTI: nora, callie, perry, scott, gal, joey
 
Hayden A. Lyons


Wysłany: 2018-12-04, 13:14   
  


- No nie wiem, to zależy od ekipy i czy kafelki uda im się szybko położyć - nie znal się na tym za bardzo ale tak słyszał, że fugi też muszą mieć trochę czasu żeby zastygnąć i nie można po nich wtedy chodzić. Tak czy inaczej meble i tak mogli już wybierać, pospisywać modele i Lyons kiedyś podjedzie i kupi to co wybrali żeby jej nie ciągać po magazynach, bo lepiej będzie jak się skupi na egzaminach i nikt nie będzie mu później robił wyrzutów, że ją odciągał od nauki.
- To łazienka, wszystko jest wilgotne - zauważył z lekkim rozbawieniem - wydaje mi się, że to kwestia wentylacji, jak jest dobra to wilgoć się nie zbiera i nie zalega, a skoro są to specjalne grzejniki do łazienek to raczej po to żeby wytrzymywały - powiedział wzruszając ramionami - taki stojak to dopiero będzie rdzewieć, zazwyczaj są wykonane z takiego badziewnego materiału, że po roku już trzeba wymieniać, tak samo jak stojak na prysznic - dodał przejeżdżając ręką po włosach - ale jak chcesz, w sumie obojętne mi to - szczerze mówiąc to sprawa grzejnika mu koło dupy latała, to był dla niego już jakiś pikuś, ważne że ta łazienka miała toaletę i miejsce gdzie można było się umyć, chociaż pewnie był i prysznic i wanna, bo Hayden się przyzwyczaił do szybkich pryszniców, a wanna była w tym wypadku mocno nieporęczna.
No nie mieszkał z Paisley ale pewnie ze sobą pomieszkiwali, bo przecież to nie tak, że wpadała do niego na dwie, trzy godziny i wracała do domu. Tydzień tu, tydzień tam i tak sobie żyli. - Nołp - powiedział z rozbawieniem, jego pedantyczna dusza, by nie pozwoliła na to, by był pusty karton w lodówce albo żeby zostawił otwartą toaletę. Nie było nawet takiej opcji, nie mógłby później zasnąć dopóki, by nie posprzątał. Taka trochę z niego Monica.
- No mówiłem Frankowi żeby nie płakał - powiedział i wzruszył ramionami - okej weźmy ten serduszkowy kolor - dodał uśmiechając się do niej, chociaż wiedział, że zaraz go czeka ciężka rozmowa. Znowu. Dlatego ją przytulił od tyłu całując jednocześnie w czubek głowy. - Możemy im powiedzieć przy każdej innej okazji, może po wynikach SAT żeby byli z Ciebie tak dumni, że nawet, by się nas o to nie czepiali - zaproponował, bo uważał, że to całkiem niezłe rozwiązanie. - Rozmawiałem z Frankiem o świętach i on też uważa, że to byłoby dziwne gdybym do Was na nie przyszedł - powiedział marszcząc czoło - ma racje, według Twoich rodziców spotykamy się ile... pól roku? Ja nigdy nie zapraszałem dziewczyny, z którą się tyle spotykałem na to, by poznała moich rodziców, a co dopiero na święta. Z tego co wiem Frank nie zapraszał nawet Nicole do spędzania z Wami świąt... to byłoby mega dziwne. Święta są podobno rodzinne, a ja nie jestem członkiem Waszej... może dla Ciebie i dla Franka tak, ale dla reszty nie koniecznie. - Powiedział z nadzieją, że ona to zrozumie tym razem i nie będzie się na niego za to obrażać. - Mam swoją rodzinę, z którą mogę spędzać święta. Możemy się spotkać później, ale nie chcę przychodzić do Was na wigilie - przyznał czując, że to znowu będzie długa rozmowa, ale może tym razem sie jakoś dogadają.
_________________

    When you were lonely, you needed a man someone to lean on,
    well I understand it's only natural but why did it have to be me?
[Profil]
 
 
Finley Bowden


-


kończy liceum, dorabia w obserwatorium

hayden to jej future baby daddy

Lives in
blue velvet



Wysłany: 2018-12-04, 17:59   
  
finny

  
bowden

  

  

  

  

  

  
17 yo

  
151 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


- Wydają się całkiem trzeźwą ekipą remontową, więc nie powinno być najgorzej - rzuciła rozbawiona, bo cóż, wiadomo jak to jest. Płaci się takim za dzień roboty i potem robota się przeciąga. A kafelki jakieś krzywe, fugi niedomagają... no i nie wiem jak to dokładnie wygląda, mega dawno nie miałam łazienki robionej ok. No ale nieważne, starała się myśleć optymistycznie, bo remont to nic przyjemnego, tyle bałaganu dookoła, tyle sprzątania, no i jak już wszystko wybiorą to przestaną się kłócić o to co wybrać. Ekhem, dyskutować. Byli jednak zbyt różni z charakteru i w ogóle, stylu bycia żeby mieli ten sam gust.
- Nie widziałam żeby takie stojaki rdzewiały a kaloryfer już tak... no pomyśl, widziałeś taki który by dobrze wyglądał po kilku latach? - zmarszczyła nosek. I no inne kaloryfery w łazience tak nie rdzewiały, true story. - Wymiana takiego o wiele mniej kosztuje i wymaga mniejszego zachodu. Pokażę ci potem jakie ładne znalazłam - tak mu obiecała, więc tak zrobi, przy okazji mebli, bo wieszaki na ręczniki potrafiły być mega stylowe. I nieprawda, nie rdzewieją, tylko co najwyżej można złamać, ale to też zależy od modelu oki.
- W razie czego dobrze że mamy kilka pokoi z drzwiami, żeby się w nich schować - rzuciła rozbawiona, chociaż miała nadzieje że jednak nie będzie aż tak źle i nie będą się aż tak często kłócić jak zamieszkają razem. W sumie ostatnio i tak kłócili się raczej o poważne sprawy, niż błahe i głupie, takie które jednak wymagają poważnego zastanowienia się. Tak samo jak Fin spoważniała nieco kiedy padło imię jej brata - okej, jesteś pewny? Ten kolor będziesz widzieć przez nasze pierwsze noce, aż nie zabierzemy się znowu za malowanie - z rozbawieniem go spróbowała trochę podpuścić, odkładając zaraz potem pędzle na pokrywki i wybrany kolor ustawiła najbliżej ściany, żeby im się nie pomyliło później który wybrali. Wyprostowała się i rękami przesunęła po jego rękach w górę i w dół, pozwalając się przytulić. Wychyliła się żeby na niego zerknąć, po jego kolejnych słowach, unosząc chłodno brwi i poważniejąc w tym momencie.
- Czekaj, chwila - zacisnęła lekko dłonie na jego nadgarstkach - powiedziałeś mojemu bratu że chcemy razem zamieszkać, na co on ci odpowiedział że lepiej żebyś nie spędzał świąt z kobietą którą kochasz i porównał nasz związek do swojej jedynej poważnej relacji z kobietą, która skończyła się tym, że wybrał swoją karierę i zostawił ją w Berry, a sam wyjechał? - podsumowała pytająco, zabierając jego dłonie ze swojego ciała i kręcąc głową. Stanęła naprzeciw niego, przygryzając na moment dolną wargę - a ty z tego powodu się cieszysz i przesuwasz moje wprowadzenie się do Ciebie w czasie, bo Twój przyjaciel w ramach jego zachowywania się 'jest jak jest' dał ci znak, że jest na to za wcześnie i nie pochwala tego? - dodała, zakładając ręce na piersi, bo chciało jej się płakać. Nie rozmawiała z Haydenem o tym jak wyglądały jej ostatnie rozmowy z Frankiem, ale z grubsza mógł się teraz domyślić jak to wyglądało - świetnie, po prostu cudownie, ale pewnie nie powinnam się dziwić i w ogóle z tego powodu oburzać, bo przecież kłamaliśmy na nasz temat przez rok żeby cię chronić, więc nam się pewnie taka karma należy, i powinniśmy być wdzięczni i pełni zrozumienia, że wszyscy nas nienawidzą i absolutnie nikt nie wierzy w to że może nam się udać - no i zaczęła płakać, z tego wszystkiego, dając upust temu co czuła przez ostatnie miesiące. Otarła łzy z policzka, cofając się o kilka kroków - jak chcesz, nie będę cię do niczego zmuszać przecież, Twoje święta, Twoje życie, Twoje decyzje, Twoje mieszkanie i Twoja kariera, która będzie ważniejsza ode mnie w razie czego, przecież nigdy nie obiecywałeś mi nic innego - to nie był sarkazm w sumie nawet, już kiedyś mu powiedziała że nie będzie wymagała od niego zostania tu, jeśli dostanie pracę na drugim końcu kraju. I skoro wystarczyła jedna rozmowa z jego przyjacielem żeby zdecydować że nie chce za dwa miesiące już tutaj z nią mieszkać, to chyba znak że nie myślał o niej aż tak poważnie.- Usłyszałeś chociaż jakąś pogadankę o tym że jak złamiesz mi serce to się z Tobą policzy i że masz mnie dobrze traktować, czy tylko zapowiadają wszyscy wielką imprezę z radości jak się w końcu rozstaniemy? - dopytała, bo serio, jej Frank też nie pytał czy jest szczęśliwa, ani nic nawet do tego zbliżonego.
_________________
  
[Profil]
  MULTI: nora, callie, perry, scott, gal, joey
 
Hayden A. Lyons


Wysłany: 2018-12-05, 21:08   
  


Uśmiechnął się do niej, bo naprawdę było mu obojętne. To tylko kaloryfer, mogł się zgodzić na taki, jaki chciała. - Dobrze to później sobie obejrzymy, razem z tymi meblami z Ikei - zaproponował, bo skoro już i tak będą siedzieć i przeglądać to równie dobrze mogli za jednym zamachem zrobić dwie te rzeczy. - Przez nasze pierwsze noce tutaj będę patrzył na coś zupełnie innego niż ściany - przyznał z łobuzerskim uśmiechem ale taka była prawda! Wolałby się skupić na tym, że leży obok niego seksowna kobieta niż gapić się w ściany.
No ale nie mogło być za pięknie prawda? Oczywiście, że nie mogła po prostu powiedzieć "no skoro nie chcesz, to wymyślimy coś innego". - Nie... jak mu powiedziałem, że razem zamieszkamy to zaproponował pomoc w malowaniu - postarał sie to jakoś załagodzić - Fin tu nie chodzi o Franka ani o jego byłą, chodzi o to, że skoro Wasi rodzice nie spędzili ani jednych świąt z dziewczyną, z którą Frank się spotykał przez lata to na pewno będzie dziwnie, jak będą musieli spędzić je ze mną, skoro w teorii spotykamy się tylko od kilku miesięcy - powiedział ze spokojem starając się jakoś wyjść z tej sytuacji jakoś względnie - Nie przesuwam przecież niczego, wyniki testów są końcem grudnia, początkiem stycznia, możemy im o wszystkim powiedzieć w Nowy Rok, jak przyjdę im życzyć wszystkiego dobrego - nie chciał się z nią kłócić ani tym bardziej widzieć jej płaczu, bo to łamało mu serce za każdym razem nawet gdy udawał, że tego nie widzi.
- Żeby mnie chronić? - zapytał i aż pokręcił głową, nigdy nie pomyślał, że kiedykolwiek mu to wypomni. - No to mi przykro, że tak wiele musiałaś się namęczyć, mogę Cię tylko za to przeprosić, w końcu do twarzy byłoby mi w pomarańczowym, więziennym wdzianku - zrobiło mu się przykro, że akurat to mu wytknęła, wolała żeby siedział w więzieniu? No okej, to było bardzo miłe z jej strony,
- Finley, nie mów tak. Zawsze jesteś dla mnie najważniejsza, chcę z Tobą mieszkać, chcę z Tobą się starzeć i mieć dzieci i planować wspólną przyszłość... moja praca nie jest od tego ważniejsza. Nigdy nie była. Zrobiłbym dla Ciebie wszystko i dobrze o tym wiesz - powiedział podchodząc do niej jeszcze i znów ją złapał za rękę,a później dłoń ulokował na jej policzku. - Jedyne czego nie chce to obchodzić naszych pierwszych świąt z Twoimi rodzicami i siostrą - bo z Frankiem mógł - nie chce być jak Grinch, który Wam zniszczy święta, a tak pewnie będzie. Jak powiemy Twojej rodzinie, że chcemy razem mieszkać to raczej Twój tata nie powie, że to super pomysł i uściśnie mi rękę. Wiesz o tym... będzie dziwnie, a bank nie zaakceptują tego tak łatwo, szczególnie przy docinkach Dagny - on już to sobie wyobrażał w swojej naukowej głowie i nie malowała się ta wizja w radosnych barwach, wręcz przeciwnie.
- Nie musiał, dobrze wiem, że ma ciężką rękę... wątpię żeby Frank się cieszył gdybyśmy się rozstali, musiałby sklejać moje złamane serce,a z tym nie radzi sobie najlepiej - mruknął uśmiechając się lekko do niej - możemy na spokojnie o tym porozmawiać? Nie dokładaj teorii gdzieś gdzie ich nie ma, to że nie chce świąt nie znaczy, że Cię nie kocham i nie chce z Tobą być, żyć i mieszkać. Nie możesz tego w ten sposób odbierać za każdym razem gdy mamy odmienne zdanie - westchnął przyglądając się jej ze smutkiem, bo naprawdę nie chciał zniszczyć jej rodzinnych świąt, które przecież tak kochała.
_________________

    When you were lonely, you needed a man someone to lean on,
    well I understand it's only natural but why did it have to be me?
[Profil]
 
 
Finley Bowden


-


kończy liceum, dorabia w obserwatorium

hayden to jej future baby daddy

Lives in
blue velvet



Wysłany: 2018-12-05, 21:58   
  
finny

  
bowden

  

  

  

  

  

  
17 yo

  
151 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


Uśmiechnęła się do niego łobuzersko, jej też słuchanie tego się zdecydowanie nie znudzi. - To bardzo dobra odpowiedź, kotku - skinęła lekko głową, a potem brwiami poruszyła w górę dwa razy. Jej też się zdecydowanie rozbieranie z nim ani nie znudziło... ani zresztą nie zapowiadało się żeby miało się znudzić...
Ale co racja to racja, nie może być zawsze słodko i uroczo, zwłaszcza że już raz się o to kłócili i raz mu już to tłumaczyła, a teraz nie dość ze stawiał po swojej stronie Franka, to jeszcze trochę jej w tym momencie podkreślił że z nim potrafił gadać o przyszłości, a z Fin ledwo co rozmawiał. Było jej z tego powodu tylko jeszcze bardziej przykro, a kto jak kto, ale Hayden najlepiej powinien wiedzieć w jak bardzo rozchwianym ostatnio stanie była i dlaczego tak było też dobrze wiedział, bo nawet Frankowi nie powiedziała że wpadła na Coxa na ulicy, bo nie chciała mu się narzucać.
- Nie chodzi o Franka i jego byłą, ale chodzi o Franka i jego byłą - wywróciła oczami - co to w ogóle za porównanie? Ona była z Goldnerów, u nich święta to był jeden wielki zjazd rodzinny na którym była i znajdowała prezenty pod ogromną choinką, a ty spędzasz święta sam - zmarszczyła brwi, bo to idiotyczne było i sam doskonale o tym wiedział - poza tym Frank nie chciał z nią mieszkać - dodała, i ja nie wiem ile oni razem byli, nie pamiętam, ale czy aż lata? Przecież w liceum Frank podrywał Gabi, więc nie mogło to trwać aż tak długo, bo liceum aż takie długie nie jest, nie. - Nie powiedziałam tego w takim kontekście, przestań, dobrze wiesz że nie to jest w tym istotne - rzuciła mu wkurzone spojrzenie, bo ostatnie czego potrzebowała teraz to kłótnia o to kto ustalił że nikomu nic nie powiedzą. Obiecała mu to i że nie pójdzie do pudła, nie powiedziała i nie poszedł,na chuj drążyć temat. Chciała tylko podkreślić że nie ukrywali tego ze złośliwości przecież.
I chciała się dalej wkurzać, ale jak mogła kiedy mówił takie ładne rzeczy? No serce nie mogło jej nie zmięknąć, nie zabrała ręki, nie odsunęła się, wręcz przysunęła i wolną dłoń oparła na jego klatce piersiowej, przy serduszku. - O pracy nie wiem, co by sie stało gdybyś ją dostał na drugim końcu świata... - przyznała, kręcąc lekko noskiem i patrząc na niego trochę nieśmiało. Nie chciała w końcu nigdy żeby poświęcał dla niej karierę, ale... nie chciała zostać w tyle. Więc mieliby poważny problem gdyby miał taką okazję, z pracą gdzieś daleko.
- Nasze drugie święta, w sumie - poprawiła go, trochę nieśmiało, bo może i dopiero później się go zapytała czy są na wyłączność, ale skoro ustalili rocznicę w listopadzie, to tak trzeba to liczyć.
- Naprawdę myślisz że będę się w stanie chociaż trochę cieszyć tymi świętami jeśli cię nie będzie obok? I że bez ciebie połowa mojego rodzeństwa nagle przestanie mnie nienawidzić? - zapytała cicho, kręcąc głową. Na samą myśl o byciu tam samą odechciewało jej się całej świątecznej szopki, pieczenia ciastek czy siedzenia przy wspólnym stole. Zawsze może ściemnić że boli ją głowa, migrena, macica, cokolwiek i schować się w swoim pokoju, co jest bardzo prawdopodobnym scenariuszem.
- Mówię serio, nie będę cię zmuszać do spędzania u nas świąt, ale nie oczekuj że będę się z tego powodu cieszyć i że pójdę potem z Tobą do Kary, która w przeciwieństwie do moich rodziców, faktycznie chciała mnie zabić - uniosła brwi, no,, jego wybór, co nie, nie będzie się prosić żeby z nią był w ten dzień. Trudno. Był dorosły, mógł podejmować własne decyzje, co nie? No, właśnie. Nie poruszyła już tematu mówienia im o wprowadzeniu się, bo serio, nie miała na to siły. Nie to nie. Nie będzie naciskać na to też. No i wiadomo że powiedzieliby tylko jej rodzicom w cztery oczy, a nie całej rodzinie od razu.
- Poważnie, teorii gdzie ich nie ma? To powiedz mi, ile osób pogratulowało ci do tej pory związku czy takiej dziewczyny, co? Albo powiedziało coś w stylu 'cieszę się Twoim szczęściem', hm? Nie śpiesz się, zastanów się dobrze, nie znajdziesz ani jednej osoby - ciężko było jej to powiedzieć, głos jej się złamał po drodze, ale doskonale wiedziała że tak było. Wszyscy skupiali się na jej nazwisku i na tym ile ma lat, nikogo nie obchodziło czy są razem szczęśliwi, czy się kochają, czy w ogóle, cokolwiek. Nawet jeśli były osoby które przeszły z tym do porządku dziennego, jak Scott chociażby, to nie w jego stylu były takie gadki. I spojrzała na niego wyczekująco, a potem wzruszyła lekko ramionami, ocierając zaraz potem kolejną łzę. Była zmęczona tą niechęcią, z kim miała o tym rozmawiać jak nie z Haydenem?
_________________
  
[Profil]
  MULTI: nora, callie, perry, scott, gal, joey
 
Hayden A. Lyons


Wysłany: 2018-12-05, 23:48   
  


- Fin spędzam święta sam z własnego wyboru i to nie od tego roku. W zeszłym roku też byłem sam ale teraz, dzięki Tobie, mam lepszy kontakt z siostrą i z nią mogę je spędzić - powiedział uśmiechając się do niej delikatnie, w końcu to ona namawiała go do polepszenia jego relacji z rodzeństwem. To dzięki niej miał teraz możliwość wpadnięcia do Kary na kawę nie czując się przy tym niewyobrażalnie niekomfortowo. - Może nie to miałaś na myśli ale tak to zabrzmiało - wzruszył ramionami, bo miał prawo odebrać to w ten sposób. Tak jakby to, że ludzie nie klaskają na ich widok, było jego winą, bo na pewno byłoby inaczej gdyby od razu wszystkim powiedzieli i wtedy wszyscy byliby zadowoleni, a różnica wieku między nimi wcale nie byłaby zauważalna.
To, że się od niego nie odsunęła to już był jakiś plus! Widział światełko w tunelu i dlatego delikatnie zaczął gładzić wierzch jej dłoni swoim kciukiem, taka terapia w ramach uspokojenia. - Jakbym dostał pracę na drugim końcu świata to by Cię spakował do walizki, przełożył przez ramię i zabrał ze sobą - odpowiedział, bo to akurat była prosta rzecz. Pojechałby z nią, albo nie pojechałby wcale. Trzy tygodnie bez niej, podczas jego szkolenia, było już wystarczającym sprawdzianem. Przeżyć, przeżyli, ale nie chciałby tego powtarzać.
- Tak, rzeczywiście... na tamte nie kupiliśmy sobie nawet prezentów - powiedział i trochę się uśmiechnął, ile rzeczy mogło się zmienić w ciągu roku? Po ich przykładzie widać, ze wiele. - Przejdzie mu - wiedział o jaką połowę rodzeństwa jej chodzi - nie będzie się obrażać w nieskończoność, porozmawiam z nim o tym jak się zobaczymy, nie może Cię traktować w ten sposób - troche go irytowało zachowanie Franka, takim byciem oziębłym ranił Fin i Hayden dobrze o tym wiedział i mocno go to smuciło.
- Wcale nie chciała... to było tylko głupie gadanie. Możemy jakoś to rozwiązać - westchnął i ujął jej dłoń, a później uniósł do ust, by ją pocałować w jej wierzch. - Może ja pójdę do Kary, Ty będziesz u siebie i później do Was przyjadę i Cię ukradne z tego towarzystwa? Hmmm? Wrócimy do kawalerki i poczekamy żeby zobaczyć jak Tesla mówi ludzkich głosem - zaproponował patrząc na jej twarz z miłością i nadzieją, że jakoś to dobrze się rozwinie - wymienimy się super prezentami - dodał jeszcze - kupię Ci zawieszkę do kluczy - żeby miała do czego sobie przyczepiać te od ich nowego mieszkania. On to ma jednak łeb jak sklep.
- Nie o tym mówię... miałem na myśli teorie, w których uważasz, że Cię nie kocham - wyjaśnił i w sumie zastanowił się nad tym ile ludzi "pochwaliło" ich związek. - Hej... - mruknął i zaczął się cofać ciągnąć ją jednocześnie za sobą, aż w końcu usiadł na tym swoim krzesełku i zmusił ją też do tego, by ona usiadła muna kolanach. - Nie potrzebuje ich gratulacji ani głupich pytań ani nawet akceptacji naszego związku okej? Potrzeba mi tylko Ciebie, a reszta jest mało ważna. Niech sobie myślą co chcą, jestem z Tobą szczęśliwy bez względu na to czy komuś sie to podoba czy nie - powiedział na spokojnie i jeszcze się lekko uśmiechnął, a później spróbował ją pocałować, oczywiście o ile się dała.
[Profil]
 
 
Finley Bowden


-


kończy liceum, dorabia w obserwatorium

hayden to jej future baby daddy

Lives in
blue velvet



Wysłany: 2018-12-06, 12:13   
  
finny

  
bowden

  

  

  

  

  

  
17 yo

  
151 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


- Nikt nie powinien siedzieć sam w święta - zmarszczyła brewki, bo to było przykre, okej. Nie bez powodu jest wiele samobójstw w tym okresie, więcej niż w walentynki - nie odwracaj tego teraz przeciwko mnie, dopiero co powiedziałeś że kochasz mnie bardziej, więc powinieneś bardziej chcieć ze mną je spędzać - zauważyła, bo to miało sens, ona nie chciała się z nim rozstawać w takim dniu, więc czemu on z nią chciał? A jej rodzina, no wiedziały gały co brały, okej, odkąd znał jej nazwisko dobrze wiedział jak wielu jest Bowdenów i jak spędzają święta. I jak gotuje ich mama, bo pewnie wpadał po świętach podjadać z Frankiem ciasteczka i nie tylko. Więc no, mówił jej wiele uroczych i kochanych rzeczy, ale kiedy się z nich wycofywał, bo było mu wygodnie, musiał się liczyć z tym że ona jednak to zauważy. I potem się dziwi czemu ona w to wątpi, no, właśnie dlatego.
- Miało to zabrzmieć tylko tak, że nigdy nie chcieliśmy nikogo skrzywdzić, nigdy nie poderwałeś mnie na złość ani w ramach żadnego zakładu - zmarszczyła brewki, niech doceni że twierdziła tak bez żadnego pytania go o to. To się dopiero nazywa zaufanie, ok, w tych czasach.
- A co jak będę miała tu studia, albo coś? - zapytała, z westchnieniem lekkim. Niby każda para się z takimi dylematami musiała liczyć, że ktoś dostanie jakąś ofertę, awans czy inne przeniesienie, ale martwiła się, okej. Już raz widzieli że Fin sobie kompletnie z rozstaniem nie radziła. I w sumie jeszcze nie do końca nadrobiła cały stracony z nim przez te trzy tygodnie czas, mimo wspólnego weekendu, ok.
- Idziemy w tym roku kupować razem? - zapytała, z delikatnym uśmiechem. Niekoniecznie dla siebie, ale wiadomo o co chodzi. Razem raźniej i te pe, wspólnie coś razem wymyślą. Za to na kolejne słowa, westchnęła sobie cicho - nie, nie rozmawiaj z nim o tym, tylko pogorszysz sprawę - od razu mu powiedziała, bo znała Franka na tyle żeby wiedzieć że tak będzie. Ostatecznie byli przyjaciółmi, nie chciała żeby się o nią kłócili. To że jej relacja z nim poszła w pizdu z tego powodu, nie znaczyło że jego też musi.
- No myślałam że już przy Święcie Dziękczynienia pójdziemy do mnie na obiad, a do Kary na deser - uniosła brwi, pozwalając mu się jednak pocałować - jak przyjdziesz mnie potem zabrać to będą mieć tylko pretensje że wychodzę, że wstydzisz się normalnie wejść, że ich nie lubisz i nie wiadomo co jeszcze - wywróciła oczami, wzrok skupiając na ich splecionych dłoniach, a nie twarzy Haydena. Był też jeszcze jeden powód, nie chciała żeby Hayden zauważył że płakała i zrujnowałby jej wymówkę do ucieczki do pokoju, bo co to za migrena która nagle mija kiedy Hayden się pojawia? No właśnie, dlatego wiedziała że nie może się z nim potem spotkać - więc albo spędzamy razem święta albo nie, nie będę się wymykać ukradkiem - wzruszyła ramionami, podsumowując sprawę i dopiero po chwili patrząc znowu na niego. Tego chciał, co nie? Chciał mieć wybór, więc ma wybór. Ale nie powinien oczekiwać od Fin że będzie się cieszyć z każdej z opcji, bo zbyt dobrze ją znał.
- Już tak nie uważam przecież - poprawiła go, marszcząc lekko brewki. Już tyle razy jej to powiedział, że po drodze zaczęła w to w końcu wierzyć, okej. - Tylko o chęć wspólnego mieszkania jakiś czas temu miałam, a tak to - wzruszyła lekko ramionami. Była nastolatką, czasem reagowała zbyt emocjonalnie i zbyt wiele sobie dopisywała, zwłaszcza jak Hay niewiele jej mówił. Ale ostatnio mówił coraz więcej, więc ten, ich związek dojrzewał, czy jak to się tam mówi.
- Widzisz? Ani jedna osoba - zauważyła po tym jego hej, ale pozwoliła się pociągnąć i podeszła z nim do krzesła, siadając na jego kolanach i jedną rękę oparła sobie na jego szyi. Wysłuchała go, bez przerywania i otarła ostatnie łzy z policzka, a potem pozwoliła się pocałować, tamtą dłoń z jego szyi przenosząc na jego policzek, żeby go po nim pogłaskać jak odwzajemniała jego pocałunek.
- Twoi przyjaciele i Twoja rodzina nie widzą żebyś był, ani trochę cię to nie zastanawia? - zapytała cicho, no bo jednak jak miała się czuć pewnie i w ogóle, komfortowo w takiej sytuacji? I wiedziała że to nie wina Haydena, dlatego westchnęła i zaraz dodała - to po prostu trudne, minęło już pół roku i nic się w tej kwestii nie zmienia. Jestem tym po prostu już bardzo zmęczona - wyjaśniła - i z kim mam o tym rozmawiać, jak nie z Tobą? - zapytała, cicho, wolną dłonią jakąś jeszcze ostatnią, zbłąkaną łzę ścierając. Uniosła lekko jeden kącik w półuśmiechu, nachylając się żeby go pocałować jeszcze raz. - I wiem że ostatnio dużo płaczę, ale... nie wiem, Hay co się ze mną dzieje, mam trochę wrażenie że jakaś część mnie została w tamtym sklepie, i nie wiem jak ją odzyskać - podsumowała, nie do końca wiedząc czy w ogóle dobrze to ujęła, ale się starała.
_________________
  
[Profil]
  MULTI: nora, callie, perry, scott, gal, joey
 
Hayden A. Lyons


Wysłany: 2018-12-06, 21:00   
  


-Jeżeli ktoś je obchodzi to możesz mieć rację, ale dla niektórych to dzień jak każdy inny - powiedział wzruszając ramionami, bo przecież ile było osób innej wiary lub ateistów, którzy świąt nie obchodzą i jakoś żyją. - Chce je spędzić z Tobą, ale nie chcę ich spędzić z Twoimi rodzicami i rozwydrzoną siostrą, możemy pójść na wigilię do Kary, będzie rodzinnie i będziemy razem. W końcu moja rodzina to też rodzina prawda? - mruknął unosząc brew, bo chyba nie chciała powiedzieć, że jego rodzina jest gorsza? Do nich nie będzie chciała iść, bo Kara się na nią krzywo popatrzy, a na Haydena Dagny będzie dopiero zezować. To wszystko działało w dwie strony, zawsze. Miał takie samo prawo do spędzania świąt ze swoimi bliskimi, jak ona ze swoimi.
- No okej… a skąd wiesz, że nie? - zapytał oczywiście sobie żartując - może jak byłaś w pieluchach to powiedziałem do Franka żeby lepiej Cię pilnował, bo kiedyś jak już będziesz dorosła to Cię poderwę teraz Frank mi wisi hajs - chciał takim żarcikiem trochę rozładować sytuację, bo czuł, ze jest jednak nieco napięta, a przecież miało być miło i przyjemnie. Zostało im jeszcze dużo kolorów do wybrania!
- To wtedy zobaczymy czy Twój uniwersytet i ten w tym miejscu, w którym dostałbym pracę, miałyby możliwość nawiązania współpracy co do Twoich przenosin i mogłabyś studiować tam, albo bym poczekał aż skończysz studia… albo byłbym tydzień tu i tydzień tam, coś byśmy wymyślili - on w to wierzył, że jakoś daliby radę. Na razie się oczywiście nie mieli czym martwić, bo jeszcze ani jedno, ani drugie, nie dostało super możliwości nowej pracy. - Po prostu się zapytam o co mu tak naprawdę chodzi i dlaczego ma Ci za złe to, że mu nie powiedzieliśmy, a ze mną się jakoś dogadał - Lyons szczerze wątpił w to, że teraz będzie jakaś kłótnia większa niż fakt, że się spotyka z Frankową siostrą.
-Kara i deser… - nie wiedział, że Kara potrafi takie rzeczy, był szczerze zdziwiony - a co rozmawiałaś z nią o tym? - zapytał, bo wątpił w to, że sama na to wpadła, tym bardziej, ze przecież Kary nie lubiła. - Wcale tak nie pomyślą, zrozumieją. W końcu to chyba normalne, że wolę spędzać święta ze swoją rodzinę niż z nimi, nie mieliby mi tego za złe. Twoi rodzice dobrze wiedzieli jak wyglądała sytuacja po śmierci mamy i taty, nie zaprosili mnie wtedy na wigilię, pomimo tego, że podobno nasze mamy się przyjaźniły tak samo jak ja i Frank, także na bank nie będą mieć mi za złe, że nie przyjdę - skwitował, bo taka była prawda! To przecież nie były pierwsze święta bez jego rodziców.
- Jesteś pewna? - zapytał, bo skoro tak stawiała sprawę no to okej - możemy odwiedzić też moich dziadków, oni co roku spędzają święta sami - to chyba rzeczywiście było bardzo Lyonsowe żeby się nie integrować z rodziną. Straszni z nich indywidualiści. - Chciałbym żebyśmy spędzili ten czas razem, ale naprawdę czułbym się niekomfortowo w towarzystwie Twojej rodziny… możemy zrobić jeszcze tak, że wpadnę później? Wieczorem jak się już wszystko uspokoi, przyjdę, złożę Twoim rodzicom życzenia i pójdziemy do Ciebie oglądać Kevina? - no starał się jak mógł żeby to wszystko jakoś pogodzić, żeby każdy miał coś.
- Yhym… czyli teraz juz nie chcesz żebyśmy razem mieszkali? - zapytał, bo on już serio nie wiedział o co jej chodzi. Wolał się więc dopytać co nie?! - Ci ludzie, z którymi byłem na szkoleniu bardzo Cię polubili z moich opowieści, a będziemy teraz spędzać ze sobą dużo czasu więc pewnie ich poznasz i będą się cieszyć naszym szczęściem - postarał się znaleźć jakieś plusy ale rzeczywiście było ciężko. Wszyscy dookoła uważali, że ich związek jest dziwny, mogli go zaakceptować ale zdania nie zmienili. - A co z Twoją rodziną i Twoimi przyjaciółmi? - odbił piłeczkę, bo wiedział, że w jej przypadku było podobnie. - Sama wiesz jaka jest moja rodzina, nie jesteśmy wylewni i jeżeli Kara Cię do tej pory nie zabiła to raczej oznaka tego, że widzi, że jestem szczęśliwy i jej to wystarcza - pewnie gdyby sądziła, że utknął w związku bez przyszłości to, by inaczej z Fin rozmawiała. - A co do przyjaciół… nie oczekuj zbyt wiele. Przyjaźnią sie z Twoim bratem, to i tak dobrze, że ze mną rozmawia, a Scott jest emocjonalną amebą więc… - i wzruszył ramionami. No kolegował się w większości z facetami, a każdy z nich zgrywał twardziela i nie będą przecież gadać o szczęściu i tak dalej, skoro można się napić i oceniać dupy w telewizji. - Rozumiem, możesz mi mówić o wszystkim, ale nie mamy wpływu na innych ludzi, nie możesz się tym zamartwiać. Nie jesteśmy razem dla kogoś tylko dla siebie i nikomu nie musimy nic udowadniać - powiedział przytulając ja do siebie i pocałował w czubek głowy.
- To nic, wiem że łatwo jest mi mówić żebyś o tym zapomniała ale rozumiem, że to ciężka sprawa. Staraj się o tym nie myśleć… może chcesz porozmawiać o tym z jakimś specjalistą? - zapytał, bo to przecież żaden wstyd iść do psychologa czy jakiegoś terapeuty. - jak potrzebujesz to płacz, będę obok Cię głaskać po włosach - mruknął jeszcze i cmoknął ją w szyję, nie wiedział co ma zrobić i co powiedzieć żeby ją podniesć na duchu, najlepiej było po prostu wyrazić chęć pomocy i obiecać, że będzie obok, gdy będzie go potrzebować. Zawsze był.
_________________

    When you were lonely, you needed a man someone to lean on,
    well I understand it's only natural but why did it have to be me?
[Profil]
 
 
Finley Bowden


-


kończy liceum, dorabia w obserwatorium

hayden to jej future baby daddy

Lives in
blue velvet



Wysłany: 2018-12-06, 21:41   
  
finny

  
bowden

  

  

  

  

  

  
17 yo

  
151 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


- Wcale nie. To zawsze może być czas spędzony z bliskimi i z ładnymi prezentami, bez religijnej otoczki - zmarszczyła brewki, no bo czemu nie? Data dobra jak każda inna, a czemu nie skorzystać z takiej okazji? Prezenty są fajne, jedzenie też, no same plusy.
- Kara mieszka w przyczepie, tam się ledwo zmieści nawet indyk na święto Dziękczynienia - uniosła brwi, bo teraz to Hayden totalnie wymyślał, nie mogą im się wpraszać na chatę, jak tam nawet nie ma gdzie uciec. A łazienka jest za cienkimi drzwiami z dykty i to jedyny zamykany pokój w całej przyczepie. - Zresztą, wylądowałam w szpitalu, a potem miałam rozprawę sądową i jakoś z tego powodu się Dagny do mnie nie odezwała, więc czemu ma się odzywać teraz, na święta? - no spojrzała na niego z powątpiewaniem, mają duży dom, każdy łatwo znajdzie kąt dla siebie w którym można się schować. A przy okazji Hayden pozna jej kuzynów, którzy byli fajni czy Franka Seniora, który jest w jaszczurkach więc w teorii ma więcej na sumieniu niż Hayden.
- To nie jest zabawne - pokręciła głową, nie lubiła myśleć o tym że poznali się kiedy była aż takim bobasem, zbyt często oglądał ją nago żeby je wspominać, okej.
- Okej, wymyślimy - skinęła lekko głową, bo w sumie kompletnie bez sensu teraz gdybali, skoro na nic takiego się nie zapowiadało i dopiero co dostał pracę tutaj. W tej chwili było dobrze, a zaraz zobaczymy czy się w ogóle gdzieś dostanie na studia. Ostatecznie pracę też ma w Seattle, więc jak to nie wyjdzie, nie będzie zostawiona z niczym i kasą w Tesco czy czymś.
- Niee, naprawdę. Nie chce żeby myślał że napuszczam cię na niego czy coś, zostaw to, będzie jak będzie - wzruszyła ramionami, trochę przeinaczając Frankowe 'jest jak jest'. Nie chciała być między dwójką przyjaciół, wolała być zadowolona z tego że jednak się dogadali, mimo wszystko. Nie chciała tego psuć.
- Tak, jak się ostatnio widziałyśmy zaproponowała zrobienie czegoś na święta, więc zaproponowałam że przyjdziemy na deser. Z deserem - podkreśliła, bo jednak.. no nie wiedziała czy Kara tam ma w ogóle jakiś piekarnik, co nie - przecież to przyczepa, czy ona w ogóle tam ma jakiś piekarnik? Dlatego uznałam że lepiej nie wymagać od niej robienia indyka czy jakiejś większej uczty, zjedzą sobie z Callumem, a deser mieliśmy przynieść my. Ale skoro chcesz być na święta sam, to ty możesz deser przynieść przychodząc do niej na obiad - wzruszyła ramionami, NO JEGO WYBÓR, nie będzie go przecież zmuszać, tak. I w sumie nie było tak że jej nie polubiła, po prostu czuła jej niechęć i dystans i nie chciała się narzucać.
- Masz dziwne punkty odniesienia... wtedy Frank był poza miastem i robił karierę, a jak wpadał to chyba nie myślał o swoich kumplach w Seattle, tylko o jedzeniu mamy - wzniosła oczy ku niebu - poza tym nie masz być tam dla nich tylko dla mnie. To znaczy nie masz być, bo nie chcesz być - no musiała sprostować, bo jedna rozmowa z Frankiem i jego obietnica że przyjdzie na święta poszła w pizdu i jeszcze dalej. Nie mogła nie pomyśleć o tym, że jakby powiedział że to na wcześnie na wprowadzenie się, to Hayden też by nagle uznał że mogą jeszcze rok poczekać, CZEMU NIE.
- No przecież nie zwiążę cię i nie wsadzę do bagażnika żeby na święta zawieźć - rzuciła zirytowana, wywracając oczami. A potem zmarszczyła brwi - mam jechać na święta do Twoich dziadków, którzy nie wiedzą o moim istnieniu i mogą uznać mnie za harcerkę sprzedającą ciastka w okolicy? - no denerwował ją teraz, może zaraz powie że hej, pójdą sobie do schroniska dla ubogich, lać zupę, zrobić coś dla biednych i może narobić trochę pozytywnej karmy, która może do nich wrócić? Inna sprawa że w sumie uważała za super dziwne że ani dziadkowie nie zaprosili wnuków, ani wnuki nie zaprosili ich, żeby sami nie siedzieli i żeby jednak im z tym wszystkim pomóc, skoro to były starsze osoby... nieładnie ze strony Lyonsów.
- Kolacja jest wieczorem, więc chcesz wpaść później, jak wszyscy pójdą spać, koło czwartej w nocy, wspiąć się do okna? - chyba udzielał jej sie trochę jego sarkazm przy okazji ich kłótni, ale no naprawdę, wkurzał ją okej - jeśli chcesz spędzać święta razem to wiesz gdzie mnie znaleźć - podsumowała, wzruszając ramionami.
- Co? Niee, przecież mówię o tym co powiedziałam u Ciebie, przed kupieniem mieszkania - pokręciła głową i westchnęła ciężko. - To ty mi jeszcze nie dałeś kluczy... w sumie wymieniłeś już je na nowe? - no tak zapytała, z ciekawości, bo miał to zrobić, po dawnych właścicielach, ale nie wiedziała czy nie zapomniał. Jak zapomniał to mu przypomni, jako dobra dziewczyna.
- Zobaczymy - skwitowała tylko tych przyszłych przyjaciół, bo kto wie czy Hayden im powiedział ile ma lat? Jak ją zobaczą albo usłyszą o liceum, to mogą zmienić zdanie, ale nie miała siły o tym myśleć.
- Połowa mojego rodzeństwa cię lubi, rodzice też, a moja mama nie powiedziała mi że jestem nienormalna albo głupia kiedy powiedziałam że cię kocham, tylko się uśmiechnęła na to. A przyjaciele to zależy, Baby się cieszyła jak wróciliśmy do siebie... tym ostatnim razem - wyjaśniła, bo w sumie Fred do tego średnio podchodził, ale to facet i to na dodatek zakochany w Baby, która woli Coltera, więc ma prawo hejtować starszych facetów swoich koleżanek. W sumie jej przyjaciółki były bardziej wspierające, okej.
- No wiem że nie mamy wpływu - westchnęła, i tak było jej przykro. Ale nie przeszkadzało jej to w pocałowaniu go zaraz potem i przeczesaniu palcami jego włosów - też jestem z Tobą szczęśliwa, bardzo bardzo - zapewniła go, ocierając się noskiem o jego nosek - i kocham cię nawet kiedy mnie wkurzasz - dodała, unosząc brwi i całując go zaraz potem znowu w usta. Bardzo często ją wkurzał, więc ciężko by było inaczej, hehs. Żarcik, nie było aż tak źle. Przytuliła się do niego zaraz potem, bo zawsze czuła się bezpiecznie i cudownie w jego ramionach. Przez chwile tak siedziała, dopóki nie zaproponował tego co zaproponował. Uniosła się nieco i spojrzała na niego - pomyśle o tym, jak boks nie pomoże - skinęła lekko głową, bo czułaby się mega dziwnie rozmawiając o tym z kimś, czy w ogóle, opowiadając obcemu człowiekowi o swoim życiu. Ale cóż, może Hay miał racje i jednak coś by to dało? - Okej, postaram się nie zasmarkać ci całej koszulki - obiecała, unosząc brwi i uśmiechając się lekko. Było jej już trochę lepiej jak o tym porozmawiali, pocałowała więc go znów, czule i tym razem trochę bardziej namiętnie niż wcześniej. Objęła go zaraz potem za szyję, przytuliła się mocno i pocałowała go w szyjkę - to co, teraz gabinet czy kuchnia? - zapytała, bo mieli wybierać kolorki, a zamiast tego ona się rozkleiła, a on wymyślał na temat świąt, ech.
_________________
  
[Profil]
  MULTI: nora, callie, perry, scott, gal, joey
 
Hayden A. Lyons


Wysłany: 2018-12-08, 19:52   
  


- Yhym.. czyli nie trzeba śpiewać świątecznych piosenek, ubierać choinki, mieć jakiś aniołków rozłożonych po kątach? No jeżeli ogarniemy wszystko tak jakby to była zwykła, niedzielna obiadokolacja to okej - wzruszył ramionami, bo dobrze wiedział, że tak się nie stanie. Przecież cała magia tych dni opierała się na dekoracjach i świątecznym żarciu. - Nie przesadzaj, nie jest wcale taka mała ta przyczepa, zmieścilibyśmy się we czworo i zostałoby sporo miejsca na indyka - zmarszczył czoło - czemu dyskryminujesz moją siostrę? Twoja rodzina jest lepsza, bo macie duży dom? Przykro mi Fin, ale z tego co mówisz to wygląda tak, że albo spędzimy święta z Twoją rodziną i do tego będę się musiał podporządkować albo nie spędzimy ich razem - powiedział wywracając oczami i tak, zrobiło mu się smutno. Może nie byli super zgraną rodziną ale jeżeli miał wybierać gdzie spędzać święta to wolał to zrobić w towarzystwie swoich bliskich. Argumenty i chęć jakiegokolwiek kompromisu jak zwykle nie koniecznie trafiały do Fin.
- Jezu Fin... mam Ci napisać na kartce żebyś zrozumiała? Wysłać sms? - zapytał, bo nie wiedział jak jeszcze miał to wyjaśnić. Przecież mówił, że nie chciał spędzać świąt z jej rodziną, a na bank nie całych, nie czuł się tam dobrze, wiedział, ze będzie syf jak tylko powiedzą, że chcą razem zamieszkać i na bank nie będzie wesoło, a dodatkowo wszyscy będą się dziwić dlaczego Hayden nie chce składać życzeń, dzielić się opłatkiem, ani śpiewać kolęd. - Chcę spędzić święta razem z Tobą, ale nie z Twoją tatą, mamą, durną siostrą i widokiem naburmuszonego Franka, z którym nie możesz się dogadać... albo jeszcze lepiej, spotkać Twoich dalszych krewnych i spędzać święta z obcymi ludźmi, a Ty nie możesz ich spędzić z moimi dziadkami, bo ich nie znasz... dlaczego żyjemy w podwójnych standardach co? - zapytał i westchnął sobie cicho - chcę to jakoś pogodzić, a Ty mi dajesz ultimatum, że albo tak albo wcale - pokręcił głową i w sumie to już nie za bardzo miał coś jeszcze do dodania.
- Połowa? Proszę Cię... twój starszy brat mnie prawie nie zna, Frank jest po prostu nie obrażony, nie wiem czy to jest jakiś wielki plus... o siostrze mówić nie muszę, bo wiadomo jak jest. Twoja mama nie będzie Cię przecież wyzywać dlatego, że się w kimś zakochałaś.. byłaby wtedy bardzo złą mamą - przyznał, tak przynajmniej myślał. Jaka matka, by na słowa córki, ze kogoś kocha mówiła, że jest idiotką. Pewnie mama Joey i Jolly.
- Dobrze, że się przynajmniej w tym zgadzamy - mruknął i uśmiechnął się delikatnie na słowa o tym szczęściu i kochaniu. To było najważniejsze. Lubił te momenty, w których mógł trzymać ją w ramionach. To było bardzo miłe uczucie i nie zamieniłby tego na nic innego.
- Zobaczmy co będzie z tym gabinetem... ja stoję wciąż murem za tym granatowym... będzie idealnie pasować do dębowego biurka - pokiwał głową, bo pewnie już zamówił takie ładne biurko, które pewnie było mniejszym odpowiednikiem biurka prezydenta z Białego Domu, bo Hayden to by chciał takie biurko prezesa, z prawdziwego drewna.
_________________

    When you were lonely, you needed a man someone to lean on,
    well I understand it's only natural but why did it have to be me?
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,18 sekundy. Zapytań do SQL: 6