menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Rock Box
Autor Wiadomość
frankie campbell


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od zawsze z przerwami


udaję szczęśliwą żonę,

czekając aż mąż kopnie w kalendarz

Wysłany: 2019-08-30, 15:29   
  
frankie

  
campbell

  

  

  

  

  


  
I Am Fucking Crazy, But I Am Free

  
28 yo

  
164 cm

  


Wszystko się rozchodziło wokół Berry. Przyjechała tutaj, uciekając od codziennego życia i błędów do jakich doprowadziła w przeszłości, a wyjeżdżała stąd, uciekając od kolejnych błędów, które przywiozła ze sobą. Krąg się zamykał, a ona w całej beznadziejności swojego życia zdawała się momentami tonąć. Były jednak momenty, w których udawało jej się zaczerpnąć powietrzem, tak głęboko, ze miała wrażenie jakby się zachłysnęła. Ale to było dobre, bo czuła się wolna i pozbawiona trosk. Tych chwil zaczynało się mnożyć i dzięki temu mogła odetchnąć z odrobiną ulgi. Na przykład dzisiaj.
- Wierz mi, że ja chyba też, ale jeśli mam się wygłupić to przynajmniej zrobię to z Tobą, a nie sama. Może będą patrzeć nieco przychylniej - wyszczerzyła się w odpowiedzi. Nie pamiętała kiedy ostatni raz była w jakimś klubie. Czuła się trochę jak nastolatka, która pierwszy raz wyszła z domu, okłamując rodziców, że dzisiaj będzie nocowała u koleżanki. - Ale to co będę wiedział to będę podpowiadała. Najwyżej będziemy się ratować nawzajem - uznała po namyśle.
- O proszę, to ja na odwrót, po pracy przesiaduję w barach, bo ciężko mi wracać do domu. Brzmię jak straszna suka i zdaję sobie z tego sprawę, ale już nie mam siły. Być gospodynią, pielęgniarką, uśmiechniętą Frankie taką jak zawsze. Każdy czegoś ode mnie chce, a ja już nie daje rady - jęknęła, opierając się z rozmachem o bar. - Ale Ciebie też podziwiam i współczuję, naprawdę. Już dość przeszłaś… Sytuacja jest bardzo poważna? - zapytała ze zmartwioną miną. Skoro jej się wali to chociaż niech inni mają lżej. Naprawdę czasami nie mogła uwierzyć w to jaki świat jest niesprawiedliwy, a nic nie mogła z tym zrobić.
- Ciężko z nim, w zasadzie coraz gorzej. On chyba sam nie chce w to wierzyć, ale ja widzę jak znika w moich oczach - wytłumaczyła cicho. Cień dawnych lat wciąż malał, ale ciężar się nie zmniejszał.
- Dzięki, naprawdę to właśnie chciałam usłyszeć. To właśnie powinna zaproponować prawdziwa przyjaciólka - odpowiedziała z uśmiechem, zupełnie serio. Obecnie tego jej było trzeba. Zdruzgotać się jak za starych lat, a następnego dnia narzekać na kaca, obżerając się pizzą.
- Widujecie się jakoś? - zapytała, słysząc tą informację. Wiedziała, że Callie musi być z tym ciężko. - Myślałam nad pielęgniarką, wiele razy, ale on się nie zgadza. Na szczęście raz na jakiś czas przychodzi ktoś do opieki, a ja tak jak dzisiaj mogę trochę od tego odpocząć - wyznała, wbijając wzrok w ziemię. Z jednej strony czuła się podle, a z drugiej wiedziała, że jej mąż postępuje egoistycznie, ale hej. Był umierający to przecież nie mogła go obwiniać! Mogła?
_________________
[Profil]
 
 
CALLIE LANGDON


Lives in
white flower valley

w Berrylane od zawsze


jest policjantką na okolicznym posterunku

goni duchy z przeszłości

Wysłany: 2019-09-05, 22:28   
  
Calliope

  
Langdon

  

  

  

  

  


  
`

  
27 yo

  
169 cm

  


To miasto było trochę przeklęte, nie ma co ukrywać. Jak tylko opuszczało się jego granice, to nagle człowiekowi się jakoś tak lżej na duchu robiło. I co z tego, że w wielkim mieście też są wypadku, zabójstwa, no i w ogóle, cały ten przestępczy bajzel. Nie było aż tak drastycznie jak w Berry... okej, czasem było i to o wiele bardziej, ale wiadomo o co chodzi. Seryjny morderca prześladujący ludzi w małym mieście to zawsze większy szok, niż w dużym, gdzie tych ludzi jest więcej i nie znają sie aż tak dobrze. - Albo upijemy się tak bardzo, że cokolwiek się stanie, rano i tak nie będziemy pamiętać - zaproponowała, chociaż chyba nie powinna. Jeszcze znajdzie się pod czyimiś drzwiami, zamiast swoimi i co wtedy? Po alkoholu ludzie robili bardzo dużo różnych głupot, dlatego powinna pić tylko tyle, żeby nad sobą zapanować... i nie chlać do nieprzytomności z Jacobem.
- Wcale nie jesteś suką - zmarszczyła brwi - każdy musi jakoś odreagować tyle obowiązków - dodała zaraz potem, bo Frankie była trochę święta, że aż tyle utrzymywała na swoich barkach każdego dnia. - Sama nie wiem. Jest w szpitalu, przyjmuje terapie, ale nie znam aż takich detali. Jest silna, to najważniejsze... - skinęła lekko głową, przekonując sama siebie. Prawda była taka, że trochę bała się pytać wprost o to, wolała odwracać uwagę od tej sprawy zarówno brata, jak i przyszłej bratowej. Zmarszczyła lekko brwi - i to żaden wstyd, że potrzebujesz w tym wszystkim pomocy - dodała, bo hej, nie mogła się obwiniać, po prostu nie. Sama zaraz zwariuje, przecież Callie dobrze widziała, że była na skraju załamania nerwowego. Martwiła się o nią!
- Jest w ogóle jakaś... nie wiem, alternatywna terapia, rehabilitacja czy coś takiego? Kasą się nie musicie przejmować, kasę zawsze jakoś się zorganizuje - pokiwała głową, coś się zawsze wymyśli. Ona jako policjantka niewiele mogła się dorzucić, ale wiadomo, są różne zrzutki, festyny, coś zawsze się da zrobić.
Uśmiechnęła się na jej kolejne słowa, chociaż trochę czuła, że na nie nie zasługuje. Po śmierci Matthew odcięła się od wszystkich na prawie dwa lata, w tym także od Frankie, która jej wtedy potrzebowała - daj spokój - mruknęła cicho, wzdychając sobie. Zaraz potem dopiła drinka i zamówiła im po kolejnym, żeby uciec wzrokiem.
- Tak... czasem - odpowiedziała, lakonicznie, przygryzając na moment wargę. To było głupie, że tyle o nim myślała, ale nie mogła nic na to poradzić - to Twoja decyzja, postaw go przed faktem dokonanym. Wykończysz się i już w niczym mu nie pomożesz - zauważyła, marszcząc z troską brwi.
_________________
[Profil]
  MULTI: scott, elf, wolfie, joey, fin, nora, gal, lea, maia, perry, ada
 
frankie campbell


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od zawsze z przerwami


udaję szczęśliwą żonę,

czekając aż mąż kopnie w kalendarz

Wysłany: 2019-09-09, 14:49   
  
frankie

  
campbell

  

  

  

  

  


  
I Am Fucking Crazy, But I Am Free

  
28 yo

  
164 cm

  


Niby takie przeklęte, a jednak coś zawsze sprawialo, że te wszystkie jednostki, które tak narzekały, i tak pozostawały mu wierne. No bo jak na przykład było z taką Frankie? Miała przyjechać tutaj tylko na chwilę, załatwić obowiązki i znowu pożegnać się z tą mieściną, a z każdym dniem czuła, że coraz mocniej zapuszcza tu korzenie. I mimo, że tak mocno starała się o sprzedanie rodzinnego domu, zaczynało do niej dochodzić, że chyba po prostu robi to „bo tak”, bo tak musi, bo tak wypada, a w rzeczywistości było jej nawet na rękę, że Janey wcale nie podzielała jej pomysłu.
- O to, to. Najlepsze rozwiązanie, a zawsze będziemy mogły zwalić na niewielką ilość krwi w alkoholu - pokiwała ochoczo głową, bo idea sama w sobie wydawała się być niezwykle logiczna. Jeśli coś się stanie, a nie będą tego pamiętać, to prawie tak jakby nie stało się nic. A w razie czego można o prostu udać, że się nie pamięta tak czy siak i sprawnie wymazać błąd z życiorysu.
- Dzięki, dobrze to usłyszeć od kogoś, bo moje wyrzuty sumienia mnie zabijają - jęknęła, jednocześnie próbując się uśmiechnąć. Gdyby Jednak Callie wiedziała, co Franka wyrabia po godzinach, może wcale już nie myślałaby o niej jak o takiej świętej. - Dobrze, że ma wsparcie. Wiesz, pamiętaj, że jakbyś potrzebowała takiego ode mnie to możesz na mnie liczyć i nawet mogę z Tobą polatać po szpitalach jakbyś chciała - zadeklarowała się. Po wypowiedzi Callie wywnioskowała, że takiej potrzeby prawdopodobnie nie będzie, bo sama niekoniecznie chce się w to pakować, ale jakby zmieniła zdanie to Frankie zawsze będzie do dyspozycji.
- Cały czas chodzimy na terapie, ale wydaje mi się, że chyba niewielkie szanse są na to żeby coś się poprawiło. A wiesz co jest najgorsze? Jestem prawie pewna, że jakby się poprawiło to wreszcie dostałabym zielone światło żeby pójść dalej - mruknęła pod nosem, pod tymi słowami przekazując decyzję, która chodziła jej po głowie zanim dowiedziała się, że jej mąż jest chory. Chciała rozwodu, a wszystko musiało się popieprzyć w jednej chwili.
- Może i masz rację. Chyba po prostu sumienie mnie zżera i przez to się tak mocno podporządkowuje, ale dałam sobie wejść na głowę - skrzywiła się, bo taka była prawda i mimo, że to widziała, jej umysł zdawał się to ignorować. A ile jeszcze mogła znieść? Halo, potrzebowała wreszcie odrobiny życia!
_________________
[Profil]
 
 
CALLIE LANGDON


Lives in
white flower valley

w Berrylane od zawsze


jest policjantką na okolicznym posterunku

goni duchy z przeszłości

Wysłany: 2019-09-25, 23:06   
  
Calliope

  
Langdon

  

  

  

  

  


  
`

  
27 yo

  
169 cm

  


To miasto pewnie było ulokowane jak ta wyspa z LOST, na czymś dziwacznym pod spodem. Może gdyby ktoś się pofatygował do tych wszystkich podziemnych kopalni, to znalazłby albo jakiegoś demona do pokonania albo inne złoża czegoś, co magicznie sprawiało, że tyle zła się tutaj kumulowało. I może by sie znalazł jakiś sposób na neutralizację? Callie niby była realistką i nie wierzyła w żadne takie magiczne moce, ale kiedy aż tyle się złego dzieje i naprawdę nic nikt nie wie, nic nikt nie widzi i tak długo nie potrafi ująć sprawcy, to cholera frustruje i takie są wnioski.
- Krwi w alkoholu? - wyłapała jej pomyłkę i zaśmiała się wesoło. Alkohol już chyba dawał się we znaki, no chyba że to jednak było specjalnie i będzie samo alko w ciele, a niewiele w nim krwi. Obie opcje mi się podobają!
- Zagłębianie się w to i użalanie to nigdy nie jest dobry pomysł. Więc chodź, pijemy - skinęła lekko ponaglająco i wskazała na alkohol, nie ma co czekać. Przyszły tutaj tańczyć, pić i się dobrze bawić. Póki co jednak chwilę jeszcze porozmawiały, pozwalając się Frankie wygadać. Callie jeszcze nie do końca była gotowa na takie zwierzenia, aż tak dużo się po drodze nie wydarzyło jeszcze w tym momencie i dopiero miała kilka głupich myśli w swojej głowie. Takich, którymi przecież wcale się nie trzeba przejmować, lepiej się skupić na tym co robią tu i teraz, czyli zabawa, zapomnienie. Po chwili zniknęły na parkiecie, gdzie trzeba było spalić alkohol i całą tą złą energię, no i to właśnie zrobiły! A po wszystkim, nad ranem taksą wróciły do Berrylane, zasypiając po drodze, ale pan taksówkarz był miły i odstawił je pod dom Callie, nie sprzedał na narządy, ok.

/zt x2
_________________
[Profil]
  MULTI: scott, elf, wolfie, joey, fin, nora, gal, lea, maia, perry, ada
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,29 sekundy. Zapytań do SQL: 8