• Zaloguj
  • Rejestracja
  • Berrylane :: Rock Box
    nieznajomy
  • ABY FORUM DZIAŁAŁO PRAWIDŁOWO, ZALECAMY WYKONANIE TWARDEGO RESETU - CTRL + F5, CTRL +FN +F5 LUB COMMAND +OPTION +R
  • Wraz z majem w centrum Berrylane ruszyły przygotowania do obchodów Armed Forces Day. Tegoroczny festyn zostanie wzbogacony o grę terenową.
  • Policja donosi, że na terenach White Hills, dookoła drzwi wielu domów nieznany sprawca rozmazał czerwoną ciecz. Zgłoszono też znalezione w okolicy niepokojące ołtarzyki.
  • W Crimson Woods zauważono tajemniczą wycinkę drzew, a władze miasta milczą na ten temat.
  • Granica między gangiem, a praworządnymi mieszkańcami Berrylane w ostatnim czasie zaczęła się zacierać - zaleca się omijać tereny Pink Waters.
  • WYKORZYSTAJ SWÓJ KUPON - WARUNKI REALIZACJI KUPONÓW GRACZA
  • DZIENNIKI ODZNACZEŃ - ZBIERAJ PUNKTY I WYMIENIAJ JE NA NAGRODY
  • #5 WIADOMOŚCI MAJ/CZERWIEC
  • ZADANIA LOSOWE
  • UWAGA! ZAGINĄŁ EDWARD R
  • - SZYBKIE POSZUKIWANIA ZNAJDŹ PARTNERA DO GIER
  • urodzinowa loża - wyniki głosowania
  • Stevie / ANKO
    Colter / Maja
    Lilianne / Lilka
    Bowie / Ania
    Raine / Ada


    Berrylane Strona Główna » Seattle » Downtown » Rock Box
    Poprzedni temat «» Następny temat
    frankie campbell










    2019-08-30, 16:29


    Wszystko się rozchodziło wokół Berry. Przyjechała tutaj, uciekając od codziennego życia i błędów do jakich doprowadziła w przeszłości, a wyjeżdżała stąd, uciekając od kolejnych błędów, które przywiozła ze sobą. Krąg się zamykał, a ona w całej beznadziejności swojego życia zdawała się momentami tonąć. Były jednak momenty, w których udawało jej się zaczerpnąć powietrzem, tak głęboko, ze miała wrażenie jakby się zachłysnęła. Ale to było dobre, bo czuła się wolna i pozbawiona trosk. Tych chwil zaczynało się mnożyć i dzięki temu mogła odetchnąć z odrobiną ulgi. Na przykład dzisiaj.
    - Wierz mi, że ja chyba też, ale jeśli mam się wygłupić to przynajmniej zrobię to z Tobą, a nie sama. Może będą patrzeć nieco przychylniej - wyszczerzyła się w odpowiedzi. Nie pamiętała kiedy ostatni raz była w jakimś klubie. Czuła się trochę jak nastolatka, która pierwszy raz wyszła z domu, okłamując rodziców, że dzisiaj będzie nocowała u koleżanki. - Ale to co będę wiedział to będę podpowiadała. Najwyżej będziemy się ratować nawzajem - uznała po namyśle.
    - O proszę, to ja na odwrót, po pracy przesiaduję w barach, bo ciężko mi wracać do domu. Brzmię jak straszna suka i zdaję sobie z tego sprawę, ale już nie mam siły. Być gospodynią, pielęgniarką, uśmiechniętą Frankie taką jak zawsze. Każdy czegoś ode mnie chce, a ja już nie daje rady - jęknęła, opierając się z rozmachem o bar. - Ale Ciebie też podziwiam i współczuję, naprawdę. Już dość przeszłaś… Sytuacja jest bardzo poważna? - zapytała ze zmartwioną miną. Skoro jej się wali to chociaż niech inni mają lżej. Naprawdę czasami nie mogła uwierzyć w to jaki świat jest niesprawiedliwy, a nic nie mogła z tym zrobić.
    - Ciężko z nim, w zasadzie coraz gorzej. On chyba sam nie chce w to wierzyć, ale ja widzę jak znika w moich oczach - wytłumaczyła cicho. Cień dawnych lat wciąż malał, ale ciężar się nie zmniejszał.
    - Dzięki, naprawdę to właśnie chciałam usłyszeć. To właśnie powinna zaproponować prawdziwa przyjaciólka - odpowiedziała z uśmiechem, zupełnie serio. Obecnie tego jej było trzeba. Zdruzgotać się jak za starych lat, a następnego dnia narzekać na kaca, obżerając się pizzą.
    - Widujecie się jakoś? - zapytała, słysząc tą informację. Wiedziała, że Callie musi być z tym ciężko. - Myślałam nad pielęgniarką, wiele razy, ale on się nie zgadza. Na szczęście raz na jakiś czas przychodzi ktoś do opieki, a ja tak jak dzisiaj mogę trochę od tego odpocząć - wyznała, wbijając wzrok w ziemię. Z jednej strony czuła się podle, a z drugiej wiedziała, że jej mąż postępuje egoistycznie, ale hej. Był umierający to przecież nie mogła go obwiniać! Mogła?


    maze
    maze, karma, teddy, ophelia, heath
     
    CALLIE LANGDON



    chyba już wyleczyła złamane serce


    ale gonią ją demony


    tak jak ona goni przestępców z Joshem

    Callie
    Langdon








      
    WHITE FLOWER VALLEY
       .

      
    W Berrylane jest od zawsze

      
    28 y.o.

      
    169 cm

      


    2019-09-05, 23:28


    To miasto było trochę przeklęte, nie ma co ukrywać. Jak tylko opuszczało się jego granice, to nagle człowiekowi się jakoś tak lżej na duchu robiło. I co z tego, że w wielkim mieście też są wypadku, zabójstwa, no i w ogóle, cały ten przestępczy bajzel. Nie było aż tak drastycznie jak w Berry... okej, czasem było i to o wiele bardziej, ale wiadomo o co chodzi. Seryjny morderca prześladujący ludzi w małym mieście to zawsze większy szok, niż w dużym, gdzie tych ludzi jest więcej i nie znają sie aż tak dobrze. - Albo upijemy się tak bardzo, że cokolwiek się stanie, rano i tak nie będziemy pamiętać - zaproponowała, chociaż chyba nie powinna. Jeszcze znajdzie się pod czyimiś drzwiami, zamiast swoimi i co wtedy? Po alkoholu ludzie robili bardzo dużo różnych głupot, dlatego powinna pić tylko tyle, żeby nad sobą zapanować... i nie chlać do nieprzytomności z Jacobem.
    - Wcale nie jesteś suką - zmarszczyła brwi - każdy musi jakoś odreagować tyle obowiązków - dodała zaraz potem, bo Frankie była trochę święta, że aż tyle utrzymywała na swoich barkach każdego dnia. - Sama nie wiem. Jest w szpitalu, przyjmuje terapie, ale nie znam aż takich detali. Jest silna, to najważniejsze... - skinęła lekko głową, przekonując sama siebie. Prawda była taka, że trochę bała się pytać wprost o to, wolała odwracać uwagę od tej sprawy zarówno brata, jak i przyszłej bratowej. Zmarszczyła lekko brwi - i to żaden wstyd, że potrzebujesz w tym wszystkim pomocy - dodała, bo hej, nie mogła się obwiniać, po prostu nie. Sama zaraz zwariuje, przecież Callie dobrze widziała, że była na skraju załamania nerwowego. Martwiła się o nią!
    - Jest w ogóle jakaś... nie wiem, alternatywna terapia, rehabilitacja czy coś takiego? Kasą się nie musicie przejmować, kasę zawsze jakoś się zorganizuje - pokiwała głową, coś się zawsze wymyśli. Ona jako policjantka niewiele mogła się dorzucić, ale wiadomo, są różne zrzutki, festyny, coś zawsze się da zrobić.
    Uśmiechnęła się na jej kolejne słowa, chociaż trochę czuła, że na nie nie zasługuje. Po śmierci Matthew odcięła się od wszystkich na prawie dwa lata, w tym także od Frankie, która jej wtedy potrzebowała - daj spokój - mruknęła cicho, wzdychając sobie. Zaraz potem dopiła drinka i zamówiła im po kolejnym, żeby uciec wzrokiem.
    - Tak... czasem - odpowiedziała, lakonicznie, przygryzając na moment wargę. To było głupie, że tyle o nim myślała, ale nie mogła nic na to poradzić - to Twoja decyzja, postaw go przed faktem dokonanym. Wykończysz się i już w niczym mu nie pomożesz - zauważyła, marszcząc z troską brwi.


    Paula
    gal, scott, fin, wolf, ada, elf, briony, joey, nora, maia
    chętnie zagram
     
    frankie campbell










    2019-09-09, 15:49


    Niby takie przeklęte, a jednak coś zawsze sprawialo, że te wszystkie jednostki, które tak narzekały, i tak pozostawały mu wierne. No bo jak na przykład było z taką Frankie? Miała przyjechać tutaj tylko na chwilę, załatwić obowiązki i znowu pożegnać się z tą mieściną, a z każdym dniem czuła, że coraz mocniej zapuszcza tu korzenie. I mimo, że tak mocno starała się o sprzedanie rodzinnego domu, zaczynało do niej dochodzić, że chyba po prostu robi to „bo tak”, bo tak musi, bo tak wypada, a w rzeczywistości było jej nawet na rękę, że Janey wcale nie podzielała jej pomysłu.
    - O to, to. Najlepsze rozwiązanie, a zawsze będziemy mogły zwalić na niewielką ilość krwi w alkoholu - pokiwała ochoczo głową, bo idea sama w sobie wydawała się być niezwykle logiczna. Jeśli coś się stanie, a nie będą tego pamiętać, to prawie tak jakby nie stało się nic. A w razie czego można o prostu udać, że się nie pamięta tak czy siak i sprawnie wymazać błąd z życiorysu.
    - Dzięki, dobrze to usłyszeć od kogoś, bo moje wyrzuty sumienia mnie zabijają - jęknęła, jednocześnie próbując się uśmiechnąć. Gdyby Jednak Callie wiedziała, co Franka wyrabia po godzinach, może wcale już nie myślałaby o niej jak o takiej świętej. - Dobrze, że ma wsparcie. Wiesz, pamiętaj, że jakbyś potrzebowała takiego ode mnie to możesz na mnie liczyć i nawet mogę z Tobą polatać po szpitalach jakbyś chciała - zadeklarowała się. Po wypowiedzi Callie wywnioskowała, że takiej potrzeby prawdopodobnie nie będzie, bo sama niekoniecznie chce się w to pakować, ale jakby zmieniła zdanie to Frankie zawsze będzie do dyspozycji.
    - Cały czas chodzimy na terapie, ale wydaje mi się, że chyba niewielkie szanse są na to żeby coś się poprawiło. A wiesz co jest najgorsze? Jestem prawie pewna, że jakby się poprawiło to wreszcie dostałabym zielone światło żeby pójść dalej - mruknęła pod nosem, pod tymi słowami przekazując decyzję, która chodziła jej po głowie zanim dowiedziała się, że jej mąż jest chory. Chciała rozwodu, a wszystko musiało się popieprzyć w jednej chwili.
    - Może i masz rację. Chyba po prostu sumienie mnie zżera i przez to się tak mocno podporządkowuje, ale dałam sobie wejść na głowę - skrzywiła się, bo taka była prawda i mimo, że to widziała, jej umysł zdawał się to ignorować. A ile jeszcze mogła znieść? Halo, potrzebowała wreszcie odrobiny życia!


    maze
    maze, karma, teddy, ophelia, heath
     
    CALLIE LANGDON



    chyba już wyleczyła złamane serce


    ale gonią ją demony


    tak jak ona goni przestępców z Joshem

    Callie
    Langdon








      
    WHITE FLOWER VALLEY
       .

      
    W Berrylane jest od zawsze

      
    28 y.o.

      
    169 cm

      


    2019-09-26, 00:06


    To miasto pewnie było ulokowane jak ta wyspa z LOST, na czymś dziwacznym pod spodem. Może gdyby ktoś się pofatygował do tych wszystkich podziemnych kopalni, to znalazłby albo jakiegoś demona do pokonania albo inne złoża czegoś, co magicznie sprawiało, że tyle zła się tutaj kumulowało. I może by sie znalazł jakiś sposób na neutralizację? Callie niby była realistką i nie wierzyła w żadne takie magiczne moce, ale kiedy aż tyle się złego dzieje i naprawdę nic nikt nie wie, nic nikt nie widzi i tak długo nie potrafi ująć sprawcy, to cholera frustruje i takie są wnioski.
    - Krwi w alkoholu? - wyłapała jej pomyłkę i zaśmiała się wesoło. Alkohol już chyba dawał się we znaki, no chyba że to jednak było specjalnie i będzie samo alko w ciele, a niewiele w nim krwi. Obie opcje mi się podobają!
    - Zagłębianie się w to i użalanie to nigdy nie jest dobry pomysł. Więc chodź, pijemy - skinęła lekko ponaglająco i wskazała na alkohol, nie ma co czekać. Przyszły tutaj tańczyć, pić i się dobrze bawić. Póki co jednak chwilę jeszcze porozmawiały, pozwalając się Frankie wygadać. Callie jeszcze nie do końca była gotowa na takie zwierzenia, aż tak dużo się po drodze nie wydarzyło jeszcze w tym momencie i dopiero miała kilka głupich myśli w swojej głowie. Takich, którymi przecież wcale się nie trzeba przejmować, lepiej się skupić na tym co robią tu i teraz, czyli zabawa, zapomnienie. Po chwili zniknęły na parkiecie, gdzie trzeba było spalić alkohol i całą tą złą energię, no i to właśnie zrobiły! A po wszystkim, nad ranem taksą wróciły do Berrylane, zasypiając po drodze, ale pan taksówkarz był miły i odstawił je pod dom Callie, nie sprzedał na narządy, ok.

    /zt x2


    Paula
    gal, scott, fin, wolf, ada, elf, briony, joey, nora, maia
    chętnie zagram
     
    Marcy Bowden









    2020-01-07, 22:13


    #ileśtam look

    Studia stawały się coraz cięższe. Myślała, że najgorsze miała już za sobą, ale niestety nie. Teraz to dopiero była impreza, ale idąc na medycynę wcale nie spodziewała się tego, że będzie przez cały czas leżeć i pachnieć. Wiedziała, że czeka ją ciężka praca i nauka po nocach, była na to gotowa. Nawet jeżeli ostatnio spała po 3-4 godziny. Da radę! Niedługo przecież koniec semestru. Teraz rozpoczynał się najgorszy okres. Zaliczenia, egzaminy i ewentualne poprawki. Starała się jednak żeby, tak samo jak w poprzednim semestrze, przejść wszystko za pierwszym razem i nie musieć chodzić później na poprawy. Dobrze jednak wiedziała, że nie samą szkołą człowiek żyje. Musiała w końcu wyjść do ludzi, a nie tylko siedzieć z nosem w książce, bo wtedy na pewno, by zwariowała. Ostatnio ojciec załatwił jej pracę w kasynie, ale tam ludzie nie zawsze byli mili więc Bowden nie miała tam zbyt wielu osób do rozmowy. Była tam też nowa, więc nie znała jeszcze wszystkich, może coś się rozkręci.
    W każdym razie, miło jej było, że się w końcu może poznać ze swoim prywatnym mędrcem-ślepcem. Dawno się nie widzieli, a musiała go wypytać o wiele, wiele, wiele rzeczy związanych z Jasmine i z jego nową pracą. Była mega, mega ciekawa co się u niego działo przez ten czas, w którym się nie widzieli.
    Dobrze, że umówili się w Seattle, przynajmniej miała blisko z uczelni i cały dojazd na miejsce nie zajął jej dużo czasu. Weszła do baru, w którym się umówili i rozejrzała się dookoła żeby odnaleźć przyjaciela. Jej było łatwiej hehe. Gdy w końcu Theodora wzrokiem odnalazła to przecisnęła się w jego stronę.
    - Zgadnij kto to! - powiedziała wesoło gdy już do niego podeszła. Nie musiała mu zasłaniać oczu, takie niespodzianki z nim to były jednak wygodne. Człowiek się nie namęczył! A jak już była obok to jeszcze się wysiliła i go cmoknęła w policzek na powitanie. - Nooo to co mi dzisiaj postawisz panie prawniku? - zapytała siadając sobie gdzieś obok na jakimś krzesełku, nie chciała tak od razu się go wypytywać o sprawy prywatne. Najpierw trzeba się napić! A ona była dzisiaj bardzo spragniona.


      So hard she's trying but her heart won't turn to stone, oh no
      She keeps on crying but I won't leave her alone.


    Pani Cyc
    hayden, ginevra, william, jolly, dawsey, laila,eliana, marshall, philemon, yennifer
     
    Theodore Emerson



    bawią się z Jasmine w związek


    i udaje, że bycie prawnikiem mu odpowiada


    a tak naprawdę cały czas czegoś mu brakuje

    Theodore
    Emerson








      
    CAPITOL HILL
       w berrylane bywa co jakiś czas

      
    Raz w życiu pomyliły mi się kroki i od tego czasu chodzę krzywo.

      
    34 y.o.

      
    182 cm

      


    2020-01-20, 14:59


    [28]

    Odkąd zamieszkał w Seattle faktycznie stał się nieco kiepskim przyjacielem – swoje wszelkie wędrówki rozdzielał między pracą a nowym mieszkaniem, w którym w tamtym czasie dość mocno lubił przebywać. Powód tego był dość prosty: Lou. Zachowywał się całkiem niesprawiedliwie, podejmując się podwójnej gry, ale przecież jego spawy z Jasmine nie zostały w jakikolwiek sposób zdeklarowane: spotykali się, rozmawiali, śmiali i to wszystko. Może więc całkiem świadomie unikał przy tym spotkań z Marcy, która dość mocno wypytywałby go o sprawy, o których mówić nie mógł i nie chciał. Teraz jednak znów się wszystko pozmieniało, a on zatęsknił za Bowden, która zdawała się mu obecnie jedyną normalną i pozbawianą dramatycznych uniesień osobą. Niekoniecznie podobało mu się za to to, że ta nadal prowadzi się z jakimś Vincem, co pewnie też należało do powodów tego ich chwilowego braku kontaktu. Czy było w tym coś z zazdrości? Pewnie tak. Wolał jednak uznawać, że po prostu mu nie ufa, chociaż przecież nigdy go jeszcze nie spotkał.
    – Babcia! – odparł radośnie, słysząc słowa Marcy. Niezbyt lubił tę zabawę w „zgadnij kto to”, bo jednak Bowden nie była pierwszą, która usiłowała być w ten sposób zabawna. Mimo to nigdy nie narzekał, nigdy nie wzdychał i nigdy nie krytykował tej formy powitania, bo przecież nie miał się o co złościć, prawda? Wolałby jednie, gdyby pod koniec tego fantastycznego dowcipu mógł faktycznie pozbyć się niewidzialnej chusty, która zawiązana była na jego oczach. – Co tylko chcesz, mam otwarty rachunek – powiedział z uśmiechem, po czym ruchem dłoni wezwał znajomą barmankę, którą nauczył się już wykorzystywać bez wyrzutów sumienia – za każdym razem, jak tu wpadał, poświęcała mu cały swój czas, traktując go jak króla. A przecież po prostu był ślepy... Pytaniem pozostawało, czy skacze tak nad nim dlatego, że jest go jej żal, czy może obawia się, że Emerson popisując się swoją niezdarnością, doprowadzi cały lokal do ruiny. Sam był już w połowie opróżniania kufla piwa, więc pozwolił Marcy zamówić co tylko chciała. – Co u ciebie? – zapytał na start dość neutralnie, chociaż bardziej kusiło go to, by odwołać tę ich podwójną randkę, o której mu wspominała.


    Maja
    Cedric | Colter | Percy | Remy | Rue
    zaraz wracam
     
    Marcy Bowden









    2020-01-21, 14:30


    Marcy do tej pory miała wystarczająco dramatów. Śmierć przyjaciółki, nieszczęśliwa miłość, zakopywanie ciała... dużo tego było, aż dziwne, że w tym wszystkim Bowden wciąż była pełną życia i skorą do wszelkiej pomocy osobą. Starała się teraz żyć na tyle spokojnie jak się da, nie robić dookoła siebie wielkiego zamieszania i dlatego jej życie było dość przyjemne. Jedyne czym się teraz stresowała to egzaminy, ale to dość normalne. Niestety, nie były najłatwiejsze. Całe szczęście, że przy spotkaniu z Tedkiem Marcy jeszcze nie wiedziała, że jej święty spokój niedługo zostanie zakończony. Nic nie może wiecznie trwać.
    - Fuck - mruknęła, bo może Marcy się zamieniała w Geralta z Rivii!? - A już myślałam, że nie zauważysz tych kilku dodatkowych zmarszczek i pierwszego siwego włosa - była zmęczona nauką, a to trochę wpływało na jej wygląd. Całe szczęście Theodore o tym wiedzieć nie będzie, co w sumie Marcy mocno pocieszało. Zastanawiała sie czy gdyby miał możliwość to zwracałby uwagę na wygląd i nie chciałby się z Bowden kolegować gdyby miała pełno pryszczy i tłuste włosy. Nie pytała, bo wolała żeby nie sądził, że uważa go za jakiegoś płytkiego czy coś. O dziwo trochę ją obchodziło jego zdanie na jej temat i wolała żeby myślał o niej tylko pozytywnie. - Hmm... czyli dzisiaj szalejemy - zaśmiała się, a gdy przyszła kelnerka to zamówiła sobie Cuba Libre, bo Marcy lubiła tak od czasu do czasu zostać piratem. - Ciężko, ledwo żyje przez te egzaminy - przyznała lekko się krzywiąc - ale dobrze, że się spotkaliśmy, bo jeszcze jeden wieczór w książkach, a to mnie musieliby reanimować w szpitalu - lubiła swoje studia, ale no bez przesady! - Opowiadaj jak w pracy, jestem bardzo ciekawa - cieszyła się, że wrócił do roboty. Każdemu to dobrze robi, takie wyjście do ludzi i zajęcie czymś swoich myśli, bo jak ktoś ma za dużo wolnego czasu to głupoty przychodzą do głowy.


      So hard she's trying but her heart won't turn to stone, oh no
      She keeps on crying but I won't leave her alone.


    Pani Cyc
    hayden, ginevra, william, jolly, dawsey, laila,eliana, marshall, philemon, yennifer
     
    Theodore Emerson



    bawią się z Jasmine w związek


    i udaje, że bycie prawnikiem mu odpowiada


    a tak naprawdę cały czas czegoś mu brakuje

    Theodore
    Emerson








      
    CAPITOL HILL
       w berrylane bywa co jakiś czas

      
    Raz w życiu pomyliły mi się kroki i od tego czasu chodzę krzywo.

      
    34 y.o.

      
    182 cm

      


    2020-02-03, 19:24


    Theo naturalnie nie miał najmniejszego pojęcia, że Marcy może mieć na głowie tyle kłopotliwych spraw – wydało mu się zawsze, że po prostu Bowden nie należy do tego typu osób. Skoro nie opowiadała mu nigdy o większych kłopotach, to po prostu ich nie miała, prawda? Naturalnie zbyt naiwnie spoglądał na tę ich znajomość, bo wcale nie znali się aż tak dobrze, by o podobnych sprawach dyskutować. I jeśli miałby być szczery, pewnie przyznałby, że jak najbardziej mu taka nieświadomość odpowiada – nie tylko nie chciał słyszeć o tym, jak Marcy kogoś gdzieś zakopała (w co i tak by nie uwierzył), ale i nie miał zamiaru dzielić się z nią własnymi demonami, a więc całą tą opowiastką o przyjaźni z psychopatycznym mordercą. Tak, nieświadomość niektórych spraw była całkiem dobra.
    – No wiesz, dla mnie i tak wyglądasz pięknie – wyszczerzył zęby w uśmiechu, co naturalnie posłużyć miało jako komplement – niestety z ust niewidomego człowieka takie zapewnienia brzmiały dość nieszczerze, a on sam dodawał do tego taki ton, jakby celowo zamierzał być złośliwy. Wierzył jednak, że Marcy jest piękną kobietą (kilka osób mu już o tym doniosło, czasem z dziwną zazdrością) i podejrzewał, że nawet teraz – zmęczona nauką, pracą, życiem – przyciąga spojrzenia wszystkich osób z baru. Jeśli więc w tej swojej ślepocie mógł dostrzec jakąś nową zaletę, to właśnie to, że łatwiej mu było się teraz przyjaźnić z kobietami. – Dużo masz ich jeszcze przed sobą? – zapytał, oczywiście mając na myśli te wszystkie męczące egzaminy. Nie miał pojęcia jak na medycynie to wszystko wygląda, więc ta jego ciekawość była jak najbardziej szczera. – To faktycznie dobrze, bo nie odwiedziłbym cię w szpitalu – stwierdził z lekkim skrzywieniem, bo nawet dla niej nie zdobyłby się na takie poświęcenie – po pierwsze nienawidził tego miejsca przez swój własny wypadek, a po drugie przez to, że teraz co chwilę musiał tam przebywać razem z Yas i jej ogromną rodziną. – Hm, no więc... niektórzy myślą, że bycie niewidomym to to samo, co bycie głuchym... – uśmiechnął się, wzruszył ramionami i kontynuował. – Niektórzy myślą, że utrata wzroku równa się utracie mózgu, no a jeszcze inni myślą, że się mogą tym ode mnie zarazić. Ale przynajmniej już mi pozwolili korzystać z drukarki! – a był to na pewno spory powód do dumy: móc naciskać odpowiednie guziczki, by drukować dla innych coś, czego sam i tak nie przeczyta.


    Maja
    Cedric | Colter | Percy | Remy | Rue
    zaraz wracam
     
    Wyświetl posty z ostatnich:   
    Odpowiedz do tematu
    Nie możesz pisać nowych tematów
    Nie możesz odpowiadać w tematach
    Nie możesz zmieniać swoich postów
    Nie możesz usuwać swoich postów
    Nie możesz głosować w ankietach
    Nie możesz załączać plików na tym forum
    Możesz ściągać załączniki na tym forum
    Dodaj temat do Ulubionych
    Wersja do druku

    Skocz do: