menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Burke Museum
Autor Wiadomość
Peter Mapples


Wysłany: 2018-03-23, 19:52   

Przyjemnie było słuchać planów Val, musiał przyznać, że gdy wsłuchiwał się w jej głos i jej słowa, a także przyglądał się jak bardzo szczęśliwa była i jak wiele to dla niej znaczyło, sam zaczynał czuć się znacznie lepiej. Chciał, żeby cały dzisiejszy dzień była tak bardzo podekscytowana i nabuzowana pozytywnymi emocjami jak teraz. Marzył o tym, aby dobrze wspominała ten dzień i aby chętnie do niego wracała, gdy będzie miała ciężki dzień. Czy to było złe? Czy naprawdę tak bardzo złe było to, że chciał uszczęśliwiać osobę, na której mu zależało? Nie uważał tak, uważał, że każdy jeden przejaw dobrego serca w stosunku do drugiego człowieka powinien być czymś, z czego wszyscy się będą cieszyć. Dlatego też tak bardzo nie pojmował, dlaczego Kościół miał tak wielki problem ze szczęściem księży i tym, że czerpać je mogli głównie ze swojej wiary. Przecież tak się nie dało. I wiedział, że wszyscy o tym wiedzą, a jednak nikt nie robił nic w kierunku zmienienia tego. – Możemy pojechać wszędzie, gdzie będziesz chciała. Dzisiaj poszukam jakichś miejsc jak wrócimy do Berry. Ale skoro mówisz, że ocean i jakieś większe miasto to myślę, że mam całkiem ułatwione zadanie. – i lekko przejechał nosem po policzku Val, głęboko w płuca nabierając jej zapach, który uspokajał go i sprawiał, że wierzył, że wszystko jakoś uda się załatwić.
Jakby jednak nie było, przyszli do muzeum, dlatego też Peter lekko obrócił Val w kierunku pierwszej z gablot, przy której stali, spoglądając na zatopione w różnych materiałach robaczki. I chociaż trochę obleszka, że to kiedyś żyło, to jednak musiał przyznać, że było ładne.
[Profil]
   
 
Valentine Lovecraft


Wysłany: 2018-04-02, 21:16   

Ona już wiedziała, że ten dzień będzie należał do jej najlepszych wspomnień, nie tylko z Peterem, ale ogólnie. Nie była w stanie wyrazić słowami jak szczęśliwa była przy nim i dzięki niemu i wątpiła, by w ogóle jakiekolwiek inne wspomnienie odnosiło się do równie szczęśliwego momentu. Tylko przy nim czuła się tak dobrze, tylko w jego towarzystwie chciała się stale uśmiechać i śmiać, wyłącznie u jego boku czuła, że żadne problemy nie istnieją i wszystko jest tak po prostu dobrze. Miło, przyjemnie, żadnych zmartwień. Taki stan rzeczy sprawiał, że naprawdę w końcu czuła, że żyje i najchętniej nigdy nie odstępowałaby mężczyzny, byle tylko już zawsze być tak szczęśliwą i... Dawać szczęście jemu. Chociaż była co do tego naprawdę niepewna, miała wrażenie że jednak i on czuł to, co ona teraz i to właśnie przez jej obecność. I ta świadomość była dla niej naprawdę niezwykle ważna. Przyczynienie się do pojawiania się na twarzy Petera uśmiechu było dla niej czymś wyjątkowym i niezwykłym. - To nie musi być miasto. Ani ocean. To tylko... O tym po prostu myślałam jakiś czas temu. Właściwie... Tak naprawdę wystarczy mi miejsce, gdzie będziemy mogli spędzić trochę czasu razem, sami, wiesz, bez niczyjego towarzystwa. - przyznała cicho, ściskając leciutko jego palce. Starała skupiać się na tym wszystkim, co oglądali, a jednocześnie koncentrować się też na nim i chłonąć jego bliskość, chcąc ją nadrobić tak na zapas.
[Profil]
 
 
Peter Mapples


Wysłany: 2018-04-14, 16:46   

Peter bardzo chciał, aby dzień, który spędzą razem zapisał się w pamięci Val jako coś, co naprawdę warto zapamiętać. I nie chodziło tylko o tych kilka dni, które mieli spędzić razem z okazji jej urodzin, ale także o dzisiejszy wyjazd, który przecież starał się, żeby naprawdę przypadł w gusta dziewczyny. Nie był co prawda pewien jak wyglądają randki w dzisiejszych czasach, czy nie zepsuje wszystkiego faktem, że zabrał ją do muzeum zamiast w jakieś super szalone miejsce, jednak prawda była taka, że… Nie czuł by się dobrze, gdyby przyszło im spędzić czas w kręgielni, jakiejś restauracji czy innym miejscu, w którym by było wiele głośnych osób. Peter cenił sobie ciszę i spokój, ludzkie zachowania ludzi, a nie ich zwierzęce oblicza, dlatego też będąc teraz w tym muzeum czuł się naprawdę dobrze i miał nadzieję, że Val ma to samo. – Coś wymyślimy. – obiecał, będąc już pewnym, że gdy tylko wróci to zabierze się za sprawdzanie wszystkich możliwości w ich zasięgu czasowym. Teraz jednak zatrzymał się, aby móc przytulić do siebie dziewczynę, nachylając się tak, aby móc chociaż trochę schować twarz w jej długich włosach, w których to próbował znaleźć chociaż trochę spokoju. I udawało się, naprawdę się udawało, kiedy trzymał ją tak blisko, kiedy czuł jej zapach i wiedział, że jest cała i bezpieczna. – Bardzo się cieszę, że udało nam się tutaj przyjechać. – przyznał cicho, a mówiąc to zahaczał ustami o płatek jej ucha, czując przy tym jak jego samego przebiegają dreszcze.
[Profil]
   
 
Valentine Lovecraft


Wysłany: 2018-05-02, 23:28   

Nie było nawet opcji, by miała wspominać ten wypad do muzeum źle. Nie tylko dlatego, że praktycznie wszystko, co było związane z Mapplesem wspominała dobrze, choć to też było prawdą. Chodziło raczej o to, że i Valentine nie odnalazłaby się za bardzo w sytuacji, gdyby ich randka miała miejsce w jakimś tłocznym, hałaśliwym miejscu, lokalu pełnym ludzi czy czymś podobnym. Ich spotkania zawsze miały dość prywatny klimat, nawet jeśli nie byli w Berrylane i teoretycznie nie musieli się wybitnie ukrywać przed ludźmi. Tak już po prostu mieli. Poza tym harmider i zamieszanie nie pasowało jej do Petera i czuła, że nie byłoby mu komfortowo spędzać czasu w takim wydaniu, więc nie widziała problemu w spokojnym spotkaniu w muzeum, które było dla niej ciekawe, a do tego gwarantowały ciszę i całe mnóstwo prywatności, o której wcześniej nawet im się nie śniło prawdopodobnie. - Jestem pewna, że znajdziesz coś wyjątkowego - przyznała cichutko, mocniej ściskając jego palce. Ciepło i bliskość mężczyzny były jej dzisiaj wyjątkowo potrzebne i nie chciała z nich rezygnować, szczególnie ze świadomością, że po opuszczeniu muzeum nie zostanie im zbyt wiele czasu razem. - Też się cieszę. Chociaż powiem szczerze, że wymykanie się tacie i niemówienie dokąd idę sprawiło, że znów czułam się jakbym miała piętnaście lat - przyznała rozbawiona, zerkając na niego. Miała wrażenie, że czując jego usta przy uchu też przechodzą ją delikatne dreszcze, ale próbowała to powstrzymać, wiedząc że to nie do końca odpowiedni moment.
[Profil]
 
 
Hayden A. Lyons



w Berrylane od już mieszka w Seattle

sprawdza egzaminy na uczelni i prowadzi badania dla wojska

29
yo

187
cm

jakimś cudem jeszcze się z Finley nie zabili!

Lives in:
capitol hill

Wysłany: 2019-06-30, 14:51   
  
Hayden Andrew

  
Lyons

  
Jak spragniony snu, powoli zmierzam do granic Znoszących mój ból Mimo że jestem tu Ten świat oszalał.

  

  

  

  

  

  


Skoro Finley nie przeszkadzała wizyta w muzeum i nie czuła w nim obecności swojej znienawidzonej postaci z przyjaciół no to cóż... mogli sobie tam pójść. W sumie w muzeum paleontologicznym Hayden był tylko raz i wtedy bardzo mu się podobało, a przynajmniej tak myślał, bo był wtedy trochę zjarany i pewnie wszystko, by mu się podobało. Uroki pierwszego roku studiów. Wtedy to były imprezy, alko, dragi i zarwane noce. Teraz już by mu się chyba nie chciało. Jasne, czasem wychodził gdzieś ze znajomymi z pracy albo ze Scottem ale chyba to nie było aż tak szalone jak jego młodzieńcze eskapady. Czy tęsknił za tymi czasami? Trochę tak, wspominał je z nostalgią... przynajmniej te momenty, które rzeczywiście pamiętał. Jednak nie chciałby chyba wrócić do tamtych dni, jakoś wolał teraźniejszość nawet jeżeli nie było tu aż tak wiele szalonych rzeczy, lubił swoje względnie poukładane życie.
- Możemy też wpisać w internet "spływy kajakowe" i wszystko będziemy wiedzieć - powiedział wzruszając ramionami. Hayden nie był entuzjastą pytania się ludzi o wszystko i o nic. Wychodził z założenia, że dopóki może coś sam sprawdzić to nie będzie zawracać głowy innym.
- Czyli kopałaś w piłkę - no skoro grała w football, Hayden pochodzil z brytyjskiej rodziny i nazywał rzeczy po imieniu, a nie jakieś soccer. - Skoczymy na boisko i wszystko wyjdzie w praniu - stwierdził uśmiechając się, chociaż nie dałby jej na bramkę, bo jeszcze przypadkowo, by sobie wybiła te świeżo wyreperowane zęby.
- Śmieszne, że oni na podstawie czterech kości rekonstruują całość - stwierdził patrząc na jakiś eksponat, w którym wyraźnie różniły się prawdziwe kości od gipsowych doczepów. W sumie nie wiedział kto ma gorzej... astrofizycy, których ograniczała współczesna technologia czy paleontolodzy i archeolodzy, których ograniczał mijający czas.
_________________

    HOLD ME LIKE YOU HELD ON TO LIFE, WHEN ALL FEARS CAME
    ALIVE AND ENTOMBED ME. LOVE ME LIKE YOU LOVE THE SUN.
    SCORCHING THE BLOOD IN MY VAMPIRE HEART.
[Profil]
  MÓW MI: cyc
MULTI: laila,jolly,gin,marcy,dawsey, cleopatra, lance
 
Finley Bowden



w Berrylane od już nie

studentka robotyki

18
yo

152
cm

dalej kocha Haydena

Lives in:
capitol hill

Wysłany: 2019-06-30, 19:05   
  
`finny bowden

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


Ross nie zasługiwał na tak wiele czasu w jej myślach. Nawet jak oglądała jakieś odcinki, to starała się zwracać na niego jak najmniejszą uwagę i zawsze mówiła Haydenowi, że jak w taki sposób będzie traktować ją albo swoje rodzeństwo, w jaki Geller je traktował, to nie będą mogli być razem. Nie wytrzymałaby w tak toksycznym związki i relacji, serio. Na szczęście Hayden miał zupełnie odwrotne od niego podejście, był gotowy zaprzepaścić swoją karierę żeby być z Fin, a ona nic z tym nie mogła zrobić. Nie mogła mu złamać serca, bo podejrzewała że to niewiele by pomogło, więc nawet zerwanie z nim żeby go zmotywować do wyjechania do placówki NASA nie wchodziło w grę. No i jednak swoje serce już raz miała złamane, wiedziała jak cholernie to boli i nie chciała tego powtarzać.
Za to Hayden miał okazję powtórki czasów studiów, chociaż częściowej, bo Fin na pewno go będzie ciągać na te wszystkie imprezy, które się napatoczą. Bez niego nie będzie się aż tak dobrze bawiła jak z nim.
- Wyskoczą same sponsorowane reklamy, daj spokój. Fajniejsze miejsca są z polecenia - upierała się, unosząc brewki z przekorą. W obu przypadkach można skończyć z pijawkami, ale hej, przynajmniej będzie co opowiadać. - Taką, którą się łapie, więc to nie do końca to samo - wzruszyła lekko ramionami. Futbol oczywiście miała na myśli amerykański, ale nie wiem czy w takich amatorskich rozgrywkach się faktycznie piłkę wykopuje, raczej rzuca, bo boisko nigdy nie jest aż takie wielkie. - A co dostanę od trenera jak okaże się dobrym zawodnikiem i nie pozbieram czerwonych kartek? - zapytała zadziornie, bo nie byłaby sobą gdyby nie dostrzegła okazji na jakiś zysk dla siebie w tym wszystkim. Zabawa jest fajna, ale masaż po niej jeszcze fajniejszy.
- No się starają, ale jak im to wychodzi, to kwestia sporna. Gdyby jakiś jaskiniowiec zostawił sobie szybkę z dinka pod kamieniem, to można by to było dokładniej sprawdzić - zauważyła, śmiejąc sie cicho, bo coś jej świtało, że jednak jaskiniowcy pojawili się później, jak już dinki wyginęły. - To co, zwinąć ci kilka zębów? Mogę dla Ciebie ukraść nawet cały szkielet, schowam pod sukienką, nikt nie zauważy - zaproponowała mu konspiracyjnym szeptem i wspięła się na palce, żeby dać mu całusa w policzek. Ona nie da rady? Jasne, że da.
- Chciałeś kiedyś zostać paleontologiem? - zapytała zaraz potem, z ciekawości.
_________________
[Profil]
  MULTI: ada, gal, jo, haley, scott, nora, callie, perry, maia, wolfie
 
Hayden A. Lyons



w Berrylane od już mieszka w Seattle

sprawdza egzaminy na uczelni i prowadzi badania dla wojska

29
yo

187
cm

jakimś cudem jeszcze się z Finley nie zabili!

Lives in:
capitol hill

Wysłany: 2019-07-07, 14:09   
  
Hayden Andrew

  
Lyons

  
Jak spragniony snu, powoli zmierzam do granic Znoszących mój ból Mimo że jestem tu Ten świat oszalał.

  

  

  

  

  

  


- No nie wiem, myślę że możliwość sprawdzenia komentarzy w sieci i ocen na google jest raczej dobrą opcją. Nie ufam obcym ludziom - mogli mieć zupełnie inne wymagania, najlepiej sprawdzić samemu. Poszukać ofert w internecie, sprawdzić opinie. Lyons nie był typem człowieka, który prosił innych o pomoc ani w sumie cokolwiek od innych ludzi chciał. Może to było męczące na dłuższą metę ale taki już był. - Zupełnie nie to samo, nigdy nie zrozumiem fascynacji footballem amerykańskim - stwierdził, bo to był dla niego brutalny sport i jednak piłka nożna była o wiele, wiele ciekawsza. W sumie baseball też lubił ale jednak noga to był jego konik. - Nie możesz pozbierać czerwonych kartek - obruszył się, czy ona nie znała żadnych zasad piłki nożnej?? - Możesz dostać jedną i wtedy schodzić z boiska i nie grasz przez kolejny mecz - powiedział zupełnie nie łapiąc o co jej chodziło. Pomyśleć, że gdyby nie marna kontuzja to mógłby być teraz znanym piłkarzem, a nie jakimś astrofizykiem, o którym nikt nigdy nie usłyszy. Głupie kolano.
- To wprowadzanie w błąd - stwierdził wzruszając ramionami - pokazują innym ludziom wizję jakiegoś człowieka - dodał, bo to, że jakiś jeden paleontolog miał wyobrażenie, że ten konkretny stwór wygląda właśnie tak, to wcale nie znaczy, ze rzeczywiście tak musiał wyglądać i ktoś może go sobie wyobrażać zupełnie inaczej. - Podrobione czy nie to wciąż eksponaty, których się nie powinno dotykać - mruknął i uśmiechnął się do niej delikatnie rozglądając się dookoła żeby popatrzeć co tu jeszcze ciekawego mieli.
- Nie, nigdy nie jarały mnie dinozaury - stwierdził wzruszając ramionami. W sensie no uważał, że są spoko ale jednak jako dziecko wolał biegać z piłką niż bawić się dinkami. Nie jego świat. - A Ty? - zapytał spoglądając na nią, kto wie może miała jakieś inne plany na siebie gdy była małą dziewczynką. Jakoś nie był w stanie sobie wyobrazić Fin, która chciałaby zostać księżniczką albo jakąś miss świata.
_________________

    HOLD ME LIKE YOU HELD ON TO LIFE, WHEN ALL FEARS CAME
    ALIVE AND ENTOMBED ME. LOVE ME LIKE YOU LOVE THE SUN.
    SCORCHING THE BLOOD IN MY VAMPIRE HEART.
[Profil]
  MÓW MI: cyc
MULTI: laila,jolly,gin,marcy,dawsey, cleopatra, lance
 
Finley Bowden



w Berrylane od już nie

studentka robotyki

18
yo

152
cm

dalej kocha Haydena

Lives in:
capitol hill

Wysłany: 2019-07-07, 22:05   
  
`finny bowden

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


Fin zaśmiała się wesoło - potem się okaże, że wylądujemy na środku bagna albo zacznie nam kajak przeciekać, bo właściciel sam sobie z incognito takie recenzje wypisał - zauważyła, no bo jednak trochę strach. A Hayden naprawdę powinien się przełamać i w końcu przystąpić do wymiany informacji z innymi ludźmi, nabrać trochę zaufania do nich. Do tych, którzy fizycznie byli obok, a nie w internecie, oczywiście.
- Zawsze wydawało mi się że chodzi po prostu o pokaz siły. Jako cheerleaderka widziałam ich całkiem sporo - przyznała, z rozbawieniem lekkim. A teraz schowała kostium na dno szafy, bo nie miała serca go wyrzucać. I prawda była taka, że każdy sport mógł być brutalny, wszystko zależało od zawodników. Jeden szachista też mógł drugiego w emocjach krzesłem załatwić.
- I z kim będziesz wtedy grać? - zapytała, wyginając usta w podkówkę. Znajdzie sobie jakąś zwinną wiewiórkę do kopania, eh! Gdyby był sławnym piłkarzem, to miałby całe stado innych cheerleaderek na swoich usługach, kompletnie by nie myślał o takiej jednej z Berrylane.
- Myślisz że na jakiejś innej planecie mogą sobie żyć takie dinozaury wciąż? - zapytała z innej beczki, ciekawa jakie miał spojrzenie na ewolucje tak... we wszechświecie. Czy myślał, że każda przeszła tak samo jak na Ziemi.
- Okej okej, nie będę przecież - zaśmiała się cicho, ciągnąć go za rękę do kolejnego dinozaura - myślisz, że zjadłby mnie jednym kęsem czy musiałby podzielić na trzy gryzy? - zapytała, bo tyranozaurus był przed nimi i miał całkiem wielką tą swoją szczękę. Zaraz potem przyciągnęła go bliżej, żeby objąć się jego ramionami w pasie i przytulić w ten sposób, opierając plecami o jego klatkę piersiową. - Przez chwilę, po wyjściu Flintstonów. Nawet raz byłam Betty Rubble na Halloween, miałam wtedy trzy lata - przyznała, z rozbawieniem lekkim. Może nawet to pamiętał? Wolała o to nie pytać. - No ale, nigdy nie chciałam tego robić zawodowo. W ogóle, wykopy archeologiczne to zdecydowanie nie dla mnie. Może za to uda mi się kiedyś zbudować robota, który im pomoże. Chociaż wolałabym takie budować, które polecą w kosmos - przyznała, zerkając sobie na niego. - Ale jeśli miałabym polecieć w kosmos żeby popatrzeć na ziemię z góry, to tylko z Tobą na wycieczkę - dodała, z uśmiechem delikatnym.
_________________
[Profil]
  MULTI: ada, gal, jo, haley, scott, nora, callie, perry, maia, wolfie
 
Hayden A. Lyons



w Berrylane od już mieszka w Seattle

sprawdza egzaminy na uczelni i prowadzi badania dla wojska

29
yo

187
cm

jakimś cudem jeszcze się z Finley nie zabili!

Lives in:
capitol hill

Wysłany: 2019-07-10, 12:10   
  
Hayden Andrew

  
Lyons

  
Jak spragniony snu, powoli zmierzam do granic Znoszących mój ból Mimo że jestem tu Ten świat oszalał.

  

  

  

  

  

  


- No i to się nazywa przygoda - odkrywanie róznych rzeczy samemu i przekonywanie się na własnej skórze, czy to co było napisane jest zgodnie z prawdą czy nie. O wiele fajniejsze niż poleganie na czyjejś ocenie. Hayden nie miał zamiaru prosić nikogo obcego o pomoc, dopóki to nie była sprawa życia i śmierci. Plus uważał, że sam jest w stanie zorganizować wyjazd bez pytania innych o ocenę.
- Kto jest szerszy w barach - taki z tego pokaz. Całe szczęście gdy Hayden chodził do szkoły to piłka nożna i koszykówka były najbardziej modne i mógł się wozić po korytarzach jako członek drużyny, do czasu aż kolano na to pozwalało. Później co najwyżej mógł czytać książki na korytarzach. Trochę żałował tego, że nie poszedł na jakąś operację i stał się lamusem od fizyki.
- Sam ze sobą, też spoko ale jednak nie takie fajne - Frank pojechał w pizdu to nie miał za bardzo z kim się umawiać na sporty. Ludzie z pracy to raczej się obawiali wszelkiego rodzaju aktywności fizycznej jak przystało na fizyków, przynajmniej Ci na uczelni. Ci z wojska byli bardziej sprawni, chociaż z nimi to jednak częściej pił niż grał. - Hmm nie wiem, może... byłoby fajnie, przynajmniej, by mogli pokazywac coś co rzeczywiście wiedzą jak wygląda - powiedział wzruszając ramionami. Dobrze wiedział kto z jego znajomych zajmuje się badaniem życia w kosmosie, a raczej na Marsie ale nie chciał wspominać o Pani Profesor, która oberwała od Fin prosto w nos.
- Myślę, że na dwa - stwierdził przyglądając się dinozaurowi, a później uszczypnał Fin w talii - Tu by Cię przepołowił - dodał i zasmiał się pod nosem obejmując ją tak jak sobie chciała. - Twoja mama przebrała Cię za Betty? - zapytał z rozbawieniem - powinnaś być Pebbles, pewnie w przedszkolu, by się znalazł jakiś Bamm-Bamm - on to widział oczami wyobraźni i bardzo, bardzo mu się chciało śmiać ale się powstrzymywał żeby się jej smutno nie zrobiło. - Wykopaliska archeologiczne i palelontologiczne to nie to samo - stwierdził szybko ale tak w ramach ciekawoski nie żeby jej wytknąc błędy. - Zbudujesz pewnie kiedyś super robota - mruknął i pochylił się żeby ją cmoknąć w policzek. - Byłoby super... uprawianie seksu w stanie nieważkości, to musi być prawdziwe wyzwanie - dodał i zaśmiał się pod nosem, a później ją złapał za rekę i poszli oglądać jakieś zwierzaki z epoki lodowcowej.
_________________

    HOLD ME LIKE YOU HELD ON TO LIFE, WHEN ALL FEARS CAME
    ALIVE AND ENTOMBED ME. LOVE ME LIKE YOU LOVE THE SUN.
    SCORCHING THE BLOOD IN MY VAMPIRE HEART.
[Profil]
  MÓW MI: cyc
MULTI: laila,jolly,gin,marcy,dawsey, cleopatra, lance
 
Finley Bowden



w Berrylane od już nie

studentka robotyki

18
yo

152
cm

dalej kocha Haydena

Lives in:
capitol hill

Wysłany: 2019-07-10, 20:18   
  
`finny bowden

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


- Tak, będziemy opowiadać o tym cudownym popołudniu, kiedy prawie się utopiliśmy albo musieliśmy odrywać od siebie pijawki - pokiwała głową, śmiejąc się z niego w tym momencie, bo to naprawdę brzmiało jak przednia zabawa. Hayden nie musiał prosić nikogo, Finley zapyta i mu powie. Starała się go wyciągać z tej jego skorupy nieufności, budowanej od lat przez... no wiadome wydarzenia.
- E tam szerszy, to ochraniacze. Mają ich bardzo dużo, a i tak nieraz kończy się tragicznie - zmarszczyła lekko brwi, bo jednak to było bardzo ryzykowne, czasami ludzie grali w futbol amerykański tak brutalnie, że kończyli na wózku, jak nie gorzej. Nie chciałaby się tak stresować o swojego mężczyznę. I Finley chyba nie wiedziała, że Hayden aż tak bardzo żałuje zaprzepaszczonej kariery, nigdy jej na ten temat wiele nie mówił. Zawsze myślała, że jednak jego głównym celem jest badanie czarnych dziur i astrofizyka.
- Byłoby fajnie do czasu, aż jakiś by nie uciekł i nie zrobił nam amerykańskiej Godzilli - rzuciła z rozbawieniem, a potem uśmiechnęła się cwanie - zawsze myślałam, że te przedstawianie kosmitów jako zielonych ludków jest trochę nad wyraz... ale z drugiej strony, chyba się powinni jednak czymś od nas różnić - zauważyła, delikatnie wzruszając ramionami. Ona by tam wolała ludziopodobne, ale jednak trochę inne stworki.
- Na Ciebie to by musiało być z pięć gryzów - mruknęła, a potem zaśmiała się, bo trochę ją jednak w tym momencie połaskotał. - Ale już cię widzę w roli jaskiniowca, na pewno pchałbyś się do tych, którzy chcą odkrywać nowe tereny, zamiast siedzieć w bezpiecznej jaskini czy zbierać jakieś grzybki w lesie - mruknęła, mrużąc z rozbawieniem oczy i wychylając się lekko, żeby spojrzeć na niego, z miłością - i bardzo szybko by cię coś przez to zjadło - dodała, zagryzając wargi żeby się nie zaśmiać, bo nie wypada tego robić jak mówisz o śmierci ukochanego. Nawet jeśli potencjalnej i to w epoce kamienia łupanego.
- Ale się nie znasz, ona była ruda, tak samo jak Wilma, to mnie dyskwalifikowało w tej roli - wywróciła rozbawiona oczami. - Ale jak ci zależy na bamm-bamm, to możemy ci jakieś znaleźć - uśmiechnęła się tajemniczo i delikatnie otarła plecami o jego biodra. Zaraz potem spoważniała - serio? Nigdy się nad tym nie zastanawiałam, szczerze mówiąc. Dopiero teraz uznałam, że tu szukają w skale kości i tam też - przyznała, lekko wzruszając ramionami. No i patrzyła na niego z zaciekawieniem, skoro chciał wyjaśniać różnice, mógł. Fin się zawsze lubiła dowiadywać nowych rzeczy. Byle nie takich, obejmujących detale tego co robił ze swoimi byłymi, tego słuchać nigdy nie chciała. Chciała za to buziaczków, dlatego uśmiechnęła się słodko kiedy ją pocałował w policzek.
- Wiesz co... trochę się zastanawiam czy naprawdę aż takie super. Pomyśl o tym, to trochę jak seks w bardzo głębokiej wodzie, więcej można sobie zrobić krzywdy, niż przyjemności z tego mieć. A jak już, to wszyscy muszą się czegoś trzymać, w kosmosie żeby w ogóle cokolwiek robić, a w wodzie... no żeby się nie utopić - przyznała, zastanawiając się nad tym poważnie - brzmi ciekawie, ale w teorii może być trochę niebezpieczne - dodała, stając przy jakimś mamucie i robiąc dwa kroki do przodu żeby sobie na niego spojrzeć dokładniej. - A jego stopa zgniotłaby nas bez problemu - mruknęła, wracając bliżej Haydena i przytulając się do niego - chciałeś kiedyś odwiedzić Afrykę? - zapytała zaraz potem, zaintrygowana. Mamut, słoń, jedna rodzina.
_________________
  
[Profil]
  MULTI: ada, gal, jo, haley, scott, nora, callie, perry, maia, wolfie
 
Hayden A. Lyons



w Berrylane od już mieszka w Seattle

sprawdza egzaminy na uczelni i prowadzi badania dla wojska

29
yo

187
cm

jakimś cudem jeszcze się z Finley nie zabili!

Lives in:
capitol hill

Wysłany: 2019-07-12, 16:58   
  
Hayden Andrew

  
Lyons

  
Jak spragniony snu, powoli zmierzam do granic Znoszących mój ból Mimo że jestem tu Ten świat oszalał.

  

  

  

  

  

  


- Brzmi jak super zabawa - stwierdził wzruszając ramionami. On miał swoje racje, ona swoje. Nic nowego, przecież częściej się ze sobą nie zgadzali niż zgadzali. Taki już urok ich związku. Hayden wiedział, że do najłatwiejszych osób do życia się nie zalicza, ona też to wiedziała. - No dlatego to głupi sport - westchnął, bo serio, to powinna być przyjemność. Wiadomo, zawsze można oberwać ale jednak w footballu amerykańskim była o wiele większa szansa na uszczerbek na zdrowiu niż w piłce nożnej czy siatkówce. Nigdy się go nie pytała o to czy żałuje, że nie jest super piłkarzem. Fizyka nie była jego pierwszym wyborem w życiu, a raczej efektem ubocznym kontuzji. Jak wiadomo nie od dziś Lyons o swoich problemach i niespełnionych marzeniach nie lubi mówić więc nic dziwnego, że nigdy o tym nie wspominał.
- Myślisz? Byłbym tym, który wchodzi do wielu jaskiń? - zapytał unosząc brew z lekkim rozbawieniem. Wtedy się raczej ludzie nie przejmowali parowaniem na całe życie. Wszyscy byli puszczalscy. Pewnie Finley miałaby najfajniej wplecioną kość we włosy.
- Tu i tam szukają ale trochę inaczej to wygląda - powiedział wzruszając ramionami, bo jednak co go to interesowało skoro się o niego ocierała tak publicznie. Dinozaur na to patrzył z góry! - Fin... nie mów tak. Na pewno jest super, sama wizja tego, że możesz to zrobić w kosmosie jest super, wszystko w kosmosie jest super - skoro seks był super, kosmos był super to jak się te dwie rzeczy złączy to musiało być podwójnie super i Lyons się tego będzie trzymać. Reszta nie była istotna.
- Nie, nie chciałem. Gorąco tam, nie ma fajnych ośrodków badawczych, po co tam jechać - wzruszył ramionami. Co innego na przykład na Antarktydę, bo okej.. zimno ale obserwowanie kosmosu z bieguna musiało być o wiele ciekawsze.. albo chociaż z Rosji. Tam też na jakiejś Syberii musiało być super widać wszystko. Pochodzili sobie jeszcze po tym muzeum oglądając jakieś śmieszne rzeczy i wrócili do domu bo Hayden zgłodniał, a jak jest głodny to i markotny więc lepiej było go nakarmić.

2xzt
_________________

    HOLD ME LIKE YOU HELD ON TO LIFE, WHEN ALL FEARS CAME
    ALIVE AND ENTOMBED ME. LOVE ME LIKE YOU LOVE THE SUN.
    SCORCHING THE BLOOD IN MY VAMPIRE HEART.
[Profil]
  MÓW MI: cyc
MULTI: laila,jolly,gin,marcy,dawsey, cleopatra, lance
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 6