menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#2 Kill your darlings
Autor Wiadomość
James Widmore



w Berrylane od jakiegoś czasu

bawi się w bodyguarda i sprząta miejsca zbrodni

37
yo

193
cm

nie ma czasu na miłosne głupotki

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2018-12-05, 20:28   #2 Kill your darlings
  
James

  
Widmore

  
`

  

  

  

  

  

  


Nerwowo sprzątał w przyczepie, której wnętrze nigdy nie było dla niego istotne. Było łóżko, była sofa, łazienka i kuchnia - wszystko co trzeba, by żyć na odpowiednim, nie najgorszym poziomie. Kiedy zmuszony był zająć się Lancem oczywiście trochę musiał ją ocieplić, dodać bezpieczne dla dziecka elementy, ale poza tym wciąż była wiecznie zabałaganioną meliną. Teraz, gdy Lance'a z nim nie było, wyglądało tu jednak koszmarnie. Gorzej niż zwykle; gorzej niż gdziekolwiek. Musiał jednak ogarnąć to wszystko, bo opieka społeczna zapowiedziała kontrolną wizytę. Lubili go, więc zawsze informowali go o swych inspekcjach, które były już dla nich tylko formalnością. Oczywiście nie powiedział im, że chłopca z nim już nie ma. Nie wyjawił, że ktoś go porwał, a ktosiem tym była jego siostra. Prawdziwa matka. Która prawnie uznawana była za martwą. Cóż za karuzela śmiechu! Coby mu się nie nudziło czasem, Wesley zrzucił na niego kolejnym problem, jakim była jakaś bogata gówniara z problemami. Z najlepszego w branży płatnego mordercy awansował najpierw na tatusia, a teraz prywatnego ochroniarza. Zdecydowanie jego życie potoczyło się w rewelacyjnym kierunku - takim, o którym zawsze marzył! Postanowił więc te dwie sprawy ze sobą połączyć i wykorzystać nieco młodą dziewczynę, która miała z nim od teraz spędzać większość swego czasu. Niechętnie przystał na propozycję Wesa, ale nie miał wyjścia - gdyby się nią nie zająć, przyjaciel gotów był go wydać policji. Nie zamierzał jednak kryć przed nią swej niechęci, bo ratowanie życia to jednak coś innego, niż zaprzyjaźnianie się i zaplatanie komuś warkoczyków. Czekał na nią więc niezbyt chętnie, tak jak i na wysłannika z opieki społecznej. Starał się przy tym wymyślić jakieś sensowne kłamstwo, które nie wpakuje go do paki.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Colter | Elio | Fred | Holden | Penny | Theo
 
Astrid Reinhart



w Berrylane od początku świata

życie ją załamuje

26
yo

163
cm

związki jeszcze bardziej

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2018-12-05, 23:22   
  
Astrid

  
Reinhart

  
`

  

  

  

  

  

  


Była wściekła. Na siebie, na Holdena, Coltera, Wesa i pewnie na wiele innych ludzi. Nie chciała wcale prywatnych ochroniarzy, nie chciała, by jacyś faceci w garniturach chodzili za nią krok w krok, uważnie przyglądając się wszystkiemu, co robi. Już teraz czuła się wystarczająco osaczona, przez Coltera, Fionę i od niedawna nawet Holdena, a ci przecież tylko się o nią martwili. Ostatnim razem, kiedy czuła się tak kontrolowana i bez przerwy obserwowana, uciekła na drugi koniec kraju, by tylko rodzice się w końcu od niej odczepili, a tutaj proszę, wszystko wróciło, ze zdwojoną siłą i tym razem chodziło o jej życie. Berrylane najwidoczniej nie było miejscem dla niej, ale za każdym razem, kiedy z niego wyjeżdżała działo się coś złego- najpierw zmarła Eli, potem jej rodzice, i najzwyczajniej w świecie bała się, że pociągnie do grobu kogoś jeszcze. Poza tym, tylko w tym miejscu kogoś miała, tylko tutaj tak naprawdę czuła się jak w domu. Tu też spoczęły ciała jej rodziców i choć nie przepadała za całą tą ideą pogrzebów i grzebania ciał w ziemi, tak czuła się w obowiązku właśnie w tym miejscu zostać. Niewiadome też było, czy podążające jej śladem osoby nie ruszą za nią do innego miasta, a wtedy co by zrobiła? Nie miała tam przecież przyjaciół, nie miała Fiony i Coltera, którzy tak narażali dla niej swoje życia. I właściwie, tylko im zawdzięczała to, że nie leży jeszcze obok swoich rodziców, gdzieś głęboko pod ziemią.
Nie trudno się domyślić, że nie była zadowolona z konieczności odwiedzenia jednego z ochroniarzy i to jeszcze w Berrylane, w takim miejscu do tego, gdzie bała się, że zaraz jakąś malarię złapie i że na dzień dobry ją okradną i zabiją. Uznajmy, że jakiś Wes ją tu podrzucił, że nie przyszła tutaj sobie sama, bo to byłoby bardzo nierozważne, nawet jak na nią. Na głowę naciągnęła więc kaptur i niepewnie do przyczepy zapukała, rozglądając się dookoła i widząc, jak wszyscy się jej przyglądają. I choć wcześniej nie miała nic do gangu, tak teraz chyba się to zmieniło...
[Profil]
  MÓW MI: zosia
 
James Widmore



w Berrylane od jakiegoś czasu

bawi się w bodyguarda i sprząta miejsca zbrodni

37
yo

193
cm

nie ma czasu na miłosne głupotki

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2018-12-06, 13:30   
  
James

  
Widmore

  
`

  

  

  

  

  

  


- Piec minut spoznienia. Jesli to sie ma udac, musisz przychodzic o czasie - powiedzial na przywitanie, gdy nieznajoma w koncu sie pojawila. Wpuscil ja do srodka, rozgladaj sie najpierw dookola. Nikogo jednak podejrzanego nie zauwazyl, co wcale dziwne nie bylo, skoro byli na bezpiecznych terenach gangu. - Podczas tych pieciu minut ktos mogl cie porwac, zabic czy zrobic cokolwiek innego. Gdy ja zastanawialbym sie, czy spozniasz sie czy cos sie stalo, ty moglabys juz umierac na dnie rzeki - rzucil sucho, wracajac do sprzatania przyczepy. Niezbyt wazne bylo dla niego zajecie sie gosciem, bo tez Astrid zwyczajnym gosciem nie byla. - Mozesz zaczac od wyjasnienia o co w tym wszystkim chodzi. Kto chce cie zabic i dlaczego? I jaki mial w tym udzial Blaise - o tak, tak, znal Seavera. Znal prawie kazdego wieznia osadzonego w tutejszym zakladzie karnym. A Blaisa lubil nawet i ta jego smierc, niby tak zwyczajna - z przypadku - wydala sie mu niesprawiedliwa. Teraz jednak okazalo sie, ze nie byla przypadkowa i ze wszystko sprowadzalo sie do panny Reinhart. O niej niewiele odnalazl informacji, ale popytal tez znajomych. Cos wiec wiedzial, ale wolal to od niej uslyszec. Poznac pelna wersje wydarzen. Zapakowal juz wszystkie rzeczy Lance'a do walizek, ktore ustawil w progu. Rzucil wiec do Astrid male eleganckie pudeleczko, po czym usmiechnal sie krzywo. - W zamian za pilnowanie twojego tylka nie chce pieniedzy. Musisz po prostu zadbac o to, zeby nie poslali mnie do paki - wyjasnil, wzruszajac ramionami. Przysluga za przysluge, najlepszy rodzaj handlu.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Colter | Elio | Fred | Holden | Penny | Theo
 
Astrid Reinhart



w Berrylane od początku świata

życie ją załamuje

26
yo

163
cm

związki jeszcze bardziej

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2018-12-13, 22:41   
  
Astrid

  
Reinhart

  
`

  

  

  

  

  

  


- Masz tę pracę od 5 minut i już zgubiłeś swoją klientkę? Gorszego ochroniarza nie widziałam...- stwierdziła i uśmiechnęła się do tego zgryźliwie, bo wkurzył ją już na dzień dobry. To, że były korki i że Wes nie potrafił jechać szybciej naprawdę nie było jej winą. No chyba, że jego zdaniem powinna tu przyjechać autobusem albo przyjść na pieszo? Równie dobrze mogłaby też zaczepiać każdą napotkaną osobę i zdradzać jej swoje nazwisko, albo po prostu od razu się zastrzelić.
- Uroczy scenariusz. Ale na przyszłość, jeśli to ma wypalić, to się tyle nie zastanawiaj, tylko może mnie szukaj, żebym na tym dnie rzeki nie skończyła - powiedziała i przewróciła oczami, nie próbując nawet ukryć swojej niechęci względem niego. Chciała ochroniarza, do cholery jasnej, nie jakiegoś szemranego typa z gangu, który dla dwóch dolców osobiście dostarczy ją do tych psychopatów, którzy kilka dni temu zdemolowali mieszkanie Holdena. Gdyby jeszcze okazał zainteresowanie tą sprawą i przede wszystkim profesjonalizm, to nie zachowywałaby się tak teraz. - Blaisa? - o mało co się tym imieniem nie zadławiła. Nikt od dawna jej o niego nie pytał, właściwie nikt nigdy tego nie zrobił, nie biorąc pod uwagę przesłuchania, jakie odbyło się po tamtym wypadku samochodowym. - Co o nim wiesz? I myślisz... Cholera - zakryła twarz w dłoniach i nie potrafiła odnaleźć w sobie wystarczająco wiele odwagi, by zapytać o to, co chodziło jej teraz po głowie. Naprawdę sądził, że Blaise umarł z rąk tych samych osób, które teraz ją ścigały? Umarł przez nią? - Nie. Nie ma mowy. O ile w tym pudełeczku nie ma palca jednego z moich prześladowców, nie będę chodzić z tobą na jakieś chore układy, mam pieniądze i to nimi zamierzam ci zapłacić, a nie pomagać ci przewozić jakieś narkotyki, czy czym ty się tam zajmujesz - wyjaśniła, może trochę zbyt nerwowo, ale ona nie zamierzała sobie dostarczać kolejnych problemów i działać przeciw prawu. Zaraz zadzwoni do Wesa i poprosi go o znalezienie innego ochroniarza, bo była pewna, że tu z pewnością pomocy nie znajdzie.
[Profil]
  MÓW MI: zosia
 
James Widmore



w Berrylane od jakiegoś czasu

bawi się w bodyguarda i sprząta miejsca zbrodni

37
yo

193
cm

nie ma czasu na miłosne głupotki

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-01-12, 16:31   
  
James

  
Widmore

  
`

  

  

  

  

  

  


- Wiesz dlaczego Wes był aż tak bardzo zdesperowany, żeby wysłać cię właśnie do mnie? Bo jestem kurwa najlepszy w tym co robię - zignorował jej dziecinne przekomarzanki i zajął się "rozmową wstępną", jaka przecież obowiązywała w każdej pracy. - To oznacza, że to ja stawiam warunki, nie ty. Jak ci powiem co masz robić, to nie chcę słyszeć marudzenia. A jeśli spróbujesz mnie jakoś wykiwać, to od razu zerwę z Westwoodem całą umowę - może zbyt mocno się unosił, bo w końcu dziewczyna młoda była i pewnie przerażona, ale nie wywarła na nim zbyt dobrego wrażenia. Poza tym, inne miał troski na głowie a bycie miłym i uczynnym nigdy nie leżało w jego naturze. Dopiero widząc jej reakcję na znane obojgu imię nieco spasował. - Czy uważam, że jego śmierć była powiązana z tobą? Tak. Ale nic konkretnego jeszcze nie wiem, muszę sprawdzić kilka tropów - odparł, nie wchodząc w szczegóły. Wolał jej nic nie mówić, bo jego informacje były niepotwierdzone. A nie chciał, by spanikowała i wszystko spieprzyła. Odwrócił się w końcu i skupił na niej całą swoją uwagę. - Kilka rzeczy muszę wiedzieć już teraz. Czy umiesz posługiwać się bronią, czy kiedykolwiek byłaś świadkiem naruszenia prawa lub sama byłaś uczestnikiem podobnego precedensu i kiedy to wszystko tak właściwie się zaczęło? - zdawał sobie sprawę, że pytań jest wiele, że to całe rozeznanie potrwa pewnie do wieczora, ale innej drogi nie było. Musiała mu powiedzieć wszystko, uwzględniając przy tym wszelkie szczegóły. Wciąż zdawało mu się, że jest to sprawa przesadzona i po prostu kolejna rozpieszczona dziewczynka chce od kogoś wyłudzić kupę pieniędzy, które i tak posiada... ale starał się nie osądzać po pozorach. Przynajmniej nie w tej chwili. - Na nic mi twoja kasa, mała - parsknął, podchodząc do niej. Otworzył pudełko i wyjął z niego drogi dość pierścionek, który bez pytania wcisnął na jej palec. - Opiekowałem się dzieciakiem siostry, która wedle prawa od kilku lat nie żyje. Postanowiła jednak wrócić z grobu i zająć się tymczasowo synem, a tego opiece społecznej nie będę w stanie wyjaśnić, sama rozumiesz dlaczego. Masz przez chwilę poudawać, że bawisz się ze mną w dom i że Lance jest bezpieczny. Jeśli przekonasz urzędasa, który zaraz tu będzie, zajmę się twoją sprawą - rzekł spokojnie, nie oczekując odmowy. Innego wyjścia nie miał, musiał ją w to zaangażować.
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Colter | Elio | Fred | Holden | Penny | Theo
 
Astrid Reinhart



w Berrylane od początku świata

życie ją załamuje

26
yo

163
cm

związki jeszcze bardziej

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-02-02, 20:41   
  
Astrid

  
Reinhart

  
`

  

  

  

  

  

  


- Wspominał o tym. Zaraz po tym, jak ostrzegł mnie, że trudno z tobą wytrzymać. I chyba domyślam się już dlaczego - przyznała cicho, chcąc zaraz potem dodać, żeby się tak nie spinał, ale całe szczęście potrafiła wyczuć moment, w którym należy po prostu się zamknąć i nie cwaniakować, tym bardziej kiedy za publikę miało się osobę taką jak James. Nie uważała wcale tej sytuacji za zabawną, nie lubiła po prostu powierzać swojego życia w czyjeś ręce i mieć świadomości, że to nie ona za siebie odpowiada, a ktoś inny. Nic nie mogła jednak na to poradzić, w grę wchodziły zbyt poważne rzeczy, by mogła unosić się dumą i zwalniać każdego, kto podpadnie jej choć trochę. Skoro było tak jak Widmore mówił, i Wes odesłał ją do niego właśnie z tego powodu, jaki ten właśnie jej przedstawił - musiała wziąć to na klatę i chociaż spróbować mu zaufać. Nawet, jeśli wszystko w głowie nakazywało jej stąd uciekać i ostrzegało, że jest seryjnym mordercą. Szkoda więc, że swojej intuicji nie posłuchała.
- Musisz wiedzieć, że ja... To, co się z nim stało... Nigdy tego nie chciałam, okej? - powiedziała, tak w razie czego, żeby nie miał o niej tak złego zdania. Nie wiedziała, że sprawa ta okaże się tak poważna, że ktoś przypłaci za nią życiem. - Musisz być ostrożny. Nie chcę, żeby kolejna osoba... To profesjonaliści, nigdy o tym nie zapominaj - przestrzegła go, nie chcąc być odpowiedzialna za kolejną śmierć. Martwiła się zdecydowanie o zbyt wiele osób, nie chciała, by na tej liście znalazł się także James. Z tych nerwów pewnie też w końcu usiadła na kanapie, obserwując uważnie Widmore'a i zastanawiając się skąd Wes go wytrzasnął. Coś w tej całej sprawie się jej nie podobało, tylko niestety nie udało jej się jeszcze rozwikłać co dokładnie. - Tak, kilka lat temu uczyłam się strzelać, a kiedy wróciłam do Berrylane postanowiłam do tego wrócić, tak w razie czego. Podczas obchodów rocznicy morderstw Huntsmana zostałam postrzelona, a kilka dni temu ktoś planował zabić mnie w mieszkaniu mojego przyjaciela. A co do naruszenia prawa... Jakiś czas temu prawie postrzeliłam jakąś kobietę, która włamała się do samochodu, którym jechałam. No i tak, kupiłam nielegalnie broń palną. To chyba tyle. Ah, kiedyś włamałam się też do mieszkania agenta FBI - powiedziała, starając się przypomnieć sobie, czy nie wydarzyło się coś jeszcze. Oczywiście coś, o czym będzie mogła go poinformować, bo informacje, które umyślnie przed nim teraz zatajała się w to nie wliczały.
- Wesley o tym wie? - zapytała od razu, spodziewając się, jaka będzie jego odpowiedź. Nie miała pojęcia jak się zachować i co o tym myśleć, chyba ją to przerosło. - Okej, o ile kocham łamać prawo dla zupełnie nieznanych mi osób, tak teraz niestety mam pewne wątpliwości. Skąd pewność, że to twoja siostra wróciła i że to u niej jest... Lance, tak? A o to, jak można zgubić dziecko, nie chcę nawet pytać. I naprawdę bardzo mi to schlebia, pewnie za tym pierścionkiem kryje się łzawa, łamiąca serce historia o tym, jak jakaś laska cię porzuciła i zniszczyła twoje życie, ale w jaki sposób taki przedmiot może zamydlić oczy opiece społecznej? Bo o ile przejdzie to teraz, to jak poradzisz sobie z kolejnymi wizytami? Za każdym razem będziesz przedstawiał im inną narzeczoną?
[Profil]
  MÓW MI: zosia
 
James Widmore



w Berrylane od jakiegoś czasu

bawi się w bodyguarda i sprząta miejsca zbrodni

37
yo

193
cm

nie ma czasu na miłosne głupotki

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-02-27, 15:59   
  
James

  
Widmore

  
`

  

  

  

  

  

  


Zaśmiał się krótko na jej słowa. Oczywiście, że nie traktował jej poważnie i nie zamierzał tego w najbliższym czasie zmieniać. Była niechcianą niespodzianką w jego życiu i zapewne, gdyby chodziło o kogoś innego niż Westwood, odmówiłby z pełną tego świadomością. Ludzie umierają, czy to w wypadkach, czy wojnach gangów. Nie ma to znaczenia większego, bo tak ten świat został urządzony. Nie obchodziło go więc w ogóle to, że jakaś panienka ma problemy, że ktoś zagraża jej życiu. Skoro jednak Wes odezwał się do niego w tej sprawie, po przemyśleniu wszystkiego, postanowił się Reinhart zająć. Nie oznaczało to jednak, że będzie liczyć się z jej zdaniem, że będzie ją szanować i tak dalej. Była tego rodzaju zleceniem, które zostawia się na sam koniec pracy, bo jest tak wysoce nieistotne i nikomu niepotrzebne.
- Blaise był dużym chłopcem, wiedział jakie ryzyko na siebie ściąga - odparł, wzruszając ramionami. Nieco rozbawił go fakt, że dziewczyna jest tak mocno tą śmiercią przejęta i ewidentnie o niektóre sprawy się obwinia, ale nie zamierzał tego tematu poruszać. Przynajmniej nie teraz. Potem jednak znów westchnął i machnął ręką. Profesjonaliści? Raczej przedszkole, które urządziło sobie imprezę bez nadzoru dorosłych.
- Agenta FBI? - powtórzył za nią, marszcząc czoło. - Słuchaj, jeśli mam ci pomóc, to ani FBI, ani policja nie może się w to wpieprzać, rozumiesz? Nie chodzi o to, że się z nimi nie dogaduję a o to, że nie chcę by te kanalie zagroziły mojej rodzinie - i tu na myśli oczywiście miał cały gang, który przecież stawiany był przez niego na piedestale.
- Wes ma swoje sprawy na głowie i kiedy ostatnio sprawdzałem, nie jest ani twoim, ani moim tatusiem - mruknął, wywracając oczyma. Niesamowicie mocno go ta dziewczyna wkurzała, niestety. Chciał jej trochę rozjaśnić w sprawie Lance’a i upomnieć, że ona praktycznie nie ma nic do gadania, ale powiedzmy, że akurat wtedy przyszła ta opiekunka prawna i trzeba było improwizować. I pewnie wyszło całkiem nieźle, co zagwarantowało Jamesowi kilka dni spokoju.

// zt x2
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Colter | Elio | Fred | Holden | Penny | Theo
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5