menu


Poprzedni temat «» Następny temat
4. things fall apart, but nothing breaks like a heart
Autor Wiadomość
Floyd Millington


I heard you on the phone last night, we live and die by pretty lies, you know it, oh, we both know it


pilot w American Airlines

zdradził Maisie, więc go olała #ups?

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-12-24, 00:57   4. things fall apart, but nothing breaks like a heart
  
Floyd

  
Millington

  

  

  

  

  

  
32 yo

  
187 cm

  
W Berrylane od urodzenia

  


    7.
Walizkę odstawił ostrożnie tuż przy drzwiach i zamknął je za sobą nogą. Ta była ostatnia i cieszył się szczerze, że nie musi się już po nic wracać. Oczywiście, kultura wymagała, by to on wszystko dźwigał, a Maisie szła obok dumnie, więc tak też było, ale chyba miał prawo się zmęczyć, tak sądzę. Szczególnie z jego sercem, które tego dnia postanowiło go nienawidzić. Może przeczuwało, że cała ta sielanka, trzymanie za rączki i buziaczki to tylko cisza przed burzą? Nie wiedział, nie mógł tego przewidzieć, nie znał też pobudek swojego serca do takiego, a nie innego zachowania. Przypuszczał, że chodziło o lot - dziesięć godzin lekką ręką przecież zajęła im ta podróż, a nawet w pracy latał maksymalnie dwie, trzy godziny ostatnimi czasy. I nie nad oceanem, gdzie szansa turbulencji zwiększała się znacznie. Dlatego z cichą ulgą przyjął to, że już byli na lądzie i to nie miało się zmieniać jeszcze przez jakiś czas. Trochę bolało go w klatce, jednak powiedział Maisie, że ie czuje się źle i cała jego osowiałość tylko zmęczenie i jak się wyśpi, to na pewno wszystko będzie dobrze.
Zrzucił z siebie płaszcz marząc już o długim, ciepłym prysznicu i położeniu się do łóżka. Jet lag go czekał jak nic, bo jeszcze godzinka albo dwie i miało wzejść słońce, ale nie miał zamiaru się męczyć i chciał przespać minimalnie osiem godzin. Powiesił swoje i jej ubrania na wieszaku, zaraz skręcając do kuchni, gdzie napełnił czajnik wodą. Czuł, że bez herbaty nawet nie ma sensu kłaść się spać - po tygodniu w Anglii pił jej tyle, że niebawem będzie mógł wystąpić o brytyjskie obywatelstwo i liczyć na to, że zostanie przyznane w ramach jakiegoś precedensu. - Głodna? - spytał, a kiedy tylko włączył czajnik, zajrzał do lodówki. Zdawało się, że zostały tam tylko jogurty z długim terminem przydatności i nie pomylił się. W szufladzie na samym dole leżało jeszcze kilka jabłek, jednak te nie wyglądały jak coś, co należałoby zjeść. - Możemy coś zamówić na szybko, bo obawiam się, że Dannon nie wystarczy - powiedział zaraz, wyjmując z szafki dwa kubki.
_________________
[Profil]
  MULTI: Chelsie, Easton, Max, Peggy, Preston, Walter
 
Maisie Hasford


Hope is a dangerous thing for a woman with my past


długie godziny spędza na uniwersytecie

po podróży do Anglii ma kochankę i męża

Lives in
white log mews

Wysłany: 2018-12-25, 19:53   
  
Maisie

  
Hasford

  

  

  

  

  

  
26 yo

  
166 cm

  
W Berrylane od dziesięciu lat

  


    7
Po podróży na wyspy Maisie upewniła się w jednym – była domowniczką. I to tak potężną domowniczką, że szczerze zaczęła rozważać zainwestowanie w jakieś zwierzątko, które miało jej uniemożliwić inne, dalekie podróże, które ją najzwyczajniej w świecie męczyły. Była szczerze wykończona po tym locie, a także przez zmiany czasu, które pewnie przez najbliższe tygodnie miały sprawiać, że będzie chodziła rozkołysana i bardzo zmęczona. Czy to wszystko było tego warte? Cóż, blisko jej było do odpowiedzenia, że nie, chociaż prawda była taka, że wszystko wyglądało wprost przeciwnie. Spotkała się z rodziną, której dawno nie widziała, miała okazję pójść na piwo z przyjaciółmi, za którymi tęskniła, a co najważniejsze, wyznali sobie z Floydem miłość. Zdecydowanie była to przełomowa podróż, chociaż teraz Maisie marzyła wyłącznie o ciepłej kąpieli i śnie. Dużej ilości snu.
Z jedną torbą, a także swoją torebką weszła do mieszkania, w którym to zostawiła płaszcz i buty w przedpokoju, nim podreptała do kuchni za Floydem. Wciąż spragniona czułości od razu wtuliła się w jego plecy i zamknęła oczy, ciesząc się z ciepła, a także bliskości, którą otrzymywała. Gdyby tak dostatecznie długo postała, to była pewna, że dałaby radę zasnąć. – Nie bardzo. Herbata wystarczy. Ale jak ty jesteś głodny to możemy coś zamówić. – wciąż lekko zmarznięte dłonie wsunęła delikatnie pod sweter mężczyzny, którego skóry już po chwili dotknęła. Bardzo delikatnie zaczęła gładzić jego brzuch, czując, że jest blisko śmierci ze szczęścia od samego myślenia o tym jak blisko jest i że jest… jej. Bardzo chciała, żeby był jej od tak dawna, że kiedy wreszcie się to wydarzyło, nie wyobrażała sobie, że dzieje się to naprawdę i że nic, ale to nic ma temu nie zaszkodzić. Gdzieś z tyłu głowy wciąż odzywał jej się głosik, że jest zbyt pięknie, jednak ignorowała go bardzo sprawnie, wmawiając sobie, że to podchodzi już pod paranoję, szczególnie, że nie miała żadnych podstaw, żeby wierzyć, że coś jest nie tak, a Floydowi rzeczywiście miała powinąć się w najbliższym czasie noga.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Karo
MULTI: Carol, Faustus, Frankie, Georgette, Josie, Scott
 
Floyd Millington


I heard you on the phone last night, we live and die by pretty lies, you know it, oh, we both know it


pilot w American Airlines

zdradził Maisie, więc go olała #ups?

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-12-27, 19:26   
  
Floyd

  
Millington

  

  

  

  

  

  
32 yo

  
187 cm

  
W Berrylane od urodzenia

  


Gdyby nie fakt, że podróż, którą odbył właśnie była podróżą w towarzystwie Maisie, pewnie sto razy bardziej wolałby posiedzieć w domu, niż męczyć się w samolocie przez tyle godzin. Floyd był typem człowieka, który potrafił wziąć kilka dni zaległego urlopu tylko po to, by poleżeć i się w końcu wyspać, więc nic dziwnego, że tak to u niego wyglądało. Dzięki swojej pracy udało mu się, czy tak, czy tak, zobaczyć całkiem spory kawałek świata, a inicjowanie podróży w pojedynkę jakoś go nie kręciło. No, bo do niedawna jeszcze wcale nie było tak kolorowo między nim, a Maisie, więc planując ewentualne wakacje, nie zawsze mógł brać ją za pewniak. Mogli się przecież pokłócić zanim jeszcze otrzymałby bilety i nawet nie dałoby się tego wszystkiego odkręcić! Kiedy już się gdzieś razem wybierali, zazwyczaj nie były to szaleństwa... Do teraz. I choć w innym wypadku na pewno nie chciałby lecieć, teraz nawet się nie wahał i jak widać, wcale wyjazdu nie żałował. Nie śmiałby, na pewno nie w momencie, gdy wszystko zaczęło się między nimi wyjaśniać właśnie dzięki temu, że spędzili ten tydzień w Oksfordzie razem.
Uśmiechnął się leciutko kiedy poczuł, że dziewczyna otacza go ramionami i wtula się w jego plecy. Bardzo lubił to uczucie. Wolną ręką chwycił za jej własną, przeplecioną pod jego ramionami dłoń, którą umieściła na jego klatce piersiowej i przyciągnął ją sobie do ust, całując jej wierzch delikatnie. Dopiero po chwili puścił ją i obrócił się w jej objęciach tak, że teraz stali do siebie przodem i mogli się wtulić. Pogłaskał ją lekko po policzku, zagarniając do siebie silnym ramieniem. - Nie, mnie już wystarczy. Ta kanapka na lotnisku była potężna. Szczerze mówiąc, potrzebuję tylko snu. I w sumie... - zastanowił się przez moment, w tym samym czasie głaszcząc ją powoli po plecach. - Nie pogardziłbym prysznicem. Dołączysz? - mruknął cichutko przy jej uchu, nosem trącając jej policzek.
_________________
[Profil]
  MULTI: Chelsie, Easton, Max, Peggy, Preston, Walter
 
Maisie Hasford


Hope is a dangerous thing for a woman with my past


długie godziny spędza na uniwersytecie

po podróży do Anglii ma kochankę i męża

Lives in
white log mews

Wysłany: 2018-12-27, 19:40   
  
Maisie

  
Hasford

  

  

  

  

  

  
26 yo

  
166 cm

  
W Berrylane od dziesięciu lat

  


Była tak zmęczona, że najchętniej wtuliłaby się w mężczyznę i po prostu tak stała. Ewentualnie przeniosłaby się do sypialni, gdzie mogłaby spać i spać, i potem jeszcze spać. Czy to nie brzmiało jak wspaniały scenariusz, jak na godzinę czwartą rano? Była pewna, że lepiej być nie może. Choć w samolocie walczyła o to, żeby nie zasnąć chociaż na chwilę, teraz szczerze tego żałowała, pewna, że jej organizm zacznie wariować jak już dawno nie miał w zwyczaju. Ale co ona mogła? No co? Nic, na dobrą sprawę. Dlatego też obejmując mężczyznę, całowała go co jakiś czas czy to w szyję, czy linię szczęki, szczęśliwa z tego ciepła, które bezkarnie od niego w tym momencie czerpała. – Musisz zacząć bardziej podkręcać kaloryfery w mieszkaniu. Jeszcze trochę i zacznę zamarzać w czasie wizyt u ciebie. – dłonie delikatnie wsunęła pod ubranie mężczyzny, zimnymi palcami dotykając jego pleców. Był to idealny przykład tego, jak to czerpała ciepło i najzwyczajniej w świecie ogrzewała się o mężczyznę. Żeby jednak nie było tak, że wyłącznie brała, stanęła na palcach, składając na jego ustach kilka pocałunków. I czuła się szczęśliwa, naprawdę szczęśliwa mimo zmęczenia, które tak czule obejmowało jej ciało i sprawiało, że coraz trudniej przychodziło jej mruganie. – Chętnie. Tylko podkręcę te nieszczęsne kaloryfery. – i niechętnie się odsuwając, ruszyła do salonu, w którym to od razu ruszyła do jednego z grzejników, przekręcając go na maksymalną temperaturę. To samo zrobiła z drugim, a wracając, złapała jeszcze za koc leżący na kanapie, pewna, że przyda się do okrycia kiedy już wyjdą z łazienki, kiedy to… – Floyd? – zawołała, a między jej brwiami pojawiła się lekka zmarszczka. Była pewna, że kiedy ostatni raz była u mężczyzny, żadna sierść nie zalegała na kanapie. Ba, nie miała nawet kiedy pojawić się w tym miejscu, skoro od czasu, kiedy siedziała tutaj do wyjazdu do Oksfordu minęło tylko parę dni. A jednak była. Leżała i to sprawiała, że zimny dreszcz przebiegł po plecach blondynki, sprawiając, że jej mięśnie napięły się, jakby gotowe na to, co miało za chwilę nastąpić.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Karo
MULTI: Carol, Faustus, Frankie, Georgette, Josie, Scott
 
Floyd Millington


I heard you on the phone last night, we live and die by pretty lies, you know it, oh, we both know it


pilot w American Airlines

zdradził Maisie, więc go olała #ups?

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-12-27, 20:21   
  
Floyd

  
Millington

  

  

  

  

  

  
32 yo

  
187 cm

  
W Berrylane od urodzenia

  


Wtulał się w nią mocno, jakby po tym tygodniu wciąż było mu mało całej tej bliskości i ciepła, jakby wcale nie dostał ich od niej wystarczająco dużo w czasie całego wyjazdu. W gruncie rzeczy, trochę mu było mało, rzeczywiście, bo to nie działało w ten sposób; nie mógł sobie tej ilości czułych uścisków czy pocałunków zachować, oszczędzić na potem... Wszystko chłonął na bieżąco i chciał więcej praktycznie sekundę później, ot. Tak na niego działała jej obecność, co mógł na to poradzić? Obawiam się, że nic. Teraz nawet jej przeraźliwie zimne dłonie, które wciskała mu pod koszulkę, nie mogły go zmusić do odsunięcia się od niej i trzymał ją przy sobie ściśle, przyjmując i oddając wszystkie jej pocałunki. - Postaram się o tym pamiętać. A jak nie, to... już jakoś cię rozgrzeję - mruknął nisko i pewnie zaatakowałby ją pocałunkami, gdyby sama nie odsunęła się teraz od niego. Wzdychając cichutko, może odrobinę za mocno swoją drogą, bo poczuł uścisk w klatce piersiowej, ponownie obrócił się w stronę blatu i widząc, że woda się zagotowała, zabrał się za kończenie ich herbat. Pewnie po napełnieniu kubków dodał do napojów jakiś miód czy cukier, co tam akurat miał i zaraz miał ruszyć z nimi do pokoju. - Hm? - wyjrzał przez drzwi, nie dostrzegając w słabym świetle, że Maisie trzymała w dłoniach koc. Ten sam koc, na którym ostatnio spędziła sporo czasu Padme, mały piesek rasy papillon, podczas gdy on i jego właścicielka... Mieli ciekawsze rzeczy do roboty. Nie, jeszcze nie wiedział. W ogóle nie podejrzewał nadchodzącej burzy, mając zamiar zaraz wrócić do herbat, a może nawet wyjąć sobie jednak ten jogurt z lodówki. Był kompletnie wyluzowany. - Co tam? - dopytał, chowając cukier do szafki i zaraz ruszył do salonu, by dowiedzieć się, o co chodziło.
_________________
[Profil]
  MULTI: Chelsie, Easton, Max, Peggy, Preston, Walter
 
Maisie Hasford


Hope is a dangerous thing for a woman with my past


długie godziny spędza na uniwersytecie

po podróży do Anglii ma kochankę i męża

Lives in
white log mews

Wysłany: 2018-12-27, 20:32   
  
Maisie

  
Hasford

  

  

  

  

  

  
26 yo

  
166 cm

  
W Berrylane od dziesięciu lat

  


Zaczęła się stresować i wcale się z tym nie ukrywała. Koc oblepiony sierścią sprawiał, że jej ciśnienie zaczęło skakać bardzo mocno, a całe zimno, które jeszcze chwilę wcześniej przeszywało jej ciało odeszło w niepamięć. Co prawda nie wiedziała jeszcze, że znajdując sierść, miała dowiedzieć się wiele, wiele więcej. Póki co była po prostu zła, że sprowadzał do domu jakieś psy, którym pozwalał spać na jej kocu, który teraz nadawał się do prania i o który nawet nie zadbał, chociaż doskonale wiedział jak bardzo Maisie go lubiła i jak wiele czasu spędzała, kryjąc się pod jego ciepłym materiałem.
Kiedy więc Floyd przyszedł wreszcie do salonu, podeszła do włącznika, zapalając większe światło niż to, które dawała lampka w kącie pokoju, a następnie rzuciła nieszczęsnym kocem w mężczyznę, krzywiąc się przy tym nieznacznie. – Wyjaśnisz mi łaskawie skąd wzięła się na nim sierść? – nie kryła wyrzutu, który pojawił się w jej głosie. Jasne, chwilę temu było miło, stali wtuleni i w ogóle, jednak teraz była naprawdę zła. Jej pedantyzm przejmował kontrolę nad nią samą, a to prowadziło do takiego, a nie innego zachowania. Poza tym, jeśli Floyd jeszcze chwilę temu sądził, że fakt, że wyznali sobie uczucia sprawiał, że miała już nigdy więcej się na niego nie zdenerwować, to miał się właśnie bardzo boleśnie przekonać jak mocno się mylił. Nie zmieniła się nagle, nie ewoluowała w innego człowieka. Wciąż była tą samą Maisie, która złościła się za rzeczy typu ten nieszczęsny koc, nie wiedząc jeszcze, że za moment miała dowiedzieć się rzeczy, które dadzą jej o wiele większe powody do skaczącego ciśnienia niż trochę psich kłaków na materiale, który znajdował się właśnie w dłoniach Floyda.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Karo
MULTI: Carol, Faustus, Frankie, Georgette, Josie, Scott
 
Floyd Millington


I heard you on the phone last night, we live and die by pretty lies, you know it, oh, we both know it


pilot w American Airlines

zdradził Maisie, więc go olała #ups?

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2018-12-27, 20:57   
  
Floyd

  
Millington

  

  

  

  

  

  
32 yo

  
187 cm

  
W Berrylane od urodzenia

  


Zmrużył oczy, kiedy światło większej lampy rozbłysło, bo jednak nie były przygotowane na taki atak. No, bo jak inaczej to nazwać? Zamrugał kilkakrotnie, w końcu zerkając na Maisie i złapał koc, który poszybował w jego stronę. Początkowo nie rozpoznał w ogóle o co chodzi i nie wiedział, w czym problem, ba, uniósł nawet brew gotów spytać, o co jej właściwie chodzi, ale kiedy przyjrzał się, wszystko do niego dotarło i zrozumiał. Czy była szansa, że nawet nie zauważył, że Padme położyła się akurat na tym kocu, ulubionym okryciu Maisie? Owszem, całkiem spora. Postanowił zachować spokój, bo ukazywanie emocji nie miało wyjść mu na dobre w tym momencie. Wiedział, że wyplątanie się z tego bez przyznawania do winy będzie trudne samo w sobie, więc całą swoją resztkę energii włożył w to, by nie zareagować emocjonalnie i się nie zdradzić, bo... Naprawdę nie chciał więcej spin i awantur. Wiedział doskonale, że spierdolił, zapraszając wtedy tę dziewczynę do siebie, ale to już było i wystarczająco sam siebie maltretował wyrzutami sumienia, by teraz za to obrywać. - Miałem gości jakiś czas temu. Nawet nie zauważyłem, że pies na tym siedział, serio. Przepraszam, zaraz przyniosę ci jakiś inny, a ten oddam do czyszczenia przy okazji, dobrze? - spytał całkiem swobodnie i zerknął na nią, chcąc już ten koc w cholerę odłożyć i zająć się rzeczami poważnymi. Rozmowa o wizycie Georgette i jej psa nie mogła skończyć się dobrze i szczerze liczył na to, że Maisie nie zdecyduje się tego tematu ciągnąć. Pierwszy raz w życiu Floyd naprawdę, z całego serca nie chciał problemów, ba, chciał ich uniknąć i nie konfrontować czegoś, wiedząc doskonale, że to nie wywoła niczego dobrego. I chociaż nie mógł przekazać teraz kobiecie, że wolałaby nie zadawać pytań i niczego nie wiedzieć, niestety nie mógł, więc pozostawało mu tylko mieć nadzieję, że da spokój.
_________________
[Profil]
  MULTI: Chelsie, Easton, Max, Peggy, Preston, Walter
 
Maisie Hasford


Hope is a dangerous thing for a woman with my past


długie godziny spędza na uniwersytecie

po podróży do Anglii ma kochankę i męża

Lives in
white log mews

Wysłany: 2018-12-27, 21:09   
  
Maisie

  
Hasford

  

  

  

  

  

  
26 yo

  
166 cm

  
W Berrylane od dziesięciu lat

  


Obserwowała mężczyznę i bądźmy szczerzy, znała go dziesięć lat, potrafiła wyłapywać naprawdę wiele w jego zachowaniu, tonacji głosu czy też gestykulacji. I tym razem w jej głowie zapaliła się czerwona lampa, która sprawiła, że podeszła do niego o kilka kroków, zakładając na piersi dłonie, czując, jak całe zmęczenie i wszystko to, co do tej pory sprawiało, że chciała iść do łóżka odchodziło w niepamięć, pozostawiając miejsce narastającej złości i… Czemuś, na kształt strachu, co podstępnie i bardzo nieprzyjemnie zaczęło wdzierać się do umysłu Maisie, zmuszając go do tworzenia coraz to nowszych teorii spiskowych. – Gości? Kogo takiego? Nie przypominam sobie, żeby któryś twój znajomy miał psa, który zmieściłby się na tym kocu. Nie przypominam też sobie, abyś był tak towarzyskim człowiekiem, żebyś zapraszał do siebie ludzi. Poza tym nie wspominałeś o tym, że ktoś u ciebie był. – zauważyła, lekko mrużąc oczy. Ją także bolało to nagłe, mocne światło, a jednak nie chciała go gasić. Dzięki temu, że było miała lepszy wgląd we wszystkie reakcje Floyda jak również widziała każdy jeden grymas, który pojawiał się na jego twarzy.
I czuła, że coś było nie tak. Przecież gdyby to był ktoś znajomy, to powiedziałby wprost, że gościł tego, czy też innego kolegę. Znała tylko jednego jego kolegę, który miał psa, jednak była pewna, że tego nie wpuściłby na kanapę, choćby nie wiadomo co się działo. No i… Pozwolił czworonogowi spać na jej kocu, którego przecież nie zostawiał w salonie, jeśli wiedział że ktoś miał go odwiedzić, nie chcąc, żeby się ubrudził. To wszystko sprawiało, że karuzela domysłów, siatka strachu i niepewności stawała się coraz bardziej dorodna, a Maisie nerwowo wybijała palcem rytm o swoje przedramię, czekając na wyjaśnienia ze strony Floyda.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Karo
MULTI: Carol, Faustus, Frankie, Georgette, Josie, Scott
 
Floyd Millington


I heard you on the phone last night, we live and die by pretty lies, you know it, oh, we both know it


pilot w American Airlines

zdradził Maisie, więc go olała #ups?

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2019-01-04, 22:07   
  
Floyd

  
Millington

  

  

  

  

  

  
32 yo

  
187 cm

  
W Berrylane od urodzenia

  


Emocje, które towarzyszyły mu, kiedy tak wpatrywała się w niego podejrzliwie, dalece mijały się z komfortem czy spokojem. Czuł praktycznie jak świdruje go wzrokiem i próbuje wyłapać każdą jedną zmarszczkę na czole, drgnięcie powieki. Pomału zaczynał panikować, jak przystało na winną osobę, jednak naprawdę starał się to w sobie ukryć. Nie chciał jej okłamać, ale nie chciał też, by poznała prawdę, zbyt bojąc się, co wydarzy się dalej, po tym jak już wszystko wyjdzie na jaw. Niby nie mieli nic powiedziane na sto procent w chwili, gdy przyprowadził tutaj tę gówniarę i spędził z nią znaczną część wieczoru, ale... Obiecał, że zrezygnuje z innych. Oczywiście mógł wymyślać teraz, że rezygnowania tak od razu nie było w umowie, ale... Nie miał zamiaru robić z siebie idioty, skoro nawet jego własne sumienie podpowiadało mu, że spieprzył i choć nie powiedzieli sobie wtedy wprost, że się kochają i chcą być razem, to mogło podpadać pod zdradę. I mogło zaboleć bardziej, niż każdy inny skok w bok w ciągu tych dziesięciu lat widywania się i dziwnych podchodów. Westchnął ciężko, czując, że serce wcale nie chce współpracować. - To była akurat znajoma - sprostował, czując, że może jeszcze jakoś da się mu ominąć szczegóły, zaserwować półprawdę. Miał szczerą nadzieję, że nie dopyta. Że po tym, co powie dalej uzna, że okej, na pewno do niczego nie doszło i uwierzy w jego niepełną wersję. Sam pewnie by sobie nie uwierzył nawet, ale nadal miał nadzieję, okej? - Nie zaprosiłem, wyszło dość spontanicznie. Wpadliśmy na siebie w parku i zaczęło lać, więc pozwoliłem jej się trochę ogarnąć. Nic wielkiego - odparł, wzruszając ramionami, palce jednak zaciskając na nieszczęsnym kocu, którego nawet nie przyszło mu do głowy, by wyprać po wizycie rudowłosej nieznajomej. Prawdopodobnie na tym etapie był już głęboko w dupie i nie było szans, że się z tego wyplącze; czuł to w kościach, a także w klatce piersiowej, bo serce biło coraz szybciej i coraz boleśniej.
_________________
  
[Profil]
  MULTI: Chelsie, Easton, Max, Peggy, Preston, Walter
 
Maisie Hasford


Hope is a dangerous thing for a woman with my past


długie godziny spędza na uniwersytecie

po podróży do Anglii ma kochankę i męża

Lives in
white log mews

Wysłany: 2019-01-05, 19:47   
  
Maisie

  
Hasford

  

  

  

  

  

  
26 yo

  
166 cm

  
W Berrylane od dziesięciu lat

  


Poczuła jak całe ciało jej drętwieje w chwili, w której Floyd wspomniał o jakiejś znajomej. I to nie tak, że chciała mu nie wierzyć i z całych sił doszukiwać się jakichś dowodów na ewentualną zdradę, tylko… Znała go. Znała go zbyt dobrze, doskonale, od skóry po sam szpik i wiedziała czego może się po nim spodziewać, czego oczekiwać. I żadna, ale to żadna wzmianka o znajomej do tej pory nie była czymś, co kończyło się na koleżeńskim spotkaniu przy herbatce i ciastkach, dlatego też momentalnie zrobiła krok w tył, czując, jak krew napływa jej do twarzy. Palące policzki domagały się schłodzenia ich zimnymi dłońmi, a jednak nie robiła tego, mentalnie dając sobie w twarz za chęć okazywania zdenerwowania w takim momencie. To jeszcze nie była chwila, w której należało wybuchnąć, dlatego też powstrzymywała się z całych sił, wyłącznie mierząc Floyda podejrzliwym spojrzeniem, którego nie spuszczała z niego nawet na moment. – I co robiliście z tą znajomą, że nie zauważyłeś, że jej pies siedzi na moim kocu? I kto to w ogóle był? – zapytała, potrzebując chociaż odrobinę więcej szczegółów, chcąc, żeby wyjaśnił jej wszystko. Chyba zasługiwała na to, prawda? Jeśli mieli tworzyć poważny związek to powinien być on budowany na zaufaniu, na szczerości, na rozmowach. Tym bardziej, że… Umówmy się, po tylu latach nikogo nie powinno dziwić, że kiedy czegoś nie była pewna, zaczynała drążyć temat tak długo, aż wszystko nie stałoby się jasne. I pewnie bardziej skłonna byłaby uwierzyć w słowa mężczyzny, gdyby nie to, jak nerwowo zaczął zaciskać palce na kocu, jak bardzo się spiął. To był dla niej znak, bardzo wyraźny sygnał, że coś było nie tak i sprawiał on, że wyłącznie bardziej się denerwowała, co było widać już nie tylko poprzez czerwone wypieki na twarzy, ale również podobnego koloru plamy na dekolcie.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Karo
MULTI: Carol, Faustus, Frankie, Georgette, Josie, Scott
 
Floyd Millington


I heard you on the phone last night, we live and die by pretty lies, you know it, oh, we both know it


pilot w American Airlines

zdradził Maisie, więc go olała #ups?

Lives in
magnolia flats

Wysłany: 2019-01-06, 17:41   
  
Floyd

  
Millington

  

  

  

  

  

  
32 yo

  
187 cm

  
W Berrylane od urodzenia

  


Prawdopodobnie katastrofa była już w tym momencie nieunikniona, ale jak to mówią, tonący brzytwy się chwyta, więc Floyd nie mógł się poddać ot, tak. Przyznawanie się do winy i kajanie nie były jego mocnymi stronami, to włączało mu się dopiero wtedy, gdy już naprawdę było to konieczne. Czy już teraz było? No skądże, przecież mógł jeszcze trochę pokręcić, chociaż wiedział doskonale, że od momentu, gdy będzie musiał się przyznać dzieliły go sekundy. Westchnął jednak ciężko, wywracając oczami, co wcale nie sprawiło, że było mu lepiej czy że czuł się spokojniejszy. - Już ci na to odpowiedziałem - rzucił wreszcie, próbując trzymać się wersji z tym, że przyszła tylko się ogarnąć i na tym tyle. Częściowo się zgadzało, przecież przyszła się tylko przebrać i ogrzać, to co wydarzyło się dalej było jakby odrębnym tematem. Nie planował jej przelecieć, gdy szli do domu, a przynajmniej bardzo usilnie chciał w to wierzyć, bo szczerze nie wiedział już, co wtedy nim kierowało. Sam we własnych rozmyślaniach się gubił, wciąż zmuszając mózg do pracy na najwyższych obrotach, by sprzedać jej taką wersję wydarzeń, która nie pociągnie za sobą lawiny nieprzyjemnych zdarzeń. - Nie wiem, nie znałem jej do tej pory. Boże, Maisie, naprawdę musisz? - wszystko psuć, chciałoby się dodać, ale się pohamował, bo w gruncie rzeczy... To wszystko była przecież jego wina. Te słowa i tak warknął niemal, prawdopodobnie samemu przybijając sobie kolejny gwóźdź do trumny, no bo... Niewinny człowiek się tak nie zachowywał, umówmy się. Wiedział, że jak tak dalej pójdzie, to Maisie zaraz wszystkiego się domyśli i tyle będzie z jego udawania, że nic się nie stało. I chociaż naprawdę było mu źle, z tym co zrobił, chociaż naprawdę, szczerze żałował tego wszystkiego, nie był w stanie cofnąć czasu i choćby uprać tego koca albo zwyczajnie się go pozbyć. To byłoby przecież mniej podejrzane, niż fakt, że cały był oblepiony sierścią.
_________________
[Profil]
  MULTI: Chelsie, Easton, Max, Peggy, Preston, Walter
 
Maisie Hasford


Hope is a dangerous thing for a woman with my past


długie godziny spędza na uniwersytecie

po podróży do Anglii ma kochankę i męża

Lives in
white log mews

Wysłany: 2019-01-10, 23:46   
  
Maisie

  
Hasford

  

  

  

  

  

  
26 yo

  
166 cm

  
W Berrylane od dziesięciu lat

  


Czuła, że w jej głowie dzieje się prawdziwe szaleństwo, że zmęczony umysł wchodzi na coraz to wyższe poziomy, chcąc jak najszybciej przeanalizować każde jedno słowo Floyda, każdy jego gest i wszystko to, co w ogóle się z nim związało. Naprawdę chciała mu wierzyć. Naprawdę chciała, żeby mówił prawdę, żeby wszystko to, co jej teraz przedstawiał było rzeczywistością, tyle że… Nie potrafiła. Znając go tyle lat, z każdej możliwej strony, która kiedykolwiek się w nim narodziła, nie potrafiła bezgranicznie ufać każdemu słowu, które kiedykolwiek opuszczało jego usta. Czuła się z tym źle, nie ukrywała, że nie. Naprawdę podle widziała samą siebie, kiedy orientowała się jak mały poziom zaufania posiadała względem człowieka, którego kochała, a jednak jak po tak wielu zdradach, kłótniach i kłamstwach mogłoby być inaczej? Czy naprawdę to było aż tak zaskakujące, że nie potrafiła mu bezgranicznie ufać, skoro nigdy nie dał jej podstaw, aby mogła go tym obdarzyć? – Co robiliście? – drżący głos niemalże namacalnie, boleśnie, ciął napięcie, które rodziło się z każdą kolejną sekundą. Nie chciała tak. Wreszcie miało być między nimi dobrze, wreszcie mieli żyć szczęśliwie, spokojnie. Zamiast tego bała się, że wszystko skończy się szybciej, niż miało prawo zaistnieć, a słowa, które wypowiadali w Oksfordzie stracą jakiekolwiek znaczenie, jakąkolwiek ważność. – Powiedz mi Floyd, odpowiedz mi szczerze… – poprosiła, na zmianę rozprostowując i zaciskając palce w pięści. Denerwowała się tym wszystkim i wcale tego nie kryła. Nie było co kryć, patrząc na reakcję mężczyzny, na to, jak bardzo prosił, żeby nie naciskała. Gdyby to było rzeczywiście nic, to przecież by jej powiedział wprost, prawda? Nie upierałby się przy tym, że ma nie zadawać pytań. A Maisie… Maisie słysząc takie rzeczy czuła już teraz, bez wyraźnego potwierdzenia z jego strony, że działy się tutaj rzeczy, o których prawdopodobnie nigdy by się nie dowiedziała, gdyby nie ten nieszczęsny koc, teraz tak maltretowany przez dłonie Millingtona.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Karo
MULTI: Carol, Faustus, Frankie, Georgette, Josie, Scott
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,13 sekundy. Zapytań do SQL: 6