menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Ławki
Autor Wiadomość
Veselin Addams


Wysłany: 2018-03-31, 19:35   

Kradzież dorobku, no tak. Veselin wiedział, że mimo wszystko coś zakuło jego siostrę w godność i poczucie wyższości, czemu w sumie się nie dziwił, bo dobrze wiedział, że biedna nieźle musiała się napracować przy każdej swojej ofierze. Addams czasem zastanawiał się czy to autentycznie przynosi jej tyle satysfakcji, że nadal chce jej się w to bawić. On sam był już nieźle wykończony swoją zabawą z nerdem i być może chodziło o sam fakt, że niektóre organy bardziej wyrywał aniżeli odcinał, ale jednak na samą myśl o sterylności i precyzji, którą Lorraine zachowywała i której pilnowała jak oka w głowie (hehehe) podczas swoich robótek, autentycznie mu się odechciewało. Zupełnie nie kręciło go coś takiego, nie w kontekście ludzkim. To wobec wypychania zwierząt pilnował sterylności, wykonywał precyzyjne nacięcia i ostrożne zszycia, ale kiedy przyszło co do czego i miał zająć się nerdem, tego typu subtelność i precyzja nawet nie przeszła mu przez myśl. Wydawało mu się, że takie postępowanie niesamowicie go ogranicza i nie daje mu możliwości poczucia różnicy oraz zasmakowania czegoś innego. Jaki sens miałoby zabójstwo chłopaka, gdyby przypominało przyspieszoną eutanazję na pierwszym lepszym, przygotowywanym do wypchania zwierzęciu? Najbardziej ekscytującą częścią tego wszystkiego, była w końcu możliwość spróbowania czegoś nowego i poznania tej skrajnie innej od codziennej wersji ciebie. Ale może z czasem faktycznie pojawia się monotonność w działaniu i wykształca jakieś głupie modus operandi. Okropieństwo. Jaka frajda z zabijania, kiedy ciągle wygląda tak samo? Na tej płaszczyźnie Veselin zupełnie nie był w stanie zrozumieć siostry, ale oczywiście nie miał zamiaru przedstawiać jej swojego stanowiska w tej sprawie.
Nie miał zamiaru zbliżać się bardziej do mężczyzny. Podszedł do niego kilka kroków, na tyle blisko, żeby dokładnie słyszeć słowa siostry i odpowiedzi złodzieja jej zbrodni. Nie miał zamiaru jakoś bardziej mieszać się w wymianę zdań pomiędzy nimi, a jego uwagę zaprzątało coś zupełnie innego. Deszcz. Ten cholerny deszcz, rytmicznie uderzający o chodnik i ławki, i szeleszczący papierek po orzeszkach, deszcz spływający po włosach Lorraine, i deszcz zatrzymujący się na haczykowatym nosie rozmówcy jego siostry. Deszcz wybijający rytm na materiale jego kurtki, przeciwdeszczowej kurtki, która powoli zatracała swój przymiotnik, bo Addams coraz mocniej odczuwał przebijającą się wilgoć i chłód. Możliwe, że był odrobinę nadwrażliwy na zimno, a poza tym panikował i tak naprawdę wcale nie przemakał, ale jakoś nie mógł dopuścić tego do świadomości. Wcisnął zaciśnięte pięści mocniej w kieszenie kurtki, mając zamiar na razie się nie wtrącać, ale z każdą sekundą coraz trudniej przychodziło mu powstrzymywanie się od natychmiastowego oznajmienia Lorraine, że w tej chwili wracają do domu albo przynajmniej pod jakiś daszek. Robiło się ciemno, a popołudnie szybko przechodziło w wieczór, więc niech jego siostra lepiej szybciej załatwia sprawy, bo Veselin miał jeszcze cholernie dużo rzeczy do zrobienia. Zresztą, o wiele ciekawszych niż przyspieszanie procesów gnilnych deszczem i wieczorną wilgocią.
[Profil]
 
 
Lorraine Addams


Wysłany: 2018-03-31, 21:43   

Problemem geniuszu jest chęć zaimponowania, bycia podziwianym i stawianym w centrum uwagi. Dlatego tak wielu seryjnych morderców robiło wszystko by zostać złapanym, pozostawiało poszlaki, bo chcieli by ludzie dowiedzieli się, że wszystkie te piękne zbrodnie były ich autorstwa. Chcieli dostać ten upragniony podziw. Lorraine Władysław się z tego schemtu dbając o nie zostanie złapaną. Plotki wokół niej zaspokajały jej potrzebę docenienia bardziej aniżeli złapanie na gorącyn uczynku. Jakim jest się geniuszem, kiedy wpada się w łapy tak kierunek policji? Precyzja natomiast była jej znakiem rozpoznawczym, zboczeniem wynikającym z uwielbienia do medycyny i chemii, do poznawania ludzkiego ciała od wewnątrz i wszystkich jego mankamentów. Uważała, że perfekcyjnie wycięte serce prezentuje się na szafce dużo dostojniej, aniżeli wyrwane w szale. Chłodne działania pozwalały delektować się całą sytuacją, czerpać z każdej chwili. Nie podawanie się skrajnym emocjom irracjonalne budziło w niej najwięcej emocji. A później mogła podziwiać swoje idealne, wycięte od linijki prace, delektować się swoim talentem. Czy było coś lepszego niż samozachwyt?
-Nie mam zamiaru cię pozbawiać życia ani nic takiego, za bardzo mi się opłacasz, ale mam nadzieję, że jesteś świadomy, że ja nigdy nie pozwolę na zawłaszczanie sobie moich talentów i osiągnięć. Nie ucierpisz ty, ale ktoś zupełnie inny, ktoś czyjego bólu będziesz żałował do końca życia. Ale hej, długo nie pożyjesz jak już trafisz za kratki. Za taką ilość przewinień jest tylko jedna kara. Przynajmniej szybko spotkasz się z tymi, których wkopałeś zagarniając to co nie twoje.- uśmiechnęła się słodko przekonana o swojej wyższości nad tym człowiekiem. Dużo ryzykowała, ale miała przeczucie, że wszystko jest po jej stronie. A jeśli nie ufać przeczuciu Lorraine Addams to czyjemu?-Przy okazji... Skąd zjadłeś wszystkie nazwiska? Szpiegowałeś mnie? A może po prostu mnie uwielbiasz?- spytała z czystej ciekawości, bo wiedziała, że to nie ona ponosi winę, ona niczego nie skopała. Nie potrafiłaby nawet tego zrobić.
_________________
[Profil]
 
 
Veselin Addams


Wysłany: 2018-03-31, 22:07   

Mężczyzna wydawał się jakoś dziwnie niewzruszony wywodem Lorraine, a może to po prostu w oczach Veselina wszystko działo się w zwolnionym tempie? Tak naprawdę chłopak nie miał pojęcia, bo liczył się tylko i wyłącznie d e s z c z, cholernie boskie zjawisko pogodowe, niosące wybawienie dla spragnionych i zgubę dla gnijących. Jak to możliwe, że taki jeden głupi składnik atmosfery był w stanie sprawić, że chłopak miał wrażenie, jakby zaraz miał się rozpaść?
- Lorraine... - mruknął cicho, ale został skutecznie zagłuszony przez ulewę. Poza tym jego siostra chyba i tak była zbyt zaabsorbowana wytykaniem nędznemu oszustowi jego głupoty i braku rozsądku. Tymczasem Veselin powoli zaczynał dygotać, zastanawiając się jednocześnie czy dzieje się to przy udziale gazów pośmiertnych buszujących po jego ciele, czy przez zestresowane robaki biegające wte i wewte. Zacisnął zęby, przełykając głośno jedną z larw, która najwyraźniej postanowiła wypełznąć mu na sam przód przełyku, co było dla niego wyjątkowo niekomfortowe. Cholerne robactwo. Addams wbił spojrzenie w chodnik, przyglądając się mu uważnie, centymetr po centymetrze i wypatrując nowych robali, mogących czaić się na jego skąpane w deszczu ciału. Ale czy robale nie chowają się przed deszczem? Cóż, z pewnością chowają, o ile mają chociaż odrobinę instynktu samozachowawczego. Nic dziwnego, bo Veselin też z każdą kolejną sekundą coraz bardziej żałował, że zgodził się pójść z siostrą na ten głupi spacer. Coraz dotkliwiej też odczuwał deszcz, powoli przenikający przez jego kurtkę i wyobraźnia od razu stawiała mu przed oczyma okrutne wizje i wyobrażenia stanu jego ciała, jeśli woda faktycznie po raz kolejny się do niego dostanie. Blondyn wiedział jedno - absolutnie nie mógł do tego dopuścić.
- Lorraine - odezwał się głośniej, jednocześnie przysuwając się do niej odrobinę bliżej, jednocześnie jednak nieustannie pilnując, żeby przypadkiem jej nie dotknąć. Następnie nachylił się odrobinę do jej ucha, nie chcąc odstawiać szopki przed tym idiotą. - Lorraine, to jest woda - zachrypiał żałośnie najprawdopodobniej najoczywistszą rzecz po słońcem. Nie mógł już też powstrzymać widocznego drżenia, choć ktoś patrzący z boku mógł to zrzucić na przeziębienie czy inne choróbsko, niedotykające zmarłych, którzy przecież nie są podatni na te wszystkie syfy. - Chodź już - dodał po chwili, po czym odsunął się od niej odrobinę, czekając na tę jej cholerną decyzję. Niech jeszcze rzuci w faceta kilkoma wyzwiskami albo na niego splunie - Veselin miał to zupełnie gdzieś. Chciał tylko, żeby wreszcie ruszyli się z tego obrzydliwie mokrego miejsca, w którym stanowczo nie było dobrych warunków dla zmarłych.
[Profil]
 
 
Lorraine Addams


Wysłany: 2018-03-31, 22:27   

Nie dotykało jej zanadto niewzruszenie mężczyzny, gdyż była zbyt zaabsorbowana tym co musiała mu przekazać. Musiał wiedzieć, że nawet jeśli robi jej przysluge, ona nie zamierza jak jakaś głupia trzpiotka padać na kolana dziękując mu za to jakże heroiczne poświęcenie. Po jej trupie. Lorraine zawsze, ale to zawsze musiała mieć ostatnie słowo, nawe jeśli wcale nie było to konieczne. Najzwyczajniej w świecie nie była w stanie przepuścić okazji. No i nie oszukujmy się, kradzież jej dorobku intelektualnego i manualnego do prawdy zabolała ją w najczulsze miejsce. Dlatego innych też poboli. Jeszcze nie była pewna kogo i kiedy, ale wiedziała, że prześwietli jego i jego rodzinę, najbliższych. Znajdzie jego piętę Achillesa i zada cios prosto w nią. Może się o tym nie dowie przed wyrokiem, ale idąc za rozumowaniem życia po śmierci, zielonych pastwisk Jezusa czy innego Ducha Świętego to jeszcze się spotkają, i nie będzie to miłe spotkanie. Na pewno nie takie, o którym by marzył. Bo Lorraine musi mieć ostatnie słowo.
-Podziwiaj, więc dalej, nie jesteś jedyny. Chociaż chyba najodważniejszy. Swoją drogą, nie uważasz, że odważny to piękny synonim do słowa głupi? Znam kogoś kto też jest nadwyraz odważny w droczeniu się ze mną. Misha się nazywa. Ale spokojnie, on też pożałuje. Wszystlo w swoim czasie.- Prawdopodobnie nie przerywałaby swojego wywodu, gdyby Veselin nie uznał tego momentu za dobry do oznajmienia, że pada deszcz. Odkrycie roku, Nobel dla Veselina. Chciała go zignorować wpadając w typową dla maniaków chęć wygłaszania monologu o źle całego świata i inteligencji zabójcy, ale wiedziała, że młody cierpi. A gdzieś tam w głębi siebie zależało jej na rodzinie. Przynajmniej na części z nich. Z resztą i tak nie miała już nic do powiedzenia.
-Okej, jasne. Chodźmy do Addams Manor. Adiós!-rzuciła tylko do mężczyzny i oddaliła się wraz z Veselinem w kierunku domu, gdzie czekała na nich kolejna niespodzianka tego dnia.

Ztx2
_________________
[Profil]
 
 
Georgia Winfield


Lives in
white log mews

w Berrylane od razu


próbuje jakoś żyć

finnick wyjechał, więc teraz myśli tylko o julianie

Wysłany: 2019-10-26, 18:45   
  
Gigi

  
Winfield

  

  

  

  

  


  
-

  
20 yo

  
167 cm

  


Było z nią źle. Jeśli istniałoby słowo gorsze i poważniejsze od „źle”, to z pewnością właśnie to opisywałoby jej obecny stan. Można więc uznać, że było z nią przeokropnie, tragicznie, kiepsko. Nie spała już od czterech dni, czyli dziewięćdziesięciu sześciu jebanych godzin i wypiła dwanaście pierdolonych kubków kawy. Uparta była jednak na tyle bardzo, że nawet ten tragiczny stan nie mógł zmusić jej to tego, by zażyła jakieś nasenne leki. Nie i koniec, nie będę ładować w siebie jakiejś chemii. I gdzie ją to doprowadziło? Cóż, do niezbyt fajnego miejsca, w którym chyba nie chciałaby się znaleźć nigdy jakakolwiek dziewczyna. Bo Georgia nie miała bladego pojęcia, co się z nią teraz dzieje i gdzie się znajduje. Właściwie, nie pamiętała z dzisiejszego dnia zupełnie niczego, a przede wszystkim tego, jak dokładnie znalazła się na ławce w parku. Było na niej zimno, była twarda i niewygodna, ale jakimś cudem właśnie tam udało jej się w końcu zmrużyć oczy. Stały się nagle takie ciężkie, że po prostu je zamknęła i zasnęła. A to, że było to cholernie niebezpieczne, miała obecnie gdzieś. Chciała spać i tyle, tylko to się w tym momencie liczyło. Leżała więc, zupełnie oderwana od rzeczywistości, przegapiając też moment, w którym ktoś ukradł jej torebkę z całą jej zawartością, jaką były dokumenty i telefon i... to tyle, a może aż tyle, bo czuła się naprawdę świetnie z tym, że w końcu śpi. Stwierdziła, że nic się jej nie stanie, bo przecież dookoła chodzą ludzie i na pewno jakoś by jej pomogli. Tak, właśnie tak naiwna była i niesłusznie uważała, że na ludzi w tych czasach można jeszcze liczyć. Na tych samych ludzi, którzy mijali ją niewzruszeni, nie interesując się ani trochę tym, że jakaś dziewczyna leży na ławce.
_________________
[Profil]
  MULTI: Kto to wie? Co to jest? Gdzie? Co?
 
Hugo Lanaghan


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od zawsze


zawieszony gliniarz

który dorabia na piekarni

Wysłany: 2019-10-26, 19:57   
  
Hugo

  
Lanaghan

  

  

  

  

  


  
Nerd? I prefer the term: more intelligent than you.

  
22 yo

  
180 cm

  


#6

Hugo akurat był pobiegać, bo ostatnio trochę jakby zaniedbał dbanie o dobrą kondycję, ale po szczerej rozmowie ze Stellą i po narzekaniu na egzystencję, powoli dochodził do siebie na tyle, by niektóre jego stare nawyki powróciły. Zamierzał jeszcze tylko zainwestować w worek treningowy, by nie musieć użerać się z ludźmi na siłowni i to będzie już kwintesencja jego szczęścia. Póki co. Ale na razie musiał zadowolić się takim bieganiem o różnych dziwnych porach. Nie spodziewał się jednak, że ledwo zacznie a już napotka pewne „przeszkody” – co prawda wcale nie musiał się zatrzymywać i zwracać uwagi na tą dziewczynę, ale no powiedzmy sobie szczerze, zaniepokoiło go bardzo, że jakaś młoda dziewczyna leży całkiem zmarznięta na niewygodnej, twardej ławeczce. Potruchtał jeszcze w miejscu, zanim kompletnie przystanął i przyjrzał jej się z niewielkiego dystansu. Nie wyglądała mu na pijaną, choć z ludźmi w zasadzie też nigdy nie wiadomo, prawda? Ale no nie miała sobie nic do zarzucenia, bo wyglądała na bardzo zadbaną i też… dziwnie znajoma wydawała mu się jej twarz. Chyba ją korzył, przynajmniej z widzenia, co uzmysłowił sobie już, gdy podszedł do ławki, na której leżała nieco bliżej. Nie pamiętał natomiast jej imienia, bo jednak był tym typem, który nieszczególnie miał pamięć do imion osób, które nie były w jego życiu istotne lub nie odgrywały w nim jakiejś znaczącej roli.
Zdziwiło go też, że nie miała przy sobie niczego i trochę to go jednak zaniepokoiło. Zresztą sam jej widok na tej ławce już go wystarczająco zaniepokoił, by podszedł. Zwłaszcza, że nie cierpiał na społeczną znieczulicę. – Hej… – zaczął łagodnie, bo też nie miał w intencji jej wystraszyć. Szturchnął ją lekko, a gdy to nic nie dało, potrząsnął nią nieco mocniej za ramionami. – Hej, wszystko w porządku? – zapytał już nieco głośniej. Bardzo szczerze liczył na to, że nie dostanie od niej po ryju, bo jednak trochę miał już dość tego, że podpadał różnym laskom, choć wcale tego nie chciał.
[Profil]
  MÓW MI: Anu
 
Georgia Winfield


Lives in
white log mews

w Berrylane od razu


próbuje jakoś żyć

finnick wyjechał, więc teraz myśli tylko o julianie

Wysłany: 2019-10-26, 22:02   
  
Gigi

  
Winfield

  

  

  

  

  


  
-

  
20 yo

  
167 cm

  


Może i alkoholu nie piła, ale w pewnym sensie pijana była. A po prostu zachowywała się tak, jakby właśnie wypiła pięć butelek czystej wódki... Zabawne, co brak snu może zrobić z człowiekiem. No w każdym razie, faktycznie na początku nie zareagowała wcale na słowa chłopaka. Nawet ich nie usłyszała, tak szczerze mówiąc. Spała sobie w najlepsze i nie podejrzewała, że zaraz nią ktoś zacznie potrząsać. Właściwie, przez to wkręciło się jej w sen, że płynie sobie statkiem, a na morzu rozpętał się straszny, mrożący krew w żyłach sztorm, który tym statkiem nieznośnie kołysze. Dopiero po chwili doszło do niej, że to jedynie sen i że ktoś naprawdę coś do niej mówi, a ona na żadnym morzu się wcale nie znajduje. Całe szczęście, bo miała chorobę morską i bała się mocno wody. - Finnick? Wróciłeś już? Co mi przywiozłeś z Kanady? - zapytała, otwierając na krótką chwilę oczy i uśmiechnęła się. Potem ręce położyła pod głowę i wróciła do spania, totalnie odpływając. Właściwie odpłynęła już dawno, skoro Lanaghana wzięła za Burkharta... Dlaczego właściwie o nim pomyślała, dlaczego uznała, że to właśnie Finn przy niej siedzi? Cóż, nie wyglądało na to, że w najbliższym czasie dziewczyna jakoś wróci do siebie i zacznie kontaktować. A co zabawne, ona naprawdę nie wypiła ani kropli alkoholu... Eh, słabo to wszystko wyglądało, naprawdę kiepsko. Nie zastanawiało jej nawet, czy na tej ławce mogłaby zamarznąć na smierć, albo po ilu godzinach by się obudziła. Choć znając jej szczęście, obudziłaby się dopiero, jakby zaczęto jej organy z ciała wyciągać, bo znalazłby ją jakiś gang handlujący takimi częściami ludzkiego ciała.
_________________
[Profil]
  MULTI: Kto to wie? Co to jest? Gdzie? Co?
 
Hugo Lanaghan


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od zawsze


zawieszony gliniarz

który dorabia na piekarni

Wysłany: 2019-10-27, 00:08   
  
Hugo

  
Lanaghan

  

  

  

  

  


  
Nerd? I prefer the term: more intelligent than you.

  
22 yo

  
180 cm

  


Trochę go jednak zmartwił brak reakcji ze strony dziewczyny. Zwłaszcza, że chyba nie spotkał się z przypadkiem, by ktoś tak twardo spał. Może jednak była pijana? Ta myśl przemknęła mu niezwykle przez głowę, ale mimo wszystko coś mu w tej układance nie pasowało. Rozejrzał się wokół, licząc chyba, że znajdzie koło niej coś, co mogłoby świadczyć o spożywaniu alkoholu. Albo chociaż jej torebkę? Niczego jednak nie odnalazł w zasięgu wzroku I wtedy ona wymamrotała czyjeś imię. – Nie jestem Finnickiem – oznajmił stanowczo i potrzasnął nawet głową, wpatrując się prosto w jej na moment otwarte oczęta. Świetnie, jeszcze tylko mu brakowało, żeby jej chłopak się tu pojawił wkurwiony i zarzucił mu, że chce ją skrzywdzić. Ale skoro mówiła o Kanadzie to chyba o to jedno nie musiał się martwić? Nie wiem w sumie czemu Hugoś od razu założył, że ten cały Finnick to jej chłopak, który najprawdopodobniej wyjechał i ją zostawił.
Ale to nie było teraz ważne. Nie rozumiał dlaczego ona jest w stanie tak po prostu sobie w najlepsze spać na tej ławce. Nie widział też niczego, co pomogłoby mu w zidentyfikowaniu jej osoby. Dlatego nieco się nad nią ponownie pochylił i poklepał ją, ale jednak bardzo delikatnie, po policzkach. – Hej, wstawaj… Nie możesz tutaj spać, okej? – Podjął ponownie próbę. Nie chciał dzwonić na policję ani po straż miejską, bo to mijało się bardzo z celem a i sam nie chciał za bardzo mieszać się w te dwa ośrodki władzy – zwłaszcza, że sam do niedawna był policjantem, choć to trochę nad wyrost skoro nie zdążył się tą posadą nacieszyć. Zerknął raz jeszcze na dziewczynę i tak mniej więcej sprawdził czy nie ma gdzieś po kieszeniach telefonu, bo wtedy przynajmniej mógłby do kogoś zadzwonić. A tak, kompletnie nie miał pomysłu. A więc postanowił do niej gadać skoro szturchanie jej nie pomagało. – Gdzie jest Finnick? – No jakby tylko to na razie przyszło mu do głowy.
[Profil]
  MÓW MI: Anu
 
Georgia Winfield


Lives in
white log mews

w Berrylane od razu


próbuje jakoś żyć

finnick wyjechał, więc teraz myśli tylko o julianie

Wysłany: 2019-11-08, 16:51   
  
Gigi

  
Winfield

  

  

  

  

  


  
-

  
20 yo

  
167 cm

  


Nigdy wcześniej nic podobnego jej nie spotkało. Jasne, zdarzało jej się zasnąć w dziwnych miejscach, ale po pięciu minutach od razu się budziła, całkowicie świadoma tego, co się dzieje. A teraz? Zupełnie nie miała o niczym pojęcia. Nie wiedziała też, że brak snu potrafi z człowiekiem zrobić takie rzeczy - bo mimo wszystko sądziła zawsze, że nie jest to wcale tak groźne, jak przedstawiał jej to lekarz. Myślała po prostu, że będzie chodzić zmęczona i tyle. Nie, że znajdzie się kompletnie sama, w środku parku, śpiąc na ławce i nie pamiętając nawet, jak się w tym miejscu znalazła.
- Nie jesteś? - zapytała zaniepokojona, kiedy doszły do niej czyjeś słowa. Słyszała je jakby przez mgłę, jakby ten ktoś stał na drugim końcu jakiegoś długiego, ciemnego tunelu. Najważniejsze jednak, że je usłyszała, prawda? Był to raczej dobry znak. Pomijając to, że to pytanie usłyszała dopiero, kiedy ten zadał kolejne. A raczej, kiedy poinformował ją, że ona tutaj spać nie może. Otworzyła więc znowu oczy, co było niezwykle ciężkim zadaniem i dźwignęła się do siadu. - To kim jesteś? - Przyjrzała mu się uważnie, a potem rozejrzała się dookoła. Gdzie ona, do cholery jasnej, teraz była? Nie potrafiła rozpoznać, jakie to miasto, ani nawet nie umiała sobie przypomnieć, w jakim ona tak właściwie mieszka. Bardzo rozbolała ją od tego głowa. Do tego wszystkiego wciąż gubiła się w tym, co dzieje się naprawdę, a co jest snem. - Tu, to znaczy gdzie? Gdzie ja właściwie jestem? I co tu robię, gdzie moja... - urwała, szukając swojej torebki, komórki czy czegokolwiek, co należało do niej. I dobra, bo jestem frajerem i nie zjechałam do końca twojego posta, więc przegapiłam część o tym, że jej szukał po kieszeniach rzeczy, więc uznajmy, że Georgia była bardziej opóźniona, niż myślała i to wszystko się dzieje po jego ostatnim pytaniu, okej? Okej :lol: No to ostatnie pytanie już do niej nie doszło, a jeśli doszło, to uznała je za wymysł swojej głowy, która wciąż próbowała przekonać ją do zaśnięcia. - Nie mam pojęcia jak ja w ogóle... - ponownie urwała, bo głowa zaczęła ją boleć jeszcze bardziej, poczuła też nagle ten przeraźliwy chłód, dostrzegła, jak ludzie dziwnie na nią spoglądają, dotarło do niej, że prawdopodobnie zgubiła swoją torebkę z dokumentami, portfelem, komórką i... zachciało jej się płakać. Nie chciała jednak tego robić, bo wcale w niczym by jej to nie pomogło, a poczułaby się przez to jeszcze gorzej.
_________________
[Profil]
  MULTI: Kto to wie? Co to jest? Gdzie? Co?
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 6