menu


Poprzedni temat «» Następny temat
2. próba przywrócenia rodzinnej miłości
Autor Wiadomość
Lana Langford


are you ready for it?


pielęgniarka w szpitalu

look what you made me do

Lives in
fallen cloud

Wysłany: 2018-12-28, 22:15   2. próba przywrócenia rodzinnej miłości
  
Lana

  
Langfod

  

  

  

  

  

  
25 yo

  
165 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


#1

Praca w szpitalu pozwalała jej się oderwać od myśli, które wciąż były nieprzyjemnie świeże i bolesne. Musiała się pogodzić z myślą, że jej związek z Jimem to był jeden wielki niewypał. Gdyby nie pomoc innej jaszczurki chyba mogłaby skończyć znacznie gorzej, a tak jej plecy tylko zdobiła teraz okropna blizna, która dopiero co zaczynała się goić. Wiedziała, że trochę go prowokowała, że również miała ciężki charakter i nie pozwalała iść na łatwiznę, ba, nawet mogłaby wybaczyć te rękoczyny, których się dopuścił, ale przekroczył granicę tak mocno, że otworzyło jej to oczy. Te kilka dni pozwoliło jej na ochłonięcie i doprowadzenie siebie do porządku, tak, że jakoś udawało jej się przetrwać w szpitalu dłużące się godziny. I tak wolała w nim przesiadywać niż wracać do pustego mieszkania, choć wiadomo, że pozostawała jej jeszcze rodzinna willa. Słyszała coś od Lemon, że rodzice ich wyjechali na dłuższy wypad i szczerze im zazdrościła takiej spontanicznej decyzji. Nie chciała też zawracać młodej głowy, bo pewnie cieszyła się z wolnej chaty, wiadomo, w końcu można było odetchnąć od tych wszystkich rozkazów rodziców i żyć własnym życiem. Dobrze, że ona mieszkała już na swoim i nie musiała się przejmować takimi głupiutkimi sprawami a rodzicom wystarczały weekendowe odwiedziny.
Kiedy znalazła chwilkę w szpitalu w pokoju pielęgniarek wymieniła się z paroma wiadomościami ze swoją kuzynką, której dawno nie wiedziała, a przypomniało jej się o niej troszkę. Troszkę też głupio jej było, że po tym przyjeździe tutaj nie odezwała się od razu, ale przez zdarzenia z byłym trochę odechciało jej się tak naprawdę wszystkiego. Wiedziała jednak, że Jim na to liczył, aby płakała za nim w nieskończoność i nie mogła się pozbierać. Nie mogła na to pozwolić, dlatego zrobiła wszystko, żeby szybko się pozbierać. Gdy tylko mogła odwiesić fartuch na swoje miejsce, od razu ruszyła na parking szpitalny pod którym zostawiła swoje auto i wsiadając do niego ruszyła prosto pod wskazany przez kuzynkę adres. Trochę drogi ją czekało, ale miała nadzieję, że nie utknie w korkach. I na szczęście jakoś w miarę szybko udało jej się przedostać do Seattle, po drodze wskoczyła do jakiegoś sklepu by kupić im dobre winko i jakieś przekąski. Głupio było jej się tak pytać o wszystko Chelsie w esemesach, zdając sobie sprawę, że kompletnie się nie znały. Jednak, tym spotkaniem pewnie wszystko zmienią, oby!
- Cześć, wybacz za drobny poślizg. Nie mogłam zdecydować się na wino, za duży wybór mieli w tym sklepie - rzuciła na wstępie, pakując się do środka mieszkania, kiedy tylko jej otworzyła drzwi od razu się po nim rozglądając, szukając kuchni, żeby w niej postawić siatkę, po drodze dając całusa Chelsie w policzek.
[Profil]
  MÓW MI: Kama
MULTI: Arizona // Caesar // Diana // Christian
 
Chelsie Langford


It's hard to believe you don't remember me at all. Am I hard to recognize?


napisała książkę i zbiła na niej hajs

maisie, camden, morris? ciężkie wybory!

Lives in
capitol hill

Wysłany: 2019-01-04, 15:48   
  
Chelsie

  
Langford

  

  

  

  

  

  
26 yo

  
164 cm

  
W Berrylane od miesiąca

  


    4.
Lot powrotny z Wielkiej Brytanii odbyła już trochę bardziej na trzeźwo, niż w pierwszą stronę. A właściwie o wiele bardziej, bo pamiętała niemalże każdą minutę i choć okropnie żałowała, że nie skusiła się choć przymknąć na moment powiek i odpłynąć w ramiona Morfeusza na kilkanaście marnych minut, z drugiej strony cieszyła się, że do tego nie doszło. W końcu bardzo nie chciała pominąć choćby minuty, w ciągu której mogła spędzić czas z Maisie i Morrisem. Cała sytuacja, która miała miejsce, od samego spotkania dziewczyny w klubie przy stole z bilardem, aż do ich nocy we trójkę i spontanicznego wylotu do Londynu wciąż szokowała ją, ale nie dlatego, że to nie było do niej podobne czy coś takiego. Była zaskoczona, że ich plan wypalił, kiedy wszyscy mieli więcej alkoholu we krwi, niż powinni w tamtym czasie.
Dodatkowo uderzało ją także, jak łatwo przyszło jej zapomnieć o szukaniu Carol, kiedy jej zmysły zostały zupełnie otumanione przez alkohol i seksowne towarzystwo.
Do Seattle wróciła z potwornym jet lagiem i świadomością, że musi znaleźć siostrę jak najprędzej. Była zmęczona i gotowa spuścić swój telefon komórkowy w toalecie, gdyby tylko mogło to sprawić, że ludzie dadzą jej spokój, bo naprawdę potrzebowała odpocząć i pomyśleć co dalej, w jaki sposób wprowadzić swój plan w życie. Widziała wprawdzie wszystkie powiadomienia, te nieprzeczytane wiadomości od swojego agenta, a także nieodebrane połączenia od Camdena, ale to nie zaprzątało jej teraz głowy. Pierwszego zignorowała, a drugiemu napisała, że wszystko okej, ale ma sporo pracy i odezwie się wkrótce, wszystkie wiadomości od przyjaciółek natomiast ignorując całkowicie. Nie miała na to czasu. Marzyła tylko o położeniu się w łóżku i... Na pewno nie chciała przyjmować teraz gości, ale nie mogła odmówić Lanie, kiedy ta poprosiła o spotkanie. Cieszyła się, że było jeszcze wcześnie i miała szansę przespać się przed pojawieniem się dziewczyny. Niewiele przed jej przyjściem nawet udało jej się wstać i skoczyć pod prysznic, dlatego też otworzyła jej wciąż w szlafroku i z mokrymi włosami. - Nic się nie stało, sama nie mogę się wyrobić - przywitała się z nią buziaczkiem i zamknęła drzwi, zaraz prowadząc kuzynkę wgłąb apartamentu. - Rozgość się, a ja zaraz przychodzę, tylko coś na siebie narzucę - poinformowała ją, pędząc w przeciwną stronę i na moment skrywając się w sypialni. Założyła strój, który miała akurat pod ręką, bez żadnych dodatków, a mokre kosmyki spięła w wygodny kok, zaraz zjawiając się w salonie. - Czego się napijesz? Obawiam się, że nie mam nic do jedzenia, ale możemy coś sobie zamówić. Która jest w ogóle godzina? - Nie da się ukryć, była trochę zdezorientowana, a gdzieś tam w holu wciąż stała jej nierozpakowana walizka i torba pamiątek, więc Lana mogła się zorientować, że jakaś podróż była na rzeczy.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: Ania
MULTI: Easton, Floyd, Max, Peggy, Preston, Walter
 
Lana Langford


are you ready for it?


pielęgniarka w szpitalu

look what you made me do

Lives in
fallen cloud

Wysłany: 2019-01-11, 00:07   
  
Lana

  
Langfod

  

  

  

  

  

  
25 yo

  
165 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


Gdyby Chelsie choć wspomniała, że ma za sobą dość długi lot na pewno nie wpakowywała jej się tego dnia na głowę, ale w tym czasie potrzebowała z kimś rozmowy. Nie była pewna czy była gotowa zwalać się ze swoimi problemami na głowę kuzynki, wiedząc jednocześnie, że była niezwykle zapracowana i chyba nie chciała do końca, aby tak było. Było jednak już za późno i nie chciała robić jej zbędnego zamieszania, kiedy wspomniała jej w jednej z wiadomości o Carol. Carol, która była kolejną jedną wielką niewiadomą w ich życiu o czym zdała sobie sprawę zupełnie teraz i wcale nie była z siebie zadowolona, że do tego doprowadzili. Tak, poniekąd czuła się za to odpowiedzialna, że nawet nie mieli pojęcia gdzie Carol teraz się znajduje i czy coś powinni z tym tak naprawdę robić.
Myślała o Carol tak naprawdę przez pół drogi do kuzynki zanim zorientowała się, że stoi pod jej mieszkaniem, wzięła głęboki wtedy szybko starając się wyzerować myśli co nie było takie łatwe gdy kuzynka otworzyła nagle przed nią swoje drzwi.
- Oh, chyba nie w porę przyjechałam - rzuciła wesoło, dostrzegając, że kobieta była jeszcze w szlafroku. Nie chciała by przypadkiem poczuła się niekomfortowo we własnym mieszkaniu, ale chyba nie spodziewała się mimo wszystkiego takiego widoku - Właściwie to nigdy nie lubiłam się spóźniać - dodała, żeby Chelsie wiedziała, że zazwyczaj dawała sobie przynajmniej pół godziny nadczasu by ze spokojem dojechać na spotkanie a nie z wywieszonym i sapiącym jęzorem ok. I nie ważne z kim było to spotkanie, czy z pierwszą lepszą osobą, czy z kimś z rodziny czy z przyjacielem. Do tego akurat podchodziła dość poważnie, nawet jeśli z Chels nie ustaliły konkretnie godziny przecież na którą miała się pojawić, to przecież nie chciała by kuzynka musiała na nią niesamowicie długo czekać! - Pomyślałam, że po drodze wskoczę do jakiejś cukierni i kupię nam coś pysznego i nie mogłam się powstrzymać, ale tez nie mogłam się zdecydować bo mieli naprawdę spory wybór ciastek - zachichotała, wyciągając z siatki zapakowane trzy ciastka, bo tak do końca nie wiedziała w czym gustowała też Chels - Także na co masz ochotę to śmiało wcinaj, a jeśli mogę to wezmę jakiś sok jak masz - posłała jej uśmiech po czym usiadła na jednym z wolnych foteli, kładąc telefon na stolik - Mówiłaś, że z Carol nie masz żadnego kontaktu? - zapytała, unosząc brew lekko ze zdziwienia. Zawsze wydawało jej się, że akurat one były ze sobą blisko i kto jak kto, ale to Chels powinna chyba wiedzieć co się z nią działo. A skoro nie wiedziała...to tak poważnie to wyglądało? Naprawdę wolałaby, aby było inaczej.
_________________
<tbody></tbody>
Lana Langford
I am constantly asking myself why everything is so heavy
[mru]
[Profil]
  MÓW MI: Kama
MULTI: Arizona // Caesar // Diana // Christian
 
Chelsie Langford


It's hard to believe you don't remember me at all. Am I hard to recognize?


napisała książkę i zbiła na niej hajs

maisie, camden, morris? ciężkie wybory!

Lives in
capitol hill

Wysłany: 2019-01-14, 18:16   
  
Chelsie

  
Langford

  

  

  

  

  

  
26 yo

  
164 cm

  
W Berrylane od miesiąca

  


Nie miała tendencji do odmawiania bliskim, nawet jeśli w istocie bardzo bliscy jej nie byli - wyjątkiem byli rodzice, ale tutaj sytuacja w ogóle miała się zgoła inaczej, bo Chelsie nie rozmawiała z nim w ogóle, od lat. Mama i tata Langford nadawali na totalnie innych falach, niż dziewczyna i skrzętnie negowali wszystkie jej wybory, a ona naprawdę długo to znosiła. Do czasu. W końcu postanowiła kompletnie odciąć pępowinę, co z jej strony obyło się kompletnie bez bólu. Miała dość słuchania, że powinna przestać studiować i w końcu iść do pracy, że pisanie książki nie jest niczym z pracą powiązanym i nie przyniesie jej żadnych zysków, że jej związek to pomyłka i powinna zostawić o tyle starszego faceta... Wieczne wysłuchiwanie jak to wszystko robi źle męczyło ją potwornie. I teraz, kiedy już w ogóle nie rozmawiali, czuła się naprawdę dobrze. Na tyle dobrze, że nie miała zamiaru przerywać tego i jeszcze dawać im satysfakcję, że straciła kontakt z siostrą. Postanowiła Carol znaleźć na własną rękę, choćby miała się rozdwoić i stanąć na głowie! Chelsie jak czegoś bardzo chciała, to naprawdę była zdolna poruszyć góry, by to osiągnąć, więc... Prawdopodobnie znalezienie siostry było tylko kwestią czasu. A jeśli wszystko zawiedzie, to odwiedzi to całe Berry i będzie chodzić od drzwi do drzwi, aż ktoś udzieli jej o niej informacji. - U mnie nie ma czegoś takiego jak nie w porę, nie przejmuj się tym totalnie - zawołała z sypialni, wciskając na siebie spodnie. Nie miała problemu z wizytą Lany o tej porze, akurat tego dnia. Była w okolicy od ponad miesiąca, a wciąż nie zrobiła nic, by zbliżyć się do rodziny, a przede wszystkim do znalezienia siostry i naprawdę było jej już z tego powodu wstyd. Takie cuda ostatnio przyszło jej odstawić, że sama do siebie nie miała słów, podczas gdy w sprawie bliźniaczki nie zdziałała nic. Trochę przypał... Teraz jednak przyjrzała się ciastom zapakowanym w pudełeczka, gotowa na dawkę cukru, której jej wymęczony organizm zdecydowanie potrzebował. - O boże, totalnie jem to z bezą. Z góry przepraszam, jeśli za dziesięć minut nic z niego nie zostanie - odparła, śmiejąc się i podała kuzynce talerzyk, mały widelczyk i nóż, by już mogła sobie kroić co tam chciała. Sama wzięła sobie drugi taki zestaw i na jej talerzyku prędko pojawił się spory kawałek ciasta z bezą, kremem i galaretką, w której pewnie były zatopione jakieś owoce. - Sok się pewnie znajdzie - mruknęła, zaraz wracając się do lodówki, a gdy go znalazła, to wzięła jeszcze szklanki dla ich obu. Słysząc pytanie spięła się nieznacznie i westchnęła ciężko. - No właśnie... Nie bardzo - odparła, lekko zakłopotana. - Nie odbiera ode mnie, nie odczytuje smsów. Jej numer w ogóle nie działa. Ale wystalkowałam ją na Instagramie, według bio mieszka w Berry. Stąd mój przyjazd tutaj w dużej mierze... - i zmieszana zabrała się za ciasto, by na moment zatkać sobie usta i nie musieć nic mówić, bo czuła, że potwornie się pogrąża i pokazuje, jak kiepską jest siostrą.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Ania
MULTI: Easton, Floyd, Max, Peggy, Preston, Walter
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 6