menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#4 we've taken different paths and travelled different roads
Autor Wiadomość
leonard marvel


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze


zastępca naczelnego w the stranger

sam trochę nie wie co wyprawia

Wysłany: 2019-01-21, 20:08   #4 we've taken different paths and travelled different roads
  
Leonard

  
marvel

  

  

  

  

  


  
There's no point getting drunk alone grab your coat and make a call

  
31 yo

  
184 cm

  


    [13]




Leo nie trzaskał drzwiami. Prawdopodobnie był najmniej dramatyczną osobą w całym Berrylane, z wszelkich foszków, czy tupania nóżką wyrastając lata świetlne temu. A jednak po kłótni z Moulin naprawdę wyszedł wkurwiony na tyle, że złapał tylko kluczyki do auta i zatrzasnął za sobą frontowce. Długo jedynie siedział w samochodzie nie tyle próbując ochłonąć, co po prostu zastanawiając się w którą ze stron należało się teraz pokierować. Nie wiedział nawet czy chciał z kimś rozmawiać, czy może wolał nawalić się w jakimś barze, więc niepotrzebnie w ogóle siedział za tą kierownicą. Ostatecznie jednak odpalił ten nieszczęsny samochód. Zatrzymał się przed jakimś sklepem, by zakupić dwie butelki jakiejś lepszej whiskey. Wprawdzie następnego dnia musiał stawić się rano w pracy i nadrobić fakt, że wyszedł tego dnia wcześniej, ale nieszczególnie się tym przejmował.
Zadzwonił w międzyczasie do Holdena, by wybadać, czy udawanie się do mieszkania brata ma jakikolwiek sens. Kiedy już okazało się, że dobrze wybrał, gdy zdecydował się przedzwonić akurat do niego to obładowany alkoholem ruszył pod doskonale znany mu adres. Samochód porzucił na parkingu sklepu spożywczego. I tak nie będzie mu potrzebny, skoro zamierzał namówić swojego brata na to, żeby urżnęli się jak świnie. Holden nie musiał nawet, wystarczyło, że pozwoli Leonardowi odreagować swoje ogłupiające wkurwienie. Stuknął więc łokciem kilkakrotnie w drzwi i poczekał aż otworzy. Trzymał w rękach te dwie wielkie butelki i czekał. Gdy wreszcie wejściowe drzwi się uchyliły wpakował się do środka, wprost do salonu brata. Nawet przestał się orientować, czy dalej ktoś u niego pomieszkuje, czy nie. Uzmysłowił sobie, że dość dawno go tu nie było. Prawdopodobnie ostatnio utrzymywał lepszy kontakt zresztą rodzeństwa. A o własnym bliźniaku przyszło mu jakoś zapomnieć. — Miałem zamiar wpaść do ciebie niebawem na jakiś mecz, ale zbierałem się do tego tak, że szybciej nadarzyła się po prostu okazja ku temu, żeby urżnąć się w twoim fotelu — przyznał, bo tak zajęty był ratowaniem swojego małżeństwa, że o innych osobach jakoś nie po drodze było mu myśleć. I po co? I na co?
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny / sienna / clyde / boyd / neal / dusty / bridy
 
Holden Marvel


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dziecka


najmilszy chirurg w mieście

został ojcem, taka sytuacja

Wysłany: 2019-01-22, 18:26   
  
Holden

  
Marvel

  

  

  

  

  


  
Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem.

  
31 yo

  
180 cm

  


Była to z pewnością cecha bliźniacza. Holden także miewał problemy z tym, by swoją złość manifestować w sposób bliski temu, jaki prezentuje się w przeciętnych filmach. Nie uznawał tego typu zachowań za właściwe czy też godne podziwu, bo był oddanym fascynatem rozmów. Każdą sprawę uwielbiał załatwiać od początku do końca, w sposób jasny i prosty. Jednak i on był przez pewną kobietę wyprowadzany z równowagi, i on zaprzeczał swym poglądom i zachowywał się czasem w sposób,o który by się nigdy nie posądził. Nikogo jednak (a może właśnie dzięki temu) nie oceniał, także cokolwiek Leo by mu powiedział, pewnie by zaakceptował. Lub poparł? Już sam fakt zerowego kontaktu z bratem wydawał się mu zwyczajny. Nie złościł się nigdy o to, że rodzeństwo ma inne sprawy na głowie, bo sam je przecież miał. I sam był przy tym bratem beznadziejnym. Gdy Leo zapowiedział swoje przybycie, Holden zrezygnował z własnych planów i postanowił oczywiście skłamać, że ten wieczór spędzić chciał w pojedynkę, przed telewizorem. Och, i oczywiście, że wizja upicia się wydawała się mu wprost idealna.
- Moulin? - zapytał tylko, złośliwie się uśmiechając, bo o co innego mogło chodzić w tej nagłej wizycie. - Przypomnę ci tylko, że w tych sprawach jestem kiepski, więc nie oczekuj ode mnie żadnej rady, okej? - upomniał brata, gdy ten znalazł się już w jego mieszkaniu. Co prawda kiepski był to moment, bo Holden od jakiegoś czasu próbował uporać się z remontem, ale nie zamierzał nawet informować brata po co on i dlaczego. W sumie Holden sam nie wiedział, dlaczego jacyś kolesie zdecydowali się ostrzelać jego drzwi i zdemolować salon. Zamiast tego zachował się więc jak perfekcyjna pani domu, wyjął z szafki dwie szklanki i rozlał od razu im do nich whiskey. - Ale nie weźmiecie rozwodu, nie? - zapytał jeszcze, niewinnie, śmiejąc się pod nosem. To miał być taki żarcik, by napięcie rozładować, okej. Gdyby był lepszym bratem to by pewnie wiedział, że takie słowa mogą być nietaktowne i przesadzone. Chociaż w sumie... Od czasu, gdy Huntsman próbował go zabić, coś mu w głowie się pomieszało i nie potrafił się w niektórych momentach zachowywać normalnie, z ogładą i tak dalej. Nie więc jego winą było to, że był zwyczajnie człowiekiem beznadziejnie chorym.
[Profil]
  MÓW MI: Maju
MULTI: Colter | Darcy | Elio | Fred | Julian | Penny | Philly | Theo
 
leonard marvel


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze


zastępca naczelnego w the stranger

sam trochę nie wie co wyprawia

Wysłany: 2019-01-22, 21:10   
  
Leonard

  
marvel

  

  

  

  

  


  
There's no point getting drunk alone grab your coat and make a call

  
31 yo

  
184 cm

  


Szkoda, że tylko jeden z nich był na tyle rozsądny by dostrzegać, że faktycznie — szczera rozmowa może naprawdę zdziałać cuda. Gdyby Leonard widziała taką mądrą zależną już wcześniej może wcale by z Moulin nie zabrnęli do jakiegoś takiego, niefajnego dość, etapu. Z drugiej jednak strony Leo nie miał powodów ku temu, żeby sobie teraz coś wyrzucać. Od czasu nieszczęsnego wyjazdu pilnował się, by nie nawalać i co? I naprawdę dobrze mu szło. Jego żona chyba nie podzielała tego zdania jednak.
Przetarł twarz dłonią, gdy usłyszał imię swojej żony. Nawet nie wiedział do końca jak zacząć tę żałosną opowieść, bo sięgała ona dużo wcześniejszych terminów. Łatwiej narzekać na rozpadające się małżeństwo niż przyznawać, że ponosi się za to znaczną odpowiedzialność. — Nie oczekuję rady, w sumie to nie wiem czego oczekuję. Może podpowiedzi co mam myśleć, bo sam już nie wiem — ciężko było mu sobie to wszystko w głowie ułożyć. Jeśli Holden by potrafił to z pewnością Leonardowi zrobiłoby się odrobinę lżej na duszy. Chociaż dalej czuł się perfidnie okłamany. Nawet nie wiedziała, że pozbawiła go czegoś. Nadziei. Zerknął na brata poważnie i wzruszył ramionami. — Nie wiem — odparł poważnie, nieco dramatyzując. Oczywiście, że nie chciał się rozwodzić. Od pieprzonego miesiąca robił wszystko żeby jego żona nie czuła się więcej zaniedbana i myślał, że idzie mu dobrze. Okazało się jednak, że i tak po drodze gdzieś nawalił, bo musiała wcisnąć mu tanią wymówkę i w najgorszy z możliwych sposób go oszukać. Rozwód był ostatecznością, wiadomo. Ale może tylko dla niego? — Zjebałem, wiesz? W sensie byłem gównianym mężem i to wiem. Za dużo pracowałem, ciągle zapominałem o niej i naszych planach. Wiesz, że nie pojawiłem się na lotnisku, gdy mieliśmy polecieć na wspólnego sylwestra i wybrała się na niego sama? — no, nie zamierzał się wybielać. Nie przed Holdenem. Wiedział, że był żałosnym mężem i nawet umiał się do tego przyznać. Nadal jednak był zdania, że nie zasłużył sobie na to wszystko, co mu sprawiła.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny / sienna / clyde / boyd / neal / dusty / bridy
 
Holden Marvel


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dziecka


najmilszy chirurg w mieście

został ojcem, taka sytuacja

Wysłany: 2019-01-22, 21:45   
  
Holden

  
Marvel

  

  

  

  

  


  
Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem.

  
31 yo

  
180 cm

  


Nie oszukujmy się, mało kto potrafił rozmawiać tak naprawdę. Poza tym, lubić to a wykonywać poprawnie to też dwie inne rzeczy, oddzielne od siebie dość mocno. Może i Holden do tego dążył i bawił się w małego psychologa, ale niespecjalnie jednak mu to wychodziło. W końcu nie potrafił albo w ogóle dostrzec swojej winy, albo przepraszał z maniakalną manierą. Ocierał się więc o granice hipokryzji, balansując na niebezpiecznej dość krawędzi. Niespecjalnie mógł być więc dla brata, czy kogokolwiek innego, przykładem.
- Okej, jeśli nie będę musiał ci doradzać, to opowiadaj. Najwyżej włączymy Oprah i zobaczymy, może ona nam obu rozjaśni co nieco w głowach - on naprawdę nie zamierzał udzielać mu jakichkolwiek wskazówek, bo wiedział, że zrobiłby to w zły sposób. Taki, który na nich obu zesłałby wszelkie problemy prosto z piekieł, a na których czele zapewne stałaby Moulin we własnej osobie. Nie zamierzał oceniać brata za to jaki jest, co robi lub przeciwnie, czego nie robi, bo nie chciał, by i na jego przykładzie ktoś wykonał podobną analizę. Chciał mimo wszystko utrzymać pozytywny nastrój, raczej poświęcić się rozmowom o niczym i rozprawianiu o tym, która z topowych aktorek ma najlepsze cycki a która najbardziej żabią twarz, ale Leo zdecydowanie w innym kierunku zmierzał. Pozostawało mu więc tylko westchnąć ciężko i wzruszyć ramionami. - Błagam cię Leo, nie dawaj mi w pysk za to, co powiem, okej? Lubię Moulin i naprawdę wam kibicuję, ale wiesz, że do tej zabawy trzeba dwojga, prawda? I nieważne co zrobisz, będę po twojej stronie. Będę widział tylko jej winę, nie twoją - pozwolił sobie na szczerze wyznanie, po którym wywrócił oczyma teatralnie. - Nie musiała lecieć sama. Nie musiała robić z siebie drama queen, bo wystarczyło zaprosić choćby na tę wyprawę kogoś, kto również został porzucony na lotnisku. Nie wiesz nawet, jak dużo się takich ludzi tam spotyka - on też nie wiedział, ale podejrzewał, że właśnie tak jest, okej.
- Mogę ci wyjawić mój sekret, Leo, przez który pewnie zmienisz całkowicie zdanie o mnie, ale... Zakładam, że sam się przez to poczujesz lepszym człowiekiem, więc decyzja należy do ciebie - zaoferował się z uśmiechem. Nie chciał, by jego brat cokolwiek złego sobie zarzucał, skoro nie otaczali go święci ludzie. I naprawdę uważał, że Moulin także bez winy nie jest, także tego, może lepiej, żeby Holden naprawdę żadnych rad nikomu nie dawał.
[Profil]
  MÓW MI: Maju
MULTI: Colter | Darcy | Elio | Fred | Julian | Penny | Philly | Theo
 
leonard marvel


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze


zastępca naczelnego w the stranger

sam trochę nie wie co wyprawia

Wysłany: 2019-01-22, 22:29   
  
Leonard

  
marvel

  

  

  

  

  


  
There's no point getting drunk alone grab your coat and make a call

  
31 yo

  
184 cm

  


Uśmiechnął się lekko pod nosem, bo oczywiście, że rozwiązanie z Oprah brzmiało przekonująco. Wtedy Leonard nie musiałby mówić zbyt dużo i może w trakcie nie brakłoby mu alkoholu. Wprawdzie kupił z zapasem, ale uzewnętrznianie się było dość trudne, gdy nie można było zalać tego wszystkiego procentami. Szczególnie wtedy, gdy nadal czuło się te wszystkie emocje z taką dokładnością, bo jakoś nie zdążyły opaść w drodze tutaj.
Może jak już zrzuci to wszystko z siebie wtedy znajdzie w sobie więcej entuzjazmu i chęci do tego, by cycki aktorek oceniać. Póki co jednak inne rzeczy mu po głowie chodziły, więc — chcąc nie chcąc — Holden był zdany na niego i jego żałosne żale. Nie zamierzał jednak go tak maltretować w nieskończoność. Wystarczyło, że poczuje się chociażby odrobinę lepiej w związku z zaistniała sytuacją. A patrząc na to, że trzy sekundy później wyzerował szklankę, którą mu podał brat — prawdopodobnie poprawienie się jego samopoczucia nie jest rzeczą aż tak odległą. Pokiwał zaraz potem głową, gdy Holden zaczął swój monolog. — Wiem. W sensie... no nawaliłem, ale potem to wszystko nadrabiałem. Serio, wszystko było okej, wróciło do normy i okazało się, że wystarczy trochę chęci. Ona teraz nie ma aż takiego natłoku w pracy, więc tym bardziej. To jednak tylko część, co nie — przyznał i podstawił mu szklankę, żeby wiedział, ze właśnie teraz nastał ten czas by ponownie ją napełnić. Podrapał się po głowie zastanawiając się czy wszystko to nie zabrzmi teraz bardzo desperacko. — Było na tyle dobrze, że mieliśmy się w końcu starać o dziecko — przyznał jeszcze, bo to go tutaj uwierało w tej historii najbardziej. Że miało być tak pięknie i przez krótki czas naprawdę w to wierzył. Spojrzał zaraz potem podejrzliwie na brata zastanawiając się czym może ten cały sekret być.
— No dawaj — zachęcił go. Nie sądził jednak, by istniało cokolwiek co mogłoby sprawić, że zmieniłby o nim zdanie jednak. Był przecież jego bratem bliźniakiem, tak? Wszystko więc działało tutaj na trochę innej zasadzie niż zresztą rodzeństwa. Mógł się wkurwiać na Peggy, mógł z nią nie gadać też. Ale z Holdenem? Nie, nie mógłby.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny / sienna / clyde / boyd / neal / dusty / bridy
 
Holden Marvel


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dziecka


najmilszy chirurg w mieście

został ojcem, taka sytuacja

Wysłany: 2019-01-22, 23:12   
  
Holden

  
Marvel

  

  

  

  

  


  
Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem.

  
31 yo

  
180 cm

  


Mogliby też kupić Cosmo lub jakąkolwiek inną damską gazetkę, zarejestrować się na babskim forum i poudawać pięćdziesięcioletnią samotną desperatkę, która nie rozumie, dlaczego nie znalazła jeszcze miłości życia. Sposobów na spędzenie tego wieczoru było naprawdę wiele, a w dodatku możliwości te oferowały im doszkolenie się w zakresie bycia mężczyzną idealnym. Nie miał pojęcia kto chciałbym takim zostać, ale zawsze to jakieś pchnięcie naprzód, prawda.
Holden wcale, mimo wszystko, nie zamierzał narzekać na ton tego spotkania. A właściwie, nie zamierzał czynić tego otwarcie, bo prawo do swych osobistych przemyśleń wciąż miał, okej. Poza tym spędzali naprawdę niewiele czasu razem, więc taki wieczorek szczerości naprawdę był na wagę złota. Kto wie, kiedy znów się zobaczą? Może za rok, może za dwa, może w sumie nigdy. Berrylane to w końcu bardzo duże miasto, łatwo się pogubić. Holden także dość prędko opróżnił zawartość swojej szklanki, więc dolał im tym razem nieco więcej trunku, niż poprzednio. Zapowiadała się dość ciekawa noc, którą albo obaj spędzą śpiewając pod stołem, albo robiąc coś głupiego na mieście. I szczerze miał nadzieję, że jednak wybiorą opcję numer jeden.
- Okej, to nie brzmi jak koniec świata - uznał, wzruszając ramionami. Spodziewał się większych sensacji, dramatów godnych Oscara i tak dalej. Niewiele jednak wiedział o powadze problemów małżeńskich. - Mieliście? I co, jednak nie? Nie chcę ci mówić, co masz robić, ale dobrze by było, gdybyście to dziecko sobie zrobili. Wiesz, że Liv ma chłopaka? I jak z nią gadałem, to była trochę dziwna. To znaczy, mówiła tak, jakby sama planowała coś takiego - powiedział i wzdrygnął się na samą myśl. Dobra, to wcale nie tak było i naginał teraz fakty, ale miał prawo do dramatyzowania lekkiego w tej kwestii akurat, okej. Bo gdyby o Billie czy Peggy chodziło, to by się tak nie zachowywał. Ich rodzeństwo dzieliło się na tych, których trzeba chronić i tych, którym trzeba przyklaskiwać po prostu, choć ciężko było się czasem połapać, kogo w której grupie usytuować.
- Super, ale pamiętaj, że ostrzegałem, dobra? I wiem, że nie lubicie, jak wspominam Lizzy, ale w tym przypadku muszę - westchnął ciężko i dolał sobie znów whiskey, bo oto miał komuś po raz pierwszy opowiedzieć o tym, co zrobił. Doskonale zdawał sobie przy tym sprawę z tego, że nikt z rodzeństwa nie lubi, gdy wspomina swą martwą już narzeczoną z tego powodu, że zwyczajnie mieli pewnie dość tego tematu. Ile można żyć w żałobie i zaprzeczeniu, prawda. - Chodzi o to, że planowaliśmy ten przeklęty ślub i wiesz, ona była naprawdę wkurzająca. Czasem miałem jej niesamowicie mocno dość, tak bardzo drażniły mnie kwestie wyboru odpowiednich kwiatów i tak dalej. Długo o tym myślałem i uznałem, że chcę to przerwać. Zakończyć, rozumiesz? Nie wiedziałem tylko, czy potrafiłbym żyć z inną kobietą, więc pewnej nocy postanowiłem zobaczyć jakby to było - i tutaj całe miasto powinno teraz wstrzymać oddech lub wydobyć z siebie odgłos zdziwienia, bo przecież Holden był ostatnią osobą na świecie, która zdołałaby kogoś świadomie skrzywdzić. A zdrada? Boże, on sam by siebie nigdy nie podejrzewał o to, że byłby w ogóle do tego czynu zdolny.
[Profil]
  MÓW MI: Maju
MULTI: Colter | Darcy | Elio | Fred | Julian | Penny | Philly | Theo
 
leonard marvel


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze


zastępca naczelnego w the stranger

sam trochę nie wie co wyprawia

Wysłany: 2019-01-23, 19:55   
  
Leonard

  
marvel

  

  

  

  

  


  
There's no point getting drunk alone grab your coat and make a call

  
31 yo

  
184 cm

  


Trochę to niepokojące, że w głowie jego brata rodziły się podobne pomysły, naprawdę. Z dwojga złego Leonard wolał chyba użalać się nad swoim żałosnym małżeństwem, niż czytać Cosmo, czy udawać podstarzałą babę. Z pewnością by to cios bolesny wymierzyło w jego męskość, a rysy nie pozbyłby się nawet do końca życia. Holden jako bliźniak był zmuszony do tego, żeby jednak dużo rzeczy znosić. Nikogo innego by swoimi dramacikami nie obciążył jednak. Nawet jeśli ten ktoś obiecałby mu fachowe doradztwo.
— No, myśleliśmy. W sensie nie. Mieliśmy się starać już o dziecko i nawet wcisnęła mi, że odstawiła tabletki, że totalnie też chce powiększyć rodzinę i inne takie pierdoły, co było oczywiście gówno prawdą, bo łykała tabletki potajemnie, a gdy to zauważyłem wyszło na to, że ją przymusiłemrzucił gorzko, wyraźnie poruszony. Oczywiście, że go to nie tylko wkurwiało, ale i w pewien sposób bolało. Wszystko to było świeże, bo kłótnię z Moulin zakończył niespełna godzinę temu. Jeszcze nie zdążył w ogóle odetchnąć. Jego to bardzo dotknęło, bo żył w iluzji ponad tydzień. Zaplanował nawet remont najmniejszego z pokoi w głowie już i przekonany święcie był, że w niedługim czasie będzie mógł rzeczywiście przemeblować go tak, żeby dziecko miało tam swój pokoik. — I jak to Liv ma chłopaka? — zapytał zaraz potem. Pewnie, mógł siedzieć podłamany, ale nie mógł takiej rewelacji jakoś na spokojnie przyjąć. Przecież ona miała z trzynaście lat, okej? — Dzieci? — zapytał przerażony, bo jednak wolałby najpierw zostać ojcem, a dopiero potem wujkiem dla szkrabów nieletniej siostry. Bardzo niepokojąca to była wizja.
Nic nie powiedział, chociaż mógłby w tym momencie zaprzeczyć. To nie tak, że nie lubił o niej słuchać. Nie chciał jednak żeby Holden wiecznie stał w jednym miejscu. Był czas kiedy mu to zupełnie nie pomagało, ale teraz? Teraz Leonard był ciekaw co takiego skrywał jego brat, więc podniósł szklankę do ust i napił się trochę w oczekiwaniu na historię. — I jak było? — zapytał Leo, bo jego samego tez to ostatnio gryzło. Pewna młodsza koleżanka (nie wiedział nawet, że taka w wieku Liv) uświadomiła mu ostatnio, że faktycznie, mógł się podobać jeszcze innym kobietom. Pytał więc zupełnie neutralnym tonem, bo chciał wiedzieć, czy Holden uznał, że było warto, czy może już do końca go to gryzło.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny / sienna / clyde / boyd / neal / dusty / bridy
 
Holden Marvel


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dziecka


najmilszy chirurg w mieście

został ojcem, taka sytuacja

Wysłany: 2019-02-01, 18:41   
  
Holden

  
Marvel

  

  

  

  

  


  
Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem.

  
31 yo

  
180 cm

  


Nie było to wcale niepokojące, okej. Po prostu Holden miał już za sobą tak wiele dni żałowania, użalania się, rozpaczania i bóg wie czego jeszcze, że teraz pozostawały mu tylko alternatywne możliwości radzenia sobie z krytycznymi sytuacjami. Poza tym, od czasu wypadku zdecydowanie wolał kpić z tego wszystkiego, niż traktować z powagą i dramatyzmem. Pewnie dlatego właśnie wciąż trzymał się Debry, w tajemnicy przed rodzeństwem w dodatku... bo no, tak, dzięki Liv wiedział jakie rodzeństwo ma o Beresford zdanie. I chyba powinien je podzielać, ale ups, nie potrafił z tej kobiety zrezygnować.
- Wybacz Leo, ale to nie ma najmniejszego sensu - stwierdził zmieszany, gdy brat mu objaśnił, na czym polega problem. - Znaczy się, okej, rozumiem, że czasem można na kimś przypadkiem wywrzeć presję, całkiem nieumyślnie. Tyle że wtedy mówi się stop, tłumaczy się swoje zdanie, swój punkt widzenia. Moulin wyjaśniła chociaż, dlaczego wolała kłamać? I dlaczego dziecka nie chce? - boże z tymi kobietami, to nie pasuje i to też nie, tak źle i tak niedobrze! Westchnął jednak zaraz, kręcąc przy tym głową. Domyślał się, że miał tu raczej pełnić funkcję mediatora czy choćby po prostu osoby, która w żaden sposób nie zaszkodzi małżeństwu brata. Jeśli jednak się tak będzie nakręcać dalej, to pewnie pożałuje tego mocno, obrywając od którejś ze stron solidnie. A przecież chciał, żeby byli po prostu szczęśliwi, okej. - Ma, któregoś z tych Faraday'ów. W sumie uznałem najpierw, że to nie tak źle, bo mogła trafić na Flanaganów, ale... No wiesz, ludzie o nich gadają i to niezbyt pozytywne rzeczy - kolejne westchnięcie i kolejne mentalne walnięcie się w głowę, bo już zaczął się zachowywać jak rasowa plotkara. Pewnie przez to, że pił na pusty żołądek, ale zamiast wyciągnąć z tego jakąś naukę, upił kolejny łyk trunku. I zmarszczył czoło, słysząc pytanie Leo. - Pewnie wolałbyś, żebym uznał to za pomyłkę, powiedział, że było kiepsko i że cały czas i tak myślałem o Lizzy, nie? - zaśmiał się smutno, a potem wzruszył ramionami. - Nie wiem, było normalnie. Dobrze. Ciężko było myśleć o tym, że robię coś... złego, no wiesz, że mogę ją tym zranić. Przynajmniej tak mi się wydaje, nie pamiętam tego tak, jakbym chciał - czyli nie w całości, bo uszczerbki w jego pamięci sprawiały, że niektóre historie jeszcze wolnym krokiem wracały do jego świadomości. -Tyle że nawet jeśli było fajnie i jeśli tamta kobieta stanowiła miłą odskocznię, to ostatecznie i tak wróciłem do Liz. Nawet nie myślałem o tym, że chcę to powtórzyć lub że chcę ją zostawić, zrobić przerwę, spróbować z kimś innym. Ten jeden raz wystarczył mi do tego, żebym upewnił się do swoich uczuć - a potem Liz się zabiła i Holden zakładał, że to z powodu tej zdrady, o czym jednak z nikim nie rozmawiał jednak. Opróżnił więc znów prędko swoją szklankę i uśmiechnął się lekko, bo w sumie przy tak poważnych sprawach, jakieś tam kłótnie nie wypadały aż tak źle, prawda?
[Profil]
  MÓW MI: Maju
MULTI: Colter | Darcy | Elio | Fred | Julian | Penny | Philly | Theo
 
leonard marvel


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze


zastępca naczelnego w the stranger

sam trochę nie wie co wyprawia

Wysłany: 2019-02-02, 16:20   
  
Leonard

  
marvel

  

  

  

  

  


  
There's no point getting drunk alone grab your coat and make a call

  
31 yo

  
184 cm

  


Mógłby go tego nauczyć. Leonard akurat nie umiał sobie radzić z sytuacjami w większości. Wystarczyło żeby cokolwiek wymknęło mu się spod kontroli i już czuł się paskudnie zagubiony. Był perfekcjonistą czasami i naprawdę potrzebował żeby wszystko pozostawało tak, jak to sobie w głowie ułożył. W przeciwnym razie nie funkcjonowało odpowiednio.
— Właśnie o to mi chodzi. Mogła powiedzieć i wtedy bym to zrozumiał, ale nie. Musiałem uświadomić ją, że wiem o jej kłamstwie, żeby usłyszeć, że nie była jeszcze gotowa, bo bała się, że znowu nawalę i wszystko wróci do takiego stanu jak niedawno — wyjaśnił, bo niestety on też nie potrafił zrozumieć dlaczego wolała go karmić jakimiś bajkami zamiast szczerze się przyznać. Czuł się tym sposobem nie tylko jak idiota, ale również tak, jakby ją tutaj niemal siłą przymuszał do tego, by z nim była i rodziła mu dzieci. Nie był przecież żadnym tyranem, po prostu wierzył, że ona też tego chce. No, skoro tak mu to przedstawiła to nic dziwnego. Musiał się aż z tego wszystkiego napić alkoholu dalej. Jeszcze chyba nie uświadomił Holdena, że dziś zajmie jego kanapę. Albo podłogę, czy wannę. Cokolwiek, byle nie musieć wracać do mieszkania, bo bardzo nie chciał z nią rozmawiać. — Faraday, Farday... Nie wiem, czy znam kogokolwiek z tamtej rodziny tak naprawdę, ale to chyba niezbyt dobre towarzystwo — przyznał. Właściwie podjęcie tematu Liv było dobrym posunięciem. Gdy Leo przestał wypluwać z siebie te żale to zrobiło mu się odrobinkę lepiej. Chociaż możliwe też, że to po prostu alkohol zaczął działać w odpowiedni sposób. Zerknął zaraz potem na brata i skinął głową zerkając na szklankę. To była akurat prawda, ale nie chciał oznajmiać tego na głos, by mu nie przeszkadzać. Skoro zaczął to powinien dokończyć opowieść.
— Oczywiście tego nie popieram, bo sam nie mógłbym raczej zdradzić swojej żony i nie umiałbym się pogodzić z tym, że ona by mi to zrobiła, ale nie wiem... W sensie chyba nie istnieje gorsze uczucie niż niepewność. Dlatego przykro mi Holden, nie zmienię o tobie zdania. Nadal uważam, że jesteś tak samo głupi jak przez całe życie — taki śmieszny był. Napił się aż z tego wszystkiego, bo gdy poruszył temat sypiania z innymi kobietami to Leo trochę jednak myślami mimo wszystko odpłynął. Szczególnie, że dodał to magiczne słowo raczej w swojej wypowiedzi. Nawet co do tego nie był tak stuprocentowo przekonany.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny / sienna / clyde / boyd / neal / dusty / bridy
 
Holden Marvel


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dziecka


najmilszy chirurg w mieście

został ojcem, taka sytuacja

Wysłany: 2019-02-28, 20:06   
  
Holden

  
Marvel

  

  

  

  

  


  
Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem.

  
31 yo

  
180 cm

  


Chyba po prostu sporo przeżył, sporo złego, skoro wyrobił w sobie zdolność do radzenia sobie z niektórymi sytuacjami. Holden też niespecjalnie lubił się chwalić tym, że na wiele rzeczy stał się już obojętny, lub że zwyczajnie go one bawią. Nie były to bowiem też do końca normalne, zdrowe reakcje, a raczej coś co udowadniało, że faktycznie niesie za sobą spory bagaż. I nie życzył wcale Leo, by czegokolwiek podobnego musiał doświadczać.
- Suuuuper - westchnął, wywracając oczyma. - Jak się już pogodzicie, powiedz Moulin, żeby do mnie wpadła, okej? Chętnie sobie z nią pogadam - poprosił ładnie, zachowując się teraz jak wujek dobra rada, ale ktoś musiał, okej. Leo wspierał Holdena, Holden wspierał Leo. Prosta zasada. Jeden drugiego musiał niekiedy traktować jak młodszego brata, bo takich odpowiednio starszych im w rodzinie zabrakło. No oczywiście też nie rozumiał zachowania Moulin, ale nijak się ono miało do akcji, które odwalała Debra. A na nią się nie złościł prawie nigdy, więc chyba spotkanie z blondynką nie będzie takie złe.
- Okej, ekstra, postanowione. Znajdziemy tego Faraday'a i skopiemy mu tyłek - postanowił już, uśmiechając się dumnie. Gdyby tylko wiedział, że biedna Liv jest naprawdę skrzywdzona przez tego gnojka małego! Ci Faraday'e zdecydowanie na zbyt wiele sobie pozwalali i ktoś powinien się ich w końcu z Berrylane pozbyć.
- Bo zdrady nie da się wybaczyć, Leo, wiem o tym doskonale. Czy chodzi o seks czy jakiś pocałunek, to nie ma znaczenia. Nie liczy się też w tym momencie to, czy byłeś tego inicjatorem, czy nie. Gdybym się dowiedział, że Eli mnie zdradziła, to bym jej nigdy w życiu nie wybaczył. Dlatego robiłem wszystko, by nikt się o tym nie dowiedział. Pieprzona logika, ale jednak jakiś sens miała - mruknął posępnie, po czym wzruszył ramionami. Ale po tych mądrościach to przeszli jednak do wesołych tematów i w sumie miło spędzili ten pijacki czas.

// zt x2
  
[Profil]
  MÓW MI: Maju
MULTI: Colter | Darcy | Elio | Fred | Julian | Penny | Philly | Theo
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,62 sekundy. Zapytań do SQL: 7