menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Sylwester - historia 1
Autor Wiadomość
Happy Appleby


I think I run away sometimes Whenever I get too vulnerable


jeszcze się uczy

i wzdycha do nieodpowiednich osób

Lives in
auburn pine houses

Wysłany: 2019-02-03, 01:04   Sylwester - historia 1
  
Happy

  
Appleby

  

  

  

  

  

  
17 yo

  
160 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


#6 outfit na przyjazd + outfit na imprezę

Ostatnio ścięła trochę włosy i dzięki temu czuła się lżejsza. Jakoś tak wygodnie jej się przebierało, ubierało i chyba w ogóle żyło. I jak do tej pory nie sądziła, że pozbycie się sporej ilości włosów sprawi jej taką radość. Zresztą w ostatnim czasie Happy sporo się uśmiechała i trochę chyba zarażała tą radością innych. Niestety, chyba jednak nie każdego, bo taki Noah pozostawał uparty na jej urocze uśmiechy i przez całą podróż był raczej ponury. Dlatego Happy niewiele się chłopakiem przejmując, po prostu gawędziła sobie z Tessą. W końcu były przyjaciółkami. I jak się domyślam to dzięki Tessie Happy w ogóle znalazła się na tym wyjeździe. Caleba jako tako nie znała i dopiero go miała okazję poznać, gdy podjechał pod jej dom wraz z Noahem i przywitał się z nią krótko, wpakowując jej torbę do bagażnika. Wydawał jej się całkiem w porządku, małomówny, ale w obliczu odmiennego Noaha, nawet Rogers wydawał się być bardziej rozmowny niż jego przyjaciel. Kiedy podjechali po Tessę, cała ta krótka niezręczność i dziwność zniknęła. Podróż minęła całkiem miło, ale szczerze mówiąc, Happy szczerze się ucieszyła, gdy wreszcie na horyzoncie pojawił się domek letniskowy okryty puchem śnieżnym. Gdy tylko wysiadała, dotarły do niej krzyki, podniesione głosy, muzyka i co prawda trochę ją to zdziwiło, ale też musiała przyznać, że niespecjalnie. Pewnie im wcześniej ludzie zaczną pić i imprezować, tym lepiej.
Ona i Tessa zajęły jeden pokój, a chłopcy osobno, ale gdy tylko obydwie się rozpakowały i opadły plecami na swoje łóżka, rozległo się pukanie do drzwi i po chwili, po zaproszeniu, do pokoju wszedł Caleb. To był znak dla Happy, by zostawić parkę samą sobie na chwilkę i czym prędzej pobiegła do Noaha, zapowiadając jednak Calebowi i Tessie, że wróci do godziny, bo muszą się z Tessą odpicować należycie na imprezę. Gwizdnęła z półki paczkę M&Msów i pobiegła do pokoju chłopców, zapukała i na wszelki wypadek zasłaniając oczy, weszła do środka. – Ubrany jesteś? – spytała, wchodząc powoli, ale wciąż nie odsuwając dłoni od twarzy. Miała nadzieję, że ubrany jest. Chociaż w sumie…
_________________

[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Connor | Gabby | Liv
 
Noah Faraday


Don't be ashamed of who you are. That's your parents job.


Pracuje w domu pogrzebowym

Wygrał zakład... ale woli Liv

Lives in
white flower valley

Wysłany: 2019-02-05, 19:48   
  
Noah

  
Faraday

  

  

  

  

  

  
20 yo

  
178 cm

  
W Berrylane od Zawsze

  




To był najgorszy czas jaki można było sobie wymarzyć na imprezę. Kilka dni temu rozstał się... jakby rozstał? Nie wiedział... No, ale kłótnia była okropna i na to wszystko wskazywało nawet jak nie bardzo chciał się przyznać do rozstania z Liv. Lubił ją, a wiadomo, że im dłużej skrywa się prawdę tym gorzej. Sądził po prostu, że mu to na sucho ujdzie i nigdy na światło dzienne nie wyjdzie informacja z zakładem. Wszak tylko on i Caleb wiedział. I kto się wygadał? No głupi Noah. Nic dziwnego, że był przybity i ponury od kilku dni. Nie w głowie mu był Sylwester. Rok skończył się katastrofalnie to co tu świętować? Nawet go nie obchodziło, że był bardziej mrukliwy i posępny od Caleba. Rogers miał swoją Tessę, więc świętowanie mu się należało. Tylko po co wyciągał Faradaya na to całe świętowanie? Długo przyjacielowi to zajęło bo Noah był uparty... czy też mega leniwy teraz, ale jakimś cudem w końcu się udało. Zastrzegł sobie tylko co by się Caleb nie spodziewał, że Noah będzie jakiś radosny bo on wolałby ten durny Nowy Rok przespać.
Może nie skończył jak ostatni cham, gdy mruknął pewno coś na przywitanie Happy, a chwilę później Allen. Swoją drogą imię tej pierwszej wydawało mu się teraz strasznie ironicznie. Co to za imię... Całe szczęście znaczenia dla niego nie miało! Oczywiście dziewczyny o nic nie obwiniał bo była spoko, no ale posępność to aktualny towarzysz Faradaye, więc ciężko coś poradzić. Całą drogę tylko przez okno spoglądał pustym wzrokiem, prawie w ogóle się nie odzywając. A gdy wreszcie na miejsce dotarli to w pokoju nie omieszkał rzucić do przyjaciela, że powinien mieć pokój z Tessą bo to jednak Nowy Rok - i dodał by zawiesił krawat na klamce jak będzie "zajęty". Niby humoru nie miał, ale nie znaczyło to, że zepsuje przyjacielowi północ.
- Cały czas - mruknął w odpowiedzi po jakimś czasie, gdy trochę sam był bo Rogers wyszedł, a przyszła Appleby. On się za bardzo nie przebierał. Nie chciało mu się stroić, więc zmienił niewiele. Może jedynie koszulę. Teraz leżał na jednym z łóżek to nie podniósł wzroku jeszcze na dziewczynę nawet.
_________________
[Profil]
 
 
Happy Appleby


I think I run away sometimes Whenever I get too vulnerable


jeszcze się uczy

i wzdycha do nieodpowiednich osób

Lives in
auburn pine houses

Wysłany: 2019-02-09, 22:55   
  
Happy

  
Appleby

  

  

  

  

  

  
17 yo

  
160 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


Happy raczej o tym wiedziała. W końcu ostatnio do niego pisała i sama starała się, jeszcze w samochodzie, polepszyć mu nieco humor. A jeśli nie wiedziała od niego to pewnie od Tessy czy od kogokolwiek z ich wspólnych znajomych. Berrylane to małe miasteczko i szybko ploteczki się rozchodzą. Może i nie cieszyła się z nieszczęścia kolegi, bo jednak była współczująca, ale poniekąd w tej całej sytuacji dostrzegała dla siebie zielone światło. W końcu skoro się rozstali to może Happy miała teraz okazję, by teraz spróbować swoich szans u Faradaya? Sama nie wiedziała, skąd u niej ta fascynacja tym chłopakiem. Zwłaszcza, że przy ich pierwszym spotkaniu… cóż, Noah zarobił sobie w twarz i w ogóle nie zrobił na niej dobrego wrażenia, chcąc jej rozwalić aparat. Ale później, jakoś to wszystko wyszło naturalnie i go polubiła i z tego co wiedziała, on chyba też ją troszkę lubił. A na ile, to dopiero miało się okazać.
Odsłoniła wreszcie oczy, odejmując palce od twarzy i spojrzała na niego uważnym spojrzeniem. Wyglądał markotnie, czego nie dało się ukryć. Dlatego z cichym westchnieniem opadła na łóżko obok niego, siedząc i naciągając rękawy swetra na nadgarstki. Ostatnio niechcący się skaleczyła i nie chciała, by ktokolwiek błędnie to odebrał. Już planowała jaką grubą, skórzaną bransoletką będzie musiała zakryć później bliznę, gdy już się przebierze do stroju bardziej formalnego. – Oj, rozchmurz się trochę, marudo – powiedziała z lekkim rozbawieniem i lekko go szturchnęła, ale w gruncie rzeczy w jej głosie dało się słyszeć cichą prośbę. Spoglądała na niego z błyskiem w oku. – Dzisiaj Sylwester, więc jakiekolwiek gówniane sprawy cię spotkały w tym roku, po północy przejdą do historii i będziesz mógł zacząć od nowa. Na świeżo – stwierdziła optymistycznie, spoglądając na niego i próbując wychwycić jego spojrzenie. Uśmiechała się, delikatnie. I miała nadzieję, że z upływem czasu Noah nabierze więcej pozytywnej energii.
_________________

[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Connor | Gabby | Liv
 
Noah Faraday


Don't be ashamed of who you are. That's your parents job.


Pracuje w domu pogrzebowym

Wygrał zakład... ale woli Liv

Lives in
white flower valley

Wysłany: 2019-02-10, 23:27   
  
Noah

  
Faraday

  

  

  

  

  

  
20 yo

  
178 cm

  
W Berrylane od Zawsze

  


Może i ich pierwsze spotkanie nie przebiegło jakoś super pozytywnie i romantycznie, ale on jej chciał pomóc! Gdyby nie on to kto wie czy dzisiaj Happy chodziłaby o własnych siłach? Wizja okropna, ale Faraday do tego nie dopuścił. Batmana ochrona to dobra ochrona! Swojego serducha ochronić nie potrafił, no ale inni to co innego. Jeszcze przez brak dziewczyny będzie pilnował aby Caleb był dobrym chłopakiem bo musiał robić za nadzieję dla kumpli, że na każdego panna dobra czeka, o. No, ale to później może go trafi bo na tą chwilę nie bardzo myślał o takich rzeczach. Z drugiej strony skoro napomknął już o tej skarpecie... czy krawacie - jeden pies - na klamce to widać o najlepszym przyjacielu nie zapomniał. W zasadzie powinien uważać za plus obecność Happy bo dzięki temu nie był piątym... trzecim kołem u wozu. Okropnie jakby go Rogers zabrał na romantyczny wyjazd ze swoją dziewczyną. Troje to już tłok!
- Ciebie marudą nie mogę nazwać... Happy - mruknął pod nosem bo w tym stanie nie ogarniał jak w ogóle można dziecko tak nazwać. A jak Happy nie będzie happy to co? Nikt nie jest szczęśliwy dwadzieścia cztery godziny na dobę. Są tacy co udają, ale szczerze nikt by tyle nie wytrzymał. Nie jego... No dobra, może i jego wina, że go teraz drażniło tyle rzeczy... No bo Happy! Jak on miał być teraz Happy? - Będę cię Jack nazywać - i wiedział czemu. Jak dziewczyna zapyta to może odpowie, ale widać sam z siebie to już gorzej z wyjaśnieniami. Ogólnie to nie chciało mu się za bardzo gadać. Wszystko takie od niechcenia.
- To po prostu kolejny dzień... Problemy nie znikną magicznie, gdy fajerwerki wypuszczą - i gapił się w sufit, więc nie bardzo można było wychwycić jego spojrzenie. Chyba, że by mu się sufit zasłoniło, no ale inaczej to już ciężko. Ładny sufit i oczy go nie bolały to się wpatrzył biedaczysko. - Wyrzucili cię z pokoju? - szok, zapytał o coś! Nie żeby go to obchodziło... Niech jednak ma. Eeeech... dla Rogersa coś musiał napomknąć żeby tamten mógł czas ze swoją Allen spędzić.
_________________
[Profil]
 
 
Happy Appleby


I think I run away sometimes Whenever I get too vulnerable


jeszcze się uczy

i wzdycha do nieodpowiednich osób

Lives in
auburn pine houses

Wysłany: 2019-02-11, 00:08   
  
Happy

  
Appleby

  

  

  

  

  

  
17 yo

  
160 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


Wywróciła na niego oczyma, bo sam się o to prosił. Faktycznie Happy bardzo się starała by nie być marudą. Może była za to małą przylepą, ale przynajmniej taką pozytywną. No i lubiła Noah i widziała, że ewidentnie jest przygnębiona a ona nie chciała, by tak było. Zwłaszcza jeśli miał być w towarzystwie jej i naszej ulubionej parki. Zmarszczyła też czoło na jego obwieszczenie i zaprzeczyła ruchem głowy. – Nie ma mowy. Żadne Jack. Jeśli już to Jackie i to tylko dlatego, że widzę, że nie jesteś w zbyt dobrym humorze – oznajmiła, wciąż marszcząc czoło i spoglądając na niego bardzo wymownie. – Znaj me dobre serce – dorzuciła ponadto i uśmiechnęła się do niego uroczo, co by wiedział, że normalnie nie byłaby taka litościowa. Niby trochę ją zastanawiało co jest nie tak z jej imieniem, ale stwierdziła, że dla własnego dobra nie będzie pytać. Zwłaszcza, że Noah chyba niezbyt był skory do rozmowy, co w zasadzie była w stanie jeszcze zrozumieć.
Westchnęła cicho. Niby miał rację. Znaczy miał rację a ona pojęła, że spotkała ją porażka w tej próbie rozweselenia go i podniesieniu na duchu. Dlatego jego słów już nie skomentowała tylko wspaniałomyślnie milczała do momentu aż sam się do niej odezwał. W sumie lekko ją zaskoczył, ale też sprawił, że przynajmniej się uśmiechnęła delikatnie.
- Sama wyszłam. Nie mam ochoty patrzeć na to jak twój przyjaciel wpycha język do ust mojej przyjaciółki – wyjaśniła prędko i z lekkim skrzywieniem się. Lekko się przy tym zarumieniła. – Znaczy, bo… chodzi o to, że… – Nie chciała zabrzmieć szorstko a chodziło jej w zasadzie o to samo, o co Noah przedtem. Nie chciała być niepotrzebnym, trzecim kołem, który tylko spogląda na parkę. Wolała dać im trochę prywatności.
_________________

[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Connor | Gabby | Liv
 
Noah Faraday


Don't be ashamed of who you are. That's your parents job.


Pracuje w domu pogrzebowym

Wygrał zakład... ale woli Liv

Lives in
white flower valley

Wysłany: 2019-02-17, 21:36   
  
Noah

  
Faraday

  

  

  

  

  

  
20 yo

  
178 cm

  
W Berrylane od Zawsze

  


Ej, nie jego wina, że miała takie imię! Takich ponuraków mogło to denerwować. Co prawda Noah ponurakiem normalnie nie był, ale teraz nie było dla niego tak normalnych dni na tą chwilę. Musiał swoje przeboleć. Gdzieś tam głęboko uważał, że zawalczy w końcu o Liv, ale musiało to do niego jeszcze dotrzeć. Nie mógł się jej tak pokazać bo wyglądałby żałośnie.
- Jackie ci nie pasuje. Nie chcesz wiedzieć skąd to "Jack"? Chyba nie myślisz, że nazwałbym cię męskim imieniem ot tak? - no patrzcie... zaczynał mówić dłuższe zdania! To może jednak była jakaś nadzieja dla niego? Przynajmniej na dzisiaj. Oczywiście nie ma się co spodziewać jakoby miał zostać duszą towarzystwa - może za rok lub na innej imprezie za jakiś czas - ale gadanie to zawsze jakiś krok w przód. No i faktycznie miał powody by ją Jack'iem nazwać! Ciężko powiedzieć czy logicznie czy nie jednak wytknąć brak ciekawości musiał najwyraźniej. Kolejny sukces bo rzucił na nią kątem oka. Po tym wzrok na sufit wrócił, ale i tak coś! - No... przynajmniej będzie ci wygodnie w Sylwestra - dowód, że zauważył... nie przebranie się Happy. Nie lustrował jej od góry do dołu, więc nie przyjrzał się super dobrze skoro tylko okiem rzucił, ale lepszy rydz niż nic, o. No, a wygoda ważna rzecz.
- Spoko... Można kibicować, doradzać i przeszkadzać parce w tłumie, ale dziwnie tak być tym trzecim - to rozumiał. Wspierał Rogersa całym sobą i na każdą randkę by go chętnie wykopał... więc tym bardziej nie zamierzał być tym co przeszkadza. Nie jarały go takie widoki. Swoją drogą dobrze było wiedzieć, że Appleby potrafi się zawstydzić. Chociaż... może już ją taką widział? W sumie nie pamiętał. Teraz i tak mu obojętne. Z drugiej strony przez pierwsze spotkanie bardzo możliwe, że utkwiła mu w głowie jako ta co się broni bijąc innych.
_________________
  
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 6