menu


Poprzedni temat «» Następny temat
4. Czekolada z miętą
Autor Wiadomość
wyatt harlowe


One of these mornings you're gonna rise up singing, you're gonna spread your wings and take to the sky


marnuje swój czas w kinie

a przecież świat się sam nie podbije!

Lives in
white log mews

Wysłany: 2019-02-03, 14:35   4. Czekolada z miętą
  
Wyatt

  
Harlowe

  

  

  

  

  

  
20 yo

  
167 cm

  
W Berrylane od dwóch miesięcy

  


Od jakiegoś czasu czuła się dziwnie. To nie była zgaga ani zwykła głupia niestrawność. Początkowo przypuszczała, że być może jej kiepskie samopoczucie związane było z faktem, że już dawno nie była na imprezie, nie piła alkoholu, nie wypaliła żadnego blanta, ale okazało się, że jej przypuszczenia były błędne. Nawet po alkoholu i blancie wciąż czuła się tak samo dziwnie. Bo to nawet nie było tak konkretnie złe samopoczucie. Nic jej nie bolało, wszystko zdawało się być zupełnie sprawne, dokładnie tak jak powinno. Coś jednak było nie tak. Zupełnie jakby jakiś mały drobiazg uwierał ją z tyłu głowy, w klatce piersiowej, czasem w okolicach przepony. Częściej przyłapywała się na zamyśleniu, częściej wzdychała (kiedyś praktycznie wcale!), częściej przesiadywała na parapecie, wpatrując się za okno. Na dodatek rzeczy, które jeszcze kiedyś ją cieszyły i popychały do przodu, teraz były jakieś… mniej. Mniej cieszące, mniej motywujące, mniej ciekawe i mniej kolorowe. Poza tym w ostatnim czasie coraz częściej myślała o czekoladzie z miętą. A kto normalny lubił czekoladę z miętą?
Problem polegał na tym, że Wyatt znała jedną taką osobę. I że wszystko wskazywało na to, że właśnie owa osoba była winna całemu temu dziwnemu samopoczuciu. A na domiar złego winna była również temu, że Wyatt siedziała w piżamie przy wyspie w kuchni i ze smętną miną wbijała łyżeczkę w czekoladowo-miętowy lody, które nałożyła sobie do miseczki. Było już południe, a ona nie chciała robić nic i nic nie robiła. Tego dnia nie wypiła nawet kawy.
Czy to był moment, żeby w końcu z kimś o tym porozmawiać?
Zwłaszcza że czekoladowo-miętowe lody okazały się szczerze paskudne…
[Profil]
  MÓW MI: anko
MULTI: aidan, billie, john, stevie
 
Aaren Rosenberg


I walk slowly but I never walk backwards


dziennikarka

bez uczuć

Lives in
white log mews

Wysłany: 2019-02-03, 19:14   
  
Aaren

  
Rosenberg

  

  

  

  

  

  
38 yo

  
176 cm

  
W Berrylane od całe życie

  


Wyjaśnianie wszelkiego dziwnego samopoczucia zgagą albo niestrawnością nie było słusznym działaniem. Później mogło się jeszcze okazać, że to co wydawało się być nadkwasotą i wzdęciem, było jednak zaawansowaną ciążą - i co wtedy? Stawało się to trochę problematyczne. Co prawda były różne sposoby rozwiązania tej sytuacji, gdyby tylko Wyatt potrzebowała pomocy, Aaren oczywiście była gotowa jej pomóc w każdej chwili, ale cóż, lepiej, żeby tak jednak nie było.
Zresztą, na wszelkie rozstrzygnięcia mogło być jeszcze za wcześnie, póki co Wyatt po prostu się snuła. I to dawało się zauważyć, Aaren nawet zajęta shutdownem rządu i po uszy zakopana w pracy to zauważyła, a to na relacjach życiowych jej pracoholizm ciążył najbardziej. Więc skoro już nawet z takim nawałem pracy widziała, że coś działo się z jej siostrzenicą, to zdecydowanie było to widać.
Nie zamierzała jednak napraszać się ze swoimi radami; w końcu niekoniecznie była ku temu najlepszą osobą. Z drugiej jednak strony, tego ranka - ha, już właściwie południa w jeden wolny od dłuższego czasu dzień - okazała nadarzyła się sama. Wyatt wyglądała jak wyjątkowo nieudana kupka nieszczęścia. Aaren przez kilka chwil wpatrywała się w Harlowe, stojąc w drzwiach kuchni z zamyśloną miną. W końcu oderwała się od framugi i weszła do pomieszczenia.
- Dzień dobry - rzuciła, podchodząc do ekspresu. Sama już zjadła śniadanie, jak zwykle wstała wcześnie, ale kawa była dobra o każdej porze dnia i nocy. Poza tym to był dobry pretekst do rozmowy, zacząć od kawy. - Chcesz kawy? - To właśnie zaproponowała i nawet nie czekając na odpowiedź dziewczyny, wyjęła drugi kubek z szafki i postawiła przy ekspresie. Potem zaczęła się kręcić po kuchni, wyjmując mleko, spieniacz i wszystkie inne potrzebne akcesoria. Nie zamierzała sama zaczynać tematu - ale była gotowa wysłuchać Wyatt w każdej chwili.
  
[Profil]
 
 
wyatt harlowe


One of these mornings you're gonna rise up singing, you're gonna spread your wings and take to the sky


marnuje swój czas w kinie

a przecież świat się sam nie podbije!

Lives in
white log mews

Wysłany: 2019-02-03, 22:57   
  
Wyatt

  
Harlowe

  

  

  

  

  

  
20 yo

  
167 cm

  
W Berrylane od dwóch miesięcy

  


Akurat jedną z rzeczy, których Wyatt mogła być w tamtym momencie całkowicie pewna, było to, że nie była w ciąży. Taka możliwość absolutnie nie istniała i nawet ona bardzo dobrze o tym wiedziała. Znała się na rachunku prawdopodobieństwa, wiedziała, że dziewięćdziesiąt dziewięć procent pewności, jakie dawały zabezpieczenia, wciąż pozostawiało jakąś (jednoprocentową) szansę i że w gruncie rzeczy w związku z tą szansą to zabezpieczenie niewiele znaczyło. Jeśli ktoś miał pecha, to rzeczy się po prostu działy. Wyatt akurat ostatnio faktycznie miała pecha – ale dlatego, że w jej łóżkowym życiu panowała zupełna nuda. Nie działo się nic. Nie spotkała nikogo, z kim mogłaby flirtować ani tym bardziej pójść do łóżka. Niepokalane poczęcia uważała natomiast za dzieło fikcji. Także nie, ewentualnie ciążowe humorki wykluczyła już na wstępie. Podobnie jak wpływ okresu i inne hormonalne sprawy. To było coś innego.
Pieprzone czekoladowo-miętowe lody. Ot co.
Nie chciała nikomu zawracać tym głowy. Tak naprawdę w ogóle nie miała ochoty, żeby o tym rozmawiać. To wszystko było głupie. I dziecinne. I babskie. I zdecydowanie do niej nie pasowało. Dlatego nie otwierała gęby, licząc na to, że przejdzie. Nie przeszło. Na dodatek z każdą chwilą coraz bardziej ją mierziło. Uwierało ją do tego stopnia, że była naprawdę blisko porzucenia wszystkich swoich przekonań i wartości i wygadania się ze wszystkich bzdurnych bzdur, jakie leżały jej na sercu. Naprawdę blisko
- Dzień dobry – zaczęła neutralnym tonem, po czym wbiła łyżeczkę w porcję lodów, którą miała nadal przed sobą i wpakowała sobie do paszczy. Nie mogła powstrzymać się od skrzywienia. To naprawdę nie była najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek jadła. Na pytanie Aaren skinęła krótko głową i mimowolnie wydała z siebie ciężkie westchnięcie. Od kiedy w jej stylu były takie ciężkie westchnięcia? Jasna cholera… Tego było już zdecydowanie za wiele. To wymykało się spod kontroli, skoro Wyatt Harlowe wzdychała jak jakaś pieprzona bohaterka pieprzonej telenoweli albo – o, zgrozo! – komedii romantycznej. - Ciociu… - zaczęła powoli, podnosząc głowę do góry. - Byłaś kiedyś zakochana, prawda? – postanowiła nie owijać w bawełnę, tylko przejść do sedna sprawy po jak najkrótszej drodze. Wprawdzie wiedziała, że Aaren miała kiedyś męża. Podobno była nawet z rodzicami na ślubie, chociaż zupełnie tego nie pamiętała. Widziała nawet jakiegoś starszego człowieka, który ostatnio kręcił się pod ich domem, żeby z przyczaju zostawić kwiaty akurat w jej urodziny. Ale to jeszcze o niczym nie świadczyło, prawda?
[Profil]
  MÓW MI: anko
MULTI: aidan, billie, john, stevie
 
Aaren Rosenberg


I walk slowly but I never walk backwards


dziennikarka

bez uczuć

Lives in
white log mews

Wysłany: 2019-02-10, 23:29   
  
Aaren

  
Rosenberg

  

  

  

  

  

  
38 yo

  
176 cm

  
W Berrylane od całe życie

  


Rozmowy o uczuciach bywały bardzo ciężkie. I tak, ze swojej natury były raczej babskie, bo to kobiety silniej odczuwały emocje, tak stanowiły wyniki badań. Ale trudno było się zgodzić z tym, że były dziecinne - wręcz przeciwnie, umiejętność rozmawiania o uczuciach była raczej przejawem dojrzałości. A już na pewno gotowości do przyznawania się do swoich myśli, decyzji i wyborów. A niezależność własnych decyzji to było coś, co warto było szanować - Aaren późno się tego nauczyła. Dlatego też teraz nie zamierzała do niczego siostrzenicy przymuszać. Jeśli chciała się zwierzać ze spraw leżących na wątrobie - nawet jeśli były to lody czekoladowo-miętowe - to dobrze, jeśli nie - drugie dobrze.
Przygotowywała więc kawę metodycznie - kubki były ustawione równo, cukier czekał już na stole, łyżeczki błyszczały idealnie wypolerowane. Zagrzane mleko zostało spienione i kiedy charakterystyczne pstryknięcie ekspresu zbiegło się z pytaniem Wyatt, Aaren w duchu podziękowała losowi, że była właśnie odwrócona tyłem.
Bo rozmowy o sobie nie do końca się spodziewała. Nie znała siostrzenicy na tyle dobrze, żeby znać jej sposoby na wylewanie żali. Przez jej twarz przebiegł mały grymas, kiedy nalewała kawę do kubków, ale gdy z nimi w dłoniach odwróciła się do Wyatt, miała już mniej marsową minę. - No cóż - rzuciła, stawiając kubki na stole. Usiadła na krześle i złapała naczynie w dłonie, trochę przeciągając milczenie. Akurat to była dość delikatna kwestia. Ale nie miała powodu żeby kłamać, więc w końcu odchrząknęła. - Byłam zauroczona kilka razy, a zakochana... - przerwała znowu i pociągnęła łyk gorącej kawy. To nigdy nie było przyjemne uczucie, parzyć język niemal wrzątkiem. Odchrząknęła znowu i spojrzała na Wyatt. - Raz, w swoim mężu, na szczęście - zażartowała w końcu, uśmiechając się do dziewczyny. Miała zamiar tym może nie do końca zręcznym żartem choć trochę ją rozbawić, a przynajmniej sprawić, by jej mina nieco się poprawiła. Bo póki co te roztapiające się lody wyglądały na weselsze niż młoda Harlowe...
[Profil]
 
 
wyatt harlowe


One of these mornings you're gonna rise up singing, you're gonna spread your wings and take to the sky


marnuje swój czas w kinie

a przecież świat się sam nie podbije!

Lives in
white log mews

Wysłany: 2019-02-11, 20:14   
  
Wyatt

  
Harlowe

  

  

  

  

  

  
20 yo

  
167 cm

  
W Berrylane od dwóch miesięcy

  


Nie chciała, żeby to pytanie zabrzmiało, jakby była wścibska. Nie była. A przynajmniej zazwyczaj starała się nie być. Szanowała cudzą prywatność, dlatego że bardzo mocno pilnowała swojej własnej. Tylko że z drugiej strony takie ogólne pytanie o zakochanie kiedykolwiek nie wydawało jej się porównywalne do wpychania się z buciorami na teren cudzej prywatności. Wyatt była przekonana, że każdy był kiedyś zakochany i że to nie było nic dziwnego – jeśli oczywiście było się osobą zupełnie normalną, a nie takim pokręconym wybrykiem natury jak ona sama, który po prostu próbował przetrwać i wolał nie wkręcać się w żadne uczucia. Ciocia Aaren sprawiała jednak wrażenie kobiety jak najbardziej normalnej. Była poukładana, zorganizowana, zaradna. Wyatt była przekonana, że absolutnie wszystko w jej życiu jest na właściwym miejscu – dokładnie tam, gdzie Aaren chciała, żeby było. Może to były tylko pozory, ale nawet jeśli prawda była inna, to ciocia Aaren dobrze się z tą prawdą kryła. Zresztą, już pomijając normalność, ciocia była piękną kobietą i Wyatt w życiu nie uwierzyłaby, że nie kręciła (a może nawet kręci!) się wokół niej gromadka adoratorów. Niemożliwe!
Nie zamierzała zresztą naciskać na poznawanie szczegółów. Nie musiała poznawać imion i pikantnych detali każdego z romansów. Tak szczerze powiedziawszy, to nawet wolała nie wiedzieć…
- I jak to jest? – wypaliła, nadal z zupełnie neutralnymi zamiarami, ale szybko zdała sobie sprawę z tego, że być może to wcale nie zabrzmiało tak zupełnie neutralnie. - Bo to brzmi trochę… Abstrakcyjnie. I przerażająco. Ale głównie abstrakcyjnie – postanowiła nieco wytłumaczyć, co kryło się pod jej pytaniem. Wyatt nie ogarniała mechanizmów zakochania i tego, jak to się działo, że ludzie potrafili tak bardzo komuś ufać, żeby wiązać się tylko z tą jedną osobą i wierzyć, że już zawsze będzie dobrze właśnie z tym jednym człowiekiem. Przecież często nie było. Stąd rozwody, prawda? Takie wiązanie się z pary miało swoje podstawy z biologicznego punktu widzenia – korzyści dla przetrwania gatunku i tak dalej. Ale skoro to była tylko czysta biologia, dlaczego ludzie podchodzili do tego wszystkiego z takim… dziwacznym romantyzmem? I dlaczego dotykało to nawet ją samą?!
[Profil]
  MÓW MI: anko
MULTI: aidan, billie, john, stevie
 
Aaren Rosenberg


I walk slowly but I never walk backwards


dziennikarka

bez uczuć

Lives in
white log mews

Wysłany: 2019-02-19, 22:07   
  
Aaren

  
Rosenberg

  

  

  

  

  

  
38 yo

  
176 cm

  
W Berrylane od całe życie

  


To nie było wścibskie pytanie, Aaren tego tak w żaden sposób nie odbierała. Była z natury dość zamkniętą w sobie osobą, dlatego może poczuła się bardziej zaskoczona i nieco trudniej jej było wyrażać swoje myśli. W końcu nie robiła tego zbyt często. Miała prawo być nieco zardzewiała w zwierzaniu się, czy nie? A i tak, mimo wszystko, uważała się za całkiem normalną. W końcu miała poukładane życie, swoją pracę, podróżę i kawę, w tej właśnie kolejności. A od jakiegoś czasu i Wyatt, jako element codzienności. Fragment układanki do fragmentu, wszystko dość stabilne, nawet jeśli stale się zmieniające.
Takie było życie, nie do końca przewidywalne, jak chodzi o uczucia, a i tak mogło być poukładane. Przy tym Aaren zamierzała twardo obstawać.
- Wiesz, właściwie masz rację. Bo zakochanie jest abstrakcyjne i przerażające - odpowiedziała, zaskoczona jak trafnie siostrzenica opisała to uczucie. A przynajmniej tym, jak jej własne doświadczenie się z tym zbiegało - bo w swoim czasie szalenie bała się swoich uczuć, które rozkwitły nieoczekiwanie. - Ale też jest upajające, i zachwycające, i idzie do głowy, i... - przerwała, jakby nagle zabrakło jej określeń. Minęło już wiele czasu, odkąd to wszystko odczuwała. Nie chciała też jeszcze bardziej wystraszyć Wyatt. Jeśli ktoś miał zrozumieć ten lęk, była to Aaren. Ale z drugiej strony, zakochanie było przecież dobrym uczuciem. Nie trzeba było się go bać, nawet jeśli kiedyś w końcu miało się skończyć.
- Tak - dokończyła niezgrabnie, wzruszając ramionami. Żeby pokryć zmieszanie, znowu napiła się kawy. Może faktycznie nie nadawała się do udzielania rad. W końcu jej zakochanie zakończyło się rozwodem... Może żoną nie była najlepszą, ale jednak ciotką już mogła próbować być, więc nie zamierzała się jeszcze poddawać.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 5