menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Tak jakby trochę romantycznie, Florencja, Włochy
Autor Wiadomość
Finley Bowden


-


kończy liceum, dorabia w obserwatorium

wciąż z Haydenem

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2019-03-10, 02:13   
  
`finny

  
bowden

  

  

  

  

  

  
18 yo

  
151 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


- Nie tych na Twoich nogach, tak się mówi, chować coś w szufladzie skarpetkowej - westchnęła ciężko, bo jednak Hayden czasem się bardzo nie domyślał o co chodzi. A podobno był starszy i mądrzejszy.
- Wiem że sam zacząłeś, ale i tak. Mieszkaniem też mi chciałeś udowodnić, że poważnie o mnie myślisz, a wiesz że to nie do końca gesty dla mnie. Musisz być pewien na sto procent, ok? - poprosiła go ładnie i pocałowała zaraz potem. - I jak widzisz, nie uciekam przez balkon jak mi o tym powiedziałeś... - zamruczała ciszej, a potem lekko musnęła noskiem jego nosek i uśmiechnęła się słodko. Nie żeby jej to nie stresowało, bo stresowało i to BARDZO, ale z drugiej strony...
- To coś z tym zrobimy - skinęła lekko głową, z uśmieszkiem łobuzerskim. Nic nie było jej straszne w tej kwestii. A jeśli chodziło o spijanie alkoholu z jego ciała, to cóż... wystarczyło że by kupił butelkę tequili, a mogliby się pobawić.
- A powinnam mieć taką listę? - uniosła brwi - ty masz swoją? Kto jest na niej? - ofc, wyskoczyła do pytania, bo na pewno by nie wyskoczył z nią, skoro sam nie miał. Ona w sumie nie myślała o tym w ten sposób, aktorzy byli do podziwiania, nie wykorzystywania. A i tak bardziej człowieka kręciła postać, którą odgrywali.
- Zdecydowanie mogę to zrobić - skinęła lekko głową - i muszę cię uprzedzić, jak się opalam, to nie lubię mieć białych linii, co doskonale wiesz - uśmiechnęła się do niego łobuzersko, widywał ją nago, wiedział że jej opalenizna jest równa. A to wymagało poświęceń... ubrania. W stroju z cheerio za to widywał ją czasem, kiedy wracała do domu prosto z meczu albo z treningu, mógł wtedy śmiało... działać.
- Eh, zero zabawy z Tobą, ale okej, jak chcesz, nie pójdziemy do kasyna, nie założymy peruki czy czegoś żeby sie tajniakować. Nie to nie - podsumowała krótko, wzruszając lekko ramionami. Nie lubiła kiedy wypominał jej wiek, kiedy byli razem w ogóle o tym nie myślała. - Wiem że nie chcesz, ale jestem już trochę zmęczona ciągłym wyciąganiem mojego wieku jako podkreślania, że jestem w jakiś sposób gorsza czy cię ograniczam - podsumowała krótko, bo jednak... no jak miało jej się to podobać? Czuła się wtedy nie dość dobra i gorsza, tylko dlatego że jest młoda. Jedna sprawa widzieć to w oczach jego rodzeństwa, a druga usłyszeć od niego.
- Cieszę się, że zaryzykowałeś. Jestem szczęśliwa, że cię mam - podsumowała krótko, przytulając się do niego - i przepraszam, że ciągle musisz mnie zapewniać w tych kwestiach, wiem że to musi być bardzo męczące i na pewno masz już mnie dość - podsumowała, lekko marszcząc nosek i na moment spuszczając oczy. Sam przed chwilą podkopał jej pewność siebie, więc teraz miał efekty.
- Teeeeoretycznie powinnam ją znać, między naszym pierwszym a drugim razem, ale teraz to wszystko się totalnie zatarło i zgubiło. Ale innych eksperymentów nie chce. Tylko z Tobą - podsumowała, z uśmiechem delikatnym, żeby się nie martwił. Przygodny seks nie był dla niej wart zaprzepaszczania tego co mieli, zwłaszcza że przygodny seks nigdy nie wiadomo jak będzie, a z Haydenem... wiedziała dokładnie jak będzie. Uśmiechnęła się jednak na jego wyjaśnienia.
- Czyli też się nie muszę martwić, że zatęsknisz za takimi przygodami, dla przybicia piątki? - upewniła się i przytuliła do niego nieco bardziej w tym momencie. Dopiero kiedy temat Gabi wszedł, cóż, to osłabiało chęć Fin do amorów.
- Nigdy nie wiesz co się dzieje w głowie innej kobiety - podsumowała krótko, wzruszając lekko ramionami - i poświęcasz więcej czasu na przekonanie mnie do niej niż do Kary, wiesz? Póki co wolę się trzymać tego co mówiłam do tej pory, trzymaj ją jak najdalej ode mnie - zmarszczyła brwi. Nie, po prostu nie, nie chciała tego upokarzającego uczucia, kiedy była porównuje się z obecną. Zwłaszcza, że wiedziała jak Gabi wygląda.
- Okej okej. A jutro wieczorem pójdziemy na ten spacer, jak będę miała wygodniejsze buty. Zobaczymy jak oświetlają okoliczne fontanny, to na pewno ładny widok. A potem pójdziemy potańczyć? - zaproponowała, odrywając myśli o Haydenie i jego byłej, która przyczepiła się do jego życia jak rzep do psiego ogona. A ten tylko merda, zadowolony, eh!
- Mam na sobie sukienkę, tylko sukienkę i nic pod spodem, a ty potrzebujesz jeszcze afrodyzjaków? Cholera, chyba nie jestem w formie - mruknęła, rozglądając się i próbując jednego z przysmaków, czemu nie sprawdzić owoców morza, skoro tutaj już są?
_________________
[Profil]
  MULTI: nora, callie, perry, scott, gal, joey, tyler, halston
 
Hayden A. Lyons


Music and mythology, Einstein and astrology It all started with the big bang.


prowadzi ćwiczenia z debilami na uniwerku i astrofizykuje w wojsku

szczęśliwy z Finley

Lives in
capitol hill

Wysłany: 2019-03-10, 15:50   
  
Hayden Andrew

  
Lyons

  

  

  

  

  

  
28 yo

  
187 cm

  
W Berrylane od czasu do czasu

  


- Ok ale jeżeli już nadejdzie taki dzień, to Ty też musisz być pewna, że chcesz być moja żona i się ze mną męczyć w zdrowiu i w chorobie. Jeżeli będziesz mieć chociaż cień wątpliwości to wiesz... nie musisz się zgadzać - przeżył już jedno zerwanie zaręczyn, chyba nie chciałby kolejnego, lepiej usłyszeć od razu odmowę. W sumie to nawet się nad tym nie zastanawiał nigdy, a chyba powinien, bo to ciekawe czy Paisley miała takie wątpliwości gdy się jej zapytał o to czy zostanie jego żona, czy dopiero później ja naszły. Może kiedyś będzie mieć okazję jeszcze z nią na ten temat pogadać, a może nie... może Paisley zostanie przejechania przez samochód, takie rzeczy się zdarzają!
- Eeej, ja pytałem pierwszy - co to za odbijanie piłeczki! - Każdy ma jakąś sławna osobę, z którą mógłby się ruchać - No on z chłopakami pewnie robili sobie takie listy z kim by się chcieli stukać, jak byli młodzi i głupi to pewnie Sasha Grey była na pierwszym miejscu. - Mila Kunis i Penelope Cruz - przyznał się bez bicia i wzruszył ramionami. Miał słabość do dziewcząt o ciemnych włosach, czego idealnym przykładem była Finley. - Teraz Ty, jakich aktorów uważasz za super seksi ciacha - mogła mówić śmiało, nie będzie się obrażał ani nie będzie zazdrosny w końcu byłby głupi jakby był zazdrosny o takiego hmmm Brada, każdy facet chciałby być jak Brad.
- Nie o to chodzi, nie jesteś gorsza i mnie nie ograniczasz. Jesteś młodsza i tyle, nic w tym złego, będziemy mieć mnóstwo okazji żeby razem chodzić do barów czy klubów. Zresztą i tak wolę Cię zabierać do jakiś fajnych miejsc. Jak tutaj na przykład - w barach było głośno i pewnie by się jacyś napici faceci na nią patrzyli. Nie chciał też narażać swojej relacji z jej rodzicami, którym pewnie by się nie spodobało gdyby ja wyciągał i zabierał w jakiejś miejsca, w których być nie powinna.
- Ja też jestem szczęśliwy, dobrze się dobraliśmy - powodzial z lekkim rozbawieniem - wiem, że i tak za rzadko Ci mówię takie rzeczy i czasem się zachowuje jak bezuczuciowy głupek - No bywały takie momenty, a nigdy nie było tak, że jej nie kochał czy nie doceniał tego, że z nim jest. Dawno nie był w związku i bywały chwilę gdy się musiał na nowo uczyć tego jak w nim funkcjonować, czasem miał gorszy dzień, zły humor czy cokolwiek i wtedy rzeczywiście nie zachowywał się jak najlepszy chłopak na świecie.
- Nie musisz się martwić, z Tobą też sobie mogę przybic piątkę... dlatego seks w związku jest zawsze lepszy, możesz się po nim przytulać, przybic piątkę, od razu iść spać albo spróbowac jeszcze raz, a i tak cokolwiek się nie wybierze to będzie super, bo sie robi to z osobą, która się kocha - dodał jeszcze tą małą garść informacji i cmoknął ją przelotne z usta przyglądając się jej z uśmiechem.
- O Paisley nie jesteś zazdrosna, a o Gabi tak, to jest coś niespotykanego, ufasz mi więc mozesz być pewna, że nie ma między mną i Gabriele nic zarówno z mojej jak i z jej strony. Karę poznałaś, ona sama może Cię do siebie przekonywać, a że wiesz jaka jest to hmmm ciężko byłoby mi Cie przekonać, że jest inaczej. - No Kare miała okazję sama poznać i się przekonać jaka jest, Gabi nie dała tej szansy więc oceniła ja tylko po okładce. - Chciałbym żebyś się po prostu tak nie złościła jak o niej wspomnę, bo to tylko szkoda Twoich nerwów, naprawdę nie masz powodu do obaw - dla Haydena liczyły się tylko dwie dziewczyny, Finley i pizza, czasem też Kara ale wiadomo, że Fin to najbardziej, może nawet byłby w stanie dla Finley zrezygnować z pizzy!
-Możemy tak zrobić, ale wiesz jak u mnie z tańcem, może być różnie... muszę dużo wypić - zaśmiał się, bo Fin już pewnie wiedziała, że nie był mistrzem parkietu i do tańców zazwyczaj się nie wyrywal ale chciał jej zrobić przyjemność więc da rade. Najwyżej ja trochę podepcze.
- Yhym, bo ja jesyem jak ten Tomasz apostoł, nie uwierzę póki nie zobaczę albo nie poczuje... mówić, że jesteś tak w samej sukience to każdy może, a skąd mam wiedzieć czy to prawda? - zapytał rozbawiony ale chyba wiedzial jak to sprawdzić więc sobie stanął za nią tak żeby nikt nie widział jak jego ręką zupełnie przypadkowo się pojawiła na jej udzie i trochę też wyżej i wyżej i rzeczywiście kiedy nie poczuł materiały dolnej części bielizny to się uśmiechnął lobuzersko i cofnął rękę. - Teraz to żadne ostrygi nie są potrzebne - zaśmiał się jej do ucha i ja pocałował w kark, a później sięgnął sobie po wino, to same które wcześniej piła Fin i zjadł też kawałek jakiejś pomarańczy.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: cyc
MULTI: gin,jolly,,dawsey,laila,marcy
 
Finley Bowden


-


kończy liceum, dorabia w obserwatorium

wciąż z Haydenem

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2019-03-11, 21:25   
  
`finny

  
bowden

  

  

  

  

  

  
18 yo

  
151 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


Zastanawiała się przez moment nad jego słowami. - Wiesz co... - zaczęła, z takim namysłem poważnym - zaczynając od tego, że zdrowie i chorobę mamy zdecydowanie już za sobą i jakoś przetrwaliśmy - zauważyła, z lekkim rozbawieniem - to nie wiem jak wiele miałoby się zmienić, no wiesz, poza pierścionkiem czy tam dwoma i innym nazwiskiem. Nie będę cię kochać mniej, a bardziej i tak cię kocham, każdego dnia - podsumowała, lekko wzruszając ramionami - tak jak z mieszkaniem, nie muszę mieć swojego nazwiska na umowie, żeby traktować go jak nasz dom - uśmiechnęła się lekko i pocałowała go zaraz potem - chociaż to na pewno będzie bardzo piękny dzień - dodała, żeby nie myślał, że ich ślub czy zaręczyny nie będą dla niej ważne. Bo będą. Ale nie sprawią, że ich związek stanie się dla niej bardziej poważny. Chociaż chyba dopiero teraz sobie zdała z tego sprawę.
- Może i zapytałeś, ale najwyraźniej ty myślałeś o tym o wiele więcej niż ja - podsumowała, śmiejąc się cicho. Wysłuchała jego propozycji, mrużąc lekko oczy - dwie osoby? Hmmmm... Robert Downey Junior - zaczęła, przygryzając lekko wargę - i Chris Hemsworth - podsumowała, bo jednak co jak co, ale ci superbohaterowie to były niezłe bjutki z niezłymi ciałami. A RDJ grał sporo mądrych ludzi, więc Hayden miał dowód, że mądrość ją kręci.
- Legalnie nie będę mogła pić jeszcze przez trzy lata, znudzisz się mną trzy razy do tego czasu - mruknęła, żartując w sumie sobie trochę w tym momencie. Nic nie mogła poradzić na to, że źle się czuła, kiedy wytykał jej wiek. Inni mogli to robić, ale on? Wolała żeby o tym w ogóle nie myślał.
- Chyba powinnam zaprzeczyć, ale czasami tak jest - bezradnie rozłożyła ręce, z niewinnym uśmiechem - ale i tak nie chce cię stracić - dodała ciszej, słodząc mu jeszcze trochę, skoro i tak byli sami na balkonie i nikt ich nie słyszał, nikt nie rzygał tęczą. A Fin w związku też nie była idealna, bo ona uczyła się od zera jak to jest być z kimś tak na poważnie, w stu procentach.
- Nawet w związku z dziewicą? - zapytała rozbawiona, bo jednak trzeba się upewnić, że wszystko na pewno jest super, a nie... tylko okej.
- A czemu mam być o Paisley zazdrosna? Nie spędzasz z nią przecież czasu, nie wymieniacie esemesków, nie macie w ogóle kontaktu - wzruszyła lekko ramionami, zaraz potem jednak lekko marszcząc brwi - czy jednak macie? Bo poza Twoją próbą przeprosin za pociśnięcie jej nic mi o tym nie mówiłeś - a to by było jednak dziwne, gdyby ukrywał spotkania ze swoją dawną miłością. Aż Finley ze stresu serce szybciej bić zaczęło.
- Poza tym z Gabby to nie wiem o co ci chodzi. Mam cię wypychać do chodzenia na piwo do Twojej byłej, oglądania razem filmów, siedzenia na kanapie i grania do późna? Myślisz, że nie będę się zastanawiać czy przypadkiem nie wyleje się piwo, albo czy nie spadnie popcorn tam gdzie nie powinien? Albo jak nie wrócisz na noc? I nie mów nic o wspólnym spędzaniu czasu, bo ostatnie czego chcę, to być porównywana ze sobą przez Twoją byłą kochankę, a inaczej na nią nie spojrzę, po prostu nie - podsumowała, wzruszając ramionami. - To po prostu super dziwne i nie chce się w to pakować, ani widzieć jej w naszym mieszkaniu - podsumowała to, co już doskonale wiedział. I to trochę zabawne, że Fin była dla niego ważniejsza niż pizza, ale od palenia już nie. A to właśnie palenie mogło jej go zabrać przed czasem.
- Jakoś to opanujemy, pomogę ci złapać rytm z dala od moich stóp - obiecała, z uśmiechem delikatnym. Każdy jeśli chciał, umiał tańczyć. I podejrzewała, że jak będzie pijany to łatwiej zrobi jej na tym parkiecie krzywdę, ale tym będą się martwić jutro.
- I trochę to smutne, że jeszcze nie sprawdzałeś - westchnęła cicho, no tyle jej starań na marne! Mogła w sumie na jego wykładzie usiąść w pierwszym rzędzie i trochę go podrażnić, ale ofc jako super dziewczyna wolała żeby dobrze wypadł i nie chciała go rozpraszać. I dlatego miała też te naklejki na sutki... no i ofc, żeby naukowcy dookoła traktowali ją poważnie i nie zwracali uwagi na to, na co tylko Hayden powinien mieć chęć. Pomogła mu więc znaleźć rozcięcie w swojej sukience i kiedy wędrował dłonią po jej udzie, westchnęła sobie cicho, specjalnie w takim tonie, w jakim zdarzało jej się wzdychać kiedy głaskał ją tak w łóżku, kiedy byli sami.
- Jedz swoje ostrygi, cwaniaczku - zmrużyła lekko oczy, zdeczko urażona tym, że nie zwracał na nią uwagi tak jak by tego chciała. Zaraz potem zjadła sobie jeszcze jakieś zawijaski ciekawe, które były bardzo smaczne, więc wzięła jeszcze jednego i widząc profesora, o którym mówiła wcześniej, podeszła do niego zapytać o kilka kwestii z prezentacji jego.
_________________
[Profil]
  MULTI: nora, callie, perry, scott, gal, joey, tyler, halston
 
Hayden A. Lyons


Music and mythology, Einstein and astrology It all started with the big bang.


prowadzi ćwiczenia z debilami na uniwerku i astrofizykuje w wojsku

szczęśliwy z Finley

Lives in
capitol hill

Wysłany: 2019-03-11, 23:46   
  
Hayden Andrew

  
Lyons

  

  

  

  

  

  
28 yo

  
187 cm

  
W Berrylane od czasu do czasu

  


- To było urocze - przyznał i sie do niej uśmiechnął - daj znać jak każdego dnia będziesz kochać mniej, bo wtedy coś będzie nie tak - jednak wolał myśleć pozytywnie, że coś takiego się nigdy nie przytrafi i jakkolwiek, by nie wyglądało ich życie za kilka lat to i tak będą razem, ze sobą, wspólnie iść przez życie bez względu na to jakie kłody im ktoś będzie wrzucać pod nogi. Przeżyli już ze sobą wiele, ukrywali się, rozchodzili, schodzili, ujawniali, kłócili i godzili, większość mają już przerobioną i o ile Hayden się nie łudził z tym, że się już kłócić nie będą, to miał jednak nadzieję, że zawsze później znajdą drogę żeby się pogodzić i, że nigdy nie dojdzie do tego, że jakaś kłótnia będzie tą ostateczną, która zniszczy wszystko.
- Robert? No jest spoko - pokiwał głową - to w sumie ja jeszcze mam Gwyneth jak tak sobie teraz pomyślałem - no jak mu powiedziała o RDJ to od razu mu się skojarzyło Pepperony, a co za tym idzie blondynka o nogach do nieba. - Chris? Myślałem, że jakiś dirty pretty Johnny Depp czy coś w tym stylu - no on totalnie nie wiedział co laski lubiły w Deppie i jego złotych zębach, on zawsze wyglądał jakby śmierdział, chociaż pewnie gdyby taką opinię wygłosił przy Gin to, by oberwał po mordzie. Psychofanki.
- Legalnie nie możesz pić też teraz, a jednak - uśmiechnął się do niej, czasem, jak nikt nie widział, nikt nie mógł podpierdolić go do jej rodziców i nikt nie mógł mu zarzucić, ze rozpija nieletnią, to sam jej nawet nalewał, ale tylko czasem. - Nie znudzę - zapewnił ją jeszcze, bo już mieli za sobą ponad rok związku i nie czuł wcale nudy, wręcz przeciwnie, była ekscytacja co będzie za miesiąc, dwa czy kolejny rok.
- Ej... a gdzie "nie wcale tak nie jest, jesteś super, kocham Cię"? - zapytał rozbawiony - chcesz żebym się zamknął w sobie? - no i ciekawe jakby później go próbowała otworzyć! To nie byłoby takie proste, chociaż pewnie klucz do tego znajduje się gdzieś poniżej jego pasa.
- Jaką dziewicą, ja się z żadną dziewicą nie wiązałem - uśmiechnął się do niej figlarnie ale taka była prawda, jak się zaczęli spotykać to już nie była dziewicą. - Uwierz mi, że nawet tego nie zauważam - naprawdę, było mu z nią w łóżku o wiele lepiej niż z jakimiś mistrzyniami kamasutry.
- Nie - odparł prędko - nie mam kontaktu z Pais, czasem jej skomentuje zdjęcie tą taką emotką, która wykazuje pełną pogardę dla niej, wiem że to dziecinne i niedojrzałe i głupie ale jakoś tak poprawia mi to humor i niby się pogodziliśmy ale jednak niech wie, że wciąż gardzę - Powiedział wzruszając ramionami i westchnął sobie - powinienem takimi emotkami obdarzać też własnego brata - dodał i pokręcił lekko glową, bo on serio nie wiedział co jest nie tak z jego rodzeństwem. Kara jest jaka jest, a Ridley lubił Paisley.
- Dobrze, nie będę Cię męczył tym, ale zawsze wrócę na noc do domu - dodał uśmiechając się do niej - no chyba, że będę ze Scottem, to może być różnie, ale to dlatego, że będziemy pijani, tak mocno, do oporu i być może jedyne co będziemy mogli zrobić to na czworaka dojść do muszli żeby wymiotować - i oto właśnie Hayden, nauczyciel, wykładowca i naukowiec niszczył swój dobry autorytet opowiadając o rzygach, tak było. Pewnie Fin się dwa razy zastanowi zanim go teraz pocałuje.
- No okej, najwyżej stracę męskość i będziesz prowadzić - westchnął teatralnie, że niby to takie straszne, chociaż wcale nie było. Skoro ona potrafiła, a on nie to dlaczego miałby ją targać po całej sali i rzucać po kątach tylko po to żeby udowodnić, że jest samcem alfa. Nie miał aż takiego parcia.
- Bo na sam początek robi się badania nieinwazyjne - a skoro miała naklejki na sutki to nieinwazyjne nie zadzialały i trzeba było podjąć silniejsze kroki i zrobić prawdziwe doświadczenie oparte na dotyku. - Tak jest - wojskowy rygor, to Hayden lubił i rzeczywiście zaczął sobie coś tam jeść pozwalając na to, by Fin sobie w międzyczasie pogadała z profesorem, niech łapie kontakty, kiedyś się jej mogą przydać, a Lyons nie chciał przeszkadzać. Wszystko byłoby nawet spoko gdyby w pewnym momencie nie poczuł jak ktoś go maca za tyłek, a Fin była przed nim, więc mistrz dedukcji ogarnął, że to nie mogła być ona. Dlatego szybko się odwrócił i zobaczył, że to jednak Pani profesor, którą już dogłębnie poznał, a która właśnie próbowała mu wmówić, że jej unikał. On natomiast starał się jej grzecznie powiedzieć, że jest zajęty swoim wystąpieniem i walentynkowym weekendem ze SWOJĄ DZIEWCZYNĄ. Dość dosadnie zaakcentował, że nie jest tu sam.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: cyc
MULTI: gin,jolly,,dawsey,laila,marcy
 
Finley Bowden


-


kończy liceum, dorabia w obserwatorium

wciąż z Haydenem

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2019-03-12, 01:03   
  
`finny

  
bowden

  

  

  

  

  

  
18 yo

  
151 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


- Dobrze, że tak mówisz, trochę się bałam, że pomyślisz że lekceważąco podchodzę do wizji małżeństwa, ale wcale tak nie jest - skinęła lekko głową. To było skomplikowane. A teraz go pocałowała, bo to zawsze było dla niej proste i łatwe. - Kochałam cie nawet wtedy, kiedy byłam na Ciebie wściekła i trochę cię nienawidziłam, nawet wtedy jak wyrzuciłeś mnie za drzwi. Nie wiem co byś musiał zrobić żeby to zmalało... - uniosła lekko jeden kącik ust. Nie chciała się przekonać, serduszko bolało ją na samą myśl, że tak mogłoby się stać.
- Okej, więc ja dorzucę Zaca Efrona, ale nie śmiej się, okej. Świetnie się wyrobił. A Johnny jest super, ale jak mam wybrać tylko dwóch, to chłopaki wygrywają - rozłożyła bezradnie ręce. Johnny miał też już swoje lata, ale cóż, Depp to Depp. Miał swój niezaprzeczalny urok.
- Kocham cię, więc musisz być totalnie najlepszy - wyjawiła mu, ze słodkim uśmiechem, zaraz potem go całując. - Więc nie zamykaj się w sobie, bo co ja wtedy zrobię? - wygięła usta w podkówkę i połaskotała go palcem wskazującym przez szparę pomiędzy jednym guzikiem koszuli a drugim, na wysokości serduszka.
- Eh - westchnęła sobie cicho - bo na taka byś pewnie w ogóle nie spojrzał, już nie mówiąc o zapraszaniu na randki - podsumowała, ale bez jakichś specjalnych pretensji. Musiała się z tym pogodzić, ona była puszczalska i z tego narodził się ich związek. Dopiero po jego kolejnych słowach uśmiechnęła się łobuzersko i do niego przytuliła, bo trochę potrzebowała takich zapewnień.
Takich zapewnień jakie potem jej wyznał też potrzebowała, dlatego skinęła lekko głowa. Chyba bardziej by jej przeszkadzało gdyby kłamał i nie mówił jej, że się z nią spotyka, niż samo spotykanie.
- Może to i dziecinne, ale trudno - podsumowała lekko i pocałowała go zaraz potem. - To kochane, że mnie tak bronisz - zamruczała między jednym pocałunkiem a drugim. Dopiero potem zrobiła strategiczne pół kroku w tył, bo przy rozmowach o jego byłych zawsze musiała być czujna. Nie chciała wychodzić na paranoiczkę, ale no... cóż.
- Teraz tak mówisz, u moich rodziców też nigdy nie planowałeś zostawać na noc, a jednak się trafiało - przechyliła lekko głowę. Fin na pewno by do niego nie dzwoniła milion razy żeby go obudzić w takim wypadku. Mimo, że nie zasnęłaby wtedy ani na sekundę. - A mi mówił, że pije jak prawdziwy gentleman - z rozbawieniem przechyliła lekko głowę w bok - wyjście z kumplami to nie to samo, co z dziewczyną którą oglądałeś nago i z którą robiłeś rzeczy, których wole sobie nie wyobrażać - podsumowała chłodno, wzruszając lekko ramionami. Naprawdę nie wiedziała jak miałby przejść do porządku dziennego z faktem, że Hay się buja ze swoją byłą. Po prostu nie potrafiła.
- Twoja męskość przetrzyma o wiele więcej niż małe pociągnięcie w tańcu - zmarszczyła brewki, zdeczko oburzona, że w ogóle coś takiego może sugerować. Dla niej był prawdziwym mężczyzna, który nie musiał nic a nic udowadniać. Pokazał jej wszystko, kiedy wyciągnął ją ze sklepu z kostiumami, kiedy pocałował ją na środku drogi, będąc jeszcze jej nauczycielem i kiedy stanął przed jej rodzicami i powiedział że chce z nią być, a potem że chce z nią zamieszkać. W jej spojrzeniu nie mógł zobaczyć ani cienia zwątpienia, nawet jak się na Halloween przebierze za Cher albo różową wróżkę.
- Pleplepleple - westchnęła sobie cicho i zaraz potem za jedzenie sama się zabrała. Nie było tak łatwo, nie zaciągnie go teraz do łazienki żeby go szybko przelecieć. Kusiło, ale... potem. Póki co chciała być jak najbardziej profesjonalna, rozmawiając o teoriach i zadając pytania, które ją nurtowały i które, jak miała nadzieje, nie są zbyt głupie. Rozmawiali akurat o jego wakacyjnych kursach, kiedy głos Haydena zwrócił jej uwagę i odwróciła głowę, żeby na niego spojrzeć. I no proszę, na jego byłą też. Zmarszczyła brwi, kiedy jej wzrok napotkał wzrok Haydena, a zaraz potem odwróciła się znów do profesora, zmuszając swoje biedne komórki mózgowe do analizowania tego co profesor do niej mówił i składnego odpowiadania. Chociaż miała ochotę podejść i wyrzucić na głowę kobiety jakąś misę z jedzeniem, stojących obok.
_________________
[Profil]
  MULTI: nora, callie, perry, scott, gal, joey, tyler, halston
 
Hayden A. Lyons


Music and mythology, Einstein and astrology It all started with the big bang.


prowadzi ćwiczenia z debilami na uniwerku i astrofizykuje w wojsku

szczęśliwy z Finley

Lives in
capitol hill

Wysłany: 2019-03-14, 15:23   
  
Hayden Andrew

  
Lyons

  

  

  

  

  

  
28 yo

  
187 cm

  
W Berrylane od czasu do czasu

  


- Okej, ale nie chcę próbować żeby się przekonać o tym, w tym wypadku wolę żyć w nieświadomości - powiedział lekko się do niej uśmiechając. Wiadomo, nie był idealnym chłopcem, o czym sam dobrze wiedział. Nawet jeżeli robił coś złego, to nie chciał jej zranić tak umyślnie, wtedy gdy z nią zerwał, naprawdę myślał, że chroni ją, jej relacje z siostrą i siebie przy okazji też. Nie wiedział do czego Dagny byłaby zdolna ale w sumie to wcale, by go to nie zdziwiło gdyby pobiegła na policję, bo chyba siostra aż tak wiele dla niej nie znaczyła. Natomiast dla Haydena Fin zdecydowanie była kimś super ważnym, gdyby mógł to, by ją zamknął w szklanej bańce żeby nigdy nie doznała krzywdy, wszystko co ją kiedykolwiek bolało, mógłby wziąć na siebie i nawet, by się nie skrzywił, gdyby to oszczędziło jej bólu. Wcześniej myślał, że miłość do Paisley była jego uczuciowym maksimum, a dopiero gdy zaczął spotykać się z Bowden to zrozumiał, że można to pobić. - Zac? Pamiętam jak w szkole laski na niego leciały i trzeba było na randkach oglądać High School Musical - wywrócił oczami, bo to były straszne czasy. Jak tak teraz o tym myślał, to w sumie spotykał się z laską, która wyglądała jak Gabriella Montez... chociaż nie był pewien czy jego relację z Joey można było nazwać "spotykaniem się".
- Będziesz musiała mnie otworzyć, znowu... - zamknięty w sobie Lyons to już coś przez co przechodzili. Nie żeby teraz był jak otwarta książka, ale już było lepiej! Zmienił się pod jej wpływem, chociaż pewnie Scottowi się nie przyzna, bo będzie, że został pantoflem! - A to jest jakaś różnica? Dziewice wyglądają inaczej, mają inny charakter? No ale wiesz jakie to jest stresujące jak wiesz, że kobieta po raz pierwszy uprawia seks? Serio... dobrze, że nie wiedziałem, bo bym się stresował - nie żeby jej pierwszy raz był jakiś magiczny, o tym już wiedział i wciąż się tego wstydził.
- No też tak uważam, każdy musi mieć w sobie odrobinę dziecka - tak sie wytłumaczył i wzruszył ramionami. W sumie to niewiele go obchodziło co sobie Pais o nim myśli, a co nie. Była chyba jedną z tych osób, którymi Lyons się wcale ale to wcale nie przejmował. - Ale to nie ze względu na Twoich rodziców tylko na Ciebie - odpowiedział, bo sam z siebie, by tam nie został, a że była Fin, która mu nieźle potrafiła w głowie zawrócić i odwrócić jego uwagę od faktu, że gdzieś tam sobie chodzi jej tata, który ma strzelbę.
- Kłamca, mam na to zdjęcia, nie wymiga sie - każdy miał na każdego kompromitujące materiały, tak to już jest jak się z kimś przyjaźnisz. Co lepsze, niektóre z tych materiałów czasem lądowały na insta, ale nie było się co obrażać. - Okej, to już nie jest takie istotne - nie chciał dłużej gadać o Gabi, bo w końcu nie o to tu chodziło. Nawet jej nie było w pobliżu, była bardzo, bardzo, bardzo daleko.
- No skoro tak mówisz, to nie mogę się nie zgodzić - uśmiechnął się do niej i pochylił się, by ją pocałować, długo i namiętnie, układając swoje dłonie na jej talii, dobrze że miał długie ręce.
Może jednak Hayden powinie iść w jakieś bardziej strategiczne miejsce niż tak stać sobie przy jedzeniu, gdzie kręciła się przecież cała masa ludzi, to było do przewidzenia, że prędzej czy później przypałęta się tam Pani Profesor. No i tak się stało. Hayden nie chciał się zachowywać niegrzecznie, bo jednak to była szycha na uczleni w NYC. Nigdy nie wiadomo co się kiedyś wydarzy i czy nie będzie tam pracować albo gdzieś indziej, gdzie jej zdanie może mieć znaczenie. Trzeba było tą sprawę załatwić delikatnie albo hmm... iść sobie? No cóż. Zdecydował się jej powiedzieć, że to miłe, że uważa go za interesującą osobę ale on ma teraz dziewczynę i, że się to nie zmieni więc nie mogą kontynuować swojej znajomości w taki sposób. O dziwo babka przyjęła to całkiem spokojnie więc się do niej nawet uśmiechnął i się z nią pożegnał.
- Panie profesorze, to było świetnie wystąpienie - powiedział podchodząc do Fin i profesora, z którym rozmawiała i pewnie podał mu rękę na powitanie, a później objął Finley w talii, trochę może ostentacyjnie, ale trzeba było dać wyraźny znak, bo coś tak czuł, że Pani Profesor, którą zapomniałam jak nazwałam, się na nich jeszcze patrzyła. - Finley ma w planach u nas studiować - bo chyba profesor był z wydziału Haydena więc się mógł pochwalić mądrą dziewczyną. Chwilę pogadali o różnych ciekawych zagadnieniach, a później profesor poszedł do swojej żonki, która się nieco wstawiła i musiał ją ogarnąć.
- Polubił Cię, całe szczęście, że nie ma reputacji profesora, który uwodzi studentki, bo musiałbym mieć go na oku - powiedział uśmiechając się do dziewczyny - to co idziemy na górę? - najadł się tych ostryg w końcu, a ona nie miała na sobie majtek... halo.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: cyc
MULTI: gin,jolly,,dawsey,laila,marcy
 
Finley Bowden


-


kończy liceum, dorabia w obserwatorium

wciąż z Haydenem

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2019-03-15, 01:23   
  
`finny

  
bowden

  

  

  

  

  

  
18 yo

  
151 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


- Takie ruchy ma bioderkami, to co ty się dziwisz - wywróciła rozbawiona oczami - ale HSM to ty szanuj, pokazywało dziewczynom jak się w szkole trzeba... no, szanować, przecież oni się pocałowali chyba dopiero w drugiej, jak nie w trzeciej części - zaśmiała się cicho. - Ale wyrobił się dopiero później, zwłaszcza jeśli mowa o jego ciele. Nie jest już grzecznym chłopcem - wzruszyła lekko ramionami, wiedział, że nie lubiła tylko grzecznych i ułożonych. I w sumie wyzwanie zawsze było potrzebne w życiu, chociaż małe. Hayden był takim wyzwaniem, ale miała nadzieje, że to wyzwanie już zaliczyła i nie będzie musiała się wiecznie mierzyć z trudnościami przy nim.
- Nie mów, że gdybym ci się nie dała przelecieć w akademiku to zwróciłbyś na mnie uwagę w klasie. Traktowałbyś mnie jak wszystkie - westchnęła, ale z uśmiechem delikatnym. I zaraz potem pokręciła głową. - Wystarczy, że ja się stresowałam za dwóch. Grunt, że było ci dobrze - podsumowała, lekko wzruszając ramionami i przytulając się do niego. Mogli sobie rozmawiać o takich rzeczach, na tym pięknym balkonie, gdzie słońce już zaszło pewnie. I sobie pogadali trochę o dziecinadach i relacjach mniej lub bardziej ważnych, przeskoczę to ładnie, w imię skracania. Zwłaszcza, że zgadzali się w tym momencie i Fin i tak denerwowało, że tak często temat Gabby wychodził między nimi, wolała go więc nie kontynuować. Zamiast tego skupiała się na całowaniu go, które było szalenie przyjemne i o wiele wygodniejsze, kiedy miała na nogach wysokie obcasy. Nie musiał się schylać, a ona wyciągać w górę.
A kiedy już znajdowali się w tłumie, zaskakująco przyjemnie jej się rozmawiało z profesorem. Trochę zaskoczona spojrzała na Haydena, kiedy ją tak objął i przez moment obserwowała reakcję profesora. Przytaknęła że tak, złożyła papiery i że tak, stresujące jest czekanie na wyniki. Zaraz potem faktycznie, pozwoliła im pogadać, a potem, kiedy zostali sami spojrzała zaintrygowana na Haydena.
- Znam tylko jednego profesora, którego łóżko będę odwiedzać, niezależnie od tego czy przypadną mi w udziale jego wykłady - zauważyła, z delikatnym uśmiechem i objęła go. A jak to zrobiła, to.. lekko zmarszczyła brwi i wyjęła mu z kieszeni... klucz do pokoju. Tylko że to nie był ich klucz.
- Co to... czy to ona ci go dała? - uniosła brwi, zszokowana trochę - okej, wystarczy. Ja się tym zajmę - podsumowała, odsuwając się od niego i jego marynarkę zawieszając mu na zagięciu łokcia. Zaraz potem zdjęła swoje pierścionki, bransoletkę i kolczyki, i włożyła mu je do dłoni, żeby pilnował. Skinęła mu zaraz potem głową, z uroczym uśmiechem, idąc znaleźć panią profesor i wyjaśnić jej raz na zawsze gdzie powinna sobie wsadzić ten klucz. A jeśli Hayden chciał ją po wszystkim znaleźć, mógł to zrobić w ich pokoju, w łazience, bo właśnie tam pod zimną wodą chłodziła swoją biedną pięść.
_________________
[Profil]
  MULTI: nora, callie, perry, scott, gal, joey, tyler, halston
 
Hayden A. Lyons


Music and mythology, Einstein and astrology It all started with the big bang.


prowadzi ćwiczenia z debilami na uniwerku i astrofizykuje w wojsku

szczęśliwy z Finley

Lives in
capitol hill

Wysłany: 2019-03-16, 22:53   
  
Hayden Andrew

  
Lyons

  

  

  

  

  

  
28 yo

  
187 cm

  
W Berrylane od czasu do czasu

  


- Nie wiem... nigdy się nie dowiemy co by było gdybyśmy się na tej imprezie nie spotkali. Może za kilka lat wpadlibyśmy na siebie na jakiś urodzinach Twojego brata i tak czy inaczej skończylibyśmy jako super para w Seattle - uśmiechnął się do niej, nie wiedział jeszcze czy wierzy w coś takiego jak przeznaczenie, czy nie koniecznie, musiałby się nad tym zastanowić. Nie miał jednak wątpliwości, że gdyby się dowiedział o tym, że Fin się interesuje fizyką to nie zwróciłby na niej uwagi w szkole. Pewnie tak... ale nie w ten sam sposób, może wtedy rzeczywiście zaczęliby się umawiać jak już by nie był jej nauczycielem. - Yhymm... trochę szkoda, że Tobie nie było - powiedział trochę zbyt oczywistym tonem głosu, który wyraźnie wskazywał, że nie do końca był przez to w dobrym nastroju. Czuł się źle i bardzo mało męsko gdy rozmawiali o jej pierwszym razie, bo w końcu przecież ją zawiódł na całej linii.
- Taak? A fajny ten profesor? - zapytał z rozbawieniem gdy już sprawę z pogawędką mieli za sobą. Niby to powinna być konferencja i polegała na tym, by wymienić informacje i nowinki naukowe, a on i tak w sumie wolał spędzać czas przy Fin. To były w końcu ich pierwsze oficjale walentynki, które wymagały porządnej celebracji.
Zmarszczył czoło gdy wyciągnęła z jego kieszeni klucz, bo nie miał pojęcia skąd on się tam wziął i co to w ogóle był za klucz. - Fin czekaj ... - i złapał ją w ostatniej chwili za łokieć - co chcesz zrobić? Nie ma o co robić afery, po prostu jej to oddam i powiem, że nie jestem zainteresowany - tak czy inaczej to była pani profesor z wielkimi wpływami, nigdy nie wiadomo gdzie mogła komu co rozgadać żeby ich kariera naukowa się zakończyła zanim jeszcze się rozpoczęła. Na nic się jego słowa jednak zdały i rzeczywiście kilka minut później stał w drzwiach łazienki przyglądając się Fin z lekkim uśmiechem.
- Moja bohaterka - mruknął odkładając na szafce pierścionki żeby się jej nie pogubiły - bardzo boli? - zapytał podchodząc bliżej niej i ułożył dłonie na jej biodrach, a później ją pocałował w zagłębienie obojczyka pochylając się przy tym. - Nie wiedziałem, że z Ciebie taka fighterka, ale to bardzo miłe, że aż tak mnie bronisz... prawdziwa z Ciebie lwica Finley Bowden - dodał spoglądając jej przez ramię na tą rękę pod wodą. - Może zamówię lód to sobie przyłożysz? - zaproponował chcąc jej jednak jakoś ulżyć w cierpieniu. Hmm może powinien przynieść po prostu alko?
_________________
[Profil]
  MÓW MI: cyc
MULTI: gin,jolly,,dawsey,laila,marcy
 
Finley Bowden


-


kończy liceum, dorabia w obserwatorium

wciąż z Haydenem

Lives in
blue velvet


Wysłany: 2019-03-16, 23:50   
  
`finny

  
bowden

  

  

  

  

  

  
18 yo

  
151 cm

  
W Berrylane od zawsze

  


A no, nie ma co gdybać. Stało się tak jak się stało i Finley nie narzekała, nawet jeśli by zmieniła chętnie kilka rzeczy po drodze. Sama też nie zawsze popisywała się najlepszym ze swoich zachowań, wiele błędów po drodze popełniła, które przypominały Haydenowi, że wciąż ma do czynienia z głupiutką nastolatką, a nie dorosłą kobietą. Niby wiedziały gały co brały, ale...
- A kto ci takie głupoty powiedział? - zapytała, szczerze zdziwiona. Od ich pierwszej rozmowy o jej pierwszym razie mówiła, że było całkiem przyjemnie, a kiedy się dowiedział, że to z nim on był, tylko go w tym utwierdzała. Dlatego patrzyła teraz na niego z uwagą, domagając się odpowiedzi.
- Damy podobno nie zdradzają takich sekretów... - wyszeptała mu na uszko i przygryzła delikatnie jego płatek. Żałowała, że nie są na balkonie sami, już raz pokazali, że całkiem nieźle radzą sobie w miejscach publicznych, sam na sam. Ale jednak aż tak rozpustna to Fin nie była. Za to pilnowała swojego. Ciekawe czy kiedyś będzie się czuła na tyle pewnie, że kobiety obok Haydena nie będą jej przeszkadzać...
- Porozmawiać - podsumowała krótko i w sumie... to po części właśnie to zrobiła. Hayden już jej wystarczająco wyjaśnił, że zainteresowany nie jest i najwidoczniej, nie działało. Więc, czas na nią. I to właśnie zrobiła. Spojrzała na niego w lustrze i nie protestowała, kiedy znalazł się obok.
- Wszystkie Twoje byłe są takie natarczywe? - zapytała, delikatnie mrużąc oczy. - Wcale nie fajterka, to było w obronie własnej - podsumowała, zakręcając wodę i sięgając po chusteczki do demakijażu. Wyciągnęła jedną i podniosła na niego wzrok, wyciągając się żeby go pocałować.
- Możesz zamówić nam pizzę. I możesz, po tym jak zamówisz, przynieść mi ręcznik z pokoju, zamierzam wziąć prysznic - czy był zaproszony? To się dopiero pokaże. Póki co powoli przesunęła chusteczką po swojej twarzy, zmywając nią makijaż. Hayden przez 99% wspólnego czasu widywał ją bez niego, więc się nie krępowała ani trochę. Wzięła drugą i pozbyła się reszty, odwracając się do niego przodem i pod wpływem impulsu złapała jego koszulę i mocny ruchem rozerwała ją, urywając przez przypadek kilka guziczków i prezentując jego klatę - zawsze chciałam to zrobić - mruknęła cicho, przesuwając palcami po odsłoniętym fragmencie jego ciała - jesteś mój, okej? - uniosła brwi, ściągając mu powoli krawat i oczekując potwierdzenia.
_________________
  
[Profil]
  MULTI: nora, callie, perry, scott, gal, joey, tyler, halston
 
Hayden A. Lyons


Music and mythology, Einstein and astrology It all started with the big bang.


prowadzi ćwiczenia z debilami na uniwerku i astrofizykuje w wojsku

szczęśliwy z Finley

Lives in
capitol hill

Wysłany: 2019-03-20, 00:07   
  
Hayden Andrew

  
Lyons

  

  

  

  

  

  
28 yo

  
187 cm

  
W Berrylane od czasu do czasu

  


- Oj zdecydowanie nie - powiedział z rozbawiony - nie chodzę z wariatkami, z tą tylko spałem - usprawiedliwił się żeby nie było, że go kręcą jakieś dziwne baby. Swoją drogą nikt się Haydena nigdy nie zapytał czy aby na bank jest z nim wszystko w porządku skoro spotyka się z laską o wiele od siebie młodszą i pukał laskę o wiele od siebie starszą. Ma mocny przedział wiekowy ten chłop. - Tak? Napadła na Ciebie? - oczywiście sobie żartował ale musiał przyznać, ze jeszcze żadna baba się o niego nie byla więc było mu bardzo miło chociaż trochę się smucił widząc rączkę Fin, która była dalej lekko czerwona.
- Na pizzę to mnie nie musisz dwa razy namawiać - no wystarczyło, że sie powie pizza, a Hayden już leciał, był chyba najłatwiejszym chłopakiem w obsłudze. Wystarczyło mu dać pizzę, czasem się ruchnąć i włączyć mecz. Mało wymagający potwór, a za to jaki kochany. - Tak jest - przytaknął i rzeczywiście poszedł do salonu i zrobił to o co go poprosiła, chociaż nieco mu zeszło z tym zamawianiem, bo jednak nie wiedział na jaką pizzę się zdecydować, wziął więc trzy różne, bo przecież i tak się nie zmarnują. Nie wiedział czy istniała jakaś ilość pizzy, której by nie zjadł, po powrocie do Stanów będzie musiał o wiele więcej ćwiczyć żeby mu sie ta pizza w boczkach nie odłożyła. W koncu jednak do niej wrócił i nim zdążył cos powiedzieć to jego koszula już nie do końca się nadawała do dalszego użytku, a on tak stał lekko zaskoczony,
- Co to za pytanie? Oczywiście, że tak... poproszę o następny zestaw, bo to było za łatwe - powiedział uśmiechając się do niej szeroko i sam sobie ściągnął resztę krawatu, później ją pocałował, długoooo i namiętnie żeby wszelkie wątpliwości wyparowały z jej główki.
Później się ruchnęli na szybko, zjedli pizzę, pewnie znowu się ruchnęli i poszli spać, bo rano czekał ich bardzo interesujący dzień pełen zwiedzania. Szkoda, że wakacje nie trwają wiecznie i po trzech dniach we Florencji musieli wracać do Seattle.

2xzt
_________________
[Profil]
  MÓW MI: cyc
MULTI: gin,jolly,,dawsey,laila,marcy
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 6