menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#4 i'll protect you
Autor Wiadomość
steve houghton


This is my word: dream maker, life taker.


perkusista

nie zna się na tym

Lives in
fallen cloud

Wysłany: 2019-02-24, 20:18   #4 i'll protect you
  
steve

  
houghton

  

  

  

  

  

  
33 yo

  
183 cm

  
W Berrylane od teraz

  


5
Nie sądził, że tak łatwo przyjdzie mu przyzwyczaić się do tej małomiasteczkowości. Chyba po prostu nie wsiąkł w to życie tak w stu procentach, bo mimo zaaklimatyzowania się u Lainey, nadal miał swoje zobowiązania w Seattle. Nie sądził, że wszystko ułoży się tak szybko, ale szczera rozmowa z chłopakami sprawiła, że na nowo wrócili jako 21 Demands. Bez Maxa. Co prawda, ogłosili koniec tamtej trasy koncertowej, ale zdecydowali się znaleźć nowego frontmana i zacząć nagrywać nowe kawałki. Wszystko niedaleko Berrylane. Cieszył się, że udało im się zamknąć stare sprawy. Wiedział, że będzie ciężko, biorąc pod uwagę, że zabrakło najważniejszego członka zespołu, ale poradzą sobie. Nie wyobrażał sobie swojego życia bez zespołu, od lat byli zgraną paczką, integralną częścią jego życia i wiedział, że jeszcze przez długi czas nie potrafiłby sobie z tym poradzić, gdyby pierwszy nie wykonał jakiegokolwiek kroku. Odwiedził też dwukrotnie Flynna, obiecując mu, że będzie mógł do niego wpaść. Chciał najpierw pogadać z Lainey, bo obecność chłopca w domu mogła być dla niej uciążliwa. Musiał upewnić się, że nie będzie jej przeszkadzał, a jeśli jednak miał, zamierzał na tych kilka dni przenieść się z młodym do hotelu. Na razie, jednak nawał pracy nie pozwalał mu na zajmowanie się dwadzieścia cztery godziny na dobę siedmiolatkiem, bardzo rezolutnym i szalenie energicznym, a przede wszystkim potrzebującym uwagi. Po za tym, opowieści o Flynnie mogły przynieść całą masę pytań, a Steve nie chciał opowiadać o Mary. Nie był gotowy wspominać o jej śmierci. Po prostu nie.
Z Lainey mijali się codziennie, czasami spędzali wspólnie tylko kilka chwil na krótkich pogawędkach, czasami oglądali razem telewizję, a innym razem Steve wychodził wcześnie rano i wracał późno w nocy. Dzisiaj również wrócił późnym wieczorem, przywitał się z dziewczyną i zniknął u siebie. Krzątał się zaledwie kilka minut, wziął prysznic, a później zasnął jak dziecko. Ze snu wybudziło go skrzypienie drzwi, podniósł się na łokciach, a widząc Hatfield, zdziwił się. – Co się dzieje, Lainey? – dopiero teraz zdał sobie sprawę, że za oknem szalała burza, a on nawet nie zamknął okna. Podniósł się, żeby natychmiast to zrobić.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: nowaczek
MULTI: crea | morris | parker
 
LAINEY HATFIELD


Sometime in the future we can share our stories when we won't care about all of our mistakes


nie nadaje się do rozlewania piwa, wraca do liczenia

rozdrapała stare rany

Lives in
fallen cloud

Wysłany: 2019-02-25, 19:21   
  
Lainey

  
Hatfield

  

  

  

  

  

  
28 yo

  
162 cm

  
W Berrylane od dzisiaj znowu

  


    [6]



Spodziewała się tak naprawdę, że będą wpadać na siebie częściej. Nie oczekiwała tego tak naprawdę, bo sam fakt, że w pokoju obok ktoś był podnosił ją w pewien sposób na duchu, ale naprawdę na początku zakładała, że ich ścieżki krzyżować się będą częściej. Wróciła jednak do pracy i właśnie to zajmowało jej znaczną część dnia. Dzięki temu Lainey mogła tez skupić myśli wokół czegoś, co nie wiązało się bezpośrednio z jej byłym. Od wypadku minął miesiąc, więc mimo wszystko i tak radziła sobie zaskakująco dobrze. Może też dlatego, że nie musiała o tym mówić. Udawanie coraz bardziej weszło jej w krew. I tylko czasami budziła się zlana potem, gdy w snach nawiedzał ją Max.
Podobnie było i tym razem. Zwykle uchylała okno, leżała uspokajając się i jakoś ostatecznie i tak usypiała. Tym razem jednak sprawa wyglądała trochę inaczej, bo do paskudnego koszmaru w gratisie dostała szalejącą za oknami burzę. Lainey była jedną z tych osób, które nienawidziły wyładować atmosferycznych, dlatego wszystkie te głośniejsze dźwięki sprawiały, że podskakiwała na łóżku. Kręciła się więc bez sensu w pościeli męcząc się niesamowicie. Podniosła się w końcu z zamiarem udania do kuchni, łazienki, czy gdziekolwiek indziej tak naprawdę. Zatrzymała się jednak w połowie drogi, stając przed drzwiami do sypialni mężczyzny. Nie namyślając się przesadnie długo nacisnęła klamkę i weszła do środka. Była odrobinę zaspana i może to była jej nowa wymówka, bo naprawdę uznała to w tamtym momencie za dobry pomysł. Chciała się nawet wycofać, gdy dotarło do niej, że właśnie przyszła obudzić prawie zupełnie obcego jej faceta. Nim jednak udało jej się to zrobić dobiegł ją jego głos. Musiała więc przyznać z jak żałosnych, samolubnych pobudek tu przyszła. — To zabrzmi głupio, ale mogłabym się położyć obok? W sensie na drugim końcu łóżka, bo nienawidzę burzy i nie mogę spać tam sama, więc pomyślałam... — przyznała niesamowicie sobą zażenowana. Faktycznie w którymś momencie uznała to za rozsądne i uzasadnione. Teraz, gdy tak stała pośrodku ciemnego pomieszczenia jakoś nie była przekonana co do tego, że jej działania miały sens.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny i milion innych
 
steve houghton


This is my word: dream maker, life taker.


perkusista

nie zna się na tym

Lives in
fallen cloud

Wysłany: 2019-02-26, 13:06   
  
steve

  
houghton

  

  

  

  

  

  
33 yo

  
183 cm

  
W Berrylane od teraz

  


Świadomie postawił między nimi jakieś granice. Głównie dlatego, że nadal i to stawało się już nudne nawet dla niego, miał w głowie ich pocałunek. Naprawdę wywarł na nim spore wrażenie i to nie tak, że teraz planował jak rozpocząć z nią po tym wszystkim piękny związek. Po pierwsze i najważniejsze, poprzysiągł sobie, że nigdy więcej nie zwiąże się z nikim emocjonalnie, po drugie równie ważne – niedawno zmarł były facet Lainey, którego pewnie nadal kochała, a po trzecie, Lainey nie była kobietą, którą można byłoby tak po prostu wykorzystywać. Nawet on, facet, który spędzał z kobietami pojedyncze noce nie był aż taką świnią, żeby taktować Hatfield w ten sposób. Musiał po prostu zdystansować się w jakiś sposób albo zwyczajnie przywyknąć do Lainey, traktować ją jak członka rodziny albo przyjaciółkę. Może nawet tak było, ale między nimi jakieś dziwne przyciąganie.
Nie sprawiało to jednak, że nie mógł z nią rozmawiać, bo nawet, jeśli był zajęty, to starał się z nią zamienić, choćby kilka słów. Nie wymigiwał się od spędzania z nią czasu, bo uwielbiał to, z tymże, był zwyczajnie zawalony robotą. Rozradowany, że zespół powrócił może zaniedbywał inne aspekty swojego życia, ale przynajmniej starał się, żeby Lainey w jakiś sposób nie czuła się przez niego pominięta. Zresztą, nie wydawało mu się, żeby był jakąś ważną częścią jej życia, żeby sprawiało jej przykrość to, że był zajęty, czy cokolwiek innego. Może inaczej sobie to wszystko wyobrażali, ale Steve’owi wydawało się, że w ten sposób również jest dobrze. A po za tym, Lainey chyba miała świadomość, że mogła wpaść do niego z każdym problemem. Właściwie, nie chyba, bo skorzystała z tej okazji, pakując mu się do pokoju. Steve był odrobinę zdezorientowany. Patrzył na nią lekko zaskoczony jakby właśnie opowiedziała mu dowcip, ale skinął głową. – Jasne, chodź, tylko chrapię, podobno – zażartował. Nawet podniósł kawałek kołdry, żeby zrobić jej miejsce, a kiedy się położyła, chyba oboje odsunęli się na dwa końce łóżka. Nie wiedział, ile czasu leżeli w ciszy. Pewnie wydawało mu się nawet, że Lainey już śpi, ale postanowił zaryzykować: - Śpisz? – szepnął w przestrzeń. Nie chciał jej budzić, ale jeśli nie spała, to śmiało mogli porozmawiać, żeby przestała się bać.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: nowaczek
MULTI: crea | morris | parker
 
LAINEY HATFIELD


Sometime in the future we can share our stories when we won't care about all of our mistakes


nie nadaje się do rozlewania piwa, wraca do liczenia

rozdrapała stare rany

Lives in
fallen cloud

Wysłany: 2019-02-27, 20:21   
  
Lainey

  
Hatfield

  

  

  

  

  

  
28 yo

  
162 cm

  
W Berrylane od dzisiaj znowu

  


Czasami rzeczywiście mijanie się ze Stevem było jej na rękę. Bywały takie dni kiedy to nie chciała rozmawiać z nikim — nawet w pracy ucinała każdą próbę kontaktu, w myślach błagając o święty spokój. Zdarzało się jednak tak, że odczuwała zadowolenie na myśl, że być może natknie się gdzieś w mieszkaniu na mężczyznę, dzięki czemu nie będzie siedziała w takiej zupełnej ciszy. Sama nie wiedziała czym ta huśtawka była spowodowana, ale ważne, że naprawdę udawało się to jakoś połączyć. Nie wchodził jej w drogę, gdy tego nie chciała, I nawet jeśli on nie zdawał sobie z tego sprawy zupełnie i wszystko było wynikiem przypadku, a nie mentalnej komunikacji, czy innej magii to i tak była mu za to wdzięczna. Tak po prostu.
Podobnie jak z powodu tego, że zdecydował się z nią łóżkiem podzielić. Odrobinę to było niezręczne, musiała przyznać, ale rzeczywiście położyła się pod jego kołdrą. Automatycznie przesunęła się nieco, by przypadkiem nie zająć mu jakoś za dużo materaca i leżąc na plecach patrzyła się w sufit dłuższą chwilę. Próbowała zasnąć, ale hałasy za oknem nie pozwalały jej na to, by się uspokoić tak do końca. Głos mężczyzny sprawił, że odrobinę podskoczyła na materacu. Spodziewała się, że śpi, więc nagłe przerwanie ciszy przyprawiło ja o zawał. Prawdopodobnie jednak odechciało mu się spać po tym jak mu się obca baba wcisnęła do łóżka i ukradła połowę kołdry. Nawet nie mogła być zdziwiona. Jednocześnie jednak pozostawała dość samolubna, bo mimo to i tak nie zamierzała wracać do siebie. Tutaj czuła się nieco bezpieczniej. — Nie. Nie mogę zasnąć i prawdopodobnie przeleżę tak całą noc. Obiecuję jednak nie gapić się na ciebie, gdy będziesz spał — zapowiedziała wspaniałomyślnie. Przekręciła się na bok, bo mimo iż go nie widziała to jednak wolała zwrócić twarz w stronę, z której otrzyma odpowiedź. Wsunęła rękę po poduszkę i zmrużyła nieznacznie oczy czekając, aż wzrok wyłapie jakieś zarysy jego sylwetki. — Chyba, że znasz jakieś kołysanki to możesz spróbować, może wtedy zasnę — rzuciła żartem, ale chciała trochę sytuację rozładować. Niby nie była napięta, ale zdecydowanie zaliczała się do tych niecodziennych. No, nie spodziewała się też, że będzie miała kiedyś to powtórzyć, bo jednak tym sposobem zdecydowanie szybko by go przegoniła stąd.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny i milion innych
 
steve houghton


This is my word: dream maker, life taker.


perkusista

nie zna się na tym

Lives in
fallen cloud

Wysłany: 2019-03-14, 21:59   
  
steve

  
houghton

  

  

  

  

  

  
33 yo

  
183 cm

  
W Berrylane od teraz

  


Gdyby bardziej się na tym skupiał, pewnie też zorientowałby się, że lepiej mu było, kiedy ktoś był w domu. Nie musiał jej codziennie widać, ale sam fakt, że ktoś w nim był, ktoś przekładał rzeczy, ktoś wstawiał pranie, krzątał się w kuchni, sprawiał, że po domu roznosił się przyjemny zapach obiadu przynosił mu ulgę. Nie chciał wyobrażać sobie jak wyglądałoby jego życie, gdyby codziennie budził się w pustych czterech ścianach, nie mając tej świadomości, że może z kimś porozmawiać. Może, ale nie musi. Podobała mu się ta prywatność, a jednocześnie i paradoksalnie, jej ingerencja, choć minimalna w jego życie. I gdyby tylko wiedział, pewnie byłby zadowolony, że tak doskonale się w tych kwestiach uzupełniają. Że oboje są w swoich życiach, kiedy nawzajem siebie potrzebują i odwrotnie.
Nie był w stanie zasnąć, kiedy była obok. Nie dlatego, że zastanawiał się nad idiotycznymi sztuczkami, jak zbliżyć się do niej czy sprawić, żeby to ona zbliżyła się do niego. Uświadomił sobie, że nie rozmawiali od dłuższego czasu, a on nawet nie wiedział, jak radziła sobie w nowej pracy albo jak w ogóle czuje się w całej tej sytuacji. Bo jakoś nie miał problemu z tym, żeby pytać ją o najgorsze rzeczy, które ostatnio się wydarzyły. Bo oboje w różnych stopniach byli w to wsiąknięci. – Chodź tu – wyciągnął rękę w jej kierunku, tknięty jej strachem. Nie chciał naruszać jej przestrzeni osobistej, ale zamierzał użyczyć własnej, jeśli nie miała nic przeciwko. Zamyślił się przez chwilę, bo chyba nie znał żadnych kołysanek. Czasami śpiewał Flynnowi jakieś piosenki, które miały na celu uśpienie go, ale nie wiedział, czy na Lainey to podziała. – Broken bottles in the hotel lobby, seems to me like I'm just scared of never feeling it again. I know it's crazy to believe in silly thingsbBut it's not that easy. – zaczął szeptem, odwrócił się, żeby leżeć twarzą do Lainey i móc jej się przyglądać. – I remember it now, It takes me back to when it all first started but I've only got myself to blame for it, and I accept it now. It's time to let it go, go out and start again but it's not that easy – zanucił. Był perkusistą, rzadko głos w zespole zostawał mu udzielany, ale to wcale nie oznaczało, że nie potrafił śpiewać. Sam nie wiedział, dlaczego tego nie robił, chyba po prostu, wbrew pozorom, nie czuł się komfortowo wśród szerszej publiczności. – Lepiej? – spytał, kiedy skończył piosenkę.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: nowaczek
MULTI: crea | morris | parker
 
LAINEY HATFIELD


Sometime in the future we can share our stories when we won't care about all of our mistakes


nie nadaje się do rozlewania piwa, wraca do liczenia

rozdrapała stare rany

Lives in
fallen cloud

Wysłany: 2019-03-16, 22:35   
  
Lainey

  
Hatfield

  

  

  

  

  

  
28 yo

  
162 cm

  
W Berrylane od dzisiaj znowu

  


Gdy następnego dnia wstanie i przyjdzie jej zmierzyć się z tym, co zrobiła i z myślą, że chyba przekroczyła granicę prawdopodobnie spali się ze wstydu. Póki co jednak się tym nie przejmowała zupełnie, bo pod osłoną nocy wszystko to wydawało jej się na miejscu. Nie tylko to, że leżała z nim w łóżku, ale fakt, że wpatrywała się w zarys jego sylwetki, która ukryta była w ciemności, jak również to, że rzeczywiście — zgodnie z jego prośbą przysunęła się nieznacznie. Znalazła się więc bliżej mężczyzny, chociaż nie na tyle, by go jakkolwiek dotykać. Nawet ugięte lekko nogi nie stykały się w żaden sposób z jego, dzięki czemu nie czuła jeszcze, że przesadzała. Uśmiechnęła się nawet lekko wdzięczna, że akceptował te jej dziwactwa i fakt, że wskoczyła mu w środku nocy do łóżka i prawdopodobnie pozbawiała go możliwości wyspania się.
Przymknęła oczy, gdy zaczął śpiewać wiedząc, że i tak nie zaśnie. Przyjemnie jednak było na te kilka chwil skupiać się jedynie na tym, że jej śpiewał. Mogłaby leżeć tak całą noc — i nawet gdyby ostatecznie nie zmrużyłaby oka to była pewna, że wstałaby rano niesamowicie zrelaksowana. Kiedy więc zakończył otworzyła oczy i lekko skinęła głową. Co było gestem nieco zbędnym i nielogicznym zważywszy na to jak ciemno było. — Tak, dzięki — wymamrotała zadowolona. Prawdopodobnie zamienili jeszcze kilka zdań, coraz mniej logicznych, coraz bardziej wymamrotać i wbrew temu, co mówiła wreszcie udało jej się zasnąć Przespała spokojnie całą noc nawet jeśli za oknami szalała jakaś okropna burza. Warto jednak zaznaczyć, że gdy otworzyła rano oczy uzmysłowiła sobie, że przez sen przestała zupełnie respektować jakiekolwiek zasady jego przestrzeni osobistej. Głowę oparta miała na jego ramieniu, a jej nogi zaplątane były między jego. Chciała jakoś się odsunąć, ale nie wiedziała jak to zrobić żeby go nie obudzić. Nic więc dziwnego, że chwilę później nieświadomie sprawiła, że tez otworzył oczy.
— Chyba trochę wpakowałam się na twój stronę — rzuciła rozbawiona. Nie chciała by było to bardziej niezręczne, niż powinno, więc z automatu wystartowała ze słabym żartem. By jakoś atmosferę rozładować.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny i milion innych
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6