menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#8
Autor Wiadomość
Olivia Marvel



w Berrylane od zawsze

recepcjonistka i studentka

18
yo

171
cm

getting better

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-03-05, 20:20   #8
  
Olivia

  
Marvel

  
I can take the rain on the roof of this empty house, that don't bother me.

  

  

  

  

  

  


/ potejniefortunnejstypie #31!
Nie odzywała się niemal przez całą drogę powrotną, bo zwyczajnie się obawiała, że będąc nabuzowany po prostu na nią też nakrzyczy. Albo się wkurzy i pójdzie nie wiadomo gdzie, dlatego się nie odzywała. Chciała… właściwie nie wiedziała, czego chciała. Chyba po prostu dojść pod jej dom i… Pustka w głowie. Ale po drodze dostała wiadomość od Nory i po prostu nie mogła jej zignorować. Jaką byłaby osobą, gdyby go faktycznie teraz zostawiła pogrążonego w złości i smutku? Jeszcze zrobiłby coś głupiego a ona miałaby później wyrzuty sumienia. Wytłumaczyła sobie, że robi to, ponieważ zobowiązała się wobec Noreen, ale prawda była taka, że przecież naprawdę się martwiła o chłopaka. Dlatego, gdy już mieli się rozstać pod jej domem po prostu poprosiła go, by wszedł na chwilkę. Choć już wiedziała, że to będzie trochę dłuższa chwilka. Bez pytania zrobiła mu zielonej herbaty i po chwili postawiła na niskim stoliczku dwa kubki z herbatką, bo przyjmijmy, że znajdowali się w jej pokoju. Wiem, że gdzieś wstawiałam fotkę pokoju, ale nie mogę teraz znaleźć w naszych grach, sorka. W każdym razie usiadła sobie wygodnie na puchatym dywanie po turecku i tylko niepewnie spoglądała na Noah. Wahała się, ale zdecydowała w końcu, że przecież nie będą siedzieć w ciszy. – Co w ciebie tam wstąpiło? – zapytała wreszcie, zanim zdążyła się ugryźć w język. Zamrugała gwałtownie i cicho westchnęła. – Znaczy… nie musisz odpowiadać na to. Po prostu… Dlaczego aż tak się zdenerwowałeś? – spytała łagodnie, spoglądając wprost na niego.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Connor | Gabby | Happy
 
Noah Faraday



w Berrylane od zawsze

Studiuje i pracuje z umarlakami

21
yo

178
cm

Nie podda się

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-03-07, 11:07   
  
Noah

  
Faraday

  
Don't be ashamed of who you are. That's your parents job.

  

  

  

  

  

  


    #28


Nie bardzo się przejął zdaniem innych, gdy opuszczał mieszkanie Clyde'a. Przecież ładnie się pożegnał, a nie wybiegł, drzwiami trzaskając, prawda? Miał też jako takie wsparcie Nory najwyraźniej co doceniał bo chociaż ona nie wyzwała go od nie wiadomo kogo. No, ale i tak uważał, że po paru dniach wszystkim przejdzie. On był najmłodszy i miał prawdo wreszcie zachować się jak dzieciak. Za długo musiał dorosłego grać przy pogrzebie, więc widać padło na Coltera przy wyżywaniu się. A i tak był łagodny! Na o wiele więcej było go stać. Nie żeby był z tego dumny, ale na pewno nie będzie się zamartwiać, że coś złego zrobił. Jedyne czego chciał to wrócić do przyczepy i się położyć. Wystarczyło odprowadzić tylko Olivię do domu i może wracać. Nie spodziewał się tylko tego, że dziewczyna dostanie wiadomość od jego siostry. Nie miał o tym pojęcia, ale jak się kiedyś dowie to będzie to dobrym powodem by jednak dłuuugo nie przedstawiać swojej dziewczyny rodzinie. Miał - później - naprawiać relacje z Marvel, a nie działać na jej sumieniu! Dlatego brwi zmarszczył, gdy zaproszenie do jej domu dostał. Nie był zbyt chętny - pierwszy raz pewnie - ale w końcu westchnęła pod nosem i wszedł do środka... z nadzieją, że wyjdzie jak najszybciej. I jasne, że odmówiłby herbaty bo herbata to napój co gości zatrzymuje!
- Miałem swoje powody - mruknął w końcu, gdy to Liv po dłuższym czasie zadała pytanie. Może odpowiedź nie była dobra... w sumie nie była i już. Co miał powiedzieć? - Poza tym już cię przeprosiłem - a przynajmniej tak pamiętał zanim stamtąd wyszli.
_________________
[Profil]
 
 
Olivia Marvel



w Berrylane od zawsze

recepcjonistka i studentka

18
yo

171
cm

getting better

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-03-07, 15:20   
  
Olivia

  
Marvel

  
I can take the rain on the roof of this empty house, that don't bother me.

  

  

  

  

  

  


Działanie na jej sumienie faktycznie wyglądało trochę słabo. Ona sama nie była zadowolona z takiego rozwoju sytuacji i gdyby nie ta wiadomość od Noreen to prawdopodobnie tylko pozwoliłaby się mu odprowadzić i na tym skończyliby dzisiejsze spotkanie. Choć spotkanie to raczej nieodpowiednie i kompletnie nieadekwatne słowo, biorąc pod uwagę, co się wydarzyło. Ale dostała wiadomość. Odpisała i poniekąd zrozumiała, że nie powinna zachowywać się inaczej. I powinna spędzić z nim więcej czasu ze względu na okoliczności. Nawet jeśli wciąż była na niego trochę zła. Przecież jednak nikt nie wymagał od niej by była dla niego jako dziewczyna, prawda? Więc postanowiła po prostu być. Choćby jako… znajoma. Obejmowała dłonie wokół kubka, siedząc po turecku nadal w czarnej sukience i spiętych włosach i kompletnie nie wiedząc co do niego powiedzieć. Odniosła wrażenie, że nie chciał o tym gadać i wcale mu się nie dziwiła. Ale hej, wcale nie musieli o tym gadać. – To nie mnie prawdopodobnie należą się przeprosiny. I nie oczekiwałam ich – odparła po chwili. Nawet jeśli trochę się przestraszyła tamtego nieopanowanego wydania Noah to jednak mimo wszystko nie oczekiwała przeprosin. Właściwie to ich nawet nie usłyszała, gdyż przeprosiny skierowane były raczej do jego rodziny. Nie usłyszała też chyba przeprosin za ten głupi zakład i kłótnię, więc… Ale nie o tym teraz. Tego dnia nie oczekiwała przeprosin.
- Jadłeś coś w ogóle dzisiaj? – zapytała nagle, marszcząc brwi i podnosząc wzrok na niego. – Jesteś głodny? I… spałeś w ogóle odkąd… się dowiedziałeś? – Musiała spytać. Wciąż się martwiła podskórnie.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Connor | Gabby | Happy
 
Noah Faraday



w Berrylane od zawsze

Studiuje i pracuje z umarlakami

21
yo

178
cm

Nie podda się

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-03-11, 22:31   
  
Noah

  
Faraday

  
Don't be ashamed of who you are. That's your parents job.

  

  

  

  

  

  


Zdecydowanie nie chciał o tym gadać. Gdyby chciał to zostałby z rodzeństwem. Ech... zaczął się zastanawiać jak oni tam się trzymają. No, głównie siostry bo bracia i tak by wiele nie pokazali - jak to bracia. Byli od tego by wspierać, prawda? I Noah też się starał. Robił to odkąd pamiętał. Odkąd reszta braci była poza miastem, a on wziął na siebie miano tego, który za resztę rodziny musiał odpowiadać. Dzisiaj jednak nie wytrzymał i jedna mała rzecz go ruszyła. Właściwie to irytował się, że wszyscy przez to mieli coś do niego. On mógł w końcu sobie na to pozwolić! Był najmłodszy i wreszcie mógł się tak zachować, a nie jak ktoś dorosły.
- Przeprosiłem ich - jakby... no, ale przeprosił i rzucił wyjaśnieniem krótkim, więc przynajmniej nie wyszedł bez słowa. To zawsze coś, prawda? Nie zachował się jak cham przynajmniej pod koniec jego wizyty tam. Doceniał jako tako, że Clyde ich wszystkich zaprosił bo dobrze było mieć rodzinę wokół, ale przez tą babę co była w kuchni z Colterem, i która mu ciśnienie podniosła to uznał, że nie będzie tam siedział. Poczeka na normalne spotkanie rodzinne bez osób trzecich co się wtrącają w nieswoje sprawy. Liv do tej grupy nie wliczał i nie tylko dlatego, że lubił, ale też dlatego, że ona tam nie wtrącała nosa w sprawy Faradayów.
- Batona - jedno słowo w odpowiedzi to jak nie Noah. Nie miał jednak w ogóle sił dzisiaj żartować. Wiedział, że swoim zachowaniem dzisiejszym nie poprawi swoich stosunków z Marvel jednak... dzisiaj zupełnie co innego jego głowę zaprzątało. - Może trochę, ale mam jedzenie w domu. Coś tam spałem... Wiesz, że nie masz obowiązku by się nade mną litować? - dla niego tragiczny dzień - jak i kilka ostatnich - ale to nie znaczyło, że Olivia musiała się z nim męczyć, gdy na pewno tego nie chciała.
_________________
[Profil]
 
 
Olivia Marvel



w Berrylane od zawsze

recepcjonistka i studentka

18
yo

171
cm

getting better

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-03-12, 20:00   
  
Olivia

  
Marvel

  
I can take the rain on the roof of this empty house, that don't bother me.

  

  

  

  

  

  


Nie komentowała więcej jego słów i tego czy przeprosił, czy nie. W zasadzie nie jej było to oceniać, nawet jeśli jej zdaniem zachował się okropnie. Ale może faktycznie miał do tego prawo? Sama nie wiedziała, ale też nie miała pojęcia co przeżywa i jak zachowywała by się na jego miejscu, więc zdecydowała się po prostu odpuścić mu. Tym razem mogła to zrobić. Cichutko westchnęła i skinęła głową w geście zrozumienia. Jasne, rzucił przeprosiny i na tę chwilę powinno to wszystkim wystarczyć.
- Batona – powtórzyła z dosadną kpiną i wywróciła oczyma. Z westchnieniem podniosła się z podłogi i odstawiła kubek herbaty na stoliczek. – Tak, bo na pewno zjesz cokolwiek po powrocie do domu – zakpiła. Domyślała się, że prawdopodobnie gdy Noah wróci do przyczepy to od razu się położy lub będzie się snuł bez sensu, ale z pewnością niczego nie przełknie. Stanęła na równe nogi i wygładziła swoją sukienkę dłońmi. Przełknęła głośno ślinę, ale nie skomentowała jego słów dotyczących litowania się. Obdarzyła go tylko przelotnym spojrzeniem i wyszła ze swojego pokoju po to by po jakiś dziesięciu minutach wrócić z talerzem spaghetti. – Odgrzałam trochę z obiadu – powiedziała trochę ostrzegawczo, bo odgrzewane mogło nie być takie dobre. Podała głęboki talerz chłopakowi i ponownie usiadła na ziemi. – Zjedź chociaż trochę – poprosiła rzeczowo i spojrzała na niego z dyskretną troską. Wiedziała, że nie miała wobec niego żadnego obowiązku czy zobowiązania skoro już nie byli razem, ale… kiedy tak na niego patrzyła, po prostu nie mogłaby go zostawić tego dnia i wieczoru, zwłaszcza po kłótni z rodzeństwem. Przypomniało jej się jak kiedyś zastała go pobitego. Wtedy też był cichy i milczący. Myślała o tych wszystkich spotkaniach. I wciąż bolało ją serce na myśl, że to wszystko było nieprawdą.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Connor | Gabby | Happy
 
Noah Faraday



w Berrylane od zawsze

Studiuje i pracuje z umarlakami

21
yo

178
cm

Nie podda się

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-03-16, 16:38   
  
Noah

  
Faraday

  
Don't be ashamed of who you are. That's your parents job.

  

  

  

  

  

  


On sam nie bardzo się nad tym zastanawiał. Uważał, że przeprosił, i że miał prawo zachować się jak zachował. Może lepiej, że Olivia zdecydowała się nie kontynuować tematu. Jak już to pewno rodzina sobie z nim pogada - albo i nie... po nich nigdy nic nie wiadomo. Jedyna pewna rzecz to to, że będzie go okropnie irytować, gdy znajomi rodziny będą o nim gadać choć w ogóle go nie znają. I co? Oceniają po jednym spotkaniu? I to na STYPIE WŁASNEJ MATKI? Sądzili, że będzie radosnym człowiekiem tam? Trzeba się cieszyć, że Noah sam zdecydował się wyjść stamtąd bo kto wie jak bardzo by najechał na osoby-które-z-rodziny-nie-były-a-się-wtrącały.
- Coś tam pewno w lodówce jest - ramionami nieznacznie wzruszył. Fakt faktem teraz nawet o jedzeniu nie myślał. Poza tym kto by się nim przyjął, gdyby padł z głodu? Matki już nie ma, a rodzeństwo było niewiadomą. Chociaż nie Colter... wszak Colter dosadnie mu powiedział, że by się nie zmartwił, gdyby jutro już Noah nie żył. Tak więc potwierdzenia braku zmartwienia jednego brata było. Sądził, że Olivia też by się nie zmartwiła bo miałaby go z głowy, a po tym co jej zrobił to najwyraźniej zasłużył. Może jedynie Calebowi by go brakowało bo nigdy już by nie znalazł tak sups batmanowego przyjaciela. Ta... na takich rozmyślaniach minęło mu te dziesięć minut podczas których Marvel nie było w pokoju. - Twoja siostra nie będzie zadowolona - mruknął bo rzuciła mu się w oczy jedna z sióstr Liv na stypie. Mimo wszystko... no oparł głowę na jednej ręce, a drugą zaczął widelcem dziabać w makaronie. - Wiesz, że skoro własny brat chciałby mnie martwego widzieć to tym bardziej nie musisz mnie mieć na sumieniu? - ciężko stwierdzić czy to było pytanie retoryczne i czy w ogóle serio mówił. No, ale słowa Coltera w głowie utkwiły.
_________________
[Profil]
 
 
Olivia Marvel



w Berrylane od zawsze

recepcjonistka i studentka

18
yo

171
cm

getting better

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-03-16, 22:29   
  
Olivia

  
Marvel

  
I can take the rain on the roof of this empty house, that don't bother me.

  

  

  

  

  

  


Trochę był niesprawiedliwy w tym momencie, bo Liv chyba mu właśnie udowodniła, że martwiła się o niego pomimo tego, iż zerwali ze sobą. W końcu go niemal siłą do siebie zaciągnęła i bardzo jej zależało by coś zjadł u niej. I mimowolnie naprawdę chciała o niego po prostu zadbać. Stracił kogoś bliskiego i zrozumiałe było, że jest wściekły, i że zachowywać się mógł nawet trochę dziecinnie. I jakoś tak Olivia w tym momencie postarała się, by odłożyć na bok wszystkie te ich kłótnie i niejasności między nimi. Zwłaszcza, że akurat teraz, temat ich związku wcale nie był ważny czy istotny. No, ale oczywiście, Caleb by się zapłakał na śmierć za swoim przyjacielem najlepszym.
Wywróciła też oczyma na jego słowa i tylko wzruszyła ramionami obojętnie. – No to trudno. Jakoś sobie poradzę z własną siostrą. – Bo wręcz jasne było, że Bille będzie chciała z nią pogadać o tym wszystkim. Nie dziwiła się i w zasadzie może nawet właśnie tej rozmowy potrzebowała? Być może. Ale – ponownie, teraz nie było to najważniejsze.
- On tego wcale nie powiedział, Noah. W każdym razie nie mógł mieć tego właśnie na myśli – wypowiedziała ostro. Słyszała co powiedział Colter i rzeczywiście Noah mógłby odebrać nieco opacznie sens tych słów, ale ona domyślała się, że przecież Colter wcale nie to miał na myśli a jedynie fakt, że Noah opowiada głupoty o tym potrąceniu i to zupełnie niepotrzebnie. – To twój brat. To jasne, że cię kocha – oznajmiła z mocą. Poza tym Colter wcale też nie powiedział, że chciałby widzieć go martwego, prędzej coś o tym, że wcale by się nie przejął.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Connor | Gabby | Happy
 
Noah Faraday



w Berrylane od zawsze

Studiuje i pracuje z umarlakami

21
yo

178
cm

Nie podda się

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-03-21, 17:48   
  
Noah

  
Faraday

  
Don't be ashamed of who you are. That's your parents job.

  

  

  

  

  

  


Zdecydowanie nie potrzebowała rozmowy z siostrą. Przynajmniej to właśnie by Noah powiedział. Bo jak Billie miała go oceniać po jednym spotkaniu? No właśnie. A w takim dniu to wiadome, że młody Faraday nie będzie miłym i zabawnym chłopakiem, którym zazwyczaj być potrafił. Całe szczęście, że teraz nad tym nie rozmyślał bo jeszcze gotów byłby nagadać siostrze Liv, że tak ocenia kogoś, wcale go nie znając. Każdy ma gorsze dni - a już na pewno po pogrzebie własnego rodzica. Dlatego będzie się czuł w pełni usprawiedliwiony, gdy już - jeśli w ogóle - zacznie nad tym myśleć.
Ramionami tylko wzruszył na wyjaśnienie słów Coltera - czy też zapewnienie, że brat nie to miał na myśli. Niestety póki co Noah widział to kompletnie inaczej. Może za jakiś czas mu przejdzie. Jak się uspokoi to być może i będzie to inaczej widział. Dzisiaj niestety był na straconej pozycji, tak samo jak jego nastawienie do wszystkiego. W sumie nawet nie wiedział co tutaj robił. W przyczepie i samotności byłoby mu teraz lepiej. Mógłby się powyżywać, a mimo wszystko, jako tako dalej się pilnował przy Marvel.
- Nie każde rodzeństwo się kocha - mruknął bo choć mieli już spoko relacje z Colterem to jednak dalej byli... Faradayami, a takim wciąż trudno się dogadać. A nie przejęcie się śmiercią brata to dla Noah to samo co życzenie mu śmierci! I to i to było okropne.
- Nie chwaliłaś się, że znasz Karę - dodał dopiero po jakimś czasie bo nie czekał z tym tematem niecierpliwie. Dzisiaj najwyraźniej się aż tak nie przejmował. - Masz wody? - dodał równie zwyczajnie i obojętnie jakby kwestia Kary była na tym samym poziomie co chęć wody.
_________________
[Profil]
 
 
Olivia Marvel



w Berrylane od zawsze

recepcjonistka i studentka

18
yo

171
cm

getting better

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-03-26, 22:50   
  
Olivia

  
Marvel

  
I can take the rain on the roof of this empty house, that don't bother me.

  

  

  

  

  

  


Ten Noah to jakiś agresywny. Najpierw chce pół Berrylane wybijać a teraz jeszcze pragnie przygadać Marvelównie. Niezbyt dobrze to działa na jego korzyść, ale okej, uznajmy, że to przez sytuację, w jakiej się znaleźli oraz to, że owego dnia miał miejsce pogrzeb bliskiej Noah osobie. Głównie przez to Liv starała się być po prostu łagodniejsza dla chłopaka. I pewnie doceniała fakt, że dla niej były zupełnie inny i do niej odnosił się całkowicie dobrze. Co prawda ona by sobie nie pozwoliła gdyby nagle zaczął do niej odnosić się inaczej, ale… coś jej podpowiadało, że mimo wszystko taka sytuacja zwyczajnie nie nastąpi. Zaprosiła go do siebie, bo nie chciała by siedział sam, a wnioskując po tym, że jej się udało go zaciągnąć do pokoju, może on też tego potrzebował. Sorka, jeśli bez składu i ładu.
- A powinno – mruknęła gorzko, bo przecież skoro niekiedy na rodziców nie można liczyć to chociaż rodzeństwo powinno się wspierać. Ona zawsze mogła liczyć na wszystkich Marvelów. Ta nagła zmiana tematu trochę ją zmroziła. Liv wyprostowała się gwałtownie jak struna i spojrzała ze zmarszczeniem czoła na chłopaka. Chwilę mu nie odpowiadała i być może dlatego nastąpiło to kolejne pytanie? – Mam, no jasne – odparła prędko i znów się podniosła ze swojego miejsca, by przynieść mu wody. W międzyczasie rozmyślała co mu odpowiedzieć na wcześniejsze pytanie. Zaskoczył ją! Zdecydowanie. I sama nie wiedziała co wiedział i ile wiedział. Przyniosła mu szklankę wody i butelkę, którą postawiła obok. Z powrotem usiadła i odgarnęła włosy na plecy. – Nie chwaliłam – odparła ostrożnie i wzruszyła ramionami. – Dowiedziałam się… To znaczy, poznałam ją przypadkiem. – No powiedzmy, że przypadkiem, bo przecież sama o to prosiła Sam, prawda? Zabawne, że w zasadzie w całą tą sprawę Noah był trochę uwikłany, bo stał się pośrednikiem informacji o spotkaniu z Sam. Liv przełknęła ślinę nerwowo – przecież to nie było możliwe, że Sam się wygadała. A więc kto?
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Connor | Gabby | Happy
 
Noah Faraday



w Berrylane od zawsze

Studiuje i pracuje z umarlakami

21
yo

178
cm

Nie podda się

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-04-05, 21:39   
  
Noah

  
Faraday

  
Don't be ashamed of who you are. That's your parents job.

  

  

  

  

  

  


Oj tam, oj tam. Nie pokazywał tej agresywności po prostu tak na co dzień. No i fakt śmierci rodzicielki swoje robił i kilka gorszych cech Noah wychodziło na wierzch. Poza tym nie jego wina, ze siostra Liv ocenia go po jednym spotkaniu - a nawet ze sobą nie gadali! To kto tutaj jest tym złym? Ktoś nie wie, że nie ocenia się po okładce? A co jakby Faraday był istnym aniołem? Jakby codziennie rozdawał jedzenie biednym, pomagał w przytułku i nie pozwolił żadnej babci samej przejść przez ulicę, a Billie trafiła akurat na dzień, gdy był pogrzeb jego matki to na swój sposób żałobę znosił. Oj, nieładnie tak ze strony starszej Marvel, oj nieładnie.
- Różnie bywa - wzruszył ramionami. Wiele by dla rodziny zrobił nawet jak mieli te gorsze chwile. Będą musieli sobie z Colterem porozmawiać jak oboje ochłonął bo na ten moment wolał brata nie oglądać. Nie po tym co usłyszał. Dzisiaj każdy Faraday potrzebował spokoju... i najlepiej samotności, więc nie wiedział co on akurat u Olivii robił.
Od razu się napił. Zaschło mu trochę... co dziwne było skoro właściwie mało słów wypowiadał. No, ale każdy spragniony może być. Przy okazji - świadomie lub nie - dał dziewczynie trochę czasu by pomyślała co i ile mu powiedzieć. On już wiedział jakie relacje ją łączą z Karą aczkolwiek domyślał się, że Olivia będzie chciała znać jego źródło - a jak wkopie Karę to jemu się dostanie za wściubianie nosa w nieswoje sprawy.
- Berrylane to małe miasteczko. Wielu ludzi poznaje się przypadkiem - wpierw potwierdzenie by uśpić czujność i uspokoić wewnętrznie Marvel - o ile się denerwowała bo nie był pewien. - Ale domyślam się, że przy tym przypadkowym spotkaniu nie powiedziała ci kim jest - nie dziwnie tak wpaść na kogoś z tekstem "hej, jestem twoją matką"? - Coś to miało wspólnego z twoją wizytą w kasynie? - specjalnie nie nawiązał do płaczu i nie nalegał na odpowiedzi, pijąc spokojnie wodę. Pamiętał wszak jak Marvel wtedy roztrzęsiona była, a jemu nikt nie powiedział co się wtedy stało.
_________________
[Profil]
 
 
Olivia Marvel



w Berrylane od zawsze

recepcjonistka i studentka

18
yo

171
cm

getting better

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-04-06, 22:31   
  
Olivia

  
Marvel

  
I can take the rain on the roof of this empty house, that don't bother me.

  

  

  

  

  

  


W sumie ona tym bardziej nie wiedziała co on u niej robił. Niby to Liv go namówiła, by wszedł na chwilę. Ale po prostu chciała mieć pewność, że ochłonie i nie zrobi niczego głupiego. A kiedy miała go przy sobie to po prostu miała pewność. I miała rację, bo przecież ochłonął, prawda? Nawet jeśli jego słowa były gorzkie a ona nie do końca wiedziała jak się powinna zachować to przecież przynajmniej miała pewność, że nic mu nie grozi.
Dziwiła ją ta zmiana tematu na Karę. Może podświadomie zaczęła podejrzewać, że on coś wie? Może nawet chciała mu powiedzieć. Kiedyś, wcześniej chciała – tylko, że jeszcze wtedy jej kontakty z Karą nie były takie pozytywne. Nie były nawet neutralne, więc w zasadzie nie było nawet o czym mówić. Później chyba nie było okazji a teraz… teraz sama nie wiedziała czy chciała mu mówić. I o ile jeszcze na początku nie miała pewności czy wie o wszystkim to kiedy wspomniał o kasynie i o tym, że pewnie nie wiedziała kim jest naprawdę na początku, to Liv miała już 80% pewności, że Noah w jakiś sposób poznał prawdę. Westchnęła ciężko a na jej obliczu można było dostrzec wyraźne zrezygnowanie. – A więc wiesz… – mruknęła trochę ze złością, że ktoś mu o tym wygadał a ona nie miała pojęcia kto. Bo kto? W życiu by nie podejrzewała samej Kary! Z tej prostej racji, iż uważała Karę za kogoś, kto trzymał swoje prywatne sprawy mocno w sekrecie. Podniosła głowę i spojrzała na niego uważnie. – Ale cóż, tak. Wtedy kiedy spotkaliśmy się pod kasynem, widziałam się z Karą i upewniłam się, że to prawda, że jest moją matką biologiczną. Jak się pewnie domyślasz, tamto spotkanie nie przebiegło pomyślnie – oznajmiła gorzko i wywróciła oczyma. Bo nie przebiegło. Przecież wówczas Kara powiedziała jej wyraźnie, że Liv popełniła błąd. Teraz było znacznie lepiej, ale na samo wspomnienie tamtego spotkania, Liv tylko się skrzywiła.
Nigdy nie sądziła, że powie o tym Noah w takich właśnie okolicznościach.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Connor | Gabby | Happy
 
Noah Faraday



w Berrylane od zawsze

Studiuje i pracuje z umarlakami

21
yo

178
cm

Nie podda się

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-04-15, 13:32   
  
Noah

  
Faraday

  
Don't be ashamed of who you are. That's your parents job.

  

  

  

  

  

  


Mimo, że Olivia go tu zaciągnęła - nie wiedzieć czemu - i mimo, że miał ją blisko jak na ostatni czas to i tak czuł tą ogromną przepaść między nimi. Od jej strony bo on to by chętnie się zbliżył i w ogóle. Nie mniej to, że aktualnie był w rozsypce, nie odebrało mu rozumu. No... znaczy nie tak do końca bo tak jak o głupoty mógł się kłócić, tak nigdy nie posunąłby się do fizycznych aktów wbrew czyjejś woli - chyba, że trzeba było przywalić to bez pozwolenia, ale rzecz jasna dziewczyn na tej liście nie miał. Tak czy siak ciężko stwierdzić czy przy Liv nie było jeszcze trudniej. Z jednej strony faktycznie się uspokoił przy niej, a z drugiej bolało go dodatkowo, że gdyby dalej byli parą to by go pocieszała teraz kolejnymi uściskami.
- Wiem... Dziwię się tylko, że nic mi nie powiedziałaś - dodał dosyć normalnie - jak na jego obecny stan - bo ani nie złościł się ani nie chciał jej działać na sumieniu. Może jednak nie był dla niej tak ważny by rozmawiać o rodzinnych sprawach? Tyle, że on mógłby się przydać skoro zna przecież Karę. Obracają się w tych samych kręgach! W tych, których Olivia nie powinna w ogóle widziana być. Lepiej też, że nie pytała jak na razie skąd wie. Aczkolwiek to dzięki niej zwęszył co biega. Wszak to Marvel napomknęła wtedy o Karze w wiadomości, a wcześniej w ogóle nie było nawet słowa o tym, że się znają. Noah jest inteligentniejszy niż niektórzy sądzą. Swoją drogą relacje kobiet tłumaczyła wypytywania Belfrey o Liv, więc kolejne informacje dodane. Tak samo jak szczegóły dotyczące spotkania Olivii z jej biologiczną matką bo o tym dużo nie wiedział. - Nie przebiegło pomyślnie to chyba mało powiedziane. Teraz mniemam, że jest lepiej skoro o niej wspominałaś - pytanie? Stwierdzenie? Raczej pytanie, ale widać pytajniki też ginęły w jego stanie. Najwyraźniej też wolał rozmawiać o Liv niż o sobie. A jeśli ta się wkurzy w jakimś momencie to Faraday do domu pójdzie - i tak dobrze, i tak dobrze. Ustawił się chłopak.
_________________
[Profil]
 
 
Olivia Marvel



w Berrylane od zawsze

recepcjonistka i studentka

18
yo

171
cm

getting better

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-04-17, 00:05   
  
Olivia

  
Marvel

  
I can take the rain on the roof of this empty house, that don't bother me.

  

  

  

  

  

  


No ona też by się najchętniej przytuliła do niego. Czy poleżała po prostu obok niego. Cokolwiek, byleby był blisko. Ale musiała być dzielna i nie złamać się. Zwłaszcza, że wciąż czuła się przecież zraniona i wciąż uważała, że zachował się bardzo nie w porządku wobec niej. Dlatego zachowywanie dystansu i siedzenie jak najdalej od niego było bardzo dla niej korzystne i rozsądne. Zmarszczyła brwi. – Och, przepraszam – zaczęła głosem wręcz przesiąkniętym ironią. – Nie wiedziałam, że tak był mój obowiązek; informowania cię o wszystkim, a zwłaszcza o rzeczach, z którymi sama sobie emocjonalnie poradzić nie mogłam – wytknęła sarkastycznie i skrzyżowała ręce na piersi, posyłając mu groźne spojrzenie. Może trochę się obruszyła i zbytnio uniosła. Noah nie chciał pewnie źle tymi słowami, ale ona odebrała je opacznie głównie przez wzgląd na sytuację między nimi. Nie do końca chciała też o tym rozmawiać z nim, właśnie teraz. Nawet jeśli była już świadoma tego, że on wie, że zna Karę – pewnie nawet lepiej niż Liv. Poniekąd poczuła też ulgę, że nie musi się już z tym kryć ani robić wielkiej rozmowy na temat biologicznej matki, tak jak w przypadku powiedzenia o tym Marvelom.
Zastanowiła się chwilę. Czy było rzeczywiście lepiej? Chyba nie mogłaby tego tak nazwać. Wzruszyła lekko ramionami. – Nie wiem, szczerze mówiąc. Jest… stabilnie. Chyba – odparła z cichym westchnieniem, bo sprawa wbrew pozorom wcale nie należała do najłatwiejszych. Zwłaszcza dla niej i zwłaszcza po tym co przeszła z samą Karą. Zabawne, bo w sumie to dzięki Karze, doszło do czegoś więcej między nią Liv a Noah.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Caleb | Connor | Gabby | Happy
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5