menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#1
Autor Wiadomość
Kain Lawley



w Berrylane od zawsze

właściciel flamingo motel

28
yo

187
cm

nigdy nie da rozwodu Willow

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-04-14, 21:59   #1
  
Kain

  
Lawley

  
ten pierdolony świat przerobił anioła na chama

  

  

  

  

  

  


#1

Dzisiejszy dzień był jedną wielką porażką. Już od pobudki wiedział, że będzie źle, zupełnie się nie wyspał, bo przecież wiadomo, że kolejną noc z rzędu znowu spędzał na kanapie, która swoją drogą była ciasna i niewygodna, więc kiedy się obudził bolała go każda część ciała, nawet powieki, serio, po prostu wszystko. Na szczęście zdążył wyjść z domu nim Willow się obudziła więc chociaż porannej kłótni uniknął, ale niestety w motelu czekał na niego ojciec, który dzisiaj był wyjątkowo czepialski. To czepiał się o papiery, to o wynajem pokoi, to o ceny, to o pracowników, aż oczywiście w końcu o Willow, dom, wydatki, a nawet i na końcu o ubiór, no po prostu dzisiaj był tak niezadowolony, że Kain przez większość dnia wypalił całą paczkę papierosów, a gdy skończył pracę po drodze do domu wjechał do sklepu, kupił czteropak, jedyne o czym marzył to o tym by wygodnie usiąść przed tv i napić się zimnego piwka. Spokoju było mu trzeba, zdecydowanie. Tak więc kiedy przekroczył próg mieszkania, ściągnął buty, zrzucił katanę z ramion i uwiesił ją niechlujnie na wieszaku po czym minął bez słowa chyba czekającą na niego Willow i wpakował trzy z czterech piw do lodówki, czwarte zaś otworzył i od razu upił z niego łyk zamykając drzwi lodówki i kierując swoje kroki na kanapę. Żonę potraktował jak powietrze, ale to dlatego, że nie miał już siły na dyskusje jeszcze z nią, już i tak dużo się nasłuchał od ojca w robocie. Odetchnął głęboko i oparł głowę o oparcie kanapy, zamykając przy tym oczy i po prostu próbując odpocząć, był jeszcze cholernie głodny, ale nie miał siły by cokolwiek zrobić sobie do jedzenia. Pewnie zaraz zadzwoni sobie po pizzę, bo na swoją żonę na bank nie miał co liczyć, nie pamiętał kiedy ostatnio zrobiła mu chociażby kanapkę, więc o obiedzie to już w ogóle mógł jedynie pomarzyć i jedynie go sobie wyobrazić. Delektował się tą chwilową ciszą, ale miał przeczucie, że zaraz ten błogi spokój jego ukochana żona przerwie. Codziennie tak było, więc i dzisiaj na bank się nic nie zmieni.
[Profil]
 
 
Willow Taylor-Lawley



w Berrylane od urodzenia

policjantka

28
yo

172
cm

próbuje przekonać Kaina do rozwodu

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-04-15, 09:28   
  
willow

  
taylor-lawley

  
It's been written in the scars on our hearts, we're not broken just bent, and we can learn to love again

  

  

  

  

  

  


1

Brakowało tylko jednego podpisu.
Jednego podpisu, by raz na zawsze przekreślić trwający od dwunastu lat i przyjaźń, która zaczęła się wcześniej, niż oboje są w stanie pamiętać. Może dlatego przez całą drogę ze Seattle wpatrywała się w nagłówek pozwu rozwodowego? Dwanaście lat. Dwanaście cholernych lat, tak długo była przy nim na dobre i na złe. To, co się zepsuło można przecież naprawić, nie trzeba od razu wyrzucać, cały problem w tym, że Willow sama nie wiedziała już, czy chce to naprawiać. Bo pierwszym uczuciem, które pojawiło się na myśl o rozwodzie, był strach - nie ulga, złość czy poczucie konieczności, a strach. Nie znała świata poza nim, nigdy nie była z żadnym innym mężczyzną i przyzwyczaiła się, że zawsze jest obok. Czy więc nie myliła miłości z przywiązaniem? Nie układało im się od dłuższego czasu, nie potrafili ze sobą rozmawiać, a wspólne życie stało się nieznośną udręką. Ale przecież kiedyś go kochała, prawda? Nawet nie tylko kiedyś, po co się oszukiwać - kochała go nadal, do szaleństwa, jednak to nie znaczyło, że wciąż chciała z nim być. Choć do tej pory nie przypuszczała, że to możliwe, brak miłości nie był jedynym powodem, dla którego można się rozwieść.
Ojciec powiedział jej kiedyś, że gdy nie wie, czego tak naprawdę chce, powinna rzucić monetą. Choć od samego początku nie do końca przemawiał do niej pomysł zostawiania wszystkiego losowi, pan Taylor uspokajająco uniósł rękę do góry i wyjaśnił, że wcale nie o wybór tu chodzi - najczęściej wystarczy jedna, krótka chwila, gdy moneta znajduje się w górze, by uświadomić sobie, czego się pragnie. Niezależnie od wyniku. I tego właśnie potrzebowała Willow, tej jednej chwili, by rozjaśnić wnętrze własnej głowy.
Dlatego właśnie, gdy usłyszała jak parkuje na podjeździe, wyszła do niego do holu. Skrzywiła się, gdy minął ją bez słowa, a do jej nozdrzy dotarł zapach przetrawionego dymu papierosowego. Czasami naprawdę miała wrażenie, że palił tylko i wyłącznie jej na złość. Już nie mówią sobie nawet "dzień dobry", tak? Szybko zorientowała się, że poza traktowaniem jej jak powietrze, planem na wieczór jej męża było obalenie pewnie całego czteropaka przed telewizorem i to wystarczyło, by jej policzki zrobiły się czerwone ze złości. Ona tu przechodziła przez istną Gehennę, a on? Nic go to nie obchodziło. Wyjęła więc z torebki teczkę z papierami rozwodowymi i ruszyła do salonu. - Nie chciałam ci tego dawać na dzień dobry, ale skoro najwyraźniej i tak nie mamy o czym rozmawiać, a ty znowu zamierzasz uchlać się na kanapie, równie dobrze mogę zrobić to teraz - musiała to zobaczyć. Jego reakcję, wyraz twarzy, po prostu musiała.
Niczego bardziej nie potrzebowała, niż tego momentu zawieszenia. I, ku jej zaskoczeniu, przyszedł on szybciej, niż się spodziewała - bo od razu pożałowała, że w ogóle wyciągnęła do niego tę cholerną teczkę.
[Profil]
  MULTI: freddie
 
Kain Lawley



w Berrylane od zawsze

właściciel flamingo motel

28
yo

187
cm

nigdy nie da rozwodu Willow

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-04-15, 18:07   
  
Kain

  
Lawley

  
ten pierdolony świat przerobił anioła na chama

  

  

  

  

  

  


Wymarzony spokój oczywiście nie trwał zbyt długo, bo już po chwili tą piękną ciszę przerwała Willow, jak zwykle musiała, nie widziała, że miał naprawdę ciężki dzień? Musiała go jeszcze dobijać?
- Błagam, nie dzisiaj. - mruknął bardziej do siebie niż do niej, nie przerywając jej oczywiście, a kiedy skończyła, otworzył oczy i wyprostował się na kanapie, po czym spojrzał na teczkę, a następnie na swoją żonę, znowu na teczkę i znowu na kobietę i tak jeszcze kilka razy. Zmarszczył brwi, a następnie sięgnął po dokumenty, odstawił piwo na stolik i zajrzał do środka, bo nie do końca wiedział o co chodzi, ale tego co tam zobaczył to się nie spodziewał. Przełknął głośno ślinę i przyjrzał się uważnie pozwowi z każdej strony, a gdy już ogarnął, że to prawdziwe i że dzieje się to naprawdę, przeniósł zbolałe spojrzenie na blondynkę.
- Ty tak na poważnie? - zapytał, wciąż nie dowierzając temu co właśnie przed chwilą przeczytał. Okey, faktycznie mieli trudny okres ostatnio, nawet bardzo trudny, przestali się dogadywać, kłócili się, ale rozwód? Nigdy by o tym nie pomyślał, nie chciał rozwodu. Przygryzł delikatnie dolną wargę.
- Ojciec dzisiaj wspominał, że powinienem złożyć papiery zanim Ty to zrobisz, a ja mu na to, że jedynym powodem jaki mógłby zmusić nas do rozwodu to jego wprowadzka do nas. - mruknął niepewnie, przeglądając jeszcze raz wniosek. - Błagam powiedz, że ojciec się nie wprowadza. - dodał po chwili i zaśmiał się nerwowo. Norma, każdy stres i problem próbował obrócić w żart, ale tutaj chyba nie było z czego żartować. Tego naprawdę się nie spodziewał, nie teraz, nie za rok, no nigdy. On naprawdę miał wciąż jednak nadzieję, że da się to naprawić, przecież wciąż się kochali co nie? A może nie? Chciałby teraz żeby to wszystko okazało się złym snem, naprawdę. Cholera, że też nie wiedział gdzie popełnili błąd, nawet nie pamiętał już kiedy i dlaczego zaczęło się psuć, ale przecież to taki chwilowy kryzys co nie? Naprawią to. Znaczy on chciał, ale... Willow najwidoczniej już postanowiła...
[Profil]
 
 
Willow Taylor-Lawley



w Berrylane od urodzenia

policjantka

28
yo

172
cm

próbuje przekonać Kaina do rozwodu

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-04-15, 21:08   
  
willow

  
taylor-lawley

  
It's been written in the scars on our hearts, we're not broken just bent, and we can learn to love again

  

  

  

  

  

  


Błagam, nie dzisiaj. Z jednej strony jej to ułatwiał. Miała dość tego, że traktuje ją jak powietrze albo zło konieczne i kolejny raz nie raczył nawet porządnie się z nią przywitać. Co z tego, że miał zły dzień? Kiedyś też je miewał, ale nigdy nie opuścił całusa na powitanie. Doskonale pamiętała, jak wracał zmarnowany pracą w hotelu oraz długą drogą pomiędzy Berrylane a Seattle i po prostu wtulał się w nią w ciszy, wtulając twarz w jej włosy, jakby sam zapach żony mógł odgonić wszystkie jego problemy. Teraz chciał tylko świętego spokoju? Więc właśnie to miał dostać.
- Brakuje tylko twojego podpisu - odparła beznamiętnie, odwracając wzrok. Nie mogła teraz na niego patrzeć. Z jednej strony, nie widziała dla nich innego wyjścia - to była przykra konieczność i trudny krok, które któreś z nich musiało w końcu wykonać. Ale z drugiej? To wciąż był jej mąż i wciąż go kochała. Tylko, że czasami sama miłość nie wystarczy.
- Cholera jasna, czy ty ze wszystkiego musisz sobie jaja robić?! - nieco podniosła głos i całe szczęście, że nic nie miała pod ręką, bo przynajmniej nic nie będzie trzeba zbierać z podłogi. - Zajebiście śmieszne, żona dała mi papiery rozwodowe, więc sobie z tego pożartuję! Błagam powiedz, że ojciec się nie wprowadza - zaśmiała się przedrzeźniając go i odwróciła się na pięcie, zaciskając palce u nasady włosów. Kiedy to wszystko tak pokazowo się spierdoliło? Przecież kiedyś całą noc mogli ze sobą rozmawiać i nie potrafili się pokłócić nawet, jeśli tego chcieli, a teraz nie byli w stanie zamienić ze sobą nawet trzech zdań bez krzyku. - Ale wiesz co?! Twój ojciec wreszcie będzie zadowolony, pewnie sobie myślisz teraz, że trzeba było go słuchać! - kiedyś pewnie złapałby ją za ramiona, unieruchomił w miejscu, doprowadził do porządku, a potem kochaliby się na zgodę do samego rana. Cały problem w tym, że Kain już jakiś czas temu utracił tę umiejętność. Ba!, każde jego słowo jedynie dolewało do ognia. Przecież powinien od razu podrzeć te papiery, a resztki wrzucić do kominka, żeby przypadkiem nie mogła ich odtworzyć, wziąć ją w ramiona i powiedzieć, że kocha ją bezwarunkowo i wcale nie przeszkadzają mu jej drobne wariactwa, zrobić jej dziecko na kanapie i żyć z nią długo i szczęśliwie. A on co? Spieprzył, zawodowo spieprzył, bo Willow już się uparła i zdania teraz nie zmieni.
[Profil]
  MULTI: freddie
 
Kain Lawley



w Berrylane od zawsze

właściciel flamingo motel

28
yo

187
cm

nigdy nie da rozwodu Willow

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-04-15, 22:12   
  
Kain

  
Lawley

  
ten pierdolony świat przerobił anioła na chama

  

  

  

  

  

  


Cóż, jego żarty na nic się nie zdały. Dziwne. Bo kiedyś oboje wybuchli by wesołym śmiechem i kolejny raz machnęli ręką na bezsensowną kłótnię, przeprosiliby się wzajemnie i zapomnieli o całym takim zdarzeniu, a teraz? Teraz przeszkadzało jej po prostu wszystko, on jej po prostu przeszkadzał, po prostu miał wrażenie, że go nienawidzi, że jej miłość do niego, kiedyś tak bezwarunkowa teraz nagle wyparowała i została jedynie nienawiść, ale co takiego jej zrobił? Nie wiedział gdzie popełnił błąd, ale to przecież nie tylko jego wina prawda? To ona wiecznie się czepiała, to ona prowokowała i zaczynała te sprzeczki, albo może oboje? Jednak na pewno on nie miał w tym wszystkim całkowitej winy. Kiedy ogarnął, że ona tak serio z tym rozwodem to po prostu zaniemówił. Obserwował ją w ciszy, dając jej się po raz kolejny wykrzyczeć. Spuścił wzrok na ten pieprzony papier i pokręcił delikatnie głową, nie, nie mógł jej dać rozwodu, nie tak od razu, nie bez próby naprawienia tego wszystkiego, no bo przecież nawet nie spróbowali! Nie rozmawiali ze sobą w ogóle, jedynie na siebie krzyczeli, a w taki sposób nie da się porozumieć, przecież na pewno to wszystko się da naprawić, musieli tylko porozmawiać, po prostu porozmawiać, to chyba proste prawda? Chociaż w ich przypadku nie bardzo. Kain miał wrażenie, że zwykła rozmowa jest teraz niewykonalna, szczególnie kiedy Willow znowu wpadła w tą swoją furię.
- Nie dam Ci rozwodu. - powiedział spokojnie, lecz bardzo pewnie i odrzucił teczkę z papierami na drugi koniec kanapy po czym sam się z niej podniósł i przestąpił krok w kierunku blondynki. - Mój ojciec nigdy nie miał racji co do nas, dobrze wiesz, że w tej kwestii nigdy go nie słuchałem i nadal nie zamierzam. - tym razem ton jego głosu poszedł nieco w górę i można było wyczuć zdenerwowanie, jednak nie krzyczał, próbował się powstrzymywać, sprawy naprawdę wybiegły za daleko i zdał sobie z tego sprawę, przecież nigdy nie chciał się z nią rozstawać, nawet teraz, mimo, że kłócili się dzień w dzień, on i tak ją kochał i nawet przez chwilę nie pomyślał o tym by od niej odejść. Może czasami chciał uciec na dzień czy dwa, ale nie miał zamiaru brać rozwodu! No halo! Do reszty ją pogrzało?! Podszedł do niej i chwycił jej dłoń by pokazać, że na jej palcu widnieje obrączka.
- Przyjęłaś moje nazwisko Taylor, choć cholernie tego nie chciałaś, przyrzekałaś mi miłość aż do śmierci, cholera, do śmierci, nie rozwodu, bo mamy jakiś gorszy okres. Jesteś Willow Lawley, jesteś moją żoną i chcę byś nią była, tego zdania nigdy nie zmienię. - spróbował spleść swoje palce z tymi blondynki, okey, mogli się kłócić, szarpać i skakać sobie do gardeł, ale jego uczuć nic nie zmieni, była miłością jego życia i zawsze będzie, żadne inne kobiety go nie interesowały, liczyła się tylko ona, była dla niego całym światem i tęsknił za tymi czasami, w których kłótnie nie były codziennością, a jej dotyk koił wszystkie nerwy, teraz niestety na jej dotyk nie miał co liczyć.
- Chodź, przytul się, porwijmy te papiery i udawajmy, że do niczego nie doszło okey? - szepnął już całkiem czule i uśmiechnął się delikatnie spoglądając w jej tęczówki. Kiedyś ta mina niewiniątka na bank by przekupiła jego Willow, ale teraz? Teraz miał wrażenie, że to nie była ta Willow, którą znał większość życia, to nie była już jego Willow, oddalili się od siebie, czuć było to na każdym kroku, miał czasami wrażenie, że zupełnie jej nie zna.
[Profil]
 
 
Willow Taylor-Lawley



w Berrylane od urodzenia

policjantka

28
yo

172
cm

próbuje przekonać Kaina do rozwodu

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-04-15, 23:26   
  
willow

  
taylor-lawley

  
It's been written in the scars on our hearts, we're not broken just bent, and we can learn to love again

  

  

  

  

  

  


Cóż, Willow doskonale wiedziała, gdzie popełnił błąd i kiedy zaczęło się między nimi psuć, a sam fakt, że Kain nie potrafił zlokalizować tego momentu, nie wróżył im dobrze na przyszłość. Nie chcę mieć dzieci - te cztery słowa, powtarzane wielokrotnie w różnej kombinacji złamały jej serce. Jak mógł jej to powiedzieć, skoro od samego początku zdawał sobie sprawę, jak bardzo pragnęła ich Taylor? Większość dziewczynek przechodzi przez etap, gdy zapiera się rękami i nogami, że nigdy nie będą prać, prasować i babrać się w pieluchach, ale ona do nich nie należała. Zawsze chciała mieć dzieci i widziała się w roli matki. A on zrujnował wszystkie te marzenia. Nie potrafiła już z nim rozmawiać, bo zdawała sobie sprawę, że prędzej czy później i tak zejdą na ten temat. Nie mogła znieść jego dotyku, bo kiedy kochali się, myślała tylko o tym, ile szans na potomstwo właśnie marnują. Aż w końcu odsunęła się od niego na dobre, tylko i wyłącznie na jego życzenie.
- Nie utrudniaj tego, Kain - prychnęła, przecierając oczy dłońmi. - Rozstańmy się jak ludzie, ze względu na to, co było - naprawdę nie chciała ciągać go po sądach i w nieskończoność kłócić się o figurkę słonia, którą postawili nad kominkiem. Rozwód miał być bez orzekania o winie, za obopólną zgodą. - I nagle uważasz, że dzięki temu twój ojciec nie włazi w butami w nasze małżeństwo?! Obudź się wreszcie i dorośnij! A ten cholerny hotel to niby co? A psychologia? To, że w jednej kwesti go JESZCZE nie słuchasz, niewiele zmienia - on próbował się powstrzymać, ona... no nie bardzo. Nerwy puściły jej już chwilę temu, jak z resztą od dłuższego czasu, kiedy tylko próbowali poruszyć jakąś potencjalnie problematyczną kwestię. A akurat pan Lawley był olbrzymim problemem.
Na krótką chwilę pozwoliła mu spleść ich palce razem. Beznamiętnie spoglądała na dwie dłonie razem przez krótki moment, ale zaraz zabrała rękę. - Jestem Willow Taylor i nic tego nie zmieni, nawet ty mnie tak nazywasz. Twoje nazwisko przyjęłam tylko dlatego, ze ci na tym zależało i dobrze o tym wiesz - och, co to była za batalia! Niewiele brakowało, a do ślubu wcale by nie doszło, kiedy Kain zorientował się, że Willow planuje zostać przy panieńskim nazwisku. Ale czy naprawdę jej się dziwił? Jej ojciec zmarł jakieś dwa lata wcześniej, a rana w jej sercu wciąż pozostawała niezasklepiona, za to jego nazwisko było też nazwiskiem przyszłego teścia, który nigdy nie krył się ze swoją niechęcią do niej, poza tym pozostawało symbolem przynależności kobiety do mężczyzny. A Willy zamierzała zostać jego partnerką, nie własnością. I nie potrzebowała posiadać Lawley na końcu nazwiska, by stać się jego żoną. Nie trzeba chyba dodawać, że Kain nie podzielał jej zdania? - Gorszy okres? Gorszy okres mieliśmy tuż przed przeprowadzką do Berrylane. Teraz to co innego. Cholera, Kain! Nie sypiamy ze sobą od... nie pamiętam od kiedy! Ale jak tu w ogóle mówić o seksie, skoro my właściwie ze sobą nie rozmawiamy?! Zwykłego "cześć" mi już nie potrafisz powiedzieć, tylko na dzień dobry idziesz z piwskiem do lodówki. Zwiewasz z domu jak złodziej i robisz wszystko, żeby tu nie przebywać. To nie jest gorszy okres, Kain - pokręciła głową. Bo to nie tak, że przestała go kochać. Przestała się przy nim dobrze czuć. Wkurzał ją każdym swoim zachowaniem, a jego dotyk aż bolał ją fizycznie, jakby wypalał jakieś niewidzialne rany na jej skórze.
- Przestań - miękła. Miękły jej kolana, miękło jej serce. Miała ochotę po prostu wtulić się w jego i zacząć płakać, ale zamiast tego zrobiła krok w tył, tworząc dystans między nimi. Oczy zaszkliły się jej, więc zacisnęła mocniej zęby. Nie, nie pozwoli mu zobaczyć swoich łez; i tak zbyt dużo wylała ich pod prysznicem i w poduszkę. - Nie zmienię zdania, rozumiesz? Nie mogę tak dłużej... - chciała dowiedzieć się, czego tak naprawdę pragnie? Dowiedziała się. Potrzebwała, żeby o nią zawalczył... i walczył, więc dlaczego wciąż czuła się tak źle? Krok w przód. Ręce wsuwają się pod jego ramiona. Twarz chowa się w podkoszulku. A Willow nie kryje już łez.
[Profil]
  MULTI: freddie
 
Kain Lawley



w Berrylane od zawsze

właściciel flamingo motel

28
yo

187
cm

nigdy nie da rozwodu Willow

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-04-16, 19:45   
  
Kain

  
Lawley

  
ten pierdolony świat przerobił anioła na chama

  

  

  

  

  

  


"Rozstańmy się w zgodzie ze względu na to co było..." Co było?! Jak to co było? Przecież wciąż jest, no kurde czy ona sama siebie słyszała? Czy już tak naprawdę przekreśliła ich związek? No dobra, może nie był to chwilowy kryzys, trwał już trochę ponad rok, ale na pewno da się to naprawić, on w to wierzył i ona też powinna co nie?
- A może ze względu na to co było to najpierw powinniśmy postarać się to naprawić? No nie wiem, może jakaś terapia małżeńska? Tak od razu przekreślasz dwanaście lat związku? Zwariowałaś? - nerwy zaczynały mu puszczać i uniósł głos nieco bardziej niż powinien, ale ona też nie pozostawała mu dłużna. Nie rozumiał tego jak można tak po prostu bez żadnej rozmowy z nim złożyć pozew rozwodowy, tak po prostu i postawić go przed faktem dokonanym, no paranoja jakaś. - Ale to do chuja wciąż jest mój ojciec! - no i musiał wybuchnąć, ale miał dość wysłuchiwania wciąż tego, że ojciec to, ojciec tamto, no dobra, był jaki był, nie akceptował ich związku, ale nie był całym złem tego świata okey? To nie była tylko wina ojca Kaina, to też nie była tylko wina Kaina, wiele czynników złożyło się na to, w jakiej sytuacji obecnie się znajdowali i ona też nie była niewinna, więc mogłaby chociaż raz przestać zrzucać winę na wszystkich innych, a w końcu spojrzeć też na siebie. Odetchnął głęboko by trochę ochłonąć i spuścić z tonu przy następnych słowach. - Gdybym nie zrezygnował ze studiów psychologicznych to nie miałbym za co studiować, a nawet jakby udało mi się zdobyć pieniądze, to musiałbym studiować zaocznie, nie zamieszkalibyśmy zapewne razem bo nie byłoby mnie stać na wynajęcie nawet kartonu pod mostem w Seattle, a dzięki temu cholernemu hotelowi jestem w stanie utrzymać nasz dom, opłacić rachunki i jeszcze pozwolić sobie na to by coś odłożyć na wakacje, byśmy razem mogli spędzić czas gdzieś poza Berry, więc jakbyś chciała wiedzieć to nie zrobiłem tego, bo musiałem posłuchać się ojca, tylko zrobiłem to dla Ciebie, dla nas, byśmy mieli jakąś przyszłość i by nasz związek w ogóle mógł przetrwać. - wyjaśnił, z trudem powstrzymując się od krzyku, choć było już coraz bliżej, ale naprawdę nie potrafił się opanować kiedy jedynie słyszał, że wszystko to co między nimi się działo było jego winą, lub jego ojca, tak być po prostu nie mogło, ona też miała w tym wszystkim sporo winy, bo może gdyby była bardziej wyrozumiała to tak naprawdę teraz nadal żyliby szczęśliwie?
Pozwolił jej na to by zabrała swoją dłoń z jego uścisku, ale zaczął nerwowo przygryzać wargę od środka. No był zdenerwowany, jak cholera i narastało w nim uczucie strachu, że Willow naprawdę chce tego rozwodu i naprawdę to się stanie, naprawdę się rozwiodą, nie chciał tego, nie chciał zostać sam, nie chciał żyć bez niej, nie potrafiłby się odnaleźć, była dla niego całym światem, bez niej, życie straciłoby całkowicie sens.
- Dlaczego tak bardzo przeszkadza Ci moje nazwisko? - zapytał spokojnie, ale w tonie jego głosu można było wyczuć żal jaki miał do niej związany z tym tematem. Od początku nie chciała przyjąć jego nazwiska, jakby się go wstydziła, albo coś, to nie było miłe uczucie. - A dlaczego ze sobą nie sypiamy?! Ty tego nie chcesz nie ja! To Ty odtrącasz każdy mój dotyk, nie ja! - wypalił, przerywając jej wypowiedź, no ale taka była prawda, to ona nie chciała by ją dotykał, przytulał, całował czy cokolwiek innego... - Mijam Cię bez słowa i znikam z domu tylko dlatego, że moja obecność i głos powoduje u Ciebie właśnie coś takiego. Sam mój widok wyprowadza Cię z równowagi, więc staram się robić wszystko byś jak najmniej mnie widywała i się denerwowała. Ja pierdole Willow, ja nie wiem, jestem, odzywam się, źle, nie ma mnie, milczę, jeszcze gorzej. Powiedz mi co mam robić, czego ode mnie oczekujesz?! - ostatnie słowa już praktycznie wypowiedział w rozpaczy. Bolało go cholernie to co między nimi się działo, tylko starał się być twardy, starał się jakoś uciekać przed problemami, obracać je w żart, ale w środku wył z rozpaczy, co właśnie w tym jednym ułamku sekundy można było zobaczyć, bo nawet chwilowo oczy się mu zaszkliły. Przełknął głośno ślinę, serce biło mu jak szalone, a żołądek ścisnął się z tych wszystkich nerwów, gula urosła mu w gardle, więc odchrząknął cicho, czuł, że życie mu się wali, a on był całkowicie bezsilny i nie wiedział jak to wszystko naprawić.
Jednak gdy zdecydowała się do niego przytulić, wypuścił powietrze z ulgą i objął ją delikatnie i czule, głaszcząc dłońmi jej plecy. Gdy zaczęła szlochać, przytulił ją nieco mocniej do siebie i wplótł palce jednej ze swoich dłoni w jej palce. Pocałował ją w czubek głowy.
- Już kochanie, nie płacz, proszę, nie mogę znieść Twoich łez gdy wiem, że płaczesz przeze mnie. Przepraszam skarbie, powiedz mi tylko co mam zrobić żeby to naprawić, zrobię wszystko. - wyszeptał w jej włosy i sam zacisnął mocniej powieki, czując jak i w jego oczach zbierają się łzy, ale on nie mógł płakać, musiał być silny, dla niej, dla nich...
[Profil]
 
 
Willow Taylor-Lawley



w Berrylane od urodzenia

policjantka

28
yo

172
cm

próbuje przekonać Kaina do rozwodu

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-04-16, 20:28   
  
willow

  
taylor-lawley

  
It's been written in the scars on our hearts, we're not broken just bent, and we can learn to love again

  

  

  

  

  

  


Nie wierzyła - to jedno mogła powiedzieć z pełnym zdecydowaniem. Nie przestała go kochać, ale nie widziała już dla nich przyszłości, poddała się bez walki. Kiedyś czytała artykuł o starszej parze, która mimo sędziwego wieku wciąż była razem - zapytani, czy nigdy nie przeżywali kryzysu i nie chcieli się rozejść, odpowiedzieli, że wielokrotnie któreś z nich się poddawało i rezygnowało. Całym sekretem ich związku był fakt, iż nigdy nie poddawali się w tym samym momencie.
- A nie pomyślałeś, że może nie chcę tego naprawiać?! Może nie chcę siedzieć u jakiegoś pożalsięboże pseudo specjalisty, który każe nam się uzewnętrzniać na temat naszego pożycia i będzie wtykać nos tam, gdzie nie powinien, skoro i tak gówno nam pomoże?! Nie wpadłeś na to, że może mam już cholernie dość tego wszystkiego i po prostu nie chcę tego już ciągnąć?! - nie zdziwiłaby się, gdyby otrzymała negatywną odpowiedź, bo chyba nigdy na poważnie tak nie pomyślała. Tylko, że gdy krzyczała na niego w skrajnym wzburzeniu, wydawała się naprawdę wiarygodna. Nie mogła też zapytać go o zdanie, bo ta rozmowa przebiegłaby pewnie bardzo podobnie do tej, którą właśnie prowadzili, z tą różnicą, że zapewne nie złożyłaby ostatecznie papierów rozwodowych, a tak... czy Kain tego chciał czy nie, mechanizm już ruszył.
Naprawdę próbowała znaleźć wspólny język z jego ojcem, zwłaszcza tuż przed ślubem i zaraz po nim, a przynajmniej dopóki nie zdała sobie sprawy, że ten specjalnie wzywa Kaina do Berrylane, aby tylko trzymać go zdala od znienawidzonej synowej. Nizależnie od tego, jakby się nie starała, i tak była w jego oczach na przebranej pozycji, a Kain chyba nie rozumiał, jak ciężko jej z tym było - bo mimo wszystko pozostawał jego ojcem i nie mogła go prosić, aby między nimi wybierał. - Coś byśmy wymyślili! Mówiłam ci to wtedy i powtarzam teraz! Tak samo, jak doskonale obylibyśmy się bez tego cholernego hotelu. Żylibyśmy skromniej i nie jeździlibyśmy na wakacje, wielkie mi rzeczy! Ale przynajmniej nie byłbyś na smyczy tatusia! Tu nigdy nie chodziło o to, że nie miałeś wyboru, tylko o to, że dokonałeś takiego, a nie innego rozumiesz? Jakby przyjemność sprawiało ci poświęcanie się dla swoich wymyślonych powodów! - Willow była wyrozumiała, przynajmniej na początku. Przecież zgodziła się na przeprowadzkę do Berrylane (ba! nawet to zaproponowała), choć nigdy nie chciała wracać do rodzinnego miasteczka. Starała się go wspierać jak mogła, ale w pewnym momencie to wszystko ją przerosło. I to nie tak, że nie dostrzegała swojej winy - po prostu jego była o wiele większa.
- Naprawdę chcesz do tego wracać, Kain? Bo wydawało mi się, że odbyliśmy rozmowę na ten temat prawie siedem lat temu i wszystko dokładnie ci wyjaśniłam. Ale najwyraźniej nawet wtedy miałeś w głębokim poważaniu co mówię i myślę - odwróciła się na pięcie i ze złością tupnęła nogą w podłogę. Nigdy nie chodziło o to, że wstydziła się jego nazwiska czy nie chciała zostać jego żoną, ale Lawley z jakiegoś powodu nie mógł zrozumieć, że panieńskie nazwisko było częścią jej tożsamości od dnia urodzin i po prostu nie chciała się go pozbywać, a już zdecydowanie nie w tak krótkim czasie po śmierci ukochanego ojca. Skoro tak bardzo zależało mu na tym, by nosiła i jego, miała teraz dwa. Tylko, że Kain chyba nigdy do końca tego nie zaakceptował. - Jeśli nie wiesz, dlaczego ze sobą nie sypiamy, to naprawdę znak, że powinniśmy się rozstać - bo jak mógł tego nie zauważyć? Jak mógł zignorować to, co działo się z jego żoną w trakcie każdego stosunku i po nim? Z początku zmuszała się do seksu, zaciskała zęby i starała się nie myśleć o tym, co łamało jej serce, ale z czasem po prostu zabrakło jej na to sił i zaczęła się od niego odsuwać. Zarówno psychicznie jak i fizycznie. - Podpisz te cholerne papiery! - chciał wiedzieć, co ma robić to dostał odpowiedź. - Zrozum wreszcie, że tu nie ma co zbierać! Mówisz to tylko dlatego, że czujesz się przyparty do muru, ale jak tylko wszystko wróci do tej pojebanej normy, to nic się nie zmieni! - czy czuła się lepiej, kiedy to wszystko z siebie wyrzucała? I tak i nie. Krzyk pomagał jej rozładować emocje, sprawiał, że to, co do tej pory kumulowało się w jej wnętrzu, wreszcie znajdowało ujście. Ale z drugiej strony... nie wiedziała, czy ma rację. Czy po prostu nie poddaje się bez walki. Cały problem w tym, że ostatnie miesiące wyssały z niej całą siłę i po prostu nie była w stanie już dłużej iść pod wiatr.
Nie odpowiedziała. Wtuliła się w niego mocniej, cały czas płacząc z bezradności, a jej szloch przybierał na intensywności z każdą chwilą. Śmierdział jak cholera, pewnie dzisiaj wypalił przynajmniej całą paczkę papierosów, bo od tego przeżartego dymu zawartość żołądka zaczęła unosić się jej niebezpiecznie do góry. Ale nie odsunęła się od niego - po prostu stała w jednym miejscu, niezdolna do najmniejszego ruchu. Bo naprawdę nie wiedziała, czy bardziej chce mieć wreszcie to wszystko za sobą, czy bardziej nie chce, by podpisywał te papiery.
[Profil]
  MULTI: freddie
 
Kain Lawley



w Berrylane od zawsze

właściciel flamingo motel

28
yo

187
cm

nigdy nie da rozwodu Willow

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-04-16, 22:14   
  
Kain

  
Lawley

  
ten pierdolony świat przerobił anioła na chama

  

  

  

  

  

  


Okey, zabolało, jak cholera. Miał wrażenie, że po prostu wprost mówi mu, że już go nie kocha, bo przecież gdyby go kochała to chyba chciałaby podjąć się jakiegoś kroku w kierunku naprawy tego związku prawda? A ona jednak nie chciała, nie chciała tego ciągnąć, odniósł wrażenie jakby zmarnował jej większość życia, a raczej praktycznie całe, bo związali się jak byli nastolatkami, tak naprawdę nie znali świata poza sobą, może to dlatego? Jakieś zmęczenie materiałem ją dopadło?
- Kochasz mnie jeszcze w ogóle? - zapytał prosto z mostu, bo naprawdę miał wrażenie, że nie, że jej uczucie do niego się wypaliło, więc dlatego z taką łatwością przychodzi jej wypowiadanie takich słów, no bo gdyby go kochała to próbowałaby walczyć prawda? Czy nie? Sam już nie wiedział, gubił się w tym wszystkim, sam już nie wiedział czego chciał, no ale jednego był pewien, kochał ją, jego uczuć do niej nic nie zmieni, nigdy, nie chciał tego rozstania, chciał walczyć i będzie walczył.
Łatwo jej było mówić, że jakoś by sobie poradzili, a co jeśli nie? Co jeśli by tego nie przetrwali? Co jakby w ogóle nie mieli szans na ten ślub, lub w ogóle związek, bo nie poszliby na studia, ich drogi by się rozbiegły? Co wtedy? Nie potrafiła spojrzeć na to jakoś szerzej? Poza tym on wybrał mniejsze zło, chciał zapewnić swojej kobiecie dobry byt, a interesu ojca był pewien i dlatego zgodził się na jego przejęcie, poza tym... Nie potrafił w tej kwestii odmówić ojcu gdyż on w niego wierzył, był jego jedynym synem, jedynym potomkiem, w nim pokładał wszystkie swoje nadzieje, miał go tak po prostu zawieść? Kochał ojca, ale nie wiedział jak pogodzić miłość do rodziciela z miłością do kobiety swojego życia.
- Dlaczego nie potrafisz zrozumieć, że to mój ojciec? Co miałem mu powiedzieć? Nie stary, wal się, mam Cię w dupie? Nie mogłem! Jestem jego jedynym synem, od zawsze powtarzał, że chciałby bym przejął interes, by został on w rodzinie, po prostu, nie mogłem okey? Ty zrobiłabyś dla swojego to samo. - mruknął zdenerwowany w odpowiedzi. No bo tak mu to wygadywała, a sama co? Pociągnęła dalej rodzinny zawód i została policjantką, po co więc studiowała jeszcze zupełnie odbiegający od wybranego przez siebie zawodu kierunek? Naprawdę nie mógł nic poradzić na to, że mimo wszystko kochał ojca i chciał by ten był z niego dumny, nie raz żarł się z nim o Willow i bronił jej jak lew, ale ta w ogóle tego nie doceniała, nie podporządkował przecież całego życia wobec ojca, jedyne na co się zgodził to przejęcie interesu, nic więcej.
- Pamiętam co mówiłaś, ale nigdy tego nie potrafiłem zrozumieć. - powiedział i wywrócił przy tym teatralnie oczami, no bo taka była prawda, nie ogarniał tego dlaczego nie chciała przejąć jego nazwiska, wszystkie kobiety przed ślubem już ćwiczą podpis z nowym nazwiskiem, a ona? Uparta jak osioł chciała zostać przy swoim, a on brał to tak, jakby ślub wtedy w ogóle nie był potrzebny, bo po co? Mogli żyć przecież i bez ślubu przy swoich nazwiskach, teraz byłoby łatwiej, nie musieliby się rozwodzić, mogłaby po prostu odejść. - No jasne, zamiast powiedzieć prosto z mostu o co Ci chodzi bawisz się ze mną w jakieś zagadki. - jęknął zrezygnowany, bo naprawdę nie wiedział co się stało, że po prostu przestali ze sobą sypiać, znaczy wiedział, kłócili się, mieli kryzys, to jakaś kara? No był facetem, nie potrafił pojąć tej całej logiki kobiet, mu trzeba było powiedzieć wszystko prosto z mostu, jakby nie miała przed nim tajemnic i zagadek to może byłoby łatwiej? Gdyby nie kazała mu się wszystkiego domyślać to serio, może teraz wcale by się nie kłócili, a kochali na kuchennym stole?
Nie miał zamiaru podpisywać tych papierów, nie czuł się przyparty do muru, chciał się zmienić, chciał to naprawić, chciał walczyć o ich związek, o ich małżeństwo, które kiedyś było tak wspaniałe, przecież to mogło wrócić prawda? To uczucie trwało już tyle lat, tyle pięknych lat spędzonych razem, szalał za nią, nawet gdy na niego krzyczała i się wściekała, no trochę go irytowała, sam się na nią denerwował, ale nigdy w życiu nie pomyślałby o tym, żeby złożyć papiery rozwodowe.
Gdy tak płakała w jego ramię bił się z myślami, nie wiedział co zrobić, nie chciał by płakała, mogła na niego wrzeszczeć, wściekać się, rzucać w niego talerzami, ale gdy płakała przez niego pękało mu serce, czuł się jak ostatni gnojek bo doprowadzał swoją ukochaną do łez.
- Nie płacz już Willow. Proszę nie płacz. Podpiszę te papiery. Jeśli tego właśnie chcesz to zrobię to. Skoro będziesz szczęśliwsza beze mnie... - przerwał bo głos mu się załamał. Pociągnął nosem i odsunął się od niej, odwracając się do niej plecami i ukradkiem ocierając łzy, które spłynęły mu po policzkach. Podszedł do kanapy i sięgnął po teczkę. Odnalazł gdzieś długopis, zapewne w jakimś przyborniku na stole w salonie, po czym zatrzymał drżącą dłoń w miejscu gdzie miał podpisać, wahał się, bał się, że jak to podpisze to właśnie przekreśli szansę na jakąkolwiek naprawę ich uczucia, ale w końcu złożył swój autograf na tym świstku papieru po czym zamknął teczkę i wyciągnął z nią rękę w stronę dziewczyny.
- Proszę, ale pamiętaj, że jeszcze możesz to porwać, możemy to wszystko jeszcze naprawić. Błagam Cię, nim zrobisz kolejny krok w tym kierunku poważnie się zastanów. - wyszeptał jeszcze, ale chyba na więcej nie było go już stać. Mimo wszystko jeśli naprawdę Willow miała być szczęśliwsza bez niego to cóż, jakoś będzie musiał się z tym pogodzić, bo zależało mu na tym by była szczęśliwa.
[Profil]
 
 
Willow Taylor-Lawley



w Berrylane od urodzenia

policjantka

28
yo

172
cm

próbuje przekonać Kaina do rozwodu

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-04-16, 22:59   
  
willow

  
taylor-lawley

  
It's been written in the scars on our hearts, we're not broken just bent, and we can learn to love again

  

  

  

  

  

  


Znał ją... praktycznie od zawsze. Wiedział, jak kłótliwa, nielogiczna i uparta potrafi być. Musiał zdawać sobie sprawę, że w złości jest w stanie powiedzieć dosłownie wszystko, byleby tylko wyszło na jej. I naprawdę uwierzył w to wszystko?
- To nieistotne - nie patrzyła mu w oczy, bo tak naprawdę nie potrafiła powiedzieć, że już go nie kocha. Z jej ust mogło wydobyć się wiele raniących słów, z których większość nie była prawdziwa, jednak tych trzech nie była w stanie wypowiedzieć. Miała nadzieję, że nie będzie nalegał na konkretną odpowiedź, ale jeśli dobrze znała swojego męża to nie odpuści, dopóki nie dostanie tego, czego chce.
Prawdę powiedziawszy, byłaby równie szczęśliwa żyjąc z nim przez tych dwanaście lat na kocią łapę. Z resztą, równie dobrze mogliby się pobrać w małej kapliczce, przecież nie potrzebowała całego tego wystawnego wesela tak długo, jak miała go u swojego boku. Znaleźli by jakieś rozwiązanie, spróbowali pogodzić studia z pracą. Tak samo, jak znalazła milion sposobów na doprowadzenie do użytku ich małej kawalerki na stychu, tak samo wymyśliłaby milion rozwiązań, gdyby tego właśnie wymagała sytuacja. Chciała, aby był szczęśliwy i trudno było stać jej z boku i patrzeć na to, jak całkowicie zapomina o własnych marzeniach, by usilnie dogodzić komuś innemu.
- A czy TY chciałeś przejąć ten interes? - zapytała ze złością. - Wiesz, jaka jest różnica, między moim ojcem, a twoim? Mój ojciec nigdy nie wmusiłby tego, czego on chce. I mój tata, w przeciwieństwie do twojego, nie żyje. Nic mi go zwróci. Więc jesteś kretynem, jeśli sądzisz, że zrobiłabym cokolwiek, co miałoby cię odsunąć od twojego ojca! - zacisnęła dłonie w pięści tak mocno, że po palcach poleciała jej cieniutka smużka krwi od paznokci, wbijających się w delikatną skórę. Musiała się powstrzymywać, żeby teraz go nie spoliczkować, bo odwoływanie się w takiej chwili do jej zmarłego ojca było ciosem poniżej pasa. Zawsze chciała zostać policjantką, mimo, że tato powtarzał jej, jak niebezpieczny to zawód i zachęcał raczej do studiowania literatury, niż kryminologii. To po jego śmierci ostatecznie zdecydowała, że wstąpi do Akademii Policyjnej.
- W tym właśnie tkwi problem, Kain. Słyszysz ale nie słuchasz. Pamiętasz, ale nie rozumiesz - przecież chciała wziąć ślub. Dzień, w którym jej się oświadczył był jednym z najlepszych w jej życiu, do tej pory pamiętała, jak mocno łomotało jej serce gdy przyklęknął na jedno kolano i otworzył przed nią pudełeczko z zaręczynowym pierścionkiem. Dla niej ślub był jednak czymś więcej, niż tylko przyjmowaniem nazwiska męża. - Są rzeczy, których nie powinno się mówić. Których nie powinno się musieć mówić - a ta, bez wątpienia, była jedną z nich.
To był błąd. Cholerny błąd. Znał ją na tyle dobrze, by wiedzieć, że nie powinien tego podpisywać, ani pozwolić by jej łzy przyćmiły mu jasność myślenia. Jakaś część niej właśnie umarła, gdy zorinetowała się, że rzeczywiście wziął do ręki długopis i zrobił to, o co go prosiła. Bo czy naprawdę nie zauważył, że potrzebowała, by o nią walczył? Zaczęła mięknąć, gdy jej odmówił udzielenia jej rozwodu, pierwszy raz od wielu dni dobrowolnie zmniejszyła dystans między nimi... a wtedy on się wycofał. Jej szloch stawał się z każdą chwilą coraz mocniejszy, osiągając istnie apogeum w momencie, gdy podszedł do niej z dokumentami. Jeśli myślał, że podpisanie ich sprawi, że przestanie płakać, to grubo się pomylił. Przez łzy spojrzała na teczkę, którą wyciągał w jej kierunku i pokręciła głową; nie mogła tego od niego wziąć.
Nie widziała dla nich przyszłości, ale jednocześnie nie widziała przyszłości bez niego, a w tej chwili utrata jedynego mężczyzny, którego kiedykolwiek pokochała wydawała się aż nazbyt rzeczywista. Wiedziała, jak to się skończy - wbrew temu, co mówił, skoro podpisał dokumenty, nie było już dla nich odwrotu, bo oznaczało to, że i Kain postawił już na nich krzyżyk. Zapewne jutro wyśle je do prawnika w Seattle, ale dzisiaj? Dzisiaj wspięła się na palce i zatopiła się w jego wargach. Jej ciałem wciąż targał spazmatyczny szloch, a po policzkach spływały łzy, ale całowała go tak, jakby kolejny dzień miał nie nastąpić.
[Profil]
  MULTI: freddie
 
Kain Lawley



w Berrylane od zawsze

właściciel flamingo motel

28
yo

187
cm

nigdy nie da rozwodu Willow

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-04-17, 21:30   
  
Kain

  
Lawley

  
ten pierdolony świat przerobił anioła na chama

  

  

  

  

  

  


Słysząc jej odpowiedź prychnął cicho wywracając przy tym oczami. Nieistotne tak? Uczucie nie ma tu zupełnie żadnego znaczenia? No chyba sobie jaja jakieś robiła w tym momencie.
- Chcesz się ze mną rozwieść Willow, a nie wyjść na spacer. Jasne, że to co czujesz ma znaczenie. - powiedział dobitnie, chciał poznać po prostu odpowiedź bo jeśli wciąż go kochała to po co ten cały rozwód? Nie lepiej najpierw spróbować jakoś to wszystko naprawić? No chyba, że go nie kochała, to wtedy już zupełnie inna historia prawda? Wtedy nie miał zamiaru trzymać jej na siłę, jeśli uczucie się tak po prostu wypaliło i byłaby pewna tego w stu procentach to cóż, jakoś musiał by się z tym pogodzić.
Kiedy tak na niego naskoczyła po raz kolejny w ciągu ich krótkiej rozmowy westchnął cicho. Po co poruszała w ogóle ten temat? Przecież dobrze wiedziała, że miał inne cele i plany życiowe, ale z nich zrezygnował, trochę dla siebie, trochę dla niej, trochę dla ojca, a także trochę dla świętego spokoju, ale nie miał zamiaru tłumaczyć się z tych wyborów, szczególnie gdy Willow zaczęła obrażać jego ojca.
- Przestań obrażać mojego ojca! Wiem, że się nie lubicie, ale to nie znaczy, że musisz po nim jeździć w mojej obecności. No kurwa, Willow, dla Ciebie Twój ojciec był idealny, a dla mnie mój jest, nieważne co robi i jak i tak będę go kochał bo jest moim ojcem, więc błagam, odpuść ten temat. - no nie podobało mu się to, że wiecznie opisywała starszego Lawleya jako tego najgorszego, okey, nie był ideałem, nie przepadał za synową, trochę wtrącał się w ich wspólne życie, ale jaki by nie był, wciąż był ojcem Kaina i kochał go bezgranicznie, tak to już jest z dziećmi i rodzicami.
Westchnął kiedy znowu uniknęła odpowiedzi, jeśli tak będzie robiła to na bank się nie dogadają, zdecydowanie nie.
- A może właśnie tak? Może powinnaś mówić? Willow nie potrafię się domyślać, nie ogarniam Twojej logiki, po prostu może warto czasami walnąć coś szczerze? Prosto z mostu co leży Ci na sercu? Może się pokłócimy, ale dzięki temu będę wiedział co robię źle i chociaż to przemyślę. - stwierdził kręcąc przy tym głową z lekkim zrezygnowaniem. Nie spodziewał się cudów w tej rozmowie, w sumie nie spodziewał się cudów od dłuższego czasu, nie dogadywali się, zupełnie, nawet zwykłe "cześć" potrafiło wywołać kłótnię tak więc cóż, teraz pewnie też się nie pogodzą w żaden sposób.
Jej reakcja go zaskoczyła, myślał, że tego właśnie chciała, by podpisał te papiery i by w końcu miała spokój od niego, ale jej ciało i oczy, te łzy mówiły zupełnie co innego. Gubił się w tym wszystkim, nie potrafił ogarnąć tego całego rozgardiaszu, który pojawił się w ich życiu, a ona wcale niczego nie ułatwiała. Jedynie z dnia na dzień było coraz trudniej. Kiedy nie odebrała od niego dokumentów tylko po prostu go pocałowała, z początku zaskoczony nawet nie drgnął, ale po naprawdę króciutkiej chwili, odwzajemnił pieszczotę, nie potrafiąc się przed tym powstrzymać. Serce biło mu jak szalone, a w brzuchu pojawiły się te pieprzone motyle, o których już dawno zapomniał, czuł się w tym momencie tak, jakby znowu całował ją ten pierwszy raz, kiedy byli niczego nieświadomymi nastolatkami, na moment wszystkie problemy zniknęły i znowu czuł się dobrze, znowu był szczęśliwy i znowu miał wrażenie, że jest na swoim miejscu. Za jej plecami wyciągnął podpisany przed chwilą papier i upuścił pustą teczkę, po czym na chwilę przerwał pocałunek.
- Nie Willow. Nie dam Ci rozwodu. - wyszeptał wprost w jej usta, a następnie do ich uszu dobiegł dźwięk rozrywanego papieru. Tak, właśnie porwał dokumenty na kilka części, a następnie upuścił je na podłogę i mocniej chwycił blondynkę w pasie. - Wciąż za bardzo Cię kocham, mimo wszystko. - dodał po chwili, a następnie na nowo złączył ich wargi w namiętnym pocałunku. Tą pieszczotą sprawiła, że zmiękło mu serce i zrozumiał, że powinien o nią walczyć tak długo jak się tylko da, do samego końca, wolał żyć u jej boku w ciągłej kłótni, niż bez niej w spokoju, no nie zmieni nigdy zdania, że była i jest dla niego wszystkim.
[Profil]
 
 
Willow Taylor-Lawley



w Berrylane od urodzenia

policjantka

28
yo

172
cm

próbuje przekonać Kaina do rozwodu

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-04-17, 22:39   
  
willow

  
taylor-lawley

  
It's been written in the scars on our hearts, we're not broken just bent, and we can learn to love again

  

  

  

  

  

  


Mogła się tego spodziewać - chyba umarłby ze zgryzoty, gdyby choć raz nie próbował drążyć tematu i wiercić dziury w brzuchu tak długo, aż dostanie to, czego oczekuje.
- Nie, nie ma, Kain. Bo wbrew temu, co może ci się wydawać, brak miłości to nie jest jedyny powód, dla którego ludzie powinni się rozwieść - nie mogła mu powiedzieć, że już go nie kocha, bo tak obrzydliwe kłamstwo nigdy nie wyszłoby jej wiarygodnie, ale jednocześnie nie zamierzała dawać mu broni do ręki i przyznawać, że wciąż coś do niego czuje, bo wtedy nigdy nie dałby jej rozwodu i ciągaliby się po sądach do usranej śmierci.
Przecież spodziewał się tego, właściwie od momentu, kiedy tylko przestąpił próg domu. Doskonale wiedział, że tego wieczoru nie porozmawiają na spokojnie i nie zasną wtuleni w siebie, tylko prędzej czy później zaczną sobie skakać do gardeł i nie miało znaczenia, czy pokłócą się o coś tak błahego, jak jego rozrzucone po łazience skarpetki czy o coś tak poważnego, jak jego ojciec. Koniec tak czy siak miał być dokładnie taki sam.
- Nie obrażam twojego ojca, chcę tylko wiedzieć, czy chciałeś przejąć ten interes. Ale chciałeś bo chciałeś, bo zawsze marzyłeś o tym czy chciałeś bo tego chciał twój ojciec - oczywiście, że nie zamierzała mu odpuścić i porzucić tego tematu. W gruncie rzeczy, teraz naprawdę brakowało im tylko tego, żeby pan Lawley stanął w drzwiach i zobaczył ich w takim stanie. Czy Kain w ogóle powiedział mu o kryzysie, przez jaki przechodzili?
- Naprawdę tego chcesz?! Chcesz otwierać jebaną Puszkę Pandory?! Bo gwarantuję ci, że nie przestaniemy się kłócić, jeśli to zrobimy - nie musiała nawet otrzymywać od niego werbalnego potwierdzenia by wiedzieć, że teraz nie odpuści. Nie w takiej sytuacji, kiedy ich małżeństwo znajdowało się na ostrzu noża, a on najwyraźniej zaczynał dochodzić do wniosku, że jego żona nie była aż takim złem koniecznym. Oboje byli cholernie uparci, kiedyś to ich łączyło, ale teraz? - Proszę bardzo. Przestaliśmy uprawiać seks, bo nie mogę się do tego dłużej zmuszać tylko po to, żeby cię zadwolić. Nie masz pojęcia, jak olbrzymi, psychiczny ból czuję kiedy się kochamy i ile mnie to wszystko kosztuje, bo za każdym razem jedyne o czym mogę myśleć to fakt, że nawet nie pozwoliłeś mieć mi nadziei na to, że możemy mieć dziecko. Coś umierało we mnie za każdym razem kiedy zakładałeś prezerwatywę, a kiedy ją wyrzucałeś, chciało mi się wymiotować, bo tysiące par na świecie oddałoby życie, żeby tylko mieć taką szansę, a ty odtrącałeś ją tak łatwo. I możesz powtarzać do woli, że już zmieniłeś zdanie, ale to nie wymaże tego, przez co musiałam przez ciebie przejść i jeśli mam być szczera, to zupełnie w to nie wierzę. Gdyby tak było, powiedziałbyś coś kiedy po stosunku nie mogłam zasnąć przez całą noc albo kiedy wypłakiwałam sobie oczy pod prysznicem, a nie dopiero wtedy, kiedy przestaliśmy uprawiać seks. To właśnie chciałeś usłyszeć, Kain? - starała się nie podnosić głosu, który pozornie mógł zdawać się pozbawiony emocji, ale w rzeczywistości pokazywał jak trudno było jej o tym mówić. Znał ją lepiej, niż ktokolwiek inny, kiedyś czytał z niej jak z otwartej książki, ale naprawdę próbował jej wmówić, że nie zauważył co się z nią działo miesiące temu?
Gdyby Willow wiedziała, czego chce, to byłaby już połowa sukcesu. Nie wymykałaby się wtedy w tajemnicy przed nim do Seattle aby spotkać się tam z prawnikiem, dograć wszystkie szczegóły i nie postawiłaby go przed faktem dokonanym licząc na to, że w złości podpisze papiery rozwodowe i ułatwi jej to wszystko, tylko zdecydowanie oznajmiłaby mu, że nie chce tego dłużej ciągnąć, chce rozwodu i zabrałaby go tam ze sobą. Albo wręcz przeciwnie, myśl o rozstaniu nawet nie przyszłaby jej do głowy i zrobiłaby wszystko, by jakoś naprawić ich małżeństwo. Tylko, że Taylor naprawdę nie wiedziała. Chciała uwolnić się z tego piekła, którym w ostatnim czasie stał jej się dom, zacząć życie na nowo, może poznać kogoś innego, kto by ją uszczęśliwił, ale z drugiej strony, nie wyobrażała sobie, że Lawleya mogłoby zabraknąć w jej życiu. Potrzebowała go, bardziej, niż była w stanie przyznać, zupełnie jakby stanowił integralną część jej tożsamości.
I chyba przypomniała sobie o tym dopiero wtedy, kiedy pierwszy raz od wielu miesięcy ich wargi złączyły się w namiętnym pocałunku. Choć za wszelką cenę usiłowała to zagłuszyć, jej ciało wprost domagało się jego dotyku. Pewnie dlatego, gdy podarł dokumenty, chwilowo nawet nie zaprotestowała - chwilowo, przynajmniej dzisiaj, bo jutro, kiedy emocje dopadną, pewnie będzie chciała go za to zamordować. Ale teraz? Teraz pragnęła jedynie jego pocałunków, a świat równie dobrze mógłby się po prostu zatrzymać. Nie odpowiedziała nic, po raz kolejny, bo tylko jedne słowa były w stanie oddać to, co teraz czuła. Też go kochała -
[Profil]
  MULTI: freddie
 
Kain Lawley



w Berrylane od zawsze

właściciel flamingo motel

28
yo

187
cm

nigdy nie da rozwodu Willow

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-04-17, 23:50   
  
Kain

  
Lawley

  
ten pierdolony świat przerobił anioła na chama

  

  

  

  

  

  


- Ale też nie rozwodzi się z dnia na dzień. Nawet nie spróbowaliśmy tego naprawić, więc cholera jasna, odpowiedz na moje pytanie. Kochasz mnie czy nie? - chciał to usłyszeć, zdecydowanie, bo jeśli coś do niego czuła to nadal miał sporo szans na to by naprawić ich małżeństwo, a teraz widział, że naprawdę jest co naprawiać. Mimo wszystko sam nie da rady, a niestety Taylor była cholernie uparta i jeśli ona też się nie postara, to pewnie nic z tego nie wyjdzie, ale przecież warto próbować prawda? Mieli walczyć o siebie, to cholernie ważny powód by podjąć wszystkie możliwe kroki do tego, by chociaż w pewnym stopniu zacząć się jakkolwiek dogadywać.
Dobrze wiedziała, że temat przejęcia hotelu nie był dla niego łatwym tematem, poza tym dobrze znała odpowiedź i nie wiadomo po co to drążyła, dla zabawy?
- Dobrze wiesz jaka jest odpowiedź. Nie chciałem, nigdy kurwa nie chciałem tego pieprzonego motelu, ale on na mnie liczył okey? Liczył na swojego jedynego syna, więc nie mogłem go zawieść, zrobiłem to dla niego i dla siebie, by później niczego nie żałować. - odparł całkowicie szczerze. Kochał swojego tatę, chyba nie było w tym nic złego prawda? Poza tym, przynajmniej dzięki temu miał coś pewnego, coś co przynosiło zysk i dawało mu poczucie, że jest w stanie utrzymać rodzinę, a tego potrzebował, ojciec od zawsze mu wpajał, że rolą mężczyzny jest zapewnienie godziwego bytu rodzinie.
Na jej kolejne słowa pozostał niewzruszony, do czasu... Do czasu aż nie wyjawiła mu tego konkretnego powodu. Kilka razy rozmawiali na temat dzieci, ale nigdy nie w taki sposób, on mówił, że nie chce mieć dzieci, ona się obrażała i tyle, nigdy nie powiedziała mu tego, co właśnie teraz. No trochę go to zaskoczyło, zszokowało i zabolało. Dlaczego wcześniej nie powiedziała mu, że ją to boli? Że kocha się z nim na siłę? Ciężko było otworzyć się wcześniej? Nie wiedział co powiedzieć, kilka razy otworzył usta i je zamknął, ale żadne słowo z nich nie wypłynęło, zaniemówił po prostu, spuścił skruszony wzrok na podłogę. Nie dostrzegał, że to wszystko przynosiło jej aż taki ból, albo może po prostu nie chciał tego dostrzec bo tak było mu łatwiej? Sam nie chciał mieć dzieci, więc po prostu wolał milczeć na ten temat i nie wdawać się w bezsensowne dyskusje, a jedynie tym właśnie podejściem pogarszał sytuację. Szkoda, że nie powiedziała mu o tym wcześniej, może jakoś by się w tej kwestii dogadali?
- Willow przepraszam. - wydusił z siebie w końcu, ale tak naprawdę te słowa pewnie niewiele wniosły, nie dało się przeprosić za to co przechodziła, ale była trochę niesprawiedliwa, bo patrzyła tylko na swoje potrzeby, a on? On się wcale nie liczył tak? - Bałem się Willow, nadal się boję. Boję się ojcostwa, boję się, że nie podołam, że dziecko i obowiązki przy nim mnie przerosną, szczególnie, że dobrze wiesz, że nie przepadam za dziećmi. Ja, nie czuję się na siłach okey? Obawiam się, że nie będę dobrym ojcem, że wszystko spieprzę, że to dziecko będzie nieszczęśliwe, że popełnię te same błędy co mój ojciec przy wychowywaniu mnie. Mogłabyś chociaż raz spojrzeć też i na to co ja czuje? Czego ja potrzebuję? Wiem, że chcesz tego dziecka, ale nigdy nie spytałaś się mnie o zdanie, zawsze mówiłaś tylko o swoich potrzebach, nigdy nie spytałaś dlaczego nie chcę mieć tych dzieci, nigdy. Nie powiem, że chcę mieć to dziecko, ale jestem w stanie mieć je dla Ciebie, bo chcę byś była szczęśliwa, a jeśli Ty będziesz szczęśliwa to ja także. - wyjaśnił jakoś najłatwiej i najszybciej jak się dało, a w jego oczach były widoczne łzy. Naprawdę panicznie bał się ojcostwa i tego, że jedynie na co to dziecko będzie mogło liczyć z jego strony to rozczarowania. Zdecydowanie nie był gotowy na to by zostać ojcem.
Te pocałunki były pełne tęsknoty, pożądania i miłości, tak bardzo tęsknił za jej dotykiem, za jej czułościami, za całą nią. Chciał by znowu między nimi było okey, by rozmawiali, śmiali się i spędzali wspólnie czas w ciszy, by kochali się jak kiedyś, uprawiali seks dziko i namiętnie na blacie kuchennym, by znowu byli tym zgodnym małżeństwem, książkowym przykładem, przecież każdy zazdrościł im tej miłości jaką mieli. Cofnął się o krok i usiadł na kanapę, pociągając dziewczynę za sobą i usadowiając ją na swoich kolanach. Nie przerywał pocałunku, a dłońmi błądził po jej ciele, by co jakiś czas mocniej zacisnąć palce to na jej pośladkach czy udach. Tak cholernie tęsknił za tym jej wspaniałym ciałem. Kilka chwil później, zaczął powoli i ostrożnie ściągać z niej koszulę, rozkoszując się każdą chwilą blisko niej, nawet właśnie tym, że mógł ją znowu zacząć rozbierać, wszystko sprawiało mu taką frajdę, że chciał to robić najdłużej jak się dało, bez zbędnego pośpiechu, choć pożądania niestety nie mógł powstrzymać, co Willow mogła i poczuć i zobaczyć, niestety nie dało się ukryć wypukłości na spodniach.
[Profil]
 
 
Willow Taylor-Lawley



w Berrylane od urodzenia

policjantka

28
yo

172
cm

próbuje przekonać Kaina do rozwodu

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-04-18, 00:49   
  
willow

  
taylor-lawley

  
It's been written in the scars on our hearts, we're not broken just bent, and we can learn to love again

  

  

  

  

  

  


- Naprawdę myślisz, że to jest nieprzemyślana decyzja? Że dzisiaj rano po prostu się obudziłam i naszła mnie ochota na rozwód? Cholera, Kain! Gdybym wierzyła, że to jeszcze da się naprawić, że jest dla nas jeszcze jakaś szansa... walczyłabym. Ale poddaję się, rozumiesz? Poddaję się - uniosła ręce do góry, skoro nie miała przy sobie białej flagi. Mógł próbować podejść ją na wszystkie sposoby, ale dzisiaj tych dwóch słów z jej ust nie usłyszy i nie otrzyma jasnej odpowiedzi.
- Więc nie próbuj mi wmówić, że to była tylko twoja decyzja - podsumowała sucho. Nie było nic złego w tym, że kochał swojego tatę, ale w tym, że nieustannie się mu podporządkowywał i robił rzeczy wbrew samemu sobie tylko po to, aby zasłużyć na jego aprobatę już tak.
Było jej ciężko otworzyć się przed nim teraz, gdy emocje sięgnęły zenitu, a co dopiero wcześniej, kiedy wciąż usiłowała się łudzić, że kiedyś uda im się do normy. Mogli nieustannie kłócić się o jego późne powroty z pracy, nieposkładane ubrania czy nieschowane do lodówki mleko, jednak wchodzenie na tematy tak delikatne i drażliwe, to zupełnie inny poziom kłótni. Nie chciała musieć z nim o tym rozmawiać, i tak wystarczającą ilość razy kłócili się o sam fakt posiadania potomstwa, by jeszcze dolewać oliwy do ognia. Powoli zbliżała się do trzydziestki, jej zegar biologiczny tykał, a dobiegające zewsząd informacje o coraz częściej pojawiającej się bezpłodności albo niepłodności sprawiały, że czuła się jakby czas uciekał jej między palcami. Bo bała się, że nawet, jeśli mąż kiedyś dorośnie do ojcostwa, może się okazać, że właśnie przegapili wszystkie szanse.
- Trochę na to za późno - odparła, odwracając się do niego plecami. Oczywiście, że to nie tak, że jego uczucia się nie liczyły, przecież naprawdę przez długi czas starała się przekonać samą siebie, że jej własne nie miały znaczenia i on sam jej wystarczy. Problem tkwił w tym, że to nie była prawda. - Nigdy cię nie zwodziłam, Kain. Wiedziałeś, że chcę mieć dzieci... cholera, jeszcze zanim się zeszliśmy. Skoro wiesz i wiedziałeś, że nie możesz mi tego dać, dlaczego to ciągnąłeś? Jeśli jedno z nas i tak ma być nieszczęśliwe, to to znaczy, że po prostu nie ma dla nas przyszłości - jej głos był pełen wyrzutu, którego nie potrafiła już dłużej przed nim ukrywać. Bo, niestety, obwiniała go o to wszystko, przez co musiała przejść i przez co przechodziła teraz - gdyby zdobył się na odwagę wcześniej, może rozstanie nie bolałoby aż tak bardzo, jak w tej chwili. - Każdy się boi i nikt nie jest na początku na to przygotowany. Cholera, myślisz, że mnie nie przeraża myśl, że miałabym być w pełni odpowiedzialna za drugiego człowieka, który beze mnie sobie poradzi. Każdy przez to przechodzi, rozumiesz? - strach nie był dla niej żadnym usprawiedliwieniem jego zachowania. - Ale możesz być szczęśliwy, wygrałeś. Nie będzie żadnego dziecka, ani teraz, ani nigdy. Wreszcie odetchniesz z ulgą - zdawała sobie sprawę, że jest teraz niesprawiedliwa, ale skoro rzeczywiście nie chciał mieć dziecka, to przynajmniej mógł się ucieszyć, że wygrał tę bitwę. Szkoda tylko, że w międzyczasie przegrał o wiele więcej.
Przez krótką chwilę wszystko było jak dawniej; jego pocałunki smakowały tak słodko, że na chwilę zapomniała, że jego bliskość ją odpycha. Nie przeszkadzały jej nawet słone łzy, w końcu nie orientowała się, czy należą do niej czy do niego. Kiedyś kochali się ze sobą tak często, że znała na pamięć każdy skrawek jego ciała: wiedziała, gdzie go dotknąć by uzyskać właściwą reakcję, a które miejsca lepiej omijać, jeśli nie chce go rozproszyć. Wiedziała, że wolał być na górze, choć nudził się szybko, jeśli przez dłuższy czas nie przejmowała inicjatywy. Fakt, że nie pragnęła bliskości fizycznej nie oznaczał wcale, że nie pragnęła jego - po prostu nie pragnęła tego tak, jak wcześniej. Zawahała się tylko na chwilę, zaraz po tym, jak zdjął z jej ramion koszulkę, a jego ciało zaczynało dawać jej bardzo jasne sygnały. Wiedziała, jak to się skończy jeśli teraz mu nie przerwie, a jednak nie potrafiła przestać go całować.
[Profil]
  MULTI: freddie
 
Kain Lawley



w Berrylane od zawsze

właściciel flamingo motel

28
yo

187
cm

nigdy nie da rozwodu Willow

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-04-18, 12:28   
  
Kain

  
Lawley

  
ten pierdolony świat przerobił anioła na chama

  

  

  

  

  

  


- O tak ważnej decyzji powinnaś ze mną porozmawiać, a nie wnosić wniosek o rozwód bez mojej wiedzy, w największej tajemnicy. To nie jest coś w stylu kupna nowej bluzki i schowania jej w szafie by dwa tygodnie później ją na siebie włożyć i udawać, że już od dawna ją miałaś Willow. Przekreślasz tak łatwo dwanaście lat związku? Przecież każdy problem udało się nam pokonać, ten też się uda, ale nie możesz się poddać, oboje nie możemy. - chyba teraz trochę ją prosił, a raczej błagał, no chciał by przemyślała jeszcze tą decyzję, był cholernie zły na nią, niewyobrażalnie, ale nie chciał rozwodu, więc przecież musiał jakoś spuścić z tonu i pokazać, że potrafi jeszcze porozmawiać z nią bez krzyku, że da radę nad sobą panować i że naprawdę mogliby się dogadać, ale cóż, słysząc słowa Willow o tym, że się poddaje, no serce go bolało od tego wszystkiego, nie spodziewał się po niej takich słów. Jednak zgrabnie wymigiwała się od odpowiedzi o tym, czy go kocha, czy też nie. - Kochasz mnie czy nie? - powtórzył stanowczo swoje wcześniejsze pytanie, już chyba po raz trzeci teraz. To było ważne, jej uczucia liczyły się teraz najbardziej, on ją kochał, wciąż, do szaleństwa, nieważne jak między nimi było, mogła doprowadzać go do szału, a i tak i tak, ją kochał, totalnie, całym sobą.
- Nie była i dobrze o tym wiesz, nie wiem po co zawsze to wywlekasz w naszych kłótniach. - mruknął wkurzony wywracając przy tym oczami, bo jakby nie mogła w końcu odpuścić. Kłócili się o to najczęściej. Okey, nie było to jego marzenie, ale dawał sobie radę w tym interesie, nawet to lubił, gdyby nie ojciec marudzący mu nad głową, no ale musiał to jakoś znieść, wiedział, że dla ojca było to coś co kochał, poza tym czuł, że tata chce mieć po prostu blisko siebie swojego ukochanego syna, trochę w zły sposób to okazywał, ale nikt nie jest idealny.
- Myślałem, że mi się odmieni, że przestanę się bać, że dorosnę do tego by być ojcem, ale ja, nie wiem, a co jeśli go nie pokocham? Bo nie będę potrafił? Co wtedy? Cholera Willow, ja nie mam zwykłych obaw, takich jak Ty, czy jakie miała moja matka przed rodzicielstwem lub mój ojciec. Ja się panicznie tego boję okey? - powiedział drżącym głosem, ciężko było mu się do takich rzeczy przyznać, ale najwidoczniej w końcu musiał to z siebie wyrzucić bo nie miał innego wyjścia, skoro już teraz pozwoliła mu mówić, skoro zaczęli ten temat, to nie było sensu go urywać, bo i po co? Może w końcu zrozumie jak on się czuje? Chociaż wątpił w to, ale mógł przecież spróbować. - Kiedy poczułem, że jestem gotowy na to dziecko dla Ciebie to nagle zmieniłaś zdanie, po co? Ja już się w tym wszystkim gubię. - mruknął i westchnął cicho, bo naprawdę zaczynał wariować od tej jej zmienności, raz gadała tak, potem inaczej, znowu coś jej nie pasowało, potem pasowało, ale jednak i tak mogli się pokłócić bo zawsze znajdowało się coś do czego mogła się przyczepić, nie był idealny, nikt nie jest, przestała być wyrozumiała, nie chciała już chodzić na kompromisy, wszystko się posypało, ale wierzył w to, że jakoś to naprawią.
To co właśnie się działo było takim powrotem do dawnych, pięknych czasów, miał ją znów w swoich ramionach, pocałunki były pełne pasji, a jej ciało znowu drżało na jego dotyk, to było fantastyczne uczucie. Jej koszula po chwili wylądowała na ziemi koło kanapy, ale po chwili stwierdził, że nie będą uprawiać dzisiaj seksu na kanapie, szczególnie, że mieli to robić pierwszy raz od dłuższego czasu, tak więc podniósł się z dziewczyną, łapiąc ją w pasie i sprawiając, że mogła teraz opleść go nogami w pasie, po czym skierował swoje kroki do sypialni, a gdy się już tam znaleźli zrzucił ją delikatnie na łóżko i zawisnął nad nią, wpatrując się przez chwilę w jej tęczówki, z jego oczu można było wyczytać jedynie tą wielką miłość jaką ją darzył i pożądanie, nie było już żadnej złości, wyrzutów czy żalu, miłość do niej przezwyciężała wszystko. Jeszcze raz obdarzył ją pocałunkiem pełnym pasji, a następnie pocałunkami zsunął się na jej szyję, w połowie zostawiając tam sporą malinkę, ups, zaznaczenie terenu musiało być. Pocałunkami zsunął się na jej dekolt, a następnie na brzuch i już teraz bez chwili wahania po prostu zaczął pozbywać się z jej nóg spodni, cholernie jej pragnął, więc teraz już jego ruchy były szybsze, bo nie mógł się doczekać tej przyjemności, niestety robienie sobie dobrze do pornosa w kiblu nie było jego szczytem marzeń kiedy wcześniej uprawiali ze sobą seks nawet kilka razy dziennie. Kiedy już pozbył się jej dolnej części garderoby i została w samej bieliźnie omiótł jej ciało spojrzeniem i uśmiechnął się delikatnie, była przepiękna. Teraz zaczął obdarowywać pocałunkami całe jej ciało, kawałek po kawałku, zaczynając od nóg i ruszając w górę, zgrabnie omijając te części ciała, które dawały jej najwięcej przyjemności, droczył się z nią, chciał by zapragnęła go tak bardzo jak i on jej.
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 5