menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Kasy z biletami
Autor Wiadomość
wyatt harlowe



w Berrylane od pięciu miesięcy

marnuje swój cenny czas w kinie

20
yo

167
cm

a przecież świat się sam nie podbije!

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-03-24, 21:41   
  
Wyatt

  
Harlowe

  
One of these mornings you're gonna rise up singing, you're gonna spread your wings and take to the sky.

  

  

  

  

  

  


Właściwie ciężko stwierdzić, skąd brał się niepokój, jaki Wyatt odczuwała w związku z dorastaniem. Przecież tak naprawdę już od bardzo dawna była całkiem odpowiedzialna i niemal jak dorosła. Jej rodzice sprawiali wrażenie, jakby nie potrafili się zająć samymi sobą, a co dopiero troszczyć się o kogoś innego. Wyatt praktycznie zawsze musiała radzić sobie na własną rękę. Umiała gotować, prać, sprzątać i od dawna łapała się różnych dorywczych prac, żeby zarobić na swoje potrzeby i dołożyć się do bardzo szczupłego rodzinnego budżetu. Poza tym sama musiała dojść do tego, co jej wolno a czego robić nie powinna, gdzie chodzić i jak egzystować w społeczeństwie, w końcu nikt inny by jej tego nie nauczył. Także w związku z życiem, jakie miała, była całkiem odpowiedzialna za swój własny tyłek. A mimo to świadomość starzenia się nadal ją przerażała. Głupio.
- No… Chyba najlepiej sprawdzić odporność na tortury podczas tortur – odpowiedziała jak gdyby nigdy nic, wzruszając lekko ramionami. Przecież to nie tak, że można zaszczepić w sobie odporność na torturowanie za pomocą szczepionki. Właściwie takiej odporności nie można raczej zdobyć w żaden sposób, bo to mijałoby się z całą ideą tortur, prawda? Cała ta konwersacja była więc totalnie abstrakcyjna, ale właśnie w takich Wyatt odnajdowała się najlepiej, prowadząc je tonem, jakby tematyka była całkowicie zwyczajna. - Jeśli mam być szczera… - zaczęła powoli, przypatrując mu się uważnie i zdając sobie sprawę z tego, że to jest ten moment, w którym może albo zdecydować się na brnięcie dalej w cała tę gierkę, jakby myślała, że film był dobry albo do wszystkiego się przyznać. Decyzję podjęła całkiem szybko. - To pewnie nie. Na pewno nie na trzeźwo – uzupełniła, chociaż prawdopodobieństwo, że byłaby w stanie znieść coś takiego nie na trzeźwo, także było niewielkie.
- Nigdy nie rozumiałam idei strajku głodowego, wiesz? Ludzie strajkują, bo im źle i chcą poprawić swoją sytuację, ale głodzą się, więc jest im jeszcze gorzej i krzywdzą tylko samych siebie – powiedziała szczerze. Była chyba za mało empatyczna, żeby zrozumieć, dlaczego strajki głodowe odnosiły sukcesy. Gdyby ktoś postanowił ją szantażować w ten sposób, to dałaby mu zielone światło. Niech sobie nie je, to przecież w żaden sposób nie był jej problem. Słaba forma protestu.
- Jesteś takim niektórym? Bo to brzmi strasznie męcząco. W sensie doszukiwanie się u wszystkich wokół jakichś złych intencji – stwierdziła szczerze, bo to faktycznie musiało być męczące, jeśli każdy uśmiech odbierało się jako nieszczery. Wprawdzie jej rozmówca nie sprawiał wrażenia takiego paranoika, ale nigdy nie wiadomo, prawda?
[Profil]
  MÓW MI: anko
MULTI: aidan, billie, charlie, john, memory, rhys, stevie
 
wyatt harlowe



w Berrylane od pięciu miesięcy

marnuje swój cenny czas w kinie

20
yo

167
cm

a przecież świat się sam nie podbije!

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-06-01, 21:39   
  
Wyatt

  
Harlowe

  
One of these mornings you're gonna rise up singing, you're gonna spread your wings and take to the sky.

  

  

  

  

  

  


Czasami zastanawiała się, co było tak naprawdę gorsze – czy ta wczesna zmiana, kiedy nie działo się absolutnie nic czy może ta późniejsza, wieczorna, na domiar złego weekendowa, gdy nie miała chwili na oddech. Z jednej strony lubiła te bardziej pracowite dni. Sprzedawanie biletów w tempie taśmowym miało w sobie coś dziwnie satysfakcjonującego, z jakiegoś idiotycznego powodu, o którym Wyatt wolała nie myśleć, żeby przypadkiem nie załamać się levelem żałosności, na jaki spadła przez tych ostatnich kilka miesięcy. Poza tym zapieprzanie znacznie skracało czas, jaki mogłaby poświęcić na myślenie o rzeczach, o których myśleć nie chciała. A ostatnio pojawiało się ich w jej głowie coraz więcej. Utknęła w miasteczku na końcu świata i wszystko wskazywało na to, że jej życie nie zmierza donikąd – niezbyt przyjemna świadomość. Z drugiej strony było wykańczające i od czasu do czasu odpoczywanie też miało w sobie pewien urok. Problem z tymi mniej pracochłonnymi zmianami polegał na tym, że potrafiły być śmiertelnie nudne. Nawet wkradanie się na salę podczas seansów całkiem szybko się starzało. Ile można oglądać w kółko te same filmy? Wyatt zdecydowanie nie miała do tego cierpliwości, podobnie jak nie miała cierpliwości do siedzenia przy swojej kasie i wpatrywania się martwym wzrokiem w drzwi, licząc na to, że ktoś w końcu przez nie wejdzie.
Dlatego starała się znajdować sobie jakieś rozrywki. Zazwyczaj nie były one najwyższych lotów. Przykładowo teraz siedziała z popcornem na kolanach i próbowała trafić nim do wiadra ustawionego pod ścianą, niedaleko toalet. Rzadziej nie trafiała niż trafiała, ale przynajmniej miało to jakiś cel. I ćwiczyło celność. Tylko że nawet tak ambitne zajęcie z czasem zaczęło jej się nudzić. Nie było żadnego challenge’u w trafianiu do celu, który się widzi, nie? Postanowiła zrobić to inaczej. Obróciła się do wiadra plecami, chwyciła całą garść popcornu i wyrzuciła ją za siebie, przez lewe ramię, jakby była co najmniej przesądna, z zamiarem sprawdzenia, ile trafi, a ile spudłuje. Tylko że kiedy obróciła się dla sprawdzenia wyników swojego małego eksperymentu, stwierdziła, że absolutne sto procent popcornu leżało pod stopami jakiegoś faceta. No… Może dziewięćdziesiąt pięć procent, bo jeden zatrzymał się na jego bluzie. Ups?
[Profil]
  MÓW MI: anko
MULTI: aidan, billie, charlie, john, memory, rhys, stevie
 
Miles Appleby



w Berrylane od 10 lat

studiuje i pracuje

22
yo

190
cm

serduszko puka w rytmie cha-cha

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-06-02, 14:31   
  
Miles

  
Appleby

  
Wyglądasz słodko, tęskniłem sam nie wiem odkąd. Ciepło wiosną, pachniesz noce i dnie, i teraz non stop

  

  

  

  

  

  


Miles wolał oglądać filmy w swoim wygodnym łóżeczku, z dostępem do lodówki i możliwością zastopowania seansu w każdym momencie. Tak, był trochę wygodnicki, ale w dzisiejszych czasach nie było trudnością ściągnąć film dzień po jego premierze. Słabej jakości (mówiąc ładnie), ale też się liczyło, nie? No. I właśnie to samo zaproponował swojej najmłodszej siostrze, ale ta uparcie dalej stała przy swoim. Chciała obejrzeć bajkę w kinie, a on miał jej towarzyszyć. Wybicie jakiegoś pomysłu z głowy dwunastolatki (chyba) to jest rzecz wręcz niemożliwa. Zwłaszcza, gdy ma się geny rodziny Appleby. Ośli upór to nie jedyna cecha jaka ich wszystkich łączyła, choć w tej chwili to właśnie ten upór jego młodszej siostrzyczki doprowadzał go do szału. Przecież miał plany! Obiecał jej nawet, że zrobi jej ulubioną galaretkę i zabierze na lody, ale nie. Ona chciała zjeść popcorn, nachosy i obejrzeć kolorowe koniki na wielkim ekranie. I jak on miał z tym polemizować? Nie dało się.
Nie żałował, absolutnie. Bawił się fantastycznie jako jedyny 22latek na widowni. Dziwił się, że pani sprzedająca mu bilety nie wyśmiała go prosto w twarz, ale może współczuła mu po prostu dwóch godzin w towarzystwie takich wypierdków. Choć on siostrę to jednak kochał i szanował. Co nie zmieniało faktu, że była wypierdkiem i lubiła gadające konie. Bo nie, nie rozgryzł jeszcze, że to były jednorożce. I po seansie właśnie na ten temat rozmawiał sobie z siostrą, próbując ją w zabawny sposób przekonać, że to na pewno były konie. Dyskusja z dwunastolatką pochłonęła go do takiego stopnia, że dopiero jak oberwał czymś prosto w oko, obruszył się i musiał aż zatrzymać. Przetarł sobie oczy, widząc jak coś co walnęło go w to jego biedne oczko, spoczywa na materiale jego bluzy. Zdziwił się i próbował zlokalizować kogoś kto postanowił obrać go sobie za cel, ale zanim rozgryzł, że była to piękna (i ruda) bileterka, wszamał ten nieszczęsny popcorn. Bo nie mógł się zmarnować. - Za co to? - rzucił, gdy już dodał jedno do drugiego i stał tuż za nią. Chciał dodać coś jeszcze, ale wtedy nawiązał z dziewczyną kontakt wzrokowy i... zamilkł. Po prostu zaczął się w nią wpatrywać jakby zaraz miał udaru dostać i nawet młodsza siostra nie mogła wybudzić go z tego letargu. Zapatrzył się biedaczek po prostu.
[Profil]
  MÓW MI: kotleciara
MULTI: raine i reszta
 
wyatt harlowe



w Berrylane od pięciu miesięcy

marnuje swój cenny czas w kinie

20
yo

167
cm

a przecież świat się sam nie podbije!

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-06-02, 17:36   
  
Wyatt

  
Harlowe

  
One of these mornings you're gonna rise up singing, you're gonna spread your wings and take to the sky.

  

  

  

  

  

  


No, czego by nie mówić, sytuacja była dość niezręczna. A byłaby jeszcze bardziej, gdyby Wyatt była zdolna do odczuwania głębokiego poczucia wstydu za głupoty, jakie odwalała. Niestety, jej wstydliwe receptory były mocno upośledzone, więc odczuwała na sobie tylko drobną część żenady, jaką wypadałoby, żeby w tamtym momencie odczuwała. Ta drobna część wystarczyła jednak, żeby na moment zupełnie zamarła. Gdy obróciła się i dostrzegła, że nie tylko nie trafiła do swojego celu (cholera, no i znowu zero punktów, statystyka jej drastycznie spadnie, jeśli tak dalej pójdzie!), to jeszcze niechcący trafiła w kogoś. Na dodatek kogoś żywego i na tyle przytomnego, że to zauważył. Czyli nie było szans, żeby się wykręciła. Nie miała nawet możliwości, żeby udawać, że to nie była ona (a najprawdopodobniej do tego próbowałaby się uciekać, gdyby tylko miała taką opcję, umówmy się). Na szczęście po krótkiej chwili zawiechy procesy w jej głowie ruszyły ze zdwojoną siłą. Nie było dobrze. Istniała spora szansa, że nieznajomy typ obruszy się i doniesie na nią do jej szefowej albo że ten gówniak, który najwidoczniej się go trzymał (taki młody, a już z gówniakiem?), zacznie donośnie krzyczeć, zwracając na nich uwagę wszystkich wokół (bo to właśnie robiły gówniaki, Wyatt zdążyła przekonać się o tym aż za dobrze podczas tych kilku miesięcy pracy w kinie), a wtedy Wyatt nie będzie w najbardziej komfortowej sytuacji. Nie podobała jej się ta wizja. Być może nie była to najlepsza praca na świecie, ale na obecną chwilę z braku lepszych opcji wolała ją mieć niż jej nie mieć. Dlatego wzięła się w garść. Przecież nie z takich sytuacji wychodziła obronną ręką, nie?
- Jak bardzo wiarygodne będzie, jeśli powiem, że to promocja? – zapytała dość niepewnie i powoli. - Jesteś szczęśliwym zwycięzcą darmowego popcornu. I żelek. Twoja towarzyszka lubi żelki? – zapytała, zerkając krótko na dziecko i w duchu naprawdę bardzo mocno licząc na to, że nie zacznie krzyczeć. Ani tupać. Ani wywoływać jakiegokolwiek innego chaosu. Chyba nie liczyła na zbyt wiele, nie?
[Profil]
  MÓW MI: anko
MULTI: aidan, billie, charlie, john, memory, rhys, stevie
 
Miles Appleby



w Berrylane od 10 lat

studiuje i pracuje

22
yo

190
cm

serduszko puka w rytmie cha-cha

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-06-05, 22:59   
  
Miles

  
Appleby

  
Wyglądasz słodko, tęskniłem sam nie wiem odkąd. Ciepło wiosną, pachniesz noce i dnie, i teraz non stop

  

  

  

  

  

  


Nie było to takie znowu bardzo niezręczne! Znaczy oberwać popcornem w oko to na pewno nie była najprzyjemniejsza rzecz na świecie, ale na pewno też nie była najgorszą. Plasowała się raczej jako taka średniawka, poza tym była to niewielka ilość. Jakby dostał takim kubłem popcornu, wtedy mógłby okazywać gniew i prosić o menadżera hehe. W tym konkretnym przypadku po prostu nie ogarniał do końca co się dzieje. Bo od kiedy w kinie odbywają się tego typu rozgrywki? Jakby wiedział, że za rzut popcornem można otrzymać darmowy bilet, albo darmową porcję naczosików to by na pewno bywał tu częściej!
Poza tym był z siostrą. Musiał rozegrać to na spokojnie i bez nerwów, bo przecież oprócz oglądania kolorowych koników, mogłaby wynieść jakąś cenną lekcję życiową. Jeszcze co prawda nie rozgryzł co byłaby to za lekcja i nie zanosiło się na to niestety. Bo jak tylko zobaczył kto celował w niego żarciem to zapomniał o każdej krzywdzie jaką owa dziewczyna mogłaby wyrządzić. Kiedykolwiek. Jemu czy innym. Siostra musiała go pociągnąć za rękaw żeby w ogóle zorientował się, że wypada coś już powiedzieć jak się samemu zagadało. Tylko, że nie przewidział tego, że ta rozmowa może przybrać taki kierunek. Albo w ogóle jakikolwiek kierunek. Normalnie dobry był w te klocki raczej i dziewczyny go lubiły, ale zazwyczaj żadna aż tak mu się nie spodobała. A przynajmniej tak myślał teraz Miles. Że na świecie nie ma piękniejszej istoty, z zamiłowaniem do rzucania popcornu czy też nie. Po prostu była piękna, zachwycająca. - To chyba nasz szczęśliwy dzień. - odpowiedział, patrząc w dół na kurdupla z którym tu przyszedł. Poczochrał jej też włosy, co na pewno jej się nie spodobało i w zamian za to nadepnęła mu na buta. Była mała i drobna, więc nie zabolało... ale fakt, że były to pewnie nówki sztuki to się lekko obruszył (czyt. posłał niby groźne spojrzenie siostrze). - Ale to chyba nie jest ten popcorn? Nie muszę zbierać go z podłogi? - takim sobie żarcikiem strzelił i pewnie uśmiechnął przy tym równie głupkowato. - Tylko te kwaśne! Ale takie naprawdę kwaśne... ostatnio dostałam jakieś oszukane i Miles je wszystkie zjadł. - poskarżyło się dziecko na swoją niedolę, na co sam Miles parsknął tylko śmiechem. - Masz szczęście, że jeszcze nie umie pisać. Wysmarowałaby wam taką opinię na facebooku... - tak konspiracyjnie do dziewczyny powiedział, choć w sumie raczej żartował, bo to dziecko chyba jednak nie jest tak małe. Nie wiem. Zapomniałam.
[Profil]
  MÓW MI: kotleciara
MULTI: raine i reszta
 
wyatt harlowe



w Berrylane od pięciu miesięcy

marnuje swój cenny czas w kinie

20
yo

167
cm

a przecież świat się sam nie podbije!

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-06-12, 21:12   
  
Wyatt

  
Harlowe

  
One of these mornings you're gonna rise up singing, you're gonna spread your wings and take to the sky.

  

  

  

  

  

  


Gdyby ktoś z jej przełożonych dowiedział się o tym, że Wyatt rozdaje darmowy popcorn klientom i to nie tylko w ramach własnego widzi-mi-się ale przez to, by jakoś zatuszować głupoty robione przez siebie w godzinach i miejscu pracy, to najprawdopodobniej żadne podobne konkursy by się już w tym kinie nie odbywały. A przynajmniej ona nie miałaby okazji ani ich organizować ani nawet brać w nich udziału, bo zostałaby zwolniona. A czego by o tej pracy nie mówić, wcale nie chciała zostać zwolniona. Póki co stanowiła jedyne źródło utrzymania Wyatt i potrzebowała go. Żerowanie na ciotce nie wchodziło w rachubę. Wystarczyło, że od kilku długich miesięcy mieszkała pod jej dachem. Zaczynała czuć, że nadużywa gościnności. Zarabianie na swoje własne jedzenie było minimum, jakim musiała się wykazać. Zresztą, nadal łudziła się, że uda jej się odłożyć cokolwiek na studia. I że w ogóle kiedykolwiek pójdzie na studia. Chociaż coraz częściej dopadało ją zwątpienie odnośnie tego, czy to wszystko jest tego warte... Bo może nie powinna się nastawiać na żadną edukację, tylko zostać w kinie do końca swojego życia? Brzmiało okropnie, ale jeśli tak miało wyglądać jej życie, to tak czy siak powinna się postarać o to, żeby w tym kinie zostać...
A przez chwilę zwątpiła w powodzenie całej akcji, gdy typ przed nią ewidentnie złapał zawias. Zastanawiał się nad jej propozycją? Rozważał, czy nie zacząć krzyczeć? Albo od czego zacząć jakąś niemiłą tyradę?
- No... - zaczęła po tym, jak jego odpowiedź sprawiła, że lekko odetchnęła z ulgą. Nie krzyczał. Małolata też wydawała się spokojna. Może jakoś to będzie? - To zależy. Jeśli wolisz taki z podłogi, to nie będę cię powstrzymywać... - stwierdziła szczodrze. Kim ona by była, żeby mu zabraniać jedzenia prosto z podłogi? Wprawdzie pięć sekund już minęło, ale ta reguła tak czy siak była czystą bzdurą. - Ale wolałabym, żeby to zostało w sekrecie. Ten konkurs to generalnie taka tajemnica - nawet nie kłamała. Jakby nie było, do tej pory nie wiedział o nim nikt oprócz niej samej. Uśmiechnęła się nawet łagodnie. Chciała wyglądać na godną zaufania i miłą. A nie była ani jednym ani drugim, umówmy się.
[Profil]
  MÓW MI: anko
MULTI: aidan, billie, charlie, john, memory, rhys, stevie
 
Miles Appleby



w Berrylane od 10 lat

studiuje i pracuje

22
yo

190
cm

serduszko puka w rytmie cha-cha

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-06-21, 02:35   
  
Miles

  
Appleby

  
Wyglądasz słodko, tęskniłem sam nie wiem odkąd. Ciepło wiosną, pachniesz noce i dnie, i teraz non stop

  

  

  

  

  

  


Spokojna głowa. Miles nie zamierzał jej sprzedać do przełożonych. Głównie dlatego, że od razu został oczarowany jej osobą, bez względu na to czy obrywał od niej popcornem czy nie. Nie był pewny co do własnej siostry, ale ją wystarczyło przekupić żelkami. Czasem może potrafiła się wykłócać o kilka dodatkowych dolarów za trzymanie buzi na kłódkę, jak wtedy gdy przyłapała go na jaraniu trawki w pokoju, ale hej! Mógł się dla czegoś takiego poświęcić. Dziś też mógłby siostrze zapłacić, gdyby od tego miała zależeć praca tej pięknej niewiasty hehe. Serio, czy on kiedyś widział kogoś równie pięknego? Wydawało jej się, że nawet Jessica Rabbit to przy niej wysiada. Miles, podnieś szczękę z podłogi, najwyższa pora.
Zaśmiał się, chcąc w ten sposób ukryć zapewne swoje chwilowe zażenowanie. Nie wiedział jak odebrać słowa dziewczyny, a jednak w tym momencie myślał o tym, że bardzo musi rozgryźć to rude cudo stojące przed nim. – Znaczy pytałem dla siostry. Ona wiesz...czasem myśli, że jest psem, więc zbiera jedzenie z ziemi. – chrząknął, przez co oczywiście dostał kopniaka w kostkę od siostry. Nie było to przyjemne uczucie, poza tym miał wrażenie, że całkowicie się teraz przed nią wygłupiał a tak bardzo nie chciał. – Uwielbiam tajemnice. Znaczy tajemnicze konkursy. Lubię konkursy. – czuł nawet jak własna siostra jest nim zażenowana, zwłaszcza gdy strzeliła sobie cichego facepalma, podchodząc do lady z żelkami i wybierając coś dla siebie. On sam zrobił to dopiero, gdy ruda stanęła za ladą. – WIeesz… w sumie to co byś powiedziała na coś innego niż ten popcorn? Znaczy chyba, że lubisz popcorn? Choć wątpię żebyś go lubiła, skoro tu pracujesz. Ale ogólnie to chyba lubisz jeść? Znaczy jesz… wszyscy jemy. Ja też jem. – chrząknął, trochę przy tym gestykulując, ale czuł się przez to jak jeszcze większy klaun, więc przestał. – Jak masz na imię? Ja jestem Miles. – no czy nie można było zacząć od tego na samym początku, jełopie?
[Profil]
  MÓW MI: kotleciara
MULTI: raine i reszta
 
wyatt harlowe



w Berrylane od pięciu miesięcy

marnuje swój cenny czas w kinie

20
yo

167
cm

a przecież świat się sam nie podbije!

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-06-22, 13:57   
  
Wyatt

  
Harlowe

  
One of these mornings you're gonna rise up singing, you're gonna spread your wings and take to the sky.

  

  

  

  

  

  


Całkiem szybko dotarło do niej, że jej niesamowita (pędząca na łeb, na szyję do przodu, serio...) kariera kinowej bileterki jest bezpieczna. Zaatakowany przez nią popcornem koleś nie sprawiał wrażenia, jakby zbieral się w sobie do szaleńczego biegu do jej managera. W sumie nie sprawiał wrażenia, jakby zamierzał ruszać się z tamtego miejsca dokądkolwiek w najbliższym czasie. No i nie wyglądał też na bardzo zdenerwowanego jej zachowaniem. Wszystko było chyba w porządku, Wyatt mogła odetchnąć z ulgą i się rozluźnić. Przynajmniej ona z ich dwójki...
Może nie był na nią zły, ale sprawiał wrażenie dziwnie przejętego. Nie musiała być geniuszem (ale totalnie była, więc tego, no, plus dla niej czy coś), żeby to zauważyć. Uniosła lekko brwi w wyrazie uprzejmego zdziwienia, gdy wspomniał o zainteresowaniach swojej młodszej siostry i zerknęła na młodą. Jakoś w to nie uwierzyła, a kopnięcie w kostkę, które zauważyła, tylko ją utwierdziło w przeświadczeniu, że to był żart. Bo potraktowała to jako żart i parsknęła pod nosem śmiechem. - Tak naprawdę to nie polecam jedzenia z tej podłogi czegokolwiek. Z większości podłóg tak generalnie - dodała, kierując te słowa bardziej w kierunku młodej niż jej starszego brata. Posłała jej nawet oczko na znak, że doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że była tutaj karmiona jakąś ściemą i że wcale a wcale w te psie zabawy nie wierzyła.
- Tak? - to akurat ją zdziwiło, więc spojrzała na niego znad żelków, które pakowała już do papierowej torebki. Kwaśne, kwaśne i jeszcze trochę kwaśnych. - Brałeś w jakichś udział? Mam na myśli tajemnicze konkursy - popatrzyła na niego z zainteresowaniem, nieznacznie przekrzywiając głowę. Chociaż może nie powinna drążyć tego tematu... W sumie zdecydowanie nie powinna drążyć tego tematu. - Poczekaj... Chcesz coś innego niż popcorn? - palnęła głupio, bo trochę się w tym wszystkim zgubila i zupełnie nie wiedziała, do czego zmierzał. Jeśli chciał od niej jakąś inną łapówkę, to na pewno mogliby się jakoś dogadać. O ile oczywiście nie byłby to jakiś zajebisty stek. Bo tego Wyatt w kinie nie sprzedawała. Poza tym nawet gdyby sprzedawała, to jak miałaby się wytłumaczyć z tego, że nagle zginął kawał mięsa, za który nie zapłacono? - Wyatt. Jestem Wyatt - odpowiedziała szczerze na pytanie o imię, nadal nieco zdezorientowana, w połowie gestu pomiędzy nabieraniem popcornu a pakowaniem go to torebki.
[Profil]
  MÓW MI: anko
MULTI: aidan, billie, charlie, john, memory, rhys, stevie
 
Miles Appleby



w Berrylane od 10 lat

studiuje i pracuje

22
yo

190
cm

serduszko puka w rytmie cha-cha

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-06-30, 15:55   
  
Miles

  
Appleby

  
Wyglądasz słodko, tęskniłem sam nie wiem odkąd. Ciepło wiosną, pachniesz noce i dnie, i teraz non stop

  

  

  

  

  

  


Rzeczywiście, Miles w tym momencie nie wyglądał na rozluźnionego. Niestety, ale czasem tak już miał. Pomimo tego, że uchodził za gościa pewnego siebie, nawet i jego można było onieśmielić. W tym momencie tej dziewczynie wychodziło to perfekcyjnie, bo ilość zrobienia z siebie przed nią głupka powoli się powiększała. Wiedział to, ale czasem mimo świadomości popełniania głupot i tak je robił. Porównania siostry do psa od razu pożałował, bo poczuł to boleśnie na sobie. - Wiesz, próbowałem jej to wytłumaczyć, ale... - i kolejny raz mu się oberwało. - Od kiedy ty taka agresywna się zrobiłaś? - palnął głupio, bo nie wykalkulował chyba jeszcze, że mogło być to związane z jego porównaniami do psa. Nie, no bo czemu? Skoro dziewczyna się śmiała to chyba miało to sens.
No i tutaj go zagięła. Nie brał pod uwagę chyba, że uda mu się dotrzeć tak daleko, więc poczuł napływające do niego nerwy. - W sumie to nie. - parsknął śmiechem, bo może jeśli zobaczy, że on sam z siebie też potrafi się śmiać to jakoś z tego wybrnie. - Ale już je lubię, zdecydowanie. - skinął głową. Jeśli każdy z tych konkursów miał być prowadzony przez nią konkretnie to z pewnością stałby się ich największym fanem. Choć pewnie jej szefostwo miałoby w tej sprawie inne zdanie.
- Coś innego... no, to brzmi całkiem interesująco. - uśmiechnął się do niej, mając nadzieję, że nie wygląda teraz jakby miał udar, albo coś jeszcze gorszego. - Wyatt. Miło mi cię poznać, Wyatt. - nie wiedział czemu tak wyraźnie podkreśla jej imię, ale chyba chciał żeby zapadło mu w pamięci. Choć na pewno już zapadło. - To co lubisz jeść Wyatt? - dodał, czując narastającą w nim adrenalinę. Czy powinien wyskoczyć z jakimś prostym, zwyczajnym zaproszeniem? Czy prawdopodobieństwo tego, że się zgodzi było bardzo niskie? Chyba nie mógł mieć aż tak nikłych szans? A jednak w tym momencie obawiał się odrzucenia. Dziwne uczucie.
[Profil]
  MÓW MI: kotleciara
MULTI: raine i reszta
 
wyatt harlowe



w Berrylane od pięciu miesięcy

marnuje swój cenny czas w kinie

20
yo

167
cm

a przecież świat się sam nie podbije!

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-07-07, 18:54   
  
Wyatt

  
Harlowe

  
One of these mornings you're gonna rise up singing, you're gonna spread your wings and take to the sky.

  

  

  

  

  

  


Onieśmielanie go wcale nie było jej celem. Nie robiła tego specjalnie! W końcu żadna z niej była femme fatale. Wprawdzie nigdy nie traktowała przedstawicieli płci przeciwnej szczególnie poważnie, ale daleka była od tego, żeby celowo ich uwodzić. Jeśli chcieli się z nią bawić, to świetnie, a jeśli nie - no trudno. W gruncie rzeczy nie wiedziałaby nawet, jak zacząć ewentualny podryw czy celowe wywieranie wrażenia. To tutaj, teraz, wychodziło jej najwidoczniej zupełnym przypadkiem. Była tylko i wyłącznie sobą. Myślała w sposób specyficzny, miała równie specyficzny charakter i nie czuła potrzeby, żeby jakoś bardzo gryźć się w język albo udawać, że jest kimś innym, niż faktycznie była. Aktorką potrafiła być całkiem niezłą, ale tylko wtedy, gdy tego chciała. Teraz konieczności nie było, więc reagowała szczerze... Zazwyczaj całkiem szczerym rozbawieniem.
- Doceniam poczucie humoru, naprawdę, ale nie jestem pewna, czy ten żart jest wart siniaków na twoich kostkach - pozwoliła sobie na spostrzeżenie, próbując powstrzymać się od szerokiego uśmiechu, jaki sam cisnął się na jej usta. Z jakiegoś głupiego powodu najwidoczniej, bo przecież zazwyczaj się tak głupawo nie cieszyła. Mimo wszystko udało jej się ograniczyć reakcję do uśmiechu nieudolnie chowanego za włosami, gdy nadal pakowała te żelki dla młodej. Przecież zasłużyła na coś pozytywnego po tych wszystkich oskarżeniach, prawda?
- Spróbuję zapamiętać... - postanowiła odpowiedzieć, mimo że nie mogłą mu obiecać, że faktycznie zapamięta jego preferencje odnośnie tajemniczych konkursów. Zresztą, przecież oboje dobrze wiedzieli, że to tylko takie gadanie i żadnych tajemniczych konkursów nie ma. Zwłaszcza że nie była najlepsza w ich organizacji, umówmy się. - Umm... - zaczęła, nie do końca wiedzieć, jak interpretować jego pytania i to, co mogło się kryć pomiędzy słowami jego wypowiedzi. - Czy to jest podchwytliwe pytanie? Szczerze mówiąc, nie jestem o to pytana często, zwłaszcza tutaj... - i też nie do końca się zastanawiała nad tym, co lubi jeść, jakkolwiek dziwnie może to brzmieć. Wychowywała się w domu, w którym jakiekolwiek jedzenie przed terminem przydatności i bez dodatków życia, było całkiem sympatyczną odmianą od starego chleba i zupek chińskich. U cioci Aaren było trochę lepiej z wiadomych względów, ale wciąż ciężko by jej było powiedzieć, co najbardziej lubiła. Głupio, nie?
[Profil]
  MÓW MI: anko
MULTI: aidan, billie, charlie, john, memory, rhys, stevie
 
Miles Appleby



w Berrylane od 10 lat

studiuje i pracuje

22
yo

190
cm

serduszko puka w rytmie cha-cha

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-07-09, 14:45   
  
Miles

  
Appleby

  
Wyglądasz słodko, tęskniłem sam nie wiem odkąd. Ciepło wiosną, pachniesz noce i dnie, i teraz non stop

  

  

  

  

  

  


A to, że o tym nie wiedziała wcale nie umniejszało jego uczucia zawstydzenia. To chyba nawet gorzej, gdy nie wiedziała, bo gdzie tu mieć do niej o to jakieś wyrzuty! Z resztą gdzieżby śmiał, jemu to nawet w to graj. No kto nie lubi patrzeć na ładnych ludzi, ładne rzeczy, smaczne potrawy? Musiało być porównanie do jedzenia, skoro z Milesa taki kucharzyk i głodomorek a z Wyatt to był smaczny kąsek hehe. Najwidoczniej radził sobie jednak nie tak do końca fatalnie, skoro dziewczyna uśmiechała się i jeszcze nie kazała mu po prostu sobie pójść. Albo gorzej! Groziłaby ochroną! Niekoniecznie by się ich przestraszył, ale raczej zmniejszyłoby to jego szansę na to by dziewczynę lepiej poznać. A jak już się nią zachwycił od pierwszego wejrzenia, to nie mógł odpuścić. Pokiwał głową, bo rzeczywiście zaraz skończy z posiniaczonymi kostkami. Siostra może i była małym smrodkiem, ale jak się zamachnęła to kopa miała konkretnego. W czasie, gdy Wyatt nakładała te żelki i na chwilę odwróciła się do nich tyłem, pogroził pewnie krasnalowi, że policzą się później. Pewnie zje jej te żelki w zemście.
Chyba średnio sobie radził, skoro dziewczyna nie zrozumiała jego intencji. No najwyraźniej nie był tak dobry jak sądził, albo dotychczas jeszcze żadna dziewczyna tak go nie onieśmielała. Zazwyczaj świecił pewnością siebie, która często podchodziła chyba nawet pod arogancję. Teraz jednak nie chciał wyjść na dupka. - Niee, to nie jest podchwytliwe pytanie. - podrapał się z tyłu głowy, bo spodziewał się chyba większej współpracy. Może rzeczywiście nie miał szans i powinien odpuścić? - Nie zastanawiałaś się nigdy nad tym? Każdy lubi jeść. Ja na przykład uwielbiam wszystko z grilla, w sumie to ja chyba wszystko jem.. - zmarszczył brwi, aż siostra się ożywiła i przytaknęła, porównując Milesa do jakiegoś odkurzacza, albo innego wsysacza żarcia. - Krasnal lubi żelki i naleśniki z truskawkami. Lubisz naleśniki? - szukał wskazówki, jakiegokolwiek punktu zaczepienia. Zaczął od jedzenia, bo w tym temacie manewrował dość swobodnie.
_________________

    MAYBE THIS IS WISHFUL THINKING, PROBABLY MINDLESS
    DREAMING... BUT IF WE LOVED AGAIN, I SWEAR

    I'D LOVE YOU RIGHT
[Profil]
  MÓW MI: kotleciara
MULTI: raine i reszta
 
wyatt harlowe



w Berrylane od pięciu miesięcy

marnuje swój cenny czas w kinie

20
yo

167
cm

a przecież świat się sam nie podbije!

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-07-11, 21:07   
  
Wyatt

  
Harlowe

  
One of these mornings you're gonna rise up singing, you're gonna spread your wings and take to the sky.

  

  

  

  

  

  


W gruncie rzeczy całkiem nieźle się bawiła podczas całej tej rozmowy. Powiedzmy sobie szczerze, biorąc pod uwagę to, jaki początek miała ca ta nietypowa sytuacja, mogło się to potoczyć w znacznie mniej przyjemnym kierunku. Pretensje, wyrzuty, głębokie oburzenie i inne nie do końca komfortowe konsekwencje dla niej na tle zawodowym. Ta perspektywa wcale jej się nie podobała, a przecież w pewnym momencie faktycznie była na nią gotowa. Poza tym Wyatt nie była wcale najlepsza w nawiązywaniu nowych znajomości. Na pewno nie na trzeźwo. O ile po pijaku potrafiła przywołać bardziej rozrywkową, otwartą i totalnie nieustraszoną stronę swojej osobowości, która z jakiegoś powodu przyciągała do niej ludzi (zazwyczaj podobnych szaleńców uzależnionych od niebezpiecznych przygód - jak ona), tak na trzeźwo raczej rzadko miewała na to ochotę. Była raczej zdystansowana i może odrobinę specyficzna. Czasami zbyt szczera i prostolinijna, a czasami wyrażająca się totalnie niejasno, gdy nie zdawała sobie sprawy z tego, że porozumiewa się ze światem za pomocą pewnych myślowych skrótów. Nie była łatwym człowiekiem. A jednak ta rozmowa przychodziła jej z zaskakującą prostotą...
- Naprawdę? - zapytała szczerze i przekrzywiła głowę, przyglądając mu się uważniej. Uśmiechnęła się nawet mimowolnie pod nosem, z czego nie do końca zdawała sobie z tego sprawę. - W sumie jesteś... No, nieco większych gabarytów ode mnie, więc nawet nie powinno mnie to dziwić - stwierdziła z uśmiechem, po czym wyprostowała głowę i lekko wzruszyła ramionami, przy okazji wyciągając torebkę napełnioną po brzegi żelkami w kierunku młodej. Zasłużyła sobie, będąc tak cierpliwą zarówno do Wyatt jak i do własnego brata. - Nie miałam nic złego na myśli - postanowiła jeszcze zaznaczyć, żeby przypadkiem nie pomyślał sobie, że gdzieś pomiędzy jej słowami czaił się jakiś niemiły podtekst. Nie czaił. Zwyczajnie więksi ludzie potrzebowali większych ilości jedzenia. Zwłaszcza mężczyźni w porównaniu z kobietami. - Lubię pizzę. Pizza jest zawsze w porządku. I makarony. Ciężko jest zepsuć makaron, nawet ja potrafię go zrobić - parsknęła, ale już chwilę później się zreflektowała. Przecież wcale jej nie pytał o jej umiejętności kulinarne. - Naleśniki... Chyba wolę te na słono. Bekon ponad sałatą? - dość niepewnie podjęła próbę humoru. Wzruszyła przy tym ramionami. Przecież nie powie mu "uwaga, to był humor", bo to całkiem zabiłoby jakąkolwiek próbę wprowadzenia odrobiny luzu do jej własnej wypowiedzi.
[Profil]
  MÓW MI: anko
MULTI: aidan, billie, charlie, john, memory, rhys, stevie
 
Miles Appleby



w Berrylane od 10 lat

studiuje i pracuje

22
yo

190
cm

serduszko puka w rytmie cha-cha

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-07-12, 19:18   
  
Miles

  
Appleby

  
Wyglądasz słodko, tęskniłem sam nie wiem odkąd. Ciepło wiosną, pachniesz noce i dnie, i teraz non stop

  

  

  

  

  

  


Miles z każdą kolejną sekundą chyba też wyglądał na nieco bardziej wyluzowanego. Nie wiedział czy to przez adrenalinę, czy może pierwsza fala stresu i nerwów minęła. Jeśli to drugie, to mógł teraz pokazać się w całej swej okazałości! A raczej przedstawić tego super wyluzowanego i zabawnego i w ogóle full wypas, Milesa Appleby, który przecież wie jak rozmawia się z dziewczynami. Nawet takimi pięknymi jak Wyatt, nawet jeśli jej uroda onieśmielała nawet takiego samozwańczego casanovę. No i może rzeczywiście zaczęli dość koślawo, ale teraz chciał z tego jakoś wybrnąć. Może jeszcze nie miała go za totalnie skończonego idiotę? W końcu dalej z nim rozmawiała, więc chyba nie był na aż tak przegranej pozycji.
Zaśmiał się. Rzeczywiście, w porównaniu do niej i krasnala to był trochę takim wielkoludem nawet. Wysoki wzrost zazwyczaj wiele mu ułatwiał. Sporo dziewczyn leciało na wysokich, wysportowanych hehe. No trochę liczył na to, że Wyatt też lubi wysokich i wysportowanych. Miał też nadzieję, że nie jest rasistką. W sumie ona sama była ruda, więc chyba nie mogła naśmiewać się z innych, nie? Heh. - Ale spokojnie, żołądek mam tylko jeden. - zaznaczył, w formie żartu oczywiście. Na sam koniec też ładnie się do niej uśmiechnął. W końcu ona też unosiła te kąciki ust do góry, więc poczuł się w obowiązku by to odwzajemnić. Z resztą bardzo trudno mu było się nie uśmiechać, gdy tak na nią spoglądał. Kiedy podała torebkę z żelkami, młoda niemal od razu władowała sobie garść do buzi. Najwyraźniej niezbyt interesowała ją rozmowa brata z pracownicą kina, bo po chwili wycofała się i usiadła przy jakimś stoliczku dla małych bobasów. Znaczy według Milesa to było dla bobasów, bo on, jak zostało to już ustalone, był raczej typem wielkoluda. Połamałby te mini krzesełeczka i mini stoliczki. - Zawołaj mnie jak już skończysz podrywać Meridę. - powiedziała tylko na sam koniec, skupiając się już całkiem na jakimś kolorowaniu czy innych bzdetach. Appleby starał się to jakoś zbyć luzackim śmiechem, ale wyszło to raczej dość koślawo. Nerwowo więc zaczął drapać się po karku. Czy było możliwe, że tego nie usłyszała? - Pizza jest ekstra! - wypalił, głównie chyba po to by zatuszować jakąś tę nieszczęsną sytuację sprzed kilku sekund. - Jaka jest twoja opinia na temat hawajskiej pizzy? - to było bardzo poważne pytanie wbrew pozorom. Patrzył na nią dość wyczekująco, z nadzieją, że usłyszy taką odpowiedź jakiej oczekiwał. - Zdecydowanie. - skinął głową. - Czyli co, naleśniki i bekon? Duuużo sera? - to wcale nie tak, że zbierał te wszystkie informacje w konkretnym celu, no wcale. Niech się Wyatt nie zdziwi, jak pewnego dnia po przyjściu do pracy to właśnie takie naleśniki będą na nią czekać.
_________________

    MAYBE THIS IS WISHFUL THINKING, PROBABLY MINDLESS
    DREAMING... BUT IF WE LOVED AGAIN, I SWEAR

    I'D LOVE YOU RIGHT
[Profil]
  MÓW MI: kotleciara
MULTI: raine i reszta
 
wyatt harlowe



w Berrylane od pięciu miesięcy

marnuje swój cenny czas w kinie

20
yo

167
cm

a przecież świat się sam nie podbije!

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-07-15, 20:48   
  
Wyatt

  
Harlowe

  
One of these mornings you're gonna rise up singing, you're gonna spread your wings and take to the sky.

  

  

  

  

  

  


Jeśli chodziło o kwestie powierzchowne, Wyatt nie była jakoś szczególnie wybredna i nie miała większych uprzedzeń. Kolor skóry drugiej osoby był jedną z ostatnich rzeczy, na które mogłaby zwracać uwagę. To przecież nie jest coś, co się wybiera przed narodzinami albo co można byłoby zmienić - ot, jedna z tych rzeczy, które po prostu są i tyle. Oczywiście były takie elementy męskiego wyglądu, które podobały jej się bardziej i te, które podobały jej się mniej, ale ostatecznie większe znaczenie miało dla niej, co dany ktoś sobą reprezentował. Bo jeśli chodziło o charakter, potrafiła być znacznie bardziej krytyczna... No i miała specyficzne podejście do nawiązywanych znajomości. W jej świecie mężczyźni dzielili się na dwie główne kategorie - ci, z którymi można było ciekawie porozmawiać albo ci, z którymi można się było dobrze zabawić. Nie wiedziała tylko jeszcze, do której kategorii zaliczyć Milesa... Chociaż biorąc pod uwagę to, że nie zamieniła z nim jeszcze zbyt wielu słów, ale za to patrzyło się na niego przyjemnie (no i był wysoki, a to też robiło robotę, tak), wstępnie skłaniała się ku tej drugiej opcji.
Musiała przyznać, że komentarz skrzata trochę ją zaskoczył. Pozwoliła sobie zignorować porównanie do Meridy i za to zerknęła na niego z lekkim uśmieszkiem, przekrzywiając przy tym głowę. Nie mogła tego zignorować, prawda? - Nie jestem fanką ananasa na pizzy, to brzmi dziwnie - stwierdziła spokojnie i wzruszyła jednym ramieniem. Tak, domyślała się, że to poważne pytanie. Nie żyła pod kamieniem, zdawała sobie sprawę z tego, z jaką pasją niektórzy ludzie podchodzili do tematu pizzy z ananasem. - Ale niektórzy dziwni ludzie są w porządku, więc to nie moja sprawa, co pakują na swój talerz - sprecyzowała. Wyatt Harlowe, ostoja tolerancji w świecie, gdzie zwolennicy i przeciwnicy hawajskiej pizzy gotowi są skakać sobie do gardeł. No anioł, nie kobieta, serio. A tak naprawdę to nie... - I wiesz, jeśli chcesz mi zaproponować jakiś lunch... - zaczęła i specjalnie nie dokończyła swojej myśli. Zamiast tego uśmiechnęła się nieco szerzej i jak gdyby nigdy nic odgarnęła włosy za ucho.
[Profil]
  MÓW MI: anko
MULTI: aidan, billie, charlie, john, memory, rhys, stevie
 
Miles Appleby



w Berrylane od 10 lat

studiuje i pracuje

22
yo

190
cm

serduszko puka w rytmie cha-cha

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-07-16, 00:53   
  
Miles

  
Appleby

  
Wyglądasz słodko, tęskniłem sam nie wiem odkąd. Ciepło wiosną, pachniesz noce i dnie, i teraz non stop

  

  

  

  

  

  


Niestety, ale nie wszyscy byli tacy wspaniali jak Wyatt. Niektórzy jednak patrzyli tym swoim rasistowskim okiem na ludzi, ale na ich żywot Miles nie bardzo miał wpływ. Znaczy mógłby za jakąś obrazę dać komuś w pysk i najprawdopodobniej chętnie to robił, ale to nie tak, że byłby w stanie kogoś zabić. Był porządnym gościem. Po prostu miał w sobie za dużo energii, którą wydawało mu się, że pożytkuje dobrze. No bo zajebiście jest dostawać po ryju i dawać po ryju.
Appleby nie patrzył w takich kategoriach, ale w sumie on był w ogóle bardzo prostym człowiekiem. On dzielił kobiety głównie na ładne i takie, które nie były w jego typie. Każda miała w sobie coś specjalnego i wyjątkowego. Nawet dziewczyny, które z wyglądu do niego nie przemawiały, znajdywał u nich jakieś wyjątkowe szczegóły. W przypadku Wyatt, mógł ją bez wahania uznać za kategorię pierwszą. Była ładna, śliczna nawet! Po prostu te rude włosy były takim zapalnikiem, o którym wcale nie chciał wspominać przy pierwszej lepszej okazji, ale porównaniem do Meridy siostra mu tego nie ułatwiła. W końcu Merida to całkiem zajebista postać była!
To nie tak, że zamierzałby się z nią wykłócać o to co jest lepsze, ale nie chciałby na przykład być zmuszony do jedzenia takiej pizzy z nią, gdyby chciał ją jednak zabrać na coś w tym stylu. Albo zrobić, bo wiadomo, że wolałby zrobić. Nie był jakimś lamusem by ktoś odwalał za niego jego robotę. - Okej, świetnie. Nie żebym to krytykował, każdy... orze jak może.. - uniósł ramiona do góry, z nadzieją, że to będzie miało sens. - No właśnie! - przytaknął jej. - Choć jestem rad, że jednak nie należysz do tej grupy. - uśmiechnął się. Zaraz jednak spoważniał, a potem jego twarz wyglądała na mocno przerażoną. Chciał się za wszelką cenę rozluźnić, ale nie wyszło mu to zbyt dobrze. - Eee.. że ja? Ciebie? - chrząknął. - No... może.. zależy czy byś się zgodziła? Nie wiem czy przyjąłbym dobrze taką klęskę. - dodał, przyjmując jakąś pozę pewniaczka, a przynajmniej mocno się starając. Wyatt jednak dość mocno go onieśmielała, nie zapominajmy. - Znaczy tak. Właśnie o to chodzi. - poprawił się. Po co miał ją już na wstępie oszukiwać, skoro jasne było i oczywiste, że chciał ją zaprosić. - Znaczy zależy czy lubisz lunche? Może wolisz.. brunche? Albo śniadania...? Kolacje? - no wszystko wchodziło w grę. On jej ugotuje co tylko będzie chciała.
_________________

    MAYBE THIS IS WISHFUL THINKING, PROBABLY MINDLESS
    DREAMING... BUT IF WE LOVED AGAIN, I SWEAR

    I'D LOVE YOU RIGHT
[Profil]
  MÓW MI: kotleciara
MULTI: raine i reszta
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 5