menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Magazyn
Autor Wiadomość
maxinne flanagan


Lives in
white flower valley

w Berrylane od zawsze, z przerwami


trzyma jaszczurki z dala od pierdla

critical error

Wysłany: 2018-11-29, 16:08   
  
Maxinne

  
Flanagan

  

  

  

  

  


  
But there is this sadness... and I don't know where it comes from

  
34 yo

  
159 cm

  


Sprowadzenie go na tereny jaszczurek okazało się być łatwiejsze niż mogła przypuszczać. Zdawała sobie sprawę, że troska o dziecko może przysłonić wszystko inne, sama przecież za dzieciaki Roscoe dałaby się pochlastać. Każdy miał swoje słabe punkty; niektóre słabości odkrywało się łatwiej, inne trudniej. W przypadku Bowdena poszło to całkiem sprawnie. Przewidywanie jego kolejnych kroków też okazało się niezłą zabawą. Łagodne załatwianie tego typu biznesów było przecież przereklamowane i lepiej było się trochę przy tym nagimnastykować. Stąd też na jej twarzy widniał zadowolony uśmieszek, gdy Reynard już się tu zbliżał, tak jak się tego spodziewała, wkurzony i gotowy na wszystko. - Ciebie też miło widzieć, Rey. - odezwała się, lecz nie poruszyła nawet o centymetr. - Chciałabym porozmawiać o naszym wspólnym znajomym. Można to tak nazwać, powiedzmy. - uniosła jedno ramię obojętnie do góry, nie wyjmując rąk z kieszeni skórzanej kurtki.
Wbrew temu na co liczył policjant, jej wzrok nie powędrował do góry. Max czuła się pewnie, jak praktycznie zawsze. - Mówisz o tym wsparciu, które musiało dziwnym trafem zawrócić na komisariat? Ktoś napadł na stację benzynową. Co za niefart, hm? - jaszczurki mieli znajomości w mieście, inaczej nie mogliby działać w sposób jaki to robili. Wszędzie istniała możliwość przekupienia policjanta, bo każdy ostatecznie miał swoją cenę.
Zaśmiała się i uniosła ręce do góry, wcześniej wyjmując je z kieszeni. Tak niby w geście kapitulacji, choć uśmieszek blondynki mógł świadczyć naprawdę o wszystkim. - Spokojnie, kto tu mówi o morderstwie? Przecież mówiłam, że chcę tylko porozmawiać. Wyluzuj, Bowden. - nie leżało w jej interesie pozbywanie się Reynarda. Poza tym nie wypadało poddawać się jeszcze zanim zdążyła się rozkręcić. - Chciałabym żebyśmy wymienili się informacjami. Ty opowiesz mi o Stevenie, ja tobie powiem, gdzie jest twoja córka i wszyscy będziemy zadowoleni. - no wszyscy wygrywają w takim scenariuszu przecież! Przynajmniej dla Flanagan ta łamigłówka nie była taka trudna, a Reynard powinien zaakceptować takie warunki. - I sądzę, że nie powinieneś omijać żadnych szczegółów. - dodała, mówiąc to wszystko z taką lekkością, jakby opowiadała o dzisiejszej pogodzie, a nie o możliwym uprowadzeniu jego córki. Nawet jeśli ta wcale nie została uprowadzona.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: schaboszczaku
MULTI: raine i reszta
 
reynard bowden


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od dopiero wrócił (nie było go rok)


detektyw w wydziale zabójstw

diana nie chcę podpisać papierów rozwodowych

Wysłany: 2018-12-29, 00:32   
  
Reynard

  
Bowden

  

  

  

  

  


  
she will always hate me

  
37 yo

  
188 cm

  


Musiał przyznać jedno - nie sądził, że w tak krótkim czasie w jego życiu pojawi się tyle niefortunnych zdarzeń. Najpierw zdrada żony, co była w mniemaniu Reynard'a najgorszym posunięciem na jaki był w stanie się wyzbyć, następnie problemy z jego córkami, a raczej jedną - adoptowaną, wyprowadzka z domu, po czym wiadomość, że prawdziwym Hunstman'em jest osoba z jego rodziny, przez to musiał zrezygnować z śledztwa i pójść na przymusowy urlop, a teraz to - jego córka (nie wiedział jeszcze jaka); ale po doskonałym znaniu charakteru ich wszystkich spodziewał się, że ta najstarsza - chciała zostać jaszczurką. W prawdzie mógł się tego spodziewać, ciągle nie było go w domu, a teraz całkowicie zabrał swoje rzeczy i zamieszkiwał kanapę swojego kumpla. Po za tym każde z jego dzieci doskonale wiedziało jakim był przeciwnikiem tego gangu i jak wiele razy próbował go zlikwidować. Być może jej nagłe zainteresowanie tą społecznością wzięło się z chęci zwrócenia na siebie uwagi, ale w tej chwili Bowden wcale o to nie dbał, chciał aby dziewczyna była bezpieczna. Dlatego niewiele myśląc znalazł się w wyznaczonym miejscu czując jak buzuję w nim wściekłość, która się jeszcze bardziej zwiększyła w momencie gdy zamiast córki na swojej drodze dostrzegł blondynkę. - W co Ty kurwa pogrywasz, Flannagan? - Rzucił przez zaciśnięte zęby ani na chwilę nie spuszczając wzroku z rozmówczyni. - Takie posunięcie, aby mnie tu ściągnąć jest popieprzone nawet jak na Ciebie. - Dodał marszcząc przy tym brwi, był wściekły, ale nadal starał się opanować, tylko i wyłącznie dla bezpieczeństwa swojego dziecka.
Trochę się zdziwił gdy jasnowłosa wytłumaczyła mu, że jego wsparcie wcale tu się nie znajduję - tak jak sądził, ale nie miał zamiaru w żaden sposób się do tego przyznać, dlatego wciąż obserwował ją niewzruszonym wyrazem twarzy. - Mam nadzieje, że niczego nie ukradli, bo nie trudno będzie powiązać tego napadu z wami. - Wzruszył ramionami. - Chyba, że chcesz aby Twój ojciec ponownie trafił za kratki, tym razem z innymi zarzutami, a ich się znajdzie wiele. Uwierz mi na słowo. - Odpowiedział posyłając jej delikatny, lecz bezczelny uśmiech. Może i nie powinien w ten sposób się zachowywać, zwłaszcza iż był na ich terenie sam, ale Bowden miał zbyt wysokie ego, aby wstrzymać swoją pewność siebie. - A skąd ja mam kurwa wiedzieć co siedzi w tej Twojej głowie i że z zwykłych nudów po prostu strzelisz mi prosto w łeb? A nie, przepraszam mój błąd, Ty masz od tego ludzi, którzy wykonują za Ciebie brudną robotę. - Skwitował w tym momencie spoglądając na jej towarzysza, który stał niewzruszony. - Ty naprawdę myślisz, że cokolwiek Ci powiem? - Mruknął całkiem rozbawiony, bądźmy szczerzy - odkąd wszyscy wiedzieli o Steven'ie, Rey został oddalony od tej sprawy, więc nie miał większych informacji niż sama Maxinne, choć był skłonny uwierzyć, że to ona wie o wiele więcej na tą chwilę. - Powiem Ci jedno... - Pozwolił sobie zrobić kilka kroków w jej stronę. - Zwabiłaś tu nie tego człowieka. - Odrzekł nawet z siebie zadowolony, bo dzięki temu niczego się nie dowiedziała, a gdyby nadal był częścią tej sprawy z obawy o życie córki wyśpiewałby jej wszystko.
[Profil]
  MÓW MI: ruszaaaal
MULTI: boniface | deonne | dodie
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 5