menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Remontowana ulica
Autor Wiadomość
Frankie Harvey



w Berrylane od urodzenia

Chirurg ogólny

34
yo

169
cm

Zaczęło się w piątek

Lives in:
magnolia flats

Wysłany: 2019-07-11, 21:09   
  
Frankie Michelle

  
Harvey

  
Zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

  

  

  

  

  

  


- I kto tu jest szybki, pani szeryf? – ledwie padła propozycja a już po paru sekundach były na zewnątrz, co wraz z mówieniem do siebie tytułami znacznie prowokowało i rozbudzało umysł wciąż jedną nogą będący jeszcze w restauracji.
Mimo wszystko uśmiechnęła się zadowolona i z lekko przymkniętymi powiekami przyglądała się twarzy Belfrey zajętej zarządzeniem tego, co następowało – powrót do domu, wypicie wina, opowieści, o których jeszcze nie wspominała i.. reszty niedopowiedziano, bo znając ich tempo, różnie mogło być. Któregoś z punktu mogły nie odhaczyć albo zrobić wszystko, co ostatecznie zajmie tak dużo czasu, że padną o czwartej nad ranem. Nieprzewidywalność i zarazem brak pełnego planu również działał (w tej sytuacji) na plus. Tak bardzo, że Harvey nawet nie pisnęła słowem zbyt zajęta przyglądaniem się Mai z bliska, na której wargi zerknęła ukradkiem i znów uśmiechnęła się, tym razem nieco szerzej, bo oh, mów tak do mnie jeszcze.
Uśmiech nie znikał do ostatniego momentu, a nawet w trakcie pocałunku, kąciki warg unosiły się w zadowoleniu, gdy śmiało pogłębiana pieszczota całkowicie odebrała jej kontrolę. Mogłaby, ale nie chciała pilnować ani odruchów ani dobrego wychowania (o ile jakieś miała), gdy czuła blisko siebie ciepło drugiego ciała. Złapała za przód miętowej eleganckiej koszulki Mai i dała się sprowokować do dalszego pogłębiania pocałunku, pod którego wpływem naparła nieco bardziej na kobietę i gdyby ta w końcu jej nie powstrzymała to wygięłaby się do tyłu jak prawdziwa akrobatka (albo dosłownie rąbnie o asfalt).
- Wybacz. – zagalopowała się, zaśmiała i skradła jeszcze jednego krótkiego buziaka zanim zarządzono zamówienie taksówki. - Torebka. – rozłożyła ręce i popatrzyła w dół. Nie było jej. – Musiałam zostawić w środku. – gdzie ona miała głowę? A raczej gdzie wpychała język? – Poczekasz na mnie? – jakby faktycznie musiała o to pytać? Uśmiechnęła się po raz ostatni i wróciła do restauracji po zapomnianą własność, którą odnalazła przy stoliku wraz z niespodziewanym dodatkiem.
Nie wracała.
Mijały minuty. Jedna za drugą. Aż pełne pięć miało prawo rodzić niepokój zwłaszcza, że po kolejnych trzech przyjechała taksówka.
Harvey ciągle nie wracała.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
MULTI: Nicole & Rocky
 
Maya Belfrey



w Berrylane od roku

zastępca szeryfa

30
yo

170
cm

w związku z niczym

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-07-13, 15:59   
  
...

  
.........

  
Maya Belfrey

  

  

  

  

  

  


Torebka. Na co kobietom torebki. Na co Frankie torebka, teraz, właśnie teraz, gdy ostatnie, o czym Maya myślała, to element damskiej konfekcji, który równie dobrze mógł dla niej nie istnieć, chyba że akurat potrzebowała wiertarki udarowej albo blendera; wtedy torebka ze swoją zawartością była bardzo potrzebna, ale w tym momencie Maya spaliłaby ją wzrokiem za to, że ośmieliła się zgubić, zostawić w środku i odrywa od niej panią doktor. Puściła ją niechętnie, odprowadzając ją spojrzeniem i patrząc jak drzwi bezgłośnie się zamykają, mając w pamięci ten ostatni uśmiech sprzed sekund pięciu, sześciu, siedmiu, ośmiu... trzysta jeden, trzysta dwóch, trzysta trzech...
Coś było nie tak. Nie odrywała oczu od wejścia do restauracji, ale jeszcze nie panikowała. Nie całowała przecież aż tak źle, by Frankie musiała zdezerterować tylnymi drzwiami od kuchni, a potem zmienić numer telefonu i przeprowadzić się na drugi koniec kraju, prosząc tego swojego kolegę-byłego-narzeczonego-kumpla-z-FBI o wciągnięcie ją na listę w programie ochrony świadków i zapewnienie nowej tożsamości. Trzysta siedemdziesiąt sześć, trzysta siedemdziesiąt siedem, trzysta siedemdziesiąt osiem... samochód z kolorowym napisem taxi na dachu zaparkował obok i kierowca spojrzał na nią zza szyby, przygryzając między zębami papierosa. Nawet mimo dzielącego ich szkła poczuła w myślach obrzydliwy zapach nikotyny i skrzywiła usta w niekontrolowanym grymasie. Coś zdecydowanie było nie tak. Machnęła ręką w stronę taksówki i ruszyła do restauracji. Nie musiała się odwracać, aby mieć pewność, że taksówkarz właśnie pozdrowił ją pod nosem wiązanką przekleństw i pewnie na do widzenia pomachał środkowym palcem.
Za drzwiami czekał na nią gwar rozmawiających głosów i ani śladu Frankie. Jeden rzut w kierunku stolika; torebki też nie było. Zmarszczyła drzwi, ruszając do lady, za którą czaiła się jedna z kelnerek.
- Szukam kobiety, która przed chwilą tu weszła po torebkę - powiedziała od razu, wskazując na ich stolik. Nadal stały na nim puste naczynia i resztki niezjedzonej kolacji, najwyraźniej obsługa nie zdążyła nadal posprzątać. - Siedziałyśmy tam, wróciła po zgubę i sama zniknęła - westchnęła, starając się robić dobrą minę do złej gry, jakby gubienie Frankie podczas wieczornych wyjść na miasto było czymś całkowicie, zwyczajnie i absolutnie normalnym, częścią jakiej znanej im tylko tradycji. - Nie widziała pani, gdzie poszła?
- Pewnie wyszła, jak wzięła torebkę - kelnerka wzruszyła ramionami, nawet nie spoglądając w kierunku stolika. Jej ton był niecierpliwy i Maya od razu wystawiła kolce.
- Nie wyszła, bo czekałam na zewnątrz.
- Pewnie ją pani przegapiła.
- Nie przegapiłabym swojej... - ugryzła się w język - na pewno jej nie przegapiłam.
- To nie wiem.
Zamknęła oczy, tracąc dziesięć sekund na spokojne oddechy.
- Gdzie tu jest łazienka?
- Za stolikami dla palących po prawo - kelnerka już bez żadnego oporu odwróciła się do niej plecami i zaczęła wycierać szklanki na kontuarze po drugiej stronie. Belfrey zacisnęła zęby gratulując sobie w duchu, że nie zostawiła napiwku i złoszcząc się na samą siebie, że nie wzięła też policyjnej odznaki. Blacha nie zawsze robiła wrażenie, ale była pewna, że na tej paniusi by zrobiła. Minęła stoliki, wstrzymując oddech, chociaż na szczęście chwilowo nikt nie palił. Otworzyła drzwi do łazienki, cicho skrzypnęły, ale to był jedyny dźwięk, który dochodził ze środka.
- Frankie? - powiedziała niepewnie, rozglądając się po pomieszczeniu z przedzielonymi kabinami i umywalkami po przeciwnej stronie. Cisza, chociaż wydawało się jej, że podejrzany szum dobiegł z lewej strony. - Frankie, jesteś? - powtórzyła, czując się wyjątkowo głupio, że ta faktycznie mogła tu być zajęta wyjątkowo prywatną sprawą i niekoniecznie życzyła sobie teraz towarzystwa.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/iOLuW96.gif" style="border-top-left-radius: 25px; border-top-style: dotted; border-top-width: 2px; border-top-right-radius: 25px; border-right-style: solid; border-bottom-right-radius: 75px; border-bottom-style: dotted; border-bottom-width: 2px; border-bottom-left-radius: 75px; border-left-style: solid;">
[Profil]
  MÓW MI: Adam
MULTI: Adam Fawley, Colin Winchester
 
Frankie Harvey



w Berrylane od urodzenia

Chirurg ogólny

34
yo

169
cm

Zaczęło się w piątek

Lives in:
magnolia flats

Wysłany: 2019-07-15, 20:01   
  
Frankie Michelle

  
Harvey

  
Zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

  

  

  

  

  

  


W toalecie nikogo nie było.
- Proszę pani. – dziesięcioletnia dziewczyna z dwoma blond Kumyczkami i letniej kwiecistej sukience zaczepiła Belfrey rozglądającą się po lokalu tuż po opuszczeniu damskiej łazienki. Wszyscy wokoło wydawali się spokojni, aż za bardzo, z głowami pochylonymi nad swoimi talerzami, bo lepiej nie wtrącać się i nie mieć problemów niż wciskać nos w coś, co jedynie zakłóci ich spokój. Znieczulica dopadała wszystkich, ale nie małe dzieci. – Tamta druga żółta pani – bo łatwiej kojarzyło się ludzi po jaskrawych kolorach, które akurat na sobie mieli. – zgubiła klucze. – uniosła rączkę z pęczkiem paru sztuk (dwa do mieszkania, jeden piwnicy i do skrzynki na listy) z przyczepioną do nich zawieszką z malutkim ekspresem wspinaczkowym (klik), co by nie tylko chować je do kieszeni, ale również zaczepiać o szlufkę od spodni (przezorny zawsze ubezpieczony). – Chyba musiała znać kucharza, bo poszli tam. – wskazała paluszkiem na drzwi prowadzące do kuchni. – Brzydki i jakiś taki pomarszczony pan. – przesadzała, bo stary nie był, ale ktoś, kto sprawiał, że kobieta się denerwowała, był również mniej lubiany przez dzieci. – Tamta pani była na niego zła. – co z boku wyglądało na dość porządną kłótnię kochanków, z których jedno, po odebraniu swojej własności (torebki o dziwo oddanej bez oporu), sięgnęło po klucze tylko po to, żeby złapać je między palce i ostrymi końcówkami (wystającymi z pięści) uderzyć tamtego w twarz.
Frankie wiedziała, że nie zdąży skorzystać z telefonu. Na to by jej nie pozwolił, więc skoro już dał szansę na użycie czegokolwiek, czego z pewnością się nie spodziewał, to wybrała klucze – jedno z paru narzędzi używanych przy obronie własnej. Maya jej o tym wspomniała w zamian dostając jedyny trop z drobinkami krwi oraz skóry z policzka pana ‘brzydkiego i pomarszczonego’.
- O co pani chodzi? Niczego nie widziałam! Byłam na przerwie! – krzyczała kelnerka, która wcześniej odprawiła Mayę pewną, że tamta ją okłamała. Wyszło szydło z worka, a raczej papieros wypalany po cichy, gdy szef nie widział. – Tam nie można. Ej! – pognała za panią szeryf w stronę kuchni, gdzie zdezorientowała obsługa zbierała rozrzucone jedzenie, miski, talerze i garnki z podłogi.
- Szef nas zabije. – jęknęła kobiecina, pomoc kucharza, zmiatająca resztki rozbitych naczyń. – Halo! Tu nie wolno. – oczywiście, że warknęła na rudą, którą już kelnerka ścigała. – Jak to co się stało? Jakaś para z serii – to skomplikowane – wparowała tu, jak do siebie. Ludzie powinni przestać być ze sobą, kiedy jedno nie chce drugiego a ta paniusia.. ona zdecydowanie go nie chciała.zeznania bardzo konkretne, ale co ta kucharzyna gadać będzie jakiejś babie, jak ma żyć? Niech spada z kuchni, bo to nie miejsce dla nieupoważnionych osób. – Lokal demolują. Niewychowane szuje. – tyle temacie.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
MULTI: Nicole & Rocky
 
Maya Belfrey



w Berrylane od roku

zastępca szeryfa

30
yo

170
cm

w związku z niczym

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-07-16, 10:37   
  
...

  
.........

  
Maya Belfrey

  

  

  

  

  

  


No pewnie że panowała pustka, to byłoby zbyt proste po prostu wejść do łazienki znaleźć Harvey skrywającą się w kącie i grającą sama ze sobą w chowanego, bo zapomniała poinformować o zabawie Mayę. Zmarnowała dziesięć sekund na wyciąganie telefonu i wystukiwanie błyskawicznego SMSa do jedynej osoby, która przyszła jej teraz na myśl, chociaż - paradoksalnie - w coraz większej niepewności i zdziwieniu całą sytuacją nawet nie pomyślała, że mogłaby po prostu do Harvey zadzwonić i zapytać, gdzie ta się do diabła i wszystkich świętych podziewa. Nie, lepiej było przeszukiwać puste kabiny i szukać Frankie w płytkich umywalkach, jakby mogła się wcisnąć w odpływ i zabunkrować gdzieś w kolanku doprowadzającym ciepłą wodę. Zmarszczyła czoło w rosnącym zdenerwowaniu i wyszła z łazienki, prawie tratując mikroczłowieka - po co Bóg stworzył dzieci - który na dodatek coś do niej mówił. Musiała się skupić, mocno skupić i opanować emocje. Automatycznie sięgnęła po klucze łapiąc je całą dłonią i przyglądając się im przez chwilę bez większego zrozumienia. Natłok informacji, w dodatku bardzo dziwnych i zaskakujących, a do tego ta paskudna gęba kelnerki, która nagle jakby straciła wszystkie kolory. Odwróciła się błyskawicznie, gdy ta za nią pognała.
- Tylko mnie dotknij, a wsadzę cię za napaść na funkcjonariusza policji - wywarczała jej prosto w twarz, nie panując nad zdenerwowaniem i niepokojem, o którym przypominały ściskane w dłoni klucze. Zrobiła zwrot na pięcie i wparowała do kuchni, zderzając się ze ścianą zaskoczonych spojrzeń i plus pięćdziesięciu w powietrzu; czuła przez chwilę, jakby nie mogła złapać oddechu i nie była pewna, czy to z powodu temperatury czy rosnącej paniki. Teraz już nie miała absolutnie żadnych wątpliwości, że coś było nie tak, a opis kłócące się pary tylko ją upewnił, że należało działać szybko. - Drzwi na zaplecze, gdzie są? - warknęła w stronę kobiety, która rzuciła się pierwsza z wyjaśnieniami wcale o nic nie pytała. Maya czuła w kościach, że to nie pierwsza jej taka sytuacja i siłą rzeczy musiała być przyzwyczajona do pościgów przez kuchnię, a obiecywali, że to będzie taka spokojna praca. Kobieta wskazała przed siebie i Belfrey rzuciła się gwałtownie w tamtą stronę, zatrzymując się nagle w miejscu na widok kuchennej folii spożywczej. Zerknęła w dół na trzymane klucze; szlag by to trafił, już zniszczyła prawdopodobnie potencjalnie ważne dowody, ale nic nie mogła na to poradzić. Zerwała szybko jeden woreczek i wścisneła w niego klucze z najwyższą ostrożnością, na jaką ją było stać w biegu. Owinęła je dokładnie i wsunęła do kieszeni, wypadając na zewnątrz. Gdzieś w międzyczasie naszła ją refleksja, że powinna wrócić do swojego zaparkowanego samochodu bezużytecznego po kilku kieliszkach sake, których nie szczędziła sobie do krewetek, zabrać jednak policyjną blachę i broń ze schowka, ale wszystko działo się za szybko, aby w ogóle tę refleksję rozważyć a co dopiero zrealizować.
Coś było bardzo cholernie nie tak, a ona nie chciała marnować ani chwili. Rozejrzała się dookoła zaskoczona gwałtowną zmianą kolorystyki; śnieżnobiała kuchnia pełna metalicznych błysków i chromowanych sprzętów zamieniła się w ciemność zaułka rozświetlanego jakimś mdłym światłem z latarni stojącej kilkanaście metrów dalej. Zmrużyła oczy i podskoczyła gwałtownie, gdy za plecami rozległ się głośny trzask. Drzwi do restauracji zatrzasnęły się automatycznie, wywołując u niej mini zawał.
Nie było czasu na podchody i przeszukiwanie okolicy. Przywarła do muru za śmietnikiem, by nie rzucać się w oczy potencjalnemu napastnikowi. Straciła mnóstwo czasu na bezsensowne czekanie przy taksówce. Jaka była głupia, że ją puściła samą i to po tym wszystkim... po tych wspólnych dniach w Berry, których przecież nie spędziły dla własnej przyjemności, ale dlatego, że jakiś świr wysyłał jej SMSy z pogróżkami. Pluła sobie teraz w brodę i wpadała w coraz większą panikę. Nie była uzbrojona, nie miała pojęcia, co się stało, nie wiedziała kompletnie nic, a na dodatek telefon milczał. Wyciągnęła go jeszcze raz, wybierając błyskawicznie numer do Frankie i nacisnęła zieloną słuchawkę. Niech zadzwoni. Niech zadzwoni. Niech zadzwoni gdzieś w pobliżu.
- Frankie! - krzyknęła nie mając absolutnie nic do stracenia i wciąż rozglądając się dookoła, póki wzrok nie przyzwyczaił się w końcu do półmroku. Spokojny wieczorny wypad. Gówno prawda.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/iOLuW96.gif" style="border-top-left-radius: 25px; border-top-style: dotted; border-top-width: 2px; border-top-right-radius: 25px; border-right-style: solid; border-bottom-right-radius: 75px; border-bottom-style: dotted; border-bottom-width: 2px; border-bottom-left-radius: 75px; border-left-style: solid;">
[Profil]
  MÓW MI: Adam
MULTI: Adam Fawley, Colin Winchester
 
Frankie Harvey



w Berrylane od urodzenia

Chirurg ogólny

34
yo

169
cm

Zaczęło się w piątek

Lives in:
magnolia flats

Wysłany: 2019-07-16, 20:50   
  
Frankie Michelle

  
Harvey

  
Zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

  

  

  

  

  

  


- Pani szeryf? – wbił spojrzenie w ekran dzwoniącej komórki, której kontakt pogrążył ją szybciej niż się spodziewała. Teraz Frankie żałowała, że nie wpisała szeryfowej po prostu jako Mai albo po nazwisku Belfrey.
Spojrzał na nią z wysoko uniesioną brwią dziwiąc się, że ledwie wpakował Harvey do auta a już na jej telefon dzwoniły służby bezpieczeństwa. Co ona? Miała w telefonie aplikacje, która uruchamiała się wraz z uderzeniem niechcianych oponentów w twarz?
- Ejże, czy to ta laska z restauracji? Ta od buziaków? – uśmiechnął się chytrze zarazem dając do zrozumienia, że widział je jeszcze w środku. Że też go nie zauważyła; za to też mogła bić się za karę po głowie. – Masz słabość do stróżów prawa, co? – prychnął z kpiną cały czas w dłoniach trzymając telefon, który po sekundzie postanowił odebrać wywołując na twarzy Frankie nie małe zaskoczenie. – Witam panią szeryf! – entuzjazm pełną parą. – Co to za niemiły ton? Mam mówić do pani inaczej? Rudy lis? Siksa od randek? – zaśmiał się jak ropucha. – Frankie teraz nie może rozmawiać. – odpowiedział na pytanie, gdzie była Harvey. – Ale my możemy sobie pogadać. O nie, nie takim tonem, bo się rozłączę. – zagroził zerkając na siedzącą po drugiej stronie auta panią doktor. – Właśnie się śmialiśmy, że Franeczka ma słabość do stróżów prawa. Ciekawe, prawda? Zastanawiałaś się, czemu? Bo ja mam teorię. Na pewno jej wysłuchasz, bo im dłużej gadam tym większą mam pewność, że teraz nie robię niczego złego twojej.. kim wy jesteście? I jak to możliwe, że moja Fran przerzuciła się na kobiety? W sumie.. – zlustrował Harvey wzrokiem. – ..chciałbym was zobaczyć w akcji, ale do rzeczy pani szeryf. Czemu Franka przymila się do stróżów prawa? Dla poczucia bezpieczeństwa? Tak, to moja teoria. Biedna się boi a ja jej mówię, że nie ma czego, bo włos z jej głowy nie spadnie. Dbam o nią, troszczę się i dlatego, pani szeryf, nie ma co się bać. Zabrałem Frankie na randkę i nie wiem, kiedy ją zwrócę. – po jego oczach widziała, że nie zamierzał zrobić tego zbyt szybko, o ile w ogóle. – To bez sensu pani szeryf. Jednego gliniarza już zostawiła, więc po co pchać się w coś, co ma jedynie zapewnić Harvey bezpieczeństwo, którego pani jej nie mogła podarować? – znów się zaśmiał ani trochę nie uznając, że gadał zbyt dużo. Lubił to. Pieprzyć od rzeczy ile się dało, bo uważał za mądralę, za którego nikt go nie uważał.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
MULTI: Nicole & Rocky
 
Maya Belfrey



w Berrylane od roku

zastępca szeryfa

30
yo

170
cm

w związku z niczym

Lives in:
white log mews

Wysłany: Dzisiaj 12:21   
  
...

  
.........

  
Maya Belfrey

  

  

  

  

  

  


Jeden sygnał. Drugi. Trzeci. Przeraźliwie długie dźwięki nawiązywania połączenia dłużyły się jeszcze bardziej z każdym nerwowym spojrzeniem rzucanym dookoła, próbującym uchwycić jakiś szczegół, który wcześniej pominęła. Nic. Odsunęła telefon od ucha i spojrzała na wyświetlacz, na którym pojawiła się wiadomość od Osbourna. Sekundę później telefon piknął oznajmiając nadejście drugiej. Prawie nie patrząc w świecący telefon wystukała odpowiedź, a gdy tylko urządzenie zakomunikowało dostarczenie SMSa znów wybrała numer do Frankie. Jeden sygnał. Drugi. Trzeci. Przeraźliwie długie dźwięki nawiązywania połączenia zostały nagle przerwane.
- Fra... - zaczęła, ale przerwał jej ochrypły śmiech ropuchy po drugiej stronie; to zdecydowanie nie była Harvey. - Chcę rozmawiać z Frankie - powiedziała z zaciśniętymi zębami, pozwalając sobie na naiwną nadzieję, że to wszystko to tylko jakaś pomyłka. Głos po drugiej stronie szybko wyprowadził ją z błędu i szybko doprowadzał do furii kolejnymi zdaniami wypluwanymi, mogła się założyć, z ust otwartych z złośliwym uśmiechu. Na pewno miał małe, kaprawe oczka, dwudniowy zarost na twarzy i cuchnący oddech... i był nieosiągalny. Mogła się wyżyć tylko na telefonie, zaciskając dłoń w bezsilności na metalowym urządzeniu. - Nie obchodzą mnie twoje teorie, ale jeśli coś jej zrobisz, to ja zrobię coś tobie, rozumiesz? - wywarczała w głośnik, przestając nad sobą panować i łamiąc pierwszą zasadę negocjacji. Nie wkurzać tego, kto ma przewagę, choćby i chwilową. Musiała się opanować, bo nerwy nie pomogą ani jej w trzeźwym milczeniu, ani Frankie, gdziekolwiek ona wtedy była. Przycisnęła na moment komórkę do ucha, próbując wyłapać jakieś odgłosy z tła, ale niewiele to dało. Miała jeszcze jedno wyjście.
- W porządku, rozumiem - powiedziała łagodniej, próbując nadać swojemu głosowi ton zupełnego poddania się, jednocześnie minimalizując ekran rozmowy i wystukując naprędce kolejnego SMSa. Oby był w biurze albo chociaż w domu z dostępem do internetu. Przepisała z pamięci rząd cyfr będących numerem telefonu Frankie nie przestając mówić. - Z tobą jest bezpieczniejsza i na pewno szczęśliwsza - ugryzła się w język, ostatnie słowa nie miały brzmieć tak złośliwie. - Chcę tylko usłyszeć jej głos i wiedzieć, że wszystko jest w porządku. A potem możemy wrócić do naszej rozmowy. Może się spotkamy? - ryzykowne, ale musiała spróbować; zawsze istniała szansa że gość jest zbyt pewny siebie, że zechce pokazać swoją wyższość i przewagę. - Podaj miejsce, zaraz będę. Tylko nie rób jej krzywdy. - Czemu ten idiota nie odpisuje? Minęło już dwadzieścia sekund, na co czeka?
_________________
<img src="https://i.imgur.com/iOLuW96.gif" style="border-top-left-radius: 25px; border-top-style: dotted; border-top-width: 2px; border-top-right-radius: 25px; border-right-style: solid; border-bottom-right-radius: 75px; border-bottom-style: dotted; border-bottom-width: 2px; border-bottom-left-radius: 75px; border-left-style: solid;">
[Profil]
  MÓW MI: Adam
MULTI: Adam Fawley, Colin Winchester
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 5