menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#6 Without you I can't stand the sound of the rain
Autor Wiadomość
Maeve Hargreeves



w Berrylane od tygodnia

ratuje ludzkie życia

28
yo

170
cm

kocha Darcy'ego i kogoś jeszcze niestety też

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-06-01, 20:59   #6 Without you I can't stand the sound of the rain
  
Maeve

  
Hargreeves

  
and those broken hearted lovers, they got nothing on me

  

  

  

  

  

  


    V

Chodziła nerwowo po całym mieszkaniu, zastanawiając się, jakimi słowami powinna go obdarzyć, kiedy wróci do domu. Nie wiedziała, czy była bardziej zła, czy przerażona, czy chciała na niego nakrzyczeć, czy może rozpłakać się ze szczęścia, że nic mu się nie stało. Nie spała całą noc, obdzwaniając jego znajomych, próbując się dowiedzieć czegokolwiek o miejscu jego pobytu. W końcu nie pozostawało jej nic innego, jak zgłosić całą tę sprawę na policję, co uświadomiło jej tylko, jak poważny jest ten problem. Zero znaku życia. Ani jednego sms'a. Wyłączony telefon. Obecność rzeczy, które wykluczały możliwość ucieczki. Kazano jej czekać, nigdzie się nie ruszać i być dobrej myśli. Mogła się tego spodziewać - wiedziała przecież, jak beznadziejna jest tutejsza policja, a i tak zdecydowała się tu zamieszkać. Do tego wszystkiego zmusiła Darcy'ego do tej przeprowadzki, więc cała wina spadała teraz na nią. To właśnie z powodu jej egoizmu i wybujałej wyobraźni, jej mąż leżał gdzieś teraz martwy, a ona nic nie mogła na to poradzić. Tak, zakładała najgorsze, właściwie nie ma co się dziwić, znając historię tego miasteczka. Wlała w siebie hektolitry wina, a kiedy w końcu, o siódmej rano dostała od niego wiadomość, że wszystko jest dobrze i by nie panikowała, odczuła ulgę, którą sekundę później zastąpiło ogromne wkurwienie. Było już za późno na to, by nie panikowała, było za późno na wszystko. Zadzwoniła raz jeszcze na policję, tym razem jednak, by odwołać alarm (choć i tak nikt się tym nie przejął), a potem do szpitala, by wziąć dzień wolny. Postanowiła na niego poczekać, poza tym po nieprzespanej nocy i tak nie było mowy o pojechaniu do pracy. A kiedy dotarł do niej odgłos otwieranych drzwi, prędko udała się w tamtym kierunku. - Nie wiesz nawet, jak cholernie się o ciebie martwiłam - poinformowała go, wtulając się w niego mocno, po czym go uderzyła w ramię. Jasne, martwiła się, ale nie oznaczało to wcale, że nie była zła. - Gdzie byłeś? Co się stało? Dlaczego nie odezwałeś się szybciej? Wiesz, że zgłosiłam na policję twoje zaginięcie? - zaatakowała go od razu milionem pytań, bo nie dawały jej one spokoju. Musiała poznać na nie odpowiedź już teraz i ani chwili później.
[Profil]
  MULTI: baby, astrid, reese, lou, wes, debbie
 
Darcy Hargreeves



w Berrylane od niedawna

psycholog, wykładowca

45
yo

180
cm

Maeve jest najważniejsza

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-06-02, 17:46   
  
Darcy

  
Hargreeves

  
`

  

  

  

  

  

  


— 6 —


Najpierw była mgła, potem pieprzone pole i brak możliwości wezwania pomocy. Później pojawiła się Lou, jakiś naćpany dres; odbyli rzucanie kamieniami i dość bolesne upadki. Potem czekało ich kilka godzin oczekiwania na cokolwiek, wędrówka na komisariat, składanie zeznań, podróż najpierw do kliniki, a potem jednak do szpitala w Seattle, gdzie dowiedział się, że złamał rękę. Znów powrót do Berrylane, próba odzyskania auta - bezskutecznie - po czym w końcu rozstał się z Lou. Teoretycznie odkąd udało się im wrócić do cywilizacji mogła ruszyć w swoją stronę, ale musiał przyznać, że jej towarzystwo mu odpowiadało. Kto w końcu chciałby być w tak niewygodnych sytuacjach sam? Gdzieś w tym wszystkim zapomniał o daniu znaku życia swojej żonie, a gdy sobie o tym przypomniał okazało się, że jego telefon się rozładował. Chciał od kogoś pożyczyć więc komórkę, ale zamiast do Mae zadzwonił do jakiegoś kolesia z Alabamy, bo cyferki się mu pomyliły. Najgorsze było to, że był tak zmęczony, tak wyczerpany tym wszystkim, że do ostatniej chwili nie był w stanie sobie przypomnieć jej numeru. Dopiero będąc w szpitalu uzyskał wsparcie od jednej z jej bliskich koleżanek, która w jego imieniu uspokoiła Maeve. Liczył tak właściwie na to, że zastanie ją w placówce, bo miała mieć w końcu dyżur a on naprawdę nie lubił, jak jakikolwiek inny lekarz go oglądał, ale nie dziwił się wcale, że specjalnie dla niego - czy raczej przez niego - wzięła sobie wolne. Na jej miejscu zapewne zdążyłby wojsko poprosić o pomoc, całe Berry stawiając przy tym na nogi. Obawiał się przy tym, że gdy wróci do domu, to Mae go zabije jednak. Zachował się przecież jak debil, bo powinien był jej dać od razu znać. Tyle tylko, że naprawdę nie było jak.
Nie zdziwił się wcale, że gdy tylko postawił pierwszy krok w domu, od razu do niego podbiegła. Również się do niej przytulił, niechętnie potem pozwalając, by się odsunęła. Zabawne, że z tego wszystkiego nawet nie dostrzegła, że jest w dość kiepskim stanie. - Auuuć, uważaj, jest złamana - odpowiedział, krzywiąc się, po czym drugą ręką odsunął z tej uszkodzonej swoją bluzę, by mogła dostrzec te wszystkie opatrunki. Potem jednak znów ją do siebie przyciągnął i pocałował, bo to było teraz najważniejsze. Wtulił się w nią i przez moment stał tak, w zupełnej ciszy, bo tego właśnie potrzebował. - Boże, to była najgorsza noc w moim życiu. Mówiłem ci już, że nienawidzę Berrylane? - pożalił się cicho, a potem pozwolił jej już na większą swobodę i łapiąc ją za rękę, ruszył do kuchni. No przecież musiał jej o wszystkim opowiedzieć, musiał się komuś wyżalić. - Nie wiem czy bardziej mam teraz ochotę na kawę, prysznic czy sen - stwierdził wzdychając cicho. Zaczął jednak od kawy, bo głowa mu pękała. - Przez tą pieprzoną mgłę zjechałem na pole i samochód nie chciał dalej ruszyć, bo zagrzebał się w błocie. Cud, że żadnej krowy przy tym nie potrąciłem. A potem, wyobraź sobie, gonił nas jakiś wariat - pokręcił głową z niedowierzaniem, nie zwracając większej uwagi na to, że już się przyznał, że nie był wtedy sam.
  
[Profil]
  MÓW MI: m.
MULTI: Colter | Elio | Fred | Holden | Penny | Theo
 
Maeve Hargreeves



w Berrylane od tygodnia

ratuje ludzkie życia

28
yo

170
cm

kocha Darcy'ego i kogoś jeszcze niestety też

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-06-06, 20:48   
  
Maeve

  
Hargreeves

  
and those broken hearted lovers, they got nothing on me

  

  

  

  

  

  


W obecnym momencie liczyło się dla niej tylko to, że wrócił, że żyje i że nie musi się już o niego tak zamartwiać, dlatego właśnie nie zauważyła od razu tego, w jak fatalnym Darcy był stanie. Po jego słowach jednak uważniej mu się przyjrzała i faktycznie dostrzegła temblak na jego ręce, przez co prawie zawału dostała. - Złamana? Jak to się stało? - zapytała od razu, bo ta niewiedza bardzo ją irytowała. Wciąż przecież nic nie wiedziała o tym, gdzie był i co dokładnie mu się przytrafiło, przez co w głowie zaczęły jej się pojawiać naprawdę upiorne scenariusze. Była pewna, że coś przerażającego go spotkało, że natknął się na tego psychopatę Fullera i że ledwo uszedł z życiem. I oczywiście myślała, że przez to wszystko sam przeszedł. Odsunęła się też od niego prędko, bo nie chciała przecież, żeby ta ręka bolała go przez nią jeszcze bardziej. Nie protestowała jednak, kiedy ją do siebie przyciągnął po chwili i odwzajemniła pocałunek, trochę już się jednak uspokajając. Nie była już na niego zła, nie musiała też wiedzieć wszystkiego od razu - naprawdę najważniejsze było obecnie to, że już tu z nią był. - Tylko jakieś tysiąc razy - odpowiedziała, uśmiechając się do tego zgryźliwie, choć w zupełności się z nim zgadzała. Sama powoli zaczynała nienawidzić tego miejsca, a rzadko jej się to jednak zdarzało. Kiedy znaleźli się już w kuchni, oparła się o blat i cały czas uważnie mu się przyglądała, zastanawiając się, czy poza ręką ma jeszcze jakieś uszkodzenia istotne. Może źle go przebadali w tym szpitalu, może za szybko go stamtąd wypuścili? Nie ufała zupełnie innym lekarzom, uważała, że jak ktoś ma coś zrobić dobrze, to tylko ona. - Ostrzegali przecież przed nią, powinieneś byś ostrożniejszy - powiedziała, choć chyba za późno już było na takie pouczenia. Dopiero po chwili doszło do niej to, co właśnie wyjawił. - Nas? - zapytała zdziwiona lekko, bo nie wspominał nic wcześniej o tym, że nie był sam. Nie miała też bladego pojęcia, kim ta osoba mogłaby być. Ale... nie powinna się chyba tym przejmować?
_________________
[Profil]
  MULTI: baby, astrid, reese, lou, wes, debbie
 
Darcy Hargreeves



w Berrylane od niedawna

psycholog, wykładowca

45
yo

180
cm

Maeve jest najważniejsza

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-06-11, 21:39   
  
Darcy

  
Hargreeves

  
`

  

  

  

  

  

  


— To bardzo zabawna historia. I głupia. Może jednak bardziej głupia, niż zabawna — odpowiedział, bo tak właściwie wcale nie było mu do śmiechu, gdy wskutek bardzo dziwnego wypadku został poszkodowany. Darcy nigdy nie był jednak człowiekiem (poza okresem, gdy zmarła jego matka), który lubuje się w narzekaniu na przeszłość - co się stało, nie mogło się odstać i należało jedynie wyciągnąć odpowiednie wnioski. I uśmiechnąć się, by szczęśliwie uznać, że pewne rzeczy ma się już przecież za sobą. Uśmiechnął się na jej słowa, kiwając przy tym głową. A jednak tu byli. Nawet jeśli wysoka nienawiść do Berrylane codziennie rozbudzała się w nim na nowo, nie czuł obecnie, że powinni wyjechać. Przez moment chciał pobyć z rodziną, a skoro udało się im tutaj zebrać, to powinni to jakoś wykorzystać. Choćby przez kilka najbliższych miesięcy - po tym czasie zapewne sam zaproponuje powrót do Bostonu.
— Nigdy jeszcze nie widziałem takiej mgły, która mogłaby okazać się zabójcza. A teraz... teraz wydaje mi się, że zatrudnienie kierowcy nie byłoby tak wielką głupotą — uznał, dość niechętnie, bo naprawdę nie lubił zachowywać się jak wielkomiejski dupek, który od każdej pracy musi mieć osobnego lokaja. Może jednak pozwolenie na to, by za kółkiem siedział ktoś, kto lepiej zna te okolice, byłoby mądrym posunięciem? Kto wie, czy podobny wypadek nie zdarzyłby się mu w przyszłości. — Ach tak, nas. Jakimś dziwnym trafem jedna z moich studentek znalazła się akurat w pobliżu. W zasadzie to dość komiczne — zdawało się jej, że ktoś ją śledzi, więc weszła do mojego samochodu. Akurat wtedy, gdy ja postanowiłem wybrać się do Berrylane na pieszo. A potem... - wzruszył ramionami, bo ciężko było w kilku słowach streścić tę historię. Nastawił też w końcu wodę na kawę, sięgając potem po paczkę płatków, by jakoś zabić budzący się w nim głód. — To był jakiś ćpun, tak sądzę. Zaatakował nas, przewróciłem się i złamałem rękę. Do szpitala udało się nam trafić dopiero nad ranem, bo wcześniej musieliśmy najpierw wyjaśnić to wszystko na posterunku — wyjaśnił pokrótce, wlewając wrzącą wodę do kubka z kawą. Nie chciał wspominać jakoś uważniej o Lou, bo nie było to istotne. Mogła być jakąkolwiek inną studentką lub studentem. Mogła być kimkolwiek innym tak właściwie, a nie miałoby to dla niego żadnego znaczenia. Posłał za to pytające pytanie Maeve, bo zastanawianie się nad tym, czy i ona ma teraz ochotę na kawę, było dla niego dużo ważniejsze, niż analizowanie tego, co się stało.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: m.
MULTI: Colter | Elio | Fred | Holden | Penny | Theo
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 6