menu


Poprzedni temat «» Następny temat
"GoodMedia" - Talent Agency
Autor Wiadomość
Berrylane


Wysłany: 2019-06-06, 22:06   "GoodMedia" - Talent Agency
  
Berrylane


"GoodMedia" - Talent Agency
[Profil]
 
 
Ellen Hargreeves



w Berrylane od wielu lat

gra na wiolonczeli w filharmonii w Seattle

26
yo

166
cm

żona Wolfganga

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-06-07, 20:18   
  
Ellen

  
Hargreeves

  
You want a revelation, you want to get it right, but it's a conversation I just can't have tonight.

  

  

  

  

  

  


/ po grach, le ciuch

Do jedenastej zostały dwie, może trzy minuty, a Ellen Hargreeves już od jakiegoś kwadransa czarowała pracowników agencji zabawnymi anegdotkami zza kulis pracy w filharmonii. Zdążyła już pochwalić się zdjęciami małego pieska, którego prawdopodobnie przygarnie z mężem, zdobyła też namiar na naprawdę porządnie wyposażony sklep zoologiczny, dzieląc się w zamian niezawodnym przepisem na muffiny czekoladowo-bananowe, dokładnie takie, jakie przyniosła ze sobą. Uwielbiała ludzi. Uwielbiała gotować dla ludzi. Dziś połączyła obie swoje pasje, po cichu licząc na to, że zrobi dobre wrażenie na ludziach, z którymi pracowała Nicole.
Wyglądała dziś zgoła inaczej, niż w czasie pierwszego spotkania z Parrish. Elegancka sukienka trafiła do szafy, ustępując miejsca nieco swobodniejszej stylizacji. Tak naprawdę to dopiero teraz, kiedy częstowała wszystkich swoimi wypiekami, zdała sobie sprawę z tego, że sama wygląda trochę jak jeden wielki miks czekolady i banana, ale zdaje się, że to wywołało na jej twarzy jeszcze większy uśmiech.
- Musiałam piec je u jednej ze swoich sióstr. Przecież gdybym zaczęła robić to u siebie, to mój mąż od razu zjadłby wszystkie. Nie dość, że nie miałabym co dzisiaj przynieść, to jeszcze przez całą noc musiałabym słuchać jęczenia, że z przejedzenia boli go brzuch - zachichotała, nie mijając się zresztą specjalnie z prawdą. Już kilka razy taka sytuacja rzeczywiście miała miejsce, stąd też Ellen, nauczona doświadczeniem, od razu poszła do siostry ze wszystkimi produktami. Dzięki temu miała czym poczęstować Nicole na dobry początek zawodowej współpracy.
[Profil]
  MULTI: Eddie, Evan, Josh, Julie, Kara
 
Nicole Parrish



w Berrylane od dziecka do liceum

agentka / life-cleaner

32
yo

170
cm

fanka komunikacji niewerbalnej (w sypialni)

Lives in:
magnolia flats

Wysłany: 2019-06-09, 14:37   
  
Nicole

  
Parrish

  
You will never win trying to manipulate a Scorpio. They're the masters of reverse psychology.

  

  

  

  

  

  


oufit


Spokojnie krążyła po gabinecie rozmawiając prze słuchawkę w uchu, której nie było widać pod włosami, więc oskarżyć ją można o mówienie do samej siebie, co osobiście uważała za kreatywne, ale rzeczywistość była zupełnie inna. Już paręnaście minut wcześniej zauważyła przybycie nowej klientki, do której pomachała na powitanie zza szklanej szyby, lecz z powodu ciągle trwającej ważnej rozmowy, nie mogła wyjść wcześniej niż to było planowane. Spóźniła się nawet cztery minuty, przez które zaczęła odpijać piłeczką tenisową o podłogę, co pomagało jej nie tylko ukoić nerwy trudną rozmową, ale także myśleć racjonalnie o tym, jak odpowiednio ugryźć poruszany temat.
Jak się okazało, namówienie ‘wybitnej’ projektantki na zrobienie sukni ślubnej dla żony klienta Nicole, było trudniejsze od przekonania królowej do spotkania przy herbatce.
- Mój mąż woli bym mu nie gotowała. – stwierdziła mało przejęta blondyneczka Susan, która już od samego początku siedziała przy stole w dobrze wyposażonej kuchni (na zdjęciu nie widać, ale aneks jest za stołem po lewej), bo jako jedyna niczego nie przyniosła i jedynie patrzyła na rozstawiane przez współpracowników włoskie dania.
- Dlatego zaparzysz wszystkim kawę. – odparła Zari, hinduska, która na pierwszy rzut oka wydawała się bardzo krytyczna a to tylko jej wyrafinowany czarny humor i sarkazm podany wraz z włoskimi Calzone z Ricottą.
- Tylko znów nie spal wody. – zaśmiał się Andre wbrew sprzeciwom zajadający się skradzioną babeczkę przyniesioną przez panią Hargreeves.
- Połowa ludzi jest na urlopie, więc ma więcej roboty. – wyjaśniła Zari, gdy ich gość po raz kolejny zerknął w kierunku gabinetu, z którego dochodził rytmiczny stukot odbijanej piłeczki, tym samym tłumacząc szefową i jej drobne spóźnienie (bo jedenasta to jedenasta i ani minuty później).
Andre zachęcił wszystkich do jedzenia zanim szefowa postanowiła do nich dołączyć, dopiero po wyjściu z gabinetu zaczesując długie włosy za lewe ucho, na którym ciągle tkwiła słuchawka tworząca integralną część z Parrish, która z uśmiechem dołączyła do całej reszty.
- Widzę, że już się zapoznaliście.
- Ellen robi dobre wrażenie, żebyś nieco spuściła z ceny. – zażartowała Susan, która wiedziała, że w umowie cena za usługi firmy opiewała w stałą pensję, ewentualne (ekstremalne) koszty oraz prowizję (zaledwie 10%) od zysków z podpisywanych umów z innymi orkiestrami, zespołami i filharmoniami.
- Nie rozmawiamy o pracy, przy posiłku. – upomniała blondynkę, która ułożyła usta w smutną podkówkę.
- W takim razie Ellen, powiedź nam coś o sobie. – ciekawska Zari przodowała we wtrącaniu nosa w nieswoje sprawy. – Od dawna masz męża? Studiowałaś czy całe życie grałaś? Chcesz mieć dzieci. Psa już macie, więc..? – jak z karabinu rozstrzelała gościnę pytaniami, z których jedno wywołało na twarzy Nicole nieme pytanie na temat psa, czego o dziwo nie musiała mówić na głos, bo jak na zawołanie siedząca obok Ellen wyciągnęła ku niej telefon pokazując zdjęcie małego czworonoga.
- Śliczny. – skomentowała fotografię psiaka lekko wychudzonego, za czym z pewnością kryła się długa historia. - Przygarnęłabym jakiegoś psa, ale..
- ..tylko dużego, żeby mógł sam polować, kiedy jego pani nie będzie w domu. - wtrąciła Zari, które znów pozwoliła sobie na żarty na temat szefowej i jej pracoholizmu, który odbiłby się na biednym czworonogu.
- Tak, to byłby duży pies. Jestem fanką takich, ale masz rację Zari, za rzadko bywam w domu, żeby móc pozwolić sobie na posiadanie zwierzaka. - wyjaśniła Ellen nakładając sobie odrobinę gnocchi.
  
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
MULTI: Frankie & Rocky
 
Ellen Hargreeves



w Berrylane od wielu lat

gra na wiolonczeli w filharmonii w Seattle

26
yo

166
cm

żona Wolfganga

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-06-12, 01:52   
  
Ellen

  
Hargreeves

  
You want a revelation, you want to get it right, but it's a conversation I just can't have tonight.

  

  

  

  

  

  


Ellen nie zamierzała sprawiać takich problemów. Uwielbiała wyświadczać przysługi, więc kto wie, może za kilka lat, gdy Hargreeves będzie już wybitnie sławna, będzie miała zaszczyt zagrać na ceremonii ślubnej któregoś z klientów Nicole? Ona sama nie miałaby nic przeciwko temu. Każda okazja do występu jest dla niej czymś niesamowitym. Podobnie było z gotowaniem. Jeśli nie wyjdzie jej z muzyką, to kto wie? Może Parrish zrobi z niej kolejnego Gordona Ramsay'a lub Nigellę Lawson?
- Ja wolę, żeby mój mi nie gotował - uśmiechnęła się. Wiadomo, z jego rąk zjadłaby nawet jajecznicę ze skorupkami, znosiła też zasłony pofarbowane na różowo. Miłość, przyjaźń, można nazywać to dowolnie. Ważne, że Wolfgang we wszystkim ją wspierał i na pewno Ellen opowie mu później o atmosferze, jaka panowała dziś w agencji, a przede wszystkim opowie o tym, co dzisiaj jadła i z całą pewnością spróbuje odtworzyć kilka dzisiejszych dań.
- Jest lato. Kiedy jechać na urlop, jeśli nie teraz? Sama niedługo wyjeżdżam i mam nadzieję, że w tym roku Hawaje nawiedzą największe upały od lat.
Nie przeszkadzało jej to, że Parrish musiała dokończyć rozmowę. Przeciwnie. Dzięki temu miała okazję poznać jej zespół i zobaczyć jej firmę od kulis. Nie to, żeby sądziła, że agentka zamierzała przedstawić jej jakiś mylne obraz lub zaprezentować same plusy, maskując jakieś ewentualne minusy. Ellen wolała zobaczyć wszystko sama i już teraz musiała powiedzieć, że wszystko szalenie jej się podobało. Jeśli podejmują tak każdego klienta, to Hargreeves chciała zostać częścią tej szalonej, międzynarodowej rodzinki.
- Hej, ja zawsze robię dobre wrażenie - zaśmiała się. Być może to był ten moment, kiedy powinna zastosować fałszywą skromność, ale po co miała udawać kogoś, kim nie jest? Owszem, kiedy chciała, potrafiła czarować, tylko co z tego, skoro zazwyczaj po prostu była sobą? To właśnie cała Ellen. Niech Nicole wie, kogo bierze pod swoje skrzydła, bo wiolonczelistka na pewno nie zamierzała się zmieniać lub dopasowywać do sztywnych ram.
- Coś o sobie... - może i to niezbyt eleganckie, ale troszkę domowe, bo zdaje się, że zaczęła mówić jeszcze z pełnymi ustami. Nic dziwnego, jedzenie było pyszne, a ona chciała mówić już teraz, zaraz. Przełknęła to, co miała w ustach i zaraz kontynuowała. - W tym roku mamy drugą rocznicę ślubu. Kiedyś na pewno będę chciała pomyśleć o dzieciach, co najmniej o dwójce, ale to jeszcze nie ten moment. Teraz chcę zająć się muzyką. Całe moje życie kręci się wokół niej, skończyłam University of Washington School of Music i wiem, że jestem dobra. Gdybym nie była, nie zawracałabym głowy Nicole.
I zerknęła na szefową. Nie po to, żeby szukać w niej wsparcia, bo wiedziała, że obroni się sama. Spojrzała na nią, bo to ona jej zaufała. Nie na próżno. Być może Ellen była zbyt pewna siebie, ale musiała dać sobie szansę. Nie mogła wciąż udawać, że nie skorzystałaby z szansy, gdyby ta się przed nią nie otworzyła.
- Jeśli tylko twój wielkolud nie zje yorka, powinnyśmy sobie z tym poradzić - puściła oczko Nicole. To też element testów? zdawała się teraz pytać spojrzeniem. Szefowa podpuściła swoich ludzi, żeby coś od niej wyciągnęli?
[Profil]
  MULTI: Eddie, Evan, Josh, Julie, Kara
 
Nicole Parrish



w Berrylane od dziecka do liceum

agentka / life-cleaner

32
yo

170
cm

fanka komunikacji niewerbalnej (w sypialni)

Lives in:
magnolia flats

Wysłany: 2019-06-12, 23:11   
  
Nicole

  
Parrish

  
You will never win trying to manipulate a Scorpio. They're the masters of reverse psychology.

  

  

  

  

  

  


Nie powinna tego robić, ale przy długiej odpowiedzi na temat życia Ellen na moment się zawiesiła skupiając głównie na jedzeniu świadoma, że reszta i tak słuchała. Mogła odłączyć się od tego grona choćby na malutką sekundę, żeby nie przyjmować do wiadomości jakichkolwiek słów o dzieciach. Nie zawsze była gotowa o tym rozmawiać. Robiła to kiedy musiała i uśmiechała jak najszerzej aby nie wyjść na smutasa, ale z pewnością to nie był temat, przy którym czuła się najlepiej. Kiedy mogła, unikała słuchania o tym, jak teraz, gdy w odpowiednim momencie uniosła kąciki warg i pokiwała głową na znak, że ‘słuchała’.
- Nicole ma słabość do muzyków. – Zari musiała dodać swoje trzy grosze z początku chcąc wytknąć nowej klientce jej ogromną pewność siebie, ale postawiła na rozmówki o szefowej (bo to wredna baba była, ale kochana). – Prawda?
- Pohamuj się Z., bo Ellen pomyśli, że wzięłam ją pod swoje skrzydła tylko, dlatego bo mam jakąś manię i zamykam muzyków w piwnicy. – czego wcale nie robiła, ale tego raczej nie musiała dodawać. Śmiech Andre wystarczył.
Dyskretnie machnęła ręką dając znak wiolonczelistce aby się nie przejmowała tymi licznymi pytaniami. To żaden test a czysta ludzka ciekawość ekipy, która po części będzie wspierać karierę Hargreeves. Tak samo nie było co się obawiać wielkiego psa Parrish, bo jak po chwili stwierdziła, nie zamierzała przygarniać żadnego czworonoga tylko po to aby zdechł ze smutku. Rzadko bywała w domu i nawet jeśli przyprowadzałaby go do pracy, to w biurze także bywała tylko ‘przelotnie’.


Zjedli, pośmiali się, wypytali Ellen o parę innych szczegółów i zaczęli opowiadać rożne historie związane z innymi klientami. O tym jak nieobecna dzisiaj Kathe popłakała się przed wydawcą książek opowiadając tak łzawą historię, że ten zgodził się podarować jej rękopis jeszcze niewydanej publikacji (widzimisię jednego z bogatszych klientów). Była też opowiastka o zakładzie i grze w beer ponga, dzięki której Nicole wygrała niedostępne już bilety VIPowskie na koncert super gwiazdy. Historia o zakichanym kliencie z uczuleniem na psy, które z racji polityki pracy w ów miejscu, mogły być przyprowadzane do biura i o tym, jak kiedyś przed budynkiem drogowcy wykopali wielką dziurę pod jakąś rurę, ale wtedy strasznie lało, więc urządzili tam sobie kąpielisko w ramach zwrócenia uwagi drogowcom, że przez ich pracę (brak chociażby kładki) nijak dało się przejść do biura.
Atrakcji co nie miara.
- Doprawdy świetne babeczki. – pochwaliła delektując się kawałkiem wypieku, który wraz z kawą zabrały do biura szefowej. Reszta została przy stole z pracownikami, którzy wymieniali się ostatnimi seksualnymi doświadczeniami (jak w rodzinie - prawie). – Susan przygotowała dokumenty. W teczce masz kopię do przeczytania w domu. – dopiero wtedy wszystko podpiszą. Nie wcześniej. Nie każdy robił to ‘na ślepo’. – Zauważyłam, że mieszkasz w Berrylane. – adres korespondencyjny, to jedna z danych, które zawierał plik papierów. – To ciekawy zbieg okoliczności. – zwłaszcza, że obie pracowały w Seattle. – Urodziłam się tam, wychowałam i potem uciekłam na studia, ale.. uczyłaś się w tamtejszym liceum? – bo dokumenty nie zawierały informacji, ile dokładnie Ellen przebywała w jagodowym miasteczku. – Oh, uczyła cię Peggy-plujka z polonistyki albo pani Tarka z fizyki? – nie było między nimi tak wielkiej wiekowej przepaści, żeby nie trafiły na to samo grono nauczycielskie.
- Wybacz, powinnam się skupić na twojej karierze. – a nie na plotkach o starych nauczycielach. – W takim razie, najpierw wprost zapytam, o czym marzysz. Gdzie byś się widziała za miesiąc lub dwa? Gdzie i z kim chciałabyś pracować? – bo kto wie? Może Nicole da jej taką możliwość? - Czy jesteś gotowa wyjechać na parę tygodni? Czy widzisz się w podróży koncertowej? Czy wiesz, że to wszystko oznacza pot, łzy, ale także chwile radości? - bo nie zawsze będzie kolorowo, do czego Nicole chciała ją przygotować.
  
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
MULTI: Frankie & Rocky
 
Ellen Hargreeves



w Berrylane od wielu lat

gra na wiolonczeli w filharmonii w Seattle

26
yo

166
cm

żona Wolfganga

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-06-15, 15:50   
  
Ellen

  
Hargreeves

  
You want a revelation, you want to get it right, but it's a conversation I just can't have tonight.

  

  

  

  

  

  


To chyba dobre, że Nicole miała słabość do muzyków. To zwiększało szanse Ellen na pomyślne ułożenie się ich wzajemnych relacji. Nawet jeśli kariera Hargreeves nie potoczy się tak, jak by sobie tego życzyła, to przynajmniej będzie miała co wspominać. Już teraz czuła zdrową ekscytację na samą myśl o współpracy, a wizyta w a siedzibie agencji tylko ją w tym utwierdzała.
- Cieszę się, że wam smakowały. Masz fantastyczną ekipę - skomplementowała współpracowników Parrish. Świetnie się nią zajęli i nawet jeśli spędziła w ich towarzystwie tylko chwilę, to zrobili na niej świetne wrażenie. Kto wie, być może Ellen będzie częściej przynosiła im jakieś domowe wypieki?
Przytaknęła i poklepała teczkę na znak, że wszystko zrozumiała. Wieczorem na pewno przejrzy jej zawartość, być może skonsultuje się jeszcze z jakimś członkiem rodziny lub obgada wszystko z prawnikiem. W najbliższym czasie na pewno odezwie się z podpisaną umową. Kto wie, być może podrzuci ją Nicole do domu w Berrylane?
- No proszę, ten świat jest jednak mniejszy, niż mogłoby się wydawać - uśmiechnęła się. - Ja urodziłam się w Kirkland. W Berrylane mieszkam jakieś dziesięć lat, przyjechaliśmy tu z mamą i rodzeństwem po tym, jak rodzice się rozstali - wyjaśniła. Kiedyś niespecjalnie lubiła o tym mówić, ale teraz nie miała z tym problemu. Ot, stało się. Najważniejsze, że odnalazła się w nowym mieście i teraz mogła wspominać licealne czasy. - Nie przypominaj mi fizyki. Do dziś śni mi się po nosach - zaśmiała się. Nie mogła powiedzieć, że była złą uczennicą, bo naprawdę mocno się starała, ale była zakręcona na punkcie muzyki. Cała reszta schodziła na dalszy plan.
Dała sobie chwilkę, żeby przemyśleć odpowiedni na wszystkie zadane jej pytania. To nie tak, że zamierzała teraz wybrać w głowie te hasła, które najlepiej zabrzmią lub które najbardziej spodobają się Parrish.
- Na pewno nie chcę porzucać filharmonii, przynajmniej nie w tym momencie i nie całkowicie. Chciałabym zaangażować się w coś bardziej alternatywnego, spróbować swoich sił jako muzyk sesyjny i grać dla najlepszych - to tak na dobry początek. To dawałoby jej największą satysfakcję. Chciała grać, tworzyć muzykę, dzielić się nią z innymi i pracować z najlepszymi. Tak, to komplement w stronę Nicole. - Długo o tym wszystkim myślałam. Jestem tego świadoma i chcę to zrobić. Z tobą.
Uniosła jeden z kącików ust. Nikt jej do tego nie zmuszał, to była jej decyzja. Przynajmniej na tę część swojego życia mogła mieć wpływ i zamierzała wycisnąć z niej tyle, ile się da.
[Profil]
  MULTI: Eddie, Evan, Josh, Julie, Kara
 
Nicole Parrish



w Berrylane od dziecka do liceum

agentka / life-cleaner

32
yo

170
cm

fanka komunikacji niewerbalnej (w sypialni)

Lives in:
magnolia flats

Wysłany: 2019-06-16, 00:04   
  
Nicole

  
Parrish

  
You will never win trying to manipulate a Scorpio. They're the masters of reverse psychology.

  

  

  

  

  

  


- Nie zawsze jest kolorowo. – przyznała od razu, bo szczerość to podstawa a rzeczy i relacje idealne nie istniały. Nawet oni, w swej firmowej rodzinie, przeszli wiele ciężkich chwil, kłótni, sporów i nieporozumień, ale tylko dzięki nim mogli jakoś się dotrzeć i ostatecznie być dla siebie większym wsparciem, które ceniło się na tyle mocno aby szybko zapomnieć o ostatniej sprzeczce. Jak w związku albo małżeństwie. Ludzie się ścierali, ale to nic złego. Nicole uważała, że brak kłótni w związku to większy problem niż ich występowanie chyba, że mowa tutaj o użyciu siły; wtedy to szczyt wszystkiego i nic tylko kopnąć takiego, co teraz wydawało się mówić łatwo, ale sama Parrish kiedyś nie potrafiła tego zrobić.
Rozstanie rodziców; zapamiętać, zanotować i przy dobrej okazji zapytać o więcej.
- To liceum było okropne. – szkoła w Berrylane to jakiś żart, o którym teraz można było mówić na głos. – Szafki w damskiej szatni wciąż się nie domykały? – kiedy Ellen była w liceum, co jak agentka zdążyła zauważyć, miało miejsce sześć lat po tym, jak skończyła szkołę. – Zgaduje, że nadal nastolatki na tym korzystają i podwędzają z nich staniki. – jej własne nieraz znikały z szatni w trakcie w-fu, na który zakładała ten sportowy, w jakim pokazywać się potem nie wypadało, ale całe szczęście Nicole miała na to wywalone. Szkoda jej tylko było nowo kupionej bielizny, która po dniu przepadała w chciwych łapskach napalonych chłopców.
Korzystając z okazji i nie napierając na Ellen, pochwyciła filiżankę, z której upiła łyk kawym zaraz zagryzając ją kawałeczkiem słodkiej babeczki. Wiedziała, że zadawała trudne pytania, ale musiała wiedzieć, czego od niej oczekiwano aby móc w pełni spełnić zachcianki klienta, z czasem nakierowując go w odpowiednią stronę (bo nie wszystkie pomysły klientów były dobre).
Z tobą.
- To – zrobiła krótką pauzę wnikliwie wpatrując się w kobietę. – brzmi bardzo perwersyjnie. – sekundowa chwila powagi, być może zmieszanie wiolonelistki i nagły uśmiech Nicole uspokajający całą sytuację. Mówiła żartobliwie, chociaż nie kłamała. To całe ‘z tobą’, naprawdę było perwersyjne.
- W porządku, co powiesz o pracy z Hans’em Zimmer’em? – to się nazywa dobra wiadomość od agenta, który jeszcze nawet oficjalnie nim nie był. – Niczego nie obiecuje. – uniosła obie ręce do góry, bo jak na razie, tylko gdybała. – Chodzą słuchy, że dostanie angaż do kolejnego filmu i z pewnością będzie poszukiwać muzyków. – jedną z nich mogła być Ellen, która z pewnością wiele się nauczy współpracując z tak wybitnym kompozytorem oraz resztą ekipy. – Poza tym, nie wiem czy ci wspominano, ale jestem do dyspozycji nie tylko w związku z twoją pracę. Jako agentka chcę również zadbać o twój komfort, bo bez niego ciężko mówić o dobrej grze, prawda? Może jeszcze nie znasz moich możliwości, ale dla mnie każdy problem da się rozwiązać. – w razie gdyby Ellen jakiś posiadała, śmiało mogła do niej dzwonić. Niekoniecznie w kwestii tego, jak się wkładało tampon, chociaż gdyby to faktycznie był jakiś wielki kłopot.. to cóż. – Poza tym, chciałabym wynająć studnio i nagrać z tobą parę nowych kawałków do portfolio. – tak na dobry początek. – Te są dobre – które dostała razem z listem polecającym od swego klienta. – ale mam wrażenie, że nagrywałaś je jakiś czas temu. Zgaduje, że przed ślubem. – nie oceniała. Dwa lata to nie tak dużo czasu, a po ślubie ludzie zawsze byli zajęci wchodzeniem w tryb nowego życia. Poza tym, wynajęcie studia kosztuje, dobra nagranie także, więc nic dziwnego, że od tamtego momentu Ellen nie dorzuciła niczego nowego.
Nikt jej za to nie beształ. Na pewno nie Nicole, która uśmiechnęła się delikatnie i ze zrozumieniem, jakby naprawdę przez pewien czas w swym życiu przeżywała dokładnie to samo.
Była dobra. Empatyczna i emanująca swą energią, która nie tylko przyciągała ludzi, ale również dawała stuprocentowe zapewnienie, że potrafiła czuć dokładnie to samo.
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
MULTI: Frankie & Rocky
 
Ellen Hargreeves



w Berrylane od wielu lat

gra na wiolonczeli w filharmonii w Seattle

26
yo

166
cm

żona Wolfganga

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-06-17, 01:56   
  
Ellen

  
Hargreeves

  
You want a revelation, you want to get it right, but it's a conversation I just can't have tonight.

  

  

  

  

  

  


- U nas jest podobnie - przyznała, ale to też nie powinno nikogo dziwić. Grała z wieloma muzykami, między niektórymi dochodziło czasem sprzeczek, a i zapanowanie nad taką grupą różnych osób było nie lada wyzwaniem. Często trzeba zawalczyć o kompromis. W małżeństwie było podobnie. Chyba. Jej związek był inny. Nietypowy. Nie miała adekwatnego punktu odniesienia, bo powtarzała teraz błędy swojego ojca, z tą jedną zmienną, że Wolfgang był całkowicie świadomy orientacji Ellen. Tylko on o tym wiedział. Cała reszta... Nie, nie potrafiła nawet wyobrazić sobie ich min, gdyby odważyła się na bycie szczerą. Wolała udawać. Tak było łatwiej.
- Za twoich czasów podwędzali staniki? - zaśmiała się pod nosem. Nie dzieliły ich pokolenia, ale rozwój internetu robił swoje i z każdym kolejnym rocznikiem Ellen miała wrażenie, że jest tylko gorzej. - Za moich wszyscy kręcili filmiki z szatni. I od razu powiem, nie sądzę, żebym była na jakimkolwiek, ale nie mam pewności.
Jeśli ył genialny.nic nie wypłynęło w czasie, kiedy się uczyła, to chyba dobrze, co? Po co ktoś miałby trzymać kilka klatek sprzed lat, nie mając nawet pewności co do tego, czy uwiecznione na nich osoby zrobią jakąś karierę i czy warto będzie tego użyć. Niemniej jednak, może warto to sprawdzić?
- Przepraszam. Nie chciałam, żeby tak to zabrzmiało - zaznaczyła od razu. Wymsknęło jej się, nie chciała powiedzieć tego głośno. Rzeczywiście, nieco się zmieszała, bo starała się nie mówić na co dzień nic, co miałoby w jakiś sposób podkopać jej wizerunek fajnej żony z przedmieść Seattle. Wydawało jej się, że umie ją zagrać, ale wychodziło na to, że wciąż uczyła się tej roli, raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem. Na szczęście już za chwilę mogła skupić się na czymś innym.
- Żartujesz, prawda? - spytała, bo początkowo nie wzięła tego na serio. - Nicole, dla niego mogłabym zamieszkać nawet w Australii. Dla Lady Gagi lub Madonny rzuciłabym Seattle, dla Florence + The Machine przeniosłabym się do Wielkiej Brytanii, ale Hans...
W to wejdzie w ciemno. Nie musiałaby nawet pytać męża o zdanie. Wolfgang wiedział kim jest Hans, bo przy oglądaniu filmów Ellen wiecznie jęczała mu, że to geniusz. Bo był genialny. Kontrakt z kimś takim brała w ciemno. Nawet gdyby miała dopłacić, to zapożyczyłaby się u rodziny i zapłaciłaby miliony. Chyba każdy muzyk zrobiłby to samo na jej miejscu.
- Nie jestem problematyczna, jeśli już o to chodzi - odparła od razu. Nie potrzebowała wody oligoceńskiej w garderobie, nie liczyła na szczególne traktowanie, więc wolała od razu to zaznaczyć. Problemów też nie miała. Okej, miała, ale tylko jeden, całkowicie od niej niezależny, wynikający z jej orientacji, ale nie zamierzała poruszać tego tematu, bo nie miało to żadnego związku z tym, jak czuła muzykę. Może przez to czuła ją jeszcze pełniej?
- Okej, czego oczekujesz w zamian? Pełnej szczerości? Bezwarunkowego zaufania z mojej strony?
Chciała to wiedzieć. Nie było w tym chyba nic dziwnego. Miała jej zaufać, miała powierzyć jej swoją przyszłość, wolała więc wiedzieć, na czym stoi. Ellen na pewno będzie jej słuchała. Jeśli Nicole uzna, że Hargreeves rzeczywiście potrzebowała czegoś do swojego muzycznego portfolio, to wiolonczelistka zbierze ludzi i zagra swoje.
- Rzeczywiście, ślub zamknął pewien etap mojego życia. Później nie nagrywałam niczego nowego - bo to prawda. Ślub był pewnego rodzaju klamrą, która zamknęła ją w bezpiecznym świecie, z którego nie chciała wyjść. Zajęła się filharmonią, wtopiła się w tłum, stała się jedną z wielu i starała się nie wychylać, żeby broń Boże nikt nie dostrzegł, że coś jest z nią nie tak, żeby nikt nie wziął jej na języki, bo na to nie była gotowa. Dusiła to w sobie, udając, że wszystko jest okej, ale najwyraźniej nie było, skoro muzyka jednak wygrała i musiała znaleźć sobie jakieś ujście gdzieś poza głównym nurtem, którym płynęła teraz Ellen. Momentami tak bardzo tonęła tym bezpiecznym dla innych kierunku, że potrzebowała koła ratunkowego, kogoś, kto wyciągnie ją na brzeg, da jej więcej swobody i pozwoli być sobą, chociaż zapytana głośno nigdy się do tego nie przyzna, Powie, że czegoś szuka, choć sama nie do końca wie, o co jej chodzi. A wiedziała. Szuka nowej siebie.
- Okej, co mam robić?
[Profil]
  MULTI: Eddie, Evan, Josh, Julie, Kara
 
Nicole Parrish



w Berrylane od dziecka do liceum

agentka / life-cleaner

32
yo

170
cm

fanka komunikacji niewerbalnej (w sypialni)

Lives in:
magnolia flats

Wysłany: 2019-06-17, 15:08   
  
Nicole

  
Parrish

  
You will never win trying to manipulate a Scorpio. They're the masters of reverse psychology.

  

  

  

  

  

  


- Spokojnie. – uniosła obie dłonie w geście pohamowania Ellen, ale dobrze, że ta wykazała entuzjazm pomysłem na przyszłość. Tak, Nicole była w stanie doprowadzić ją aż tam, do samego Hansa i nawet spróbują przy najbliższej okazji, lecz dotrzeć do niego, pokazać się i zostać wybranym, to już sztuka wymagająca pracy oraz odpowiedniego zaangażowania w inne projekty. Na początku może się nie udać, ale Parrish była pewna, że kiedyś doprowadzi kobietę aż pod skrzydła wybitnego kompozytora. To był ich główny cel i tego chciała się trzymać. – Teraz już wiem, dokąd zmierzamy. Odpowiednia praca, cierpliwość i wiele godzin poświęconych na zdobywaniu doświadczenia z innymi w końcu ci się opłacą. – nie mogła niczego obiecywać, ale dojście na szczyt, osiągnięcie czegoś więcej niż do tej pory wymagało pracy, nad którą Nicole będzie czuwać. Tak, trochę jak niańka, ale bliżej jej do trenera personalnego niż laski, która mogła kosić kasę za pilnowanie bachora nijak przykładając rękę do jego rozwoju.
- Przekonamy się. – nie żeby nie wierzyła Ellen na słowo, ale ludzie się zmieniali zwłaszcza, gdy okazywało się, że mieli prawo do zaspokajania swoich zachcianek. Nie każdemu odbijało, ale czasem też niektórym się po prostu należało za ich trud i ciężką pracę, bo to nie prawda, że bycie gwiazdą muzyki to super świetna robota. Nie. To wykańczało człowieka i nawet miłość do swego zawodu czasem potrafiła przytłoczyć.
- To z pewnością znacznie ułatwiłoby nam pracę, ale obie wiemy, że do takich rzeczy potrzeba czasu. – do pełnej szczerości i ogromnego zaufania. Teraz też mogły rozmawiać szczerze, ale w tym momencie ograniczały się do muzycznej kariery Ellen i niech tak teraz zostanie, bo o więcej jeszcze nikt nie prosił. Za wcześnie. Takich rzeczy nie zdobywało się ot tak. – Pragnę jedynie twojego zaangażowania i płynnej komunikacji.zaangażowanie to słowo klucz u Parrish, podobnie również było z komunikacją, bo tej nigdy nie odmawiała chyba, że akurat miała spotkanie jak to, podczas którego musiała zignorować parę połączeń słyszalnych jedynie w słuchawce (w uchu). Wystarczyło przesunąć palcem po ekranie generując automatyczną wiadomość zapewniającą, że oddzwoni i rozmawiać dalej z tą, którą miała przed sobą.
Nie oceniała. Była po to aby odświeżyć czyjeś życie a nie rozgrzebywać to, które już trwało.
- Najpierw przyjrzyj się umowie. – bez tego nic nie zrobią. – Śmiało możesz dzwonić w kwestii wszelkich poprawek lub pytań. W trakcie, pomyśl co chciałabyś nagrać na nowe portfolio. Ja podrzucę parę swoich sugestii i wybierzemy, co najlepiej cię promuje. – zerknęła na stojący na biurku kalendarzyk licząc dni bez weekendu, które Ellen mogła poświęcić na ćwiczenia. – Wynajmę studio na.. za dwa tygodnie? Zdążysz się przygotować? – jeżeli potrzebowała więcej czasu, Nicole nie miała tu nic do gadania byleby nie odkładać tego w nieskończoność.
Zerknęła za szklaną ścianę gabinetu, za którą pojawił się machający do niej mężczyzna. Uniosła rękę w geście przywitania i niemo poprosiła, żeby poczekał, co nie stanowiło dla niego żadnego problemu. Hargreeves sama widziała, że przebywanie w tym miejscu to sama frajda.
- Wybacz, mam kolejne spotkanie i jak mniemam wszystko sobie ustaliłyśmy. Tak? – oczekiwała potwierdzenia, bo nie lubiła niedokończonych spraw. – To świetne. Dzwoń, jak już uporasz się z umową a ja do tego czasu prześlę ci parę propozycji muzycznych. – wyciągnęła ku niej dłoń uprzednio wstając z miejsca i z uśmiechem pożegnała, nawet odprowadzając do wyjścia, pod którym tylko ślepy nie pozwoliłby sobie na zerkniecie na pośladki odchodzącej kobiety.

z/tx2
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
MULTI: Frankie & Rocky
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 5