menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Colter -> Bejbi
Autor Wiadomość
Colter Faraday



w Berrylane od ponad roku

handluje prochami, załatwia sprawy dla gangu

33
yo

183
cm

kocha Audrey bardzo mocno, ale już go to nudzi

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-06-11, 22:18   Colter -> Bejbi
  
Colter

  
faraday

  
I have a bad feeling about this

  

  

  

  

  

  


Pięć nieodebranych połączeń. Wyglądało to co najmniej złowrogo, dlatego gdy w końcu złapał zasięg, oddzwonił do niej z głową pełną najstraszniejszych scenariuszy. Posiadanie domu w środku lasu było z jednej strony przyjemne, bo gwarantowało całkowity spokój, ale z drugiej strony ograniczało bardzo kontakt ze światem zewnętrznym, a każda próba skorzystania z telefonu zmuszała go do wejścia na sam dach. Pierwszy sygnał, drugi. Napadli na nie. Może ktoś ją porwał. Może nie mają pieniędzy, nie mają niczego i siedzą w jakiejś dżungli. Niepotrzebnie ją puszczał, niepotrzebnie się na to zgadzał - powinien przecież zażądać, by została z nim tutaj, bo miał do tego prawo. Mógł też uznać, że jedzie z nimi, bo skoro był jej narzeczonym, to tak właściwie powinien. Nie odebrała. Wstrzymał oddech i zadzwonił raz jeszcze. Jak i tym razem nie odbierze, to od razu zadzwoni na policję. Potem do ambasady. A potem... Cholera, nie zapisał sobie nawet nazwy hotelu, w którym miały się zatrzymać. Wiedział tylko, że to Bora Bora. Beznadziejny przypadek. Co najgorsze, Audrey próbowała się z nim skontaktować trzy godziny temu, a w sytuacjach zagrażających życiu oznaczało to, że naprawdę może być już po niej. Żałował teraz bardzo, że zdecydował się tu przyjechać i to z Astrid, bo znacznie to wszystko komplikowało. Tyle, że... Naprawdę miał cały czas siedzieć w miejscu, w którym jest zasięg, by jak debil tkwić przy telefonie, w obawie, że coś się stanie? Cholera, znowu myśli uciekły mu w niewłaściwą stronę. Gdy już miał więc oficjalnie spanikować, ona odebrała, a on odetchnął z ulgą. - Co się dzieje? - zapytał wyraźnie zaniepokojony, gotowy na to, by już teraz udać się na lotnisko i pierwszym lepszym samolotem po nią polecieć.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Darcy, Elio, Fred, Holden, Penny, Theo
 
Baby Hemingway



w Berrylane od kilku lat

zawodowo biega za colterem

19
yo

158
cm

i w przepaść też by za nim skoczyła

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-06-11, 23:01   
  
Baby

  
Hemingway

  
-

  

  

  

  

  

  


Głośna muzyka zagłuszała dzwonek telefonu, dlatego dopiero po dłuższym czasie zauważyła, że ktoś do niej dzwoni. Colter. Kiedy dzwoniła do niego kilka godzin temu, a ten ani razu nie odebrał, w jej głowie pojawiły się dość niepokojące myśli. Nie wiedziała nawet dlaczego, ale od razu przyszło jej do głowy, że ją zostawił. Zgodził się na ten wyjazd tylko dlatego, żeby w tym czasie się spakować i opuścić stan Waszyngton, razem z jakąś głupią Astrid, która jadła wątróbkę. Być może za te absurdalne myśli był odpowiedzialny alkohol, którego sporo spożywała, odkąd tu przyleciały, w końcu obiecał jej, że już się z Reinhart nie spotka, prawda? Przejmowała się niepotrzebnie, jak zwykle. Wciąż ją jednak niepokoił ten brak odzewu z jego strony. Skoro dołączył do gangu, to może... Może coś się stało, może coś poszło nie po jego myśli i go zgarnęli? Może siedział teraz w więzieniu, a może gorzej, może jego podziurawione od kul zwłoki były właśnie zawijane w ten specjalny worek na trupy? Dlatego właśnie aż pięć razy próbowała się z nim skontaktować. Martwiła się przeogromnie, ale w końcu Cora przekonała ją, że niesłusznie. Wyciągnęła ją do jakiegoś baru na plaży i tam jakoś w końcu o Faraday'u zapomniała. - Colterrrrr? - zapytała głupio, bo przecież od razu pojawił jej się na ekranie napis, kto dzwoni. Zaczęła się też od razu śmiać, nie potrafiąc się uspokoić. Aż brzuch ją przez to rozbolał. - Colter, słuchaj, ja nie wracam, już nigdy przenigdy. Zostanę tutaj, wiesz? Gdzieś mam ten Nowy Jork, niech się wypcha on i ta uczelnia. Kiedy do mnie przylecisz, Colter? Gdzieś się tu zatrudnimy, ty zostawisz ten głupi gang... i ślub! To idealne miejsce na ślub! - wykrzyczała do telefonu, bo niczego kompletnie nie słyszała przez tę głośną muzykę. W głowie się jej kręciło niesamowicie mocno, ale nie powstrzymało jej to wcale przed wypiciem kolejnego drinka. Cora akurat śpiewała karaoke z jakimś przystojnym gościem, którego dzisiaj poznały i trochę żałowała, że przez Coltera nie mogła jej dopingować.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: zosia
MULTI: debbie, mae, reed, lou, wes, reese
 
Colter Faraday



w Berrylane od ponad roku

handluje prochami, załatwia sprawy dla gangu

33
yo

183
cm

kocha Audrey bardzo mocno, ale już go to nudzi

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-06-12, 00:08   
  
Colter

  
faraday

  
I have a bad feeling about this

  

  

  

  

  

  


Wcale jej nie obiecał, że wykluczy Astrid ze swojego życia. Gdy zaniepokojona o nią zapytała, uspokoił ją jedynie, że to wyłącznie koleżanka. Jeśli tak cię to męczy, to przestanę zajmować się jej sprawą, powiedział, a ona uznała to za najlepsze rozwiązanie. Przez moment więc faktycznie z panną Reinhart się nie widywał, ale niezwykle by się wkurzył, gdyby Baby uznała, że "zabroniła" mu tych spotkań. W końcu on nigdy nie dyktował jej z kim może się widywać - nawet ten brat Fiony nieszczególnie mu przeszkadzał, bo Cole był pewny swego. Może nawet zbyt pewny, bo nigdy nie przeszło mu przez myśl, że Audrey mogłaby go zdradzić. Szkoda, że nie otrzymywał od niej równie wysokiego zaufania.
Przez kilkanaście pierwszych sekund nie był w stanie wydusić z siebie żadnego słowa. Nie miał pojęcia co się dzieje, a opcja, że nic takiego, nie wchodziła przecież w grę. Coś musiało się stać, bo dzwoniła do niego aż pięć razy. PIĘĆ RAZY. Nikt nie wydzwania tak często, gdy nie ma poważnego powodu. - Jak to nie wra... - urwał w pół słowa, marszcząc gniewnie czoło. - Nic się nie stało, prawda? Po prostu jesteś pijana - stwierdził chłodno, niesamowicie na nią zły. Bo jeśli była to prawda, jeśli ona tam się właśnie upijała do upadłego, to była bardzo głupia. I naiwna. Ściągała na siebie dobrowolnie jakieś problemy, niechciane sytuacje, które potem on, jak zwykle, zmuszony będzie naprawiać. Prawda? Nie chciał jednak jej prawić kazań, bo przecież była na wakacjach. Była też dorosła, więc musiała zdawać sobie sprawę z możliwych konsekwencji, jakie przyjdzie jej ponieść. - Okej mała, jeśli to wszystko, to nie będę ci przeszkadzać - powiedział, niby spokojnie, a jednak w jego głosie dało się wyczuć nutkę irytacji. Po co do niego dzwoniła, skoro po prostu bawiła się w najlepsze?
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Darcy, Elio, Fred, Holden, Penny, Theo
 
Baby Hemingway



w Berrylane od kilku lat

zawodowo biega za colterem

19
yo

158
cm

i w przepaść też by za nim skoczyła

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-06-12, 00:28   
  
Baby

  
Hemingway

  
-

  

  

  

  

  

  


Nigdy wcześniej się tak przy nim nie zachowywała. Próbowała się wyzbyć tych wszystkich młodzieńczych zachowań, bo wiedziała, że tego od niej oczekiwał. A teraz... stanowczo przesadziła z alkoholem i dlatego pozwoliła sobie na ten przejaw gówniarstwa. Za dobrze czuła się na tej wyspie, pozwalała sobie na niej na zbyt wiele i żadne konsekwencje tego w ogóle do niej nie docierały. Przyjechała tu przecież odpocząć i odetchnąć - od tego były w końcu wakacje.
- A co się miało stać niby? - zapytała, nie rozumiejąc tego, że Colter mógł się martwić. Była przecież rozsądna, potrafiła o siebie zadbać. A tak przynajmniej sobie wmawiała, bo nie wyglądało na to wcale... - Wszystko? To nie wszystko, Colter. Wcale nie wszystko ani nawet nie pół wszystkiego ani połowa połowy - poinformowała niewyraźnie, wstając od baru i trochę się od niego oddalając, bo naprawdę niczego nie słyszała. Liczyła, że Cora wybaczy przegapienie jej występu, nie kazała przecież dzwonić Colterowi akurat w tym momencie. To jego wina, nie jej. - Po pierwsze nie mów do mnie mała. A po drugie musisz się z czegoś wytłumaczyć, Colter - zaczęła, mówiąc to wszystko bardzo stanowczo, koślawo zmierzając do jakiegoś drzewa, przy którym się zatrzymała. - Co robisz, Colter? W sensie teraz - dokończyła, bo mimo wszystko chciała wiedzieć, co się u niego dzieje. Liczyła, że będzie bardziej skory do rozmowy, bo... Była jego dziewczyną, tak? A nawet narzeczoną, powinien się nią chyba bardziej interesować...
_________________
[Profil]
  MÓW MI: zosia
MULTI: debbie, mae, reed, lou, wes, reese
 
Colter Faraday



w Berrylane od ponad roku

handluje prochami, załatwia sprawy dla gangu

33
yo

183
cm

kocha Audrey bardzo mocno, ale już go to nudzi

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-06-12, 00:53   
  
Colter

  
faraday

  
I have a bad feeling about this

  

  

  

  

  

  


Dosłownie sekundę temu odbył dość komiczną rozmowę z Reed, podczas której tamta wytykała mu wszelkie minusy jego związku. Faraday naturalnie poczuł się urażony, a także niezwykle atakowany, bo zdawało się mu, że doskonale wie, co robi. Bronił także honorów Audrey, bo uznawanie jej za głupią małolatę, było dla niego wysoką obrazą. Teraz jednak, podczas tej rozmowy, czuł się niezwykle głupio - bo wychodziło na to, że Astrid miała rację. A Baby... nie była wcale tak rozsądna, jak mu się wcześniej wydawało. Jakie to głupie, prawda? Że tę kłótnię, odwlekaną w czasie, mieli odbyć właśnie teraz.
- Dzwoniłaś pięć razy, Audrey. Pięć razy. I jesteś na jakiejś wyspie, tysiące kilometrów od domu - starał się to jej jakoś wyjaśnić, chcąc, by zrozumiała jego punkt widzenia. Byli razem, planowali wspólną przyszłość, kochał ją. To chyba jasne, że się martwił, że panikował? Tyle, że ona nawet nie powinna takich sytuacji stwarzać, skoro nic się nie działo. - Słuchaj, jesteś pijana, nie będę z tobą rozmawiać w takim stanie. Zadzwonię jutro - powiedział stanowczo, chcąc zakończyć tę rozmowę, zanim ona wskutek alkoholowego upojenia powiedziałaby coś, co skutecznie wytrąciłoby go z równowagi. Wcale nie dążył do tego, by się z nią pokłócić. Tym bardziej z powodu jakichś niezwykle absurdalnych spraw. - Tak? Z czego? - zapytał, wzdychając cicho. Przysiadł sobie na drewnianej belce i wpatrywał się w zachodzące nad lasem słońce. Jak kurwa romantycznie.
- Zabrałem się w końcu za jakieś remonty w moim domu - odpowiedział, wciąż nieprzyjemnym tonem, zapominając nawet o tym, że teoretycznie to nie jego dom, a ich. Tak jej przecież kiedyś powiedział. - Dobra, to naprawdę nie ma teraz sensu. Jest u mnie już późno, zadzwonię rano, okej? Uważaj na siebie - poprosił i na tym naprawdę mogłaby się ich rozmowa zakończyć, ale Reed, która była w trakcie naprawiania jakiejś rury, wydała z siebie głośny i niepokojący odgłos, który Baby z pewnością dosłyszała. Ups???
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Darcy, Elio, Fred, Holden, Penny, Theo
 
Baby Hemingway



w Berrylane od kilku lat

zawodowo biega za colterem

19
yo

158
cm

i w przepaść też by za nim skoczyła

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-06-12, 01:26   
  
Baby

  
Hemingway

  
-

  

  

  

  

  

  


Nie chciała się z nim kłócić. Nie uważała wcale, że jest nierozsądna i że Colter ma powody, by się jej wstydzić. Była jeszcze młoda, bardzo młoda, taki był fakt i nie mogli udawać, że jest inaczej. Nie mogli także tego przeskoczyć. Kiedy Fred wytknął jej kiedyś, że Colter zabiera jej całą młodość, nazwała go idiotą. Wydało jej się to w tamtym czasie tak bardzo głupie, że nie dopuściła do świadomości faktu, że jednak mogłoby to być prawdą. Czego tak właściwie od niej oczekiwał? Nie zmieni się przecież nagle w trzydziestoletnią kobietę, która myśli tylko i wyłącznie o pracy i dorosłym życiu.
- Dzwoniłabym mniej razy, gdybyś tylko raczył odebrać - odburknęła, wciąż nie rozumiejąc, jaki miał z tym problem. Czy to naprawdę takie dziwne, że chciała z nim porozmawiać? Tak naprawdę to on powinien do niej wydzwaniać... Gdyby była na jego miejscu, bardziej by się jednak martwiła. Nawet jej ojciec był tą sprawą bardziej zainteresowany, bo bez przerwy wysyłał jej smsy z pytaniem, czy wszystko jest okej i jak sobie radzą. - Nie jestem pijana - skłamała, nie wiedząc czemu licząc, że jej w to uwierzy. Ta rozmowa faktycznie była złym pomysłem w obecnym momencie. On był podenerwowany, ona pijana i nic dobrego nie mogło z tego wyniknąć.
Zwróciła uwagę na to słowo, którym określił ten dom. Jego. Czy powinna się tym w ogóle przejmować? Nie miała być chyba o co zła, tak samo jak nie powinno jej to w żaden sposób urazić. Może po prostu się pomylił, tyle. Poza tym kupił go za swoje własne pieniądze, więc prawnie naprawdę należał tylko do niego. - Jasne, możesz zadzwonić jutro, możesz zadzwonić kiedy tylko... Co to było? W sensie, kto to był, Colter? Z kim jesteś? - zapytała trochę już wkurzona, bo... od razu pomyślała o Astrid. Tak bardzo jej ta sprawa siedziała w głowie, że miała tego już serdecznie dość. Tylko... może tak trzymało się to jej umysłu, bo faktycznie coś było na rzeczy? Może słusznie się tym przejmowała?
_________________
[Profil]
  MÓW MI: zosia
MULTI: debbie, mae, reed, lou, wes, reese
 
Colter Faraday



w Berrylane od ponad roku

handluje prochami, załatwia sprawy dla gangu

33
yo

183
cm

kocha Audrey bardzo mocno, ale już go to nudzi

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-06-12, 13:27   
  
Colter

  
faraday

  
I have a bad feeling about this

  

  

  

  

  

  


Wcale nie zależało mu na tym, by ją zmienić - nie chciał jej tłamsić, nie chciał jej odbierać prawa do zabawy i tym bardziej nie chciał, by nagle zaczęła zachowywać się jak kobieta po trzydziestce. Lubił ją za to jaka jest, nawet jeśli często zdarzało się jej na niektóre sprawy spoglądać w infantylny sposób. Pewnie właśnie dlatego nie robił jej pretensji o te wakacje. I nie chciał robić pretensji o to, że się upiła - jedynym co go martwiło, to fakt, że mogła przesadzić z alkoholem i zrobić jakieś głupstwa. On sam przecież często się upijał (schodząc jej wówczas z drogi, a już na pewno nie robiąc przy tym takich głupot, jak ona teraz) i nie uważał, że jest w tym coś złego. Tyle że... ta wcześniejsza rozmowa z Reed naprawdę jakoś wpłynęła na jego punkt widzenia. Plus był zmęczony, miał za sobą naprawdę ciężki dzień.
- Nie mam tu zasięgu, skarbie - odpowiedział, wzdychając po raz kolejny. Ta rozmowa naprawdę nie miała sensu, wszelkie wyjaśnienia pozbawione były jakiegokolwiek celu. Jej nic nie było, dobrze się bawiła a on... On zapomniał, że chyba powinien co jakiś czas do niej dzwonić, by prezentować jej swoją troskę. Tyle tylko, że on sam na jej miejscu wolałby zająć się innymi sprawami, niż ciągłym zdawaniem relacji z tego, co się mu przydarzyło. Mogła mu przecież wszystko na spokojnie opowiedzieć po tym, jak już wróci. - Jest u mnie kilka osób. Pomagali mi - skłamał po dłuższym czasie, uznając, że tak będzie najlepiej. Sam nie wiedział czemu unika tematu Reed, bo skoro nic się między nimi nie działo, to nie powinien traktować tego w ten sposób, ale... Wiedział, że Audrey się wkurwi. Dlatego uznanie, że jest tu większa ekipa, było najrozsądniejszym rozwiązaniem. Poza tym nie skłamał tak w całości, bo nie licząc tego, że zamiast większej grupki była tutaj wyłącznie Astrid, naprawdę zajmowali się remontem.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Darcy, Elio, Fred, Holden, Penny, Theo
 
Baby Hemingway



w Berrylane od kilku lat

zawodowo biega za colterem

19
yo

158
cm

i w przepaść też by za nim skoczyła

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-06-12, 18:32   
  
Baby

  
Hemingway

  
-

  

  

  

  

  

  


Może i nie chciał jej zmienić, ale gdyby pozwalała sobie na zbyt wiele, gdyby przy nim nie ograniczała tych durnych zachowań, to przecież nie byliby razem. Ona postrzegałaby go za nudziarza, on twierdziłby, że Audrey niczego w głowie nie ma. Nie widziała w tym jednak problemu - zazwyczaj tak nie było. Nigdy jeszcze nie wydzwaniała do niego pijana, bo nawet jej wydawało się to głupie. Nie potrzebowała wcale do szczęścia alkoholu i tych dziecinnych zachowań, po prostu po raz pierwszy od baaaardzo dawna sobie na to pozwoliła. Nie powinna być od razu przez tę jedną pomyłkę sądzona, nie powinna być nazywana nierozsądną i dziecinną. To tylko jeden raz.
Nic już na jego słowa nie odpowiedziała, bo nie było chyba sensu drążyć tego tematu. Okej, nie miał zasięgu, to nie była jego wina. Mimo wszystko wolałaby, gdyby kontakt z nim udawało się jej nawiązywać łatwiej i gdyby jednak trochę bardziej przejmował się tym, co akurat się u niej dzieje. Ale nie zamierzała się z nim tymi myślami dzielić, a przynajmniej nie w takim stanie. Łatwo mogła powiedzieć o kilka słów za dużo, a żadne z nich przecież tego nie chciało. - Jakich osób? - nie miała ochoty na ciągniecie tego tematu, ale... musiała wiedzieć. Musiała mieć pewność, że nie ma z nim Astrid. Musiała i tyle. Nawet znaczenia już dla niej nie miało to, w czym dokładnie mu pomagali, o ile tu nie chodziło o jakąś orgię... Obleszka. Ucieszyłoby ją znacznie bardziej, gdyby był teraz z tym gangiem albo ze swoją chorą rodziną, albo... Kimkolwiek innym, po prostu. Byle nie z Astrid.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: zosia
MULTI: debbie, mae, reed, lou, wes, reese
 
Colter Faraday



w Berrylane od ponad roku

handluje prochami, załatwia sprawy dla gangu

33
yo

183
cm

kocha Audrey bardzo mocno, ale już go to nudzi

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-06-12, 18:47   
  
Colter

  
faraday

  
I have a bad feeling about this

  

  

  

  

  

  


A jednak takie wyjątkowe, niecodzienne zachowania tym bardziej były dla niego widoczne. Gdyby upijała się co jakiś czas, gdyby w równych odstępach pozwalała sobie na jakieś typowe dla osób w jej wieku zachowania, prawdopodobnie nie widziałaby w tym problemu. A jednak teraz jakoś niezwykle poirytowany był, ta durna sytuacja przywiodła mu na myśl inne, wcześniejsze głupie zgrzyty i cóż, mógł teraz śmiało uznać, że są zupełnie niedobrani. Jasnym jednak było, że po prostu wyolbrzymia wszystko - przez słowa, które usłyszał od przyjaciółki i przez to, że był zmęczony. Ciężko było zrzucić winę na innych, bo powinien być przecież mądrzejszy niż to, ale wiadomo - człowiek wyciąga wnioski dopiero po fakcie.
- Chryste, moich znajomych. Booker, Wes, Christian, no wiesz - wywrócił oczyma, specjalnie tylko panów wymieniając, bo zapewne wskazanie na jakąkolwiek kobietę okazałoby się błędem. Głupia jednak nie była, musiała przecież zarejestrować, że te dziwne dźwięki wydała właśnie jakaś pani. Może jednak była aż tak pijana, że jednak uzna to za jakąś pomyłkę? Może uzna, że się przesłyszała? Colter za to, by ułatwić sobie zadanie i zmusić się do faktycznego rozłączenia się, zaczął wchodzić wgłąb domu, by po prostu "przypadkiem" stracić zasięg. - Dobra, kończmy już to przesłuchanie. Wracaj do Cory, bawcie się dobrze i nie pijcie za dużo - powiedział, starając się zabrzmieć troskliwie i przyjaźnie - bo nie kłamał przecież wcale, naprawdę życzył im dobrej zabawy.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Darcy, Elio, Fred, Holden, Penny, Theo
 
Baby Hemingway



w Berrylane od kilku lat

zawodowo biega za colterem

19
yo

158
cm

i w przepaść też by za nim skoczyła

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-06-12, 20:49   
  
Baby

  
Hemingway

  
-

  

  

  

  

  

  


Mógł jej o tym powiedzieć wprost. Mogli już zakończyć tę szopkę, skoro twierdził, że do siebie nie pasują. Po co to ciągnął? Miał przecież obok siebie tą idealną Astrid, z którą tak świetnie się dogadywał, która nie była taka głupia jak Audrey i nie zachowywała się jak "gówniara". Zamiast tego jednak postanowił się Hemingway oświadczyć, pozwalając jej wierzyć, że faktycznie ją kocha - całą, a nie tylko wtedy, kiedy pozuje na dojrzałą. Gdyby powiedział jej o tym teraz... tak, prawdopodobnie by już do Berrylane nie wróciła.
Wybuchła śmiechem na jego słowa, nie potrafiąc się uspokoić. To wszystko zabrzmiało tak jakoś... Tak, że wyobraziła to sobie w bardzo głupi sposób. Zapewne przez to, że wcześniej bała się, że Colter urządza jakąś orgię. - Colter? Zapytam o to tylko raz i uwierzę we wszystko, co odpowiesz - zaczęła, poważniejąc, choć bardzo musiała się starać, by powstrzymać ten śmiech. - Jesteś na rejsie dla gejów? - zapytała, nie wytrzymując i znowu się roześmiała. Tak to zabrzmiało, naprawdę! To wcale nie wina alkoholu, wcale... Poza tym to wszystko miało sens! Często na morzu nie ma się zasięgu, chyba... A tego Wesa to zawsze posądzała o to, że jest gejem, jakoś tak wyglądał. Booker w sumie też... A Christian to już niezaprzeczalnie. Skoro więc Colter się z nimi przyjaźnił, to może... No może coś na rzeczy było? Tak, takie zagadki najlepiej się rozwiązuje, jak się jest pijanym.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: zosia
MULTI: debbie, mae, reed, lou, wes, reese
 
Colter Faraday



w Berrylane od ponad roku

handluje prochami, załatwia sprawy dla gangu

33
yo

183
cm

kocha Audrey bardzo mocno, ale już go to nudzi

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-06-12, 21:46   
  
Colter

  
faraday

  
I have a bad feeling about this

  

  

  

  

  

  


Problem polegał na tym, że Colter sam nie wiedział czego chce i tym bardziej, czego oczekuje od Audrey. Wiedział jednak, że na pewno ją kocha - to nie ulegało żadnym wątpliwościom, bo gdyby tak nie było, to faktycznie by się jej nie oświadczył. Być może te jego wszelkie pretensje, jakieś obawy wzięły się stąd, że on nigdy jeszcze nie dotarł tak daleko. Nikomu się nie oświadczył, z nikim nie planował przyszłości tak naprawdę. Bał się więc jedynie po prostu, choć pewnie i tego nie chciał przed samym sobą przyznać.
Spodziewał się raczej kolejnej nieuzasadnionej niczym fali pretensji, a tymczasem dostał coś, co było... Dobra, spalił lekkiego buraka, bo to było takie kurwa niedorzeczne, że aż nie wiedział, jak na to zareagować. Ta chwila zażenowania przemieniła się więc w końcu w wielki gniew, choć dzielnie wstrzymał powietrze i odliczył do dziesięciu w myślach, nim powiedział cokolwiek. - Tak - odpowiedział jedynie, krótko, chłodno, bo wcale mu do śmiechu nie było. Miał jej dość, jak nigdy wcześniej, a ten cholerny telefon jakoś się trzymał i wcale zasięgu nie tracił. - I przerwałaś nam super zabawę, więc się już pożegnam - westchnął, a następnie po prostu się rozłączył, by nie tracić czasu na dodatkowe jakieś głupie dyskusje. Zdążył jednak wejść do pokoju, w którym biedna Astrid walczyła z pękniętą rurą, więc nim Cole faktycznie się rozłączył, Baby pewnie usłyszeć mogła coś o lejącej się wodzie i konieczności zdjęcia bluzki. Ale kto by się tym przejmował.

/ zt x2 :lick:
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Darcy, Elio, Fred, Holden, Penny, Theo
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,2 sekundy. Zapytań do SQL: 5