menu


Poprzedni temat «» Następny temat
1. You'd lose your mind trying to understand mine
Autor Wiadomość
Caspian Shelley



w Berrylane od dwóch lat

pan psycholog

30
yo

185
cm

kocha swoją pracę i dwa koty

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-08-02, 02:26   
  
Caspian

  
Shelley

  
You know, gentlemen, there is hell, and there is another place below hell

  

  

  

  

  

  


Jego życie i ambicje karierowe rzeczywiście zawirowały w ciągu pierwszych lat studiów. Od zainteresowania ludzką psychiką przez własne postępy w terapii, przez wybór psychoanalityki kryminalnej do przerzucenia się na bardzo okrojony temat, a więc terapię zespołu stresu pourazowego z wyszczególnieniem agentów federalnych, armii i służb bezpieczeństwa publicznego. W końcu większość skupiała się na zabójcach, a kto pomyślał o tych, którzy tych zabójców mają śledzić? Jasne, nie był jedyny. Jednak ilość studentów była jednak trochę mniejsza niż na wydziale kryminalnym. W końcu on chciał pomagać. I póki co wychodziło mu to całkiem nieźle. A jak będzie z obecną pacjentką? Cóż, to wszystko się okaże.
Uniósł kącik ust nieco do góry, biorą to stwierdzenie o skromności za komplement. Brzmiało szczerze. A on był szczery. Zaciągnął się papierosem, po czym sięgnął po popielniczkę, siedzącą sobie wygodnie na parapecie i postawił ją na blacie kuchennym. Tym samym obserwował ją bacznie, czekając na odpowiedź. Odpowiedź, która wydawała się jakimś ogromnym ciężarem, który nagle przygniótł całe powietrze w pokoju.
Nie wyglądasz. Jednak tu chodzi o to, co dzieje się w Twojej głowie. Łatwo jest utrzymywać pokerową twarz. Trudniej jest powiedzieć, co się naprawdę dzieje. - odparł, wskazując palcem na swoją skroń. Coś o tym wiedział. Czy on wyglądał na kogoś, kto przez kilka dobrych lat zmagał się z ciężką depresją? Nie, tak samo jak ona nie wyglądała na kogoś, kto zabił miłość swojego życia.
Uniósł brew w lekkim zdziwieniu, kiedy się roześmiała. No ale mówiła prawdę, miał nie zdradzać co powiedzieli mu przełożeni, ale ona i tak to wiedziała. Miał ją wyprowadzić na tyle, by była w stanie pracować bez przeszkód i by się nie złamała i nie zabiła więcej osób, niż trzeba. Westchnął ciężko, zanim się odezwał. Kogo oni wszyscy chcieli oszukać?
Nie zaprzeczę. Jednak szczerze mówiąc to mam dobre serce i wolałbym, byś traktowała mnie jako osobę, której możesz powiedzieć co cię gryzie. Jakkolwiek by to nie brzmiało, od tego tu jestem. Cokolwiek powiesz, nie opuści ścian tego domu, a po moim podpisie wrócisz do służby i już się nigdy nie zobaczymy. Taki jest plan. - odparł, uśmiechając się lekko i strzepnął popiół z papierosa.
Jego intencje były dobre. Po prostu chciał jej pomóc, skoro już tu była. Mogli się przerzucać prowokacjami, mogła próbować go złamać, by otrzymać podpis wcześniej. Ale czy był w tym sens? Dla niego nie bardzo. No i też naprawdę wolałby, by to wszystko skończyło się dokładnie tak, jak przed chwilą powiedział. Po to tu był. By miała z kim porozmawiać i po wszystkim już nigdy go nie zobaczyć.
Dobrze wiesz, że nie oceniam. I nie zamierzam. Tylko Ty musisz dać sobie prawo do tego, by zaakceptować cokolwiek ci leży na sercu. I wyrzucić to z siebie. - dodał jeszcze, wzruszając ramionami i ponownie zaciągnął się papierosem.
[Profil]
 
 
Deni Lockwood



w Berrylane od miesiąca (po przerwie)

Zawieszona agentka rozdaje karty w kasynie

26
yo

173
cm

i zabiła króla kier.

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-08-04, 16:15   
  
Gardenia

  
Lockwood

  
I will not stay silent so you can stay comfortable...

  

  

  

  

  

  


Prychnęła jednocześnie przewracając oczami. Wiedziała do czego zmierzał. Będzie jej powoli, łagodnie wchodził na ambicję takimi słowami, świadczącymi o tym, że jej postawa jest bez sensu i raczej reprezentuje tchórzliwe pójście na łatwiznę, niż wykazanie się odwagą, jaka była wymagana w szczerej rozmowie. To jednak nie miało niczego zmienić, przynajmniej w tej chwili nie uważała, aby kiedykolwiek miało to dać jakiś skutek.
— I co? Oczekujesz, że teraz sobie usiądę wygodnie i zacznę mówić, co leży mi na serduszku? Przecież to bez sensu — machnęła dłonią, zaciągając się zaraz papierosem. Po prostu nie umiała sobie tego wyobrazić wydawało jej się to takie nienaturalne, cały zamysł terapii taki właśnie był w jej odczuciu i nie potrafiła się przemóc, wmówić sobie, że to będzie dla niej dobre, że jej pomoże.
Przynajmniej nie próbował mydlić jej oczu i to akurat stawiało go w dobrym świetle. Faktycznie nie kłamała, gdy mówiła, że nawet go lubi. To już było pewnego rodzaju zaskoczeniem, bo po ich pierwszym spotkaniu podejrzewała ich relację jedynie o same negatywne emocje, które z czasem będą eskalować, a tu proszę. Gdyby nie był jej terapeutą, może potrafiłaby nawet docenić jego kunszt, ale no właśnie... poznali się na złych w jej mniemaniu zasadach.
— Caspian, nic mnie nie gryzie. Czemu nie potrafisz tego przyjąć do wiadomości? — jęknęła wznosząc oczy ku górze. — Wiem, co zrobiłam, na litość boską! Wiem. Naprawdę zdaję sobie z tego sprawę. Tak, zdarza się, że to do mnie wraca, że nie mogę przez to spać, ale to chyba normalne, prawda? Raczej byłabym chorym pojebem, gdybym spała po czymś takim, jak dziecko. Nie mam jednak myśli samobójczych, nie planuję wybić teraz każdego skurwysyna, jaki pojawi się na mojej drodze, naprawdę panuje nad sobą, więc zejdźcie ze mnie — warknęła, nabierając zachłannie powietrze do płuc, bo dotychczasowe rezerwy wyczerpała na ten wywód. Z kolejnym się nie spieszyła, dała sobie kilka chwil, w których czuła, że wraca jej opanowanie.
Przemierzyła spojrzeniem pomieszczenie, w końcu zatrzymując je na jego jasnych oczach, w barwie podobnych do jej własnych.
— Nie boję się bycia ocenianą — zaznaczyła. — I takie pierdolenie możemy sobie darować, nie jestem dzieckiem, które trzeba do siebie przekonać. Nie wiem, co mam ci powiedzieć — taka była prawda. Nie wiedziała, bo według niej problemu nie było. Nie mniej jednak to nie miał być koniec jej wypowiedzi. Mimo to zawahała się na momemnt, ale w końcu jej usta się rozchyliły. — Jeśli jednak chcesz coś wiedzieć, to... zapytaj. Proszę. Odpowiem. — krótkie przekazy, wyraźnie zaakcentowane. Sama była zaskoczona, że się na to zdobyła, ale niech już ma.
[Profil]
  MÓW MI: Gardenias are white, Lilies are too,
MULTI: You can use this poem for your tattoo...
 
Caspian Shelley



w Berrylane od dwóch lat

pan psycholog

30
yo

185
cm

kocha swoją pracę i dwa koty

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-08-12, 17:27   
  
Caspian

  
Shelley

  
You know, gentlemen, there is hell, and there is another place below hell

  

  

  

  

  

  


Caspian nie uważał jej postawy za tchórzliwą. On po prostu wiedziałjak trenowani byly agenci federalni. To była wymagająca robota, gdzie nie było miejsca na strach, słabość czy zawahanie. Dlatego też ten tryb treningu psychologicznego i wszechobecna presja na tę siłę i stabilność, prowadziły do problemów w otworzeniu sę podczas takiej terapii jak ta na załączonym obrazku. Jego zadaniem była cierpliwość i wręcz negocjacja, by cokolwiek mu powiedziała. Uśmiechnął się, kręcąc głową w delikatnym rozbawieniu.
- Naprawdę zdziwiłbym się, gdybyś to zrobiła. - przyznał, odpowiadając na to jej prychnięcie. Te kilka zdań, wypowiedzianych przez niego, nie miało na celu nakłonić jej od tak, by się rozsiadła wygodnie i opowiedziała mu historię swojego życia. Jedyny cel, jaki miał to rozbudzenie w niej poczucia swego rodzaju bezpieczeństwa i zbudowanie zaufania. Nie będzie to proste, wskazując na powód jej pobytu tutaj, ale nikt nie mówił, że ma się to stać w ciągu jednej czy dwóch sesji.
Wysłuchał jej uważnie, zaciągając się papierosem, po czym odetchnął głęboko.
- Ty wiesz, co zrobiłaś, a ja wiem, że żyjesz wciąż z presją bycia silną. Nie ma w tym Twojej winy, tak trenują wszystkich. Nie możesz się złamać ani zawahać. Nie możesz mieć słabości. Ale jeseśmy tylko ludźmi i to wszystko jest normalne. A żeby być rzeczywiście silnym, te słabości trzeba po prostu zaakceptować i je poskromić. Możesz to traktować jako pierdolenie, ale tak po prostu jest. I tego się nie robi z dnia na dzień, to wymaga czasu. - odparł, gasząc niedopałek w popielnicy. A potem Gardenia zwyczajnie stwierdziła, że może pytać. O co chce.
Wiedział, że może zadawać pytania, od tego tu był, jednak w tym przypadku to przyzwolenie było kolejnym przełomem. I kolejnym zaskoczeniem. Zawiesił spojrzenie na swoim niedopałku, po czym wrócil wzrokiem do kobiety.
- Chcę wiedzieć dużo rzeczy. Ale... po prostu powiedz mi co czułaś po wyjściu z ośrodka. - odezwał się w końcu, uprzednio ważąc swoje pytania i słowa, jakich powinien użyć.
[Profil]
 
 
Deni Lockwood



w Berrylane od miesiąca (po przerwie)

Zawieszona agentka rozdaje karty w kasynie

26
yo

173
cm

i zabiła króla kier.

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-08-13, 22:58   
  
Gardenia

  
Lockwood

  
I will not stay silent so you can stay comfortable...

  

  

  

  

  

  


No i dobrze, że by się zdziwił, chociaż tego niedane będzie im doświadczyć, bo taka scena po prostu nie będzie miała miejsca.
Nadal nie potrafiła przyzwyczaić się do tego, że ktoś mówi o niej takie rzeczy, analizuje ją, wygłasza tezy, nie podobało jej się to, chociaż jej niechęć była znacznie mniejsza, niż na początku. Nie wzbierała w niej agresja, chyba oswajała się z tym, że Caspian ma tai styl bycia i nie zrezygnuje ze swojej roli, a mimo to nadal łudziła się, że go do tego nakłoni. Taki swoisty paradoks.
Sama też zaczęła zastanawiać się nad tym, tak szczerze - sama przed sobą, ile prawdy jest w jego słowach. Czy rzeczywiście bała się pokazać słabości? Skrzywiła się delikatnie. Wolałaby, żeby się mylił, przecież to nic, normalne misja. Już mieszał jej w głowie, budził w niej wątpliwości! Dała mu palec, ale wziął całą rękę. Była w niej chęć, by teraz wyjść, ale przecież obiecała, że może pytać, a była niezwykle słowną osobą.
— Serio? — tak, jak ona jego, tak i on ją zaskoczył. — Sądziłam, że zapytasz o moje dzieciństwo, albo o to, czy był jakiś kolega taty, który patrzył na mnie obleśnym wzrokiem — zakpiła gasząc jednego papierosa, po czym już wyciągnęła drugiego, aby zaraz go odpalić i w pierwszej kolejności się nim zaciągnąć. — Czułam wolność i ulgę, to oczywiste — nawet się nad tym nie zastanowiła, po prostu powiedziała to, co jako pierwsze przyszło jej do głowy. Dopiero po chwili, patrząc na dym, jakoś tak odruchowo cofnęła się do tamtej chwili. Nie planowała tego i nie chciała tych wspomnień. — I chciało mi się krzyczeć... Nie wiem, czy ze złości, czy euforii — powiedziała zaskoczona własnymi słowami. Mimowolnie podzieliła się z nim swoimi myślami i jakoś tak... speszyło ją to na tyle, by odwróciła wzrok do boku.
— To może pytanie za pytanie, co? Sprawiedliwy układ — wypaliła nagle, unosząc nieco podbródek. — Zanim powiesz, że to tak nie działa, przypominam, że jestem oporną jednostką. Chcesz mi pomóc, chcesz, żebym się otworzyła? To pięknie, udowodnij, że mogę ci zaufać i ty też mi zaufaj — zaprezentowała mu swój tok myślenia, ciekawa tego, czy na to pójdzie, czy może w typowy dla siebie sposób będzie próbował ją zbyć.
[Profil]
  MÓW MI: Gardenias are white, Lilies are too,
MULTI: You can use this poem for your tattoo...
 
Caspian Shelley



w Berrylane od dwóch lat

pan psycholog

30
yo

185
cm

kocha swoją pracę i dwa koty

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-08-14, 01:38   
  
Caspian

  
Shelley

  
You know, gentlemen, there is hell, and there is another place below hell

  

  

  

  

  

  


Chyba pierwszy raz była w sytuacji, gdzie to nie ona stawiała tezy, analizując czyjeś zachowanie. Oprócz terapii w ośrodku, ale to się raczej nie liczyło. Tam tego potrzebowała, tutaj... Próbowała przekonać wszystkich, że wcale nie. No ale nie wyszło, bo siedziała tu już kolejną sesję. I powoli się otwierała, po trochu, co cieszyło Caspiana. On sam też odczuwał i widział jak jej podejście do niego zmieniało się ze spotkania na spotkanie. Chyba powoli godziła się z faktem, że on naprawdę nie zamierzał ustępować. Robił to w dobrej wierze przecież.
Dlaczego miałbym o to pytać? Myślę, że źrodłem problemu jest Twój martwy były, niekoniecznie Twoje dzieciństwo... Chyba, że chcesz o tym też porozmawiać, czemu nie. - wzruszył ramionami, uśmiechając się lekko w odpowiedzi na jej kpinę. Raczej nie zakładał, by chciała o czymkolwiek innym z nim rozmawiać, a tym bardziej zwierzać się ze swojego całego życia.
Widząc, jak blondynka odpala kolejnego papierosa, impulsywnie zrobił to samo, odkładając paczkę tym razem na blat, nie do kieszeni. Zaciągał się raz po raz, obserwując ją i uważnie słuchając jej odpowiedzi. Trochę nie dowierzał, że poszło tak łatwo, jednak ta szybka odpowiedź i to odwrócenie spojrzenia mówiły mu wszystko. To było szczerze. Nie musiała się zastanawiać co powiedzieć.
Z tego co mi wiadomo, nagle zaskoczyłaś i zaczęłaś odpowiadać na terapię. Było w tym coś, co spowodowało ten efekt? - zapytał znów. Był ciekawy. Nie było to nic nadzwyczajnego, by pacjent przez dłuższy czas nie odpowiadał wcale, a potem wyszedł z problemu w ciągu tygodnia. Ale on chciał wiedzieć co Gardenia wtedy czuła. Może to da mu jakiś trop, by odkryć co kryje się za tą jej emocjonalną fasadą. Tym samym też nie naprowadzał jej własnymi pytaniami, nie sugerował odpowiedzi. Była zbyt przebiegła i znała te techniki. A Caspianowi zależało, by wydobyć z niej jej własną odpowiedź. Ona nie potrzebowała tej delikatnej pomocy w nazwaniu swoich uczuć.
Napotkał jednak przeszkodę w postaci jej układu. Skrzywił się lekko, wiedząc, że jej pytania będą mu wchodzić za bardzo na sferę osobistą, a co za tym idzie - mógł stracić kontrolę nad tymi spotkaniami. Czego się bał i Lockwood dobrze o tym wiedziała. Westchnął głęboko i wbił na chwilę wzrok w podłogę, zastanawiając się nad odpowiedzą. Po chwili spojrzał jej znów w oczy.
Jeśli odmówię, Ty zamilkniesz na wieki i będziemy tylko siedzieć w ciszy, przerywanej moimi pytaniami, czyż nie? - mruknął w odpowiedzi. Dobrze wiedział, że tak to się skończy. Czy chciał ryzykować? Nie był fanem opuszczania swojej własnej, małej strefy komfortu. Ale chyba w tym przypadku musiał. W końcu jak inaczej Gardenia miała powoli odbudowywać swoje zaufanie?
...Pytaj. - westchnął nieco zrezygnowany. Nie było sensu próbować z nią negocjować. Wiedział, że tu nie wygra.
[Profil]
 
 
Deni Lockwood



w Berrylane od miesiąca (po przerwie)

Zawieszona agentka rozdaje karty w kasynie

26
yo

173
cm

i zabiła króla kier.

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-08-15, 00:41   
  
Gardenia

  
Lockwood

  
I will not stay silent so you can stay comfortable...

  

  

  

  

  

  


— Tak sobie z ciebie żartuje, ale przecież o tym już doskonale wiesz — odpowiedziała na jego pytanie, nawet jeśli te było bardziej jednym z tych retorycznych. Nie mniej jednak faktycznie o dzieciństwie nie zamierzała z nim dyskutować, nawet gdyby rzeczywiście zapytał, to nie uważała to za szczególnie ciekawy temat. No dobra, dla niej żaden związany z analizowaniem jej osoby do takich nie należał.
Nie lubiła wracać wspomnieniami do czasów, w których miała załamanie i była w zamkniętym zakładzie. Naprawdę cieszyła się, że zostało to wymazane z jej kart i żałowała, że psycholog siedzący przed nią miał dostęp do prawdy. Gdyby byłoby inaczej, nigdy by mu się nie przyznała. Nie mniej jednak wiedział i teraz wyciągał już te karty, a ona zaciągnęła się, kręcąc głową na boki, jakby nie chciała się z nim zgodzić.
— Zadajesz kolejne pytania — upomniała go na wstępie, wstrzymując dym w płucach, ale ten zaraz je opuścił. Nie musiała odpowiadać, ale uznała, że może. Wzruszyła ramionami - nie pierwszy i nie ostatni raz podczas ich spotkań. — Mieli tam dobrych specjalistów, a do mnie któregoś razu dotarło, że chcę wyjść — tyle, to było proste, nie musiała szukać jakiś górnolotnych słów. — Tylko, że z pokoju bez klamek nie wypuszczają chorych... musiałam wyzdrowieć, więc wyzdrowiałam. Pewnie brzmi to dla ciebie absurdalnie, ale tak właśnie było — no i rzeczywiście nie kłamała. Chęć wyjścia w przeciągu jednej chwili zmieniła całkowicie jej podejście, po prostu przestała trwać w stanie zawieszenia.
Teraz jednak najważniejszym było dla niej to, jaką odpowiedź usłyszy, w kwestii jej układu. Wiedziała, że poniekąd postawiła go pod ścianą, ale wcale nie czuła się winna. Nie była osobą, którą męczą przesadne wyrzuty sumienia.
— Sam znasz odpowiedz — oznajmiła tylko, trochę w formie wyzwania, ale bardzo stonowanego. Już wiedziała, jaka będzie jego decyzja, ale mimo to słysząc ją poczuła pewnego rodzaju ekscytacje. Tej jednak nie było po niej widać, zamiast tego zmrużyła oczy, spojrzała na niego pewniej.
— Jak ona się nazywała? — zapytała więc. Było to nieprecyzyjne, miała tego świadomość. Kącik ust jej drgnął, gdy rozłożyła ręce do boku. — W historii każdego mężczyzny znajduje się rola kobiety, która w jakimś stopniu go złamała... mama, siostra, babcia, przyjaciółka, ukochana... — wyliczyła spokojnie. — Kim jest ta osoba w twojej historii, Caspian? — doprecyzowała, opierając się wygodniej.
[Profil]
  MÓW MI: Gardenias are white, Lilies are too,
MULTI: You can use this poem for your tattoo...
 
Caspian Shelley



w Berrylane od dwóch lat

pan psycholog

30
yo

185
cm

kocha swoją pracę i dwa koty

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-08-16, 22:08   
  
Caspian

  
Shelley

  
You know, gentlemen, there is hell, and there is another place below hell

  

  

  

  

  

  


O dziwo, odpowiedziała na pytania, zamiast ucinać sprawnie temat. Czyżby powoli się otwierała? Najwidoczniej. Pokiwał głową, słuchając jej odpowiedzi. Nie była to historia jej życia, ale też najwidoczniej nie miała nad czym się rozwodzić.
- Ma to sens. - wzruszył ramionami i uśmiechnął się lekko. Bo rzeczywiście miało. Jednak najwidoczniej nie wyzdrowiała do końca, szkoda że to podejście z nią nie zostało do dziś, tylko gdzieś się zagubiło, zostało wypchnięte z jej świadomości przez stwierdzenie pod tytułem „nic mi nie jest, nie potrzebuję żadnej terapii”, które już tak wiele razy tu powtórzyła. Z czasem jednak było go coraz mniej, aż w końcu zawarli ten układ... Coś się ruszyło, czy było warto? Tego się Caspian jeszcze przekona, najwyżej pożałuje.
Na jego twarzy pojawił się zarówno zaskoczony, jak i niezadowolony wyraz twarzy, kiedy usłyszał rewanżowe pytanie. Poczuł się tak, jakby ktoś wymierzył mu porządny cios w twarz, jednak starał się to zamaskować i spuścił spojrzenie w dół.
- Elizabeth. - powiedział po krótkiej chwili i podniósł głowę, po czym zaciągnął się papierosem. - Była moją matką i przez jakąś częś mojego życia wpajała mi, że jestem powodem jej całego nieszczęścia w życiu. - dodał zaraz i odetchnął krótko. Nikt nie lubił wracać wspomieniami do trudnych momentów. Shelley jednak szybko odepchnął te myśli od siebie. To było dawno, ale nie miał w zwyczaju zwierzania się komuś innemu, niż profesjonalistom. Nie z tej części jego życia.
- Zaufałaś komukolwiek, po Simonie? - teraz jego kolej.
[Profil]
 
 
Deni Lockwood



w Berrylane od miesiąca (po przerwie)

Zawieszona agentka rozdaje karty w kasynie

26
yo

173
cm

i zabiła króla kier.

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-08-19, 22:18   
  
Gardenia

  
Lockwood

  
I will not stay silent so you can stay comfortable...

  

  

  

  

  

  


Czekała spokojnie, ale też nie spodziewała się, że skończy na niczym. Fakt, była pewna siebie, ale to nie był trudny strzał, niestety, jak bardzo byśmy nie chcieli być wyjątkowi, prawda jest taka, że przeżycia zadziwiającej większości ludzi opierają się na podobnych schematach, wystarczy tylko dobrze czytać klucz i na dobrą sprawę każdy mógł uchodzić za guru, czy też bardziej profesjonalnie - psychoterapeutę.
Nie zamierzała go pospieszać, akurat w takich kwestiach była cierpliwa, tym bardziej, że jego reakcje zdradziły, że ma na co czekać. Najpierw dostała imię i mimo, że czuła, jak atmosfera uległa pogorszeniu, na jej twarzy pojawił się uśmieszek satysfakcji. Nie próbowała z nim walczyć, nie była szczególnie empatyczną osobą, bazowała raczej na logice, a nie współczuciu.
Czyli matka... całkiem zaskakujące, że nie jakiś związek, ale z drugiej strony jego osoba pasowała na kogoś, u kogo problemów należało szukać w rodzinie. Pozwoliła sobie na to, aby przeanalizować usłyszane słowa, jednak sam Caspian nie dał jej na to zbyt wiele czasu, zadając własne pytanie. Samo imię, jakim się posłużył przyjemnie pokaleczyło jej uczy, w metaforycznym tego słowa znaczeniu. Nie mniej jednak wiedziała jak to wygląda. Jeśli chciała się czegoś dowiedzieć, sama też musiała coś dać - sama wymyśliła ten układ.
— Nie — odpowiedziała krótko, ale po chwili uznała, że nie ma co zniechęcać go swoją małomównością. — Nie wiem, czy pytasz ogólnie, czy o związki, ale w każdym razie po prostu nie ufam ludziom. Mężczyzną w szczególności i nie wiem, czy to się zmieni, bo też... nie wiem, czy sama chcę to zmieniać. Oswajam się z myślą, że będę sama — kiedy wiedziała, że może dostać coś w zamian o wiele łatwiej było jej się otworzyć.
— Jakież to nieszczęście miałeś czynić w życiu swojej mamy? — niby miała pytać o niego, ale czuła, że zrozumienie matki mężczyzny będzie dobrą podstawą do zrozumienia jego samego.
[Profil]
  MÓW MI: Gardenias are white, Lilies are too,
MULTI: You can use this poem for your tattoo...
 
Caspian Shelley



w Berrylane od dwóch lat

pan psycholog

30
yo

185
cm

kocha swoją pracę i dwa koty

Lives in:
auburn pine houses

Wysłany: 2019-08-20, 15:36   
  
Caspian

  
Shelley

  
You know, gentlemen, there is hell, and there is another place below hell

  

  

  

  

  

  


Ludzie w gruncie rzeczy byli całkiem prostymi istotami. Wystarczyło przestudiować jakie reakcje zachodzą w ich mózgach, jak to wpływa na psychikę i jakie schematy się powielają. Odrzucenie, strata bliskiej osoby, przemoc, niekochający rodzice... I tu już zarówno Deni, jak i Caspiana, można by wpisać w przynajmniej jeden z tych wzorców. To trudne nie było. Gorzej z wyartykułowaniem uczuć przez cierpiącego i znalezieniem przyczyny. Przynajmniej w znacznej większości przypadków Caspian leczył skutki znanej przyczyny, zapisanej na kartach teczki. Co nie znaczyło, że sama robota była prostsza, o nie. Jedynie omijało go szukanie źródła problemu.
Westchnął tylko, poddając się. Naprawdę myślał przez chwilę, że go zostawi, ale Deni zadawała wiele pytań. I nie była typem osoby, która by go zostawiła w spokoju, szczególnie po takim pytaniu. Nie bardzo podobał mu się ten pomysł analizowania go, ale co mógł zrobić? Musiał pójść jej na rękę. Budowanie zaufania i tak dalej...
Urodziłem się. - wzruszył ramionami, krzywiąc się lekko na „mamę”. Nigdy jej tak nie nazywał. - Ona nie chciała dzieci, wpadła, ale z miłości do mojego ojca jednak nie usunęła ciąży. A potem depresja poporodowa, na kogoś trzeba było zrzucić winę. - dokończył, już luźniejszym tonem. Nie lubił o tym mówić, ale też teraz nie było to jakimś wielkim ciężarem. Jedynie kiedy pytanie padło, nie spodziewał się jego kalibru. Teraz, po latach, już nie miał żalu do swojej matki, bo zwyczajnie rozumiał, czemu to robiła. Nie było to dobre i jej nie usprawiedliwiało, jednak... Nie łamał się. Nie bolało go to tak bardzo, jak te dwadzieścia lat temu, kiedy był dzieciakiem i nie mógł pojąć, czemu jego własna matka tak bardzo go nienawidziła, czemu tata go zostawił i odszedł do innej.
Nadal go kochasz? - zapytał, unosząc jedną brew. Sama wspomniała o tym, że mężczyznom już nie zaufa, więc może wciąż kochała kogoś, kto nigdy nie istniał. A może to tylko skutek jej traumy.
[Profil]
 
 
Deni Lockwood



w Berrylane od miesiąca (po przerwie)

Zawieszona agentka rozdaje karty w kasynie

26
yo

173
cm

i zabiła króla kier.

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-08-23, 02:37   
  
Gardenia

  
Lockwood

  
I will not stay silent so you can stay comfortable...

  

  

  

  

  

  


Urodził się... no tak, to już samo w sobie dawało jej pogląd na całą sprawę, ale ucieszyła się, że Caspian sam z siebie zdecydował się dodać nieco więcej szczegółów. Wiadomo, mogła sobie wszystko lepiej wizualizować, poukładać, dodać odpowiednie cegiełki i zobaczyć, czego jeszcze jej brakuje do powstania przejrzystej całości.
Domyślała się, że dla mężczyzny musiało być to ciężkie, kiedy był dzieckiem pewnie ledwo się trzymał, ale sama nie potępiała w tej chwili pani Shelley. Gardenia nie należała do osób, które załamują ręce i mówiła "ojoj, jakie biedactwo", o nie... raczej... szukała głębiej. Kiedy widziała problem, nie oskarżała z miejsca w tym przypadku kobiety, a zadawała pytanie, czy i ona nie była w tym ofiarą, a Caspian oberwał rykoszetem. To, że ktoś kogoś krzywdzi nie zawsze czyni go z miejsca złym, bo też bohater jednej historii może być oprawcą drugiej.
— Depresja to przykra choroba — mruknęła rzeczowo. — Wtedy kluczowi są bliscy, jeśli takowi istnieją. No, ale mówisz, że kochała ojca, więc to on zjebał, skoro pozwalał jej tak się w tym zagłębić, żeby odbiło się to też na tobie. To z kolei oznacza... że ojca też miałeś nie najlepszego, hm? — zapytała, gasząc papierosa, ale tym razem nie sięgnęła po kolejnego. Caspian też zadał pytanie, które niby było naturalną koleją rzeczy, a mimo to i tak posiadało nutkę zaskoczenia.
— Nie — ta sama odpowiedź, co wcześniej. — Nigdy go nie kochałam. Kochałam iluzję, jaką stworzył. Jeśli czuję do czegoś te uczucia, to do wspomnień, ale to ten sam poziom miłości, jak byłam w liceum i wzdychałam do Aragorna z Władcy Pierścieni... niby miłe, ale jednak bezsensowne i nie wpływa szczególnie na twoje życie, sam rozumiesz — wzruszyła ramionami, sięgając po herbatę. Wydawało jej się, że nie kłamie. To znaczy, mówiła prawdę, ale jednak sama zastanowiła się nieco dłużej nad tą kwestią. Pewne było jedno...
— Znienawidziłabym siebie, gdybym nadal go kochała — mimowolnie się tą prawdą z nim podzieliła.
[Profil]
  MÓW MI: Gardenias are white, Lilies are too,
MULTI: You can use this poem for your tattoo...
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,14 sekundy. Zapytań do SQL: 6