menu


Poprzedni temat «» Następny temat
W poszukiwaniu idealnego sera
Autor Wiadomość
Kara Belfrey



w Berrylane od zawsze

manager The Lucky Lizard Casino

35
yo

169
cm

żona Calluma, urodzi mu syna

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-07-24, 15:49   W poszukiwaniu idealnego sera
  
Kara

  
Belfrey

  
The more people you love, the weaker you are. You'll do things for them that you know you shouldn't do.

  

  

  

  

  

  


/ po grach chyba

Wczesny ranek. Naprawdę wczesny. W kasynie powoli kończyła się nocna zmiana. Ci najwytrwalsi goście wychodzili już powoli, by z przerażeniem zorientować się, że grali przez całą noc, pracownicy myśleli już pewnie tylko o tym, żeby w końcu się położyć. Nie wszyscy.
Kara nie wstała razem z kurami. Kara wstała jeszcze przed nimi i prawdopodobnie dlatego wszystkie koguty w Berrylane piały teraz jak szalone, trochę tak, jakby wystraszyły się konsekwencji tego, że zaspały. Najwyraźniej wystraszyły się jej równie deszczowe chmury, bo zniknęły z horyzontu oraz słońce, bo przepięknie świeciło.
Idealny dzień na przeprowadzenie inspekcji w kasynie.
Przyjechała na miejsce z jakimś Jaszczurem, bo mąż był akurat w trasie. Nie umawiała się jeszcze z nikim na wspólny powrót, ale miała to szczęście, że większość jej najbliższych znajomych i sąsiadów pracowała w kasynie lub przesiadywała w nim godzinami, dokładnie tak jak ona. Jedyną różnicą było to, że Kara była managerem w ciąży i przebywała na zwolnieniu, więc nie musiało jej tu w ogóle być. I naprawdę próbowała! Starała się lekko odpuścić i odpoczywać, ale nie potrafiła. Na szczęście (dla niej, bo nie dla innych) czuła się już nieco lepiej, mogła więc zajrzeć do pracy i zrobić swoje - opieprzyć, kogo trzeba, przejrzeć wszystkie rachunki, aż w końcu pięć razy skrzywić się na samą myśl o tym, że zazwyczaj robiła to przy papierosie, a teraz nie mogła palić. Czas stąd wyjść. Czas wracać do domu.
- Lockwood, poczekaj - zaczepiła jedną z pracownic. - Jestem bez samochodu. Podwieziesz mnie do White Flower Valley.
To nie było pytanie. Zresztą, Deni i tak była już po pracy i na pewno nie miała do roboty nic lepszego od wożenia blondynki.
[Profil]
    MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Josh, Julie, Mike
 
Deni Lockwood



w Berrylane od miesiąca (po przerwie)

Zawieszona agentka rozdaje karty w kasynie

26
yo

173
cm

i zabiła króla kier.

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-07-27, 14:28   
  
Gardenia

  
Lockwood

  
I will not stay silent so you can stay comfortable...

  

  

  

  

  

  


*8*


Nie była tak zmęczona, jak niektórzy, a jednocześnie tak rześka, jakby chciała. Tkwiła gdzieś pomiędzy jednym, a drugim stanem, niby trzymając się na nogach, równocześnie oczami wyobraźni widząc moment w którym walnie się bezceremonialnie na łóżko i nic innego nie będzie jej interesowało. Były jednak jakieś priorytety. Wyszła na zewnątrz, odpaliła papierosa, przeczesała dłonią włosy. Humor miała jako taki. Niby niewiele zebrała informacji w czasie zmiany, ale klienci sami w sobie nie byli zbyt uciążliwi, a zatem nie mogła narzekać, ale też nie mogła świętować.
Wypaliła do końca, odnajdując w kieszeni skórzanej kurtki kluczyki do jej czarnego suva, który zaparkowała pod jakimś drzewem. Obcasy w butach wystukały zaledwie kilka uderzeń, kiedy usłyszała zza pleców swoje nazwisko. Wzniosła oczy ku niebu, czego właścicielka, a dosłownie pani manager, nie mogła widzieć i po tym jak bezdźwięcznie powiedziała do siebie "co zaś, kurwa?", odwróciła się przez ramię przodem do blondynki, ostentacyjnie oceniając ją z góry do dołu, dopiero potem zatrzymała się na jej twarzy.
— Aha — skwitowała bardzo elokwentnie, w odruchu uznając to za coś złego, ale z drugiej strony... kobieta była w ciąży, a w kasynie nie należała do szaraków. Mogła być dobrym źródłem informacji. Tak pomyślała w tamtej chwili i to też pozwoliło jej odsunąć na bok myśl o tym, jak bardzo Kara krzyżuje teraz jej plany. — Jasne, zapraszam — wskazała kciukiem samochód i otworzyła go, czekając, aż kobieta wgramoli się na siedzenie pasażera. Kiedy już tam usiadła, odpaliła silnik maszyny.
— W życiu nie byłam w ciąży... jakieś preferencje co do temperatury? Lepiej zimno? Ciepło? Poklikaj sobie, bylebym nie musiała czyścić tapicerki — rzuciła w odruchu sięgając po paczkę z papierosami, ale potem zatrzymała się w połowie ruchu, spojrzała to na pudełeczko, to na brzuch i zaklęła pod nosem odrzucając trzymany przedmiot.
— Zapnij pasy — poleciła jeszcze, po czym w końcu ruszyła z miejsca. — Mieszkasz na tym polu z przyczepami? — zapytała, tak, żeby uniknąć niezręcznej ciszy, jak i nie wyglądać na kogoś wielce niezadowolonego.
[Profil]
  MÓW MI: Gardenias are white, Lilies are too,
MULTI: You can use this poem for your tattoo...
 
Kara Belfrey



w Berrylane od zawsze

manager The Lucky Lizard Casino

35
yo

169
cm

żona Calluma, urodzi mu syna

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-07-31, 23:36   
  
Kara

  
Belfrey

  
The more people you love, the weaker you are. You'll do things for them that you know you shouldn't do.

  

  

  

  

  

  


Zdaje się, że Kara poczuła na sobie wzrok pracownicy, bo w zamian posłała jej tak lodowate spojrzenie, że mogłoby od niego zamarznąć nawet piekło. Rzeczywiście, była w ciąży, była managerem, mogła psuć Deni plany, ale czy miało to dla niej znaczenie? Niekoniecznie. Blondynka była egoistką, myślała przede wszystkim o sobie, a teraz myślała również o swojej rodzinie, o mężu, dziecku, tym drugim, dorosłym już dziecku również. Do tego jeszcze kasyno i remont w nowym domu. Ech, tyle na głowie.
- I dobrze. Przynajmniej nie puchną ci kostki i możesz wciskać gaz. Wiec... Jedź - rzuciła krótko i rzeczywiście, zmniejszyła nieco temperaturę. Nie skomentowała tekstu o czyszczeniu tapicerki, chociaż szalenie korciło ją, żeby się odezwać, ale nie umiała milczeć, kiedy zauważyła, że Lockwood sięga po paczkę papierosów. - Nikt ci jeszcze nie powiedział, że przy mnie nie trzyma się papierosów na widoku, bo to mnie denerwuje?
Denerwowało ją to, że ona sama nie mogła już palić. Dawniej kopciła jednego za drugim i nigdy nie myślała nawet o zerwaniu z nałogiem. To jedna z nielicznych przyjemności w jej życiu, a teraz przechodziła przez przymusowy odwyk. Nie mogła nawet palić mniej, ograniczać i powoli przyzwyczajać organizm do nowej sytuacji. Musiała po prostu przestać, a przez to chodziła jeszcze bardziej poddenerwowana.
Zapięła pasy, delikatnie układając je tak, żeby nic nie uciskało jej brzucha. Nawet o tym nie myślała, robiła to niemal automatycznie, pozwalając działać instynktowi. Nie chciała dzieci, a tymczasem mimowolnie chroniła malucha, którego urodzi.
- Mieszkałam, kiedy mój mąż siedział, ale z pewnych powodów - ruchem głosy wskazała na swój brzuch - postanowiliśmy przeprowadzić się do czegoś większego.
Co to za pytanie? Przecież wszyscy w kasynie wiedzieli, gdzie Kara żyła. Nic dziwnego, że spojrzała na krupierkę jak na szaloną.
- Po drodze zatrzymamy się jeszcze przy jakimś sklepie - zarządziła.
[Profil]
    MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Josh, Julie, Mike
 
Deni Lockwood



w Berrylane od miesiąca (po przerwie)

Zawieszona agentka rozdaje karty w kasynie

26
yo

173
cm

i zabiła króla kier.

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-08-01, 11:31   
  
Gardenia

  
Lockwood

  
I will not stay silent so you can stay comfortable...

  

  

  

  

  

  


Tak, jak pani manager prosiła, Deni wykręciła sprawnie i po chwili stały już na wylocie, by zaraz dołączyć się do ruchu. Nie przeszkadzała jej niska temperatura, sama taką wolała. Wiedziała, jaką opinię ma ta kobieta, zdążyła też zauważyć, że ta wcale nie jest przerysowana, jednak sama do tchórzów nie należała i wyszła z założenia, że jeśli będzie się poddawać trudnemu charakterowi managerki, to tylko dołączy do stadka szarej masy, którą ta pomiata.
— A jak są schowane, to łagodniejesz? — zapytała przekornie, chociaż jej mina jasno zdradzała, że bardziej skupiona jest na drodze, niż problemów, jakie może spowodować odsłonięta paczka. — W schowku mam płytę z muzyką klasyczną, możesz sobie puścić. To uspokaja i dobrze wpływa na płód — nie zastanawiała się długo nad doborem słów. Takie rzeczowe wydawało jej się zawsze być najlepszą opcją, poza tym wcale z niej nie drwiła, ale też nie należało tu mówić o trosce. Chyba nadal przeważał spokój i coś w rodzaju dystansowania się. Nie chciała dać się wciągnąć w żadną głębszą dyskusję, bo mimo wszystko to była jej szefowa, a Gardenia doskonale wiedziała, że w zgrywaniu potulnej pracownicy jest tragiczna.
Zakodowała sobie w głowie to, że jej mąż siedział w więzieniu, pokiwała spokojnie głową na znak, że przyjmuje jej słowa do wiadomości. W odruchu sama spojrzała na jej brzuch, a kącik ust się jej uniósł.
— No tak, dzieci przewracają życie do góry nogami. To pierwsza ciąża? — o czymś mimo wszystko wypadało rozmawiać. Bardziej interesowało ją za co jej mąż siedział, ale byłaby przysłowiową blondynką, wypierdalając z tym pytaniem w pierwszej kolejności. Jej spojrzeniem też nieszczególnie się przejęła, jedynie wzruszyła ramionami.
— Skoro tak mówisz... — rzuciła pod nosem, bardziej do siebie, niż do niej. Już nie zamierzała tego sklepu komentować... no, a przynajmniej nie bardziej, niż wypadało. — Ubera na tym zadupiu się pewnie nie uświadczy, co? — dodała półgębkiem, znów przyłapując się na tym, że miała ochotę sięgnąć po papierosy. Zamiast tego przeczesała włosy dłonią i wypuściła wstrzymywane w płucach powietrze. — Musisz mną kierować, jeśli masz na myśli jakiś konkretny sklep — dała za wygraną, mając nadzieję, że przynajmniej czegoś się dowie dzięki tej nieoczekiwanej wycieczce.
[Profil]
  MÓW MI: Gardenias are white, Lilies are too,
MULTI: You can use this poem for your tattoo...
 
Kara Belfrey



w Berrylane od zawsze

manager The Lucky Lizard Casino

35
yo

169
cm

żona Calluma, urodzi mu syna

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-08-04, 23:01   
  
Kara

  
Belfrey

  
The more people you love, the weaker you are. You'll do things for them that you know you shouldn't do.

  

  

  

  

  

  


Kto wie, może pewnego dnia blondynka doceni to, że Lockwood miała własne zdanie i potrafiła jej się odszczeknąć. Póki co musiała dbać o swój image. Już i tak wydawało jej się, czasy nieco zmiękła, a to niedopuszczalne. Kara Belfrey nie mięknie. Kara... jest Karą.
- Po prostu nie trzymaj ich w zasięgu mojego wzroku. Odstawiłaś kiedyś papierosy w ciągu jednego dnia, bo musiałaś? - westchnęła. Okej, na samym początku ciąży wypaliła jakieś dwa-trzy papierosy, bo nie mogła się powstrzymać, ale teraz konsekwentnie odmawiała sobie tej przyjemności. A niech kiedyś jej syn zacznie pyskować, wtedy matka na pewno wypomni mu to, że dla niego przestała palić. Zaczęła też słuchać muzyki klasycznej. Przynajmniej teraz, w aucie. Rzeczywiście, wygrzebała płytę i włączyła ją. Tak było znacznie przyjemniej, a i zdaje się, że dziecku całkiem miło słuchało się poważnych utworów. Może Kara powinna częściej puszczać mu coś takiego? Aż odruchowo dotknęła swojego brzucha.
- Nie. Mam już dorosłą córkę - przyznała zgodnie z prawdą, choć dla kogoś z zewnątrz mogło to brzmieć co najmniej dziwacznie. Umówmy się, Belfrey nie oszczędzała na sobie. Wydawała trochę kasy na to, żeby nieźle wyglądać. Może i ludzie dawaliby jej tyle lat, ile miała w rzeczywistości, ale rzeczywiście miała studiującą już córkę.
- Zazwyczaj sama prowadzę, ale dzisiaj jestem bez samochodu. Gdybym miała z kim wrócić, to nie zawracałabym ci teraz głowy. Zresztą, przecież nie jedziemy na drugi koniec świata. Podwozisz tylko szefową w ciąży - odsunęła nawet lekko szybę, bo potrzebowała powietrza. - Wszystko jedno, który to będzie sklep. Może być nawet ten - wskazała na najbliższy budynek, jaki majaczył przed nimi nieopodal drogi. Odpięła się na chwilkę z pasów, żeby sięgnąć po torebkę leżącą na tylnym siedzeniu, ale niestety, sztuka ta jej się nie udała. Nie to, żeby była za gruba, żeby się obrócić, po prostu torebka leżała w złym miejscu.
- Musisz kupić mi ser. Żółty, w grubych plastrach, do grzanek - zrezygnowała z manewrów na fotelu. I tak nie złapie torby. Trudno. Na szczęście od czego była Lockwood?
[Profil]
    MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Josh, Julie, Mike
 
Deni Lockwood



w Berrylane od miesiąca (po przerwie)

Zawieszona agentka rozdaje karty w kasynie

26
yo

173
cm

i zabiła króla kier.

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-08-05, 14:24   
  
Gardenia

  
Lockwood

  
I will not stay silent so you can stay comfortable...

  

  

  

  

  

  


Deni słyszała o tym, jaką sławą cieszy się ta kobieta, dlatego naprawdę, jak na nią starała się zachowywać przykładnie. Nie klęła aż tyle, nie drwiła, po prostu panienka do rany przyłóż, przynajmniej w swojej własnej opinii.
— Nie mam nałogu — rzuciła jakoś tak odruchowo, nie zastanawiając się nad tym, ale też nie kłamała. Chociaż niejednokrotnie przekonała się, że ludzie zamiast przyjąć do wiadomości taką informację, czuli w większości jakąś przemożną potrzebę podważania jej faktyczności. Nie, żeby Gardenię to jakoś interesowało, ale mimo wszystko w ramach prowadzenia rozmowy zdecydowała się wyjaśnić. — Mam silną wolę, albo mocno spierdoloną tą część odpowiedzialną za przywiązanie. W każdym razie mogłabym nie palić przez miesiąc, chociażby od zaraz, bo nie czuję głodu nikotynowego. Po prostu to lubię — wyjaśniła, wzruszając przy tym jednym ramieniem i skręciła płynnie na światłach.
Zaskoczyła ją informacja o córce. Tak daleko w historię szefowej się nie zagłębiała, ale wiedziała ile ma lat, co prawda słowo "dorosła" było mocno relatywne i pozostawiało wiele miejsca na domysły, ale też sugerowało przynajmniej jakiś minimalny wiek. Oczywiście w głowie już zaczęły rodzić się pytania, których taktowny człowiek nigdy nie wypowiedziałby na głos, ale Gardenia...
— Wpadka? — Gardenia... była Gardenią. Też zapytała, jak gdyby nigdy nic. Odwróciła tylko na nią wzrok, bo mogła ją zbyć słowami, ale z jej twarzy była w razie potrzeby gotowa wyczytać odpowiedź. Nie, żeby ta była do czegoś potrzebna, kierowała nią zwykła ciekawość, też nie czuła, że popełnia błąd pytając o to.
Zaparkowała przed sklepem, puszczając mimo uszu uwagę o tym, że na koniec świata nie jadą, ale kiedy usłyszała, co musi zrobić, uniosła wysoko brwi. Teraz miała jej jeszcze latać po sklepie. Już by powiedziała, że nie jest serodostawcą, ale widząc, jak ciężarna miota się po torebkę, mentalnie machnęła dłonią.
Bez słowa zostawiła ją w samochodzie, ale zabrała kluczyki. Tak z przezorności. Weszła do sklepu, od wejścia wypowiadając, że chce żółty ser, w grubych plastrach, do grzanek. Wzięła, co pani w brzydkim fartuchu jej dała i wróciła, rzucając paczuszkę na kolana kobiety.
— Proszę, najlepszy ser, jaki mieli w tym przybytku. Oddasz mi w ramach premii — mruknęła, przekręcając oczami i odpaliła silnik, nie ruszając jeszcze, gdyby miała sobie przypomnieć, że chce coś jeszcze.
  
[Profil]
  MÓW MI: Gardenias are white, Lilies are too,
MULTI: You can use this poem for your tattoo...
 
Kara Belfrey



w Berrylane od zawsze

manager The Lucky Lizard Casino

35
yo

169
cm

żona Calluma, urodzi mu syna

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-08-09, 19:09   
  
Kara

  
Belfrey

  
The more people you love, the weaker you are. You'll do things for them that you know you shouldn't do.

  

  

  

  

  

  


- Jasne - odparła równie odruchowo. W przeciwieństwie do niej Kara miała słabą silną wolę. Kiedy już zaczęła palić, a zaczęła młodo, to nie mogła już przestać. Znaczy... Okazuje się, że jednak mogła, bo właśnie to robiła. Nie przewidziała jednego - tego, że będzie to tak trudne. - Chcesz się założyć?
Na przykład o swoją premię, hehe. Żarcik. Belfrey nie odbierała ludziom premii za przegrany zakład. Co innego zła praca lub niesłuchanie jej poleceń, ale na szczęście Lockwood całkiem nieźle sobie radziła i chociaż Kara nie mówiła tego głośno, to doceniała pracowników. Wiadomo, bardziej doceniała pracujące w kasynie Jaszczurki, ale dlaczego nie miałaby robić tego samego z dobrze spisującymi się krupierami? Tyle tylko, że warto dobrze spisywać się również poza pracą.
- Wiesz, co jest wpadką? Zadawanie takich pytań - rzuciła. Zacisnęła usta i odwróciła głowę, spoglądając w szybę po swojej stronie. To chyba najbardziej naturalna reakcja i szalenie oczywisty sposób na potwierdzenie przypuszczeń Gardenii. Rzeczywiście, kiedyś wpadła, ale nie zamierzała rozmawiać o tym z Lockwood. Miała dorosłą córkę, teraz będzie mieć drugie dziecko, taka wiedza o rodzinie Kary musiała wystarczyć pracownicy kasyna.
Belfrey mogłaby sama pójść po ser, a i owszem, ale tak się akurat przypadkiem składało, że akurat zaczęła źle się czuć. Zresztą, nie prosiła o dostarczenie jej tony sera, tylko kilku plasterków, jakiegoś małego opakowania, żeby miała czym nakarmić głodnego męża, kiedy ten wróci ze swojej tirowej trasy. A że Callum to wielki chłop, to i zjeść swoje musiał, więc sera też troszkę musiało być. To chyba dlatego blondynka nie była do końca zadowolona, kiedy zobaczyła to, co kupiła dla niej Gardenia.
- To ma być ser? Przecież to nawet nie leżało obok sera. Sama sobacz - pokazała Lockwood coś, co wyglądało bardziej jak wyrób seropodobny, w dodatku kiepsko wykonany. Poczęstowała się nawet kawałeczkiem jednego plasterka i od razu wyraźnie się skrzywiła. Po co ona to jadła? Musiała otworzyć okno, bo zrobiło jej się niedobrze. - Musisz kupić inny.
Ale nie tu. Kara nigdy nie wróci do tego sklepu. Nie ma szans.
[Profil]
    MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Josh, Julie, Mike
 
Deni Lockwood



w Berrylane od miesiąca (po przerwie)

Zawieszona agentka rozdaje karty w kasynie

26
yo

173
cm

i zabiła króla kier.

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-08-09, 23:10   
  
Gardenia

  
Lockwood

  
I will not stay silent so you can stay comfortable...

  

  

  

  

  

  


Przewróciła mimochodem oczami, kiedy usłyszała propozycję zakładu. Powiedzmy, że w takich chwilach było to dość typowe i wiele osób reagowało w ten sposób, jakby nagle trzeba im było coś udowodnić, bo przecież to pewne, że Lockwwod ma nałóg, ale się wstydzi, czy coś... no oczywiście, w końcu taka z niej była wstydnisia.
— Nie, nie chcę... Już kilka razy w przeszłości na to poszłam, ale dochodzę do wniosku, że przez miesiąc nie sięgam po papierosy, które sprawiają mi przyjemność, dla wygranej, która nie jest tego warta... sama rozumiesz, gra niewarta świeczki — wzruszyła ramionami mając nadzieję, że jej nie urazi, a przynajmniej tak dobierając słowa, żeby wyszło na to, że właśnie taką ma nadzieję. Przecież nie chciała sobie robić wrogów, a już na pewno nie we władzach kasyna. Nawet jeśli podlizywanie się innym nie było jej taktyką, to też na siłę ich zrażać nie zamierzała. I bez starań potrafiła to całkiem nieźle zrobić, o czym miała przekonać się już po chwilę.
Kącik ust jej zadrżał, ale powstrzymała cisnący się na nie uśmiech satysfakcji. Lubiła mieć rację, to nie pozostawiało wątpliwości, a odpowiedź kobiety jasno dała jej do zrozumienia, że dobrze trafiła. Ponownie, nie należało tego ciągnąć, ale przecież Deni już otwierała usta.
— A ja bym raczej powiedziała, że to pytanie było całkiem trafne — odpowiedziała spokojnie, jakby nie wyczuła aluzji, że to nie jest dobry temat do konwersacji. — Wstydzisz się tego? Jesteś kobietą sukcesu, masz w tym mieście jakąś pozycję, na tle tego nieplanowana w przeszłości ciąża to pikuś. Dałaś radę, więc raczej normalna sprawa — kolejny raz wzruszyła ramionami, bo też nie była tym typem człowieka, który rozdmuchiwał niepotrzebnie jakieś kwestie. Dla niej chyba nie istniały tematy tabu, wszystkie znajdowały się na tym samym poziomie.
Ostatecznie Gardenia była naprawdę opanowaną osobą, ale jak każdy, tak i ona potrafiła mieć swoje limity. Te jeszcze nie zostały przekroczone, ale kiedy już rzuciła Karze ten pieprzony ser, oczekiwała raczej podziękowań, a nie narzekań.
— To najlepsze, co mieli w tym sklepie — powiedziała na wydechu, w głowie prosząc siebie o zachowanie spokoju. To nic, miała swoje humorki, jest w ciąży, ma prawo... Z kolei Deni nie ma prawa, żeby ją teraz wywalić co rowu. Te proste obliczenia sprawiły, że zaraz postanowiła jakoś ten problem rozwiązać. — Sama uznałaś, że tu będzie dobrze. Nie jestem pieprzonym mleczarzem, ser to ser — burknęła, włączając się do ruchu. — Może mają tutaj jakiś market, zamiast monopolowego pani Josie, to wtedy sobie po prostu wybierzesz i... jeśli będzie ci niedobrze, to mów, bo jak ty zwymiotujesz, to ja też zwymiotuję — zagroziła jej i wcale nie żartowała. Mogła zobaczyć rozwaloną głowę i nic jej nie było, ale treść żołądkowa... po prostu nie.
[Profil]
  MÓW MI: Gardenias are white, Lilies are too,
MULTI: You can use this poem for your tattoo...
 
Kara Belfrey



w Berrylane od zawsze

manager The Lucky Lizard Casino

35
yo

169
cm

żona Calluma, urodzi mu syna

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-08-13, 14:34   
  
Kara

  
Belfrey

  
The more people you love, the weaker you are. You'll do things for them that you know you shouldn't do.

  

  

  

  

  

  


Lekko wywróciła oczami. Nie rozumiała sensu takiego miesięcznego odwyku od papierosów. Gdyby nie ciąża, nikt nie zmusiłby jej do zaprzestania palenia. Mogła oddać wszystkie swoje szpilki, mogła zmienić kolor włosów (mocno niechętnie, bo jednak przyzwyczaiła się do swojego blondu), ale na pewno nie rzuciłaby nałogu sama z siebie. Miała swoje zapasy ukraińskich fajek bez akcyzy, nosiła je mężowi, kiedy odsiadywał wyrok (nie wnikajmy w to, jak przemycała je do zakładu karnego) i zdaje się, że Kara z papierosem to widok, do którego wszyscy już się przyzwyczaili.
Nie wszyscy przyzwyczaili się jeszcze do tego, że Belfrey miała dorosłą córkę. Ona sama dopiero zaczynała się z tym oswajać i chyba nie było nic dziwnego w tym, że reagowała na wszystko dość agresywnie.
- Nie dałam rady. Miałam wtedy szesnaście lat i kiedy tylko mała się urodziła, od razu oddałam ją do adopcji - przyznała w końcu. - Zresztą, nie będę teraz o tym rozmawiać.
Już i tak sporo powiedziała. Wcale nie poradziła sobie z Liv. Nie wychowywała jej, a że dziewczyna ostatnio pojawiła się w jej życiu... Kara wzięła to na klatę i starała się jakoś jej to wszystko wynagrodzić. Z jednym mogłaby jednak zgodzić się ze swoją pracownicą: miała pewną pozycję i zamierzała z niej korzystać. Rzeczywiście, Deni nie mogła wyrzucić jej do rowu. Raz, Kara wyrzuciłaby ją potem z kasyna, a dwa, blondynka opowiedziałaby o wszystkim swojemu facetowi i Deni również skończyłaby w rowie. Martwa.
- Nie podałabym tego gówna nawet swojej szwagierce z policji - podsumowała. - Myślałam, że poradzisz sobie z kupnem sera, ale widzę, że cię to przerosło - posłała Lockwood chłodne spojrzenie. Oby w kasynie radziła sobie lepiej. Trzeba będzie jej się przyjrzeć, oj, trzeba. - Duszno mi. Boże, rodzę - zaczęła szybciej oddychać. Ani trochę nie rodziła, dziecko siedziało grzecznie w brzuchu, ale gdyby było trzeba, to na pewno kopnęłoby matkę raz czy dwa, żeby uwiarygodnić jej wersję. Przecież małemu też na pewno zależało na tym, żeby tata dostał grzanki z najlepszym serem, jaki tylko można dostać.
- Musimy pojechać do Seattle - zdecydowała i zdaje się, że nawet nie zamierzała negocjować.
[Profil]
    MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Josh, Julie, Mike
 
Deni Lockwood



w Berrylane od miesiąca (po przerwie)

Zawieszona agentka rozdaje karty w kasynie

26
yo

173
cm

i zabiła króla kier.

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-08-13, 21:34   
  
Gardenia

  
Lockwood

  
I will not stay silent so you can stay comfortable...

  

  

  

  

  

  


Gardenie całkiem zaskoczyło to, że Kara była aż tak młoda, gdy urodziła córkę. Niby szefowa wyraźnie zaznaczała, że nie chce o tym mówić, ale z drugiej strony podzieliła się kolejnym faktem na ten temat i to z kolei dało Deni do myślenia. Wiele osób unika trudnych tematów, mówiąc, że nie chco o tym rozmawiać, bo taka postawa wydaje się im słuszna, kiedy tak naprawdę marzą o tym, by ktoś pociągnął ich za język. Lockwood nie miała podstaw, aby wierzyć, że tak właśnie jest z Karą, ale też nigdy nie należała do osób, które łatwo odpuszczały. Poza tym w tym wszystkim wcale nie była natarczywa, nie bawiła się w przesłuchanie, raczej myślała na głos i pozwalała drugiej stronie wydawać opinię.
— Jak wolisz... — niby tak powiedziała, ale nie zamilkła wcale. — Czyli nie masz z nią kontaktu? Mówiąc o córce brzmiało to tak, jakby ci na niej zależało... w każdym razie ja nie zamierzam ciebie oceniać, pewnie postąpiłabym tak samo, albo i gorzej — oznajmiła zgodnie z prawdą, nie było to żadnym zagraniem mającym na celu jej się przypodobać. Ciąża w tak wczesnym wieku jest po prostu błędem, to znaczy... pewnie są jednostki, które się na to decydują, ale jednak według Gardenii dzieci rodzące dzieci to tragedia współczesnych czasów.
Cóż, do rowu się jej nie spieszyło, a też nie tak łatwo było ją zabić, ale o tym Belfrey nie musiała, a nawet nie mogła wiedzieć, dlatego może to i lepiej, że uważała swoją pracownicę za tak łatwą do ściągnięcia z szachownicy figurę. Nie mniej jednak teraz cierpliwość Lockwood naprawdę była testowana, jak jeszcze nigdy przedtem, dlatego też zabrała zaraz ser z kolan szefowej.
— Zatrudniłaś mnie, bo znam się na kartach i potrafię robić niezłe sztuczki — przypomniała, następnie z kamiennym spokojem otworzyła okno po stronie Kary i zwinnie wywaliła przez nie opakowanie. — To była jedna z nich. Znikający ser. Nie musisz klaskać — dodała, znów łapiąc oburącz kierownicę. Drgnęła dopiero, gdy ta zaczęła mówić, że rodzi. Oczywiście ni chuja tego nie kupiła.
— Nawet wody ci nie odeszły — zauważyła, ale zaraz warknęła, zastanawiając się, jak daleko szefowa jest zdolna się posunąć dla uwiarygodnienia tej swojej bajeczki. — Dobra kurna, zabiorę cię to tego Seattle, tylko nie myśl o tym, aby zmoczyć moją tapicerkę, jasne? — przewróciła oczami, obiecując sobie, że następnym razem, gdy Kara złapie ją na parkingu, sama przebije swoją własną oponę, byleby nie musieć jej nigdzie wozić.
[Profil]
  MÓW MI: Gardenias are white, Lilies are too,
MULTI: You can use this poem for your tattoo...
 
Kara Belfrey



w Berrylane od zawsze

manager The Lucky Lizard Casino

35
yo

169
cm

żona Calluma, urodzi mu syna

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-08-15, 22:31   
  
Kara

  
Belfrey

  
The more people you love, the weaker you are. You'll do things for them that you know you shouldn't do.

  

  

  

  

  

  


Kara na pewno nie marzyła o tym, żeby ktokolwiek ciągnął ją za język lub za cokolwiek innego. Szalenie ceniła sobie święty spokój i chyba trochę już żałowała tego, że zwierzyła się swojej pracownicy. Mimo wszystko nie mogła zostawić niedopowiedzeń w kwestii swojej córki. Skoro podjęła decyzję o tym, że Liv będzie częścią jej życia, to zamierzała się tego trzymać i nie zamierzała już się jej wyrzekać.
- Zależy mi na niej, okej? Po prostu potrzebowałam czasu, żeby to zrozumieć. Teraz mamy ze sobą kontakt i zamierzam trzymać ją jak najdalej od kasyna.
Pewnie i tak jej się to nie uda. Olivia była dorosła, więc Kara i tak nie miała tu nic do gadania. Gdyby jednak miała, na pewno powiedziałaby córce co o tym myśli. Gdyby było trzeba, zmusiłaby poprosiłaby też ojca dziewczyny do tego, żeby miał ją na oku. Blondynka nie miała łatwego charakteru, ale teraz i tak wydawała się nieco milsza i spokojniejsza, niż dawniej. Dopóki Deni niczym jej nie podpadnie, nie wyląduje w rowie lub na bruku, bo mimo wszystko Belfrey widziała, że Lockwood nieźle sobie radzi. I rzeczywiście, znała się na kartach. Na czarach chyba też.Gdyby nie to, że sztuczka zrobiła na Karze wrażenie, zaczęłaby teraz krzyczeć, ale w tym momencie naprawdę cieszyła się z tego, że ten ser... że to coś opuściło samochód. Od tego tworu naprawdę robiło jej się słabo. Rzeczywiście, udawała, że rodzi, ale smród nabiału naprawdę na nią podziałał.
- Niczego ci nie zmoczę, jeśli dostanę to, czego chcę - stwierdziła krótko, a na jej twarzy w końcu pojawił się delikatny uśmiech. Pojawiło się coś jeszcze, niewielki plusik przy nazwisku krupierki w wirtualnym notesiku z ocenami pracowników kasyna, który pani manager prowadziła w głowie. Zasłużyła. - Kupiłam kiedyś w Seattle świetny ser. Tylko gdzie to było... Chyba gdzieś w pobliżu portu. A może lotniska? - zaczęła się zastanawiać. - Zaczniemy od portu - zarządziła. - To jakie miałaś plany na dziś? Zniszczyłam coś wielkiego i spektakularnego?
Na pewno tak było. Przecież Kara nie była głupia i zdawała sobie sprawę z tego, że pożyczenie sobie Gardenii mogło być jej mocno nie na rękę.
[Profil]
    MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Josh, Julie, Mike
 
Deni Lockwood



w Berrylane od miesiąca (po przerwie)

Zawieszona agentka rozdaje karty w kasynie

26
yo

173
cm

i zabiła króla kier.

Lives in:
blue velvet

Wysłany: 2019-08-17, 01:51   
  
Gardenia

  
Lockwood

  
I will not stay silent so you can stay comfortable...

  

  

  

  

  

  


Gardenia doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że często ciągnie za język ludzi w tematach, z których ci niekoniecznie chcieliby się spowiadać, ale prawdę mówiąc... miała to w dupie. Lubiła wiedzieć, lubiła się dowiadywać, wyciągać informacje, nie robiła tego jak nachalni psychole i wierzyła, że jak rzeczywiście wejdzie na jakąś minę, to jej rozmówca każe jej spierdalać, albo przynajmniej się popłacze, lamentując, że to bolesne. Dopóki takiej informacji zwrotnej od Kary nie dostała, nie czuła się wcale winna. Poza tym naprawdę ją ta kwestia zainteresowała.
— Okej — odpowiedziała na pytanie, które oczywiście miało być retorycznym, jednak Lockwood często czuła się w obowiązku do udzielania odpowiedzi nawet, gdy nikt na nie nie czekał. Uważała, że to uczy konsekwencji. Może akurat nie Belfrey, ale wielu ludzi stanowczo zbyt często pytało o coś, czego wcale nie chcieli słyszeć i potem mieli jakieś wąty. — Och, czyli córka nie wie, gdzie pracujesz? — cmoknęła, ale nie pozwoliła sobie na przesadne zainteresowanie. Ot, takie luźne pytanie padło, nic więcej. — Nie wiem, czy to dobre, takie zacieśnianie relacji, ale jednak z wygodnym dystansem — dodała swoją własną opinię, nie przejmując się tym, że pewnie zdecydowana większość osób by się od tej szczerości powstrzymała.
Cóż, to miłe, że Deni dostała plusik, pewnie nawet się tego nie spodziewała. Dobrze jednak, że w okolicy nie było żadnych wojowników Greenpeace, bo jeszcze obie wylądowałyby w rowie, za wywalanie śmieci na ulicę.
— Zniszczyłaś spektakularnie długą drzemkę — odpowiedziała, panując nad niechęcią na myśl o jeżdżeniu po wielkim mieście w poszukiwaniu sera, bo kurwa kiedyś gdzieś jakiś był pyszny. — Wiesz, jakie Seattle jest wielkie? Nie lepiej znaleźć jakieś odjebane delikatesy w google i z miejsca do nich pojechać? — docisnęła pedał gazu. Prowadziła świetnie, więc nie było się o co martwić. — W ogóle to tylko do tostów, a do tostów byle gówno się nadaje, zalewasz ketchupem i ledwo pamiętasz, że oprócz pieczywa coś jeszcze tam jest — kontynuowała, dzieląc się swoją opinią. — Poza tym... jakoś wątpię, że zawsze po ser nakurwiasz do Seattle... czy to są te typowe zachcianki kobiet w ciąży? Czy może jakiś test? Zawsze tak sprawdzasz nowych pracowników? — w sumie to też było całkiem możliwe, dlatego wolała o to zapytać.
[Profil]
  MÓW MI: Gardenias are white, Lilies are too,
MULTI: You can use this poem for your tattoo...
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 5