menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#10 rodzimy!
Autor Wiadomość
maxinne flanagan



w Berrylane od zawsze, z przerwami

trzyma jaszczurki z dala od pierdla

32
yo

159
cm

nie ma czasu na pierdoły

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-08-12, 18:10   #10 rodzimy!
  
Maxinne

  
Flanagan

  
But there is this sadness... and I don't know where it comes from

  

  

  

  

  

  


Max wiele decyzji podejmowała spontanicznie. Zazwyczaj jednak wychodził z niej control freak. Na co dzień nie miała w zwyczaju wściubiać nosa w życie swoich bliskich, choć zdecydowanie lubiła wiedzieć co się dzieje. A już na pewno wtedy, gdy w grę wchodziła jeszcze jakaś młoda lambadziara, która postanowiła sobie zajść w ciążę z jej bratem. Co prawda Booker ją odpowiednio strofował za każdym razem, gdy temat Sienny pojawiał się na świeczniku, ale blondynka nie mogła zwlekać dłużej. Dawała jej tej dziwnej i niepojętej dla niej przestrzeni, ale w końcu musiała powiedzieć stop. Nie miała przecież złych intencji. Nawet zaczęła się jakoś oswajać z myślą, że w rodzinie pojawi się małe dziecko. Nie przypuszczała, że Booker kiedykolwiek postanowi prowadzić rodzinny tryb życia, ale cieszyło ją to. Cieszyłoby bardziej, gdyby znalazł sobie odpowiednią ku temu kandydatkę, lub kandydata.
Wiedziała, że Booker załatwia jeszcze jakieś sprawy w kasynie. Dała więc sobie zielone światło na odwiedziny Sienny. Wcale nie chodziło o to by ją w jakiś sposób nastraszyć. Bądź co bądź, rosło w niej małe dzieciątko, które było po części Flanaganem. Czy to takie dziwne, że Max chciała się upewnić, że wszystko gra? A to, że czasami okazuje to w dość specyficzny sposób, to po prostu trzeba się przyzwyczaić. Jeśli Sienna zamierzała być częścią Flanaganów to też powinna do tego przywyknąć. Strzeliła sobie pewnie jakiegoś drina przed tymi odwiedzinami, raczej nie na zachętę a by uspokoić własne nerwy. Wbrew pozorom to była równie przerażająca sytuacja dla pani prawnik. Tyle, że nie wypadało tego okazywać. A już na pewno nie przed Sienną. Weszła więc do przyczepy, bo czuła się na tyle swobodnie by móc to zrobić. Wiedziała, że Bookera nie ma, więc nie zastałaby ich w dwuznacznej sytuacji. Z resztą, nawet jeśli to pewnie zbyłaby to wzruszeniem ramion. W przyczepie panował porządek, co było kolejną wskazówką na to, że brat na pewno nie mieszkał tu już sam. Przeszła do tej małej kuchni, z lodówki wyjęła sok pomarańczowy, który wlała sobie do szklanki. Odwróciła się przodem by móc zauważyć przechadzającą się Siennę. No i czekała. W milczeniu obserwując tylko ten zaskakujący porządek.
_________________
    - Darzę cię... najczystszą formą... nienawiści...
    - Nic nowego.
[Profil]
  MÓW MI: kotlet
MULTI: raine i reszta
 
sienna mayfield



w Berrylane od dnia narodzin

chwilowa przerwa od pracy, bo

23
yo

162
cm

wychowuje Padme i Bookera trochę też

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-08-12, 18:38   
  
sienna

  
mayfield

  
You hide the truth behind your eyes honestly there's no need for you to hide

  

  

  

  

  

  


    [37]




Gdyby mogła wybrać to najchętniej trzymałaby się na dystans z innymi członkami rodziny Flanagan. Wiedziała, że nie wszyscy byli źli, ale wygodniej było nie mieszać się w te jaszczurze sprawy. Na głowie miała i tak wystarczająco dużo zmartwień, by jeszcze dokładać do tego fakt, że prawdopodobnie wszyscy po kolei tam uważali ją za małą, puszczalską idiotkę. Paradoksalnie to chyba Booker miał do odhaczenia gorsza przeprawę z jej rodziną, niż ona z Flanaganami. Niemniej jednak gdyby tylko wiedziała, że Max zdecyduje się do niej zajrzeć to na pewno nie zdecydowałaby się na grzeczne leżenie przed telewizorem. Z nią akurat wolałaby możliwie najbardziej unikać spotkania, bo — jak już wspominała Bookerowi ostatnio — skutecznie ją przerażała.
Myła ręce, gdy usłyszała skrzypnięcie frontowych drzwi. Wiedziała, że to nie Booker, bo chwilę wcześniej wysłał jej smsa z którego wychodziło, że zostanie w kasynie nieco dłużej. Bardzo ostrożnie więc wychyliła się z łazienki, by namierzyć kto taki wlazł do ich przyczepy bez pukania. Niby powinna czuć się bezpiecznie będąc na terenie jaszczurek, ale mimo wszystko dalej miała w pamięci tamtego nieszczęsnego smsa. Kiedy więc zobaczyła plecy Maxinne niemal odetchnęła. Niemal, bo zaraz uzmysłowiła sobie, że z pewnością nie było to przypadkowe wtargnięcie. Musiała wiedzieć, że Bookera nie będzie w przyczepie, więc przyszła prosto do niej. A ta myśl sprawiła, że Sienna poczuła się jeszcze bardziej przerażona — i nawet wizja psychopatycznego zabójcy nie wydawała się w tej chwili taka zła. Zamiast tego niestety dostała blondynkę. Położyła odruchowo rękę na swoim ogromnym brzuchu i starała się wyglądać tak, jakby nie stresowała się samym jej widokiem.
— Maxinne? Coś konkretnego cię sprowadza? — zapytała uprzejmie realnie rozważając to, czy nie powinna odzywać się do niej per pani. Szkoda, ze wzięła ten nieszczęsny sok z lodówki, bo teraz nie miała pojęcia co miała dodać. A zaproponowanie picia byłoby bardzo rozsądnym posunięciem mimo wszystko. Dlatego tylko usiadła, bo chyba jej się z tego wszystkiego słabo zrobiło. I jak niby miała się nie stresować z uwagi na Padme?
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny i milion innych
 
maxinne flanagan



w Berrylane od zawsze, z przerwami

trzyma jaszczurki z dala od pierdla

32
yo

159
cm

nie ma czasu na pierdoły

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-08-13, 19:14   
  
Maxinne

  
Flanagan

  
But there is this sadness... and I don't know where it comes from

  

  

  

  

  

  


Gdyby nie to, że wiła sobie gniazdko z jej bratem, zapewne kobiety nie zamieniłyby ze sobą nawet słowa. Nie ma się co oszukiwać, ale oprócz różnicy wiekowej były z dwóch różnych światów tak totalnie. No ale skoro zaszła w ciążę z Bookerem, musiała chcąc nie chcąc przejść ten chrzest bojowy z resztą członków rodziny. A przynajmniej na pewno z Max, która nie odpuściłaby sobie czegoś takiego. Nie dlatego, że z natury jest zła i lubi wzbudzać strach. Chodziło o to, że Max tak naprawdę poszukiwała czegokolwiek co pomoże jej poczuć się człowiekiem. Myśl o tym dziecku od razu naprowadziła ją na tlącą się nadzieję w niej, że jeszcze nie było dla niej za późno tak do końca. Z tym, że tak czy siak wciąż pozostawała sobą. Osobą, która raczej nie zawiera relacji z łatwością. Znaczy nie takich relacji, które mogą mieć znaczenie. A wszystko wskazywało na to, że Sienna miała zagościć w życiu jej brata na dłużej. No, powiedzmy, bo Max nie była zwolenniczką stałych relacji. Dziecko to jednak dość stała inwestycja, więc tutaj kalkulowało się to nieco inaczej.
Słysząc swoje pełne imię, już na wejściu przewróciła oczami. Podniosła szklankę i wzięła spory łyk. - Mówiłam ci już, że masz mówić do mnie Max. - ich relacja nie miała nic wspólnego z formalnością, więc nie było potrzeby by ta zwracała się do niej w ten sposób. Gdyby dodała do tego jeszcze per 'pani' musiałaby porządnie zastanowić się nad tym jaką wybrankę Booker sobie sprezentował. Nie żeby wcześniej nie była to dla niej zagadka, ale no wiadomo. - Tak, tak właściwie to tak. - odstawiła szklankę na stolik. Z szafki wyjęła drugą szklankę do której wlała soku. - Napij się. - zaproponowała, choć pewnie nieświadomie zabrzmiała jakby wydawała kolejny rozkaz. - Słuchaj, chyba źle się zrozumiałyśmy za pierwszym razem. - powiedziała, podnosząc swoją szklankę znowu. Prędko odłożyła z powrotem na blat, jakby czymś się poddenerwowała. - Musimy coś sobie wyjaśnić. - zapowiedziała, co mogło tak ogólnie brzmieć i wyglądać jak wstęp do jakiegoś koszmaru. Ojej.
_________________
    - Darzę cię... najczystszą formą... nienawiści...
    - Nic nowego.
[Profil]
  MÓW MI: kotlet
MULTI: raine i reszta
 
sienna mayfield



w Berrylane od dnia narodzin

chwilowa przerwa od pracy, bo

23
yo

162
cm

wychowuje Padme i Bookera trochę też

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-08-13, 19:53   
  
sienna

  
mayfield

  
You hide the truth behind your eyes honestly there's no need for you to hide

  

  

  

  

  

  


Nie miałaby nic przeciwko temu, gdyby rzeczywiście udawało jej się zgrabnie unikać Maxinne do końca życia. Starała się jednak nie zamykać za bardzo, bo gryzła ją ta hipokryzja trochę. Tak bardzo próbowała przemówić do rozsądku całej rodzinie wyjaśniając, że nie mogą sugerować się plotkami podczas oceny Bookera, że jednak rozsądek nie pozwalał jej uczyć tego samego z Max. I nawet ostatnim razem starała się być w miarę serdeczna w stosunku do blondynki, ale łatwo można się domyślić w jaki sposób się to wszystko zakończyło. Nic więc dziwnego, że nie chciała się więc wychylać szczególnie, by jej gniewu sobie nie zaskarbić większego. O tym co będzie później starała się nawet nie myśleć.
Skinęła posłusznie głową, bo nie istniało nic, bo mogłaby w tej chwili dodać. Miała ogromną ochotę ściągnięcia tutaj Bookera w roli psychicznego wsparcia. Wiedziała, że nie przyszła zrobić jej krzywdy, ale miała w sposobie bycia coś, co sprawiało, że Sienna przestawała czuć się pewna i stawała się zastraszająco malutka. Na tył, że gdyby tylko Flanagan zechciała mogłaby ją jednym, zgrabnym ruchem rozdeptać. — Dzięki — mruknęła. Nawet nie odważyła się przyznać, że nie ma ochoty na sok. Wzięła posłusznie szklankę czując jak z tego zdenerwowania zaczyna boleć ją paskudnie brzuch. Położyła na nim dłoń natychmiast. Chyba Padme wyczuwała, że Sienna jest zdenerwowana. Nic dziwnego, pozna swoją ciotkę to zrozumie. Ściągnęła brwi i spojrzała na nią niepewnie. — Co takiego? — zapytała. Sienna przekonana była, że blondynka każe jej za sekundę spierdalać stąd, naprawdę. Tak to brzmiało. Jakby Sienna nie zrozumiała, że nie jest mile widziana i ma zniknąć z życia Bookera z dzieckiem. Nawet nie byłaby zdziwiona, gdyby przyznała, że wątpi w jego ojcostwo. Sama ułożyła już cały scenariusz tej rozmowy, a gdy poczuła jak gorąco jej się robi podniosła szklankę z tym nieszczęsnym sokiem i napiła się trochę. Wcale nie zrobiło jej się lepiej, ale starała się wyglądać na skupioną maksymalnie. Chciała żeby wreszcie przeszła do rzeczy, ale miała na tyle rozsądku by jej nie ponaglać.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny i milion innych
 
maxinne flanagan



w Berrylane od zawsze, z przerwami

trzyma jaszczurki z dala od pierdla

32
yo

159
cm

nie ma czasu na pierdoły

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-08-13, 21:05   
  
Maxinne

  
Flanagan

  
But there is this sadness... and I don't know where it comes from

  

  

  

  

  

  


Niestety to nie wchodziło w grę. Nawet jeśli jedna i druga oddałaby wiele by do takich spotkań nie dochodziło, musiały jakoś zaakceptować ten stan rzeczy. Jedna i druga kochała Bookera, jak się można było tego domyślić. I nawet jeśli Flanagan własne szczęście odpychała od siebie nieustannie, nie znaczyło to, że chciała tego samego dla swojego brata. Oczywiście swoje musiała przy tym napsioczyć, bo taka już była i według jej utartych schematów, robiła dobrze. A już zwłaszcza dzisiaj, gdy już przekroczyła próg tej przyczepy.
- Nie powinnaś siedzieć, albo leżeć? - zapytała podejrzliwie. Brzuch miała już naprawdę wielki, pewnie nie widziała swoich nóg na pewno. Tym pytaniem też przecież okazywała swoją troskę! To, że ton jej głosu został już automatycznie zaprogramowany i zawsze brzmiał jakby miała do wszystkich pretensje, no niewiele mogła już na tym etapie zrobić. - Usiądź, ten brzuch pewnie trochę waży. Nic dziwnego, skoro przepychasz przez siebie kogoś na wzór Bookera. - westchnęła. W tym momencie to jej chyba nawet nieco współczuła, bo to będzie wymagało od niej niewyobrażalnej siły. Wiadomo, że kobiety same w sobie miały taką moc by to przetrwać, ale to wcale nie oznaczało, że to był przyjemny spacerek.
- Nie chcę by kierowało tobą jakieś mylne wrażenie. - zaczęła, znowu podnosząc szklankę z sokiem. - Twoje dziecko będzie Flanaganem. Zdajesz sobie sprawę z tego co to znaczy? - pokonała powoli dzielącą ich odległość. Wątpiła w to by Booker omawiał z nią takie sprawy. Pewnie uznał, że ma wszystko pod kontrolą. Max wolała jednak przedstawić jej wszystko jasno i klarownie, bez żadnych rozczarowań. Poza tym nie przemawiała przez nią żadna chęć żądzy wobec Sienny, więc nic jej tak naprawdę nie powstrzymywało by coś przed nią zatajać.
_________________
    - Darzę cię... najczystszą formą... nienawiści...
    - Nic nowego.
[Profil]
  MÓW MI: kotlet
MULTI: raine i reszta
 
sienna mayfield



w Berrylane od dnia narodzin

chwilowa przerwa od pracy, bo

23
yo

162
cm

wychowuje Padme i Bookera trochę też

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-08-13, 21:33   
  
sienna

  
mayfield

  
You hide the truth behind your eyes honestly there's no need for you to hide

  

  

  

  

  

  


Chyba najbardziej męczyło ją to, ze nie miała pojęcia czego się może po blondynce spodziewać. Na pewno nie łudziła się, ze przyszła tutaj w dobrej intencji. Może i ze względu na Bookera byłaby w stanie okazać jakąś większą przychylność, ale Sienna wiedziała jednocześnie, że ona sama nie zrobiła nic, co mogłoby zagwarantować jej chociaż odrobinę akceptacji. Nawet nie byłaby zdziwiona wiedząc, ze w pierwszej chwili Maxinne proponowała Bookerowi klinikę aborcyjną by pozbyć się powstałego problemu. Trochę ją szufladkowała paskudnie, ale był to chyba jej sposób na to, by nie oszaleć tylko dlatego, że znajdowała się z nią w jednym pomieszczeniu.
— Może — przyznała i zaraz potem faktycznie zajęła miejsce. Nie zrobiła tego nawet jedynie z powodu slow Maxinne. Nie czuła się mimo wszystko najlepiej, więc usiadła na tej kanapie z widoczną ulgą. Uśmiechnęła się lekko na wspomnienie o genach Bookera. Na szczęście nie była jakoś przesadnie wielka. W przeciwnym razie zaczęłaby się martwić rzeczywiście. — Może się uda i wcale nie będzie tak wielka jak ojciec — dorzuciła. I to nie tylko ze względu na to, że prawdopodobnie poród byłby nadzwyczaj bolesny. Ale też dlatego, ze dziewczynka wielkości Booker wcale nie miałaby łatwego życia. Trochę się więc na drobny żart zdobyła, ale zaraz potem spoważniała, bo przypomniała sobie, ze stała przed nią akurat ostatnia osoba, z którą powinna sobie niezobowiązującego gadki ucinać.
— Chyba — dodała dość ostrożnie. Nie była pewna, czy dobrze się w tej chwili z kobietą rozumie, więc nie miałaby nic przeciwko, gdyby jednak te zobowiązania wynikające z nazwiska przedstawiła. W nerwowym geście przesunęła dłonią po swoim brzuchu, bo skurcze zaczynały być coraz bardziej dotkliwe. Miała nadzieję, ze ta pogadanka z Max szybko się skończy, a ona sama będzie mógł wskoczyć pod ciepłą wodę i jakoś nad tym zapanować. Była już na ostatniej prostej, więc cała ta ciąża coraz mocniej dawała jej się we znaki jednak. Szczególnie w takich okolicznościach.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny i milion innych
 
maxinne flanagan



w Berrylane od zawsze, z przerwami

trzyma jaszczurki z dala od pierdla

32
yo

159
cm

nie ma czasu na pierdoły

Lives in:
white flower valley

Wysłany: 2019-08-17, 20:09   
  
Maxinne

  
Flanagan

  
But there is this sadness... and I don't know where it comes from

  

  

  

  

  

  


Tak naprawdę nikt nie posiadał chyba dostatecznej wiedzy w temacie Max by za każdym razem wiedzieć czego się po niej spodziewać. Sienna nie powinna sobie zawracać tym głowy, bo nawet bracia nie zawsze sobie z nią radzili, a znali ją jednak jak mało kto. Poza tym za wielu sposobności do rozmowy nie było. Albo Max żyła w przeświadczeniu, że ma szczerze gdzieś całą tą sytuację, potem jej próby okazywały się bezowocne, gdy Booker jakoś głupio tłumaczył nieobecność Sienny czy niemożność spotkania się z nią. Nie mogły unikać się w nieskończoność, zwłaszcza gdy ich przyczepy znajdowały się praktycznie obok siebie. Na szczęście blondynce w końcu się udało. I to bez Bookera, co też dawało jej jakieś poczucie swobody. Nie miała żadnych paskudnych intencji, bo nawet jeśli Flanagan przyrównywano do największego potwora, to nawet ona nie skrzywdziłaby kobiety, która nosiła pod sercem niczemu winne dzieciątko. Mogła nie lubić Sienny, nie rozumieć Bookera i myśleć od czasu do czasu jak uprzykrzyć jej życie, ale koniec końców Mayfield była nietykalna. - Może. - odpowiedziała, nawet na chwilę nie spoglądając na Siennę. Jeśli już na nią zerkała, ograniczała swoje pole widzenia tylko do jej brzucha. Jakby nie chciała tracić czasu na zapamiętanie rysów jej twarzy czy czegokolwiek co mogłoby jej pomóc ją rozpoznać. Max potrzebowała naprawdę sporo czasu by się do kogoś przekonać. Nawet koledzy i koleżanki dzieciaków Roscoe miały przechlapane. Nie mówiąc o chłopcach czy dziewczynach, a przecież i takie momenty się pojawiały. - Przekonamy się pewnie już niedługo. - nawet nie spodziewały się jak szybko heh. - Chociaż wtedy raczej niewiele będziesz mogła z tym zrobić. - dodała, zamyślając się na chwilę. Podniosła szklankę z sokiem i napiła się.
Kiedy odłożyła szklankę na miejsce, odruchowo zerknęła w jej stronę. I tym razem analizowała wyraz jej twarzy bardzo dokładnie, chcąc zwrócić uwagę na każdy najmniejszy szczegół. Kiedy ta zaczęła nieprzerwanie masować swój brzuch, Max zmarszczyła brwi. - Co to za odpowiedź 'chyba'? Skoro wiedziałaś komu wskakujesz do łóżka, powinnaś też wiedzieć co się z tym wiąże, skoro zachciałaś bawić się z nim w dom. - prychnęła, na moment odwracając wzrok, bo za bardzo jej się ciśnienie podniosło. Zagryzła wargę. Miała się postarać. - Nie o to mi chodzi. - mruknęła pod nosem, znowu spoglądając na Siennę, która wyglądała no.. dość nieciekawie. - Wszystko dobrze z tobą? - zapytała i to nawet z troskliwą myślą. Co prawda bardziej o dziecku ciepło myślała niż o Siennie, ale no cóż.
_________________
    - Darzę cię... najczystszą formą... nienawiści...
    - Nic nowego.
[Profil]
  MÓW MI: kotlet
MULTI: raine i reszta
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,06 sekundy. Zapytań do SQL: 5