menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Wejście
Autor Wiadomość
Berrylane


Wysłany: 2017-11-03, 19:44   Wejście
  
Berrylane


Wejście
  
[Profil]
 
 
brice hatfield


Wysłany: 2018-01-14, 13:55   

/początek

Życie Brice'a było nudne. Nudne jak on, czyli jak flaki z olejem. Nic w nim ciekawego się nie działo za bardzo, zero jakichś atrakcji, które mogły by je jakoś urozmaicić. Nie było fajerwerków, wybuchów, zupełnie nic. Najchętniej siedział w lesie na swoim kamieniu (polizane, zaklepane!) i rozmyślał nad wszystkimi niepotrzebnymi rzeczami, nie wiadomo po co ani na co. Czekał aż najdzie go jakaś eureka!, która będzie jego biletem do tego, żeby wyrwać się z wiochy jaką było Berrylane, ale jak na razie był do niej przykuty na amen. Niby jego rodzice mieli trochę hajsu, mógł sobie zwinąć trochę grosza, ale miał trochę rozumu w głowie i instynktu samozachowawczego, żeby własnych rodziców okradać, chociaż dość sporo za uszami miał. Tego dnia jednak szczęście miał, bo zaczął mu się w głowie rodzić plan jak mógłby sobie jeszcze dorobić, bo z pensji stajennego... to nie było co nawet marzyć o tym, człowieku. A że miał przewlekłą sklerozę to na łeb i na szyję musiał pędzić do domu, byleby tego nie zapomnieć i zdążyć gdzieś zapisać. Akurat na rowerze przyjechał, więc o tyle ułatwienie miał, więc nie musiał się kompromitować i wystawiać na pośmiewisko ze swoim kurzym sprintem. Śpieszył się tak bardzo, że nawet nie zauważył, że jakaś laska prawie mu pod koła wpadła, a sam przez to prawie zębami zarżnął w kierownicę swojego roweru. - Przepraszam, czy ty patrzysz gdzie idziesz? - sapnął i od razu się zerwał, wściekły, bo znowu ktoś przy nim próbował sobie życie odebrać. I w dodatku to jeszcze mogłaby być jego wina!
[Profil]
 
 
Daphne Langford


Wysłany: 2018-01-14, 14:15   

    [6]



Daphne coraz lepiej radziła sobie z tym wszystkim tak naprawdę. Jakoś poukładała życiowe sprawy i nie wypłakiwała sobie już oczu za sprawę byłego męża, który po kilku latach małżeństwa okazał się draniem. Nawet nie wiedziała, czy bardziej zabolał ją sam fakt rozwodu, czy to, że teraz nie mogła być pewna co do tego, czy aby na pewno kiedykolwiek go w ogóle znała.
Wszystko to zmęczyło ją nieco, a osłabiony organizm dał się we znaki. Zamiast jednak rozłożyć się na salonowej kanapie i pozwolić zmęczonemu ciału odpocząć ta ruszyła na spacer. Było to nieco głupie, ale to nic. Aktualnie kroczyła bardzo niespiesznie chodnikiem. Zamierzała zaraz zawrócić, bo musiała odhaczyć jeszcze jakieś zakupy. Odpłynęła trochę myślami, gdy mijała tak dobrze znane jej (z tego wcześniejszego życia) miejsca. Nie zorientowała się więc zupełnie, że ktoś zmierza rozpędzonym rowerem prosto na nią. Gdy się zatrzymał i zaczął krzyczeć Langford zerknęła w jego stronę brwi marszcząc, bo zupełnie nie pojmowała o co takiego mu chodzi tutaj.
– Ej młody! Nie chciałam przecież, wziąłeś to pod uwagę? – upomniała go, bo bardzo nieładnie rozmowę zaczął. Naturalnie Daphne była od niego starsza – widać to na pierwszy rzut oka. Należał jej się więc szacunek jakiś, prawda?
_________________
[Profil]
 
 
brice hatfield


Wysłany: 2018-01-14, 14:48   

Szacunek szacunkiem, ale jak dla Brice'a wyglądała na niewiele starszą od niego, zresztą, wyglądała dokładnie tak samo jak wszystkie laski, którymi chwalili się jego koledzy kiedyś w liceum, że je pyknęli na imprezkach na których byli poprzedniego wieczora. Chociaż wątpił w to mocno, bo jaka panienka, tym bardziej starsza od nich, by takich zrywoli kijem dotknęła? No nie bardzo. Szczególnie gdy wyglądała jak ta lasia, która pod koła roweru mu wpadła. Ona na pewno miała dużo amantów-szczeniaków i Brice z pewnością doceniłby jej urodę jak i długie nogi, chociaż nie przyznałby się do tego na głos, bo bardziej wściekły był, że mało co sobie przez nią zębów nie wybił! Rozśmieszył go nawet jej tekst, więc wybuchnął śmiechem i spojrzał na nią kpiąco, kręcąc przy tym głową. - Serio? To gdzie ty oczy masz? - burknął pod nosem i pochylił się, żeby podnieść z ziemi swój rower. Całe szczęście, że cały był i żadnych szkód nie było. Zęby też na miejscu, więc laska fuksa miała, że nic wielkiego się nie stało. - Patrz następnym razem pod nogi, a nie na ulice ludziom wychodzisz pod koła - do czego to doszło, żeby on starszych od siebie pouczał? Co mu było po tym, że na niego sarnimi oczami patrzyła, na niego to nie działało w żaden sposób. Nie miał ochoty pogłaskać jej po głowie, zapytać, czy wszystko jest w porządku, skoro sama nieuważna była.
[Profil]
 
 
Daphne Langford


Wysłany: 2018-01-14, 16:39   

Daphne mogła jedynie w w tym momencie dziękować niebiosom za to, że udało jej się uniknąć wypadku. Prawdopodobnie, gdyby Brice wjechał w nią tym nieszczęsnym rowerem, mogłoby okazać się to nieco bolesne. I może nawet przyznałaby się do tego, że to jej wina, gdyby nie to, że jakiś gówniarz – przewyższający ją jedynie wzrostem, bo rozumiem na pewno nie – zdecydował się głos podnieść na nią i kilka brzydkich słów dorzucić. Automatycznie obudziła się w niej potrzeba obrony, dlatego nie mając zamiaru ustąpić zaplotła ręce na piersi przyjrzała mu się bacznie. Starała się nawet mniej więcej założyć ile lat liczył. Bo wyglądał jak dziecko, a jego zachowanie tym bardziej wskazywało na to, że rzeczywiście gówniarzem jest. I do tego unosił się i z Daphne śmiał! Chamstwo.
– Owszem – odparła. Bardziej chodziło o to, że na starcie podobne słowa skierował w JEJ stronę. Dlatego wydawała się taka przewrażliwiona. Poza tym prawda była taka, że Daphne miała na głowie dość sporo ostatnimi czasy, więc przyjęła tę sytuację jako idealną okazję ku temu, by nieco sobie odreagować. – Och daj spokój, dzieciaku. Zachowujesz się tutaj jakbyś jechał pieprzonym bmw, a nie dziecięcym rowerkiem – odpowiedziała, bo dość serdecznie miała jego śmiesznego pouczania. Była tak samo winna zaistniałej sytuacji, jak i on. Gdyby nieco wcześniej zareagował wcale nie musiałby hamować tak gwałtownie przecież.
_________________
  
[Profil]
 
 
brice hatfield


Wysłany: 2018-01-14, 18:22   

A skąd miał wiedzieć, że chodziła tak, jakby dwie lewe nogi miała? Mało rzeczy w życiu były wypisz wymaluj i mógł tylko się zastanawiać, skąd taki przypływ głupoty w niej się zrodził, że sama z siebie ludziom się pod koła pchała. Czymś, czego Brice nie znosił najbardziej na świecie była to właśnie głupota ludzi. A to co Daphne zrobiła było totalnie głupie, no chyba, że zamierzała popełnić samobójstwo i przy okazji kogoś do kicia wpakować. Ale może Brice był małym zbójem i gburem, ale pasiasta piżama mu się nie należała. Jeszcze. Bo mało brakowało, a sam by się najchętniej po słowach jej pod własne koła od roweru wpakował. Uśmiechnął się kpiąco i zaśmiał pod nosem z niedowierzaniem, pojęcia nie mając w ogóle, co tu się właśnie wydarzyło. - Dzieciaku? No dowaliłaś, trafiłaś w samo serce - udał rozpaczliwy ton, chwytając się za pierś i udając, że pochlipuje nad swoim marnym losem. Tak mu dowaliła, że aż kapcie spadały. Domyślał się, że to jedna z grzecznych dziewczynek była. Chociaż wcale na taką nie wyglądała. Ale jak widać, pozory mylą. - Tylko szkoda, że żadnego serca nie mam - prychnął i stanął przed nią z rękami złożonymi na piersi, obserwując ją bacznie. Tak, bo zamiast serca miał pączka, heh. Czekał, aż mu znowu jakimś komentarzem dowali. Bo co mu mogła powiedzieć? Że jest małym barbarzyńcą? Tak, to zdecydowanie zapowiadało się dobrze, a Brice w swoim życiu rozrywek miał bardzo mało.
[Profil]
 
 
Daphne Langford


Wysłany: 2018-01-14, 18:35   

Oczywiście, że nie miał o tym pojęcia. Bo niby skąd zaczerpnąłby taką informację? Niezależnie jednak od tego jak się czuła, obowiązkiem Brice'a było patrzeć na to, gdzie jedzie i kontrolować rower tak, żeby nikogo przypadkiem nie najechać. Daphne była bowiem święcie przekonana co do tego, że to nie jej wina. Nie wylazła na ulicę aż tak. Chciała jedynie przejść na drugą stronę i nie spodziewała się zupełnie, ze zza zakrętu wyskoczy nagle szalony rowerzysta, który nie potrafi zupełnie nad kierownicą zapanować. Bardzo możliwe, że Daphne nie powinna wdawać się z nim w głupie dyskusje. W końcu to naturalne – patrząc na niego i jego zachowanie – że z tej dwójki była nie tylko starsza, ale też o niebo dojrzalsza. Chociaż może przespała coś? Może przez te pół roku, kiedy była nieobecna świat poszedł po prostu w złą stronę i teraz każdy małolat jest takim złym chłopcem z potarganymi włosami i papierosem w zębach? Nagle jeszcze bardziej zechciała cofnąć się w czasie.
– Tak mówią, że prawda boli – skomentowała jego dramatyczną scenę krótkim wzruszeniem ramion. Była w pełni obojętna na jego ironiczny ton, czy głupi uśmieszek. Jak dla niej był jedynie rozpuszczonym dzieciakiem, który chyba nie nauczył się jeszcze, że taka cała niechęć do siata to średni pomysł na życie. – Och, pozbyłeś się go, bo jesteś taki dorosły, tyle przeżyłeś, że nie musisz martwić się o innych? Mama nie chwaliła twoich rysunków, czy tata nie przychodził patrzeć jak kopiesz piłkę? – zapytała, bo z każdą chwilą dzieciak wydawał jej się coraz bardziej głupszy i irytujący. Nie powinien jednak liczyć na zbyt wiele, bo zamierzała się zaraz na pięcie odwrócić i zniknąć, żeby dłużej nie marnować czasu na kogoś, kto zupełnie niczego do jej życia nie wnosi.
_________________
[Profil]
 
 
brice hatfield


Wysłany: 2018-01-14, 19:51   

Brice był za to święcie przekonany, że to on ma rację. Bo czyja racja jest ważniejsza niż jego? No nikogo, przynajmniej w jego toku rozumowania. On uważał, że nic takiego nie zrobił. Co prawda jechał dość szybko, ale się spieszył, a na ulicy nikogo nie było. Ale żadnych przepisów nie złamał, prawo go nie mogło w żaden sposób dotknąć; jak dla niego wina brunetki była jasna jak słońce, bo to ona mu nagle wylazła na ulicę i prawie pod rower wleciała. Jeszcze by rozumiał jakby pasy były w tym miejscu, ale nie było. A czy można sobie od tak na ulicę przechodzić bez pasów? No chyba, że to była pierwsza najbardziej niebezpieczna rzecz jaką w życiu zrobiła. Ale wiedział też, że pewnie niełatwo odpuści, bo uparta była, ale Brice tak samo. A może nawet bardziej? Trochę jednak trafiła w czuły punkt, a że on nie potrafił niczego na chłodno przyjmować to od razu głupi uśmieszek zlazł mu z twarzy. Nie spodziewał się, że taka niemiła będzie - bardziej, że położy uszy po sobie i zacznie go przepraszać, że mu pod rower wpadła. Zdziwił się mocno teraz i nawet mógłby zapropsować to, że nie była pizdeczką życiową, ale potem powiedziała swoje i od razu cała złość w nim wzrosła jeszcze bardziej. - Nie wypowiadaj się na temat rzeczy o których nie masz bladego pojęcia - odpowiedział niemiłym tonem, patrząc na nią spode łba. Wszystkie chęci do sprzedania jej kolejnej dogryzki jakoś umarły w środku, a on miał jedynie ochotę na to, żeby zwinąć stamtąd dupę i wrócić do domu. No, urażony chłopiec, nic więcej.
[Profil]
 
 
Daphne Langford


Wysłany: 2018-01-14, 20:02   

Daphne była miłą osobą, naprawdę. Jedną z tych, które często wolą ręką machnąć i odpuścić temat zamiast wykłócać się o coś głupiutko. Właściwie w tym jednym, konkretnym przypadku motywowało ją dodatkowo tylko to, że z miejsca ją zaatakował. I nawet nie było mu głupio, gdy go upomniała, tylko dalej w to brnął. Nie zamierzała więc odpuszczać, tylko odpowiadała ogniem na ogień. Kiedyś nie miała nawet wprawy w kłótniach, ale ostatnio tak często musiała walczyć o swoje, że chyba zaczynało wchodzić jej to w krew. Bardzo możliwe, że zrobiłoby jej się głupio. Chyba przesadziła sądząc po jego reakcji. Poczuła jednak przyjemną satysfakcję, bo dzieciak chociaż na chwilę przestał do niej śmiesznie pyskować. Pewnie gdyby była tu Fern rozprawiłaby się z nim o niebo lepiej. I gdyby rozmawiały ze sobą napisałaby jej smsa by pochwalić się, że udało jej się wreszcie z kimś porządnie pokłócić i chyba nawet wygrała w tym całym hejtowaniu się. Daphne dorasta.
– Och, trafiłam? – zapytała oczywiście, niby to współczującym tonem głosu. Następnie uśmiech pełen samozadowolenia mu posłała. Przestąpiła jeszcze z nogi na nogę, bo niestety był to już ten moment, kiedy zaczynało boleć ją wszystko. Powinna go jednak pocieszająco po ramieniu poklepać? – Dorośnij dzieciaku i naucz się, że czasami należy zamknąć twarz – poradziła mu jeszcze. Pewnie uraczy ją piękną odpowiedzią. Taką, na którą Daphne jedynie przytaknie, a następnie odejdzie. Jeśli chciała dotrzeć do domu i nie zrobić dwunastu przystanków z powodu zmęczenia i bólu to powinna raczej wracać.
_________________
[Profil]
 
 
brice hatfield


Wysłany: 2018-01-14, 20:22   

Zaatakował ją, bo na to zasłużyła. Sama mu wpadła pod rower, to miał to jej przepuścić? Jeszcze ona na niego jak mały piesek szczekała, a sama w tym błąd największy popełniła. Mogła się nie zamyślać i nie wyłazić na ulicę, wtedy żadnego problemu by nie było i nie musieliby się ze sobą teraz wykłócać. Ani w ogóle mieć ze sobą żadnego kontaktu, to z pewnością byłoby dla nich o niebo lepsze. A że Brice nie lubił tracić czasu na ludzi, z którymi nie miał ochoty rozmawiać, to chciał uciąć to w zarodku, jak najszybciej, byleby na żadną Daphne, która pod nogi nie patrzy, nie wpaść czasami na żadnej ulicy i nie być zmuszonym do rozmawiania z nią. Tym bardziej, że przyznać musiał, że trafiła w jego czuły punkt i musiał przemyśleć dokładnie, jak to rozegrać.
- Nie, nie trafiłaś - odparł ze złośliwym uśmieszkiem, a po wcześniejszej urażonej dumie nie było już ani śladu, tylko patrzył się na nią z wyższością. Wszystko wróciło do normy. Jak się spodziewał, myślała, że wielce triumfuje, bo uraziła zagubionego dzieciaka. Nie było się czym chwalić, przynajmniej jego zdaniem. - Dzieciaku? Nie wiesz nawet, ile mam lat. Ale ty zachowujesz się jakbyś miała jeszcze mniej niż niejeden gimnazjalista - wzruszył ramionami, bo pojęcia nie miał, w co ona się bawiła. Zabawnie było, to musiał przyznać, ale miło by było jakby sobie uświadomiła, że to ona błąd popełniła, a nie on, bo on był niewinny i czysty jak zła tutaj, w porównaniu do niej. - I dodam, że tobie by się przydało, żeby ktoś zamknął ci jadaczkę na dobre - odparł obojętnie, bo paplała o takich pierdołach, że aż uszy bolały. - Zadowoliłaś swoje ego? Bo jak tak, to już sobie pójdę - podniósł swój rower z ziemi i zaczął sprawdzać, czy wszystko z nim w porządku było i mógł jechać z powrotem do domu.
[Profil]
 
 
Daphne Langford


Wysłany: 2018-01-14, 20:36   

Gdyby zdecydował się na zwrócenie jej uwagi wszystko byłoby okej. Zamiast tego naskoczył na nią śmiesznie jakby zrobiła nie wiadomo co. Albo jakby chociaż rzeczywiście stała mu się jakaś krzywda. Nic takiego miejsca nie miało, a Brice zdecydował się zwyczajnie na wyładowanie na niej jakiś śmiesznych, nastoletnich frustracji. Daphne zakładała, że kosza dostał od koleżanki, serce mu złamała, więc od teraz postanowił, że takim badassem prawdziwym będzie. Brakowało jeszcze żeby tylko kurtkę skórzaną na ramiona narzucił, imię zmienił na jakieś mroczne i trochę przekleństw jeszcze dorzucił. I właściwie przydałoby mu się poczekać, aż w ogóle jakoś tak mężniej wyglądać zacznie. Bo póki co to trochę komiczne wrażenie sprawiał, gdy takiego złego chłopaczka udawał.
Wywróciła oczami, bo dokładnie takiej odpowiedzi się po nim spodziewała. Oczywiście nie przyzna jej, że trafiła. Nie musiał, bo Daphne i tak to widziała. Przestąpiła po raz kolejny z nogi na nogę mając wrażenie, że boli ją coraz bardziej. – Nie bój się, na pewno sporo więcej od ciebie – odpowiedziała jedynie z uśmiechem lekkim. Nie strzelała – czuła, że jest przynajmniej pięć lat młodszy od niej młodszy. Nawet jeśli górował nad nią wzrostem. – Żegnam! – zawołała jeszcze, a następnie sama ruszyła. Żałowała niesamowicie, że nie mogła się oddalić w normalnej prędkości. Zamiast tego dreptała sobie. Naprawdę chciała już być w domu, bo odechciało jej się zupełnie wszelkich spacerów.


zt x2 <3
_________________
[Profil]
 
 
Ellen Hargreeves



w Berrylane od wielu lat

gra na wiolonczeli w filharmonii w Seattle

26
yo

166
cm

żona Wolfganga

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-06-06, 23:18   
  
Ellen

  
Hargreeves

  
You want a revelation, you want to get it right, but it's a conversation I just can't have tonight.

  

  

  

  

  

  


/ po grach?

Nie spodziewała się telefonu od Wolfganga, a już na pewno nie sądziła, że zadzwoni do niej i powie, że coś się stało. Dobrze, że była już prawie w Berrylane, bo gdyby przyszło jej przejechać nerwowo całą trasę dzielącą oba miasta, bo przyjechała akurat z Seattle. Myślała, że to jemu coś się stało i dopiero po chwili zrozumiała, że chodziło jednak o kogoś innego. O psa. Trochę się uspokoiła i dojechała już na spokojnie. Kiedy dotarła do Berry, od razu pognała do kliniki weterynaryjnej, gdzie czekał Wolfie i wszystkiego się od niego dowiedziała. Znalazł psa. Pieseczka. Coś tak chudego i ubrudzonego błotem, że ciężko było to w ogóle zidentyfikować, ale kiedy tylko stworek zaczął szczekać, od razu było wiadomo, z czym mieli do czynienia. Jasne stało się też to, że zwierzak nie poradzi sobie sam. Potrzebował kąpieli, porządnego odrobaczenia i drobnego szycia, bo jedno ucho maluszka wymagało interwencji chirurgicznej.
Ellen nie chciała na to patrzeć. Nie chciała tego widzieć. Nie chciała nawet myśleć o tym, że ktoś miałby tak urządzić małego, ślicznego yorka. Dobrze, że ktoś go znalazł, ale to, że znalazł go akurat Wolfie, trochę komplikowało sprawę. Znała go nie od dziś i trochę domyślała się, że zdążył przywiązać się już do zwierzaka. Nie chciała rozmawiać w klinice, bo tam lekarze byli zajęci zabiegami, a w poczekalni zebrało się już kilka osób ze swoimi pieszczochami. Wyszli więc do pobliskiego parku.
- Jak ty go w ogóle znalazłeś? - dopytała jeszcze, żeby mieć pełen obraz sytuacji.
[Profil]
  MULTI: Eddie, Evan, Josh, Julie, Kara
 
Wolfgang Hargreeves



w Berrylane od 5 lat

wysyła ludzi w różne podróże

27
yo

180
cm

ma żonę Ellen

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-06-12, 00:31   
  
`wolfie hargreeves

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


#4

Ach ten Wolfgang! W sumie nie przepadał za bardzo za okresem letnim, mimo że to był bardzo dobry moment dla jego biznesu, tego bardziej legalnego, znaczy się. Ten mniej już nieco gorzej, upał działał na ludzi rozleniwiająco albo wręcz przeciwnie, jakieś dzikie pomysły im do głów wpadały i szalone sprawy się działy. A on się peszył dość mocno w towarzystwie dziewczyn, które tam pracowały, więc tym bardziej nie chciał żeby im się jakaś krzywda działa przez dziwaków czy zboków. Dlatego miał sporo na głowie i sporo musiał odreagować, dlatego dzisiaj zdecydował się na spacer, dla oczyszczenia atmosfery. Spacerował, spacerował, aż usłyszał jakieś dziwne... no piski jakby. Nie wiedział o co chodzi, rozejrzał się dookoła, zobaczył górę śmieci, a wśród nich.. coś. Szczerze mówiąc, to nawet nie wiedział co to jest, takie jakieś krzywe, brudne i całkiem obleśne. Pogadał chwile do tego stworzenia, no ale zobaczył, że jednak oczka ma, zaropiałe takie jakby, więc uznał, że nie zostawi tego czegoś na pastwę losu, bo wyglądało jak siedem nieszczęść. Wziął więc jakiś karton i owego stwora spróbował do tego kartonu jakoś zwabić i zaprosić, oczywiście bez skutku. W końcu zadzwonił po Ellen, bo miał w zwyczaju wzywać na ratunek mądre kobiety ze swojego otoczenia, no i zanim dojechała, to wpadł na pomysł żeby to jedzonkiem go skusić. Zrobił mu drogę z kiełbaski po hot dogu i piesek w końcu się skusił i kulejąc do pudła się wpakował. Bo to był pies. Co prawda dowiedział się o tym dopiero wtedy, kiedy zabrał go do weta i ten zaczął akcje przeczyszczanie, bo wcześniej to sprawa była ciężka. A potem wzięli go na badania, więc Elka i Wolfie mieli chwilę żeby wyjść i pooddychać powietrzem bez zapachu chemikaliów i brudu. - No... bo sobie szedłem tak, nie? No wiesz, tak na spacer, przed siebie, po parku, żeby pomyśleć i w ogóle. I idę, a tam coś piszczy jakby gdzieś, to myślałem że może jakaś staruszka zasłabła, ale nie, to wcale nie była ona. To była on.... - wyjaśnił pokrętnie, siadając na najbliższej ławce.
_________________
[Profil]
  MULTI: fin, tyler, joey, scott, nora, maia, callie, perry, adelaide, gal
 
Ellen Hargreeves



w Berrylane od wielu lat

gra na wiolonczeli w filharmonii w Seattle

26
yo

166
cm

żona Wolfganga

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-06-16, 18:14   
  
Ellen

  
Hargreeves

  
You want a revelation, you want to get it right, but it's a conversation I just can't have tonight.

  

  

  

  

  

  


Ellen uratowałaby go z najgorszej opresji. Przybyłaby na ratunek nawet wtedy, gdyby na przykład w dniu jego urodzin otoczyły go wszystkie pracujące u niego dziewczyny i chciały sprawić mu jakiś prezent. Chyba że sam by tego chciał, wtedy Hargreeves, jako dobra żona, sama zorganizuje mu taką imprezę. Wystarczy słowo.
Wystarczy też słowo, a zaraz zorganizują jakieś miejsce dla psiaka. Już i tak sporo przeszedł.Dobrze, że zjadł chociaż parówkę, przynajmniej nie będzie aż tak głodny. Pytanie tylko co dalej.
- Zupełnie nie rozumiem, dlaczego ktoś wyrzucił takiego malucha. Myślisz, że to jakiś świąteczny prezent? Wiesz, ktoś kupił dzieciakom psa pod choinkę, bo myślał, że będzie fajnie, a potem nagle okazało się, że pies jednak je i czasem trzeba się nim zająć - westchnęła. - Nie rób mi nigdy kłopotliwych prezentów, okej? Nie mówię o psie, tylko tak ogólnie, o czymś, z czym nie będę wiedziała, co zrobić.
Znał ją na tyle, że raczej nie zrobi nic takiego, ale nie zaszkodziło o tym przypomnieć. A skoro Wolfie usiadł, to Ellen usiadła obok niego.
- Chcesz szukać jakiegoś właściciela? Może po prostu komuś uciekł i ktoś go teraz szuka?
Takiej wersji też nie można było wykluczyć. Jeśli Wolfgang będzie chciał rozwieszać jakieś ogłoszenia, to wiadomo, że żona ze wszystkim mu pomoże. Może psiak ma jakąś obrożę? Może ma chipa? Może lekarze będą go kojarzyć i od razu wskażą właścicieli? Coś wymyślą. Trochę tu posiedzą i niebawem z pewnością coś wymyślą.
[Profil]
  MULTI: Eddie, Evan, Josh, Julie, Kara
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 6