menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Wejście
Autor Wiadomość
Ellen Hargreeves



w Berrylane od wielu lat

gra na wiolonczeli w filharmonii, angażuje się w swój solowy projekt

26
yo

166
cm

wyszła za Wolfganga, chociaż woli kobiety

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-07-01, 12:50   
  
Ellen

  
Hargreeves

  
You want a revelation, you want to get it right, but it's a conversation I just can't have tonight.

  

  

  

  

  

  


Może kiedyś będzie ku temu okazja? Może gdyby wybrała sobie coś ładnego z bielizny, to mogłaby później mówić, że to prezent od Wolfganga na drugą rocznicę ślubu? Brzmiało całkiem nieźle, ona miałaby co na siebie wkładać, on by sobie popatrzył, a wszyscy inni nie mieliby nawet najmniejszych podstaw ku temu, by wątpić w prawdziwość ich małżeństwa, bo akurat małżeństwem byli świetnym. Gdyby tylko Ellen chociaż w jednym procencie lubiła panów, wtedy byliby niepokonani. Najlepsza para w Berrylane!
- Spokojnie, lekarz zaraz się nim zajmie i doprowadzi go do porządku. Jeśli będzie trzeba, to znowu do niego przyjdziemy. Zajmiemy się tym psem.
Z jednym mogła się zgodzić. Nikt nie powinien uszczęśliwiać nikogo na siłę, dając mu w prezencie psa, kota, żółwia lub jakiekolwiek inne zwierzę. To zbyt duża odpowiedzialność. Co innego gadżety. Przecież Ellen zrobi użytek ze wszystkiego. No, prawie ze wszystkiego.
- To są takie spódnice? - spytała szczerze zdziwiona, bo nie miała pojęcia. Może któraś z dziewczyn Wolfganga widziała coś takiego w czasie egzotycznego wyjazdu i mogłaby przywieźć coś takiego żonie szefa?
- No to go nie oddamy. Masz rację. Ktoś, kto robi coś takiego małemu psiakowi, nie zasługuje na to, żeby go mieć - przyznała. - Dajmy im jeszcze chwilę. Może dostał jakieś leki uspokajające, żeby dzielniej to zniósł? O, możemy w międzyczasie kupić mu coś małego, jakąś psią zabawkę dla dzielnego pacjenta. No i... jeśli zdecydujemy się go zatrzymać, to będziemy potrzebowali kilka psich gadżetów.
Delikatnie się uśmiechnęła. To, w jaki sposób Wolfgang się angażować, szalenie jej się podobało. Cały Hargreeves.
[Profil]
  MULTI: Annie, Eddie, Evan, Josh, Julie, Kara, Mike
 
Wolfgang Hargreeves



w Berrylane od 5 lat

wysyła ludzi w różne podróże

27
yo

180
cm

ma żonę Ellen

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-07-02, 14:45   
  
`wolfie hargreeves

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


I tak mogła to robić, bez konsultacji z nim. Jak przychodziły jakieś święta i różne okazje, to pewnie częściej jej dawał jednak jakąś kartę podarunkową, niż faktycznie produkt, bo wiedział doskonale że z kobiecym rozmiarem lepiej nie ryzykować, że się nie trafi. Nie chciał żeby jej było przykro, a podkradanie jej stanika za wzór, żeby pokazać w sklepie uważał za nieco dziwne. Nawet jeśli przeczuwał, że sprzedawczynie by się rozpływały nad tym jaki jest kochany, że chce dobrze kupić. No i z kolorem i wzorem też mógł nie trafić, mogło jej się nie spodobać... kupowanie prezentów było dla Wolfa bardzo stresujące, okej.
- Zajmiemy? - spojrzał na nią z nadzieją i wdzięcznością, że się zgodziła. Chociaż na chwilę... chociaż nawet Wolf nie potrafił sam siebie oszukać, że ta chwila nie potrwa kilku miesięcy albo i lat. - Zdziwiłbym się gdyby nie było - przyznał i wzruszył lekko ramionami. Ludzie kupowali przeróżne dziwactwa, więc czemu i nie spódniconogi? Hulajspódnicy? Czegoś w ten deseń.
- Musimy się zastanowić jak go nazwać. Nie możemy do niego mówić ty psie, albo ej ty, bo już wystarczająco dużo w życiu przeszedł - zmarszczył lekko brwi - myślisz, że jaka to rasa? York? Zastanawiam się ile może mięć lat - wyjaśnił, gdyby chciała wiedzieć dlaczego akurat teraz o rasę pyta. Ale jak był staruszkiem, to wiadomo że też by się chciał nim zajmować, każdy pies zasługuje na trochę miłości, nieważne ile ma lat na karku. A jak się przelicza lata psie, to już w ogóle.
- Może jakąś przekąskę mu kupimy? Na pewno jest głodny, widziałaś jaki był chudy - zaproponował, bo z jakichś względów jedzenie wydawało mu się ważniejsze niż smycz czy legowisko. Spać może na łóżku albo na kanapie, Ellen i Wolfie nie robili tam nic, co by go mogło zgorszyć.
_________________
[Profil]
  MULTI: fin, joey, leanne, scott, nora, maia, callie, perry, adelaide, gal
 
Ellen Hargreeves



w Berrylane od wielu lat

gra na wiolonczeli w filharmonii, angażuje się w swój solowy projekt

26
yo

166
cm

wyszła za Wolfganga, chociaż woli kobiety

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-07-09, 00:34   
  
Ellen

  
Hargreeves

  
You want a revelation, you want to get it right, but it's a conversation I just can't have tonight.

  

  

  

  

  

  


Ekspedientki na pewno był pod wrażeniem i niektóre z pewnością zazdrościły Ellen męża, który tak o nią dba. Mimo wszystko musiałaby się zgodzić z jednym - karty podarunkowe to najlepszy prezent. Ona sama zawsze wie, co najbardziej jej się podoba, a jeśli kiedyś będzie miała wątpliwości, pokaże się Wolfgangowi i poprosi o radę.
- No... zajmiemy. Daj spokój, przecież go tu nie zostawimy, a wiem, że na pewno nie będziesz chciał odstawiać go do żadnego schroniska.
Za dobrze go znała. Zresztą, gdyby nie chciała przygarniać psa, to na pewno by mu o tym powiedziała. Z kim jak z kim, ale z nim zawsze była szczera i zamierzała utrzymać ten stan. Nie będzie mówiła, że mogą zatrzymać psa, jeśli nie będzie tego pewna. Okej, może nie do końca była, bo przygarnięcie psiaka po tak ciężkich przeżyciach, może być trudne, ale przecież nie z takimi rzeczami dawali sobie radę.
- Nie mam pojęcia, jak mógłby się wabić - zamyśliła się. - Myślisz, że pod tym kłębowiskiem sierści ma jakąś obrożę z adresem i imieniem? I tak musimy je zmienić. Pewnie będzie mu się później źle kojarzyło - stwierdziła w końcu. - Nie mam pojęcia. Weterynarz na pewno wszystko nam powie.
Nie chciała zgadywać i zastanawiać się, co i jak. Wolała powierzyć zwierzaka specjalistom, a sama (no, nie sama, bo razem z Wolfgangiem) zajmie się pomocą. Może coś wymyślą? Może będą mieli jakiś dobry plan? O, zdaje się, że Wolfie zaczyna naprawdę dobrze myśleć.
- Dobra. Chodźmy do sklepu zoologicznego, a potem wrócimy do kliniki.
A tak się akurat szczęśliwie składało, że sklep był niedaleko wejścia do parku, więc nie trzeba będzie nawet wychodzić z tematu. Taka tam improwizacja.
[Profil]
  MULTI: Annie, Eddie, Evan, Josh, Julie, Kara, Mike
 
Wolfgang Hargreeves



w Berrylane od 5 lat

wysyła ludzi w różne podróże

27
yo

180
cm

ma żonę Ellen

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-07-16, 00:06   
  
`wolfie hargreeves

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


Jeśli tak było, Wolf tego kompletnie nie dostrzegał. Z niego to był taki typowy skromny chłopiec, który się za bardzo z niczym nie wychylał, nie wpychał tam gdzie go nie chciał i nie miał o sobie zbyt wysokiego mniemania. Właściwie to miał całkiem niskie, jeśli już być szczerym człowiekiem i nazywać rzeczy po imieniu.
- Tam psy są takie nieszczęśliwe. Lepiej mnie tam z nim nie zabierał, bo wrócimy z dwudziestoma i będziemy musieli znaleźć większe mieszkanie - uniósł brwi. Nie miał nic przeciwko takiej wielkiej gromadzie, umarliby próbując je wszystkie wykarmić, wyczesać, wygłaskać i po nich sprzątać, ale oj tam. Grunt że by nie zostały w tych paskudnych klatkach, z tymi smutnymi oczkami.
- Wątpię. Myślę, że byśmy ją widzieli... i taki wstręciuch, co go wyrzucił w tym kartonie i takim stanie, pewnie wziął obrożę żeby ją sprzedać - zmarszczył gniewnie brwi. - Może jakoś śmiesznie, jak Bernard? Albo Beethoven, jak pies z tamtego filmu? - zapytał, z rozbawieniem lekkim. Wolfowi zmieniały się teraz nastroje gorzej niż babie w ciąży, raz się wkurzał, raz się wzruszał, a potem się śmiał.
- Okej, jest mały, więc pewnie musimy znaleźć mu coś małego do zjedzenia, żeby sobie poradził- mówił, jak już w szkli w stronę tego sklepu. Potem otworzył doń drzwi, puszczając Ellen przodem - może też nie żadne twarde kości, bo nie wiadomo czy może gryźć, coś go może boleć... - dodał już w środku, patrząc na ten cały wybór smaczków, a było ich naprawdę wiele! Wziął jeden i odruchowo powąchał - ble, czemu ja to zrobiłem... - mruknął, krzywiąc się.
_________________
[Profil]
  MULTI: fin, joey, leanne, scott, nora, maia, callie, perry, adelaide, gal
 
Ellen Hargreeves



w Berrylane od wielu lat

gra na wiolonczeli w filharmonii, angażuje się w swój solowy projekt

26
yo

166
cm

wyszła za Wolfganga, chociaż woli kobiety

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-07-19, 00:39   
  
Ellen

  
Hargreeves

  
You want a revelation, you want to get it right, but it's a conversation I just can't have tonight.

  

  

  

  

  

  


I właśnie od tego miał Ellen, która zamierzała czasem pchać go do przodu i pokazać innym to, co sama w nim widziała. Wolfie był naprawdę fajnym facetem, dokładnie takim, jakiego zapewne chciałaby poślubić, gdyby tylko ciągnęło ją do panów. Nie lubiła pozerów. Wolfie miał serce na dłoni, co akurat teraz było chyba wyraźnie widać, i chyba właśnie to najbardziej ją w nim ujęło.
- Lubię psy, serio, lubię wszystkie zwierzaki, ale nie chcę mieć w domu dwudziestu psów.
Nieco się przeraziła. Miała tylko nadzieję, że mąż żartował albo przynajmniej nie planował przyniesienia do ich niewielkiego mieszkanka całej zgrai sierściuszków, bo jednak dziwnie by się z tym wszystkim czuła. Oboje musieliby pewnie więcej zarabiać, żeby wykarmić tyle pyszczków, a Ellen nie była jeszcze aż tak znana, żeby przeznaczać na ten cel całą swoją gażę. Może kiedyś, za kilka lat.
- Beethoven całkiem nieźle brzmi. Fajnie mi się kojarzy. Chociaż gdybym miała wybierać, wybrałabym Mozarta. Nie wiem, czy był lepszy, nie ja powinnam o tym decydować, ale wolę grać coś Mozarta, niż Beethovena - zreferowała krótko swój tok myślenia. Swoją drogą, Mozart to naprawdę fajne imię dla psiaka, oczywiście pod warunkiem, że maluch nie uciekłby przed dźwiękami jej wiolonczeli. Raz czy dwa zdarzyło się, że małe wnuki starszej pani z dołu zaczęły płakać, kiedy Ellen ćwiczyła, ale przecież naprawdę tego nie chciała. Postawiła sobie za punkt honoru, by być jeszcze lepszą i nigdy więcej nie wywołać płaczu dzieciaków zza ściany.
Uśmiechnęła się, kiedy przepuścił ją w drzwiach do sklepu. Przez całą drogę uważnie słuchała, bo chyba nie wiedziała o zwierzakach aż tyle, ile wiedział on. I dobrze. Ktoś powinien. Serio, Wolfie naprawdę zyskał jeszcze w jej oczach.
- Czyli szukamy... - zaczęła, ale chyba znowu musiała ratować męża. - Mam w torebce perfumy. Poczekaj.
Wyjęła flakonik i psiknęła na gryzak, a zaraz potem na własną szyję. Jaśmin, tak, do tego subtelna nuta migdałów. Właśnie tym teraz pachniała. Psiknęła też Wolfiego, delikatnie, żeby nie odstraszał ludzi, ale żeby też inne panie wyczuły inny damski zapach. Teren trzeba znaczyć, prawda?
[Profil]
  MULTI: Annie, Eddie, Evan, Josh, Julie, Kara, Mike
 
Wolfgang Hargreeves



w Berrylane od 5 lat

wysyła ludzi w różne podróże

27
yo

180
cm

ma żonę Ellen

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-07-19, 17:33   
  
`wolfie hargreeves

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


Wiadomo, najlepszy wspólnik zbrodni to jednak była Ellen. Czy było dobrze, czy źle. NA mieli pewnie już kilaka kryzysów, patrząc na to że jednak ich rodziny wiązały się ze skomplikowanymi.. em... komplikacjami. Jego wujek na przykład, zrzucał mu na głowę same skomplikowane sprawy i Ellen pomagał mu się w tym wszystkim odnaleźć i dać sobie radę. Bardzo nie chciał tego schrzanić, wystarczało że jego życie uczuciowe jest nieistniejące i od trzech lat nie dotknął kobiecej piersi, chociaż zawodowo chciał dawać radę.
- Wiesz ile by dawały nam psiej miłości? - wygiął usta w podkówkę. Gdyby takie dwadzieścia kulek sierści się na nią rzuciło z buziaczkami, to pewnie by zmieniła zdanie. A potem po raz kolejny, kiedy przyjechałaby ciężarówka pełna mięsa żeby te psy wykarmić. Wtedy to nawet Wolf by płakał, no i czesząc i sprzątając po tych wszystkich psach...
- Skracalibyśmy do Betty - rzucił z rozbawieniem, bo uważał za super fajne takie męskie imiona dla żeńskich osobników, i żeńskie dla męskich. Niech dyskryminacja idzie spać - Mozzie? W sumie brzmi super słodko. Nie będziesz myślała, że jestem egoistą, skoro jestem Wolfgangiem? Możemy go zawsze nazwać Mozellen, trochę jak Mozzarella, ten pies w Friends, który pocieszał Jo - uniósł brwi, dzieląc się z nią przemyśleniami. Skoro się nie ruchali, oglądali dużo seriali i filmów, hehs.
I jak dla Wolfa, to dzieciaki płakały przejęte tą muzyką, a nie ze strachu, na pewno jej to tak tłumaczył. Albo że wychodzi z nich chamstwo, bo ona wpaja im tymi melodiami kulturę, czasami miał zajawki na poetę. Takiego piszącego wiersze w męskim kiblu, ale zawsze!
- No... - zmarszczył brwi, patrząc co żona robi - ale nie zaszkodzi mu takie popsikane? Pewnie perfum nie jest zbyt dobry w smaku - mruknął i polizał odruchowo psiego smaczka, dopiero po chwili orientują się co właśnie zrobi - o blee - rzucił, wycierając usta i język o swój sweter, bo jednak oblecha, i jedno i drugie! A potem spojrzał na Ellen - to był głupi pomysł - mruknął - może ty lepiej wybierz jedzenie, ja pójdę na pluszaki - dodał, spuszczając głowę ze skruchą.
_________________
[Profil]
  MULTI: fin, joey, leanne, scott, nora, maia, callie, perry, adelaide, gal
 
Ellen Hargreeves



w Berrylane od wielu lat

gra na wiolonczeli w filharmonii, angażuje się w swój solowy projekt

26
yo

166
cm

wyszła za Wolfganga, chociaż woli kobiety

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-07-25, 13:20   
  
Ellen

  
Hargreeves

  
You want a revelation, you want to get it right, but it's a conversation I just can't have tonight.

  

  

  

  

  

  


Kto wie, może kiedyś przyjdzie taki dzień, kiedy Ellen da mu się pomacać, chociaż będzie to dla niej szalenie dziwne. Z drugiej jednak strony, czego nie robi się dla najlepszych przyjaciół? Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że ich małżeństwo było skomplikowane. Dla niej był to świetny układ, dla Wolfganga już niekoniecznie. Zdawała sobie sprawę z tego, że mąż musi się trochę męczyć i naprawdę mocno go doceniała. Mimo to dwudziestu psów by nie zniosła.
- A wiesz, ile dawałyby kup i sierści na kanapie? - zachichotała. Z sierścią jakoś by sobie może poradzili, ale z kupami byłoby gorzej. A gdyby każdemu z psów chciało się siku o różnej porze? Nie, dwadzieścia psiaków to trochę za dużo. Niech przyzwyczają się najpierw do jednego.
- Każdy muzyk chciałby mieć w domu Wolfganga i Mozarta - uśmiechnęła się. - A Mozarella brzmi super.
Z tymi serialami to trochę prawda. Wiadomo, miało to gorsze strony, chyba łatwi się domyślić, o jakie strony chodziło. Z drugiej strony, były też plusy. Ze wszystkim byli na bieżąco. Mieli też czas na granie w gry, a Ellen miała też wiele okazji do tego, żeby ćwiczyć. I szczerze? Szalenie podobała jej się wizja, w której Hargreeves wypędza muzyką demony z dzieci z sąsiedztwa. Wolfgang zawsze potrafił ją pocieszyć.
- Może masz rację - spojrzała na przysmak. - Ale może wszystko wywietrzeje?
Chyba że wcześniej Wolfie wszystko zliże. Na szczęście miał Ellen, która poratowała go zaraz owocową gumą do żucia i przytaknęła. Ona zajmie się jedzeniem, on niech zacznie szukać pluszaków, legowisk i psich zabawek.
- Myślisz, że nas polubi? - oczywiście miała tu na myśli psiaka.
[Profil]
  MULTI: Annie, Eddie, Evan, Josh, Julie, Kara, Mike
 
Wolfgang Hargreeves



w Berrylane od 5 lat

wysyła ludzi w różne podróże

27
yo

180
cm

ma żonę Ellen

Lives in:
fallen cloud

Wysłany: 2019-08-04, 18:16   
  
`wolfie hargreeves

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


W sumie już lepiej jak mu kupi jakąś dmuchaną lalę do macania, jednak nie chciałby jej tak wykorzystywać, potem bałby się spojrzeć w jej oczy... i paliłby buraka przy każdej okazji. Jednak nie był aż tak doświadczony z kobietami, mimo swojego wieku. No i... nie ma co ukrywać, na widok nagiej kobiety wciąż pojawiał się na jego policzkach soczysty rumieniec i trochę gubił język w ustach, kiedy patrzył na nagi biust. Nie wiedział o co z nim chodzi, ale naprawdę... to był piękny element kobiecego ciała, niezależnie od rozmiaru.
- Tak... to byłoby trochę problematyczne. Chyba że z tej sierści robilibyśmy czapeczki na zimę i futra, jak Cruella, ale no... bez zabijania psów. I płacilibyśmy za sprzątanie za nimi, jednak mamy tylko po dwie ręce - zaśmiał się cicho, ale hej, to brzmiało jak niezły biznes. Gdyby nie to, że futro z psiej, wyliniałej sierści było bardzo dziwnym i niepokojącym pomysłem, nawet jak na Wolfa... i jak wiadomo, sam by go na pewno nie chciał założyć, ale on w życiu nie miał na sobie futra i nigdy nie planował założyć. Nawet żeby poczuć się jak ruski alfons.
- I smacznie. Pójdziemy potem po pizzę, w drodze do domu? - zapytał, decydując że to dobre zwieńczenie tego dnia, pizza była dobra na wszystko. I w sumie, to jeszcze trochę się pokręcili po sklepie, powybierali zdecydowanie za dużo pierdółek i wrócili do weterynarza, dowiedzieć się jakiej naprawdę rasy jest ich pies i w jakim jest wieku. I chociaż Wolfie chciał wierzyć, że odpowiedź na ostatnie pytanie Ellen będzie brzmiało 'tak', ale w sumie kto wie? Wolf nie należał do największych szczęśliwców na świecie, równie dobrze pies, którego uratował mógł mu zjeść twarz w trakcie snu...

zt x2 <3
_________________
[Profil]
  MULTI: fin, joey, leanne, scott, nora, maia, callie, perry, adelaide, gal
 
Lilianne Walker



w Berrylane od zawsze

Gdy Bóg patrzy gram w kościele, gdy nie patrzy przynoszę alkohol...

25
yo

170
cm

i jeśli ktoś strzela, to na pewno nie Kupidyn.

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-08-13, 21:56   
  
Lilianne

  
Walker

  
It's okay... I wouldn't choose me either.

  

  

  

  

  

  


*20*


Dawno nie widziała się z Joey i chociaż nie była z tych osób, które szczególnie dobrze pielęgnują relacje z innymi, przez to wszystko, co ostatnio się wydarzyło, poczuła potrzebę spotkania się z przyjaciółką. Raczej nie po to, aby jej się zwierzać, czy żalić, bo to całkowicie nie było w stylu Lilianne, ale tak po prostu, porozmawiać, upewnić się, że u niej wszystko dobrze, że w przeciwieństwie do Walker, Goldrise nic złego się nie przydarzyło w ostatnim czasie.
Stała sobie na miejscu, w którym się umówiły. Nie lubiła przebywać w centrum i czuła się tutaj dość niekomfortowo. Nawet jeśli odsunęła się nieco na bok, by nie zajmować wejścia do parku, miała wrażenie, że każda mijana osoba patrzy na nią koso, jakby i oni próbowali jej wyjaśnić, że powinna trzymać się lasu, bo tam jest jej miejsce. Sprowadzała nieszczęścia... wciąż było to do niej przypisane, a ludzie plotkowali. Jasnym się stało, że przez nią jeden z mężczyzn został porwany przez innego socjopatę, a potem jeszcze ten cały festyn, na którym zginął przy niej ochroniarz, a inne przebywające w gabinecie luster osoby zostały ranne. Zacisnęła usta w równą linię, odruchowo spoglądając na swoje ranne ramie, w które sama została postrzelona. Nikt nie patrzył na nią ze współczuciem, raczej tak, jakby dostała to na co zasługiwała. Może i mieli racje, sama właśnie tak się czuła. Chęć ucieczki wzrastała w niej z każdą mijającą sekundą, aż przestępowała z nogi na nogę, a gdy rzeczywiście miała już ruszyć w stronę obrzeży miasteczka, dostrzegła Joey. Zatrzymała się w pół kroku, jakby złapana na jakimś niecnym uczynku. Nieco się speszyła, ale zaraz uniosła dłoń w powitalnym, nieco nerwowym geście.
— Dzień dobry — odezwała się grzecznie, formalnie, tak jak zawsze, mimo ich znajomości. — Miło ciebie widzieć — dodała i nie musiała kłamać. Wszystko wskazywało na to, że Goldrise jest w jednym kawałku, to było najważniejsze. W każdym razie Lilianne jak najszybciej chciała zejść z widoku, dlatego natychmiast skinęła głową w stronę wejścia do parku.
— Idziemy? Chętnie znalazłabym jakieś zacienione miejsce — miała słabe zdrowie i nie najlepiej znosiła słońce, ale przede wszystkim między roślinami czuła się zdecydowanie lepiej. Wiedziała jednak, że to brzmi gorzej.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Lilka
MULTI: Gardenia, Lavender & Maxwell
 
Joey Goldrise



w Berrylane od zawsze

naprawia auta zawodowo

25
yo

165
cm

czasem ma dawsey'a w swoim łóżku

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-08-18, 00:11   
  
`josephine goldrise

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


#34

Fakt, życie Joey ostatnio było trochę zakręcone. Tu praca, tu Dawsey, tu przygotowywanie powoli domu na zimę, pochłaniało dużo energii i dużo czasu. Potem spała jak kamień, no i na pewno przez to zasnęła ostatnio na klacie Blackwella, zamiast wrócić po szybkim numerku do siebie. Niewiele osób wiedziało o ich układzie. Okej, nikt nie wiedział o tym układzie, poza nią i Dawsey;em, co Joey bardzo odpowiadało, bo nie zamierzała się mierzyć z oceną ludzi i krytyką, która na pewno będzie. Wszystko było jasne i proste, seks i tyle. Okej, było jasne i proste, bo jednak spanie w pozycji wtulenia w siebie komplikowało sprawę i nie wiedziała jak ma z tego wybrnąć. Siedziała dzisiaj w pracy, biorąc nadgodziny, a potem nie śpieszyło jej się do domu, żeby nie mierzyć się z komentarzami ze strony jej współlokatora i byłego męża. To ostatnie sekretem już nie było, odkąd Jolly się dowiedziała, nie było sensu tego ukrywać, a w sumie przed Lily nigdy nie chowała tej tajemnicy. Lilianne na pewno wiedziała też, że Joey wyszła za Blackwella tylko dlatego, że potrzebowała ubezpieczenia zdrowotnego, żeby zrobić badania. I tak rozwiedli sie, bez seksu, bez wesela i weselnych podarunków. No, chyba że do nich można zaliczyć taką ciekawostkę, że Joey miała tylko jedną sprawną nerkę, dzięki jej mamie alkoholiczce, bo z tych wszystkich badań właśnie tego się dowiedziała.
No ale, nie było to teraz istotne, bo teraz szła na umówione spotkanie, myśląc sobie o tym, że w sumie to by coś zjadła. Te myśli jednak szybko odgonił widok Lil - heeeeej.... cześć, co to jest na Twoim ramieniu? Ksiądz cię krzyżem zaatakował? - zapytała zmartwiona, bo nie wiedziała jeszcze nic o postrzale, więc zapytała od razu, do konkretów przechodząc.
- No dobra, ale najpierw może jakieś jedzenie weźmy po drodze? - zaproponowała, bo denerwowała się, a na zdenerwowanie jedzenie zdaje egzamin.
_________________
  
[Profil]
  MULTI: scott, maia, haley, nora, lea, gal, perry, fin, addie, wolfie, callie
 
Lilianne Walker



w Berrylane od zawsze

Gdy Bóg patrzy gram w kościele, gdy nie patrzy przynoszę alkohol...

25
yo

170
cm

i jeśli ktoś strzela, to na pewno nie Kupidyn.

Lives in:
white log mews

Wysłany: 2019-08-18, 21:19   
  
Lilianne

  
Walker

  
It's okay... I wouldn't choose me either.

  

  

  

  

  

  


Sama ruszyła się z miejsca i podeszła do ciemnowłosej, a słysząc jej pytanie nieco się skrzywiła. Odruchowo jej wzrok poleciał w stronę ręki. Oczywiście za jej stanem nie stał ksiądz, co zamierzała szybko wyjaśnić, bo w jej interesie było dbać o renomę Kościoła. Nie była nie wiadomo jak święta, ale nie przepadała za żartami z nim związanymi. Chyba głównie przez to, że wiedziała ile zawdzięcza tej instytucji i czuła się jej wiele winna.
— To raczej pamiątka z festynu... podobno po Huntsmanie, tak mówią — powiedziała szybko pracę, mimowolnie lekko poruszając chorą kończyną. — Nic poważnego, kula przeszła na wylot, więc powinno się szybko zagoić, może nawet blizna nie będzie widoczna — dodała zaraz, aby podkreślić to, że jej stan nie należał do szczególnie upierdliwych. Nie chciała martwić Joey, była świadoma, że ta pewnie ma własne problemy, dlatego tym bardziej dbała o zachowanie postawy, z której jasno wynikałoby, że ta rana to drobnostka.
Rozejrzała się, jakby za najbliższym miejscem, w którym dało się coś kupić do jedzenia. W zasadzie nie orientowała się w tym, prawie nigdy nie jadała na mieście.
— Jasne, na co masz ochotę? — nie mniej jednak nie zamierzała się jej sprzeciwiać. Pewnie była po pracy, to też nie miała jeszcze okazji, żeby coś zjeść. To z kolei budziło w niej jakieś podejrzenia. — Coś się stało? — zagadnęła zaraz niepewnie. — Wiesz, może się mylę, ale wydajesz się być nieco roztargniona — wyjaśniła skąd jej pytanie i w nieco nerwowym odruchu zaczesała włosy za ucho. W końcu mogły się umówić później, tak, żeby jej Goldrise miała czas na jakiś posiłek, czy coś. Jeśli z kolei tak się do niej śpieszyła, to możliwe, że powodem było to, że coś ją dręczyło. Z tych całych rozmyślań Lilianne przygryzła aż wargę.
— Wyglądasz na zmęczoną, może nasze spotkanie pokrzyżowało ci jakieś plany? — wolała się co do tego upewnić, bo już w jej głowie zaczęły się rodzić podobne podejrzenia.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Lilka
MULTI: Gardenia, Lavender & Maxwell
 
Joey Goldrise



w Berrylane od zawsze

naprawia auta zawodowo

25
yo

165
cm

czasem ma dawsey'a w swoim łóżku

Lives in:
white log mews

Wysłany: Wczoraj 23:20   
  
`josephine goldrise

  
`

  
`

  

  

  

  

  

  


Z nimi to nigdy nie wiadomo, Joey im nie ufała. Tak naprawdę od urodzenia w nic nie wierzyła, żadne cuda, nie po tym jaką matkę jej aniołki zesłały. A im więcej wiedziała, na przykład o pedofilii w kościele i nienawiści do ludzi za ich orientacje czy płeć, głoszonych prosto z tych ambon, tym mniej chciała mieć z tym światem wspólnego. Więc Lily nie mogła liczyć na to, że zjawi się na jej koncercie, mimo całej przyjaźni i sympatii, naprawdę nie widziała się w takim miejscu i czułaby się super dziwnie, kiedy ludzie zaczęliby wstawać, siadać, klękać, wstawać, siadać i znów klękać, jakby to była jakaś dziwna grupowa gimnastyka. Za to w kościele z gospel pewnie by się czuła już trochę lepiej, zwłaszcza z Jolly u boku, ta to by miała ubaw.
- Zaraz, co? Jaka kula? Ktoś do Ciebie strzelał? - spojrzała na nią w szoku wielkim. Głównie dlatego, że tak sobie tutaj chodziła, bez żadnej traumy, jak to dopiero co się wydarzyło... Jo pewnie nie chciałaby wychodzić z domu przez miesiąc. Ale pewnie i tak by wyszła, posrana w środku, żeby udowodnić wszystkim że jest twarda i się nie boi niczego.
- Złapali gnoja? - zapytała, marszcząc brwi, bo hej, ona złapie za klucz do kół i zaraz typa dopadnie, no strzelać do Lili? Przecież ona była taka kochana i niewinna.
- Chodźmy po frytki... chociaż chyba potrzebujesz mięsa, żeby odbudować... no, swoje białko - hehs, Joey spec od anatomii, totalnie! Wskazała na jej ramię, trochę się obawiając nawet wskazać na nie palcem, jakby od tego miało ją zaboleć - boli? - zapytała jeszcze, kontrolnie. I teraz głupio jej było rozmawiać o swoich problemach, ale cóż!
]b]- W porównaniu z Twoją dziurą w ramieniu, przez którą sobie można patrzeć na świat to pewnie głupota. Chociaż też uwzględnia dziurę... [/b]- zmarszczyła brwi, z totalnie głupim humorem, ale eh, odreagowywała stres i to podwójny! - Wyglądam na zmęczoną, bo pół nocy ruchałam swojego byłego męża - mruknęła, niewyraźnie trochę, ale cóż, mówiła o tym pierwszy raz na głos, okej, to nie było takie łatwe.
_________________
[Profil]
  MULTI: scott, maia, haley, nora, lea, gal, perry, fin, addie, wolfie, callie
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
BERRYLANE POGODA
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 6