menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#4 gość w dom, woda do zupy
Autor Wiadomość
cora braxton


Lives in
white flower valley

w Berrylane od zawsze, aktualnie w Seattle


nie lubi swojej pracy

ale nie może wybrzydzać

Wysłany: 2019-08-30, 16:26   #4 gość w dom, woda do zupy
  
Cora

  
Braxton

  

  

  

  

  


  
Hope is a dangerous thing for a woman like me to have, but I have it

  
19 yo

  
168 cm

  


Cora bardzo cieszyła się na wizytę brata. Nie widzieli się już dość długo, głównie przez wzgląd na jej masę nowych obowiązków. Przeprowadzka do Seattle miała być dobrym pomysłem, startem w przyszłość i nadzieją na to, że jednak los się w końcu do niej uśmiechnie. Póki co jednak więcej się denerwowała niż cieszyła z przeprowadzki do dużego miasta. Musiała jednak zacisnąć mocno zęby i robić to dalej, bo jednak pieniądz nie zarobi się sam. Szkoda, że tak bardzo się szanowała, bo znalazłoby się mnóstwo sposobów na szybki zarobek. Nie chciała nikogo martwić, więc mamie wmawiała, że wszystko jest super i cacy. Nie do końca tylko była pewna, że brata też będzie w stanie tak oszukać.
Przygotowała się na jego przyjazd. Kupiła jakiś alkohol i zamówiła ulubione żarcie Caleba. Czekał też na niego prezent z wakacji na które udała się z Baby. Wciąż z wielkim uśmiechem na ustach wspominała ten wypad, który teraz wydawał się być tylko jakimś pięknym snem. Żałowała, że nie udało im się spotkać od razu po powrocie, ale liczyła na to, że Rogers nie będzie miał jej tego za złe. Nie pochwaliła się mu również tym, że od dwudziestu czterech godzin była blondynką, więc będzie miał niezłą niespodziankę, gdy otworzy mu drzwi. Kevina, jej współlokatora na razie nie było w domu i to była dla niej wielka ulga. Przypuszczała, że brat go nie polubi i wolała uniknąć rozdzielania ich, gdy przez jedno źle wypowiedziane słowo będzie chciał dać mu w pysk.
Wiedziała też o tym, że Caleb niedawno odwiedził ojca w więzieniu. Bardzo ciekawił ją efekt tego spotkania a nie chciała o to wypytywać przez telefon. Martwiła się i to całkiem mocno. John może nie był jej biologicznym ojcem, ale przez jakiś czas zastępował go i był w tym naprawdę niezły. Miała nadzieję, że wszystko z nim okej. Póki co czekała na przyjazd Caleba, w międzyczasie wykonując zaległą robotę. Prawie nad tym usypiała, więc kiedy zalała papiery kawą, podziałało to jak kubeł zimnej wody. Zaczęła nerwowo skakać po całym mieszkaniu, wycierać dokumenty i wyklinać samą siebie, potem pracę a na samym końcu współpracowników i szefa. Kiedy względnie się z tym uporała, usłyszała w końcu dzwonek do drzwi. Ulżyło jej, bo naprawdę potrzebowała w końcu z kimś pogadać. Już miała dość gadania z samą sobą, więc pobiegła od razu do drzwi i nie czekając na żadną reakcję, po prostu mocno wtuliła się w brata i tak stała w tym progu dość niegrzecznie, nie wypuszczając go. - O jejku, nawet nie wiesz jak dobrze cię widzieć. - mruknęła, jeszcze przez parę sekund tak się do niego tuląc. W końcu jednak dała mu chwilę na złapanie oddechu, wpuszczenie do środka i zamknięcie za sobą drzwi. - No co się tak na mnie patrzysz? Wiem, że dawno się nie widzieliśmy, ale opalenizna już mi schodzi. - zaśmiała się, patrząc na swoje ręce. Dopiero potem dotarło do niej, że przecież wczoraj popełniła kolejne szaleństwo. Odruchowo złapała się za końcówki włosów. - No.. co myślisz? - zaśmiała się, choć wcale nie spodziewała się, że usłyszy jakąś elokwentną i rozbudowaną odpowiedź. Faceci przecież ledwo co zauważają takie zmiany, choć przejście z ciemnych włosów na tak jasne to chyba nawet i największy ignorant by zauważył. - Możesz się albo zachwycić, albo nic nie mówić. - dodała rozbawiona. - Jesteś głodny?
_________________
    Those nights when you crave someone to be there at dawn,
    to wake with, cause aren't we all just looking for
    a little bit of hope these days?
[Profil]
  MÓW MI: kotlecie
MULTI: raine, paisley, maxinne, rufus, fallon, gemma, miles, stella, robin
 
Caleb Rogers


Lives in
white flower valley

w Berrylane od zawsze


sprzedawca w Finch's Records & Instruments

nic nowego w tym temacie

Wysłany: 2019-09-01, 20:03   
  
Caleb

  
Rogers

  

  

  

  

  


  
we blame society, but we are the society

  
22 yo

  
178 cm

  


Caleb też się cieszył, że udało im się wreszcie zgadać. Pewnie ze sobą rozmawiali przez telefon i wymieniali wiadomości, i podsyłali sobie głupie filmiki i memy, ale wiadomo, że to wszystko to jednak nie to samo, co rozmowa twarzą w twarz. A oboje chyba trochę jednak takiej potrzebowali. Zwłaszcza Caleb, którego ostatnio wiele rzeczy irytowało. Począwszy od Tessy, a na jego ojcu kończąc. Najchętniej to pewnie sam by się do niej wprowadził (dla swojego i macochy spokoju), żeby mieć na siostrę oko i dokładać się do czynszu, ale… no właśnie, opowiadało się za tym sporo powodów. Niby Cora zapewniała go przez telefon, że wszystko jest okej, ale jednak wolał to sprawdzić na własne oczy. Na żywo potrafił od niej pewnie o wiele więcej wyciągnąć. Zwłaszcza, że sam był trochę amebą i nigdy nie wiedział czy dana emotka oznacza, że ktoś jest szczerze zainteresowany, czy wręcz znudzony, czy zły, czy ironizuje itd. No ciężko to było trochę Calebowi rozgryźć, ok.
Powinien się w sumie spodziewać takiego przywitania z jej strony, niemniej trochę go jednak to wytrąciło z równowagi, dosłownie się lekko zachwiał, ale zaraz wyprostował rzetelnie i uścisnął ją mocno. Choć początkowo miał lekkiego mindfucka, gdy jakaś blondyneczka do niego podskoczyła. Blondyneczka, która Tessą bynajmniej nie była. Zaśmiał się odruchowo. – Tak, ciebie też dobrze widzieć – oznajmił z automatu i lekko się do niej uśmiechnął, choć wciąż nieco podejrzliwie łypał na jej fryzurę, bo kompletnie się tego przecież nie spodziewał. Zagryzł lekko wargę, gdy spytała go o opinię. On nigdy nie wiedział czy w takich momentach trzeba być szczerym, czy zachwalać. A w sumie nie wiedział co do końca myśli. Przyzwyczajony był do tamtego koloru włosów Cory, a te były jakieś takie wg niego platynowe i w sumie to ładne, ale… Dlatego postanowił wyjść z tego trochę z twarzy. Odchrząknął. – Mam nadzieję, że Noah cię w tych włosach nie widział jeszcze. Bo wiesz, on ma ewidentnie słabość do ładnych blondynek. – No i dobra jakoś poszło, chyba? Zmiana tematu o wiele bardziej mu odpowiadała. – O, bardzo. – I pewnie wreszcie wszedł do jej mieszkania i miał okazję, by się po nim rozejrzeć.
_________________

[Profil]
  MÓW MI: Anu
MULTI: Connor | Liv | Celia | Chandler | Hugo | Cookie
 
cora braxton


Lives in
white flower valley

w Berrylane od zawsze, aktualnie w Seattle


nie lubi swojej pracy

ale nie może wybrzydzać

Wysłany: 2019-10-09, 14:45   
  
Cora

  
Braxton

  

  

  

  

  


  
Hope is a dangerous thing for a woman like me to have, but I have it

  
19 yo

  
168 cm

  


No jasne, że wciąż utrzymywali ze sobą kontakt. Cora przynajmniej raz dziennie musiała zaserwować mu sporą dawkę memów, bo to była taka ich rzecz. Z resztą nic tak nie łączy ludzi jak wspólne śmieszkowanie z Internetowych żarcików. Była to dobra forma zacieśniania więzów, ale nie można w nieskończoność wymieniać ze sobą tylko smski. Po prostu tęskniła i nie zamierzała się z tym kryć. Wiedziała, że Caleb może nie jest specjalistą w okazywaniu uczuć, ale ona spokojnie się tym zajmie za niego. Z resztą nie potrzebowała zapewnień brata, takie rzeczy się czuje. Chciała więc nadrobić wszystkie nowinki, wypytać o Tessę i upewnić się, że ten nie wpada w kłopoty częściej niż to konieczne. Kto by pomyślał, że Cora zapragnie mu matkować. Jak widać dorosłe życie w Seattle trochę ją wyprowadzało na ludzi.
Domyślała się, że Rogers będzie potrzebował chwili na to by sobie to wszystko w głowie ogarnąć. W końcu jeszcze niedawno widział ją zupełnie inną, a teraz z jasną czupryną zapraszała go do środka. - No raczej, gdzie znajdziesz taką drugą jak ja? - zaśmiała się i zamknęła drzwi, gdy już Caleb przekroczył próg mieszkania. Było dość cicho, reszta współlokatorów gdzieś wybyła, więc nie musieli się niczym przejmować. - Potrzebowałam zmiany. A z włosami jest najłatwiej. - wzruszyła ramieniem. Taka w sumie była prawda. Każda kobieta raz na jakiś czas dochodzi do wniosku, że zmienia swoje życie. Albo po prostu chce spróbować czegoś nowego. W przypadku Braxton było podobnie. Co prawda decyzja o platynie została podjęta zupełnie bez żadnego zastanowienia, ale kiedy już się przyzwyczaiła do swojego odbicia w lustrze to była całkiem zadowolona z efektu. Kiedy usłyszała wzmiankę o Noah, nie mogła się pohamować i znowu się roześmiała. - No co ty, bycie twoją siostrą wystarczająco go wystraszyło ostatnim razem. Zmiana koloru włosów nic tu nie zmieni raczej. - parsknęła głupio, nawet nie do końca ogarniając, że trochę Noah wkopała. I siebie z resztą też. Ale to było już tak dawno, że całkiem zapomniała o tym, że ich niegdysiejsza randka miała nie wyjść na światło dzienne, zwłaszcza przy Calebie. Przeszła jak gdyby nigdy nic do kuchni, gdzie chyba już było zamówione przez nią żarcie. Pewnie jakieś mega zajebiste burgery, bo który facet nie zajadałby się ze smakiem czymś takim. Obowiązkowo w zestawie z frytkami. - Spokojnie, kategorycznie zabroniłam im używać sosu czosnkowego. - zaśmiała się, wyjmując z siatki opakowania w którym czekało jeszcze cieplutkie żarełko.
_________________
    Those nights when you crave someone to be there at dawn,
    to wake with, cause aren't we all just looking for
    a little bit of hope these days?
[Profil]
  MÓW MI: kotlecie
MULTI: raine, paisley, maxinne, rufus, fallon, gemma, miles, stella, robin
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 6