menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#6 Na taśmę i ślinę wszystko się... utrzymie!
Autor Wiadomość
Gal Ellington


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze


szyje i zarządza interesem jak zawodowiec

ale w życiu jest ciapą, która szuka ciepłego kocyka na jesień

Wysłany: 2019-09-12, 23:35   #6 Na taśmę i ślinę wszystko się... utrzymie!
  
galia

  
ellington

  

  

  

  

  


  
`

  
29 yo

  
168 cm

  


#43, ale zapięta jest ta koszula u niej, okej

Ostatnie miesiące były dla Gal trudne, ale zbierała w sobie całą siłę, jaką tylko miała żeby to przezwyciężyć. Dla siebie, dla osób dookoła, naprawdę chciała żeby wszystko było znowu w porządku, żeby mogła znowu być takim słonkiem, cieszącym się ze wszystkiego wokół, a nie czującym fatalnie z powodu tego co się zadziało w jej macicy. Bo przecież tak się zdarza. Tyle kobiet z tego wychodziło, ona też musiała. Zwłaszcza, że Julie walczyła z chorobą, Bree była w ciąży i w ogóle, świat jej potrzebował. Nie mogła się przed tym chować i tego wszystkiego tak po prostu unikać, nie mogła się schować przed życiem. Zwłaszcza, że u jej przyjaciół też się sporo działo, na przykład taki Holden też miał bobasa na głowie, więc jak miała mu nie pomóc? Zawsze był ofermą, hehe, większą niż ona, skoro dał sobie skopać cztery litery przez dziewczynę i to młodszą od siebie. Co z tego, że w gry, to bardzo ładnie, że dziewczyn i kobiet nie był, wtedy by się nie mogli kumpelkować, zostałby totalnie wyrzucony z przyjaźni za coś takiego. Nie ma pomarańczowej kartki za tego typu przewinienia.
No ale, wszystko było z nim okej, więc Gal spakowała szarlotkę i babeczki ze śliwkami (dużo ostatnio piekła) i kupiła jakąś małą żyrafkę maskotkę dla dzieciaka i zjawiła się pod jego drzwiami. Zażyczyła sobie herbaty do wypieków, kiedy wpuścił ją do środka i po umyciu rąk, bo to jednak dziecko, siedziała na kanapie z bobasem, robiąc zabawne miny i próbując go rozśmieszyć. A kiedy Holden wrócił z cudownym napojem, uśmiechnęła się do niego - wiesz, tak właściwie to jest do Ciebie całkiem podobny. Ma to samo spojrzenie dzieciaka, któremu małe dziewczynki będą spuszczać manto w każdej grze - uśmiechnęła się zadziornie. Właściwie przebywanie obok dziecka nie było aż tak bolesne jak myślała. To dziecko było całkiem fajne - więc, co masz tym strasznym pudle w kącie, co? - zapytała z zaciekawieniem, bo aż tak dobrze się na dzieciach nie znała, nie wiedziała czy to coś dla niego czy nie... więc zapyta!
_________________
[Profil]
  MULTI: elf, joey, wolfie, scott, perry, maia, finley, callie, nora, ada, leanne
 
Holden Marvel


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dziecka


najmilszy chirurg w mieście

został ojcem, taka sytuacja

Wysłany: 2019-09-15, 22:30   
  
Holden

  
Marvel

  

  

  

  

  


  
Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem.

  
31 yo

  
180 cm

  


| po wszystkim raczej
Coraz rzadziej bywał w swoim mieszkaniu, już niemalże całkowicie rozgaszczając się u Reese. Może nie miał tego początkowo w planach, ale tak naprawdę było im wygodniej opiekować się małą i jakoś rozdzielać między sobą obowiązki. Wciąż był niesłychanie wdzięczny Reese za to, co robi - jak i za to, że zaangażowała się w tę sprawę i poważnie do niej podchodziła. Dawała sobie radę też ze swoimi... epizodami, więc był z tego powodu bardzo dumny. Dzisiejszego dnia chciała czas spędzić z Penny, więc wziął sobie wolne i zabrał Prudence do siebie - bo wiedział, że jednak dzieciak jest problemem lekkim w jej relacji z siostrą. Żeby jednak nie spędzać dnia w samotności, bo i po co, umówił się z Gal i cóż, czekając na nią, oglądał z Prudence jakieś kreskówki dla nierozumnych dzieci i nieomal przez to zasnął.
- PODOBNA jak już - powiedział oburzony, ściągając gniewnie brwi przy tym. Postawił na stole pyszne herbatki, po czym przyjrzał się dokładnie Prue. - Dlaczego mylisz ją z chłopcem? Jest za ładna, żeby być chłopcem - dodał, kręcąc przy tym głową. Nie ubierali jej przecież z Reese jak dziecko bez płci, okej, miała różowe śpioszki, to było wymowne przecież. - I nie obrażaj jej, to ona będzie innym spuszczać manto, nie tylko w grach - dodał z przekonaniem, bo już z niej mała wojowniczka była. Pewien był, że z czasem się to nie zmieni i będzie tylko gorzej, ale cóż - jeśli da mu popalić, to dobrze, bo oznaczać to będzie, że innym także nie da wejść na głowę. - Co, jakie pudło? - zapytał zbity z tropu, bo uwaga, Holden ostatnio tak mało sypiał, że całkowicie gubił się we wszystkim. Tu praca, tu Prudence i jeszcze jakieś nowe dziwne uczucia do Reese. Nie radził sobie ostatnio za dobrze, ale przynajmniej dużo się uśmiechał. - Aaa... Tak jakby się przeprowadzam? Ale to nie na stałe, bo wiesz, szukamy z Reese ojca Prudence. A to jej mieszkanie jest lepsze - wyjaśnił, wzruszając ramionami. Tak naprawdę to pewnie zawinął opowieść o sobie i małej Prudence jeszcze bardziej, ale i w tym się gubił - co komu o niej opowiedział i tak dalej.
  
[Profil]
  MULTI: Colter | Darcy | Elio | Julian | Penny | Theo
 
Gal Ellington


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze


szyje i zarządza interesem jak zawodowiec

ale w życiu jest ciapą, która szuka ciepłego kocyka na jesień

Wysłany: 2019-09-29, 21:29   
  
galia

  
ellington

  

  

  

  

  


  
`

  
29 yo

  
168 cm

  


To brzmiało jak całkiem niezły plan, o wiele łatwiej działać w jednej przestrzeni, zwłaszcza z dzieckiem. Dzieci mają przecież tak strasznie dużo gratów! I to jakich gratów, są graty potrzebne cały czas, no i takie potrzebne tylko od czasu do czasu. Są ulubione smoczki, ulubione zabawki, których bardzo łatwo można gdzieś po drodze zapomnieć czy nawet zgubić. A jak ulubiony smoczuś wyląduje u psa sąsiada w pysku, to niestety, problemów rodzi się milion, jak nie dwa miliony. I trzeba mieć dwa przewijaki, dwa miejsca do spania dla dzieci i w ogóle. Same minusy. Dziecięce rzeczy są w końcu bardzo drogie, a wiele z nich przydaje się tylko przez krótki czas, a potem dziecko z nich wyrasta i trzeba znowu coś kupować. Reese pewnie też lubiła, tak zakładam.
- Omg, zaraz... dziewczynka? A... okej... no bardzo ładna, totalnie chodziło mi o dziewczynkę przecież! - zapewniła go, zerkając na niego przepraszająco - mają takie ładne kokardki dla dziewczynek... kupię jej taką ładną spineczkę - dodała, ciszej, zaraz potem z zawstydzonym uśmieszkiem, przyglądając się dziecku, ale takie jasne śpioszki były, dzisiaj róż i niebieski to był tak naprawdę kolor unisex!
- No masz rację, ale ma totalnie Twoje oczy i włosy trochę też - pokiwała głową - wiem że tak nie może być, ale tak jest - dodała jeszcze, bo owszem, to miał być taki subtelny pocisk, że to Holden ma trochę damskie wyglądowe.. pocisk, którego większość ludzi nawet nie zauważy, bo Gal ot jednak Gal, ona nie umiała cisnąć ludziom, wygrała z nim też przez przypadek. Tfu, nie przypadek, lepszy zestaw umiejętności mimo niższego wieku i mniejszego doświadczenia, ot co!
- Tobie na pewno. Macie w ogóle czas sobie w coś pograć czy jakiś film zobaczyć? Śpi całe noce? - zapytała, z lekkim ociąganiem, ale chyba o to się pytało nowych rodziców, nawet tych zastępczych. I nawet kiedy się samemu dopiero co... o rodzicielstwo otarło.
- No to z... czy to jest jakieś łóżeczko? - zmarszczyła brwi, bo rysunek widziała z daleka, ale trochę to tak wyglądało. - Oooo, no tak, to ma sens, wszystko w jednym miejscu łatwiej ogarniać niż w dwóch. Potrzebujesz z tym jakiejś pomocy? - zapytała, bo skoro już tutaj jest, może pomóc. Lubiła pomagać.
_________________
[Profil]
  MULTI: elf, joey, wolfie, scott, perry, maia, finley, callie, nora, ada, leanne
 
Holden Marvel


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dziecka


najmilszy chirurg w mieście

został ojcem, taka sytuacja

Wysłany: 2019-10-10, 12:44   
  
Holden

  
Marvel

  

  

  

  

  


  
Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem.

  
31 yo

  
180 cm

  


Na jej słowa tylko prychnął. Może zbyt mocno wszedł już w rolę dumnego ojca, dla którego posiadane dziecko to najpiękniejszy i najcenniejszy skarb na świecie? Co prawda obiecał sobie, że do takiej sytuacji nie dopuści, bo przecież zamierzał być jej chwilowym opiekunem, nic więcej. Gdyby o kogoś innego chodziło, nie o Holdena, sprawa pewnie byłaby łatwiejsza w opanowaniu, bo przecież z Prudence nic go nie łączyło. Żadne więzy krwi, nić przyjaźni z jej matką, jakakolwiek znajomość jej krewnych. A jednak przecież i Holden był kiedyś takim niechcianym dzieckiem i trafił na Marveli, którzy ofiarowali mu dokładnie to samo, co teraz on dawał Prue. A patrząc na całą sytuację przez pryzmat jego przeszłości, jasnym było, że pójdzie w ślady swoich adopcyjnych rodziców i nie odda nikomu Pruedence.
- Kup koniecznie, bo więcej takich pomyłek nie zaakceptuję - zalecił z uśmiechem, rozchmurzając się już, bo ileż to razy sam stwierdzał, że wszystkie dzieci wyglądają jednakowo? I pewnie stojąc z boku sam by nie wiedział jak do takiego dziecka podejść, co o nim miłego powiedzieć albo jak właśnie uniknąć ryzyka pomyłki co do jego płci. Nie żeby teraz zaczął zgrywać nagle eksperta od dzieci, ale po prostu stojąc z drugiej strony, to wszystko inaczej wyglądało. - Hm, chyba lepiej, żeby moich włosów jednak nie miała - zaśmiał się, bo wątpił, by jakakolwiek dziewczynka chciała się użerać z takimi głupimi włosami, jakie on miał w dzieciństwie. Więc chyba dobrze, że swoich genów tak naprawdę nikomu nie oddał jeszcze. A pocisku nie zauważył faktycznie, może też dlatego, że Holden to Holden i dość ciężko jest go jakoś obrazić. - Jej mama była bardzo ładna - dodał za to, bo widział kilka jej zdjęć jeszcze z czasów, gdy nie chorowała. Trochę kwestia prawdziwej matki Prue była dla niego nieprzyjemna, bo wiedział, że mała może również mieć problemy ze zdrowiem i to już niedługo. Skoro jednak póki co wszystko było okej, to nie powinien pewnie przedwcześnie panikować, prawda?
- No... ja tak nie bardzo. Reese opiekuje się nią jak jestem w pracy, a potem przejmuję pałeczkę. I jak mam w końcu trochę czasu, to idę spać, chociaż na godzinę, bo Prue ma oczywiście swój własny plan na życie i ciągłe czuwanie - zaśmiał się, bo na szczęście jeszcze nie dotarli do tego momentu, w którym ma się załamanie nerwowe i psychiczne. Ale spokojnie, pewnie już za miesiąc Holden nie będzie tak wesoły, jak teraz... - A no tak, łóżeczko. Dostaliśmy je od siostry Reese, ale wcześniej już kupiłem jedno, które u niej stoi. A to pewnie kiedyś powinienem rozłożyć tutaj - stwierdził, ale tak jakby niezbyt się mu chciało robić to dzisiaj czy kiedykolwiek. - No daj spokój, jak nie masz ochoty, to nie musisz udawać, że chcesz pomagać i tak dalej. Nie chcę żebyś mnie potem pokątnie przeklinała za wykorzystywanie - zaśmiał się, bo i takie sytuacje się już zdarzały. Ludzie oferowali pomoc z grzeczności, a gdy ją przyjmował, to jednak uznawali, że za dużo ze wszystkim zachodu.
  
[Profil]
  MULTI: Colter | Darcy | Elio | Julian | Penny | Theo
 
Gal Ellington


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze


szyje i zarządza interesem jak zawodowiec

ale w życiu jest ciapą, która szuka ciepłego kocyka na jesień

Wysłany: 2019-10-25, 22:29   
  
galia

  
ellington

  

  

  

  

  


  
`

  
29 yo

  
168 cm

  


To było super słodkie, że taką rolę przyjął! Naprawdę, Gal była bardzo z niego dumna, nawet jeśli jakaś część niej wciąż nie do końca sobie radziła z takimi informacjami. Jej siostra też była w ciąży i Gal naprawdę się starała pozbierać, żeby być dla niej jak najlepszym oparciem w tym wszystkim. I jednak trzeba brać poprawkę na to, że Gal jest mała fajtłapą życiową, halo, spaliła własny salon (heh, patrzę na Ciebie), więc i takie głupoty jak pomyłka w płci dziecka mogły jej się zdarzyć. Nie zaglądała jej w pampersa...
Holden chyba miał o sobie bardzo surowe mniemanie. Galia widziała w nim dobrego faceta i właśnie teraz, udowadniał że się nie myliła. A jak każda kobieta, lubiła mieć rację.
- Więc powiedz mi jeszcze jej imię, żebym sobie je zakuła w pamięci, tak na amen - uniosła brwi, z przepraszającym uśmieszkiem. Już wiadomo do kogo mała dostanie największy prezent na święta, żeby jej to wynagrodzić! I jak Galia uważała, że wszystkie zabawki były unisex, to teraz się będzie bała kupić jej autko albo lego klasyczne...
- Masz jakieś zdjęcia? - zapytała delikatnie, bo pewnie nie widziała ich, tak jak ja nie umiem znaleźć włosów Claflina w dzieciństwie, bo google grafika kompletnie nie pomaga. Ale trudno, zostawiam to wyobraźni.
- Ojej, nie brzmi to jak dobry plan... jeszcze w pracy komuś przeszczepisz nie tą nerkę albo coś - zmarszczyła lekko brwi - mogę pomagać czasem, no wiesz, żebyś się trochę dłużej przespał. Odkąd szefuje, zdarza mi się pracę przenosić do domu i załatwiać papierkową robotę, a mogę to robić jednocześnie bujając wózkiem - pokiwała powoli głową, trochę pewna, że Holdi znając jej tendencję do różnych pechowych sytuacji, nie zdecyduje się zostawić jej córki pod opieką. - Kogoś z rodzeństwa też wrabiasz w opiekę? - zapytała więc, zaraz potem, z rozbawionym uśmiechem. To chyba plusy tylu ciotek i wujków! - Trochę czasu dla siebie powinniście znaleźć... nie mówię, że tak ze sobą-ze sobą, ale wyjście do kina, do fryzjera czy po prostu, na odstresowanie się... - wyjaśniła od razu, trochę speszona, bo nie wiedziała jakie relacje dokładnie są między Reese a Holdenem i czy jest to tylko przyjaźń i wspólna organizacja, czy jednak coś więcej. Ale heh, była ciekawa, skłamałaby mówiąc, że nie.
- Chcesz pomoc przy rozkładaniu? - zapytała, bo chciała się przydać. Po swoje wpadce, ma się rozumieć. - Daj spokój, to nie problem. Gorzej by było gdybyś kazał mi zmieniać pampersy co chwile, ale przenoszenie, składanie, pilnowanie przez kilka godzin, to nie problem - uniosła brwi, a potem zmarszczyła brwi lekko - okej, no pilnowanie trochę wiąże się z pampersami, ale Bree jest w ciąży, więc przyda mi się szkoła - przyznała, z westchnieniem lekkim.
_________________
[Profil]
  MULTI: elf, joey, wolfie, scott, perry, maia, finley, callie, nora, ada, leanne
 
Holden Marvel


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od dziecka


najmilszy chirurg w mieście

został ojcem, taka sytuacja

Wysłany: 2019-11-15, 22:42   
  
Holden

  
Marvel

  

  

  

  

  


  
Wyciągnęła do mnie rękę, nie wiedziałem, co mam zrobić, więc połamałem jej palce swoim milczeniem.

  
31 yo

  
180 cm

  


Pewnie gdyby dano mu kilka dni na decyzję, wcale by się nie zdecydował na stworzenie choćby tymczasowego domu dla Prue. Wiadomo, jak człowiek ma czas na przemyślenia, to wynajduje wszelkie wątpliwości i obawy, przez które nie jest w stanie zaryzykować. Powiedzmy więc, że stawianie człowieka pod ścianą i zmuszanie do czegoś, jest niekiedy źródłem dobrych, poważnych zmian w życiu. Holden mógł bowiem teraz twierdzić, że to tymczasowe, że jeśli jej ojciec się odnajdzie, odda mu ją bez problemu i tak dalej, ale... Czuł, że mimo wszystko chyba chciałby mieć dziecko. Być ojcem. – Prudence – powiedział wzdychając, ale zaśmiał się przy tym, bo wcale nie był zły o to, że płeć się jej miesza i nie pamięta imienia. No jednak na jej miejscu będąc, pewnie zachowywałby się podobnie. – Możemy jej śpiewać Dear Prudence, fajnie, nie? Będzie rosła w przekonaniu, że ta piosenka jest przeznaczona wyłącznie dla niej – stwierdził, bo jednak musiała to być fajna sprawa. A o Holdenie nie było piosenek żadnych, bo dość kijowe to było imię i trochę jednak przykro. Potem się zaśmiał i pokręcił głową; zwinnym ruchem podszedł do jednej z szafek, wyjął jakiś tandetny album a z niego zaś wyciągnął jedno zdjęcie. Nie zamierzał jej zanudzać oglądaniem starych fotek, ale tę jedną mógł jej pokazać. I w sumie ja znalazłam że miał naleśnika na głowie i w sumie wyglądam na świra, skoro mam tę jego fotę, ale skoro gram na forach nadal, to i tak wypadam średnio, więc who cares! – O boże, byłbym ci mega wdzięczny! – powiedział z entuzjazmem, bo jednak nawet jeśli miał Reese przy sobie, to jednak bycie ojcem na pełen etat nie było w jego przypadku wykonalne. Pewnie w wielu oczach będzie jawić się jak nieodpowiedzialny człowiek, dla którego praca ważniejsza jest niż rodzina, ale... Czy to naprawdę aż tak źle, że praca była dla niego ważna? – Założę się, że będziesz jej ulubioną ciocią – stwierdził szczerze, chociaż i tak głównie to chciał jej posłodzić, żeby jednak się nie rozmyśliła i nie odwołała tej propozycji opieki nad Prue. Pokiwał potem głową, bo jednak faktycznie, duża rodzina w takim przypadku okazuje się zbawienna. – Głównie Liv, bo jakoś z innymi mi ostatnio nie po drodze. Ale moi rodzice też póki co chętni są na branie ją do siebie, więc... będę korzystać – zaśmiał się, bo potem to wiadomo, zaczną mu różne rzeczy wytykać i jednak nie będą jej tak często na swoje barki brać. Wiadomo, dziadkowie lubią być głównie doceniani za rozpieszczenie. A Leo nie chciał męczyć jednak, bo miał ten paskudny rozwód na głowie, więc opieka nad Prue ani trochę nie była mu pewnie na rękę. Potem się uśmiechnął i pokręcił głową, bo faktycznie ta jego relacja z Reese była dla ludzi męcząca. – Przyjaźnimy się – wyjaśnił, żeby uprzedzić późniejsze pytania. – No i wiesz, najgorsze są te pierwsze miesiące. Póki się wymieniamy, to jakoś to funkcjonuje wszystko – wzruszył ramionami. Jasne, mógł pewnie poprosić ją czy kogokolwiek o wolny wieczór, żeby móc skoczyć do kina... z kimś... ale ani nikogo nie miał, ani mu się wcale wychodzić nigdzie nie chciało. Dość mało towarzyski i rozrywkowy był ostatnio i nie wiedział, czy powodem tego jest Prudence, czy jednak traktuje ją po prostu jako usprawiedliwienie. – No.... to przewijanie nie jest zbyt przyjemne. Ale po piątej kupce człowiek nabiera dystansu i jakoś z automatu to idzie – zaśmiał się, bo niby nie chciał jej straszyć, ale też chciał wskazać, że to przewijanie aż tak nie obrzydza ani nic. – I jasne, jeśli chcesz, to możesz mi pomóc. I możesz przy okazji powiedzieć, co u ciebie – zarządził więc, bo to dość niesprawiedliwe, że o sobie cały czas nawijał. A Galia to taka ładna i fajna dziewczyna, że pewnie ma w zanadrzu sporo fajnych opowieści, nie?
[Profil]
  MULTI: Colter | Darcy | Elio | Julian | Penny | Theo
 
Gal Ellington


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze


szyje i zarządza interesem jak zawodowiec

ale w życiu jest ciapą, która szuka ciepłego kocyka na jesień

Wysłany: 2019-11-19, 22:03   
  
galia

  
ellington

  

  

  

  

  


  
`

  
29 yo

  
168 cm

  


W kwestii dzieci to chyba większość decyzji się właśnie tak podejmowało, bo musiało. Nawet zaplanowane dzieci, o które ktoś się starał wciąż i wciąż, były tak naprawę upsami i w momencie pojawienia się wywracały do góry nogami wszystko, nawet najbardziej poukładane życia, nawet najlepiej zaplanowane... no plany działania po ich pojawieniu się, z podziałem na czas spędzony z każdym rodzicem i w ogóle. Na pewno są tacy rodzice, którzy myślą że jak rozplanują sobie w tabelce co, jak, gdzie i kiedy, to wszystko będzie szło po ich myśli. A życie miało inne plany! No ale kim była Gal żeby oceniać, ona nie dała rady nawet donosić ciąży i cóż, miała trochę uraz, nie można mówić że nie. Sprawa wciąż była bardzo świeża... i skomplikowana.
- To bardzo ładne imię, prawie jak jedna z tych sióstr z tego serialu o Czarodziejkach! - od razu mu wyjawiła, podekscytowana - okej, nie "prawie", bo najstarsza dokładnie tak się nazywała, Prue. Ale to dobry znak, wiesz że to był pierwszy taki serial, który dostał całą kobiecą obsadę? I to na dodatek porządnych, radzących sobie ze wszystkim babek z supermocami - pokiwała głową, nie pogardziłaby taką magią na wyciągniecie ręki. Albo zmarszczenie brwi, jak wiadomo miały różne dary. - Ale no, piosenka też fajna - pokiwała głową, bo trochę się rozgadała, a nie chciała żeby myślał że go teraz nie słucha. Po prostu... no była sobą, tak, trochę specyficzną, trochę dziwną i trochę zestresowaną przez obecność dziecka obok. Ale się starała, co chyba docenić trzeba. I na pewno napisałaby dla niego piosenkę o Holdenie, gdyby znała jego myśli.
- Ależ to atrakcyjna dziura w zębie! Podrywałeś dziewczyny pokazując im jak wiele w niej zmieścisz? - zapytała, śmiejąc się wesoło jak jej zdjęcie pokazał i no uśmiechnęła się, rozczulona. Galia nie wiedziała jak cisnąć po ludziach, wiedziała za to jak ich ogrywać w gry - taki młody, taki grzeczny, taki niewinny... - mruknęła cicho i oddała mu zdjęcie, a potem wzięła grzechotkę i wesoło pomachała nią nad małą Prue, żeby ją zainteresować ruchem i w ogóle, żeby jej się tam nie nudziło, leżąc obok. A co do zdjęć... emmm.... może nie będę wyliczać jak niewiele jest wyglądów, którymi gram i których nie widziałam nago, chociaż wcale takich zdjęć nie szukałam, ok. Uroki szukania grafy, się znajduje i tyle. Lepiej nie drążyć tematu.
- Nie ma problemu i tak często przenoszę pracę do domu, więc jak mała nie ma alergii na pieski ani na kotki, to się może czasem ze mną pobujać. Albo iść na spacer z moim psem, corgi są bardzo łagodne - dodała jeszcze, no i w sumie to chyba najlepiej pokazywało, że Gal tak do końca nie wie co się robi z dzieckiem, jak się go pilnuje, a jest takim małym glutkiem. Ale od czego jest google?
- Muszę się szkolić - przyznała cicho, chociaż skłamałaby mówiąc, że nie ma pewnych obaw. Była straszna ciapą, a nie chciała upuścić żadnego dziecka, albo nie wiem, ugotować go zamiast ugotować mleka... czy zostawić gdzieś w windzie, czy w autobusie....
- O, Liv dawno nie widziałam, jak sobie radzi... ona już studiuje, prawda? - tak jej sie wydawało, ale prawda jest taka, że jakoś super często w ich domu rodzinnym nie była, więc większość rodzeństwa Holdena znała tylko z widzenia. Ale przecież to nie problem, znała ich z opowieści, a jak wiadomo, rodzeństwo sporo na siebie lubi czasem gadać i narzekać.
- To dobrze - skinęła lekko głową, no bo hej, lepiej to niż hejty i rzucanie w siebie brudnymi pieluchami w złości, prawda? A no prawda. - jest bardzo ładna - dodała jeszcze, bardziej dlatego że często mówiła coś, zamiast pomyśleć, niż żeby coś zasugerować. Doceniała piękno innych kobiet i nie bała się mówić im na głos komplementów.
- A jak z pracą, możecie w ogóle brać jakieś wyjątkowe urlopy ze względu na dziecko, czy to tylko dotyczy rodziców na oficjalnych papierach? Bo jeśli tak, to straszna dyskryminacja - przyznała, lekko się krzywiąc. Podejrzewała, że jednak musiał brać nż'etki czy coś, a z dzieckiem to jednak sporo rzeczy może nagle wyskoczyć.
- Brzmi... optymistycznie - zaśmiała się cicho na to jego podsumowanie przewijania - okej, to małą wstawiamy do jakiegoś siedziska, czyyy? - no nie wiedziała co, więc spojrzała na niego pytająco, ale wiedziała że nie można jej zostawić na kanapie. A po jego słowach speszyła się nieco.
- Jeśli pytasz o sprawy zawodowe to powiem ci że strasznie podoba mi się szefowanie ludźmi. Myślałam że nikt nie będzie mnie traktować poważnie i nikt nie będzie chciał mnie słuchać, ale dziewczyny już od początku były bardzo pomocne, a teraz zwracają się do mnie per szefowo - pochwaliła się - nawet nieśmiało zaczynam już myśleć o otworzeniu jakiegoś małego butiku tuż obok zakładu - przyznała, uznając że póki co skupi się na pracy i opowiadaniu o niej, a nie o życiu towarzyskim... no którego za bardzo nie miała, ups.
_________________
[Profil]
  MULTI: elf, joey, wolfie, scott, perry, maia, finley, callie, nora, ada, leanne
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 8