menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#3 Kobieto, ileś Ty wypiła?
Autor Wiadomość
Camille Bowden


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze


dziennikarka śledcza

rozwiodła się

Wysłany: 2019-12-07, 23:11   
  
Camille

  
Bowden

  

  

  

  

  


  
I don't wanna wake you up, tell you that I'm leaving town. I already packed my stuff, can't go back now.

  
26 yo

  
160 cm

  


Ona się czuła totalnie jak męczennica. Nie mogła nic na to poradzić – była koszmarnie rozdrażniona, bolał ją żołądek, głowa i najchętniej zakopałaby się głębiej pod kołdrą, byle było ciemniej w pokoju, bo ostre snopy światła potęgowały ten tłukący ból w skroniach co najmniej kilkakrotnie. Uniosła brwi i zerknęła na niego sceptycznie.
– Kłamiesz. Krzyczysz. A przynajmniej tak się czuję, jakbyś krzyczał, więc proszę, błagam zmniejsz głośność tak o pięć i wtedy do mnie mów – poprosiła go z bladym uśmiechem, przeciągając się i ziewając przeciągle. Nie miała nawet siły się wyprostować tak naprawdę. – W ciągu ostatnich piętnastu sekund zadałeś mi co najmniej trzy pytania, Josh – postanowiła go delikatnie uświadomić. – Może takie zboczenie zawodowe i sobie nie zdajesz sprawy? – zerknęła na niego jeszcze sennymi oczami. Z pewnością jej makijaż się nieco rozmazał, bo nie pamiętała, żeby zmyć makijaż poprzedniej nocy.
– Trochę jednak chcę. Ty może zapomnisz, ale wieś nigdy nie zapomina – westchnęła ciężko, wyrywając sobie samej poduszkę spod głowy i nakrywając się nią w geście rozpaczliwej desperacji. – Niee, nie chcę jedzenia. Chcę miksturę na kaca – powiedziała, odkładając poduszkę i zerkając w końcu na niego. – Przepraszam, że musiałeś wczoraj słuchać o moim byłym. Nie masz z tym nic wspólnego, a ja… Nie powinnam w ogóle o nim mówić – wzruszyła ramionami. Nie powinna była też tyle pić, ale to już inna sprawa.
[Profil]
  MÓW MI: Ola
MULTI: Callum, Bree, Howard, Mallory, Sullivan
 
Josh Taylor Jr.


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od urodzenia


nieudolnie pilnuje porządku w Berrylane

może to czas poszukać sobie dziewczyny?

Wysłany: 2019-12-10, 22:10   
  
Josh Junior

  
Taylor

  

  

  

  

  


  
Chaos isn't a pit. Chaos is a ladder.

  
29 yo

  
187 cm

  


- Niemożliwe - zdziwił się. Oczywiście nie na serio, trochę śmieszkował, ale rzeczywiście miał zamiar mówić teraz nieco ciszej. Nie chciał jeszcze bardziej jej wkurzać i dokładać jej dodatkowych zmartwień. Niech powoli dochodzi do siebie. - Aż trzy? - spytał już znacznie ciszej. Nie miał pojęcia, że je liczyła, nie wiedział też, jak udało jej się to zrobić, bo kiedy do niego mówi się coś dzień po wielkim piciu, to nic do niego nie dociera. Uśmiechnął się też lekko i delikatnie wzruszył ramionami. Całkiem możliwe, że było właśnie tak, jak mówiła, że to jego zawodowe zboczenie, a na to nic już się nie poradzi.
- Daj spokój. Nie będzie aż tak źle. Okej, może nie powinnaś pokazywać się w najbliższym czasie w Joe's albo w sklepie przy monopolowym stanowisku, ale w końcu nikt nie będzie już zwracał na to uwagi. A gdybyś chciała się napić, to zadzwoń, coś ci przywiozę - puścił jej oczko. - Jasne, zaraz ją zrobię. Tylko musisz wiedzieć, że naprawdę źle smakuje.
Serio. Nie ściemniał. To było paskudztwo. Tyle tylko, że działało i to było w tym wszystkim najważniejsze. Zaraz pójdzie przygotować napój, ale wcześniej zamierzał jeszcze wysłuchać Camille do końca.
- Dobrze, że mi powiedziałaś. Wygadałaś się, może trochę ci ulżyło, a ja wiem już teraz, jak to wyglądało. I wiesz co? Wciąż podtrzymuje to, co wczoraj... a może już dzisiaj powiedziałem. Twój były to idiota.
I to jeszcze jaki. Żeby zdradzać Bowden? Kretyn. Po prostu kretyn. Nie znał chyba byłej jej byłego, tej, z którą miał dziecko. Okej, znał, ale nie skojarzył, że to akurat ta federalna, którą jak najbardziej znał i która mocno go wkurzała. Nic dziwnego, że Camille też chyba cos do niej miała. Wpieprza się w śledztwa, wpieprza się w czyjeś małżeństwa, to na pewno zła kobieta. Jej eks wcale nie był lepszy. Całe szczęście, że Josh był inny milszy, bardziej przyjemny.
[Profil]
  MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Julie, Kara, Mike
 
Camille Bowden


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze


dziennikarka śledcza

rozwiodła się

Wysłany: 2019-12-17, 16:21   
  
Camille

  
Bowden

  

  

  

  

  


  
I don't wanna wake you up, tell you that I'm leaving town. I already packed my stuff, can't go back now.

  
26 yo

  
160 cm

  


– Może powinieneś wystartować na jakiegoś detektywa, huh? Bo z tym zadawaniem pytań naprawdę się nadajesz – powiedziała, wzdychając ciężko i chowając mocniej głowę w poduszkę. Doskonale wiedziała, że to nie do końca tak wygląda, ale w sumie uważała, że Taylor totalnie zasługiwał na awans. On przynajmniej chociaż starał się coś robić w przeciwieństwie do całej reszty policjantów. Zresztą ogólnie był w porządku. Był też cholernie przystojny.
– Będzie. Będzie koszmarnie, już nigdy nie wychodzę z domu, chrzanić to – westchnęła, zerkając na niego w końcu z wyraźną udręką. Co jeszcze mogła zrobić? Nic, musiała żyć z tym całym szejmem, który na siebie sama sprowadziła. – Na pewno nie gorzej niż smak wstydu – westchnęła ciężko, bo naprawdę nie miała do siebie siły. Gdyby mogła cofnąć czas, z pewnością by to zrobiła, ale… No właśnie, nie mogła. Nie miała takiej mocy, nawet jeśli naprawdę bardzo, ale to bardzo chciała.
– Oczywiście, że to idiota. Najgorszy z możliwych… – westchnęła ciężko. – Ale nie powinnam tego przeżywać aż tak bardzo. Poza tym pewnie popsułam ci wieczór – westchnęła ciężko i zerknęła na niego. – Dziękuję, że ze mną zostałeś… To naprawdę dużo dla mnie znaczy – powiedziała cicho, zerkając na Josha.
– Masz dzisiaj pracę, czy możesz zostać trochę dłużej? – spytała spoglądając na mężczyznę z lekkim uśmiechem. Chyba chciała z nim po prostu spędzić trochę czasu, bo niekażdy zachowałby się tak szlachetnie, odprowadził ją do domu, został na noc i jeszcze robił jej miksturę na kaca.
[Profil]
  MÓW MI: Ola
MULTI: Callum, Bree, Howard, Mallory, Sullivan
 
Josh Taylor Jr.


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od urodzenia


nieudolnie pilnuje porządku w Berrylane

może to czas poszukać sobie dziewczyny?

Wysłany: 2019-12-28, 01:05   
  
Josh Junior

  
Taylor

  

  

  

  

  


  
Chaos isn't a pit. Chaos is a ladder.

  
29 yo

  
187 cm

  


- Po co mam być detektywem? Berrylane jest na to za małe. Zwykły gliniarz ma więcej roboty, a ja lubię pracować - wzruszył ramionami. Nawet najprostsze zdania były dla niego ciekawe. Okej, wolałby coś ciekawszego, pewnie, ale awans? Nie, nie myślał o nim. Okej, raz, może dwa, ale żeby awans był celem jego zawodowego życia? Nie, to zdecydowanie nie tak.
- Wyjdziesz. Ze mną. Dziś. Niekoniecznie teraz, bo wcześniej się wyśpisz, weźmiesz prysznic, zjesz porządne śniadanie, wypijesz kawę i moją miksturę, a potem ładnie się ubierzesz. Pójdziemy na spacer, a jeśli ktoś będzie chciał powiedzieć na twój temat coś złego, to oberwie.
Właśnie tak, Josh ją obroni. Nie tylko dlatego, że tak wypadało, ale przede wszystkim dlatego, że była fajna i ją lubił. Może nawet odrobinkę mu się podobała? Ale hej, tylko odrobinkę, bo przecież nie bardzo.
- Dasz radę - uśmiechnął się. Poradzi sobie, nie tylko z miksturą, ale też z całym światem. - Daj spokój. Zrobiłem to, co trzeba było zrobić. I gdybyś... No wiesz, zadzwoniła jeszcze kiedyś, kiedy nie byłbym na służbie, to też bym przyjechał. I gdybyś chciała zagrać w bilard na trzeźwo, to też bym przyszedł, a po wszystkim odprowadził cię do domu.
Cały Josh. Okej, być może nie z każdą panią zostałby w jej domu, ale ona była wyjątkiem.
- No mogę - przyznał i tak właśnie zrobi. Zostanie z nią. Nie chciał mieć jej na sumieniu, nie chciał też, żeby czuła się samotna i znalazła sobie jakiegoś niewłaściwego pocieszyciela. Niech wytrzeźwieje, a wtedy Josh się nią zajmie. A jej były to idiota, skoro pozwolił jej odejść i z kimś ją zdradzał, nawet jeśli zdradzał ją ze swoją byłą. Idiota. Kompletny idiota.
[Profil]
  MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Julie, Kara, Mike
 
Camille Bowden


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze


dziennikarka śledcza

rozwiodła się

Wysłany: 2019-12-28, 22:01   
  
Camille

  
Bowden

  

  

  

  

  


  
I don't wanna wake you up, tell you that I'm leaving town. I already packed my stuff, can't go back now.

  
26 yo

  
160 cm

  


– Jak uważasz, chociaż awans to serio spoko sprawa i w sumie w Berrylane roboty nie brakowało ostatnio, szczególnie jeśli chodzi o Huntsmana – wzruszyła ramionami. Taka była prawda. Owszem, Berry było niegdyś spokojnym, uroczym miasteczkiem, ale to, co działo się tutaj od kilku dobrych lat zdecydowanie przeczyło już temu stereotypowi. Nic nie dało się w tej kwestii niestety zrobić. – Ewentualnie mógłbyś pomyśleć o przeprowadzce – wzruszyła ramionami. Seattle było większe, a gdyby nie chciał się przeprowadzać, zawsze zostawało dojeżdżanie, nie? To w gruncie rzeczy nie była taka zła opcja, a i daleko by nie miał.
– Czy ty mnie zapraszasz na coś w rodzaju randki? – uniosła sugestywnie brwi, a na jej twarzy pojawił się nieco uroczy uśmiech. Oczywiście odrobinę nieśmiały, ale jednak. Nadal czuła się koszmarnie, ale fakt, że Taylor chciał ją obronić i wyjść z nią na spacer po tej totalnej porażce, jaką bez wątpienia była jej ostatnia popijawa w Joe’s.
– Zawsze daję radę – pokiwała głową, wzdychając cicho. Prawda była taka, że zwykle była zdana sama na siebie – niestety. I nie mogła nic na to poradzić. Chyba nawet pogodziła się z tym, że tak było, jest i będzie. – Ale taki wypad do baru brzmi dobrze, może kiedyś faktycznie do ciebie zadzwonię. Może nawet zanim wyjdę do baru – ta dwójka chyba naprawdę powinna zacząć się normalnie umawiać, bo w sumie obojgu bardzo opornie szło przyznanie, że jedno drugiemu najzwyczajniej w świecie się podoba. Przecież to było totalnie normalne, dlaczego więc mieli z tym takie trudności? U niej dużo robiła przeszłość, a u niego? Tego chyba Cami będzie się chciała niebawem dowiedzieć.
- W takim razie zrób tę miksturę, ja skoczę pod prysznic, co? – uniosła brwi. Naprawdę tego potrzebowała, zrobiłaby teraz wszystko, żeby zmyć z siebie poczucie winy, wstyd i koszmarnego kaca.
[Profil]
  MÓW MI: Ola
MULTI: Callum, Bree, Howard, Mallory, Sullivan
 
Josh Taylor Jr.


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od urodzenia


nieudolnie pilnuje porządku w Berrylane

może to czas poszukać sobie dziewczyny?

Wysłany: 2020-01-01, 23:35   
  
Josh Junior

  
Taylor

  

  

  

  

  


  
Chaos isn't a pit. Chaos is a ladder.

  
29 yo

  
187 cm

  


- Niby tak, ale lubię to, co robię i lubię pracować z Callie Langdon. Gdybym ją zostawił i awansował, nigdy by mi tego nie darowała - usmiechnął się. - Po co mam się przeprowadzać? Tu mieszka cała moja rodzina. Zostaję.
Zbyt dobrze się tu czuł, żeby zmieniać miejsce zamieszkania. W Berrylane wciąż miał jeszcze mnóstwo rzeczy do zrobienia, miał też mamę i dwie siostry, których musiał pilnować. Kto inny zrobi to zamiast niego? No właśnie, nikt. Tylko on mógł się tym zająć, a dojeżdżanie tylko by go zmęczyło. Męczenie się było bez sensu, przecież energię wciąż można było spożytkować w jakiś inny sposób
- No... - zawiesił na chwilę głos. - Chyba tak. Ale jeśli nie chcesz, to nie musimy nigdzie iść. Możemy posiedzieć w domu, obejrzeć jakiś film...
Tylko że wtedy to też mogłoby być czymś w rodzaju randki. Jeśli nie miała na to ochoty, to mogła być szczera i po prostu o tym powiedzieć, on na pewno się nie obrazi. Robienie czegoś wbrew sobie nie było fajne, zwłaszcza przyjęcie zaproszenia od miejscowego gliniarza. Nawet gdyby odmówiła, to przecież Taylor i tak będzie miał ją na oku, bo właśnie tego zawsze uczył go tata. Tak postępują porządni faceci.
- Zdecydowanie powinnaś tak zrobić. I wcale nie musimy wtedy grać w Joe's - uśmiechnął się. Nie zamierzał przywoływać w niej kiepskich wspomnieć (albo braku wspomnień). - Dobra, to idę.
Z początku obawiał się tego, jak odnajdzie się w jej kuchni, ale większość szafek kryła dokładnie to, co kryło się tam w większości domów. Najłatwiejsze było znalezienie lodówki. Wyjął z niej kilka składników, zgrabnie połączył i mikstura była już gotowa. Wlał wszystko do ładnej, wysokiej szklanki i postawił ją na stole, licząc na to, że po prysznicu Camille nie wróci do łóżka, tylko przyjdzie coś zjeść i nieco się podleczyć.
[Profil]
  MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Julie, Kara, Mike
 
Camille Bowden


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze


dziennikarka śledcza

rozwiodła się

Wysłany: 2020-01-06, 00:09   
  
Camille

  
Bowden

  

  

  

  

  


  
I don't wanna wake you up, tell you that I'm leaving town. I already packed my stuff, can't go back now.

  
26 yo

  
160 cm

  


– Taką lojalność się ceni – pokiwała powoli głową, chociaż w gruncie rzeczy w głowie miała też kilka innych sentencji. Na przykład o tym, jak ludzie potrafią innych ludzi wykorzystać i niekoniecznie się przejmować czymkolwiek związanym z czymś poza czubkiem własnego nosa. Kto jak kto, ale niestety biedna Cami miała całkiem sporo doświadczeń w tym temacie, szczególnie jeśli chodziło o byłego męża. Wiedziała jednak przecież, że sprawa nie dotyczy każdego, a to, że akurat jej facet okazał się być typem ze skręconym kręgosłupem nie było jej winą.
– Jak tam uważasz – wzruszyła ramionami. Sama zainteresowana całkiem lubiła Seattle. Czuła się tam dobrze, miała znajomych, przyjaciół, miała też stabilne życie, które w pizdu się poszło walić, kiedy dowiedziała się o zdradach męża.
– A jak ty wolisz? – uniosła brwi, patrząc na niego badawczo. W sumie nie była pewna, co było lepsze, ale zdawała się na niego. Mogli zostać w domu albo gdzieś wyjść. Mogli też wyjechać za miasto, albo razem próbować przyłapać jakichś przestępców, bo przecież to było bardzo ekscytujące i też mogłoby się liczyć jako randka, nie? Przynajmniej tak wydawało się głównej zainteresowanej! Tak czy siak, coś w rodzaju randki brzmi całkiem nieźle – wzruszyła ramionami. Skoro widział już ją w tak opłakanym stanie, chyba nie mogła go odstraszyć niczym innym.
Kiedy on buszował po kuchni, Camille istotnie poczłapała pod prysznic i nieco się odświeżyła, bardzo walcząc, by przy okazji nie zwrócić tego, co jadła w nocy. Kiedy ta sztuka jej się udała, przebrała się w jakiś wygodny dres i powoli zeszła na dół.
– Mikstura gotowa? – uniosła brwi i klapnęła na krześle, tuż obok szklanki. Nieufnie ją zbadała wzrokiem, by zaraz westchnąć ciężko. – Pachnie koszmarnie – powiedziała, krzywiąc się nieznacznie, ale jeśli to miało jej pomóc… Przechyliła szklankę i duszkiem wypiła jej zawartość.
– To było okropne – powiedziała, krzywiąc się i ponownie walcząc ze sobą, żeby po prostu nie zwymiotować.
[Profil]
  MÓW MI: Ola
MULTI: Callum, Bree, Howard, Mallory, Sullivan
 
Josh Taylor Jr.


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od urodzenia


nieudolnie pilnuje porządku w Berrylane

może to czas poszukać sobie dziewczyny?

Wysłany: 2020-01-11, 23:00   
  
Josh Junior

  
Taylor

  

  

  

  

  


  
Chaos isn't a pit. Chaos is a ladder.

  
29 yo

  
187 cm

  


Niech ona lepiej teraz nie próbuje przypominać sobie żadnych sekwencji, bo połowę pomyli, a połowę drugiej połowy zapomni i będzie problem. Josh wiedział, że należy przepuszczać jej słowa przez dość spory filtr, ale i tak naprawdę doceniał jej uznanie, nawet jeśli to uznanie miało polegać tylko na przytaknięciu. To i tak sporo. Serio. Nie to, że inne nie przytakiwały, kiedy Josh się za nie zabierał, ale i tak było nieźle.
- Jak wolę? - dopytał. - No... Ja wolę tak, jak ty chcesz, Jeśli wolisz gdzieś wyjść, wtedy wyjdziemy. Gdybyś chciała zostać i obejrzeć jakiś film, wtedy zostaniemy.
Mogą zostać, a na spacer wybrać się innym razem, na kolejną randkę. O ile oczywiście będzie chciała, ale Josh jakoś nie sądził, że pierwsza randka mogłaby okazać się niewypałem. Wypali, na pewno. Przecież Josh jest całkiem fajnym facetem. A na wspólne polowanie na przestępców na pewno jej nie zabierze. To nie zajęcie dla niej, serio.
- Gotowa - odparł. - Nie pytaj, co jest w środku i nie wąchaj tego. Po prostu pij.
Przesunął w jej stronę szklankę ze śmierdzącą zawartością. Zapach nie był fajny, ale mikstura naprawdę działała. Josh kilka razy ja pił i za każdym razem czuł się po niej znacznie lepiej. Liczył na o, że pomoże też Camille. Wyglądała już o wiele lepiej, a zaraz poczuje się fantastycznie. Czy można chcieć czegoś więcej?
- Ale skuteczne. Zobaczysz, zaraz wszystko przejdzie - zapewnil ją. - Ta mikstura ma jeszcze jedną właściwość. Kiedy pomyślisz o tym, że będziesz musiała ją wypić następnego dnia po wieczorze z alkoholem, będziesz piła go mniej.
Okej, to nie do końca tak działało, ale nie zaszkodziło powiedzieć, że właśnie tak jest.
[Profil]
  MULTI: Annie, Eddie, Ellen, Evan, Julie, Kara, Mike
 
Camille Bowden


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od zawsze


dziennikarka śledcza

rozwiodła się

Wysłany: 2020-01-14, 11:52   
  
Camille

  
Bowden

  

  

  

  

  


  
I don't wanna wake you up, tell you that I'm leaving town. I already packed my stuff, can't go back now.

  
26 yo

  
160 cm

  


Nie no, ona po prostu z doświadczenia wiedziała, że nie wszystko zawsze układa się tak jak człowiek by tego chciał i nawet osoba, której się ufa najbardziej na świecie może zdradzić i zranić. I to wcale nie to, że była jakąś zimną suką, która totalnie przestała wierzyć w ludzkość. Po prostu wszystkie poprzednie doświadczenia nauczyły ją, żeby być ostrożną. Może to właśnie dlatego nawet przy Taylorze trochę się pilnowała?
– Zaskocz mnie – uśmiechnęła się do niego szeroko. Niech ją zaskoczy, niech coś wymyśli, ona się chętnie dostosuje. Prawdę mówiąc nie była do końca pewna, czy pamięta, jak się randkuje. Przede wszystkim dlatego, że naprawdę nie robiła tego od wieków. W sumie od czasu nieudanego małżeństwa może parę razy gdzieś wyszła, ale to nie było to samo.
- Naprawdę jest ohydne – oświadczyła z cichym westchnięciem, bo nie było powodu, żeby kłamała, że napój pachnie fiołkami i smakuje jak mleko czekoladowe. Było obrzydliwe - koniec, kropka. Tak czy siak napiła się tej mieszanki i poza odruchem wymiotnym, który natychmiast nastąpił, a który w sobie gdzieś tam udało jej się stłumić, naprawdę czuła się trochę lepiej. Magicznym sposobem ból głowy ustał.
– Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę działa – uśmiechnęła się szeroko i spojrzała mu w oczy. Była trochę zaskoczona, bo szczerze mówiąc zawsze sceptycznie podchodziła do tego typu mikstur, ale skoro działało, to chyba było najważniejsze, nie? Przynajmniej tak jej się wydawało.
– W sumie racja – westchnęła cicho, chociaż to wcale nie było tak, że ona celowo wypiła tak dużo – to się akurat stało zupełnie przypadkiem. Tak czy siak, spędzili pewnie razem poranek, zrobili jakieś śniadanie, a potem pożegnali ładnie, o.


zt
[Profil]
  MÓW MI: Ola
MULTI: Callum, Bree, Howard, Mallory, Sullivan
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 5