menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#3 Poważne rozmowy to trudne rozmowy
Autor Wiadomość
Ephraim B. Heatherton


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od prawie zawsze


chirurg dziecięcy

czy to się je?

Wysłany: 2019-10-01, 08:34   #3 Poważne rozmowy to trudne rozmowy
  
Ephraim B.

  
Heatherton

  

  

  

  

  


  
How You doin'?

  
35 yo

  
190 cm

  


#9 + styl

Nie spodziewał się dzisiaj żadnych gości, nie miał też żadnych planów na wieczór i planował po prostu odpocząć. Ciężki dzień w pracy mocno go zmęczył i wprowadził w dość dziwny nastrój. Nienawidził ponosić porażek. Już jako dziecko tak miał, a teraz wiązały się one z ogromną odpowiedzialnością i rozczarowaniem nie tylko dla niego, ale także dla innych, i niestety trudno było to wszystko zostawić w pracy, odwiesić razem z fartuchem i wrócić do domu kompletnie się tym nie przejmując. Oddzielenie pracy od życia prywatnego nie było jego mocną stroną, choć oczywiście mogło być to związane z faktem, że jego życie prywatne było dość liche. Przyjaciele, znajomi, pusty dom i rodzeństwo, z którym widywał się pewnie dość rzadko, bo jednak każdy był mocno zabiegany no i wiadomo jak to jest. Czasu brakuje na wszystko. Dziś teoretycznie mógłby to wolne popołudnie i wieczór wykorzystać, ale jednak naprawdę potrzebował po prostu odpocząć. Dlatego wrócił do domu, zamówił po drodze chińszczyznę i od razu pod prysznic się udał, żeby zmyć z siebie trudy dzisiejszego dnia i nieco się pod ciepłą wodą odprężyć. Niestety do końca to nie pomogło, więc po wyjściu dres jakiś wciągnął i z ręcznikiem na ramieniu, jedną ręką włosy wycierając udał się do kuchni i piwo nawet sobie otworzył, ale napić się nie zdążył, bo dzwonek do drzwi go wywołał.
W sumie to był przekonany, że to jego jedzenie, nawet miał w ręce już banknot naszykowany na napiwek dla dostawcy. Ale jak otworzył, to się nieco zdziwił. Albo i nawet bardzo, bo totalnie się jej tutaj nie spodziewał. W dodatku wyglądała na dość roztrzęsioną i przejętą, a on totalnie nie wiedział czym.
- Laila? - no generalnie pytanie bardzo głupie i retoryczne, ale samo się wyrwało, chociaż przecież widział, że to ona. - Co się stało? Wejdź do środka - otworzył szerzej drzwi, napiwek do kieszeni schował, i ją przepuścił, żeby weszła. - Coś z małym? - no w sumie dopiero teraz go oświeciło, że ostatnio o chorym dziecku mówiła. - Potrzebujesz pomocy, coś Wam załatwić? - hehe, nerkę może na przykład? Tego się oczywiście nie spodziewał. I nie spodziewał się też zdecydowanie, że będzie musiał tu wspierać ją nie jako lekarz, a jako ojciec dziecka, ale no... Wszystko przed nami, rozpocznijmy jazdę bez trzymanki, ale najpierw napijmy się herbatki. - Zrobić Ci jakąś herbatę? Wyglądasz na roztrzęsioną - no widać, że doktór skoro taki spostrzegawczy, totalnie.
_________________

    YOU'VE LOST A PART OF YOUR MIND, A PART THET'S HARD TO DEFINE.
    I'M TRYNA HELP YOU WITH YOUR SUPEREGO.
[Profil]
  MÓW MI: Patka
MULTI: Elfriede, Ethelbert
 
Laila Marlowe


Lives in
white log mews

w Berrylane od zawsze


psycholog na komisariacie

i samotna matka w domu

Wysłany: 2019-10-08, 23:19   
  
Laila

  
Marlowe

  

  

  

  

  


  
Strawberries, cherries and an angel kissing spring.

  
27 yo

  
160 cm

  


nie znam sie na numeracji + styl

Na studiach miała zajęcia, na których mówiono jej jak zająć sie matką, u której dziecka wykryto jakąś ciężką chorobę. Wiedziała co powinna powiedzieć, jak się zachować, jakie terapie wprowadzić, by taka matka jakoś wyszła na prostą i była wsparciem dla swojego malucha. Nikt jej jednak nie przygotował na to, że nastanie taki moment gdy to jej dziecku miałaby się stać krzywda. Po odebraniu wyników i rozmowie z lekarzami diagnoza była nieubłagana. Jej syn miał niewydolność nerek i potrzebował przeszczepu. Ostatnie dwa tygodnie były dla niej prawdziwa katorgą. Starała się być silna, bo przecież musiała być. Musiała stawić temu wszystkiemu czoła i nie pokazać synowi jak jest przerażona, martwiła się o niego niemiłosiernie ale starała się ukrywać swoje obawy żeby dziecka bardziej nie straszyć. Już sam fakt, że musiał być w szpitalu był dla niego niezwykle stresujący. Oczywiście Laila wiedziała, że nie może syna ciągle okłamywać i mówić, że nic mu się nie dzieje. Nie był już taki mały. Odbyła z nim więc męską rozmowę o tym co się z jego ciałem dzieje, oczywiście ciągle mu mówił, ze to nic strasznego i, że nic mu się nie stanie. Wystarczy, że ona panikowała.
Ostatni tydzień zleciał na wynikach badań. Nerkę do przeszczepu zawsze najlepiej pobrać od bliskiej rodziny więc Marlowe całą swoją familię ściągnęła do szpitala i wszyscy robili badania czy mogą być ewentualnymi dawcami. Laila miała nadzieję, że to od niej będą mogli ta nerkę pobrać i wtedy wszystko się jakoś ułoży. Niestety... nie wyszło. To sprawiło, że tylko coraz to bardziej się denerwowała i po ostrej kłótni z rodzicami, którzy kategorycznie zabraniali jej mieszania Eprahima w całą sprawę, postanowiła jednak do niego pójść. Był jej ostatnią deską ratunku.
- Cześć - powiedziała gdy otworzył jej drzwi, sama nie za bardzo wiedziała jak ma mu o wszystkim powiedzieć. Od czego się powinno w takiej sytuacji zacząć? Może powinna wpaść tutaj z dużą ilością alkoholu? No nie pomyślała o tym ale były sprawy nieco istotniejsze niż wóda.
- Tak w sumie to tak... potrzebuje pomocy i możesz nam coś załatwić - swoją nerkę na przykład hehe. Może Laila powinna go tu spić i wyciąć mu nerę nożem kuchennym... czego sie nie robi dla dziecka. - Nie, nie... dziękuję Ci bardzo, nie chcę pić - chciała tylko jego nerkę. Musiała się tylko w końcu zdobyć na odwagę żeby mu to powiedzieć.
- Toby potrzebuje przeszczepu nerki - mruknęła w końcu i chcąc nie chcąc to jednak jakaś tam łezka jej po policzku płynęła. W domu musiała być super silną kobietą, ale teraz już to wszystko ją przytłaczało. - Niestety u mnie w rodzinie wszyscy mamy inną grupę krwi i nie możemy mu jej dać - wyjaśniła żeby nie było, ze o sobie nie pomyślała w pierwszej kolejności. Ona miała w sobie coś z męczennika.
Bardzo się tym wszystkim denerwowała więc mówiąc to wszystko nerwowo bawiła się swoim zegarkiem, bo to było łatwiejsze niż patrzenie sie mu prosto w twarz. Czuła się tak bardzo głupio, że chyba jeszcze nigdy się tak w swoim życiu nie czuła. - Pomyślałam, że skoro ja nie mogę to może jego ojciec...dlatego tu jestem - wyjaśniła chociaż nie wiedziała czy dokładnie więc zerknęła na niego żeby zobaczyć czy zajarzył. - Jesteś jego biologicznym ojcem więc pytam, czy jesteś w stanie oddać mojemu dziecku swoją nerkę jeżeli się okaże, że możesz to zrobić - wyrzuciła to z siebie i dopiero wtedy na niego spojrzała. Spodziewała się burzy i bardzo ciężkiej rozmowy.
_________________

    Locked in the hotel there's just some things that never change
    You say we're just friends but friends don't know the way you taste

[Profil]
  MÓW MI: cyc
 
Ephraim B. Heatherton


Lives in
auburn pine houses

w Berrylane od prawie zawsze


chirurg dziecięcy

czy to się je?

Wysłany: Dzisiaj 9:05   
  
Ephraim B.

  
Heatherton

  

  

  

  

  


  
How You doin'?

  
35 yo

  
190 cm

  


Mogli sobie piątkę przybić w takim razie. Eph też miał sporą wprawę w pocieszaniu innych rodziców. Wiedział, jak rozmawiać z nadopiekuńczymi matkami, a także tymi nieco zbyt szorstkimi i rygorystycznymi. Umiał nawiązywać dobry kontakt z ojcami i miał wystarczająco dużo cierpliwości na tłumaczenie im wszystkich istotnych kwestii dotyczących stanu zdrowia ich dzieci. I nawet, jeśli przekazywanie najgorszych wieści o zdrowiu dzieci było bardzo trudno, to całkiem dobrze sobie z tym radził na co dzień. Jednak jeśli o niego samego chodzi, to nie był przygotowany nawet na to, aby zostać rodzicem, a co dopiero radzić sobie z jakimikolwiek problemami z dziećmi. Których przecież nie miał, w takim przeświadczeniu przeżył te 35 lat swojego życia i raczej nie sądził, że ktoś mógłby tą świadomość zburzyć jakimś wyznaniem. Miewał jakieś romanse mniej lub bardziej przelotne, ale jednak zawsze wszystko robił ostrożnie i tak dalej, był o tym przekonany. Co prawda był też lekarzem i dobrze wiedział, że żadna metoda antykoncepcji nie daje stuprocentowego zabezpieczenia, ale… No właśnie, ale. Nawet jak człowiek o tym wie, to w sumie chyba nie do końca dopuszcza to do świadomości.
W sumie nie spodziewał się, że Laila w ogóle poprosi go o pomoc. Właściwie to naprawdę miał nadzieję, że z jej dzieciakiem będzie wszystko okej. Jakaś drobna infekcja, podstawowe leki i wszystko okej. Jednak na pewno już nie spodziewał się tego, że wpadnie z taką wiadomością. Nic mu na to nie wskazywało. Nie wiedział nawet ile lat ma jej dziecko czy jak ma na imię, wiedział tylko, że ma syna. Nic więcej mu nie powiedziała, a on sam też nie chciał na siłę wtrącać się do jej życia, bo przecież nie miał do tego prawa. Dlatego nie szukał wyników na własną rękę, nie dopytywał się o jej syna lekarzy ani nic takiego. NIe uznawał takich metod, wiedział przecież, że jeśli naprawdę będzie potrzebowała pomocy to da mu znać. Nie rozstali się w akompaniamencie krzyków i tłuczonych talerzy. Rozstanie, jak to rozstanie nie było super przyjemne, ale nie było w ich przypadku też jakimś skrajnym dramatem i był przekonany, że skoro ją zapewnił, że może na niego w tej kwestii liczyć, to wiedział, że tak naprawdę jest, a nie że tylko tak sobie gada. I dlatego, gdy ją zobaczył w progu, to pomyślał, że po prostu z tej pomocy chciała jednak skorzystać, bo było naprawdę źle. Nie wiedział jednak, jak duża miała być ta pomoc i kompletnie nie spodziewał się czegoś takiego.
Na co dzień był raczej z tych gadatliwych żartownisiów, ale praca nauczyła go wyczucia i taktu w takich sytuacjach, więc po zadaniu kilku pytań pomocniczych nie odzywał się za bardzo i po prostu czekał na to, co ma mu do powiedzenia. Zmarszczył lekko brwi, gdy przeszła do tematu nerki.
- Cholera, niedobrze - no niedobrze, ale też nie tak, że najgorzej, nie? Z nerką było łatwiej niż z płucami czy sercem. - Ale wiesz, że nie ma szans na to, żeby przesunąć go w kolejce przez znajomości - no to tak nie działało. Chociaż pewnie trochę tak, ale aż tak wpływowy to Eph nie był. I nie chciałby być, tak właścicie. Kim on był, żeby decydować, kto bardziej zasługuje na przeszczep? To cholernie trudna decyzja, ale no nie dane mu było się na tym skupić, bo mówiła dalej. I przez moment pomyślał, że może będzie chciała żeby pomógł jej jakości znaleźć tego ojca, sam nie wiedział dlaczego i jak niby, ale pojawiło się to w jego głowie. I mimo wszystko miało to więcej sensu niż to, co powiedziała mu chwilę później.
- Co? - zapytał bardzo elokwentnie po dłużej chwili milczenia. - Czym jestem jego? - no chyba jej się pomyliło, okej. Nawet chrzestnym nie był, a co dopiero ojcem takim prawdziwym, co go zrobił i w ogóle. - O czym ty gadasz, jak to ojcem, jak to biologicznym? - no był w szoku, chciał wiedzieć, niech mu powie, bo go zaraz chuj strzeli, okej.
- Chcesz mi powiedzieć, że przez ten cały czas miałem dziecko, o którym nie wiedziałem? - zapytał jeszcze dla pewności, jak już w końcu udało mu się złożyć pełne zdanie. Brawo Ephraim, dojrzewa i uczy się tak szybko, może będzie z niego jeszcze tata.
_________________

    YOU'VE LOST A PART OF YOUR MIND, A PART THET'S HARD TO DEFINE.
    I'M TRYNA HELP YOU WITH YOUR SUPEREGO.
[Profil]
  MÓW MI: Patka
MULTI: Elfriede, Ethelbert
 
Laila Marlowe


Lives in
white log mews

w Berrylane od zawsze


psycholog na komisariacie

i samotna matka w domu

Wysłany: Dzisiaj 14:54   
  
Laila

  
Marlowe

  

  

  

  

  


  
Strawberries, cherries and an angel kissing spring.

  
27 yo

  
160 cm

  


To był dla Laili niesamowicie stresujący czas, pewnie gdyby tak nie było to mogłaby z nim piąteczki na spokojnie przybijać. Kto wie, może kiedyś… na ślubie ich syna sobie przybiją piąteczki, że dzięki nim dzieciak ładnie wygląda w garniaku. No ale do tego było jeszcze dużo czasu, Marlowe miała przynajmniej taką nadzieję, nie chciała zbyt szybko zostać teściową. Na matkę się jak widać nie za bardzo nadawała, a co dopiero na teściową… jeszcze nie doszła do tego poziomu wredności. Plus miała jednak cichą nadzieję, że jej syn się spiknie z córką Perry. Nie chciała nawet myśleć o tym, że jeżeli czegoś szybko nie wymyśli to może jej piękny synek nie będzie miał możliwości z nikim, kiedykolwiek się ożenić. Nie dopuszczała tego do siebie, po prostu nie było takiej opcji. Blondynka była zdeterminowana do działania, zrobiłaby wszystko żeby Toby był cały i zdrowy, dlatego też przyszła tutaj. W normalnych warunkach nigdy, by się nie zjawiła w jego mieszkaniu. Nigdy nie patrzyłaby na niego z zamiarem wyjawienia mu całej prawdy i jej wielkiej życiowej tajemnicy. Sytuacja się jednak zmieniła i blondynka musiała schować dumę do kieszeni. Jej wszelkie uprzedzenia schodziły na dalszy plan gdy w grę wchodziło dobro jej dziecka.
- Niedobrze? Aż tak? - zapytała robiąc wielkie oczy, bo ciągle ją ktoś zapewniał, że wszystko będzie dobrze, a ten jej coś takiego tutaj mówił. Od razu się przeraziła trzy razy bardziej! Nie znała się za bardzo na tym, sprawdziła co prawda wszystko co było w internecie na temat niewydolności nerek i ewentualnych przeszczepów ale to jednak dość mało fachowa wiedza. - Nie o to chciałam Cię prosić - powiedziała marszcząc lekko czoło. Za kogo on ją miał? Oczywiście gdyby trzeba było to, by komuś nerkę ukradła ale na pewno wtedy nie wprowadzałaby go w sprawę żeby tego nie spaprał.
Sama nie wiedziała czy czuła się jakoś tak lżej gdy mu o wszystkim powiedziała, czy wręcz przeciwnie. To było bardzo skomplikowane. Może jednak trochę już mogła odetchnąć? Tajemnica, którą trzymała w ukryciu przez te wszystkie lata w końcu została przełamana i w sumie… to było miłe uczucie. Nawet jeżeli najgorsze dopiero przed nią. - Normalnie… jesteś lekarzem, mam Ci mówić jak się robi dzieci? To trochę kwestionuje Twoje wykształcenie - powiedziała wywracając oczami. Zawsze gdy się stresowała to łatwiej było kogoś atakować niż na spokojnie się wytłumaczyć. - Tak, właśnie to Ci chcę teraz powiedzieć - przytaknęła powoli. Teraz tylko czekała aż zaczną działać u niego mechanizmy obronne, punkt pierwszy: wyparcie. W sumie nie miała zbyt wiele czasu więc może od razu lepiej przejść do fazy końcowej: akceptacja.
- Wiem, że to szok… i pewnie masz mi za złe, że Ci nie powiedziałam wcześniej. Uwierz mi, że pozytywny wynik testu ciążowego też był dla mnie niespodzianką, a Ty chciałeś wyjechać, uczyć się, robić karierę… nie chciałam żeby Cie to ominęło ze względu na dziecko - wyjaśniła cały czas mu się przyglądając. Oczywiście nie oczekiwała, że ją zrozumie. Nie wymagała też od niego niczego… oprócz nerki jeżeli okaże się, że mają z synem tą samą grupę krwi.
_________________

    Locked in the hotel there's just some things that never change
    You say we're just friends but friends don't know the way you taste

[Profil]
  MÓW MI: cyc
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 5