menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#15 Run away with me and it'll all make sense
Autor Wiadomość
Astrid Reinhart


Mieszka w
auburn pine houses


wszyscy fajni zajęci, co tu zrobić

stara się nie zwariować

W Berrylane nudzi się przez całe życie

Astrid

Reinhart

Wysłany: 2019-10-03, 17:15   #15 Run away with me and it'll all make sense
  
"
Co z tego mam? Nic. Tylko zniechęcenie.

  
 27 y.o.

  
 166 cm

  

  

  

  

  

  


/ po wszystkim

Może i okłamywanie innych przychodziło jej z nadzwyczajną łatwością, ale siebie nigdy nie zamierzała w żadnej kwestii oszukiwać. Czuła coś do Coltera i nie próbowała wmówić sobie nawet, że jest inaczej. Uważała do tego, że nie jest w tym osamotniona i Faraday także darzy ją jakimś uczuciem, z którego jednak dumny nie jest. Jak mógłby, skoro miał narzeczoną, z którą już niedługo miał wyjechać do Nowego Jorku? Astrid nigdy nie pochwalała tego związku i to wcale nie z jakiejś chorej zazdrości, a po prostu dlatego, że dostrzegała, jak bardzo toksyczna jest ta relacja. Nigdy jednak nie podzieliła się z mężczyzną swoją opinią na ten temat, bo nie miała w zwyczaju wtrącać się w cudze życia bez jasnego przyzwolenia na to. Czasem próbowała coś zasugerować, ale Colter nigdy się jej słowami nie zainteresował, więc po prostu sobie odpuszczała. Liczyła jednak, że ten w końcu kiedyś dostrzeże, w jak kiepski układ się wpakował i zakończy tę szopkę, zanim będzie za późno. A ona pomoże mu się oczywiście po tym pozbierać, bo nie kwestionowała wcale, że ten całą tę Audrey kochał, a jedynie, że źle na siebie działali. Mowa tu oczywiście o pomocy czysto przyjacielskiej, choć nie przeszkadzałoby jej wcale, gdyby poszli o krok dalej, heh.
- Wejdź, jesteśmy sami. Fiony nie ma - poinformowała, otwierając szeroko drzwi i czekając, aż mężczyzna wejdzie do środka. Nie zdziwiła się wcale, kiedy poprosił o to spotkanie - często się przecież widywali i nie było w tym nic dziwnego. Byli przecież przyjaciółmi, wiedzieli o sobie naprawdę wszystko i Astrid nie wyobrażała sobie, jak to będzie, kiedy ten już stąd wyjedzie. Po cichu liczyła jednak, że nigdy się to nie stanie. - Wszystko z nią w porządku? - zapytała, mając na myśli oczywiście Audrey, o której niezbyt miała ochotę rozmawiać, ale chciała być miła. Zamknęła też po nim drzwi i przeszła do kuchni, otwierając szafkę ze szklankami, kieliszkami i innymi szkłami, ale zanim cokolwiek wyjęła, to odwróciła się jeszcze na moment w jego stronę. - Chcesz coś do picia? Wodę, herbatę, coś mocniejszego? Mam dobre wino - tak go powiadomiła, w razie czego. Nic też niecnego nie miała na myśli proponując to wino, po prostu bardzo w jej gusta wpadło i chciała się podzielić, okej.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: zosia
 
Colter Faraday


Mieszka w
white log mews


nikogo już nie lubi

i nic już nie robi

W Berrylane od trzech lat

Colter

Faraday

Wysłany: 2019-10-06, 16:38   
  
"
I have a bad feeling about this

  
 34 y.o.

  
 183 cm

  

  

  

  

  

  


60

/ przed zerwaniem z Bejbi

Być może Colter czuł coś do Astrid - coś poza sympatią, rzecz jasna. Być może, bo nie rozmyślał nad tym nigdy i starał się jednak rozpatrywać ją jedynie w kategoriach swojej przyjaciółki, bo przecież niczego więcej i tak od niej nie chciał. Bywała mu bliższa niż Audrey, to było pewne. Bardziej rozumiała jego wybory, okazywała większe wsparcie podczas podejmowania tych decyzji, które dla Baby pozostawały niezrozumiałe i niewygodne. Ale nigdy, przenigdy, nie przeszło mu przez myśl, że mógłby z Reinhart zdradzić Audrey lub najzwyczajniej w świecie, dla niej zrezygnować ze związku. Kochał Baby - to tyle, lub aż tyle wystarczyć miało, by Colter nie rozglądał się na boki i koncentrował wyłącznie na niej. Dlatego do dziś był wciąż urażony tym, że Audrey rzuciła raz dość głupim komentarzem w tej sprawie i zakazała mu spotkań z Astrid. Początkowo posłuchał, by nie dawać jej powodów do złości, ale hej - skoro on nie kazał jej zrywać żadnej z przyjaźni, dlaczego sam miał to zrobić? Jednak pewnie gdyby nie to, że Astrid miała poważne problemy i żadnego konkretnego wsparcia przy tym, pewnie faktycznie unikałby z nią jakiegokolwiek kontaktu.
Wyjątkowo dzisiejszego dnia nie wybrał się na spotkanie z Astrid po to, by obgadać jakieś sprawy z nią związane. Niczego nowego się nie dowiedział, ona też miała ostatnio spokojniejsze życie i tak właściwie, nie mieli powodu, by spędzić ze sobą czas. A jednak Colter potrzebował teraz kogoś bliskiego przy sobie, kogoś, kto zna prawdę o jego życiu i kto będzie potrafił go podnieść na duchu. I stety niestety, osobą tą była właśnie Reinhart. Co prawda Denver także co nieco wiedziała, ale nie byli przyjaciółmi, by móc o jego związku z Baby sobie porozmawiać. Na jej słowa pokiwał głową i wszedł do środka, bez żadnego powitania czy jakiegokolwiek przyjaznego gestu. Myślami wciąż był przy Baby, okej, wciąż rozkładał na części ten jej paskudny wypadek. - Tak... Tak, jest względnie okej. Wyjdzie z tego - odpowiedział, przysiadając sobie gdzieś. - A coś mocniejszego, niż wino? - zapytał z lekkim uśmiechem, bo teraz to chyba potrzebował czegoś fajniejszego, niż wino. - Myślisz, że to moja wina? - zapytał po chwili, od razu przechodząc do rzeczy. Wbił w nią spojrzenie, niby ciekawy jej odpowiedzi, ale wiedział już, jaka ona będzie.
  
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Darcy, Elio, Floyd, James, Remus, Rue, Theo
 
Astrid Reinhart


Mieszka w
auburn pine houses


wszyscy fajni zajęci, co tu zrobić

stara się nie zwariować

W Berrylane nudzi się przez całe życie

Astrid

Reinhart

Wysłany: 2019-10-13, 21:36   
  
"
Co z tego mam? Nic. Tylko zniechęcenie.

  
 27 y.o.

  
 166 cm

  

  

  

  

  

  


Od zawsze był to jej największy problem - że nadawała się tylko do przyjaźni, niczego więcej. Że każdy widział w niej bardziej kumpla, niż materiał na żonę, że była dla każdego chyba całkowicie i nieodwracalnie aseksualna. Tylko jakieś totalne prymitywy ją podrywały i tylko oni potrafili spojrzeć nad nią pod tym innym kątem. Trochę to przykre... Nigdy jednak - nieważne jak bardzo ktoś by się jej podobał - nie zmusiłaby nikogo do zdrady. Brzydziła się nią, gardziła nią i nie pochwalała jej ani trochę. Wierzyła, że czasem trafia się na nieodpowiednią osobę i że sprawę z tego zdaje się sobie dopiero, kiedy poznaje się tę jedyną, ale nawet to nie tłumaczyło tak haniebnego postępku. Dlatego nie zamierzała robić niczego głupiego, żadnego pierwszego kroku wykonywać, ani nic w tym stylu. Już raz ten błąd popełniła i wyznała miłość niezainteresowanej nią osobie i co? Straciła przyjaciela, upsups. A Colter był jej obecnie za bardzo potrzebny, żeby mogła tak po prostu tę ich przyjaźń zaprzepaścić, z powodu durnych uczuć.
Uśmiechnęła się szeroko na jego pytanie i wyciągnęła z szafki odpowiednie szklanki. - Liczyłam, że o to zapytasz - wyjawiła zgodnie z prawdą, bo o ile wino lubiła, tak jednak wolała mocniejszy alkohol. Taki Scott o tym wiedział, w sumie jak każdy facet, którego jakoś lepiej znała. A upijanie się w środku dnia? Dla niej to nic złego. Pochwalała to, tak szczerze mówiąc. - Masz na myśli wypadek Audrey? Ciężko powiedzieć. Nie siedziałeś za kierownicą, ale... tak, myślę, że możesz czuć się winny - odpowiedziała, nie widząc sensu w kłamaniu teraz. Jeśli chciał usłyszeć jakieś pocieszające słówka, to trafił pod zły adres. Położyła też rękę na jego ramieniu, w celu dodania otuchy, współczucia czy tam zrozumienia, niepotrzebne wykreśl, po czym poszła po whisky, którą następnie rozlała im do szklanek. - Zgaduję, że nie wiesz co robić i stąd to spotkanie? - zapytała, choć odpowiedź była raczej oczywista. Co prawda nie do końca uważała, że jest odpowiednią osobą do udzielania rad jakichkolwiek, ale kto wie, może akurat coś rozsądnego przyjdzie jej do głowy.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: zosia
 
Colter Faraday


Mieszka w
white log mews


nikogo już nie lubi

i nic już nie robi

W Berrylane od trzech lat

Colter

Faraday

Wysłany: 2019-10-15, 17:20   
  
"
I have a bad feeling about this

  
 34 y.o.

  
 183 cm

  

  

  

  

  

  


Trafiała widocznie tylko na nieodpowiednich mężczyzn, bo ciężko byłoby Colterowi uwierzyć, że faktycznie nikt jej nie chce. Gdyby nie był z Baby, to przecież oczywiste, że przyciągnęłaby jego uwagę, że zauroczyłby się nią, że próbowałby uzyskać od niej coś innego, niż przyjaźń jedynie. Co jednak teraz innego miał zrobić, jeśli nie dbać właśnie o to, by dostrzegała w nim jedynie znajomego? Nigdy nie okazał jej, a przynajmniej starał się tego nie robić, że mogłoby się coś między nimi wydarzyć. Nawet jeśli Colter bywał dupkiem, egoistą i arogantem, a na swoim koncie miał wiele głupich wybryków, naprawdę kochał Audrey. Kochał ją, chciał z nią być i uczył się w ten sam sposób co ona, jak to jest trwać w tak długim związku. I hej, do niedawna naprawdę nie najgorzej im to wszystko wychodziło.
Pokiwał głową na jej słowa, bo niczego innego się nie spodziewał. Astrid była do niego podobna, miała za sobą kilka gorszych incydentów i jak nikt inny wiedziała, jak to jest odpowiadać za coś, z czym tak właściwie - rzekomo - nie miało się nic wspólnego. Zaraz potem wlepił w nią spojrzenie, nie potrafiąc powiedzieć nic konkretnego. Oczywiście, że nie miał pojęcia, co robić. I co najgorsze, nie mógł tutaj wcale szczerze o tym rozmawiać, bo skoro Audrey miała za sobą wypadek, to bardzo możliwe, że całe miasto jest na jakimś wielkim podsłuchu. Niekoniecznie należącym do policji czy FBI, ale nawet jego pojebanego Roscoe. Kto wie? - Jakieś wieści o Jamesie? - zapytał, odbijając pałeczkę. Wciąż nie wiedział, co ich łączyło kiedyś, ale podejrzewał, że facet był w jakiś sposób dla niej ważny. Nie chciał jednak znać szczegółów ich znajomości, bo jednak... im mniej wiesz, tym lepiej śpisz, nie? Napił się zaraz potem whisky i zaśmiał, kręcąc przy tym głową. Chciał zapytać o Blaise'a, wspomnieć go, wykorzystać jako tożsamy przypadek. Wolał jej jednak niepotrzebnie nie irytować. - Wiesz, jak byłem u niej w szpitalu, to wpadła mi do głowy taka głupia myśl. Oglądam chyba za dużo filmów i seriali, bo naprawdę tracę cały rozsądek - stwierdził z uśmiechem, kpiąc z samego siebie. - Pomyślałem sobie, że gdybym ją teraz zostawił, to zrobiłbym coś dobrego - zaśmiał się, bo dawno nie słyszał tak wielkiego kiczu i banału. I potrzebował chyba teraz, żeby go wyśmiała, żeby nazwała debilem i wskazała mu, że to nic takiego. Że po prostu musi być bardziej rozsądny. Napił się znów alkoholu, opróżniając całą szklankę. Chyba nie potrzebowała większego dowodu na to, że jest z nim naprawdę źle, nie? Że nie radzi sobie ani trochę z tym, co dzieje się ostatnio w jego życiu. I umówmy się, raczej nikt nie byłby w stanie myśleć w takich warunkach trzeźwo i racjonalnie.
  
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Darcy, Elio, Floyd, James, Remus, Rue, Theo
 
Astrid Reinhart


Mieszka w
auburn pine houses


wszyscy fajni zajęci, co tu zrobić

stara się nie zwariować

W Berrylane nudzi się przez całe życie

Astrid

Reinhart

Wysłany: 2019-11-01, 21:49   
  
"
Co z tego mam? Nic. Tylko zniechęcenie.

  
 27 y.o.

  
 166 cm

  

  

  

  

  

  


Najwidoczniej tak było, ale gdzie w takim razie miała szukać tych odpowiednich? Z domu i tak rzadko wychodziła, więc póki co mogła się pożegnać z jakimikolwiek randkami. Trudno, to przecież w życiu nie wszystko.
- Nie. Szczerze mówiąc, wątpię, że kiedykolwiek jeszcze coś o nim usłyszę. Jeśli musiał zniknąć, to na pewno nie pozwoli, by ktoś go znalazł. Jeśli jednak za jego zniknięcie odpowiada ktoś inny... - urwała, jakoś nie potrafiąc tego zdania dokończyć. Naprawdę liczyła, że Widmore był bezpieczny, gdziekolwiek się teraz znajdował. I żałowała trochę, że przed tym jego zniknięciem nie odważyła się wyznać mu prawdy. Napiła się z tego powodu whisky, po czym zajęła miejsce gdzieś obok Coltera. Nie chciała teraz rozmawiać o swoich problemach, przecież nie po to Faraday tu przyszedł. Mogli sobie oszczędzić te niepotrzebne rozmowy.
- Może... Może wcale się nie mylisz - powiedziała niepewnie, spoglądając mu w oczy. Sytuacja była jaka była, no nie mogli się oszukiwać - było kiepsko. Audrey obrywała za jego bałagan i mogła sobie spierdolić przez niego całe życie. A jeśli kochał ją tak mocno, jak twierdził, to chyba chciał dla niej jak najlepiej? Reed na jego miejscu pewnie by ten związek zakończyła.
- Nie mówiłam ci o tym jeszcze, ale kiedyś miałam wziąć ślub. Wszystko było przygotowane - kościół był pięknie wystrojony, na sali czekał ogromny tort, wszyscy goście zaczęli się schodzić, a ja... Nie wiem, dlaczego zauważyłam to dopiero wtedy, ale zdałam sobie sprawę, że wcale tego wszystkiego nie chcę - wyznała, błądząc gdzieś wzrokiem. Nie lubiła jakoś wracać do tych wspomnień, bo wciąż czuła się jak potwór przez to, co zrobiła. - Byłam trochę starsza od Audrey, ale i tak uważałam, że to za szybko. I chcę przez to powiedzieć, że... teraz jest pewna, że cię kocha i że chce spędzić z tobą resztę życia, ale co będzie, jak już wyjedziecie do Nowego Jorku? Jak zacznie chodzić na studia, pozna nowych znajomych, skupi się na nauce? Teraz jest między wami świetnie, bo poza tobą nie ma ani pracy, ani uczelni. Nic nie odciąga jej myśli od ciebie, ale to się zmieni, Colter. I sama po sobie wiem, że w tym momencie nic nie powinno jej ograniczać, nic i nikt nie powinien wpływać na jej decyzje, bo wtedy już nie będą jej. A to ten czas, kiedy ta jedna decyzja może zaważyć o jej całym życiu. - To już nawet nie chodziło o to, że jej życie było przez niego zagrożone, a o to, jak to wygląda tak realnie. Ten związek był mimo wszystko dla Hemingway toksyczny i Colter musiał to zauważyć. - A poza tym... Wiesz, że sam wyjazd do Nowego Jorku nie zagwarantuje jej bezpieczeństwa? - zapytała jeszcze, upijając kolejny łyk trunku. Chciał się martwić i denerwować jej każdym spóźnieniem? Obdzwaniać od razu każdy szpital? Było to przecież niedorzeczne.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: zosia
 
Colter Faraday


Mieszka w
white log mews


nikogo już nie lubi

i nic już nie robi

W Berrylane od trzech lat

Colter

Faraday

Wysłany: 2019-11-08, 11:14   
  
"
I have a bad feeling about this

  
 34 y.o.

  
 183 cm

  

  

  

  

  

  


Posłał jej lekki uśmiech, bo mimo że za typkiem nigdy nie przepadał (no i słyszał te potworne pogłoski na jego temat), tak uważał, że skoro dla niej w jakiś sposób jest ważny, to to uszanuje. Starał się być dobrym przyjacielem, chociaż dla niej. - Mam nadzieję, że się znajdzie - rzucił, nie kłamiąc wcale przy tym. Naprawdę liczył, że mężczyzna wróci, cały i zdrów, posiadając jakieś sensowne wyjaśnienie na to wszystko.
Colter nie traktował Astrid jako wyroczni, należy do podkreślić. Miała dość podobną sytuację życiową do jego, chociaż tak bardzo różną - główne elementy jednak się ze sobą pokrywały, plus tkwiła w tym bagnie dłużej, niż on. Dlatego uznał, że otrzyma od niej jakąś konkretną wskazówkę, jakieś rady, dzięki którym to wszystko przetrwa. Nie spodziewał się jednak, że usłyszy dokładnie to, czego nie chciał - wskazanie, że musi ten związek zakończyć. Dlatego na jej słowa spochmurniał i zaczął nerwowo stukać w blat stołu. Czy naprawdę cały świat zmówił się przeciwko niemu? - Mylisz się - rzucił chłodno, a całe to poczucie przyjacielskiej rozmowy zniknęło w nim bezpowrotnie. Oczywiście dlatego, że powiedziała wszystko to, czego się obawiał, o czym wiedział, co było mu doskonale znane. Zdenerwował się jednak także dlatego, że się myliła. Nie miał co do tego wątpliwości. - Na tym polega każdy związek, Reed. Na niepewności. I nie ma tu znaczenia wiek, bo niejedna osoba po trzydziestce powie ci, że nadal nie jest gotowa na takie zobowiązanie, jak ślub. Poza tym, oboje postanowiliśmy się z tym wstrzymać do czasu, aż skończy studia i będzie wiedziała, czego chce od życia. To nie jest tak, że podejmuję za nią decyzje, a ona nie ma prawa do własnego zdania, chryste. I przykro mi, że mylnie ulokowałaś kiedyś swoje uczucia i chciałaś brać ślub dla ładnych kwiatków i prezentów, ale Audrey nie jest tobą - mimo wszystko starał się być opanowany, ale wszystkie słowa rzucał twardo. - Właśnie przez takich, jak ty, chcę stąd wyjechać. Nie możesz po prostu zaakceptować tego, że jestem szczęśliwy? Musisz rzucać mi pod nogi jakieś wyświechtane farmazony? Oczywiście, że nie wiem, co wydarzy się w przyszłości! Może Audrey postanowi mnie zostawić, może spotka kogoś lepszego. Takie jest życie, Reed - wywrócił oczyma, bo to wszystko, co mu opowiadała, było zbieraniną głupot największego kalibru. To, że komuś nie wyszło nie oznaczało, że nie wyjdzie im także. A pretensje dotyczące podjętych decyzji? Boże, naturalny składnik życia! Przecież nie zmuszał Baby, by z nim była - ba, Hemingway doskonale wiedziała, że może nie tylko odejść w każdej chwili, ale też po prostu przystopować tempo. Czy zrezygnować ze ślubu, wcale by się o to nie obraził. Nie musiał jednak tego wszystkiego Reed tłumaczyć, skoro kiepska była przyjaciółką i nie zamierzała go wcale wspierać. Dopił alkohol i wstał, po czym podszedł do okna, by trochę się uspokoić. - Nie wiem, co zagwarantuje jej bezpieczeństwo. Ale o to właśnie tutaj chodzi, Reed. Nie przyszedłem po to, żebyś wciskała mi jakieś głupoty o tym, jak zachowałabyś się na jej miejscu, bo nie jesteś. Chciałem, żebyś pomogła mi znaleźć najlepszy sposób na to, by podobne wypadki się jej już nie zdarzały - zerknął na nią, wciąż zdenerwowany. Jeśli nie będzie chciała pomóc, to trudno, pójdzie sobie. Może zapyta Bookera o zdanie, bo pewnie powiedziałby mu coś mądrzejszego, niż Reinhart. Nieco go rozczarowała swoją infantylną postawą.
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Darcy, Elio, Floyd, James, Remus, Rue, Theo
 
Astrid Reinhart


Mieszka w
auburn pine houses


wszyscy fajni zajęci, co tu zrobić

stara się nie zwariować

W Berrylane nudzi się przez całe życie

Astrid

Reinhart

Wysłany: 2019-11-10, 16:07   
  
"
Co z tego mam? Nic. Tylko zniechęcenie.

  
 27 y.o.

  
 166 cm

  

  

  

  

  

  


Właściwie nie wiedziała, dlaczego dokładnie James był dla niej ważny. Nie znali się zbyt mocno, nie przepadali nawet za sobą, ale to jego nagłe zniknięcie zaskakująco bardzo na nią wpłynęło. A to, że Colter ciągle jego temat poruszał, wcale jej nie pomagało.
Mogła to załatwić inaczej. Mogła nawiązać do jego obecnych problemów, do tego, że miał pod górkę z FBI i gangiem, a nie do tego, że po prostu jego związek z Audrey jej zdaniem nie miał sensu. Nie prosił przecież o ogólną opinię, a tylko w tej jednej kwestii. Więc tak, w tym jednym mogła przyznać, że spieprzyła. Niepotrzebnie to wszystko mówiła, racja. Nie oznaczało to jednak, że się myliła. Szczerze nienawidziła, kredy ktoś narzucał jej swoje zdanie, a to właśnie robił Colter w tym momencie. „Mylisz się”. Tak, bo Faraday wie przecież najlepiej, bo jest ekspertem od tego typu spraw. Czy ona kazała mu z nią zerwać, czy mówiła, że jest debilem, jeśli uważa inaczej? Nie. Wyraziła tylko swoją opinię. Niczego wcale mu nie narzucała, nie tak, jak on to robił w tym momencie. I przede wszystkim nie atakowała go swoimi słowami. Nie dziwiła się więc już, że jedyny związek, jaki udało mu się stworzyć, był z dziewiętnastolatką.
Milczała. Oczywiście nie zgadzała się z niczym, co mówił, co jej zarzucał. Miała ochotę się wybronić, ale uznała, że nie ma to najmniejszego sensu. Bo Colter najwidoczniej wiedział najlepiej i żadne jej słowa by tego nie zmieniły. Wciąż upierałby się przy swoim, a do tego obdarzał ją słowami, które jeszcze bardziej by ją raniły. Nie było więc sensu się teraz głupio kłócić, chociaż jedno z nich musiało zachować się dorośle. Zabawne, że do dzisiaj postrzegała Faraday’a jako zupełnie innego człowieka. I tak, oczywiście, chciała wziąć ślub tylko i wyłącznie dla ładnych kwiatków. Jasne, nie chodziło tu wcale o to, że to wszystko zaczęło ją przerastać, że dostrzegła, jak bardzo durne jest branie ślubu w tym wieku. A z tym, że osoby po trzydziestce także na ślub nie są zdecydowane, to też mogła się zgodzić i wcale się temu nie dziwiła. W skali stuletniego życia, to trzydzieści lat to nawet nie połowa. Więc dość śmiałym ruchem jest zdecydowanie się na spędzenie siedemdziesięciu lat z jedną i tą samą osobą. Niestety, Astrid już w całą tę instytucję małżeństwa nie wierzyła. Dziwiła się też, że ktoś taki jak Faraday w nią wierzył, po tym wszystkim, co go spotkało. Po tym, co stało się z jego rodzicami.
- Myślę... - zaczęła, wstając z kanapy. Trochę czasu zajęło jej, zanim w ogóle odważyła się odezwać. Chciała się jednak upewnić, że Colter skończył już mówić, że już oberwała od niego wszystkim, co siedziało w nim ostatnim czasie. Bo tak, nie można było nazwać tego niczym innym, jak zwykłym wyżyciem się na kimś. - Myślę, że powinieneś wyjść - dokończyła cicho i podeszła do zlewu w kuchni, w którym znajdowały się naczynia. Zaczęła je pomywać, nie odwracając się ani na moment w stronę mężczyzny i liczyła po prostu, że ten posłucha ją chociaż w tej jednej sprawie i opuści jej mieszkanie. Nie miała zamiaru brać udziału w takiej rozmowie.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: zosia
 
Colter Faraday


Mieszka w
white log mews


nikogo już nie lubi

i nic już nie robi

W Berrylane od trzech lat

Colter

Faraday

Wysłany: 2019-11-10, 17:13   
  
"
I have a bad feeling about this

  
 34 y.o.

  
 183 cm

  

  

  

  

  

  


Starał się po prostu zrozumieć i być przy tym wszystkim dobrym przyjacielem. Bądź co bądź, Reinhart wspierała go, gdy miewał problemy w związku i była dla niego oparciem, więc chyba chciał się odwdzięczyć. Tym bardziej, że ona sama nigdy tych kwestii nie poruszała, przez co czuł się tak, jakby nie odnajdywała w nim odpowiedniego powiernika swoich sekretów.
Źle się poczuł przez to, co powiedział. Nie chciał się z Reed sprzeczać, tym bardziej przez coś takiego. Oczywiście wszystko to, co wydostało się z jego ust, miało sens - bo Astrid nie miała prawa wyrokować jego związku z Audrey, ale... Cóż. Różnica zdań to nie powód, by rozstawać się w gniewnie, prawda? Nadal wzbierała w nim złość, bo bazowanie na własnych doświadczeniach i powtarzanie, że skoro coś konkretnego jej się przytrafiło, przytrafi się także mu, było szczytem żenady. Delikatnie mówiąc. Dobrze się stało, że nie wdała się z nim w zbędną dyskusję, bo wówczas najprawdopodobniej przekroczył granicę i powiedział coś, w co i tak nie wierzył. Wiadomo, jak człowiek nierozważnie działa w takich momentach. Tym bardziej, że raczej było po nim widać, że te emocje wszystkie dość boleśnie nad nim górują, że przesłaniają racjonalne myślenie. Był zagubiony, okej? Nie miał najmniejszego pojęcia o tym, co powinien robić. Bo nie chodziło tylko o to, że ten jego związek z Baby był specyficzny, lecz o to, że był to pierwszy tak długi i poważny związek w jego życiu. A teraz, te wszystkie dodatkowe utrudnienia całkowicie go pokonywały i cóż, Colter nie był wcale takim odpowiedzialnym człowiekiem, za jakiego chciał uchodzić. Nie zdziwiło go więc wcale, gdy Astrid kazała mu wyjść. Pewnie nawet powinien to zrobić, ale jakoś nie mógł się do tego zmusić. Zamiast więc spełnić jej prośbę, przyszedł do kuchni i stanął obok niej, chwilę się jej przyglądając. I jakoś tak... nie wiadomo skąd, nie wiadomo czemu, poczuł się tak, jakby robił coś złego. Jakby stał o krok przed nieodwracalnym, jakby... Westchnął cicho i przejechał dłonią po twarzy. - Przepraszam, Reed, źle to wszystko zabrzmiało. Nie mam racji - powiedział, kręcąc przy tym głową. - Nie wiem... nie umiem się w tym wszystkim odnaleźć, okej? Po prostu sam już nie wiem czego chcę, bo mam wrażenie, że to wszystko, każda decyzja, jaką podejmuję, ma zadowolić wszystkich dookoła, nie mnie - stwierdził, bo trochę tak było. W niektórych przypadkach. - Przepraszam - powiedział raz jeszcze, bo właściwie nie miał pojęcia, co innego mógłby dodać. I stał tak, jak idiota, w jednym miejscu, bo szczerze mówiąc, nie miał pojęcia, dokąd miałby teraz pójść. Brawa dla niego, osiągnął szczyt marzeń każdego człowieka - już dogłębnie nienawidził samego siebie.
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Darcy, Elio, Floyd, James, Remus, Rue, Theo
 
Astrid Reinhart


Mieszka w
auburn pine houses


wszyscy fajni zajęci, co tu zrobić

stara się nie zwariować

W Berrylane nudzi się przez całe życie

Astrid

Reinhart

Wysłany: 2019-11-10, 20:25   
  
"
Co z tego mam? Nic. Tylko zniechęcenie.

  
 27 y.o.

  
 166 cm

  

  

  

  

  

  


Tak, właśnie pokazał, jak cholernie dobrym przyjacielem jest. Nie ma co. A jak się zastanawiał, dlaczego Astrid się z nim nie dzieliła wszystkim, co jej w głowie siedziało i co ją dręczyło, to miał odpowiedź. Obawiała się zawsze właśnie takiej reakcji, jaką przed chwilą jej tu zademonstrował i choć liczyła, że tylko głupio sobie zakłada i się myli, tak teraz pokazał, że jednak dobrze myślała. Fajnie też wiedzieć, że mówił coś całkiem innego niż myślał. Skoro uważał, że zachowywała się teraz tak okropnie żałośnie, to po co tu był? No ona go nie zmuszała do przebywania w tym miejscu, nie więziła go ani nic takiego.
Mimo że wiedziała, że Colter jej mieszkania nie opuścił, nie odwróciła się w jego stronę. Naprawdę nie chciała z nim rozmawiać teraz. Przesadził i nie miała co do tego żadnych wątpliwości. Dlaczego za każdym razem, kiedy starała się komuś pomóc, tak obrywała? Chryste, chyba przestanie już być miła dla ludzi, bo nic dobrego to nie przynosi. Zdziwiła się jednak, kiedy zaczął ją przepraszać. Przerwała nawet to zmywanie naczyń i stała tak w bezruchu, czekając, aż mężczyzna skończy mówić. A potem jeszcze trochę. - Colter - zaczęła i westchnęła, odwracając się w końcu w jego stronę. Oparła się o blat i założyła kosmyk włosów za ucho. - Nie powiedziałam, że w waszym przypadku na pewno też tak będzie. Nie twierdzę też, że wasz związek jest jednym wielkim nieporozumieniem i że musisz go zakończyć, bo „ja tak mówię”. Chciałam cię tylko uprzedzić, że będzie ciężko i że prędzej czy później najdą ją wątpliwości, bo to normalne - powiedziała spokojnie, wciąż jednak dość mając tej rozmowy. - Ale jeśli wierzysz, że to przetrwacie, to super, gratuluję i bardzo się cieszę. Nie wiem tylko, czy na twoim miejscu chciałabym tak być od kogoś zależna. To znaczy... czy chciałabym czekać w niepewności na decyzję tej drugiej osoby i tyle dla niej poświęcić mimo świadomości, że wszystko się jej może odwidzieć - dodała, wzruszając ramionami. Nic mu teraz nie zarzucała, nie atakowała go ani nic w tym stylu. Chciał poznać jej opinię, tak? To właśnie była ona. - A co do tego, że podejmujesz decyzje niezgodnie z samym sobą, tylko po to, by inni byli zadowoleni... to już nie moja sprawa. To akurat musisz rozwiązać sam, nic ci na to nie poradzę - odparła i znowu westchnęła. Jeśli chciał robić to, co jemu wydawało się odpowiednie, to powinien przestać prosić innych o opinię. Znowu zamilkła na moment i wzrok wbiła gdzieś w ziemię. - Nie wiem, co powinieneś zrobić. Z tej sytuacji nie ma jedynego słusznego wyjścia, są tylko same kiepskie. Jeśli z nią zostaniesz, narazisz ją na spore niebezpieczeństwo, jeśli ją zostawisz... wcale nie będziesz czuł się lepiej. W podjęciu tej decyzji ci nie pomogę. Mogę to zrobić dopiero, kiedy coś już postanowisz - wyjaśniła, wciąż mówiąc tym samym tonem głosu. Nie uniosła się w żadnym momencie, nie jąkała, właściwie nie dała się ponieść żadnym emocjom. Jej głos był spokojny i opanowany. Jeśli Colter nadal chciał na nią krzyczeć, droga wolna. Tyle tylko, że wtedy już raczej tej znajomości nie będzie chciała kontynuować.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: zosia
 
Colter Faraday


Mieszka w
white log mews


nikogo już nie lubi

i nic już nie robi

W Berrylane od trzech lat

Colter

Faraday

Wysłany: 2019-11-10, 21:17   
  
"
I have a bad feeling about this

  
 34 y.o.

  
 183 cm

  

  

  

  

  

  


Dość niesprawiedliwie w takim razie go oceniała, bo powinna zauważyć, że jest w kiepskim stanie. Może i nie powinno to być wymówką na cokolwiek, ale nie oszukujmy się, jak ktoś spogląda na dno, to raczej nie jest w stanie rozsądnie się zachowywać. Wcześniejsze ich rozmowy były bardziej udane, miały więcej sensu i naprawdę ten jeden przypadek nie powinien niczego definiować. Tym bardziej, że niejednokrotnie już starał się Astrid udowodnić, że w razie czego może na niego liczyć.
- Wiem, że nie, tylko... Wszyscy dookoła powtarzają mi, że ten związek jest beznadziejny, że nie ma prawa bytu, że niszczę jej życie i mam naprawdę już dość tych wszystkich dobrych rad, wskazówek i wskazań, że powinienem to przerwać - wyjaśnił nieco swój punkt widzenia, bo naprawdę był tym wszystkim zmęczony. Nie mieli z Audrey za sobą większych problemów, razem stawiali czoła problemom i to wtrącanie się innych nie było im naprawdę do niczego potrzebne. I naprawdę, naprawdę ciężko jest w takiej sytuacji zauważyć, która z otaczających cię osób jest twoim wrogiem, a która jednak - mimo wszystko - przyjacielem. Astrid pewnie też by nie czuła się komfortowo z tym, że ktoś ciągle wtrąca się w jej związek i mówi, że z jakiegoś powodu ona i jej wybranek do siebie nie pasują. -I dlatego przepraszam - dodał po chwili, bo nie chciał się teraz rozdrabniać i po kolei za wszystko przepraszać, bo trochę faktycznie go poniosło. Potem jednak już milczał, bo nie chciał w to brnąć wszystko, skoro ona ewidentnie nie miała na to ochoty. Czy tylko się mu zdawało, czy coś się między nimi zmieniło? Uległo pogorszeniu? Oparł się za to o ścianę i na moment skrył twarz w dłoniach; wiedza o tym, co powinien zrobić nijak miała się do tego, co chciał i czego pragnął. Prawda? - Jak mam ją zostawić? Przecież... Wszystko co powiem, zabrzmi teraz pusto, nieodpowiednio. Nie uwierzy mi w nic i... Te zapewnienia, że tu chodzi o jej bezpieczeństwo... Sama też byś czegoś takiego nie kupiła, prawda? - mruknął, nienawidząc się za sam fakt rozmyślania nad tą opcja. Nie, nie zerwie z Audrey, to głupota. Wyjadą i ułożą sobie razem życie, oto co trzeba zrobić. Innej opcji nie ma.
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Darcy, Elio, Floyd, James, Remus, Rue, Theo
 
Astrid Reinhart


Mieszka w
auburn pine houses


wszyscy fajni zajęci, co tu zrobić

stara się nie zwariować

W Berrylane nudzi się przez całe życie

Astrid

Reinhart

Wysłany: 2019-12-02, 19:22   
  
"
Co z tego mam? Nic. Tylko zniechęcenie.

  
 27 y.o.

  
 166 cm

  

  

  

  

  

  


Pewnie tak, pewnie przesadzała teraz. Pewnie później to zauważy i zdanie zmieni, pewnie całkowicie Colterowi wybaczy jego słowa i zrozumie, dlaczego w ogóle je powiedział. Teraz jednak dała się ponieść emocjom tak samo, jak on. Poczuła się też urażona bardzo, bo nienawidziła szczerze, kiedy ktoś miał ją za powierzchowną. Nasłuchała się już takich opinii o swojej osobie wiele i nie chciała, by Colter do grupy tych ludzi dołączył. Nie chciała, żeby źle o niej myślał.
- Ja też przepraszam - powiedziała cicho, choć nie wiedziała, za co teraz przeprasza. Za to, że się odezwała, a nie siedziała cicho i nie kiwała posłusznie głową, jak zazwyczaj? A może za to, że była prawdopodobnie najgorszą przyjaciółką na świecie, skoro liczyła, że jego związek się rozpadnie? Tak, za to drugie chyba... Swoją drogą to dziwne, że Colter się jeszcze nie domyślił o co jej chodzi w tym wszystkim.
Wciąż stała oparta o blat i wpatrywała się w mężczyznę. Tak samo jak i on, nie miała pojęcia co powiedzieć. Atmosfera faktycznie nie była teraz najlepsza. - Zdradziłeś ją. Ze mną - odparła po chwili, w odpowiedzi na jego ostatnie słowa. A potem wzruszyła ramionami, bo nie wiedziała, czy ten pomysł był odpowiedni. Na pewno nie był. Ale z pewnością by poskutkował. - Ta jej zazdrość była słuszna, od samego początku. Nie chodziło ci wcale tylko o to, żeby mi pomóc. Może na początku, ale potem... Nie wiem, stało się. Nie powiedziałeś jej wcześniej, bo nie potrafiłeś wybrać, ale teraz zrozumiałeś, że lepiej będzie ci ze mną - trochę się czuła, jakby mu teraz mózg prała, jakby mu coś wmawiała i liczyła, że on w to wszystko uwierzy. - Nie wyjdziesz przy tym na bohatera, na troskliwego gościa, który boi się, że coś się jej stanie, ale... Przynajmniej będziesz miał pewność, że nie będzie chciała o wasz związek walczyć - stwierdziła i znowu wzruszyła ramionami.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: zosia
 
Colter Faraday


Mieszka w
white log mews


nikogo już nie lubi

i nic już nie robi

W Berrylane od trzech lat

Colter

Faraday

Wysłany: 2019-12-02, 22:09   
  
"
I have a bad feeling about this

  
 34 y.o.

  
 183 cm

  

  

  

  

  

  


Ciężko było się mu na nią złościć, bo wiedział przecież, że nie życzy mu przy tym źle. Prawdopodobnie Astrid była obecnie jedyną osobą w całym Berrylane, która mimo wszystko nie byłaby w stanie się od niego odwrócić. Baby niby też, ale ścierali się już kilkakrotnie dość poważnie i... Nie było to wcale takie pewne, skoro w niektórych aspektach miała swoje własne, dość irracjonalne wyobrażenia na temat jego osoby, rzadko kiedy pokrywające się z prawdą. Niekoniecznie miał jej to za złe, bo wcale nie był ideałem a tej kwestii, ale niestety przyznać musiał, że w tej kwestii bardziej ufał Reinhart.
Nie zrozumiał początkowo, do czego zmierza. Ba, nie dotarło do niego nic z tego, co padło z jej strony – słowa te były tak absurdalne, że początkowo podejrzewał, że ta nagle sili się o jakieś niezbyt udane dowcipy. – Co? – zapytał naiwnie, dość skonfundowany tym, co właśnie usłyszał. O ile jeszcze przed momentem zależało mu na tym, by oczyścić atmosferę, tak teraz pozwolił na to, by złość całkowicie zawładnęła jego ciałem. – Co ty pierdolisz? – zapytał gniewnie, ciskając w nią złowrogim spojrzeniem. Przecież to wszystko nie miało najmniejszego sensu! Albo i miało i... to właśnie go tak bardzo przerażało. – Czy ty siebie kurwa słyszysz? Przecież... Chryste, Astrid! Tak się nie robi! – rzucił gorączkowo, czując się niezwykle niekomfortowo. Raczej powinien jej podziękować za podrzucenie takiego rewelacyjnego pomysłu, prawda? Albo powiedzieć, że to zbyt wiele, a on nie ma prawa wymagać od niej, by stała się uczestnikiem tego kłamstwa. Teraz nie chciał jednak o tym słuchać, bo zakończenie związku z Baby ani trochę nie było czymś, co chciał rozważać jako możliwą opcję – wiedział jednak, oczywiście, że wiedział, że właśnie tak będzie musiał postąpić. Potem, potem może... Nie, Astrid nie zachowała się teraz odpowiednio (chociaż miała rację, cholera). Zbyt wiele jednak tego się namnożyło – posłał jej jeszcze jedno wrogie spojrzenie, po czym po prostu wyszedł, trzaskając drzwiami. I tak nie doszliby teraz do porozumienia, a chyba lepiej czasem przemilczeć niektóre słowa, niż wypowiedzieć ich nieco zbyt wiele.

/ zt x2 :/
  
[Profil]
  MÓW MI: Maja
MULTI: Darcy, Elio, Floyd, James, Remus, Rue, Theo
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 7