menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#1 White chick in black crib
Autor Wiadomość
Sekani Ducette


Mieszka w
magnolia flats


doublemaker

troublemaker

W Berrylane od czasu do czasu

Sekani

Ducette

Wysłany: 2019-10-19, 21:27   #1 White chick in black crib
  
"
Are you done?

  
 32 y.o.

  
 162 cm

  

  

  

  

  

  


Każdy, kto bywał w dzielnicy getta wiedział, że życie tu zaczynało się po dwunastej, bo czarne jednostki z nizin społecznych żyjące na zasiłku spały do oporu i imprezowały ile wlezie. Wystarczyło spojrzeć na okna zabite dyktami, przed którymi w miarę czyste szyby rozbito kamieniami albo z pomocą kul latających tu jak gołębie na głównym rynku, gdzie rzucano im chleb, żeby mieć pewność, że to nie było miejsce dla przeciętnego obywatela. Nie była to też dzielnica dla białych ludzi, na których patrzono spod byka, ale ci bardziej zorientowani wiedzieli, że przed dwunastą mieli jeszcze jakieś szanse na przeżycie (bo czarnuchy spały albo dopijały piwo na kaca).
Pierwsza oznaka niebezpieczeństwa, to rytmy (klik) wybrzmiewające tak głośno, że budziły całą kamienicą.
Druga, to brak domofonu i jakiegokolwiek zamka w głównych drzwiach do budynku.
Trzecia i ostatnia, to czarnoskóry mężczyzna w podkoszulku, który siedział na ławce ustawionej tuż przed niedziałającą pseudo windą, dłubiąc krótkim paznokciem w zębach, niczym kiepsko opłacany ochroniarz w jeszcze gorszym lokalu dla biednych białasów.
Mężczyzna obrzucił blondynkę zmęczonym i skacowanym wzrokiem, po czym jakby nigdy nic, na cały głos, rzucił
- Cracker na dzielni! – w czarnym slangu cracker oznaczał białego człowieka, co i tak było łagodnym określeniem, którego mógł użyć wobec, jak sądził, miastowej urzędaski.
Muzyka nie przycichła, ale wszystkie drzwi, które do tej pory były otwarte, zostały zamknięte. Nikt nie chciał spotkania z prawnikiem, kuratorem czy innym białym problemem z urzędu, dlatego każdy udawał, że kogo jak kogo, ale ich kurde w domu nie było, więc niech laska pocałuje klamkę i spada grzać tyłek na wygodnym urzędowym krześle.
Do wyższych pięter ta informacja nie dotarła i choć niektórzy mieli wyrąbane, jak Sekani, to lada moment każdy pojmie, że należało uskutecznić komunikację, bo jak zaraz się okaże, ta konkretna kobita oznaczała jeszcze większe kłopoty.
Interesujące Flanagan drzwi były uchylone, co wcale nie oznaczało, że ktoś ją tam zapraszał, ale skoro już skorzystała.. i tak nikt nie zauważył, że weszła do marnej kawalerki, której wyposażenie prosiło się o wyrzucenie przez okno i spalenie.
Dopiero po pół minucie mało zaangażowana w to, co się działo w otoczeniu, Ducette wyszła z sypialni w samym białym podkoszulku i czarnych figach. Rzuciła zmęczone spojrzenie na nieznajomą, przystanęła, zaczesała krótkie loki baranka do tyłu i po niezadowolonym cmoknięciu.. poszła dalej w stronę lodówki stojącej w kuchni połączonej z salonem (więc nie uciekła za daleko).
- Kurator pod trzydziestkę. – poinformowała kobietę, która na pewno pomyliła lokale, bo po chuj przychodzić do Ducette? – Pomoc społeczna piętro niżej. - bo stamtąd dochodziło wycie dzieciaków.
Otworzyła lodówkę, paluszkiem poprawiła niesforne figi, które podwinęły się przy lewym pośladku, po czym sięgnęła po opakowanie jajek i buteleczkę tabasco.
  
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
 
maxinne flanagan


Mieszka w
white flower valley


critical error

trzyma jaszczurki z dala od pierdla

W Berrylane od zawsze

maxinne

flanagan

Wysłany: 2019-10-29, 18:21   
  
"
But there is this sadness... and I don't know where it comes from

  
 34 y.o.

  
 159 cm

  

  

  

  

  

  


Nie do końca była w stanie sobie teraz przypomnieć kto ją wkopał w to wszystko. Wiedziała jednak, że ktokolwiek by to nie był, czekała go sowita kara. Gorzej, że naprawdę nie mogła w pamięci przywołać jednego nazwiska, więc wszystko wskazywało na to, że to wszystkim miało się oberwać. Już od samego rana wszystko wskazywało na to, że ten dzień w istocie może zapisać się w jaj pamięci jako ten z natury gorszych. Po drodze do Seattle jej samochód zaczął wydawać z siebie niepokojące odgłosy, nie dając jej tym samym by w pełni rozkoszować się jedną z płyt Iron Maiden. Co z tego, że leciała na zmianę z największymi hitami Spice Girls. Nic z tego. Dzisiaj musiała całą drogę nasłuchiwać czy aby przypadkiem nie gubi czegoś po drodze. To jej dawało kolejną frustrację. Będzie musiała zadzwonić do mechanika, ojebać go za odwalenie takiej fuszery i może przypomnieć też, że nie była żadną głupią pindą, która da się nabrać na jakieś obietnice bez pokrycia. Ktoś tu ewidentnie nawalił i na pewno nie była to ona. Na szczęście udało jej się dojechać do pracy bez szwanku, ale przyniosło jej to głównie podniesioną irytację, którą odbiła sobie już na wstępie, gdy tylko przekroczyła próg kancelarii. I może wszystko by się jakoś ułożyło, zamknęłaby się w swoim gabinecie i dolała do kawy małpkę z whisky, ale nie. Na dzisiaj szefostwo miało inne plany. I w ten oto sposób, Flanagan musiała znowu udać się na przejażdżkę. Jej mina zwiastować mogła jednak, że jest ona równie niezadowolona z tej wizyty co i osiedlowy ochroniarz, który powiadomił wszystkich mieszkańców o jej obecności. Nie pierwszy raz z resztą to słyszała. W swojej karierze musiała odbębnić parę tego typu spraw. Podobno kancelaria lepiej na tym wychodziła, gdy okazywała ludzkie oblicze. Jakby ktokolwiek wierzył w to, że prawnik posiada duszę.
Ona wiedziała jednak dobrze, gdzie ma iść. Wszyscy, którzy tak prędko próbowali jej czmychnąć, schować się tak szybko jak to możliwe, nawet nie zwracała na nich uwagi. Dobrze wiedziała, który numer drzwi ją interesuje i nawet jak wygląda ta konkretna osoba. Weszła więc przez te uchylone drzwi, pozwalając sobie na to sama i nie decydując się nawet na ostrzegawcze zapukanie. Z resztą, nie spodziewała się ujrzeć czegokolwiek co mogłoby ją w jakiś sposób zaskoczyć, zgorszyć czy obrzydzić. Jej oczy widziały już naprawdę wiele. Powoli weszła w głąb mieszkania, stawiając każdy krok bardzo powoli i spokojnie. Rozglądała się, próbowała wyczuć czyjąś obecność. W końcu jednak ktoś jej mignął przed oczami. Spojrzała na kobietę. Tę samą, która widniała na zdjęciu razem z masą innych zdjęć, plików i dokumentów. Serce jej zabiło szybciej, ale być może była to wina unoszących się zewsząd oparów marihuany, zapachu dobrze znanemu. - Wyglądam ci na kuratora? Cholera, myślałam, że się polubimy. - westchnęła, jakby naprawdę nad tym ubolewała. Udała się w końcu za kobietą, nie powstrzymując się przed szybkimi oględzinami tego miejsca. Głównie jednak zerkała na tyłek kobiety. Z drugiej strony, gdyby czuła się urażona to pewnie by się ubrała. Przestała się w końcu wpatrywać i podeszła nieco bliżej. Dalej zachowywała swoją przestrzeń, ale teraz przynajmniej lepiej ją widziała. Profil był równie obiecujący co i tyły, heh. Nie była to jednak wizyta towarzyska a służbowa. - Wow, Sekani Ducette, ranisz mnie. - pokręciła głową, po czym jak gdyby nigdy nic wyciągnęła tą teczkę, którą położyła następnie na blacie.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: kotlecie
MULTI: raine i reszta
 
Sekani Ducette


Mieszka w
magnolia flats


doublemaker

troublemaker

W Berrylane od czasu do czasu

Sekani

Ducette

Wysłany: 2019-10-31, 00:46   
  
"
Are you done?

  
 32 y.o.

  
 162 cm

  

  

  

  

  

  


Kawalerka nie wyróżniała się niczym wyjątkowym. Była mała z salonem połączonym z kuchnią, jednym pokojem funkcjonującym jako sypialnia i łazienką. Meble na pierwszy rzut oka z odzysku albo używane zbyt często (w jaki sposób, proszę się domyślić) i mało kiedy przecierane szmatką, bo kto teraz miał na to czas? Czystością nie grzeszyło tak samo, jak Ducette zainteresowaniem blondynką, która okazała się dalej tu być.
Czego biali ludzie chcieli o poranku (w południe)? Nie mieli teraz lunchu, brunchu albo popołudniowej medytacji przy doprawianej alkoholem kawie wmawiając sobie, że ich życie miało sens a oni wcale nie byli alkoholikami?
- Nie jestem po to, żeby mnie lubić. – ani żeby na dzień dobry mówili do niej ‘na ty’, ale komentowanie tego uznała za zbędne, zbyt zajęta wbijaniem surowego jajka do szklanki, do której od razu dolała łyżeczkę tabasco. Przemieszała. Rzuciła okiem na nieznajomą, która najwyraźniej już się rozgościła i siup, wlała w siebie całą zawartość szkła idealnego miksu zdrowotnego na kaca.
Nic się nie zmieniło. (Nie) kuratorka ciągle stała nieopodal i na dodatek zaczęła rozkładać się ze swymi duperelami.
- Nie prowadzę wizyt domowych. – na widok teczki uznała, że kobieta przyszła po pomoc z jakąś sprawą prywatną albo zawodową. – Ktokolwiek mnie polecił, zrobił to źle, bo nie takie są zasady. – na pewno nie godziła się na współpracę z kimś, kto jakby nigdy nic pakował się do jej mieszkania i na dodatek był na tyle uparty, żeby kazać jej zajrzeć do teczki.
Westchnęła ciężko i wyciągnęła rękę tylko po to aby odrzucić okładkę, pod którą ukazało się doprawdy kiepskie aktualne zdjęcie jej facjaty. Jak dobrze pamiętała było to z ostatniego zatrzymania za ‘podejrzenie posiadania narkotyków’, których przy niej nie znaleźli, ale wiadomo jak traktowało się czarnych. Za chabety i do radiowozu, a jak zaszła pomyłka to raz jeszcze za chabety i na ulicę prosto.
Z obojętnością zajrzała pod zdjęcie, gdzie widniała dobrze znana jej data. Czego białasy chciały od sprawy sprzed czternastu lat? Na wszelki wypadek zajrzała pod ów kartkę i dopiero wtedy, acz na moment, zastygła na widok zdjęcia z miejsca zbrodni. Jej przyjaciel, Reggie Bell, w 2005 roku zastrzelony przez policjanta.
Prędko doprowadziła się do porządku.
- Sprawa sprzed czternastu lat. – wymamrotała, wyciągnęła zdjęcie, zgniotła je w kulkę i rzuciła trafiając prosto w białe czółko Flanagan. – Powinna być w koszu tam, gdzie jej miejsce. – bo tak ją wtedy potraktowano – sprawę, świadka i ofiarę – jak śmieci.
- Co to za biała laska? – niespodziewanie padło z progu sypialni, z której niedawno wyszła Sekani. Druga czarnoskóra kobieta, z zacnymi krągłościami podkreślanymi przez obcisły strój, wynurzyła się podchodząc zaledwie do kanapy, gdzie wieczorem zostawiła swój płaszczyk.
- Taka, która już dawno powinna wyjść. – stwierdziła śmiało, ale zamiast patrzeć na nocną towarzyszkę z upartością wpatrywała się w blondynkę, której sugerowała natychmiastowe opuszczenie lokum.
- Pogonić ją?
- Poradzę sobie. – innymi słowy – ty też już możesz wyjść – co druga kobieta zrozumiała i choć niechętnie, opuściła mieszkanie, uprzednio filując Flanagan takim wzrokiem, że gdyby była wężem, już dano by ją dziabnęła. – Więc jak będzie? Zabierze pani swoje zabawki i zgrabny biały tyłek z mojego mieszkania? – powinna paść jakaś alternatywa ‘to albo to’, ale żadna się nie pojawiła. Dała nieznajomej tylko jedno rozwiązanie z tej sytuacji, nawet nie pytając, po co komu teczki sprawy sprzed czternastu lat i jej własne (aktualne). Może gdyby zajrzała nieco dalej, zauważyłaby sprawy świeższe, gdzie również doszło do śmierci podejrzanych z rąk policjantów, ale Ducette obchodziło to tak bardzo, jak zeszłoroczny śnieg.
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
 
maxinne flanagan


Mieszka w
white flower valley


critical error

trzyma jaszczurki z dala od pierdla

W Berrylane od zawsze

maxinne

flanagan

Wysłany: 2019-11-17, 18:06   
  
"
But there is this sadness... and I don't know where it comes from

  
 34 y.o.

  
 159 cm

  

  

  

  

  

  


Na szczęście Maxinne nie była tutaj od analizy wystroju ani od szukania inspiracji do kolejnej reklamowej gazetki z Ikei. Szczerze mówiąc przyszła tu z odgórnie narzuconym poleceniem, który w ogóle jej się nie podobał. Gdyby mogła wybierać, na pewno dogorywałaby u siebie w biurze, albo uprzykrzała życie swojemu pomagierowi. Ostatnie czego potrzebowała to użerać się ze sprawą w którą sama nie do końca wierzyła. Wiedziała jak ten świat działa. Przypuszczała, że szefostwo wręczyło jej tą sprawę po to by utrzeć jej nosa. W końcu blondynka nieustannie zadzierała go do góry dziarsko. Teraz też musiała odnaleźć po prostu sposób, który podziała na tą kobietę. Każdy miał jakiś system, każdego można było rozpracować. Za odpowiednią motywacją. A jeśli czegoś Max nie lubiła, to na pewno przegrywać. - Tu się zgodzę. Nie jesteś zupą pomidorową. - skinęła głową, nie martwiąc się raczej tym czy kobieta zrozumie aluzję czy też obrazi się za próbę porównania jej z pomidorową cieczą. I tego jak słabo mogła przy niej wypadać, choć to z kolei raczej nie zamartwiało głowy Sekani.
- Ja i zasady nie zawsze się ze sobą dogadujemy, więc nazwij mnie niezłomną ryzykantką. - odpowiedziała tak jakby miała przygotowany tekst na każdą ewentualność. Spojrzała jeszcze raz na teczkę, dość wymownie, a potem znów na nią. Nie chciała się powtarzać, więc nieco jej ulżyło, gdy kobieta w końcu postanowiła zaszczycić ją swoim zainteresowaniem. Minimalnym, ale przynajmniej nie próbowała jej jeszcze siłą stąd wyprowadzić. Max naprawdę nie miała siły na przepychanki, zwłaszcza te fizyczne. Nie dzisiaj. Obserwowała więc uważnie każdy jej ruch, każdą zmianę w mimice twarzy. I w końcu to dostrzegła. Ten jeden, mini sekundowy moment. - Wnioskuję, że takiego polecenia się nie spodziewałaś. - skomentowała, gdy już Ducette nerwowo zgniotła fotografię.
Odwróciła się w stronę z którego dobiegały głosy. Nie czuła potrzeby akcentowania na każdym kroku koloru swojej skóry czy też tego jak wyglądały lokatorki tego przybytku, ale postanowiła dziś wyjątkowo olać tę sprawę. Teraz wszystko podchodziło pod rasizm, więc wolała skupić się na sprawie, która zmusiła ją do przyjścia tutaj. Olała więc kobietę, która do nich dołączyła, choć nie omieszkała obrzucić ją dość uważną obserwacją. Była tylko człowiekiem! Parsknęła za to śmiechem pod nosem, gdy zaoferowała swoje usługi by ją stąd wykopać. Czasem była wdzięczna za to, że wyglądała tak niepozornie. Kiedy musiała ubierać się pod krawatem, było jeszcze lepiej. Nikt nie spodziewał się, że drobna blondynka w eleganckiej marynarce może bez żadnego ostrzeżenia wbić ci pięść w tchawicę. Po co od razu odsłaniać wszystkie karty? - Słuchaj, z jakiegoś powodu ktoś postanowił odkopać tą sprawę. Wiesz, jeśli ginie czarnoskóry raz na jakiś czas... społeczeństwo nie ma aż takiej motywacji by się tym przejąć. - wzruszyła ramionami. Może brzmiało to strasznie, ale przedstawiała fakty. Okrutne, ale prawdziwe. - Kiedy jednak pojawiają się nowe nazwiska i nowe ofiary a przewijają te same nazwiska stróży prawa..? Wow. Boom! Ktoś nagle zaczyna dostrzegać w tym pewien wzór. - sięgnęła po teczkę. Wiedziała, że nie przejrzała tego aż tak skrupulatnie jak musiała zrobić to blondynka, ale szybko znalazła to co ją interesowało. Rzuciła na blat zdjęcia, które niewiele różniły się od tego na którym widniał Reggie Bell, jak wskazywała notka na odwrocie. - Wszystko w przeciągu kilku miesięcy. - dodała, gdy położyła na blat ostatnią fotografię. Nie odczekała nawet kilku sekund, po czym podniosła się z krzesła. - Słuchaj, jestem tak samo zadowolona z przejęcia tej sprawy, co ty z mojej wizyty dzisiaj. Ale wiesz jaka jeszcze jestem? Zajebista w tym co robię. Nie muszę ci tego udowadniać. Ale wiem co ty zrobisz w chwili, gdy tylko stąd wyjdę. - i w tym momencie wyciągnęła z kieszeni przygotowaną wizytówkę. - Oszczędzę ci paru minut. A jak już przesperasz wzdłuż i wszerz moją przeszłość, ile mandatów dostałam i jakie przeszłam szczepienia w dzieciństwie, przyjdź do kancelarii. Wprowadzę cię w szczegóły. - nie była pewna czy to zadziała, ale w obecnej sytuacji nie miała innego wyjścia. Musiała się trochę odsłonić by wzbudzić zalążek zaufania. Od czegoś musiała zacząć. - I dodałabym do tego piwa. Dużo piwa. - wskazała na tą jej mieszankę leczniczą, którą sobie przygotowywała.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: kotlecie
MULTI: raine i reszta
 
Sekani Ducette


Mieszka w
magnolia flats


doublemaker

troublemaker

W Berrylane od czasu do czasu

Sekani

Ducette

Wysłany: 2019-11-17, 21:21   
  
"
Are you done?

  
 32 y.o.

  
 162 cm

  

  

  

  

  

  


Wpatrywała się w kobietę z taką miną, jakby jej nie rozumiała albo wciąż miała tak ogromnego kaca, że właściwie było jej wszystko jedno, czy tamta przyszła wynieść resztę sprzętów elektronicznych czy zaproponować pracę na polu marchwi. Ducette tkwiła w miejscu, bez wyrazu i zaangażowania w entuzjazm zajebistości, którą oznajmiła prawniczka odnośnie swej pracy oraz jej wykonywania. Brawo dla niej! Ale co Sekani do tego? Mogła być nawet samym Gandhi a i tak chuj by strzelił, bo świata nie zbawi. O nie, świat był za duży na jednego człowieka a ta sprawa.. za ogromna jak na jedną, nawet najzajebistrzą prawniczkę w Seattle.
Tylko jedno kwestia zainteresowała czarnuszkę i właśnie przez nią zmusiła się do rzucenia okiem na beznamiętnie odebraną wizytówkę.
Pytanie brzmiał, skąd kobieta wiedziała o jej możliwościach?
Nazwisko mówiło samo przez się.
- Flanagan. – przeczytała na głos i jeszcze raz dokładnie przyjrzała się Maxinne (zgodnie z wizytówką). Musiała ją gdzieś widzieć. Przelotnie, ale blondynka na pewno mignęła jej na polu z przyczepami albo w kasynie. – Od tych Flanaganów? – podkreśliła nazwisko i znów – laska miała powodzenie – drzwi od sypialni otworzyły się. Druga wątpliwa dama, bo wychowania to ona nie miała, wynurzyła się z sypialni, przetarła zmęczone powieki i podobnie jak pierwsza, obrzuciła Maxinne oceniającym spojrzeniem. – Jestem zajęta. – rzuciła krótko, ale dosadnie na co tamta jedynie obruszyła się, pokręciła głową i zła jak osa ruszyła do wyjścia. Ah, te baby..
- Czyli Maxinne.. – odbiła się od blatu kuchennego i przeszła w stronę okna, nieopodal stołu, które otworzyła. Nie zważając na niską temperaturę, usiadła na parapecie, potrzebując trochę świeżego powietrza pełnego smogu, zapachu smażonego kurczaka, prochu z broni i porannego zioła palonego przez sąsiada z dołu. – ..chociaż nie. Corgi, bardziej pasuje. – stwierdziła od razu i nie czekając na reakcję kobiety, przeszła dalej. – Jesteś Jaszczurą z Jagodowego miasteczka. – nie pytała a twierdziła. – Co za zbieg okoliczności. – bo od jakiegoś czasu Sekani pracowała dla Kary, a nawet sprzedawała informację niektórym Jaszczurkom. – Macie tam niezły syf, co? Jakiś biały pojebaniec – bo czarnemu byłoby szkoda czasu na takie pierdoły a żółci byli na to zbyt inteligentni. – morduje mieszkańców, znika, morduje i znów przepada inwestując w sztuczne nagrobki i listy z pogróżkami. Pojebany i znudzony biały bogacz z kompleksem wyższości, chociaż.. nie wiem, kto jest bardziej pokręcony. On czy mieszkańcy, którzy ciągle tkwią w tym morderczym pierdolniku? – na ich miejscu już dawno spakowałaby manatki. Nie ze strachu, ale potrzeby świętego spokoju, którego szukała w życiu. – Może lepiej zajmij się nim niż sprawą, która ewidentnie jest miną zakopaną na ścieżce twej kariery. – Ducette nie widziała w tym niczego szlachetnego. Wyczuwała raczej podstęp osoby, która chciałaby pozbyć się Flanagan. – Bo co? Nagle przejęliście się umierającymi czarnuchami? Bo trupów jest więcej niż w poprzednim kwartale i to niszczy statystyki? – nie wierzyła. – Na twoim miejscu zastanowiłabym się, czy ktoś nie chce mnie ochujać, bo ta sprawa, to ewidentnie wyrok śmierci. - na milę wyczuwała drugie dno, ale nie w intencjach Maxinne, której brakowało chęci do zagłębienia się w sprawę a kogoś, kto bardzo mocno chciał, żeby ta trafiła prosto do rąk blondynki.
Skorumpowani policjanci, liczne ofiary, mafia i politycy, o których na tym etapie Flanagan jeszcze mogła nie wiedzieć, ale właśnie w to się pakowała - w wielkie gówno, z którego nie wyjdzie cało, bo nadepnie na odcisk nieodpowiednim osobom.
[Profil]
  MÓW MI: Amazon
 
maxinne flanagan


Mieszka w
white flower valley


critical error

trzyma jaszczurki z dala od pierdla

W Berrylane od zawsze

maxinne

flanagan

Wysłany: 2020-01-09, 15:24   
  
"
But there is this sadness... and I don't know where it comes from

  
 34 y.o.

  
 159 cm

  

  

  

  

  

  


Jeśli coś miało przykuwać jej uwagę, to na pewno wolała by były to jej umiejętności a nie siejące postrach nazwisko, które w niektórych częściach nie było nawet wymawiane na głos. Niektórzy mówili jej, że posługując się rodzinnym nazwiskiem może zyskać więcej problemów niż ulg, ale jak widać póki co radziła sobie całkiem stabilnie. Zrozumiała jednak, że do niektórych podchodzić należało inaczej. A raczej zrozumiała to w momencie w którym dostrzegła jej reakcję na napis znajdujący się na wizytówce. - To mało istotne w tym momencie. - odpowiedziała, przewracając oczami. Może powinna się przyzwyczaić po takim czasie. W końcu sama zdecydowała się umieścić je na wizytówce. Zawsze była dumna ze swojego pochodzenia, nie chciała go ukrywać. Ludzie od zawsze gadali i domyślała się, że nie zmieni się to w najbliższym czasie. Już na zawsze miała pozostać siostrą Roscoe Flanagana, siejącego zamęt i postrach zarówno w Berrylane jak i poza nim. Utrudniało jej to czasem robotę, ale też dawało kurewską satysfakcję kiedy wygrywała kolejną sprawę. Kiedy z sypialni wyłoniła się jeszcze jedna postać, blondynka wyglądała już na nieco podirytowaną. Nie lubiła, gdy ktoś jej przeszkadzał w tak poważnych rozmowach. I choć postawa Sekani od początku sugerowała jej niechęć, dla Flanagan był to zasrany obowiązek. Czy jej się to podobało czy nie, musiała zrobić to co do niej należało. Kiedy jednak co chwilę słyszała jak z pokoju znów się ktoś wyłania, traciła cierpliwość. - Możesz najpierw wykurzyć stąd tą całą drużynę sportową, którą kisisz w sypialni? Nie lubię, gdy ktoś mi przerywa w pół zdania. - powiedziała, zerkając na plecy już wychodzącej kochanki Ducette. - W internecie nie wydajesz się taka towarzyska. - dodała, to już bardziej z winy własnego charakteru, który nie mógł sobie pozwolić na to by sytuacja przeszła bez echa. A raczej bez kąśliwej uwagi pani prawnik.
Przewróciła oczami, gdy kobieta zaczęła zmieniać temat. Podeszła do okna przy którym aktualnie siedziała Sekani. Przyglądała jej się uważnie, gdy przedstawiała te swoje śmiałe osądy, resztkami przyzwoitości i tym, że przyszła tu służbowo, powstrzymując się przed tym by po prostu jej nie przyłożyć. - Gdybym potrzebowała twojej pomocy w sprawie, jak to powiedziałaś..? Białego pojebańca? - parsknęła śmiechem, kręcąc głową na boki. Usiadła obok niej na parapecie, choć mieszające się wszystkie zapachy zdecydowanie jej to utrudniały. - to bym, zapewne z kurewskim bólem w klatce, się do tego przyznała. Ale nie dlatego tu przyszłam. - pochyliła się lekko do przodu, koniuszki palców u obu rąk przybliżając do siebie. Może jednak w słowach Ducette kryło się coś więcej? Może w istocie pakowała się w niezłe bagno, jeszcze o tym nie wiedząc? Ale co mogło być silniejsze? Obawa o własne życie czy arogancka wiara w to, że to właśnie ona może to wygrać? Nie mogła tego aż tak analizować. Nie teraz, bo to tylko osłabiło jej pozycję. - Jestem tu, bo Reggie Bell jak i paru innych zginęło z rąk tego samego białego pojebańca. I nawet jeśli ma oznaczać to, że wbiję kij w mrowisko, to wiesz co? Cholera, chyba mam to w dupie, bo wiem, że nawet jeśli skończy się to dla mnie źle, przynajmniej pociągnę za sobą paru kutafonów. - i po tych słowach podniosła się i przeszła parę kroków. Zabrała swoje manatki i odwróciła się do Sekani. - Jeśli ty nie chcesz ze mną rozmawiać ani współpracować, może... może wizyta u Janet Kyle rozjaśni mi umysł? Ile lat mają już Michael i Tasha? - zapytała jak gdyby nigdy nic, choć na pewno Ducette wiedziała co się kryje za tymi słowami. Co prawda Max nigdy nie skrzywdziłaby dziecka, ale mogła zrobić naprawdę dużo by osiągnąć własny cel. A kiedy chodziło o wygraną w sądzie to już w ogóle. - Myślałaś, że Huntsman zwiastuje kłopoty? Przekalkuluj to sobie jeszcze raz w tej swojej hakerskiej, czarnej główce. A jak już to sobie tam poukładasz, wiesz gdzie mnie szukać. - i uśmiechając się szelmowsko (aczkolwiek z typowym dla Max chłodem), udała się do wyjścia. Intuicja podpowiadała jej, że to nie było ich ostatnie spotkanie.

koniec <33
_________________
[Profil]
  MÓW MI: kotlecie
MULTI: raine i reszta
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,12 sekundy. Zapytań do SQL: 7