menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#4 Just trying to find the right words to say
Autor Wiadomość
Maya Belfrey


Lives in
white log mews

w Berrylane od półtora roku


zastępca szeryfa

z niczym

Wysłany: 2019-10-23, 11:48   #4 Just trying to find the right words to say
  
Maya

  
Belfrey

  

  

  

  

  


  
...

  
30 yo

  
170 cm

  


Najchętniej wyrzuciłaby cały dzisiejszy dzień z pamięci i zakopała głęboko po jedną z nagrobnych płyt na którymkolwiek z cmentarzy w Seattle mając nadzieję, że jakiś niedorobiony zombie wydostający się z grobu dostanie tym paskudnym dniem prosto w pysk i odechce mu się pożerania cudzych mózgów. Opisanie godzin spędzonych na posterunku w Berrylane jako katastrofy było pojęciem zbyt łagodnym. Poległa na wszystkich frontach i nie pomagała nawet sympatia jej kolegów, który poklepując ją po plecach zapewniali, że zrobiliby dokładnie to samo. Życie cywila na pierwszy miejscu, tym bardziej jeśli cywil jest członkiem rodziny jednego z nich.
Wydział wewnętrzny w osobie sztywnego gościa koło pięćdziesiątki z nierówno przyciętym wąsikiem, który już na dzień dobry się do niej uprzedził, bo nie przepuściła go w drzwiach, miał jednak na ten temat zupełnie inne zdanie. Szeryfowi udało się jedynie wytargować jej płatny urlop, ale i tak musiała zdać broń, odznakę i na jakiś czas powiesić kapelusz na kołku. Dopóki trwało śledztwo w sprawie nieautoryzowanego śledztwa, użycia broni, postrzelenia i włamania, musiała zapomnieć o wizytach na komisariacie w innym celu niż przyniesienie kumplom pączków.
W domu ze złością zapakowała do torby kilka ubrań, kosmetyków i swoją prywatną broń, którą owinęła bluzką i wepchnęła w kąt, przykrywając kolejnymi warstwami ciuchów. Miała jakieś sześćdziesiąt mit, aby się uspokoić, przywołać uśmiech na twarz i zrobić dobrą minę do złej gry. Nie była przecież pierwszym funkcjonariuszem, który wpakował się w coś takiego, nie musiała od razu panikować. Kiedy więc dotarła do szpitala, gdzie czekała Frankie, udało się jej zachować pozory względnego szczęścia, a przynajmniej pozbyła się większości pesymistycznych myśli związanych z jej przyszłością.
- Gotowa na powrót do domu? - zapytała, gdy dorwała ją na szpitalnym korytarzu i zaprowadziła na parking, zapakowując bezceremonialnie na przednie siedzenie swojego wozu, któremu wiele brakowało do czarnej bestii Harvey, ale przynajmniej nie padało im na głowę. Tak, pogoda wybrała sobie właśnie ten moment, aby przypomnieć im obu, że deszcz w Seattle to naturalna część krajobrazu. Niewiele mówiły podczas jazdy, półsłówka zagłuszane warkotem silnika i padającymi kroplami roztrzaskującymi się na szybach i karoserii. Maya nie chciała podejmować teraz żadnego poważniejszego tematu i dopiero po wejściu do mieszkania Frankie, w którym nic się nie zmieniło od poprzedniej wizyty – jeśli nie liczyć paru mniej nierozpakowanych pudeł – głośno westchnęła, jakby zrzucała z siebie tonowy ciężar.
- Czy możemy zostać tu na zawsze i nigdzie się nie ruszać? Zapomnieć o całym świecie, o tym gównie za drzwiami i świrze czającym się gdzieś poza naszym zasięgiem? - rzuciła torbę koło drzwi wejściowych i podeszła do kanapy, siadając na środku i opierając łokcie na kolanach. Ukryła na moment twarz w dłoniach i potarła palcami skronie, jakby przeczuwając nadchodzący ból głowy. Za oknem już powoli robiło się ciemno. Wczoraj o tej porze siedziały w restauracji i niczym się nie martwiły. Za jakąś godzinę Frankie ją pocałuje, a po kolejnych kilkudziesięciu minutach serce Mai niemal stanie w panicznym przerażeniu. Jedna doba, dwadzieścia cztery godziny, tysiąc czterysta czterdzieści minut, tyle trzeba, aby zmienić czyjeś życie. Spojrzała na Harvey i przesunęła się na prawą stronę, robiąc jej miejsce. - Potrafimy polecieć na księżyc, a nadal nikt nie wynalazł wehikułu czasu - powiedziała z irytacją w głosie i wyszarpała zza pleców poduszkę, którą przytuliła do brzucha jak obronna tarczę. - Popieprzone.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/iOLuW96.gif" style="border-top-left-radius: 25px; border-top-style: dotted; border-top-width: 2px; border-top-right-radius: 25px; border-right-style: solid; border-bottom-right-radius: 75px; border-bottom-style: dotted; border-bottom-width: 2px; border-bottom-left-radius: 75px; border-left-style: solid;">
[Profil]
 
 
Frankie Harvey


Lives in
magnolia flats

w Berrylane od od urodzenia


chirurg ogólny

zaczęło się w piątek

Wysłany: 2019-10-23, 20:42   
  
Frankie

  
Michelle Harvey

  

  

  

  

  


  
Zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

  
34 yo

  
169 cm

  


Ktoś normalny czułby się dziwnie w aucie aż do bólu przepełnionym ciszą i tym, że po uprowadzeniu zapraszał do domu swoją randkę, z którą ledwie zaliczyły pierwszą (albo drugą, bo się nie znam) bazę. Bo cóż innego mogło oznaczać – chodź do mnie, przenocuj albo na jakiś czas zamieszkaj? – nawet jeśli padło z ust tej drugiej? Dość sporo, ale o dziwo to wszystko jakoś nie przytłaczało Harvey. Nie czuła się dziwnie, nieswojo ani źle. Widziały się z Belfrey w różnych odsłonach, kłóciły, śmiały z różnych rzeczy i ratowały tyłki często dość personalnie pozwalając tej drugiej odetchnąć na kanapie, chociaż jeszcze wtedy, kiedy Maya pierwszy raz zawitała do tego mieszkania, nie znały się ani trochę (ledwie z aresztu, ale to nadal za mało).
Ta sytuacja była prawie podobna. Nadal były dla siebie wsparciem, lecz różnicę stanowił wczorajszy wieczór. To on wyznaczył nowy kierunek ich relacji, który sprowadziłby ich od razu do sypialni a nie.. na nieznane tereny wariata uznającego, że skoro Frankie wróciła do kraju, to pora jej o sobie przypomnieć.
Odrzuciła torebkę jeszcze z randki i worek na śmieci, w którym miała ubrania z restauracji a jakie najpewniej należałoby spalić, żeby nie przypominały o nieszczęsnym Sykesie. Rzuciła krótkie spojrzenie na Mayę i tylko przez wzgląd na próbę zrozumienia, przemilczała brak logicznego podejścia do ‘zamknięcia się na zawsze’, bo to w teorii niemożliwe, trochę nieludzkie i mało zdrowe. Niestety przez zmęczenie Harvey dopadał większy racjonalizm, nawet w chwilach, które powinna docenić albo po prostu przytaknąć, bo gdzieś z tyłu swej głowy również tego chciała – zniknąć i zapomnieć.
- Napijesz się? – umyślnie nie dodała ‘czegoś’, tym samym sugerując coś mocniejszego. Pamiętała, że miała w szafce butelkę nalewki od matuli i o niej właśnie pomyślała, ale najpierw zajrzała do lodówki rozeznając w temacie zapasów. W oczy rzuciły się butelki piwa, na które patrzyła zbyt długo, czym wzbudziła w Mai drobne zaniepokojenie. Cóż, zbyt długie wpatrywanie się we Wnętrzne lodówki mogło sugerować różne stany, nawet te przed lękowe.
- Tak, w porządku. – zapewniła automatycznie. – Chociaż nie. – nie było w porządku i z tymi słowami sięgnęła po dwie butelki, które otworzyła z pomocą wyjętego z szuflady otwieracza – Kupiłam to piwo wczoraj przed naszym spotkaniem. – przez to ledwie się wyrobiła, ale chciała mieć czym poczęstować Mayę, w razie gdyby tamta pogardziła nalewką. – Pomyślałam sobie.. – podała kobiecie jedną butelkę i dalej stojąc przed kanapą, upiła łyk ze swojej. – ..po kolacji zaproszę ją do siebie, poczęstuję domową nalewką albo piwem i być może weźmiemy tylko po łyku, bo.. – nie dokończyła, zalewając gorycz nie tylko niezrealizowanym planem, ale swego jakże lubieżnego myślenia. Z drugiej strony, nie miała czego się wstydzić. Obie były dorosłe i dobrze wiedziały, że pierwsze randki nie zawsze były niewinne zwłaszcza, gdy dwie osoby znały się już od jakiegoś czasu. – Nie wiem, czemu ci to mówię. – jak wspomniano, wehikuł czasu nie istniał, więc nie wrócą do tamtego dnia a tak; tak Frankie pogrążała się wyznając jakie miała plany wobec Belfrey.
Wzięła głęboki wdech i cofnęła się do kuchni. Przez te wszystkie wydarzenia, nawet po wspólnym krótkim śnie na leżance, trzymała dystans udając, że wszystko było w porządku a jednak ciągle obwiniała się za ów wydarzenia. Za schrzanienie ich randki i jak się później okazało, również kariery Mai.
Jak miałaby to zignorować? Tę myśl, że prawie (bo wisiała na włosku) odebrała kobiecie pracę?
Odstawiła piwo na kuchenny blat i znów otworzyła lodówkę udając, że jest bardzo zajęta zastanawianiem się, czymże mogłaby jeszcze ugościć Belfrey, chociaż nie miała ochoty na gotowanie ani tym bardziej na jedzenie.
_________________
[Profil]
 
 
Maya Belfrey


Lives in
white log mews

w Berrylane od półtora roku


zastępca szeryfa

z niczym

Wysłany: 2019-10-24, 16:33   
  
Maya

  
Belfrey

  

  

  

  

  


  
...

  
30 yo

  
170 cm

  


Siedziała w kuchni zdecydowanie za długo nawet jak na standardy "chcę pobyć chwilę sama po tym, co powiedziałam" i Maya zdążyła już dwukrotnie przemyśleć i przeanalizować słowa Frankie, zanim podniosła się z kanapy odstawiając nienaruszone piwo na stolik i poszła za nią. Stanęła w drzwiach, opierając się bokiem o framugę i przez kilka sekund dłużących się w nieskończoność obserwowała, jak pani doktor podziwia wnętrze swojej lodówki. Zasłaniała ciałem światło dochodzące ze środka i z tej perspektywy wyglądała jak czarna plama na tle nadjeżdżającego pociągu, ale nawet w tym widoku było coś, co przyciągało uwagę jeszcze-szeryfowej.
- Nie wiesz, że nie powinno się co chwila otwierać lodówki bez celu? Podobno źle to działa na środowisko - coś dzwoniło, ale nie była pewna w którym kościele, więc cmoknęła z udawanym niezadowoleniem - dziura ozonowa i te sprawy - podeszła do niej i pchnęła drzwiczki, które przymknęły się z cichym pyknięciem. Światło zgasło a wraz z nim ledwie słyszalne buczenie chłodziarki. - Jeśli jesteś głodna, to możemy coś zamówić, w innym wypadku wystarczy nam piwo - wskazała na stojącą butelkę. Bardzo niezdrowa dieta, której żadna z nich nie powinna pochwalać, a zwłaszcza jedna z tej dwójki, ale w tej chwili Maya miała to tak głęboko w nosie, że niemal w dupie. W jej towarzystwie mogła pić nawet niefiltrowaną wodę z kranu, co pewnie nie skończyłoby się dobrze zwłaszcza w tej dzielnicy Seattle.
Powinna jakoś skomentować przyznanie się Frankie do jej niecnych, podstępnych zamiarów względem niej samej wczorajszego wieczoru, ale gdy tylko chciała otworzyć usta i coś powiedzieć, szpony niezręczności drapały ją po plecach. Zupełnie jakby była nastoletnią dziewczyną po raz pierwszy umawiającą się na randkę z kimś, kogo całkiem dobrze znała i bardzo lubiła i komu mogła zaufać w różnych sytuacjach na przykład gdy trzeba było pozszywać komuś tyłek. Na samo wspomnienie się lekko uśmiechnęła.
- Mam w takim razie jeszcze jeden powód, aby go nienawidzić - na liście tysiąca innych powodów, które dopisywała w mentalnym czarnym zeszycie z białą czachą stworzonym specjalnie na potrzeby psychopatycznych exów Frankie; taaaak, Chris też tam miał swoje strony zapisane drobnym druczkiem, bo pani szeryf nie bawiła się w półśrodki, jak jechać to po bandzie - zepsuł nam wieczór i noc. - Na szczęście akurat to dało się naprawić, czego nie można było powiedzieć o jej karierze, pracy i poczuciu bezpieczeństwa ich obu, które przegrywało ze świadomością pełzającego na wolności Sykesa. - Ale nie możemy pozwolić, aby zepsuł nam kolejne dni, prawda? - nie oczekiwała odpowiedzi, bo doskonale ją znała, zamiast tego złapała ją z dłoń i pociągnęła za sobą kilka kroków, które dzieliły je od salonu, zgarniając po drodze butelkę z piwem. Nie zamierzała wypuszczać Frankie nawet pod pretekstem powrotu po alkohol.
Kanapa kusiła i Maya nie miała zamiaru się z nią kłócić, więc usiadła w jednym jej kącie po turecku, bokiem do oparcia i poklepała miejsce przed sobą.
- Więc zamierzałaś mnie upić i dokończyć dzieła uwodzenia - podsumowała jej wcześniejszą wypowiedź, ignorując ukłucia niezręczności i zawstydzenia. Taaak, były dorosłe i powinny tak rozmawiać, nawet jeśli Maya czuła się teraz faktycznie jak nastolatka po pierwszej szalonej randce. - I pewnie absolutnie nie masz z tego powodu wyrzutów sumienia - spojrzała na nią wymownie - właściwie... zrobiłabym to samo, gdybyśmy były w Berry - uśmiechnęła się i pogładziła wierzch jej dłoni, przesuwając palcami po wystających kosteczkach. Sama miała w tamtym miejscu niemożliwe do opanowania łaskotki i chciała sprawdzić, czy Harvey też wyszarpnie dłoń w obronnym geście.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/iOLuW96.gif" style="border-top-left-radius: 25px; border-top-style: dotted; border-top-width: 2px; border-top-right-radius: 25px; border-right-style: solid; border-bottom-right-radius: 75px; border-bottom-style: dotted; border-bottom-width: 2px; border-bottom-left-radius: 75px; border-left-style: solid;">
[Profil]
 
 
Frankie Harvey


Lives in
magnolia flats

w Berrylane od od urodzenia


chirurg ogólny

zaczęło się w piątek

Wysłany: 2019-10-26, 18:42   
  
Frankie

  
Michelle Harvey

  

  

  

  

  


  
Zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

  
34 yo

  
169 cm

  


Nie była głodna. Tak do końca, sama nie wiedziała, co robiła. Z jednej strony chciała uciec od spojrzenia Belfrey, której wyznała swe niecne plany a z drugiej szukała sobie miejsca, bo kompletnie nie wiedziała, gdzie usytuować siebie ani własne emocje. Ciągle czuła na sobie ciężar istnienia kogoś takiego, jak Ian. Pamiętała jego spojrzenie, pewność siebie, broń, którą trzymał w samochodzie i jaką strzelił w jej kierunku, to jak kazał jeść obiad zebrany z podłogi i ogień pochłaniający krzesło, a potem resztę mieszkania. Czuła też jego nieznośny zapach, w głowie echem odbijał się jego głos i ta pewność.. świadomość, że kiedyś po nią wróci. Nie był głupi. Nie zrobi tego teraz, gdy wszyscy byli czujni. Poczeka, bo skoro robił to przez te lata, kiedy Harvey była poza krajem, to kolejny rok to żaden problem. Zaszyje się gdzieś, ludzie zapomną i wróci, bo taki właśnie był – zawsze o sobie przypominał.
- Nie możemy. – przytaknęła przyciszonym głosem i niepewnie uniosła wzrok na Belfrey, która stanowczymi ruchami pochwyciła butelkę i zabrała ją (razem z Frankie) w stronę sypialni.
- Powinnam się niepokoić tym, jak często klepiesz moją kanapę? – wcale jej tego nie wypominała a po prostu drażniła się, co było dobrą oznaką kogoś, kto jeszcze niedawno wpatrywał się w oświetloną przestrzeń w lodówce. Naprawdę się starała wyjść z dziwnego stanu na rzecz tego, co miała przed sobą, ale tamte obrazy przelewały się z teraźniejszością tak bardzo, aż momentami miała wrażenie, że poświata ulicznej latarni w rogu pomieszczenia to języki ognia.
Opuściła spojrzenie na dół. Nie mogła mieć wrażliwych dłoni ani tym bardziej łaskotek na nich. Co by było gdyby nagle je poczuła podczas operacji? Amba Fatima!
Westchnęła ciężko.
- Przepraszam. – za to, jak się teraz zachowywała. – Masz rację – wolną ręką przetarła powieki. – nie miałabym wyrzutów sumienia. Zrobiłabym to wręcz z premedytacją, co jak sądzę podciągnęłabyś pod napaść na funkcjonariusza, ale ja.. – przegryzła dolną wargę. – ..nie chcę teraz o tym myśleć. Chcę zapomnieć – dokładnie tak samo, jak niedawno Maya pragnęła zamknąć się w mieszkaniu i odciąć od świata. – i zrobię to z premedytacją. – oznajmiła i nie dając Belfrey szansy na odpowiedź, wystrzeliła w jej kierunku, wolną dłoń ułożyła na kobiecym udzie a ustami mocno przywarła do tych drugich. Mogła albo się przejmować albo gdzieś rozładować te wszystkie emocje.
Wybrała to drugie kompletnie zapominając o pewnym szczególe, który być może Maya zauważyła w łazience a jakiego Frankie bardzo się wstydziła. W tej chwili o tym nie myślała, ale jak tylko dłoń pani szeryf wkradnie się pod t-shirt i dotknie okolic blizny, z pewnością spauzuje. To była jedna rzecz, którą najpierw należało pokazać, a potem ewentualnie pogodzić z tym, że komuś ów wada ciała nie pasowała albo wrócić do tego, co przyjemne.
_________________
[Profil]
 
 
Maya Belfrey


Lives in
white log mews

w Berrylane od półtora roku


zastępca szeryfa

z niczym

Wysłany: 2019-10-27, 21:30   
  
Maya

  
Belfrey

  

  

  

  

  


  
...

  
30 yo

  
170 cm

  


Nie miała łaskotek i to było w jakimś dziwnym sensie bardzo uspokajające. Jakby dawało gwarancję stałości i bezpieczeństwa pozwalającego powierzyć się całą tym dłoniom (które dosłownie leczą), pozwolić im się przytulić i uspokajająco głaskać po plecach albo głowie w chwili kryzysu. A w jeszcze większym kryzysie dać się pozszywać i poskładać do kupy. Ścisnęła jej dłoń mocniej, nie chcąc jej wypuszczać za żadną cenę, bo ciepło jej skóry przypominało, z kim ma do czynienia i że razem mogą pokonać widmo Sykesa i wspomnienia z ostatnich godzin.
Chciała ją sprowokować, chciała sprawdzić, czy wczorajszy niedoszły plan, którego wyjawienie przez Frankie sprawiło, że poczuła przyjemny dreszcz przechodzący po kręgosłupie, nadal jest aktualny. Dobowe przesunięcie, kto by się przejmował. Obie pracowały w zawodach, gdzie czas był pojęciem względnym, a plany zmieniały się i przesuwały tak często, że nawet nie było sensu ich układać. Dlatego entuzjastycznie przyjęła deklarację Frankie i tę słowną i fizyczną, gdy lekarka znów okazała się od niej szybsza i znów zrobiła ten pierwszy albo raczej drugi krok, jeśli liczyć wczorajszy w restauracji i nie czekała, aż rudzielec z bronią w walizce weźmie się do roboty.
- To jest napaść na funkcjonariusza – potwierdziła w przerwie między jednym a drugim pocałunkiem, wciągając głęboko powietrze, jakby nagle jej go zabrakło, bo właściwie zabrakło i to na dłuższą chwilę, gdy zapomniała jak się oddycha. - Ale na twoje szczęście zapomniałam kajdanek – uśmiechnęła się i objęła dłońmi twarz Frankie, wpatrując się w nią przez kolejne sekundy i próbując zrozumieć, jaki cudem ich znajomość doprowadziła je aż tutaj. Siła szlagieru Madonny zrobiła swoje czy takie było ich przeznaczenie? - Albo nieszczęście – dodała już ciszej, uśmiechając się jeszcze szerzej i teraz to ona pochyliła się nad panią doktor przejmując inicjatywę. Pierwszy pocałunek był delikatny i bardzo nieśpieszny, miały przecież mnóstwo czasu, który zamierzała jak najlepiej wykorzystać, ale z każdym kolejnym stawała się coraz bardziej niecierpliwa. Zgięła nogi i usiadła wygodnie, by móc zachować równowagę, kiedy złapała dłonie Frankie i wygięła je do tyłu za jej plecami, na moment ją unieruchamiając, zupełnie jakby faktycznie miała zamiar ją skuć. Historia lubiła zataczać koło i powtarzać pewne scenariusze.
Przytrzymała ją tak przez chwilę, całując w tym czasie coraz gwałtowniej, mocniej napierając na rozchylone usta i kiedy ugryzła ją w dolną wargę, jej dłonie wślizgnęły się pod T-shirt na plecach badając ostrożnie teren, na którym jeszcze nigdy się nie poruszały. Zmieniła zdanie, teraz wcale nie czuła się jak na pierwszej randce, tylko o wiele, wiele lepiej. Centymetr w górę, centymetr w lewo, delikatność skóry pod palcami zachęcała, więc kiedy natrafiła na pierwszą chropowatość, zatrzymała się od razu. Sprawdziła ponownie kilka kolejnych centymetrów powierzchni o wyczuwalnej różnicy, aby się upewnić co do swoich podejrzeń.
- Mogę? - zapytała nie cofając dłoni, ale i nie przesuwając jej dalej. Wchodziła na teren, który wymagał specjalnego pozwolenia choćby za tym pierwszym razem i pewności, że Frankie nie odskoczy od niej wściekła, że Maya pozwoliła sobie przekroczyć tak osobistą granicę. Nie bez przyczyny przecież lekarka chodziła w dłuższych t-shirtach i bluzkach. W całość układały się te nieliczne wspomnienia z jej przeszłości, którymi się z nią podzieliła.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/iOLuW96.gif" style="border-top-left-radius: 25px; border-top-style: dotted; border-top-width: 2px; border-top-right-radius: 25px; border-right-style: solid; border-bottom-right-radius: 75px; border-bottom-style: dotted; border-bottom-width: 2px; border-bottom-left-radius: 75px; border-left-style: solid;">
[Profil]
 
 
Frankie Harvey


Lives in
magnolia flats

w Berrylane od od urodzenia


chirurg ogólny

zaczęło się w piątek

Wysłany: 2019-10-29, 21:08   
  
Frankie

  
Michelle Harvey

  

  

  

  

  


  
Zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

  
34 yo

  
169 cm

  


Przyzwolenie.
Odwzajemniony pocałunek wraz z wymamrotanymi pomiędzy słowami dał Frankie zielone światło na więcej i nagle poczuła, że właśnie tego potrzebowała. Egoistycznie i być może mało zdrowo czuła konieczność rozładowania emocji, poczucia ciepła drugiego ciała i po prostu nie myślenia o tym, co miało miejsce. Pragnęła zapomnieć, skupić na czym innym a to, do czego właśnie zmierzały z Belfrey było tym i na dodatek niezwykle przyjemnym.
Jeden łyk piwa nie zabił kubków smakowych, czego nie mogła powiedzieć o winie i jedzeniu w restauracji, po którym wczoraj nie czuła Mai aż tak dobrze. Teraz bez wątpienia mogła stwierdzić, że to właśnie ona, jej smak, któremu oddała się w całkowicie, jak stanowczym ruchom kobiety.
Zamruczała, niczym zadowolony kociak, którego dłonie pod przymusem powędrowały do tyłu. Więc to tak Belfrey chciała się bawić? Pomyślała sobie, że to w porządku; że komu jak komu, ale w ręce tej kobiety mogłaby się oddać całkowicie.
Ta myśl nakręciła ją jeszcze bardziej i gdy już była gotowa naprzeć na drugie ciało, poczuła z tyłu ciepłe palce, które powędrowały na teren, gdzie nagle ów dotyk zaginął. Wiedziała, że ręka Mai tam była, ale nie czuła jej w sposób dosłowny przez zniszczone zakończenia nerwowe poparzonej skóry.
Nagłe wstrzymanie. Pozwoliła sobie jedną dłoń położyć na policzku Mai w zapewnieniu, że nie zamierzała uciekać za daleko, po czym oderwała od niej swe usta, opuściła spojrzenie i oparła skroń o drugie lico. Chowała się. Potrzebowała tego na drobną chwilę, żeby w końcu dać sobie oraz komuś przyzwolenie na choćby tolerowanie tego, co miała na plecach.
- Nie przeszkadza ci to? – ważna kwestia, którą wolała poruszyć teraz niż później dowiedzieć się, że ‘było spoko, ale to o.. bleh’. – Wiem, że nie lubisz blizn. – ile to razy Maya jęczała, że jeżeli po zdjęciu szwów z czoła będzie widać choćby odrobinę białej kreski, to ją pozwie? Teraz mogłaby pozwać wszystkich, jeżeli coś więcej niż małe znamię, zniechęci ją do dalszych igraszek.
Harvey Uniosła głowę i z uwagą przyjrzała się brązowym oczom z zielonymi plamkami przy obwolucie.
A ja jeszcze nikomu jej nie pokazywałam. – poza lekarzami i pielęgniarkami, które zajmowały się nią w szpitalu. To też nie tak, że potem każe Mai patrzeć na bliznę. Po prostu chciała dać do zrozumienia, że tej jeden rzeczy na swoim ciele wstydziła się najbardziej i dlatego to była kwestia, którą właśnie w tej chwili powinny obgadać. Ruszyć dalej albo powiedzieć basta.
_________________
[Profil]
 
 
Maya Belfrey


Lives in
white log mews

w Berrylane od półtora roku


zastępca szeryfa

z niczym

Wysłany: 2019-10-31, 11:30   
  
Maya

  
Belfrey

  

  

  

  

  


  
...

  
30 yo

  
170 cm

  


Próbowała policzyć, ile dni się już znają, ile to łącznie godzin, minut i wspólnie spędzonych sekund. Tyle czasu, a jej zabrakło chwili, aby dopytać o przeszłość Frankie, gdy miała do tego najlepszą okazję podczas tych nielicznych głębokich rozmów, w których nie obrzucały się wzajemnie wrogimi spojrzeniami, nie próbowały zakuć się w kajdanki i nie wyśpiewywały na cały komisariat najbardziej znanych przebojów Madonny. Te momenty nie wrócą, ale Maya musiała zadbać o to, aby nadeszły kolejne.
- Przeszkadza mi to – odpowiedziała na zadane pytanie, łapiąc w palce skraj materiału t-shirtu i odciągając go od ciała, jakby był, no właśnie, niepotrzebnym materiałem t-shirtu, którego miejsce było gdzieś zupełnie indziej, najlepiej dla pewności na którymś z biegunów, ale na pewno nie tutaj w Seattle. Puściła go i złapała Frankie za dłoń, podnosząc się z łóżka i podciągając ją za sobą. Stanęła między nią a meblem podciągając koszulkę coraz wyżej i wyżej, aż skrywana tajemnica ujrzała w końcu światło prawie-dzienne. - Nie blizny, które opowiadają twoją historię. - Znów dotknęła jej palcami, nieco śmielej niż przed chwilą, badając ostrożnie jej rozmiar i w milczeniu pokonując kolejne milimetry skóry tak różnej w dotyku od tej, do której była przyzwyczajona.
Zamknęła oczy, gdy milimetry zamieniały się w centymetry i zdawały się nie mieć końca. Dotarła wreszcie na skraj, gdzie skóra znów była normalna i wycofała palce podążając w innym kierunku. Tu kryła się historia, którą Frankie kiedyś jej opowie szerzej niż w ogólnikowych stwierdzeniach. Może nie dzisiaj, może nawet nie jutro, ale opowie. Usiadła i powoli obróciła Harvey bokiem do siebie, śledząc wzrokiem to, co moment temu odkrywała dotykiem. To była część Frankie, jak mogłaby jej nie lubić albo jej przeszkadzać?
- Boli czasami? - zapytała, gdy materiał opadł, zakrywając odsłonięte ciało i dłoń, której Maya nie cofnęła. Spojrzała w górę, szukając wzroku lekarki, starając się nie patrzeć na nią ze współczuciem, którego tamta z pewnością by nie zniosła. Zamiast tego patrzyła z ciekawością i obietnicą, że pomoże jej złagodzić każdy ból. - Albo teraz gdy ją dotykam? - pogładziła palcami bliznę, przyzwyczajając się wciąż do tego dziwnego, ale wcale nie tak nieprzyjemnego dotyku. Palcami drugiej dłoni złapała za brzeg spodni i przyciągnęła Frankie bliżej siebie. Jeden krok, może nawet pół kroku, a poczuła, jakby przełamała rozległą granicę. - Czujesz... cokolwiek? - Dłoń zsunęła się niżej, opierając na udzie, gdy Maya znów uniosła t-shirt, aby pochylić się i pocałować zagojoną tkankę. Podchwytliwe pytanie z drugim dnem, ale nie dbała teraz o to, całując ją raz za razem, aż ześlizgnęła się z blizny i trafiła ustami na zdrową skórę na brzuchu, ale nie przerwała odkrywczej wędrówki. Mogły rozmawiać i wyjaśniać każdą skrywaną bliznę i stojące za nią wydarzenie z ich życia, ale na to miały mnóstwo czasu, gdy się obudzą, nie musiały tego robić teraz. Nie w chwili, gdy w końcu były same, a Sykes zniknął gdzieś w odmętach podświadomości.
_________________
<img src="https://i.imgur.com/iOLuW96.gif" style="border-top-left-radius: 25px; border-top-style: dotted; border-top-width: 2px; border-top-right-radius: 25px; border-right-style: solid; border-bottom-right-radius: 75px; border-bottom-style: dotted; border-bottom-width: 2px; border-bottom-left-radius: 75px; border-left-style: solid;">
[Profil]
 
 
Frankie Harvey


Lives in
magnolia flats

w Berrylane od od urodzenia


chirurg ogólny

zaczęło się w piątek

Wysłany: 2019-11-01, 18:13   
  
Frankie

  
Michelle Harvey

  

  

  

  

  


  
Zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

  
34 yo

  
169 cm

  


Nie myślała o bliznach, gdy całowała Maye po raz pierwszy ani teraz, na samym początku, gdy obie uznały, że chwile zapomnienie im się należały. Dopiero, gdy poczuła dłoń blisko naznaczonego miejsca, coś w niej pękło, czego nie omieszkała przemilczeć, bo to jednak była sprawa, której nie dało się przeskoczyć, a przez jaką Frankie, choć mogła, od powrotu z frontu nie pakowała się w żadne romantyczne relacje. Tłumaczenie wszystkiego, nawet komuś tylko na jedną noc, byłoby zbyt męczące i stresujące. Na takie rzeczy potrzeba zapewnienia, czegoś co ukoi nerwy i da podstawy do samoakceptacji, chociaż na poziomie zbliżenia z drugą osobą. Harvey mogła powiedzieć, że ufała pani szeryf i choć bała się jej reakcji na ‘to obrzydlistwo’, należało podejść do tematu ze znaną dewizą ‘teraz albo nigdy’.
Teraz albo nigdy.
Pozwoliła się więc poprowadzić, zgodnie z wolą Mai, która bawiła się koszulką, podwijając ją albo pozwalając opaść. Frankie bacznie obserwowała twarz kobiety, jej gesty oraz słuchała pojedynczych słów.
- Już nie. – bo kiedyś bolało jak cholera. Na początku było wręcz nie do zniesienia bez leków przeciwbólowych, a potem tylko swędziało, co było efektem figlarnego umysły sugerującego, że coś jest nie tak i natychmiast powinna ów wadę na skórze wydrapać. – Niczego nie czuje. – w tym konkretnym miejscu. Mogła się jedynie domyślić, że palce Mai tam były, bo całkiem niedawno znajdowały się na granicy ze zdrową skórą.
Zamknęła oczy, opanowując wszelki racjonalny strach (wywołany przez traumę) i wzięła głęboki wdech.
Po otwarciu powiek raz jeszcze spojrzała na rude włosy, bo twarz ukryto tuż przy jej skórze na plecach i brzuchu.
- Teraz? – zbędne pytanie, ale musiała je podkreślić. – Tylko jedno. – tego nie ukryje, bo przyjemne mrowienie na skórze przeszło przez całe ciało. Wargi Mai wydawały się koić całą obawę przed odrzuceniem, do którego nie doszło. Wzięła więc kolejny wdech, złapała za koszulkę i pociągnęła do góry prowadząc Belfrey na odpowiednie tory, czyli prosto do jej ust.
- Mówiłam, że uwielbiam twoje oczy? – zwłaszcza te zielone plamki na brązowych tęczówkach, którym przyglądała się intensywnie, bo teraz.. teraz już mogła to robić. Mogła pożerać kobietę wzrokiem, patrzeć jej głęboko w oczy i czuć tę ogromną rozkosz, jaką niosła ze sobą choćby bliskość drugiego ciała.
Zbliżyła do niej swe wargi, ale zamiast do drugich ust, powędrowała w stronę policzka, który musnęła bardzo delikatnie, a potem z pomocą dłoni, jaką zaczesała rude włosy za ucho, między ząbki złapała płatek ucha, lekko pociągnęła i wtedy odpowiedziała na niezadane na głos pytanie.
Co tej chwili czuła?
- Pożądanie. – wyszeptała cichutko i bez szans na reakcję raz jeszcze wbiła się w usta, za którymi zdążyła zatęsknić. Ich smak; tego teraz potrzebowała i wiążącego się z tym bezpieczeństwem.
Mogłaby się mu oddać.
Mogłaby się oddać Mai.
Oddała.
Całując łapczywie wciąż jedną dłonią trzymała ją za koszulkę i trochę na oślep pociągnęła ze sobą w stronę sypialni. Kanapa kusiła swą wygodą, ale teraz Frankie chciała mieć pełne pole do popisu. Pragnęła poczuć Mayę całą i być z nią, w niej, razem, obok; wszędzie.
Idąc do tyłu, nogą odepchnęła drzwi, które uderzyły o ścianę. Potem już tylko odpaliła delikatne światło led’owe zamontowane przy suficie tylko przy jednej ścianie i dopiero wtedy, z pewnym manewrem obrotu wokół własnej osi, znalazła się z jednej non stop całowanej kobiety, która za sobą miała łóżko.
Oderwała się od drugich warg, spojrzała prosto w brązowe tęczówki i bez oporu złapała za krańce koszulki Belfrey. Pociągnęła ją do góry pomagając pozbyć się niechcianego materiału, po czym z cwanym uśmiechem pchnęła Mayę prosto na zimną pościel.
- Teraz, to jest napaść na funkcjonariusza. – stwierdziła nie kryjąc zadowolenia, po czym sprawnym ruchem zdjęła z siebie górne okrycie w całości ukazując niedawno całowany przez Mayę brzuch oraz czarny koronkowy stanik, który choć wadził, nie był teraz aż tak ważny.
Nie, kiedy Frankie wsunęła na materac jedną nogę zgiętą w kolanie, między uda Belfrey, ręce ułożyła po dwóch stronach jej głowy i pochyliła ponownie całując; szaleńczo i namiętnie.
Wsunęła na łóżko drugą nogę, zaś udem pierwszej bezczelnie przywarła między uda Mai, rozkoszując się jej reakcją, która teraz liczyła się najbardziej. To było coś, co w tej chwili chciała czuć, słuchać i widzieć. Nic innego się nie liczyło. Nawet Sykes, w tym danym momencie, nie był wstanie przekraść się do umysłu.
Pragnęła, pożądała i chciała to czuć przez cały czas nie ukrywając uśmiechu, który wkradał się na wargi, nawet w pocałunkach.
_________________
[Profil]
 
 
Maya Belfrey


Lives in
white log mews

w Berrylane od półtora roku


zastępca szeryfa

z niczym

Wysłany: 2019-11-02, 17:51   
  
Maya

  
Belfrey

  

  

  

  

  


  
...

  
30 yo

  
170 cm

  


Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
<img src="https://i.imgur.com/iOLuW96.gif" style="border-top-left-radius: 25px; border-top-style: dotted; border-top-width: 2px; border-top-right-radius: 25px; border-right-style: solid; border-bottom-right-radius: 75px; border-bottom-style: dotted; border-bottom-width: 2px; border-bottom-left-radius: 75px; border-left-style: solid;">
[Profil]
 
 
Frankie Harvey


Lives in
magnolia flats

w Berrylane od od urodzenia


chirurg ogólny

zaczęło się w piątek

Wysłany: 2019-11-04, 21:03   
  
Frankie

  
Michelle Harvey

  

  

  

  

  


  
Zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

  
34 yo

  
169 cm

  


Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
[Profil]
 
 
Maya Belfrey


Lives in
white log mews

w Berrylane od półtora roku


zastępca szeryfa

z niczym

Wysłany: 2019-11-06, 21:16   
  
Maya

  
Belfrey

  

  

  

  

  


  
...

  
30 yo

  
170 cm

  


Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
<img src="https://i.imgur.com/iOLuW96.gif" style="border-top-left-radius: 25px; border-top-style: dotted; border-top-width: 2px; border-top-right-radius: 25px; border-right-style: solid; border-bottom-right-radius: 75px; border-bottom-style: dotted; border-bottom-width: 2px; border-bottom-left-radius: 75px; border-left-style: solid;">
[Profil]
 
 
Frankie Harvey


Lives in
magnolia flats

w Berrylane od od urodzenia


chirurg ogólny

zaczęło się w piątek

Wysłany: 2019-11-10, 23:09   
  
Frankie

  
Michelle Harvey

  

  

  

  

  


  
Zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

  
34 yo

  
169 cm

  


Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
[Profil]
 
 
Maya Belfrey


Lives in
white log mews

w Berrylane od półtora roku


zastępca szeryfa

z niczym

Wysłany: 2019-11-13, 18:55   
  
Maya

  
Belfrey

  

  

  

  

  


  
...

  
30 yo

  
170 cm

  


Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
<img src="https://i.imgur.com/iOLuW96.gif" style="border-top-left-radius: 25px; border-top-style: dotted; border-top-width: 2px; border-top-right-radius: 25px; border-right-style: solid; border-bottom-right-radius: 75px; border-bottom-style: dotted; border-bottom-width: 2px; border-bottom-left-radius: 75px; border-left-style: solid;">
[Profil]
 
 
Frankie Harvey


Lives in
magnolia flats

w Berrylane od od urodzenia


chirurg ogólny

zaczęło się w piątek

Wysłany: Wczoraj 15:19   
  
Frankie

  
Michelle Harvey

  

  

  

  

  


  
Zapoznaj się z treścią ulotki dołączonej do opakowania bądź skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą.

  
34 yo

  
169 cm

  


Ukryta Wiadomosc:
JeÂśli jestes *zarejestrowanym uzytkownikiem* musisz odpowiedziec w tym temacie zeby zobaczyc ta wiadomosc
--- If you are a *registered user* : you need to post in this topic to see the message ---
_________________
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,09 sekundy. Zapytań do SQL: 5