menu


Poprzedni temat «» Następny temat
Hudson A. Beckett
Autor Wiadomość
HUDSON A. BECKETT


Lives in
white log mews

w Berrylane od urodzenia


znajdzie cię, jeśli zgubisz się w lesie

a przynajmniej spróbuje!

Wysłany: 2019-11-03, 22:05   Hudson A. Beckett
  
HUDSON A.

  
BECKETT

  

  

  

  

  


  
That's it, I guess. Just go on living, whether you feel like it or not

  
31 yo

  
188 cm

  


Hudson Avery
Beckett
MIEJSCOWY PSYCHO Boyd Holbrook
DATA I MIEJSCE URODZENIA10-03-1988, Berrylane
STAN CYWILNYkawaler
ZAWÓD I MIEJSCE PRACYratownik, Berrylane Mountain Rescue
ORIENTACJAheteroseksualna
WYZNANIEkatolik
DZIELNICA MIESZKALNA white log mews
I know what you did last summer
Historia dzieciaka, który mówił za dużo.
Tak brzmiałby tytuł mojej autobiografii. Z podtytułem napisanym o wiele mniejszymi literami: I nigdy się nie nauczył. I musiałbym wspomnieć, że to słowa mojej babci, która od trzydziestu lat załamuje nade mną ręce. Wychowała mnie, tak jak powinna zrobić to moja matka, albo chociaż ojciec, ale tak się składa, że nie miałem okazji poznać żadnego z nich. I bardzo długo nie widziałem nic złego w tym, że to babcia kupuje mi buty, gotuje zupę, gdy jestem chory i co wieczór kładzie spać. Moja naiwność wiele jej ułatwiła, ale w końcu zacząłem zadawać pytania, na które nie było łatwych odpowiedzi.
Mimo oczywistych braków i nieco skrzywionego poglądu na to, jak wygląda szczęśliwa rodzina, wbrew temu czego spodziewali się ludzie, byłem całkiem beztroskim dzieciakiem. Przynajmniej tak to pamiętam. Moim jedynym zmartwieniem były obite kolana, a raczej kolejne zdarte spodnie, a co za tym idzie, bura od babci. Nie potrafiłem usiedzieć w miejscu, więc szybko straciłem mleczaki — zdaje się, że kilka połknąłem — i pojąłem, że siła grawitacji mi nie sprzyja. Wszyscy starali się pocieszyć moją babcią, że prędzej czy później z tego wyrosnę...
Ostatecznie stanęło na "później".
W szkole nie uchodziłem za geniusza. Tróje były jak najbardziej w porządku, póki nie wpadałem w kłopoty, babcia nie goniła mnie do książek. Bardziej od moich przeciętnych stopni przerażały ją wezwania do szkoły, każde z nich miało być ostatnim! Przyciągałem kłopoty jak magnez, zwykle chodziło o to, kto komu co powiedział, i jak bardzo nie spodobało się to tej drugiej osobie. Często wracałem do domu z podbitym okiem, bez plecaka, za to z uśmiechem, oznajmiając, że ten drugi wygląda gorzej! I nie kłamałem, choć babcia długo uważała inaczej, okazało się, że byłem po prostu... nieskromny.
Babcia miała nadzieję, że spokornieję, ale z braku innego talentu, w liceum... zgrywałem pajaca. Nie zliczę ile razy zostawałem w szkole po lekcjach, sprzątając puste klasy i korytarze (do dziś mam wstręt do gumy do żucia). Nie narzekałem, przyznałbym rację temu, kto jako pierwszy powiedział, że liceum to najwspanialszy okres w życiu, choć sumienie gryzie mnie na myśl, że są i tacy, którzy uważają wręcz odwrotnie, a ja jestem jednym z powodów dlaczego.
Kilka tygodni przed rozdaniem świadectw zmarł mój dziadek, a ja porzuciłem plany o wyjeździe gdziekolwiek. Nigdy nie chciałem zostać w Berrylane i najgłośniej mówiłem o tym, co zrobię, gdy wreszcie wyjadę. Ironia losu, co? Zostałem, by zaopiekować się babcią, zacząłem pracę w tartaku, zrobiłem prawo jazdy. I nagle moim zmartwieniem był przeciekający dach i zniszczone deski na ganku za domem. Z czasem pogodziłem się z myślą, że utknąłem tu na dobre i przestałem uważać to za najgorsze, co mogło mi się przytrafić. Zdążyłem poukładać sobie życie, może nie do końca tak jak chciałaby tego moja babcia — co chwilę przypomina mi, że nie robi się młodsza, a chce być na moim ślubie — albo tak jak powinienem w wieku 30 lat, ale ja nie narzekam! Lubię swoją pracę i dom, który wciąż upomina się o remont. W końcu... mogło być znacznie gorzej, prawda?
Let me in
lekkoduch; pewny siebie, zwykle ma do tego powód; zaskakująco ambitny; cholernie inteligentny, choć wyjątkowo źle kierunkuje swój geniusz; wytrwały (patrzy uparty); szczery i bezpośredni, co nie zawsze uchodzi za zaletę; ze sporym dystansem do siebie i poczuciem humoru, które drażni starsze panie (a zwłaszcza jego babcię);

uparty jak diabli, nie potrafi przyznać się do błędu, nawet jeśli jest wielkości słonia (a zwłaszcza wtedy); niecierpliwy; bywa bezczelny i zarozumiały, i zwykle znajduje ku temu doskonałe wytłumaczenie; rzadko pomyśli zanim coś powie; zuchwały (i w pełni tego świadom); to wszystko sprawia, że trudno brać go na pożnie, więc zawodowo udaje, że mu na tym nie zależy;
American Horror Story
Gdy byłem mały babcia często opowiadała mi straszne historie o miasteczku, za każdym razem brzmiały inaczej, więc prędko przestałem w nie wierzyć, podejrzewając, że babcia zwyczajnie zmyśla. Dziś niewiele już z nich pamiętam, ale czasami wracając późną nocą do domu, w głowie mam strzępy tych historii i muszę przypomnieć sobie, że mam trzydziestkę i nie powinienem bać się szmeru w bocznej uliczce.
Why don't you play in hell
Większość ludzi zwraca się do niego po nazwisku, co już dawno przestało mu przeszkadzać;

Naprawi wszystko, wszędzie, o każdej porze. Za zgrzewkę piwa;

Jest wielkim fanem klasycznego amerykańskiego rocka, niskobudżetowych horrorów i meksykańskiej kuchni;

Nie ma pamięci do imion i twarzy, dlatego często, gdy kogoś poznaje stara sobie skojarzyć czyjeś imię z piosenką, na przykład Sweet Caroline Neila Diamonda, sprawdza się;

Panicznie boi się igieł, to naprawdę zabawne! Prędzej zaryzykowałby utratę ręki niż dałby sobie zrobić zastrzyk na tężec;

Wszystkie jego koszulki z nazwami zespołów dawno straciły kolor i kształt, za nic w świecie nikt nie przekona go, by je wyrzucił;

Poza tym, uważa że fakt iż mieszka w lesie zobowiązuje go do noszenia flaneli, tak, uwielbia je;

Ma licencję pilota, którą zdobył krótko po tym jak dołączył do BMR i omal nie przyprawił babci o zawał;

Największy mistrz pokera po tej stronie lasu, lepiej nie wspominać przy nim o partyjce. Kto nie ma szczęścia w miłości... i takie tam;

Rzuca palenie odkąd babcia przyłapała go z papierosem, a miał wtedy szesnaście lat. Do dziś dnia zapewnia ją, że TEN to ten ostatni;

Kocha swoją babcię, to jego ulubiona osoba na całym bożym świecie!

Babcie tak już mają, że ciągają wnuki do kościoła, takim oto sposobem Hudson wyrósł na katolika i choć rzadko porusza ten temat, to najprędzej by temu zaprzeczył. I okropnie zgrzeszył!

Dawniej często zastanawiał się, gdzie teraz jest jego matka, babcia wyrzuciła ją z domu 30 lat temu i od tamtej pory nie pokazała się w Berrylane. Hudson nosi jej nazwisko;

  
[Profil]
 
 
Berrylane


Wysłany: 2019-11-07, 19:02   
  
Berrylane



Akceptacja


Witamy na forum!
[Profil]
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ZAMKNIĘTY ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 5