menu


Poprzedni temat «» Następny temat
bez Ciebie wszystko mi jedno i czuję jakby mnie było pół
Autor Wiadomość
Vince Ellington


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od urodzenia


maluję, bawię dzieci na imprezach wszelakich

a Marcy mi tup-tup-tupta po głowie

Wysłany: 2019-11-05, 01:29   bez Ciebie wszystko mi jedno i czuję jakby mnie było pół
  
Vincent

  
Ellington

  

  

  

  

  


  
dream loud!

  
23 yo

  
175 cm

  


<3

#14

Vince zdecydowanie nie należał do ludzi o negatywnym podejściu do życia. Wręcz przeciwnie. We wszystkim szukał pozytywów. Wierzył, że z najgorszej nawet sytuacji potrafiłby znaleźć wyjście oraz światełko nawet w najciemniejszym tunelu. Jak każdy człowiek jednak miał jakieś swoje limity. A od kiedy przyjechał za Sienną do Salt Lake City, miał wrażenie, że z każdym mijającym tygodniem musi je przesuwać odrobinę dalej. Byleby jednak nie wybuchnąć. Coraz częściej zastanawiał się, co to w ogóle był za pomysł, by zapisał się do college'u. Praca w Starbucksie - mimo że początkowo wydawała mu się fajnym sposobem na poznanie nowych ludzi - okazywała się coraz większym niewypałem. Bo może nie był najlepszym kawiarzem świata. A ludzie niespecjalnie byli zadowoleni z jego entuzjastycznych powitań z samego rana. Poza tym nie miał jeszcze okazji jakoś zabrać się ponownie za swoje obrazy. No i Sienna...
To nie tak, że nie chciał jej wspierać. To nie tak, że nie chciał, by dobrze jej szło na studiach i poza nimi. To nie tak, że chciał ją mieć tylko i wyłącznie dla siebie. Naprawdę. A jednak czasem czuł się trochę zostawiony gdzieś z boku. Miał wrażenie, że zbyt często się po prostu mijają. Z jednej strony niby zdawał sobie sprawę od samego początku, że medycyna to nie przelewki. Że to już nie liceum i nie będą mieli dla siebie ze Sienną tyle czasu, nawet mieszkając pod jednym dachem. Ale może naiwnie liczył na odrobinę więcej? I dlatego wciąż starał się szukać jakichkolwiek okazji do spędzenia czasu wspólnie?
Dziś zrobił im makaron z kurczakiem i szpinakiem. Nie był żadnym wybitnym kucharzem. Wręcz przeciwnie nawet! Dopiero tutaj zaczął próbować swoich sił w gotowaniu. Jak na razie jednak to tylko to jedno - makaron - jakkolwiek mu wychodziło. Nie planował dla nich żadnych szaleństw. Parę razy już próbował Siennę wyciągnąć gdzieś wieczorem na miasto, ale zwykle była zbyt zmęczona albo nie trafiał w odpowiednie daty i musiała się uczyć. Dziś więc mieli po prostu zjeść wspólnie kolację i poprzytulać się na kanapie, oglądając jakiś fajny film lub nowy odcinek serialu. Nie przeszkadzałoby mu, gdyby przegadali całość. Nie przeszkadzałoby mu nawet, gdyby gdzieś pod koniec oboje by usnęli. Tylko tyle. Aż tyle.
Kończył właśnie smażyć pierś z kurczaka - całą resztę miał już właściwie gotową do wyłożenia na talerze - gdy Sienna wróciła. - Daj mi, Słońce, trzy minuty i... - urwał, bo obrócił głowę w jej stronę, by móc pocałować ją na powitanie i zobaczył jej minę. Nie musiała nic mówić. Wiedział, że już jadła. - Nie dostałaś mojej wiadomości? - zapytał jakoś sucho i pusto, wracając spojrzeniem do patelni. Był pewien, że nagrał się jej na skrzynkę głosową, mówiąc, że przyszykuje coś dla nich na wieczór.
_________________

    i can't accept we're growing older but i guess that's
    just the way it has to be, i wondered how you still
    remembered me
[Profil]
  MÓW MI: ejmi
MULTI: Oliver | Toby | Noelle | Marlene
 
sienna mayfield


Lives in
white flower valley

w Berrylane od dwunastu lat


wychowuje córkę w malej przyczepie bookera

i zastanawia się czy nie wrócić na studia

Wysłany: 2019-11-05, 21:47   
  
sienna

  
mayfield

  

  

  

  

  


  
You hide the truth behind your eyes honestly there's no need for you to hide

  
23 yo

  
162 cm

  





Nie skłamałaby mówiąc, że tego nie widziała. Możliwe, że potwierdziłaby tym samym tylko przekonanie Vince’a, że ostatnio jej głowę pochłaniało wszystko, tylko nie jej własny związek. Próbowała jednak odnaleźć się na studiach i pogodzić tamte obowiązki z pracą w taki sposób, by po powrocie do mieszkania nie zasypiać od razu kompletnie wykończona. Szczerze mówiąc zakładała, że i Vince czuł gdzieś to wszystko w międzyczasie na podobnym poziomie, bo przecież i on na głowie miał swoje rzeczy nagle. Nie sądziła więc, że mogłoby to nie pokrywać się zupełnie z tym, co myślał o ich wspólnym życiu Ellington. Możliwe, że częściej powinna pytać o to, jak przebiegał jego dzień, zamiast pozwalać mu na jakieś lakoniczne wypowiedzi.
To całkiem miłe, że się dla niej starał. Oczywiście, że to doceniała — no, może nieco lepiej wyszłoby jej to, gdyby tylko nie przegapiła jego wiadomości. A tak wróciła wreszcie, paskudnie zmęczona z nadzieją na szybki prysznic i wygodne łóżko. Nie był to wprawdzie scenariusz idealny na wspólny wieczór z chłopakiem, ale chyba musieli przywyknąć powolutku do tego, że wkradać zaczną się w ich związek niezbyt fajne przyzwyczajenia. Nic więc dziwnego, że gdy poczuła dość intensywne zapachy ściągnęła brwi lekko zaskoczona. Odrzuciła w przedpokoju swoją torebkę nawet nie przejmując się tym, czy aby na pewno trafiła na półkę z butami i pokierowała się w stronę kuchni. Jej zaskoczona mina musiała ją zdradzić — tym bardziej, że w pierwszej chwili desperacko próbowała odszukać w pamięci powód do jakiegokolwiek świętowania. Nie chciała aby okazało się, że po drodze o czymś zapomniała.
— Padł mi telefon, inaczej bym ci dała znać, że w sumie jadłam przed ostatnimi zajęciami i nie jestem głodna — wyjaśniła. Oczywiście, że czuła wyrzuty sumienia, że Vince starał się na marne. Miała jednak wrażenie, że zrozumie. Wprawdzie doskwierało jej potworne zmęczenie, ale mając na uwadze jego zaangażowanie byłaby w stanie posiedzieć z nim jeszcze chwilę. Nie znaczyło to jednak, że perspektywa oddalającego się od niej prysznica i wygodnego łóżka nie zabolała. — Możesz mi odłożyć na jutro — zaproponowała bardzo niewinnie i podeszła do niego, żeby pocałować go chociaż w policzek na powitanie. Szczególnie, że nie wyglądał na zadowolonego.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny / leonard / clyde / boyd / neal / dusty / bridy
 
Vince Ellington


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od urodzenia


maluję, bawię dzieci na imprezach wszelakich

a Marcy mi tup-tup-tupta po głowie

Wysłany: 2019-11-07, 23:53   
  
Vincent

  
Ellington

  

  

  

  

  


  
dream loud!

  
23 yo

  
175 cm

  


Vince miał za to wrażenie, że ma aż nadto wolnego czasu. Niby miał też swoją pracę i college, ale to drugie - w przeciwieństwie do studiów medycznych u Sienny - nie pochłaniało mu tak głowy i uwagi. Już zdążył olać kilka wykładów i przestać się na nich pojawiać. Miał też jakiś problem dogadać się z resztą swojej grupy - wszyscy wydawali mu się zbyt poważni do przyszłej pracy z dziećmi, więc naszły go poważne wątpliwości, czy w ogóle by się do tego nadawał. No i dodatkowo jeszcze ani razu od przyjazdu nie miał w rękach pędzla i farb, a szkicownik bardzo powoli wypełniał tylko nowymi bazgrołami, bo cokolwiek w nim zaczynał, bardzo szybko przestawało mu się podobać. Chociaż starał się o tym nie myśleć w ten sposób, wciąż szukał sobie zajęć gdzieś poza ich mieszkankiem i generalnie zdecydowanie nie zamierzał popadać w żaden marazm, to jednak prawda była taka, że to spędzanie czasu ze Sienną w ogóle go do tych wszystkich rzeczy motywowało. Wydawało mu się, że nie ma zbyt wygórowanych wymagań co do ich pobytu w Salt Lake City i, mimo że starał się tego Mayfield nie okazywać, to zdarzało mu się mieć do niej żal o to, że ich życie nie wygląda do końca tak, jak miał nadzieję, że będzie wyglądać. Dziś chyba miał dosyć milczenia...
- Myślałem, że zjemy razem - mruknął, mimo że właśnie mu wytłumaczyła skąd ta jej zaskoczona mina. - Następnym razem dam znać jakieś dwa dni wcześniej, że chciałbym zjeść kolację ze swoją dziewczyną - dodał, właściwie bardziej do siebie, niż do niej, mimo że nawet nie pokusił się o to, by ściszyć głos. Zwykle nie mówił takich rzeczy, a już szczególnie jej. Takich, które wiedział, że zabolą. Wolał sam przed sobą nawet nie myśleć w podobny sposób. Normalnie uśmiechnąłby się do niej, pochyliłby się do pocałunku i powiedziałby, że rozumie. Ale dziś... dziś to chyba nie był jego najlepszy dzień. - Pewnie - mruknął, wciąż nawet na Siennę nie patrząc i ignorując jej chęć pocałunku. Chociaż stracił apetyt i chęć dokończenia w ogóle posiłku, schował jeden, wyciągnięty wcześniej dla niej talerz i wyszukał zamiast niego pojemnik, w którym mogliby przechować makaron na jutro. - Pewnie jesteś zmęczona i śpiąca? - rzucił gdzieś w międzyczasie. Mimo że do tej pory to pytanie zawsze zadawał w sposób ciepły, troskliwy i współczujący, tym razem zabrzmiało jakoś inaczej. Jakby z wyrzutem. Jakby znał już na nie odpowiedź i ta - bardzo egoistycznie - mu się nie podobała.
_________________

    i can't accept we're growing older but i guess that's
    just the way it has to be, i wondered how you still
    remembered me
[Profil]
  MÓW MI: ejmi
MULTI: Oliver | Toby | Noelle | Marlene
 
sienna mayfield


Lives in
white flower valley

w Berrylane od dwunastu lat


wychowuje córkę w malej przyczepie bookera

i zastanawia się czy nie wrócić na studia

Wysłany: 2019-11-08, 00:17   
  
sienna

  
mayfield

  

  

  

  

  


  
You hide the truth behind your eyes honestly there's no need for you to hide

  
23 yo

  
162 cm

  


Mógł jej powiedzieć o tym wszystkim, co go gryzło. Może i poświęcała ich wolny czas na rzecz wszystkiego innego — pracy, studiów, czy nawet dłuższego snu — ale nie znaczyło to wcale, że nie chciała wiedzieć co u niego. Myślała, że on sam też jest niesamowicie zapracowany i zwyczajnie zmęczony, więc ich nowa codzienność to rzecz w pełni naturalna dla obu stron. Nie wpadła na to, że to tylko jej życie tak wyglądało i że tym bardziej doskwierało mu odsuwanie go na bok (chociaż i tego, no niestety, Sienna nie dostrzegała). Nikt jej nie powiedział jak dokładnie wygląda dorosłe życie, godzenie obowiązków i życia, więc to, co dostała na starcie brała za obraz w pełni naturalny.
A jednak coś najwidoczniej nie grało, bo Vince wydawał się nieco poddenerwowany. Nie wiedziała co jest tego powodem, nawet naiwnie założyła, że odpowiedź ukryta byłaby w tej nieodsłuchanej przez nią wiadomości. Chciała to jednak wyjaśnić, bo nie podobała jej się myśl, że miałaby pójść spać w momencie, w którym on ma jej coś za złe.
— Hej, to nie fair. Nie zachowuj się tak — poprosiła urażonym tonem. Wiedziała, że nawaliła, ale zdawała sobie też sprawę z tego, że takie rzeczy się po prostu zdarzały. Nie zrobiła tego specjalnie, gdyby miała wybierać tego dnia to oczywiście, że wybrałaby uczucie głodu o późniejszą kolację z Vincem. Nie wiedziała jednak o takiej możliwości. Przyglądała mu się, gdy chował talerz i westchnęła. — To głupie złościć się o jedną, nieudaną kolację — dorzuciła jeszcze. Miała nadzieję chyba, że przyzna jej rację i jeszcze spędzą ten wieczór w przyjemnej atmosferze. Bo naprawdę sądziła, że ich jedynym zmartwieniem był ten makaron, który zjedzą osobno. Dlatego podeszła nawet i przytuliła się do jego boku nie dopuszczając w ogóle do siebie możliwości, że może nie mieć ochoty teraz na to, by się kręciła przy nim i jakkolwiek go dotykała. — Trochę, ale możemy jeszcze porozmawiać — przyznała szczerze. Mogła skłamać, że wcale nie, ale może jeśli dotrze do niego, że też miała za sobą ciężki dzień to odpuści jej to obrażanie się? Po cichu właśnie na to liczyła.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny / leonard / clyde / boyd / neal / dusty / bridy
 
Vince Ellington


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od urodzenia


maluję, bawię dzieci na imprezach wszelakich

a Marcy mi tup-tup-tupta po głowie

Wysłany: 2019-11-08, 01:25   
  
Vincent

  
Ellington

  

  

  

  

  


  
dream loud!

  
23 yo

  
175 cm

  


Przyjechał tu dla niej. Obiecał, że spróbuje mimo wszystko - dla niej. Przełykał tęsknotę za rodziną i Berry - dla niej. Wciąż próbował znaleźć tu dla siebie miejscu, wciąż chciał być tu tak szczęśliwy, jak myślał, że była ona. Dla niej. Dla nich. Jak mógłby się przyznać do tego, że na razie zbyt dobrze mu to nie wychodziło? Jak mógłby tak szybko jej powiedzieć, że coś mu się tutaj nie podoba? Wolał zaciskać zęby, niż ją tym zranić. Bo obawiał się, że właśnie tym by się to skończyło. Obustronnym zranieniem. Bo żadne z nich nie chciałoby widzieć tego drugiego nieszczęśliwego.
Nieuchronne było jednak to, że w końcu pęknie. Wystarczył tylko jeden gorszy dzień... i ten głupi makaron, który najchętniej wyrzuciłby prosto do śmietnika. Nie miał ochoty na niego patrzeć, ani go ruszać, a co dopiero jeszcze jeść samemu.
- Tak, czyli jak? Jak chłopak, który chciał zjeść wspólną kolację ze swoją dziewczyną? - odpowiedział, ignorując wyraźną prośbę w jej głosie. Nawet nie zastanawiał się nad tym, co mówi. Był zbyt zdenerwowany, a jej wyraźne zignorowanie problemu - w tej chwili dla niego bardzo poważnego - i próba złagodzenia sytuacji tylko dolewała oliwy do ognia. - No to wybrałaś sobie bardzo głupiego chłopaka - mruknął, brzmiąc na bardziej urażonego, niż zranionego. W środku go jednak zakuła myśl, że Sienna nie podchodziła do ich związku tak poważnie, jak on. W głowie - jak zwykle w takich nietypowych dla niego chwilach złości - wszystko odbierał bardzo personalnie i wyolbrzymiał nawet największy problem. Nic dziwnego, że nieudana kolacja nagle urosła w jego myślach i sercu do takiego rozmiaru, jakby podsumowywała cały ich związek tutaj, w Salt Lake City. Mimo że przecież to nie tak, że cały czas się tak mijali. Mimo że przecież mieli też za sobą sto razy lepsze dni. - Możesz? Wolałbym nas jednak nie poparzyć - odezwał się twardo, pusto, stając nagle sztywno z patelnią w ręce, gdy zdecydowała się go przytulić. Mimo że z łatwością mógł odstawić gorące naczynie, a nawet bez problemu nałożyć sobie cały posiłek na talerz, nie chciał teraz jej dotyku. Tak, on - Vince Ellington, który bez takiej bliskości usychał gdzieś od środka i nie potrafił się bez niej obejść - odrzucał nawet jej przytulenie. Bo miał wrażenie, że robiła to tylko, by go udobruchać i z czystym sumieniem pójść spać, kiedy on resztę wieczoru spędzi sam... a to bolało za mocno. - MOŻEMY porozmawiać! - zakrzyknął może odrobinę za głośno. - Dobrze, że nam pozwalasz. Po to też powinienem się odpowiednio wcześniej zgłaszać? - dodał jeszcze szybko, z wyraźnym sarkazmem i złośliwością. Powinien pomyśleć o tym, że była zmęczona, że również się starała, że jej może nawet było ciężej od niego... Powinien - tak, jak zawsze do tej pory - ale sam widok makaronu i perspektywa zjedzenia go bez niej doprowadzały go do szewskiej pasji. Może naprawdę byłoby lepiej, gdyby go wyrzucił...
_________________

    i can't accept we're growing older but i guess that's
    just the way it has to be, i wondered how you still
    remembered me
[Profil]
  MÓW MI: ejmi
MULTI: Oliver | Toby | Noelle | Marlene
 
sienna mayfield


Lives in
white flower valley

w Berrylane od dwunastu lat


wychowuje córkę w malej przyczepie bookera

i zastanawia się czy nie wrócić na studia

Wysłany: 2019-11-08, 08:44   
  
sienna

  
mayfield

  

  

  

  

  


  
You hide the truth behind your eyes honestly there's no need for you to hide

  
23 yo

  
162 cm

  


Jaki sens był w ukrywaniu tego, co czuje skoro — jak widać — przychodził moment, kiedy już nie potrafił? Doceniała starania i naprawdę szczęśliwa była, że w ogóle przyjechał, bo do niedawna żyła w niej realna obawa, że tamta rozmowa przy obrazach była wyznacznikiem ich końca. Dlatego wolałaby mimo wszystko, gdyby nie myślał w tej chwili o niej. Szczególnie, że (jak doskonale sobie zdawał sprawę) Sienna nie była domyślna. Większość rzeczy należało jej przedstawić wprost.
Zrobiła zaskoczoną minę, bo naprawdę wierzyła, że uda im się tę sprzeczkę załagodzić zanim jeszcze przerodzi się w większą kłótnię. — Przepraszam, że nie mam dla ciebie tyle czasu, ile chciałbyś żebym miała. Myślisz, że mi z tym dobrze? — mruknęła zaraz potem lekko urażonym tonem. Przepraszała go szczerze, naprawdę w jednej chwili sprawił, że czuła się naprawdę podle. Nie chciała przecież, żeby w którymkolwiek momencie Vince poczuł się jakoś przez nią pomijany. — Vince, nie zachowuj się tak — mruknęła lekko rozgoryczona. Wszystkie jej słowa odbierał nie w ten sposób, w który powinien. Dlatego nic dziwnego, że Mayfield zaczęła zastanawiać się ile było sensu w tym, żeby starać się go jakoś udobruchać. Prawdopodobnie niewiele, lepiej było przeczekać aż zdenerwowanie Vince’a zniknie. Może wtedy wyjawi jej rzeczywisty problem, bo mimo wszystko nie sądziła, by ten nieszczęsny makaron go tak z równowagi wyprowadził.
Zesztywniałą odrobinę słysząc jego słowa. — Pewnie — dorzuciła jedynie i natychmiast zabrała ręce odsuwając się od niego. W tej chwili i tak straciła ochotę na to, by jakkolwiek się do niego przytulać. Nie miała pojęcia czym sobie zasłużyła na taką scenę, ale postanowiła odpuścić. Czegokolwiek w tej chwili Sienna nie powiedziała i tak prawdopodobnie nie uda im się dogadać. Vince nie chciał współpracować. Ona nie zamierzała go prosić, póki nie wyjaśni jej skąd ten jego nagły wybuch. Za brak czasu już zdążyła go przeprosić, ale nie chciała słów skruchy rzucać w ciemno, bo i tak nie miałyby sensu. Pierwszy raz zachowywał się jak dupek a Sienna naprawdę nie potrafiła sobie z tym poradzić. Dlatego postanowiła spasować. Postanowienie o tym, że nie zaśnie pokłócona było teraz zupełnie nieistotne. — Chociaż jednak nie, jednak nie możemy. Straciłam ochotę na to, by z tobą rozmawiać — poinformowała się. Nie przeszkadzało jej to, że brzmiała na zranioną. Jak mogłaby nie, skoro od jakiegoś cholernego makaronu doszli do etapu, gdy podnosił na nią głos, a ona zupełnie nie rozumiała o co mu chodzi. Odwróciła się zaraz potem do niego plecami i ruszyła w stronę sypialni. Trochę jej się ręce trzęsły i płakać jej się chciało z frustracji, więc musiała zająć się czymkolwiek, żeby się uspokoić.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny / leonard / clyde / boyd / neal / dusty / bridy
 
Vince Ellington


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od urodzenia


maluję, bawię dzieci na imprezach wszelakich

a Marcy mi tup-tup-tupta po głowie

Wysłany: 2019-11-08, 14:53   
  
Vincent

  
Ellington

  

  

  

  

  


  
dream loud!

  
23 yo

  
175 cm

  


Vince wierzył, że w końcu jego zła passa tutaj się obróci. Naprawdę chciał być szczęśliwy nie tylko dlatego, że jest blisko niej, ale również z tego, gdzie jest, jakie to miasto daje szanse im oboje, co mogą tu robić i kogo jeszcze poznać. Źle mu było z tym, że bez niej przy boku jakoś kiepsko mu idzie znalezienie sobie tutaj miejsca i że nawet ich wspólne mieszkanie wydaje mu się jakieś obce, gdy jej nie ma w nim razem z nim. Nie chciał jej jednak niepotrzebnie martwić, skoro miał jeszcze sporą nadzieję, że to wszystko się jeszcze zmieni. Nie chciał jej niepokoić, kiedy nie wykorzystał jeszcze wszystkich opcji i możliwości. Może powinien pomyśleć o tym, że w końcu sam nie da rady, że będzie tak pękał... ale nie chciał brać tego pod uwagę, dopóki się to nie działo. A jak już się działo, to był zbyt zły i zgryźliwy, by wziąć pod uwagę, że to wszystko właściwie jego wina.
- Nie wiem, ty mi powiedz. Bo mam wrażenie, że chyba tylko ja tu się jeszcze staram, byśmy nie mijali się gdzieś na korytarzu i tylko sypiali obok siebie w jednym łóżku - stwierdził na głos zupełnie niesprawiedliwie. Bo przecież to nie tak... A jednak w tej chwili ten makaron, perspektywa samotnej kolacji i wszystkie inne nieudane próby spędzenia z nią wolnego czasu, a nawet zaproszenia ją gdzieś na randkę - tak mu zasłoniły obraz przed oczami, że nie widział nic poza tym. - Tak, czyli jak? - mruknął zniecierpliwiony. - Wolisz Vince'a - głupkowatego, kochanego śmieszka? Sprawdź telefon, może jeszcze się gdzieś tam chowa razem z nieodsłuchaną wiadomością - dodał od razu. Zachowywał się jeszcze gorzej, niż dziecko, które nie dostało upragnionej zabawki, ale miał to w tej chwili gdzieś. Nawet się nad tym nie zastanowił.
Gdy się odsunęła, od razu zabrał się za nałożenie sobie (i jej do pojemnika, na jutro) kolacji. Wciąż uparcie nawet na nią nie patrzył. Jakby gdzieś podświadomie dobrze wiedział, że wystarczyłoby tylko jedno spojrzenie na jej wyraźnie zranioną twarz, by całą kłótnie uznał za zupełnie niepotrzebną i głupią. Jakby gdzieś z tyłu głowy zdawał sobie sprawę, że tak naprawdę nie ugrywa w ten sposób zupełnie nic i tylko sprawia ból jej i samemu sobie przy okazji również. Odwrócił się więc i zerknął w jej stronę dopiero, gdy usłyszał jak odchodzi, gdy przed oczami miał tylko jej plecy. - Pewnie, idź sobie! W końcu dla mnie to już nic nowego, spędzić wieczór samotnie! - rzucił jeszcze za nią podniesionym głosem i zamiast ruszyć z tym swoim makaronem do stołu i tam zjeść jak człowiek, to zostawił swój talerz z posiłkiem na blacie kuchennym i - znów obracając się do niej plecami - pochylił się nad nim z widelcem. Mimo że w ogóle już nie miał apetytu, by go nawet ruszyć...
_________________

    i can't accept we're growing older but i guess that's
    just the way it has to be, i wondered how you still
    remembered me
[Profil]
  MÓW MI: ejmi
MULTI: Oliver | Toby | Noelle | Marlene
 
sienna mayfield


Lives in
white flower valley

w Berrylane od dwunastu lat


wychowuje córkę w malej przyczepie bookera

i zastanawia się czy nie wrócić na studia

Wysłany: 2019-11-08, 15:45   
  
sienna

  
mayfield

  

  

  

  

  


  
You hide the truth behind your eyes honestly there's no need for you to hide

  
23 yo

  
162 cm

  


Kolejny wyrzut, którego się nie spodziewała. Dotychczas Vince wydawał się całkiem spokojny i wyrozumiały — nie marudził, gdy późno wracała i nie robił jej wyrzutów Utwierdzał ją za to w przekonaniu, że tak świetnie trafiła. Teraz jednak zasypywał ją taką lawiną pretensji, że Sienna nie bardzo umiała się przed tym obronić, bo zupełnie nie spodziewała się, ze tyle żalu może do niej chować.
— Mogłeś powiedzieć mi wcześniej, że jestem beznadziejną dziewczyną — mruknęła w międzyczasie. Sienna nienawidziła się kłócić, bardzo rzadko wybuchała i nigdy nie robiła nikomu wyrzutów, więc naturalnie przyjmowała te ciosy i jedynie cicho na nie odpowiadała, zamiast powiedzieć mu wprost, że zachowywał się w stosunku do niej bardzo nie fair. To nie jej wina, że ledwo udawało jej się łączyć wszystkie nowe obowiązki — nie mogła zrezygnować z żadnej z nich, więc faktycznie, mogło się to odbijać trochę na stronie, która miała ją zrozumieć. Naprawdę sądziła, że Vince ją będzie wspierał. — Wolę Vince’a, który nie zachowuje się jak kretyn i chce ze mną porozmawiać — odpowiedziała, bo już nie mogła znieść jego paskudnych komentarz, sarkazmu i humorków. Nie miała pojęcia co go ugryzło, ale na pewno nie chciała go oglądać w tym stanie. Trochę obawiała się, że lada chwila padnie więcej słów, które zepsują wszystko.
Była już w ich sypialni, gdy usłyszała jego słowa. Odwróciła się nawet z zamiarem odpowiedzenia na jego słowa, ale w ostatniej chwili sobie odpuściła. Zamiast tego podeszła do drzwi, które prowadziły do najmniejszego z pomieszczeń i zatrzasnęła je natychmiast. Mało ją obchodziło, że było późno i nie wypadało hałasować, że takie trzaskanie było dziecinne i nierozsądne. Nie chciała z nim rozmawiać, chciała świętego spokoju. Usiadła zaraz potem na podłodze starając się uspokoić trochę, bo jednak ręce jej się trzęsły, a serce tłukło niesamowicie. Pierwszy raz miała ochotę na to, by jednak mu coś odpowiedzieć i może nawet postarać się odciąć tak, by i jego przy okazji zranić. Miała jednak wystarczająco rozsądku by uznać to za głupie. Dlatego usiadła przy szafie, przetarła zaszklone oczy, bo wcale nie chciała płakać z powodu tego wszystkiego, i zaczęła wybierać z szuflady na dole jakieś rzeczy, które mogła jutro ubrać na uczelnię. Cokolwiek, byleby tylko się zająć. Bo nie chciała stąd jeszcze wychodzić nigdzie, dlatego potrzebowała zajęcia.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny / leonard / clyde / boyd / neal / dusty / bridy
 
Vince Ellington


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od urodzenia


maluję, bawię dzieci na imprezach wszelakich

a Marcy mi tup-tup-tupta po głowie

Wysłany: 2019-11-09, 01:43   
  
Vincent

  
Ellington

  

  

  

  

  


  
dream loud!

  
23 yo

  
175 cm

  


Wzdrygnął się, słysząc trzaśnięcie drzwiami, a zaraz potem rzucił widelec na talerz, z którego właściwie prawie nie ruszył posiłku. To, co zdążył sobie wpakować do ust, teraz pęczniało mu na języku i nawet nie dawało się dobrze przełknąć. Uparcie przeżuwał jednak ten jeden kęs, jakby to, czy zje czy nie zje chociaż tyle, miało cokolwiek znaczyć. Jakby miało cokolwiek zmienić. Tylko, że nie zmieniło. Odsunął od siebie pełen talerz i obrócił się, by spojrzeć na zamknięte drzwi ich sypialni. Wciąż był zły, ale tak naprawdę, tak w środku, nie mógł się na Siennę wściekać za to, że postanowiła się wymiksować z całej sytuacji. Gdyby nie zrobiła tego ona, w końcu on by wyszedł, tylko tak całkiem, drzwiami wejściowymi mieszkania, mimo że właściwie nie wiedział, gdzie miałby się wtedy podziać. Już zaczynał żałować tego, co jej nagadał. Nie powinien. Nie w ten sposób. Zdawał sobie jednak sprawę, że próba załagodzenia sytuacji teraz mogła tylko jeszcze bardziej ich skłócić. Nie tylko dlatego, że Sienna - jak sama mu już zresztą powiedziała - nie chciała go już dzisiaj słuchać, ale też dlatego, że on nie byłby w stanie powiedzieć nic właściwego. Wciąż czuł do niej żal, mimo że tak na prawdę nie zrobiła niczego złego. Nie jej wina, że telefon jej padł i nie odsłuchała wiadomości... Mimo że właściwie powinna tego pilnować, nie uwierzyłby, że na uczelni nie było dostępnych kontaktów, skąd mogłaby zapożyczyć trochę prądu. Nie jej wina, że nie była głodna... Mimo że właściwie chciałby wierzyć, że i jej brakowało ich wspólnie spędzonego czasu i wspólnych posiłków, ale najwyraźniej tylko on to odczuwał. Nie jej wina też, że była zmęczona i chciała się położyć spać... Mimo że...
No, to nie była zdecydowanie odpowiednia chwila na próby rozmowy ze Sienną.
Gdy stanął przed drzwiami ich sypialni, minęła już dobra godzina od chwili, gdy Mayfield się w niej zamknęła. Vince liczył na to, że już spała, mimo że sam zajął się w tym czasie porządkami w kuchni i pewnie trochę przy tym chcąc nie chcąc pohałasował. Nie złośliwie. Po prostu musiał się czymś zająć. Pozbyć się z linii wzroku tego cholernego makaronu. W końcu część z niego przełożył do paru pojemników i schował w lodówce - może jutro będzie mu jakoś łatwiej na niego patrzeć - a resztę po prostu wyrzucił, mimo że marnowania jedzenia nie lubił. Gdy uchylił drzwi, szybko zorientował się, że Sienna wcale nie spała. - Przyszedłem tylko po poduszkę - rzucił jakoś głucho w przestrzeń, wchodząc do środka i kierując się do ich łóżka. Wcale nie uśmiechało mu się spanie na kanapie, ale może tak będzie lepiej dzisiaj dla nich obojga.
_________________

    i can't accept we're growing older but i guess that's
    just the way it has to be, i wondered how you still
    remembered me
[Profil]
  MÓW MI: ejmi
MULTI: Oliver | Toby | Noelle | Marlene
 
sienna mayfield


Lives in
white flower valley

w Berrylane od dwunastu lat


wychowuje córkę w malej przyczepie bookera

i zastanawia się czy nie wrócić na studia

Wysłany: 2019-11-11, 20:40   
  
sienna

  
mayfield

  

  

  

  

  


  
You hide the truth behind your eyes honestly there's no need for you to hide

  
23 yo

  
162 cm

  


Może i zachowywała się nieco nieracjonalnie w tej chwili, ale nie zamierzała się nigdzie z tej sypialni ruszać chwilowo. Była skłonna odpuścić sobie prysznic i wstać nieco wcześniej, niż powinna tylko po to, żeby nie musieć mijać go gdzieś w salonie. Wydawał jej się dziś na tyle zdenerwowany i sfrustrowany, że nie zdziwiłaby się, gdyby podchwycił jakąkolwiek okazję ku temu, żeby pociągnąć ich kłótnię dalej. Dlatego zdecydowała się zaszyć tutaj i nie wychodzić nigdzie niepotrzebnie. Położyła się więc do łóżka, chociaż doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że ciężko będzie jej zasnąć. Jak niby miało jej się to udać?
Po trzydziestominutowym kręceniu się na łóżku bez celu sięgnęła wreszcie po telefon. Potrzebowała zmęczyć czymkolwiek oczy, bo tylko w tym widziała nadzieję na jakiekolwiek ich zamknięcie tej nocy. Właśnie to robiła, gdy Vince wszedł do sypialni. Mimowolnie zerknęła w jego stronę, z lekką nadzieją, że przyszedł załagodzić sytuację. Jej naiwność wydała jej się nieco żałosna już w momencie, w którym się odezwał. Nie odpowiedziała więc zupełnie nic, tylko wróciła wzrokiem do telefonu, chociaż nie mogła skupić się teraz na tekście, który czytała przed sekundą. Dopiero, gdy odwrócił się do niej plecami odważyła się znowu zawiesić wzrok na jego oddalających się plecach. Chciała mu w tej chwili powiedzieć, że ta kanapa nie jest wcale wygodna i że zmarznie najprawdopodobniej niesamowicie i lepiej, gdyby z szafy odgrzebał koc, który podarowała jej mama. Nie zrobiła tego jednak. Nie w akcie zemsty, ale z realnej obawy, że jego zły nastrój wcale nie odszedł jeszcze w zapomnienie, więc zarzuciłby jej jeszcze nagłe przejmowanie się nim lub cokolwiek innego. Dlatego wolała nie dodawać nic więcej — zasłużył także na to, by trzymała się jeszcze przez chwilę swojego postanowienia o tym, że wcale nie chce z nim jeszcze rozmawiać.
Nie wiedziała w którym momencie zasnęła, ale gdy się obudziła w pomieszczeniu panował prawie zupełny mrok. Vince kręcił się jednak ponownie po sypialni, prawdopodobnie z telefonem w ręku. Najwidoczniej starał się nie obudzić Sienny, ale niestety — i tak nie mogła zasnąć na dłużej, co chwila się budziła. — Co ty robisz? — zapytała lekko zagubiona. Dopiero gdy się odezwała przypomniała sobie, że miała trzymać się swojego postanowienia nieco dłużej. Była jednak już wystarczająco zmęczona, a on trochę jednak hałasował.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny / leonard / clyde / boyd / neal / dusty / bridy
 
Vince Ellington


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od urodzenia


maluję, bawię dzieci na imprezach wszelakich

a Marcy mi tup-tup-tupta po głowie

Wysłany: 2019-11-13, 19:04   
  
Vincent

  
Ellington

  

  

  

  

  


  
dream loud!

  
23 yo

  
175 cm

  


Nie mógł zasnąć. Poduszka niewiele zmieniała. Zresztą nie chodziło tylko o to, że kanapa nie była zbyt wygodna do takiego spania. Wystarczała sama świadomość, że Sienna nawet nie chciała na niego patrzeć, gdy wszedł na chwilę do ich sypialni... Przewracał się z boku na bok, ale nawet najwygodniejsza pozycja nie była w stanie go wystarczająco utulić do snu. Próbował zmęczyć wzrok czytaniem książki, ale tak naprawdę łapał się tylko na tym, że po dziesięć razy czytał to samo zdanie i nadal nic z niego nie wiedział. Włączył też na chwilę telewizor na ledwo słyszalnej głośności, by zmulić się bardziej przy jakimś głupim paradokumencie, ale w końcu dochodził tylko do wniosku, że sam jest jeszcze gorszy niż jego bohaterowie. W końcu doszedł również chłód, którego już dłużej nie mógł ignorować.
Było już sporo po północy, gdy zwlókł się z kanapy i ruszył po raz drugi do ich sypialni. Po koc. Co prawda wątpił, by jakkolwiek mu pomógł zasnąć, ale przynajmniej nie zamarzłby do rana. Starał się być jak najciszej, by nie obudzić Sienny, ale nieduża wielkość pomieszczenia szybko dała mu się we znaki. Pomimo podświetlania sobie drogi telefonem (ekranem, bo bał się, że światło latarki będzie za mocne), już po paru krokach uderzył się małym palcem u nogi w ramę łóżka. Od razu zaciśniętą pięść przytknął do ust, by przypadkiem nie wydać przy tym jakiegoś dźwięku, ale wręcz odruchowe - Aaau - było silniejsze od niego. Ciche "au", ale najwyraźniej wystarczające, by obudzić Siennę.
- Nic... Przyszedłem po koc - odpowiedział jej w pierwszej chwili szeptem. - Przepraszam, Słońce. Nie chciałem cię obudzić. Wracaj spać - dodał miękko i troskliwie, robiąc jeszcze krok w stronę szafy. - Zaraz mnie tu nie ma - dorzucił jeszcze szybko. Nie brzmiał już na ani trochę sfrustrowanego. Zdenerwowanie odpuściło, zostawiając bardzo dużo miejsca wyrzutom sumienia, które to tak naprawdę nie pozwalały mu dzisiejszej nocy zasnąć. Zasłużył sobie, by spędzić ją na kanapie.
_________________

    i can't accept we're growing older but i guess that's
    just the way it has to be, i wondered how you still
    remembered me
[Profil]
  MÓW MI: ejmi
MULTI: Oliver | Toby | Noelle | Marlene
 
sienna mayfield


Lives in
white flower valley

w Berrylane od dwunastu lat


wychowuje córkę w malej przyczepie bookera

i zastanawia się czy nie wrócić na studia

Wysłany: 2019-11-13, 22:29   
  
sienna

  
mayfield

  

  

  

  

  


  
You hide the truth behind your eyes honestly there's no need for you to hide

  
23 yo

  
162 cm

  


Ton jego głosu wyraźnie ją zaskoczył. Jej samej złość zdążyła już przejść, nawet pozbyła się już towarzyszącego jej cały wieczór uczucia rozczarowania. Nie miała tym samym żadnej wprawy (na szczęście) w większych, poważniejszych kłótniach z Vincem, szczególnie, gdy zamknięci pozostawali w jednym mieszkaniu, dlatego nie wiedziała ile minie nim i on puści to wszystko w niepamięć. Jego słowa okazały się więc miłym dla niej zaskoczeniem — sprawiły, że mogła odetchnąć wreszcie. Chciała żeby wszystko wróciło do normy, ale zdawała sobie sprawę także z tego, że aby próba była udana Vince musi ochłonąć.
Podniosła się więc do pozycji siedzącej i włączyła małą lampkę, którą ustawioną miała na nocnej szafce. W pomieszczeniu zrobiło się nieco jaśniej, więc widziała w tym momencie twarz mężczyzny nieco wyraźniej. Wzruszyła lekko ramionami na jego słowa, bo nawet jeśli spała w momencie, w którym akurat przyszedł wcale to nie znaczyło, że wszystko gra i lada chwila może odpłynąć znowu. — I tak nie mogę spać — przyznała więc bardzo swobodnie. Nie chciała by doszukał się w tym jakiegokolwiek oskarżenia. Nie chciała mu nic wyrzucać, ani się kłócić dalej. Chciała jedynie przeskoczyć nagle do etapu, kiedy wszystko gra już. Byli najwidoczniej n dobrej drodze, skoro Vince’owe Słońce wróciło. Nie chciała więc, żeby wracał na kanapę i marzł niepotrzebnie. Nie musiał przecież przesypiać tam nocy i gwarantować sobie pewnie paskudny ból pleców następnego dnia. — Daj spokój, Vince. Śpij tutaj, ze mną — poprosiła więc i nawet odchyliła trochę kołdrę dając mu do zrozumienia, że może zapomnieć o kocu i niewygodnej kanapie. Mogli też nie rozmawiać o ich wcześniejszej kłótni chwilowo. Wrócą do tego później, na spokojnie. Nadal ją gryzło przecież, że czuł się przez nią ignorowany. Nie wiedziała jak pogodzić wszystko tak, by spędzać z nim więcej czasu, ale jakoś sobie z tym poradzi jeszcze. Na pewno nie chciałaby znowu przechodzić przez podobna falę wyrzutów.
— Albo możemy poleżeć i włączymy film — zaproponowała pojednawczo. Spać i tak jej się nie chciało, więc próbowała odgrzebać teraz sposoby na to, by jakoś sytuację do końca opanować. Miała więc nadzieje, że jej nie odrzuci jednak i nie wybierze niewygodnej kanapy, w ramach jakiś głupich zasad. Na pewno byłoby jej wtedy podwójnie przykro.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny / leonard / clyde / boyd / neal / dusty / bridy
 
Vince Ellington


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od urodzenia


maluję, bawię dzieci na imprezach wszelakich

a Marcy mi tup-tup-tupta po głowie

Wysłany: 2019-11-15, 07:50   
  
Vincent

  
Ellington

  

  

  

  

  


  
dream loud!

  
23 yo

  
175 cm

  


Vince nie potrafił się długo kłócić nie tylko ze Sienną, ale też w ogóle. Nagłe popsucie atmosfery, niewyjaśnione do końca sytuacje i niepewność dalszej relacji zawsze - prędzej niż później - w końcu dawało mu się mocno we znaki. Gdyby nie był właśnie środek nocy, przyszedłby do niej już dobrą godzinę czy dwie temu - kiedy już sam ochłonął wystarczająco - by załagodzić sprawę i upewnić się, że wszystko znów między nimi będzie grało. I chociaż wiedział, że Sienna także nie była osobą konfliktową i że również wolałaby sytuację jak najszybciej ustabilizować, niż brnąć bezsensownie w dalsze kłótnie... to jednak poczuł ulgę, nie słysząc w tonie jej głosu ani krztyny oskarżenia czy wyrzutów. Jednocześnie poczuł się jeszcze bardziej winny jej dzisiejszych problemów ze snem. I zresztą nie tylko nich. Nie zapytał więc "dlaczego", mimo że to słowo w jakichkolwiek innych warunkach prawie automatycznie wydobyłoby się z jego ust. W końcu wiedział, dlaczego.
Zastygł na krótką chwilę przed otwartą szafą, słysząc prośbę Sienny. Serce zastukało mu nieco szybciej, jakby już się do niej wyrywało. Lekki uśmiech ulgi pojawił się na jego twarzy. Nawet umysł podpowiadał mu, że to lepszy pomysł, niż spędzenie reszty (i tak nieprzespanej) nocy oddzielnie, a potem rozejście się rano do pozadomowych obowiązków, bez czasu na jakąkolwiek rozmowę. To by dopiero był beznadziejny dzień! Nie zastanawiał się więc dłużej, niż sekunda czy dwie. Zamknął szafę, podszedł do łóżka, telefon zgasił, zostawiając go na szafce nocnej i usiadł po turecku w miejscu, które zrobiła dla niego Sienna. Jego poduszka została na kanapie, ale nie chciał się teraz po nią wracać, jakby jakiś czar miał prysnąć, gdy tylko wyjdzie z sypialni. Spojrzenie skierował prosto na Mayfield. - Film brzmi dobrze - przyznał w międzyczasie, bo właściwie nie był pewien, czy po tym wszystkim uda mu się zasnąć, nawet jeśli po prostu się pogodzą. - Ale najpierw... Słońce, przepraszam - odezwał się łagodnie i trochę niepewnie sięgnął po jej dłoń. Co prawda przyjęła go z powrotem na łóżko, ale to nie znaczyło, że musiała chcieć, by jakkolwiek ją dotykał. - Nie jesteś beznadziejną dziewczyną i wiem, że starasz się jak możesz wszystko ze sobą pogodzić. Czasem po prostu... Wychodzi ze mnie kretyn - westchnął ciężko. Nie był typem osoby, która kłóci się o bzdury bez jakiegoś głębszego powodu. Chociaż jego złość o ten nieszczęsny makaron, którego nie zjedli razem, tylko z pozoru wydawała się błaha, to jednak już nie chciał do niej wracać. Przesadził. Powinien się cieszyć z tego czasu, który udawało im się - pomimo innych obowiązków - razem spędzać, a nie żądać więcej. Najwyraźniej tak wyglądało dorosłe życie i musiał się z tym pogodzić.
_________________

    i can't accept we're growing older but i guess that's
    just the way it has to be, i wondered how you still
    remembered me
[Profil]
  MÓW MI: ejmi
MULTI: Oliver | Toby | Noelle | Marlene
 
sienna mayfield


Lives in
white flower valley

w Berrylane od dwunastu lat


wychowuje córkę w malej przyczepie bookera

i zastanawia się czy nie wrócić na studia

Wysłany: 2019-11-15, 09:08   
  
sienna

  
mayfield

  

  

  

  

  


  
You hide the truth behind your eyes honestly there's no need for you to hide

  
23 yo

  
162 cm

  


Przesunęła się nieznacznie nie tyle po to, by zrobić mu więcej miejsca, co mieć pewność, że gdy wreszcie usiądzie na materacu to znajdzie się wystarczająco blisko. Mogła sobie na to pozwolić, gdy nabrała pewności, że i Vince miał dosyć tego wszystkiego, co się dzisiaj wydarzyło i z chęcią przeszedłby już do etapu, kiedy potrafili ze sobą rozmawiać. Oczywiście nie odejdzie to tak zupełnie natychmiast, dopóki o tym nie porozmawiają na spokojnie, ale miło było wiedzieć, że zmierzało to wszystko właśnie w tę stronę. Poprawiła swoją poduszkę, żeby było jej wygodniej i przesunęła ją tak, by w razie czego też mógł się na niej zmieścić. Nie wymagała od niego, by szedł do salonu po swoją, poradzą sobie. Szczególnie, że oddała mu też swojego ulubionego, kolorowego jaśka, z którym pewnie zawsze zasypiała.
Ścisnęła lekko dłoń chłopaka, gdy się odezwał. Zrobił to wystarczająco niepewnie, by zrozumiała, że obawiał się chyba nadal jej reakcji. Zupełnie niepotrzebnie, Sienna nie miałą mu tego za złe prawie wcale. Leżąc tutaj starała się zrozumieć jego punkt widzenia, więc tym bardziej nie istniał powó∂ dla którego miałaby go od siebie odsunąć jakoś. — Jest okej. Ja sama też nawaliłam — przyznała. Bez powodu nie czułby się odsunięty na bok, prawda? Nie widziała tego wcześniej, święcie przekonana, że Vince także jest zajęty swoim życiem do tego stopnia, że nawet nie zauważa tego, jak bardzo ich wspólnie spędzany czas się ograniczył. Mimo to nie miała go na pewno za kretyna, więc uśmiechnęła się lekko, gdy to powiedział i pokręciła głową. Sięgnęła też dłonią do twarzy mężczyzny, by przeczesać mu palcami włosy. — Po prostu następnym razem mi to powiedz, dobrze? W sensie jak znowu coś będzie nie tak to po prostu o tym porozmawiamy, bo studia na pewno nie są ważniejsze od ciebie, wiesz o tym, prawda? — zapytała jeszcze zerkając na niego. Nie musiał o tym wiedzieć, przecież zostawiła go w Berrylane na rzecz wyjazdu. Dała więc odczuć mu inaczej to znaczy, ale teraz o niebo lepiej szło jej wartościowanie rzeczy. Dlatego chciała mieć pewność, że już to wie. Że tym razem postąpiłaby inaczej. I gdyby nie fakt, że miał więcej rozsądku od niej to wcale nie mieliby się teraz o co kłócić, bo dalej siedziałaby tutaj ze złamanym sercem.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: aneczka
MULTI: dagny / leonard / clyde / boyd / neal / dusty / bridy
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,1 sekundy. Zapytań do SQL: 5