menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#2 To nie jest kompot dziadka
Autor Wiadomość
Erlantz B. Lanaghan


Wysłany: 2019-11-16, 01:08   #2 To nie jest kompot dziadka
  


#3 + styl (bez pieska, jak coś :( )

Życie w samotności miało swoje plusy i minusy. Było ciężko, to na pewno. Czasami nawet on, a może zwłaszcza on, tęsknił po prostu za kimś, kto byłby blisko. Nie musiał nawet nic gadać, nic robić, po prostu być. Jednak jak się nad tym tylko zaczynał zastanawiać, to wiedział dobrze, że nic by i tak z tego wyjść nie mogło, bo po prostu… Nie. Tak było lepiej dla wszystkich innych, a dla niego… Samotność była jego karą, na którą zasłużył. Nie było sensu, żeby komuś jeszcze niszczył życie swoją obecnością. Dlatego jakoś brał na klatę te minusy samotności i starał się cieszyć z pozytywów. Nie musiał martwić się na przykład o to, że w salonie stała pod ścianą kolekcja pustych butelek. Nie musiał też martwić się o to, że zrzucił ręcznik w łazience i nie pozmywał naczyń. Co prawda takie rzeczy rzadko mu się zdarzało, bo raczej było mu bliżej do pedanta niż do bałaganiarza, ale czasami po prostu tak wychodziło. Nikomu nie musiał też tłumaczyć się z tego, że jego lodówka świeciła pustkami, a w jego jadłospisie nie było żadnej zieleniny ani w ogóle jakichkolwiek zdrowych składników.
Dziś był jeden z takich dni, gdy w jego kuchni trudno było znaleźć cokolwiek. Zjadł na kolację ostatnią zupkę z paczki i miał w lodówce tylko dwie butelki burbona i lód w zamrażalniku. W zlewie stały brudne naczynia i zostały mu może ze dwie czyste szklanki, więc jedną z nich złapał i zrobił sobie porannego drinka po bieganiu. Włosy miał jeszcze mokre, dopiero co się wykąpał i ubrał. Łaził w skarpetkach nie do pary, a mokry ręcznik rzucił na pierwsze lepsze krzesło, nie bardzo przejmując się tym, że w chacie ogólnie panował chaos. Jedyne, co się tu nigdy nie zmieniało to pianino dziadka w kącie, które zawsze było przykryte białym prześcieradłem, żeby niepotrzebnie się nie kurzyło. Gdzieś tam stała skrzynka z narzędziami, bo powoli robił remont w domku, który nie był w najlepszym stanie, gdzieś indziej jakieś kartony z jego kolekcją płyt, a obok gramofon, bo przecież to logiczne, że słuchał głównie płyt winylowych. Planował nawet sobie coś włączyć, ale w sumie to mu się nie chciało. Planował po prostu nie robić nic. W tym celu usiadł na kanapie nawet i nogi wyciągnął na stolik, popijając leniwie drinka, ale ledwo to uczynił, to ktoś postanowił zapukać do domku. On z kolei postanowił to zignorować, ale założę, że Stella wiedziała, że z niego kawał niegościnnego dupka i po prostu sobie weszła do środka. No bo w sumie czemu nie, domek należał też do jej dziadka, bo (hehe, zaskoczenie) mieli tego samego.
- Cześć - mruknął, widząc ją i posłał jej krzywy uśmiech. - Nie sądzisz, że to ryzykowne tak sobie wchodzić do środka? Co jakbym na przykład nie wiem, nie był sam? - zapytał, unosząc brew i w sumie wracając wzrokiem do gapienia się w ścianę przed sobą. Tak, nie miał telewizora, więc musiał mieć ustawione meble frontem do ściany. Joey by mu tego nie wybaczył, ale może i lepiej, że w swoim stanie psychicznym Erlantz nie oglądał wiadomości czy coś. - Wybacz, że nie posprzątałam, ale na pewno znajdę jeszcze jedną pustą szklankę - dodał, chociaż w sumie nie powinien przepraszać, skoro jej się nie spodziewał. I tak bez żenady proponował jej drinka przed południem. Ale kto dba, miał gówniany dzień i żadną damą nie był. Stella była oczywiście, szanował swoją siostrę, ale wiadomo przecież, że wyjątki potwierdzają regułę. Zawsze mogą też udawać, że to jednak kompot według receptury dziadka i nikt się nie musi dowiedzieć, jaka jest prawda.
[Profil]
 
 
stella lanaghan


Mieszka w
white log mews


zagłusza smutek

każdym możliwym sposobem

W Berrylane od nowa

stella

lanaghan

Wysłany: 2019-11-19, 15:07   
  
"
If I show you all my demons and we dive into the deep end, would we crash and burn?

  
 28 y.o.

  
 175 cm

  

  

  

  

  

  


Na szczęście Stella nie przyszła tutaj dziś po to by ocenić stan utrzymanego porządku w domu dziadka. Tak szczerze to nawet nie do końca wiedziała, że dzisiaj tu zajdzie, bo gdy wybrała się na samotny spacer, tak naprawdę poszukiwała tylko świętego spokoju. Lubiła robić to sama, choć od pewnego czasu Lorna chyba zrobiła się bardziej podejrzliwa. W związku z ich ostatnią kłótnią, Stella wolała po prostu z domu wyjść. Początkowo liczyła tylko na jakiś kilkugodzinny spacer po lesie, dobrze jej znanym z resztą. Nie wzięła ze sobą niczego, nawet telefonu. Żałowała, że nie postanowiła zgarnąć słuchawek, choć szczerze mówiąc, muzyki też nie miała ochoty słuchać. Tak naprawdę nie miała na nic ochoty, równie dobrze mogłaby pogrążyć się w jakieś próżni i tam już zostać. Może tam odnalazłaby jakiś spokój ducha, choć i to poddawała w wątpliwość.
No ale znalazła się pod tym domem. Stanęła przed nim, próbując wrócić na chwilę do beztroskich chwil, gdy chcąc uciec przed wszystkim, biegła tutaj i ukrywała się przed światem. Dziadek zawsze był wyrozumiały, nawet jak opuszczała lekcje to nie kablował jej do ojca. Matka jako nauczycielka i tak bardzo szybko dowiadywała się o nieobecności swojej córki, ale na tych parę godzin mogła zapomnieć o beznadziejnych dzieciakach w szkole, nawale obowiązków i innych bzdetach, które jako nastolatka uważała za najważniejsze na świecie. Teraz oddałaby wszystko by jej jedynym zmartwieniem było odrobienie pracy domowej.
Wiedziała oczywiście, że Erlantz właśnie tutaj się ukrywał. Inaczej tego nie mogła nazwać. Z nikim się nie kontaktował, ale Stella to rozumiała. Nawet zazdrościła, że nie wpadła sama na to by to właśnie dom dziadka przejąć i zrobić z niej taką odosobnioną jaskinię smutnego człowieka. Skoro jednak tutaj przyszła, podświadomie chyba też potrzebowała tej ucieczki. A może po prostu chciała znów tylko zachlać się, bez oceniającego spojrzenia siostry nad głową? Przypuszczała, że jej brat w ostatnim czasie miał podobne zainteresowania. Trochę nieładnie z jej strony, bo w tej chwili nie liczyła się z jego prywatnością, tylko tak po prostu weszła do środka. Nie zwracała uwagi na ten bałagan, może jedynie wtedy, gdy po drodze do salonu potknęła się o parę pustych butelek i tym samym narobiła trochę hałasu. - Hej. - powiedziała z wyraźną chrypką w głosie, pokonując dzielącą ich odległość i usiadła obok. - Jakbyś kogokolwiek tu zapraszał... - odpowiedziała niedbale, zdejmując buty i rozkładając się nieco wygodniej na kanapie. - Nie musisz się dla mnie tak poświęcać, zostaw ją na tego domniemanego gościa.. - parsknęła, zgarniając jedną z tych butelek w których jeszcze coś było. - Nie chciałam zaburzać twojego pustelniczego trybu życia. Pokłóciłam się z Lorną. Myślę, że właśnie w tym momencie pozbywa się wszystkich butelek z alkoholem w domu. - westchnęła, przypominając sobie przebieg ich rozmowy. Niepotrzebnie, bo przez to tylko potęgowała swój smutek.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: kotlet
MULTI: raine i reszta
 
Erlantz B. Lanaghan


Wysłany: 2019-11-19, 18:03   
  


Nie trudno było zgadnąć, że Stella była obecnie tą osobą spośród jego rodzeństwa, z którą najlepiej się rozumiał. Miał wrażenie, że obydwoje po prostu wiedzieli, że jest źle. Nawet jeśli specjalnie o tym nie rozmawiali, to zdawało się, że słowa były zbędne. Jakby obydwoje nawzajem czuli ten smutek, który bił od tej drugiej osoby. Kto wie, może w zamian za te wszystkie dziury w duszy dostali jakiś szósty zmysł, może tak dobrze się znali? A może po prostu obydwoje tak długo udawali przed wszystkimi innymi, że te wszystkie utarte schematy zachowań, które miały na celu ukryć prawdziwy stan rzeczy, rozpoznawali z kilometra i po kilku zdaniach po prostu wiedzieli, że to wszystko pieprzenie. Chyba ta ostatnia opcja była najbardziej prawdopodobna. I choć głupio się przyznać, w pewien sposób to pomagało. Bo nie trzeba było nic mówić, a ktoś bliski jednak wiedział o tym wszystkim. Może bez szczegółów, ale w końcu przy kimś nie trzeba było robić dobrej miny do złej gry i udawać, że żyje się każdego dnia z nadzieją, że jednak wszystko na pewno się ułoży. Takiego poczucia w życiu Erlantza nie było już dawno. Ale mimo to, gdyby do drzwi zapukała Lorna lub Bowie, to pewnie udawałby, że tak właśnie jest. Żeby ich nie martwić, żeby nie zasmucać ich swoim życie, nie zrzucać na nie swoich problemów. Żeby nie czuć się jeszcze bardziej żałośnie niż teraz, choć należy mieć na uwadze, że to akurat było sporym wyzwaniem, bo jak czuć się gorzej od gówna?
- Pieprzyć to - mruknął na jej stwierdzenie, które wcale nie było dalekie od prawdy. Trzymał się mocno na uboczu i unikał kontaktu z ludźmi. Szczególnie z tymi, których znał, bo przed nimi najtrudniej było udawać, że się nic nie zmieniło. Nowi ludzie przynajmniej mogli żyć w niewiedzy i uważać, że po prostu od zawsze był burakiem i nie dociekali oni raczej za bardzo, co się stało, że zachowywał się tak, a nie inaczej. I o tyle, o ile potrafił jakoś znieść i poradzić sobie ze sztucznym uśmiechem i wymianą podstawowych informacji w kolejce w sklepie lub gdzieś po drodze, tak kompletnie nie wyobrażał sobie, że miałby się z kimś umówić na kawę i kogoś tu zaprosić. I to nie dlatego, że zawsze był tu taki syf, to akurat było raczej krótkotrwałe i łączyło się z tym że od spotkania z Yalą przypadkowego było mu jeszcze gorzej, ale ogólnie siedzenie z kimś i udawanie, że jest fajnie i się lubimy, przerastało go totalnie.
- Myślę, że do tego czasu zdążę pozmywać albo chociaż zamówić nowy zestaw z Ikei, ale jak wolisz - nie zanosiło się raczej na to, że w najbliższym czasie Erlantz zmieni swoje podejście. Większość jego znajomych z poprzedniego życia nawet nie wiedziała, gdzie teraz mieszkał. Pewnie, jak go spotkali gdzieś przypadkiem, to byli przekonani, że wrócił do domu rodzinnego. Gdyby jednak miał tam pomieszkiwać, to raczej nie zostałby w Berry na tak długo. I kto wie, może było to błędem? Miał z tego powodu spore wyrzuty sumienia, bo jednak dobrze wiedział, że był jedną z ostatnich osób, które Jalena chciała widzieć, nie bardzo też wiedział, jak zachowywać się względem jej rodziny, z którą miał naprawdę dobre kontakty w czasach ich małżeństwa i w ogóle. Trudne to było. Domek dziadka wydawał się jednak na tyle przyjemną kryjówką, że nie bardzo chciał z niego uciekać. Był idealnym miejscem, żeby się zaszyć i w samotności lizać rany.
- Nie przeszkadzasz, daj spokój - uniósł lekko ramiona, biorąc sporego łyka ze swojej szklanki. - Przynajmniej do czasu, aż nie zaczniesz gadać o zmianach na lepsze i poszukiwaniu szczęścia po drugiej stronie tęczy - czy jak to tam szło, nie łapał się w tych wszystkich historiach z garnkami złota i innymi szczęśliwymi legendami. Na samą myśl o takim optymistycznym gadaniu robiło mu się niedobrze. - ...aczkolwiek mam wrażenie, że daleko Ci do tego - dodał jeszcze, zerkając na nią, gdy mówiła o kłótni z Lorną. Cóż, właśnie dlatego nie mógł tam mieszkać.
- Najgorsze jest w tym wszystkim to, że ona chce dobrze - stwierdził dość smutno, patrząc sobie w okno i wzdychając ciężko. Lorna była dobra, chyba najlepsza z nich wszystkich, jakkolwiek to nie zabrzmi. I zawsze chciała wszystkim pomagać w dobrej wierze, zamiast patrzeć, jak wszystko się do końca pierdoli. Nie byłoby nic w tym złego, gdyby nie fakt, że to była w ich przypadku raczej przegrana misja.
_________________

    'Cause I'm a bad habit, one you cannot shake.
    And I hope that I change.
[Profil]
 
 
stella lanaghan


Mieszka w
white log mews


zagłusza smutek

każdym możliwym sposobem

W Berrylane od nowa

stella

lanaghan

Wysłany: 2020-01-15, 00:53   
  
"
If I show you all my demons and we dive into the deep end, would we crash and burn?

  
 28 y.o.

  
 175 cm

  

  

  

  

  

  


Z pewnością Stella nie zawędrowała tutaj instynktownie po to by z bratem rozmawiać szczerze o tym co się u nich działo. To był etap wypierania problemu i bagatelizowania jego unoszącej się skali. Zaakceptowanie stanu rzeczy takim jakim był, na tym etapie był raczej niemożliwy. Poza tym buzowała w niej chyba jeszcze wciąż ta irytacja na Lornę, która robiła z niej nie wiadomo jak wielkiej alkoholiczki. A przecież (przynajmniej w jej odczuciu) to było bezpieczne balansowanie raczej! Radziła sobie. Nie robiła nikomu wstydu, bo upijała się w domu. Samotnie, bo zazwyczaj ludzie upijali się na wesoło a ona wolała na smutno. Erlantz nijak wpasowywał się w te kryteria i o to tutaj chodziło. To, że mógł mieć uzupełnione zapasy też przemawiało na jego korzyść. I w ten oto sposób starszy brat stawał się jedyną osobą, którą Stella mogła znosić w ostatnim czasie. Nie chciała wyniosłych i pełnych nadziei obietnic, że jakoś to będzie.
Nic nie powiedziała na ten jego komentarz, bo było to raczej zbędne. Zajęła sobie w tym czasie wygodne miejsce i jeszcze zdążyła się rozejrzeć po pokoju. Nie oceniała stan istniejącego bałaganu, prawie go nie zauważając. Gdyby nie to, że potknęła się o te cholerne butelki to pewnie uznałaby to za świadomy wybór dekoracji. Choć pewnie nie rozumiałaby systemu pustych butelek. Nie lepiej było, gdy były one pełne? - Możesz też przestać zgrywać pustelnika i wrócić do domu. Przydałby się ktoś po mojej stronie. Zajęcie też bym ci znalazła. - przy chartach na pewno by się nie nudził i przynajmniej wyszedłby z domu. Kisił się w tych czterech ścianach jakby było w tym coś budującego. Wiedziała, że na nic się zdadzą jej słowa i Erl pozostanie tutaj. Zazdrościła mu tej samotni. Może i ona powinna wyprowadzić się z rodzinnego domu? Wzięła duży łyk, czując jakby zrzucała z siebie niesamowity ciężar. Z każdym kolejnym łykiem ulga stawała się coraz większa. - Pomyliłeś mnie chyba z którąś z naszych sióstr. - normalnie z resztą Stella też nie była fanką przesadnego optymizmu. Zawsze była raczej bardziej stonowana. Umiała po prostu wtapiać się w tłum, przejmować niektóre zaobserwowane cechy. W środowisku w jakim żyła przez te ostatnie lata, była to cecha dość pożądana. Wzięła więc kolejny łyk i jeszcze jeden. - Wiem. - powiedziała smutno, z pokorą. Przy Lornie nie byłaby w stanie tego powiedzieć, ale przy bracie było łatwiej. Spojrzała nawet na niego tym swoim smutnym wzrokiem, po czym wyprostowała plecy i znowu się napiła. - Wiem, że to ja wychodzę na okropną siostrę, która nie docenia tego co wszyscy dookoła dla niej robią. Ja to wszystko wiem, Erl. Jakby nie musisz mi tym dodatkowo strzelać w twarz. - oczywiście, że kłótnia z siostrą łamała jej serce. Konsekwencje tej rozmowy też i powód dla którego dzisiaj tu przyszła również. Stella nieustannie zmagała się z poczuciem winy, które rozsadzało ją od środka. - Wy po prostu nie wiecie... nie rozumiecie... - zaczynało jej się trochę robić duszno. Od alkoholu czy z nerwów, że rozmowa wchodziła na niewygodne tory? Nerwowo zaczęła poruszać jedną nogą a próby zahamowania tego tiku nie przynosiły żadnych rezultatów. Wzięła więc jeszcze jeden, ale za to jak duży łyk, który pewnie mógłby wypalić człowiekowi gardło. Ale Stella po wszystkim tylko wytarła buzię i zacisnęła na parę sekund palce na kolanie. Tik ustał. - Mam nadzieję, że to nie jest ostatnia butelka? - zerknęła na szkło i wskazała ruchem głowy, mając ogromną nadzieję, że Erl jednak zadbał o swoje zapasy, które na ten moment stały się również i jej zapasami. Przynajmniej na to przedpołudnie.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: kotlet
MULTI: raine i reszta
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 8