menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#3 one ghost too many
Autor Wiadomość
POPPY WAKEFIELD


Lives in
white flower valley

w Berrylane od wieków


barmanka w kasynie,

wszystko jej się sypie

Wysłany: 2019-11-17, 01:46   #3 one ghost too many
  
poppy

  
wakefield

  

  

  

  

  


  
I'm not bad, I'm just drawn this way.

  
24 yo

  
165 cm

  


sześć

Obudziła się z cichym jękiem bólu. Nie musiała się starać, żeby przypomnieć sobie, co się stało. Te obrazy i towarzyszące im odczucia wryły jej się w pamięć. Widziała je i czuła w każdym skrawku swojego ciała doskonale. Zamknęła na chwilę oczy, myśląc o tym, co się stało od momentu, w którym została sama. Doszła do wniosku, że musiała zemdleć. Poczuła zimno, wsączające się w nią ze zmarzniętej ziemi, na której leżała. Zastanawiała się jak długo już tu dogorywa, pod drzwiami swojej przyczepy. Nie mogło minąć kilka godzin, raczej kilka minut. Bazowała swoje założenie na tym, że wciąż czuła krew cieknącą z boku jej głowy, gdzie zarobiła kopniaka i kilku innych miejsc. Do tego mogła bezpiecznie stwierdzić, że gdyby dłużej „spała” sobie tak beztrosko na terenie gangu to ktoś by już to zauważył. Tutaj nic nie mogło się długo ukryć, a już na pewno nie ona pod swoją przyczepą. Miała zadziwiająco mądre i trzeźwe myśli jak na swój stan. Ale na razie nie przyszło jej do głowy, że powinna się ruszyć albo chociaż krzyknąć pomocy. W sumie było jej nawet wygodnie. I gdyby tylko ten potworny ból ustał to mogłaby znów zasnąć…
Wszystko to zaczęło się jak wracała z pracy, trochę zrobiona blancikiem z małą wkładką LSD, którego wypaliła na koniec w towarzystwie jednej z tancerek. Na jej drodze stanęła jakaś zjawa, więc Poppy naturalnie zaczęła uciekać, bo nie chciała, żeby ją złapał i zjadł jej stopę. No i biegła do swojej przyczepki, ale zanim zdążyła znaleźć klucze w swojej torebce, która nagle wydała jej się wielka jak namiot, to poczuła jak ktoś łapie ją za ramię. Odwróciła się i dostała w twarz, a potem została powalona na ziemię. Na początku się śmiała, bo białe zjawy się rozmazały i zlały w jeden tańczący kształt z dziurami w kształtach dinozaurów, i jednorożców. Ale potem ból i adrenalina sprowadziły ją na ziemię i przestało już być śmiesznie. Rewia kopniaków trwała jeszcze chwilę, poczuła jak ktoś jej wyrywa torebkę. Potem już nic. Wtedy chyba zemdlała.
Otworzyła znów oczy, mówiąc sobie w głowie raz po raz, że nie może zemdleć. Chyba musiała się ruszyć z miejsca. Nie miała na to najmniejszej ochoty. Chciała tu zostać. Ale cichy głosik rozsądku z tyłu głowy (który brzmiał zadziwiająco podobnie do Lavender) powiedział jej, że musi znaleźć jakąś pomoc. Z cichym stęknięciem wyprostowała ręce i przeniosła je przed siebie. Zaparła się nimi i przesunęła. Potem znów. Towarzyszyły temu syki i jęki bólu, przeplatane przekleństwami, i śmiesznymi słowami, które akurat przyszły jej do głowy, jak na przykład axolotl albo kapuśniak. Było tylko jedno miejsce, do którego mogła się w tej sytuacji udać. Jak dobrze, że miały przyczepy obok siebie, bo dalej by się nie doczołgała.
- Lav – jęknęła nieco głośniej, uderzając ubrudzoną ziemią ręką w drzwi. Zrobiła to jeszcze raz, ale potem opadła całym ciałem na glebę, bo nie miała już siły. Czołganie się to jednak dużo energii kosztuje, więcej niż pamiętała. W duchu błagała dowolnego bóstwa by jej siostra była w domu i ją usłyszała. I żeby była sama. Oczywiście Poppy nie zapomniała o tym, że jest na nią wściekła, ale jednak nie była aż tak uparta. Jak trafi do szpitala albo umrze to jej złość nie będzie miała takiego wpływu na egzystencję Lavender. Martwa albo w szpitalnym łóżku nie będzie mogła na nią tak oddziaływać, nieustannie okazywać jej jak oszukana i zdradzona się czuła.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: panda
MULTI: jacob + inni
 
LAVENDER WAKEFIELD


Lives in
white flower valley

w Berrylane od zawsze


You don't own me, I'm not just one of your many toys...

You don't own me, Don't say I can't go with other boys...

Wysłany: 2019-11-17, 18:16   
  
Lavender

  
Wakefield

  

  

  

  

  


  
Loving me must be so fucking hard and I'm so fucking sorry...

  
24 yo

  
165 cm

  


*21*


Było już późno, ale Lavender nie zamierzała się kłaść. Granie do późna stanowiło nieodzowny element jej życia, szczególnie, kiedy następnego dnia miała mieć wolne. Dlatego też kompletnie nie przejmowała się tym, że zegarek wskazywał godzinę grubo po pierwszej, tylko z padem w ręce przechodziła kolejne misje, nieświadoma tego, co działo się dookoła. Przede wszystkim cyfrowy świat był też ucieczką od problemów związanych z tym prawdziwym. Przede wszystkim od tych związanych z Poppy. Nie ma co ukrywać, blondynka nie była nigdy i nigdy nie będzie mistrzem przepraszania, wkurwiało ją to, jak potoczyła się cała ta akcja z usłyszaną przez ich siostrę. Wszystko było względnie dobrze, ale musiało się spierdolić, oczywiście, że musiało, a ona nie potrafiła z tym sobie poradzić. Nie mogła nawet pójść z nią porozmawiać, wylać z siebie, jakieś głupie przemyślenia. Czuła się trochę tak, jakby nagle została sama, w dodatku wiedziała, że nie bez powodu.
Cały jej nastrój podporządkowywał się tym ponurym myślom o siostrze, to też nie była szczególnie sympatyczną wersją siebie, a już na pewno nie o tak późnej porze. Pewnie dlatego też, gdy usłyszała jakieś trzaśnięcie w drzwi, zaklęła pod nosem, w pierwszej chwili zamierzając je całkowicie zignorować. Nie wiedziała, co ostatecznie zmusiło ją do ruszenia dupy z kanapy, może jakieś bliźniacze zmysły, ale w tamtej chwili nie mogła się tego domyślać. Otworzyła drzwi zamaszyście, patrząc w ciemną przestrzeń, rozświetlaną jedynie latarniami, jakie ulokowane były przy przyczepach.
— Co jest? — rzuciła w przestrzeń, ale zaraz zamarła, patrząc w dół, jakby nie wierzyła w to co widzi. Całe szczęście szok nie sparaliżował jej na długo. — Poppy! — wrzasnęła, natychmiast pochylając się nad siostrą. Kompletnie nie myślała o ich kłótni, w sumie to miała jakiś chaos w głowie, skupiony tylko na tym, by zająć się młodszą Wakefield. — Kurwa... — rzuciła jakże elokwentnie, ostrożnie łapiąc jej dłoń, po czym tą przerzuciła sobie na za głową. Nie była przykładem siłacza, ale adrenalina robiła swoje, więc jakoś ją dźwigła do góry. — Co ci się stało? — zapytała, ale już i tak ciągnęła ją w stronę przyczepy. Cokolwiek się wydarzyło, musiała ulokować siostrę we względnie bezpiecznym miejscu. Dlatego niewiele myśląc pociągnęła ją do łazienki, sadzając na zamkniętej muszli klozetowej. — Czekaj — poleciła, próbując zapanować nad paniką. Pobiegła do drzwi, zamknęła ja na wszystkie spusty, co w jej przypadku oznaczało, że jest poważnie, bo niejednokrotnie w ogóle nie przekręcała klucza. Teraz zgarnęła jeszcze telefon po drodze, dostrzegając, że dłonie jej się trzęsły i dziękując bogu, że była czysta.
— Poppy, co się wydarzyło? Kto ci to zrobił? Mam dzwonić po pogotowie? — dużo pytań, ale przecież musiała się w tym jakoś odnaleźć. Już wyciągnęła apteczkę z szafki zza lustra, ale ta wybitnie wyposażona nie była, chociaż na pewno lepiej od jej lodówki. Rzuciła ją póki co na ziemię i sama uklęknęła przed siostrą na kolano. — Kwiatuszku, powiedz mi wszystko. Zaraz się tobą zajmę... — dodała, licząc, że ją uspokoi, chociaż sama czuła, jak serce obija jej się o żebra, a żołądek wywraca w brzuchu.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Lilka
MULTI: Lilianne, Camellia, Jasmine, Francis & Maxwell
 
POPPY WAKEFIELD


Lives in
white flower valley

w Berrylane od wieków


barmanka w kasynie,

wszystko jej się sypie

Wysłany: 2019-11-24, 16:54   
  
poppy

  
wakefield

  

  

  

  

  


  
I'm not bad, I'm just drawn this way.

  
24 yo

  
165 cm

  


Tęskniła za Lavender cholernie. Była na nią wściekła, to nie podlegało dyskusji, ale nie zmieniało faktu, że siostra była jedyną liczącą się osobą w życiu Poppy. Tylko na niej jej zależało. Byłaby gotowa jechać na drugi koniec świata, gdyby tylko bliźniaczka o to poprosiła, zakopać zwłoki w lesie po otrzymaniu jednej wiadomości, uzbierać miliony w jedną noc, żeby wyciągnąć ją z więzienia albo zrobić coś, żeby trafić tam razem z nią. Opinię innych ludzi miała głęboko w dupie, ale liczyła się z jej zdaniem i brała sobie jej słowa do serca. Nie dbała o innych, ale dla chorej Lav nauczyła się gotować rosół. Nie miała problemu z oszukiwaniem każdego, kogo spotkała na swojej drodze, ale nigdy nie skłamała, patrząc w brązowe tęczówki blondynki. Dlatego ta zdrada bolała tysiąckrotnie bardziej niż gdyby był to ktokolwiek inny. Tak samo jak świadomość, że to z winy Poppy jej bliźniaczka poniżała się, wiła na rurze i zrzucała ubrania z siebie na scenie. To przez nią wpadła w nałóg i straciła tak wiele z osoby, którą była. Młodsza Wakefield była wściekła, zraniona, zdradzona i nosiła w sobie ogromne poczucie winy. Zupełnie nie potrafiła sobie z tą mieszanką emocji poradzić i zastanowić, co dalej.
Teraz miała dziwny stan jasności umysłu, jej proces myślowy przebiegał zadziwiająco logicznie jak na stan, w którym się znajdowała, a i tak nie miała pojęcia jak sobie z tą sytuacją poradzić. Wszystkie te przemyślenia momentami ustępowały, a w ich miejscu pojawiał się oślepiający ból. Nie był to pierwszy raz w życiu Pops, kiedy została pobita. Dotychczas nie było to jednak tak dotkliwe, bo udawało jej się obronić i oddać, więc wychodziła z potyczki obita, ale nie pokonana. Teraz jednak nie miała szans. Kiedy fala bólu przemijała, a klarowność umysłu wracała, brunetka nie zajmowała się szukaniem rozwiązania siostrzanego sporu tylko próbowała sobie samej pomóc. Samolubne, ale tak działał instynkt przetrwania. Tylko dzięki temu udało jej się doczołgać pod drzwi przyczepy siostrzyczki. Odetchnęła z ulgą, kiedy zaskrzypiały zawiasy przy otwieraniu i uznała, że jej robota jest zakończona. Dotarła tutaj, teraz Lavender mogła być tą odpowiedzialnie i logicznie myślącą. Zamknęła oczy, czekając aż siostra się zorientuje, że Poppy leży u jej stóp. Poczuła jak końcówki blond kosmyków łaskoczą ją w twarz i jęknęła cicho. W tym momencie nie było to przyjemne uczucie. Spomiędzy jej ust wydobył się kolejny słaby jęk, kiedy Lav poruszyła jej ręką, bo oznaczało to, że będzie musiała się ruszyć z ziemi, która była całkiem wygodna. Jakoś próbowała pomóc, kiedy była stawiana na nogi.
- Nic – mruknęła niewyraźnie, bo zasychająca krew trochę skleiła jej usta. Ale to chyba dobrze, że zasychała. Krew powinna zasychać. Opadła do tyłu, kiedy została posadzona na kiblu i uderzyła łopatkami o spłuczkę, a tyłem głowy o kafelki. Nie miała zamiaru się nigdzie ruszać, więc grzecznie czekała. Znów zamknęła oczy, gotowa zasnąć. Była już w bezpiecznym miejscu, nie musiała być już przytomna. – Duchy – zachichotała, nie uchylając powiek. Przekręciła głowę tak, że uderzyła zranionym bokiem w ścianę i syknęła z bólu. – Głupie duchy – dodała po chwili, zupełnie ignorując dalszą część pytania. Zdążyła o niej zapomnieć. Trochę oprzytomniała, kiedy usłyszała „Kwiatuszku”, wróciła ta jasność umysłu. Otworzyła oczy i spojrzała prosto w ciemne tęczówki siostry. – Boli mnie głowa. I żebra. I brzuch. I ręce. Nogi mnie chyba tylko nie bolą – wyznała ze skrzywioną miną. – I nie wiem, gdzie jest moja torebka – przypomniała sobie nagle, ale to by było na tyle z jej sensownych wypowiedzi. – Chyba były też tam dinozaury. Albo jednorożce. Albo jedno i drugie – stwierdziła nagle. Znów zachichotała, bo wydało jej się to bardzo śmieszne. – Lubisz jednorożce? – zapytała, patrząc się badawczo na siostrę. Wydało jej się to bardzo ważnym pytaniem z jakiegoś powodu.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: panda
MULTI: jacob + inni
 
LAVENDER WAKEFIELD


Lives in
white flower valley

w Berrylane od zawsze


You don't own me, I'm not just one of your many toys...

You don't own me, Don't say I can't go with other boys...

Wysłany: 2019-11-28, 16:36   
  
Lavender

  
Wakefield

  

  

  

  

  


  
Loving me must be so fucking hard and I'm so fucking sorry...

  
24 yo

  
165 cm

  


Była spanikowana, ale nie w sposób, który zmuszał ją do łapania się za głowę i kiwania w przód i w tył. O nie, chociaż jej codzienny sposób życia mógłby sugerować, że tak będzie reagowała w podobnych sytuacjach, to jednak widok młodszej siostry w takim stanie budził w Lavender dojrzałość i odpowiedzialność, o jaką nikt, kto dobrze jej nie znał, nigdy by jej nie podejrzewał. Minę miała nieco chłodną, ale to przez opanowanie, ustawianie w głowie odpowiedniego planu działania. Nie było tutaj miejsca na panikę i chaos, to zaszkodziłoby Poppy, której stan pozostawiałby wiele do życzenia. Rzadko pokazywała taką twarz, rzadko kierowała się rozsądkiem, ale kiedy już to robiła, to jedynie dla najważniejszych dla niej osób, a tych wiele nie miała... w zasadzie, jeśli miałaby być szczera, to na siostrze wyliczanka mogłaby dobiec końca.
Słuchała jej tłumaczeń, już wyciągając jakieś wnioski, jak chociażby to, że najpewniej ciemnowłosa została napadnięta, a skoro nie miała torebki, to w calach rabunkowych. Ktokolwiek to zrobił, musiał być skończonym kretynem, aby tak zadzierać z jaszczurką... w dodatku z jej siostrą. Lav nie zamierzała tak tego zostawiać, teraz jednak najważniejsze było, aby pomóc siostrzyczce, cała reszta była mniej istotna.
— Brałaś coś — to nie było pytanie. Kto, jak kto, ale Lavender na tej kwestii naprawdę dobrze się znała. Chociaż sama często sięgała po różne używki, nigdy nie bagatelizowała tych przypadków, kiedy to młodsza Wakefield zachowywała się podobnie. W zasadzie Lav była dużą przeciwniczką połączenia prochów i jej siostry. Teraz też, nawet jeśli z Poppy było źle, nie zamierzała ukrywać swojego niezadowolenia. — Wszystkie moje skojarzenia z jednorożcami, są raczej niestosowne i gorszące, więc nie drąż — tak postanowiła to ukrócić. Wiedziała, że Pops nie jest teraz do końca sobą, a w głowie ma obrazy, które nie znajdowały odniesienia w życiu realnym. Znała to doskonale i nie powinna oceniać, ale... ale była hipokrytką, w dodatku taką, której cholernie na tej pobitej dziewczynie zależało... jak na nikim innym.
— Musimy ciebie umyć — oznajmiła nawet nie pytając o pozwolenie. — Poza tym muszę opatrzyć wszystkie twoje rany — kontynuowała, najpierw jednak ciepłą wodą namoczyła ręcznik i uniosła ostrożnie jedną dłonią jej twarz, aby zmyć z niej zaschniętą krew. Skrzywiła się, bo siostra miała też nieco piasku na twarzy, we włosach również, ziemia brudziła też jej ubrania, tworząc na ciele mieszaninę czarno burgundowych plam. Dlatego właśnie, gdy przynajmniej twarz siostry była już w jako takim stanie, Lavender uznała, że nie ma to sensu. Zasadniczo bez pardonu złapała za pasek w spodniach siostry i po prostu go rozpięła, następnie guzik, a potem złapała za materiał żółtej koszulki. — Ręce do góry, Poppy. Prysznic też pomoże ci się rozbudzić, nic nie będziesz musiała robić, usiądziesz sobie pod nim, potem mi wszystko opowiesz — wyjaśniła jej to, co już w głowie zadecydowała. Oczywiście ani myślała teraz zastanawiać się nad tym, czy jej siostra będzie się krępowała w tym stanie, czy nie. Miała to w dupie, jej zdrowie było ważniejsze, a Lav też nie należała do osób wstydliwych. Poza tym była podenerwowana, z tyłu głowy mimo wszystko roztrząsała to, że jej siostrzyczka została pobita i to nie chuj wie gdzie, ale tutaj, niedaleko... na jebane wyciągnięcie dłoni... dało się tego uniknąć, może gdyby Lav nie miała na uszach tych pierdolonych słuchawek, to nawet coś by usłyszała. Na samą myśl robiło jej się niedobrze, chciała zapalić i może jebnąć czymś o ścianę, ale oczywiście nie mogła. Poppy była ważniejsza, trzeba było jej pomóc, jak już Lav uzna, że jest bezpieczna, to będzie mogła ewentualnie wyrzucić z siebie własną agresję, ale to potem.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Lilka
MULTI: Lilianne, Camellia, Jasmine, Francis & Maxwell
 
POPPY WAKEFIELD


Lives in
white flower valley

w Berrylane od wieków


barmanka w kasynie,

wszystko jej się sypie

Wysłany: 2019-12-02, 00:48   
  
poppy

  
wakefield

  

  

  

  

  


  
I'm not bad, I'm just drawn this way.

  
24 yo

  
165 cm

  


Odpowiedzialność nie była cechą, którą musiały się często wykazywać. W bardzo wielu sytuacjach miały jasno wytyczoną ścieżkę postępowania, dużo decyzji było podejmowane za nie. Czasami Poppy uważała to za atut bycia członkiem gangu, bo nie musiała się zastanawiać, nie musiała myśleć, wystarczyło, że robiła to, co jej kazano. W innych przypadkach krzyczała i zapierała się nogami, ale ostatecznie i tak robiła to, co Jaszczurki chciały. Teraz jednak żadna z tych myśli nie zaprzątała jej głowy. Całkowicie oddała się siostrze, pozwoliła jej robić ze sobą, co tylko zechce. Ufała jej bezgranicznie, pomimo ich kłótni. Wiedziała, że Lav jej nigdy nie skrzywdzi. O nikim innym tego powiedzieć nie mogła.
- Taaaak – potwierdziła jej słowa rozmarzonym głosem i znów zachichotała. Joint z bletką nasączoną LSD robiła swoje. Choć apogeum działania narkotyków już minęło, częściowo ze względu na czas, który minął, częściowo przez adrenalinę, to Pops wciąż go odczuwała. Zdecydowanie lepiej niż jakby była w pełni czysta i trzeźwa Tak przynajmniej nie przejmowała się mocno bólem ani tym, że zaginął jej telefon, portfel, klucze do przyczepy, no i drugi skręt. Była oderwana od rzeczywistości, zanurzona w swojej krainie, w której powoli blakły obrazy duchów, jednorożców i dinozaurów, zastępowane wnętrzem łazienki bliźniaczki. Niefajnie. – Gorszące? – zapytała i spróbowała unieść brwi, co skończyło się cichym jękiem bólu. Zły pomysł. Jednak nie miała zamiaru dać sobie spokoju, odpowiedź siostry jej nie zadowoliła. Potrzebowała lepszej. Albo zgłębienia się w temat niestosownych skojarzeń, obojętne.
Syknęła, krzywiąc się niemiłosiernie, kiedy ręcznik dotknął jej twarzy. Pokręciła głową, wolała już pozostać brudna niż odczuwać to szczypanie przy każdym kontakcie z mokrą tkaniną. Lav nic sobie z tego jednak nie zrobiła, więc niezadowolona Pops mruknęła coś niezrozumiale, ale przestała kręcić głową i dala się oczyścić. Spojrzała ze zdziwieniem w dół, kiedy siostra zabrała się za rozpinanie jej paska, ale wzruszyła ramionami i wróciła do swoich rozmyślań. Obecnie intensywnie wpatrywała się w odłamany kafelek w łazience, bo wydawało jej się, że wygląda zupełnie jak ich nauczyciel od matematyki w podstawówce. – Nie, nie pod prysznic… Jutro się umyję – psioczyła jak dziecko, które przekonuje mamę, żeby pozwoliła mu iść spać bez kąpieli. Wydęła usta, ale posłusznie podniosła ręce do góry, co w sumie bolało mniej niż się spodziewała. W dupie miała, że siedziała przed siostrą w staniku, kąpały się za dzieciaka nago w jednej wannie czy tam jeziorze, potem wymieniały ubraniami, łaziły w samej bieliźnie. Ten aspekt akurat najmniej ją teraz obchodził. Podniosła się muszli z pomocą bliźniaczki i nawet udało jej się samodzielnie ustać przez chwilę. Spodnie opadły na ziemię, a Poppy grzecznie usiadła pod prysznicem, doprowadzona tam za rączkę. – Nie mocno ciepła – poprosiła, całkiem przytomnie, bo była mocno zmarznięta, więc gorąca woda byłaby jak wrzątek dla niej. Zamknęła oczy, czekając aż pierwsze krople na nią spadną. To nie będzie przyjemne.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: panda
MULTI: jacob + inni
 
LAVENDER WAKEFIELD


Lives in
white flower valley

w Berrylane od zawsze


You don't own me, I'm not just one of your many toys...

You don't own me, Don't say I can't go with other boys...

Wysłany: 2019-12-02, 01:36   
  
Lavender

  
Wakefield

  

  

  

  

  


  
Loving me must be so fucking hard and I'm so fucking sorry...

  
24 yo

  
165 cm

  


Nie było wielu takich sytuacji, w których Lavender czuła potrzebę podkreślania, że jest tą starszą. Zasadniczo to takich sytuacji nie było prawie wcale. W końcu częściej to jednak Poppy musiała się nią zajmować, kiedy blondynka była w mniej, lub bardziej opłakanym stanie. Nawet na wiele lat wstecz, to właśnie młodsza Wakefield była tą twardą i silną. To wszystko jednak nie dawało Lavender zwolnienia z zajmowania się ciemnowłosą. Nie chciała go i nie potrzebowała, nienależnie od tego jaka Poppy nie była wytrzymała, Lav zawsze się o nią martwiła. Zawsze. Nawet, gdy nic na to nie wskazywało, dobro siostry miała cały czas z tyłu głowy i dlatego w sytuacjach takich, jak ta od razu przechodziła do działania, jakby coś w niej przeskakiwało. Nie było trybików, przekładni, mozolnego procesu zmiany nastawienia. To działało w ułamek sekundy i już nastawiała się tylko na opiekę nad siostrzyczką.
— Gorszące — powtórzyła po niej, wzdychając przy tym ciężko. Mówiła raczej machinalnie, nie poświęcając temu zbyt wiele uwagi. Poza tym wiedziała, że jej słowa należały bardziej do żenujących, niż zabawnych, więc sama mówiła o tym ze swoistym znudzeniem. — Wiesz, rogi na głowach i skojarzenia z dziewicami, połącz to sobie dosłownie, jak puzzle — bardziej skupiona była jednak na ranach swojej siostrze, niż tym temacie. Tak bardzo się o nią martwiła. Poppy była w opłakanym stanie, ale na całe szczęście była przytomna, komunikatywna, jako tako, ale bardziej przez narkotyki, niż obicie. Mimo to obawy Lavender wcale nie były przez to mniejsze. Nie była nawet pewna, czy dobrze robi, nie wzywając pogotowia. Umiała coś tam sama stwierdzić, jednak czy powinna ryzykować zdrowiem siostry? — Umyjesz się teraz Poppy, albo jedziemy do szpitala — ucięła jej słowa głosem nie znoszącym sprzeciwu, a kiedy naburmuszona Wakefield pozwoliła sobie ściągnąć koszulkę, blondynka starannie ją obejrzała, panując w miarę nad swoją mimiką, aby nie zdradzić tego, jaka jest przerażona. Dobrze więc, że Pops jako tako współpracowała i dała się podprowadzić pod prysznic, gdzie usiadła. — Dobrze, puszczę na początek letnią — skinęła głową, ale jeszcze nie złapała za słuchawkę. — Przyniosę ci czystą koszulkę na zmianę, ściągnij stanik, masz szramę na plecach, nie ma co jej drażnić — powiedziała też przytomnie i faktycznie na moment, ale raczej niedługi wyszła, by zaraz wrócić z koszulką.
— Zostaniesz u mnie na noc — nie pytała, a powiadomiła młodszą siostrę, w końcu odkręcając wodę. Postanowiła, że dokładnie o wszystko ją wypyta, jak już Poppy będzie w pełni trzeźwa, dlatego zamierzała później potraktować ją znanym i czyniącym cuda sposobem ze zmiany wody z ciepłej na chłodną i tak w kółko, partiami. Póki co jednak musiała ją nieco rozgrzać, ale nie poparzyć, więc sama uklęknęła przed nią z słuchawką. Wzięła oliwkę, żeby jej nie szczypało za bardzo. Nie czuła się skrępowana, lubiła się nią zajmować. Niezależnie od okoliczności, czuła się dobrze, mogąc roztaczać opiekę nad Poppy. To był jedyny cel w życiu, jaki tak naprawdę posiadała. — Obróć się tyłem, to umyję ci ostrożnie te plecy, nieźle cię załatwili... powyrywałabym im nogi z dup — westchnęła, ale nadal zachowywała spokój. Musiała, prawda? Panika w niczym tu nie pomoże.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: Lilka
MULTI: Lilianne, Camellia, Jasmine, Francis & Maxwell
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,07 sekundy. Zapytań do SQL: 5