menu


Poprzedni temat «» Następny temat
9. you've got a friend in me
Autor Wiadomość
parker emerson


Lives in
white log mews

w Berrylane od kilku miesięcy


leśniczy

próbują z lorną od początku



Wysłany: 2019-11-27, 18:48   9. you've got a friend in me
  
parker

  
emerson

  

  

  

  

  


  
'Cause even when there is no star in sight, you'll always be my only guiding light.

  
33 yo

  
177 cm

  


22
Zazwyczaj głęboko zastanawiający się i analizujący każdą możliwą sytuację Parker, pewnego dnia otworzył oczy i stwierdził, że w ogóle tego nie chce. Nie chce zastanawiać się, czy to, co zrobili z Lorną powinno się wydarzyć, nie chce myśleć o tym, czy to jest w ogóle dobry pomysł, żeby próbowali od początku, skoro on nadal był niespełna rozumu. Chciał po prostu ruszyć naprzód i się tym cieszyć. Dlatego po raz pierwszy od dawna, zamiast analizować sytuację, po prostu ubrał się i pojechał do sklepu po łóżko. Nie chciał, żeby Lanaghan myślała, że nie miał tutaj absolutnie niczego, żeby zaraz zniknąć. Wyraźnie widział, że nie odpowiadało jej wnętrze, w którym się znalazła, dlatego postanowił jakoś je ulepszyć. Nadać mu parkerowego charakteru, bo jak dotąd, nawet nie dało nazwać się tego bezguściem. Dom Parkera był po prostu pusty. Nie chodziło o to, że był brzydki, tylko rozpaczliwie pusty. Wiedział, że chatce przydałby się remont i brał to pod uwagę, zamierzał kupić parę rzeczy, które ułatwiłyby mu odświeżenie tego miejsca. Po powrocie z jakiegoś najbliższego marketu budowalnego, wykonał obowiązki leśniczego, które dotychczas stały na liście jego priorytetów, a kiedy skończył, zajął się malowaniem ścian. Wiedział, że zajmie mu to sporo czasu, dlatego randka z Lorną musiała odbyć się gdzieś indziej. Nie wiedział jeszcze gdzie, bo wcześniej po prostu zamierzał zrobić im kolację, może przy świecach, która tym razem miała dojść do skutku, ale z drugiej strony, nie zamierzał zbyt długo czekać, a remont miał być trochę taką niespodzianką dla niej. I to nie tak, że chciał ją zaraz po tym poprosić, żeby z nim zamieszkała, wręcz przeciwnie. Zdecydował, że wszystko będzie odbywało się powoli, tak, by oboje mieli twardy grunt pod nogami. Chyba też w ten sposób chciał powstrzymać jej dociekania co do jego stanu. Opowiadanie o tym, co przeżył na wojnie, co skłoniło go do tego, że wrócił, było ostatnią rzeczą, o której chciał rozmawiać, dlatego liczył, że Lorna o tym zapomni.
Stał na drabinie, malując sufit białą farbą, kiedy usłyszał samochód na swoim podwórku. Zlazł z niej i ruszył ku werandzie, żeby sprawdzić, kto to odwiedził. Zdziwił się, widząc Lanaghan. Chciał palnąć coś w stylu, że właśnie niszczy jego niespodziankę, kiedy zauważył, że płakała. Nie stał już tak spokojnie, tylko ruszył w jej kierunku. – Co się stało? Odpowiedz – złapał ją za ramiona i lekko potrząsnął, jakby chciał wyrzucić z niej przyczynę takiego stanu.
_________________
  
[Profil]
  MÓW MI: martyna
 
Lorna Lanaghan


Lives in
white log mews

w Berrylane od zawsze


pielęgniarka w przychodni

rodzina jej się sypie, a parker ją pociesza



Wysłany: 2019-12-02, 21:32   
  
lorna

  
lanaghan

  

  

  

  

  


  
lorna jest czymś pomiędzy duchem, nimfą, demonem i elfem w jednym ~ stella lanaghan

  
27 yo

  
170 cm

  


#18

Po kłótni ze Stellą musiała zmienić otoczenie. Nie mogła być w domu, który wydawał jej się niesamowicie obcy. Nigdy nie czuła się tak samotna, jak w momencie kiedy trzaskała drzwiami zostawiając pijaną siostrę samą sobie. Wsiadła do samochodu i zwyczajnie zaczęła płakać. Nie wiedziała co innego ma teraz zrobić. Wszystkie uczucia, przed którymi uciekała, które zakopywała pod imprezami, ciągłym towarzystwem, dodatkowymi zmianami uderzyły ją z podwójną siłą. Czuła, że może teraz tylko siedzieć i płakać, bo przecież wszystko się posypało, a ona totalnie nie wiedziała jak złożyć to do kupy. Nie miała pojęcia co ze sobą zrobić. Jak poradzić sobie z tym co czuje. Twarz ojca na zmianę ze słowami, które usłyszała od Stelli pojawiały się w jej głowie co tylko nasilało jej stan. Nie wiedziała ile czasu minęło. Mogły to być godziny albo minuty, aż po prostu poczuła, że skończyły jej się łzy. Wiedziała, że to niemożliwe, ale po prostu przestały lecieć. Otarła mokre policzki, zapięła pasy i dobrze wiedziała, gdzie ma jechać. Musiała znowu to poczuć. Podczas ostatniego spotkania Parker sprawił, że miała wrażenie jakby cofnęła do czasów, kiedy wszystko było lepsze i tego właśnie potrzebowała. Nawet jeśli miałby kłamać musi ją przytulić i powiedzieć, że wszystko będzie dobrze. To przy nim zawsze czuła się bezpieczna, kochana i nawet jeśli aktualnie muszą nad tym popracować to dobrze pamiętała, jak było kiedyś. A on musiał je przypomnieć, bo inaczej totalnie się posypie. Jechała w zasadzie na pamięć. Gdyby nagle postawili jakiś dodatkowy znak albo zepsuty samochód stałby na środku drogi zupełnie by tego nie zauważyła. Na szczęście nic takiego się nie stało i dojechała bezpiecznie. Co ona ma mu w ogóle powiedzieć? Zawahała się. Nie może przecież tak po prostu wciągać go w swoje bagno tylko dlatego że kiedyś był jej bezpieczną przystanią. Może nadal jest? Nie było już odwrotu, bo mężczyzna właśnie wyszedł przed chatkę. Nieśmiało opuściła auto idąc prosto w jego stronę. Słysząc jego pytanie znowu zaczęła płakać - Nie potrafię... - zaczęła, ale łzy totalnie jej to uniemożliwiły - Totalnie sobie nie radzę i moja rodzina się rozpada - wydukała w końcu szlochając i najzwyczajniej w świecie się do niego przytuliła czekając, aż ją obejmie, a ona chociaż na sekundę poczuje się odrobinę lepiej. Niestety słysząc swoje własne słowa poczuła się tylko gorzej. Przecież to ona miała się nimi zająć, prawda? A wychodzi na to, że totalnie nawaliła.
[Profil]
  MÓW MI: yang
MULTI: Cornelia, Rory, Naia
 
parker emerson


Lives in
white log mews

w Berrylane od kilku miesięcy


leśniczy

próbują z lorną od początku



Wysłany: 2019-12-06, 09:14   
  
parker

  
emerson

  

  

  

  

  


  
'Cause even when there is no star in sight, you'll always be my only guiding light.

  
33 yo

  
177 cm

  


Nie był najlepszym partnerem do rozmów o rodzinie, bo sam nie sprawdzał się w tym wszystkim. Tak na dobrą sprawę, nie wiedział nawet, co u jego braci słychać, czasami tylko wpadał do Theo, bo zwyczajnie był jego klonem i dało im to jakąś, może odrobinę bliższą niż z pozostałymi, więź. I to nie tak, że był zadufanym w sobie dupkiem, który nie chciał mieć kontaktu z rodziną, bo być może uniósł się kiedyś honorem, czy z innych, równie głupich powodów. On po prostu nie był przystosowany emocjonalnie, żeby do kogokolwiek się odezwać, a Emersonowie chyba zwyczajnie mieli dosyć tego, że Parker był ciągle zajęty albo nie odbierał telefonu. Nie wspominając o domu rodzinnym, do którego nie zawitał od powrotu z wojny i nadal nie zamierzał tego robić. Naprawdę nie był najlepszym materiałem w pocieszaniu kogokolwiek, ale przecież to była Lorna. Kiedy tylko wysiadła z samochodu, a on zobaczył, że płakała, coś ścisnęło go w środku, bo nie wiedział, czego te łzy mogły dotyczyć. Dlatego tak uparcie chciał się dowiedzieć. Upewnić, że wszystko z nią w porządku, że z nimi jest okej. Może było to egoistyczne, ale w tym momencie bardzo nie chciał jej stracić przez jakieś swoje durne zachowanie, a tych było przecież nazbyt dużo. Dlatego, kiedy usłyszał jej słowa, najpierw odetchnął z ulgą, a potem przytulił ją mocno do siebie, pozwalając, by jej łzy wsiąkały w jego koszulkę. Musiała się uspokoić, żeby mógł dowiedzieć się, co się stało i dopiero wtedy spróbować jakoś jej pomóc. – Chodźmy do domu, hm? – zaproponował. – Napijemy się herbaty, a później opowiesz mi co się stało? – zapytał, bo nie chciał na nią naciskać. Ostatnim razem nie chciała o tym wspominać, dlatego postanowił dać jej czas. W końcu, on sam ukrywał wiele rzeczy i nie zapowiadało się na to, żeby o tym wspomniał w najbliższym czasie, dlatego nie mógł oczekiwać, że zechce się przed nim otworzyć. Jakby to, że znalazła się pod jego domem nie było wystarczającym dowodem na to, że jednak tak było.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: martyna
 
Lorna Lanaghan


Lives in
white log mews

w Berrylane od zawsze


pielęgniarka w przychodni

rodzina jej się sypie, a parker ją pociesza



Wysłany: 2019-12-09, 00:38   
  
lorna

  
lanaghan

  

  

  

  

  


  
lorna jest czymś pomiędzy duchem, nimfą, demonem i elfem w jednym ~ stella lanaghan

  
27 yo

  
170 cm

  


Dla Lorny rodzina była najważniejsza. Zrobiłaby dla nich wszystko. Bez zawahania. Dlatego właśnie tak ją to wszystko bolało. Może nawet trochę dramatyzowała? Czuła się, jednak odpowiedzialna za wszystkich. Nie tylko za najmłodszych, którym zawsze poświęcała dużo uwagi i starała się być tą fajną siostrą, żeby tylko się jej zwierzali. Dzięki temu była na bieżąco ze wszystkim co się u nich działo. Wychodziło jej trochę marnie, bo mimo że jest fajnym człowiekiem to jako siostra była, jednak trochę nadopiekuńcza. Niemniej teraz najbardziej martwiła się o to starsze rodzeństwo. Oni jednak byli trudniejsi. Uważali, że wiedzą lepiej, że jej nie potrzebują, a jej łamało to serduszko. Tak jak dziś. Chociaż dziś chodziło o coś więcej. Dziś wyjątkowo do tego wszystkiego doszły jej problemy, które spowodowały w końcu wybuch. Dziwne, że po domu nie latały talerze albo te puste butelki. Skończyło się tylko na krzykach i trzaskaniu drzwiami. Słysząc jego słowa pokiwała twierdząco głową, jednak nie poruszyła się nawet o milimetr. Chwilę zajęło jej, żeby się uspokoić. W zasadzie nie wiedziała jak to zrobić. Liczyła, że łzy po prostu znowu jej się skończą tak jak wtedy. Kiedy w końcu przestała szlochać odsunęła się od niego, po czym wytarła mokrą twarz. Nie chciała nawet wiedzieć, jak wygląda, ale domyślała się, że źle. Czerwone, spuchnięte oczy. Makijaż, który dawno spłynął i został wytarty stertą chusteczek leżących na siedzeniu pasażera w samochodzie - Przepraszam, że po prostu się tak zjawiłam - powiedziała zanim weszli do środka - Nie chciałam jechać nigdzie indziej - przyznała mając nadzieję, że te słowa wystarczą. Przecież mogła mu w czymś przeszkadzać. Mógł mieć gościa. Co gorsza jakąś kobietę. A ona tak po prostu pojawiła się pod jego chatką. Złapała go za rękę dając się zaprowadzić do środka. Nie do końca to przemyślała. Nie wiedziała czy będzie w stanie opowiedzieć mu to wszystko czy raczej będzie to wyglądało jak przed chwilą. Totalny lament i płacz. Kiedy weszli do środka otworzyła szerzej oczy i spojrzała na niego zaskoczona. Nie wiedziała czy bardziej szokowały ją częściowo pomalowane ściany czy łózko. Nie spodziewała się tego. Myślała, że takie wnętrze jakie miał mu odpowiadało - To nie przez moje gadanie? - zapytała niepewnie.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: yang
MULTI: Cornelia, Rory, Naia
 
parker emerson


Lives in
white log mews

w Berrylane od kilku miesięcy


leśniczy

próbują z lorną od początku



Wysłany: 2019-12-13, 11:18   
  
parker

  
emerson

  

  

  

  

  


  
'Cause even when there is no star in sight, you'll always be my only guiding light.

  
33 yo

  
177 cm

  


zależało, a przecież Lorna kochała swoją rodzinę, więc Parker nie mógł jej doradzić, żeby dała sobie z tym spokój. Chociaż powinna. Miała swoje życie i nie mogła być dla wszystkich niańką, a jeśli jej rodzeństwo chciało niszczyć swoje własne, to jasne, mogła im pomóc, ale nie własnym kosztem. Nie do tego stopnia, by czuć się tak jak teraz. Tym bardziej, że ostatnimi czasy w rodzinie Lanaghanów wydarzyło się wystarczająco dużo złego, by dostatecznie mocno obciążyć psychikę Lorny. I to nie tak, że Parker był teraz jakiś nieczuły czy obojętny na krzywdę swojego rodzeństwa, ale na dobrą sprawę, nie pogodził się z własnymi demonami, by brać na swoje barki jeszcze czyjeś. To się dla nikogo nie mogło skończyć najlepiej. Dlatego stał tak, nie mówiąc nic, pozwalając jej się wypłakać, bo nie wiedział, co powiedzieć. Jak ją pocieszyć. Gdyby wyjaśniła mu sytuację, pewnie nadal wahałby się jakich słów użyć, bo mogłyby wydawać się bezduszne. Ale czasami powinno się postawić na zdrowy egoizm i pomyśleć o sobie, choć to trudne. Kiedy się odsunęła, starł resztki łez z jej twarzy i pocałował ją w czoło. – Jestem tu dla ciebie, Lorna, okej? I chcę, żebyś wiedziała, że zawsze możesz tu przyjechać. Nawet, gdyby mnie nie było, a ty potrzebowałabyś pobyć w głuszy – pogłaskał ją po policzku. W końcu mieli zacząć od początku, musiała czuć, że ma w nim wsparcie i robiło mu się lepiej na myśl, że to o nim pomyślała, kiedy potrzebowała zwrócić się do kogoś o pomoc albo po prostu pobyć z kimś. Nie było takiej rzeczy, w której mogłaby mu przeszkodzić, a Parker i kobieta? To było trochę nierealne normalnie, a co dopiero teraz, kiedy Lorna dała mu setną szansę. Kiedy weszli do środka, rozejrzał się, bo nie mieli tu najlepszych warunków do rozmowy, ale pociągnął ją w stronę kuchni, w której mogli przynajmniej napić się herbaty. Herbata była dobra na wszystko. – Trochę tak. To znaczy, nie chciałem, żebyś pomyślała sobie, że ten dom jest taki bezosobowy, bo zamierzam niedługo zniknąć – odpowiedział. – Ale teraz opowiedz mi, co się stało – zaproponował i wskazał jej stołek, a sam podszedł do czajnika, żeby postawić go na kuchence.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: martyna
 
Lorna Lanaghan


Lives in
white log mews

w Berrylane od zawsze


pielęgniarka w przychodni

rodzina jej się sypie, a parker ją pociesza



Wysłany: 2019-12-16, 22:55   
  
lorna

  
lanaghan

  

  

  

  

  


  
lorna jest czymś pomiędzy duchem, nimfą, demonem i elfem w jednym ~ stella lanaghan

  
27 yo

  
170 cm

  


Lorna o tym wiedziała. Tylko gdzieś w głębi. Bardzo, bardzo głęboko. I nie chciała tego mówić. Nie chciała, nawet tego słuchać, więc jeśli Parker zacząłby tego typu wywód to szybko by mu go skończyła. Na prawdę czuła, że zajęcie się nimi to jej obowiązek. I to nie taki zły, do którego ktoś ją zmusza. Raczej taki, który sama pragnęła spełnić, bo nic w życiu ją tak nie uszczęśliwi, jak widok jej rodzeństwa z uśmiechem na ustach, obserwowanie jak dobrze sobie radzą. Niestety teraz tego nie czuła. Teraz była wściekła, zawiedziona. Kłótnia ze Stella na prawdę ją złamała. Nie dość, że siostra zdeptała jej chęć pomocy to jeszcze wyciągnęła wszystkie problemy, które Lorna ukrywała gdzieś głęboko. Jedyne czego pragnęła to położyć się w tym wygodnie wyglądającym łóżku w objęciach Parkera i nie wychodzić z niego... nigdy. Teoretycznie blondynka wiedziała, że powinna zająć się swoimi sprawami zanim zacznie brać się za cudze. Sama dawała innym takie rady, ale jeśli chodziło o nią samą nie było to takie łatwe. Wiedziała, że musiałaby poprosić o pomoc, iść na terapię, a przecież ona nie jest tą która prosi, a tą która pomaga. Uśmiechnęła się delikatnie słysząc jego słowa i pokiwała głową przekazując mu tym samym, że rozumie - Dziękuję - powiedziała jeszcze łamiącym się głosem. Odkąd go znowu zobaczyła wiedziała, że za nim tęskniła. Nie zdawała sobie, jednak sprawy że aż tak. Teraz stojąc tu i czując jakie ciepło od niego bije zastanawiała się tylko, jakim cudem poradziła sobie bez niego tyle czasu. Odgoniła, jednak od siebie tą myśl, mimo że była o wiele przyjemniejsza, niż powrót do kłótni ze Stellą. Mięli przecież zacząć od początku, po woli, nie zatracić się w dobrych wspomnieniach a tak by się to skończyło. Bez wahania ruszyła za nim do kuchni siadając dokładnie w tym samym miejscu co ostatnio. Nie spodziewała się tego. Ani takiego gestu ani takich słów. Chciała na to zareagować, coś odpowiedzieć, zrobić, ale nie wiedziała co. Siedziała więc patrząc na niego z miłością w oczach i świecącym sercem - Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że na Ciebie wpadłam - wyznała. Słysząc jego pytanie cała miłość zniknęła. Momentalnie posmutniała na samą myśl o Stelli - Nie wiem od czego zacząć - powiedziała bawiąc się pierścionkami znajdującymi się na jej palach - Po wypadku... Wcale nie jest dobrze. Ze mną - przyznała - Nie grałam odkąd on... - zaczęła kolejne zdanie, jednak na samą myśl o ojcu zły napłynęły jej do oczu i zaczęła się hiperwentylować - Nie umiem o nim rozmawiać, nie umiem o nim myśleć, bo to boli Parker - wydukała i znowu wybuchła płaczem. Tym razem nie chciała jednak żeby ją przytulał. Kiedy ruszył w jej kierunku pokręciła przecząco głową próbując przywrócić miarowy oddech - A ona myśli tylko o sobie. Wydaje jej się, że tylko ona cierpi, bo nikt nie upija się do nieprzytomności - powiedziała przez łzy - Pokłóciłam się ze Stellą - wyjaśniła, kiedy już była w stanie normalnie mówić - Jak wróciłam do domu była taka pijana, że ledwo stała na nogach. I to nie pierwszy raz. Ostatnio przewróciła się w lesie i miała potem jakieś załamanie nerwowe w łazience. I wydaje mi się, że wtedy też nie była trzeźwa - nie przeszło jej przez gardło, że jej siostra jest alkoholiczką.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: yang
MULTI: Cornelia, Rory, Naia
 
parker emerson


Lives in
white log mews

w Berrylane od kilku miesięcy


leśniczy

próbują z lorną od początku



Wysłany: 2019-12-31, 17:30   
  
parker

  
emerson

  

  

  

  

  


  
'Cause even when there is no star in sight, you'll always be my only guiding light.

  
33 yo

  
177 cm

  


Problem polegał na tym, że nie mogła uszczęśliwić wszystkich na siłę, bo jeśli ktoś wolał tkwić w jakiejś swojej żałobie, nie mogła oczekiwać, że nagle, dzięki niej, uda się to zmienić. To nie było takie proste, a tylko i wyłącznie sama ładowała siebie w pesymistyczny nastrój. Ba, żeby to był tylko zły humor, Parker pewnie przymknąłby na to oko. Ale Lorna wyglądała jak kupka nieszczęścia, której potrzeba było więcej niż uścisku. Tylko, że Emerson nie wiedział, w jaki sposób jej pomóc, jak ją pocieszyć inaczej niż pustymi słowami. Nie wiedział, co robić, żeby przestała płakać. I to nie tak, że uważał, że wypięcie się tyłkiem na jej bliskich było najlepszym rozwiązaniem, bo to, co robił on sam w stosunku do rodziny też nie było w porządku, ale musiał być w tym jakiś umiar. Najwyraźniej ani ona, ani on go nie mieli. Tyle, że w dwie różne strony. I może terapia rzeczywiście była jakimś rozwiązaniem. Nie chciał dochodzić do wniosku, że najlepszym, bo to by oznaczało, że jednak uważa to za potrzebne, a od kilku dobrych miesięcy cholernie wzbraniał się przed wizytą u jakiegokolwiek specjalisty, który mógłby doprowadzić go do ładu. Pogłaskał ją po policzku, bo przecież nie miała za co dziękować. To właściwie od zawsze mógł być jej dom, gdyby Parker koncertowo tego nie spierdolił. Zamierzał się poprawić, ale wiedział, że tak z dnia na dzień nie da im się wrócić do tego, co było. A mimo to, chciał ją zapewnić, że zawsze jest tu dla niej miejsce, choćby świat miał się zawalić. Bo on też zatracał się w tych dobrych wspomnieniach. Tylko, że jemu było łatwiej, nie miał w sercu żalu do Lorny, tylko do całej sytuacji, która sprawiła, że się rozstali. Pewnie też do siebie, ale do niej nie, dlatego łatwiej było mu wracać do wszystkiego tak, jakby nigdy nic złego się nie wydarzyło. – Ciągle zastanawiam się, czy to na pewno prawda – przyznał szczerze. Jej obecność tutaj ciągle wydawała mu się nierealna. Ostatnie miesiące utwierdzały go w przekonaniu, że przeszłość już nie wróci. Pojawienie się Lorelei tylko uświadomiło mu, że nie ma nawet najmniejszych szans, żeby Lorna kiedykolwiek go zechciała, a mimo to nie potrafił się w nic zaangażować. I już teraz wiedział, dlaczego. Bo przeznaczenie pchało go w tym jednym, konkretnym kierunku. Westchnął głośno. Chciał do niej podejść, ale, kiedy go zatrzymała, oparł się o blat i uważnie jej słuchał. – Pokłóciłyście się, bo wytknęłaś jej, że za dużo pije? Wiesz, że wam obu jest teraz ciężko i nawet, jeśli będziesz jej to mówić, ona tego nie zauważy, dopóki uważa, że jej to pomaga? – nie chciał bronić Stelli, nie chciał stawać po drugiej stronie barykady i dowalać Lornie, ale nie mogła spodziewać się innej reakcji swojej siostry, mimo że się o nią martwiła. I Parker wiedział to, bo był kiedyś na miejscu Stelli. Potrzebował cholernie dużo czasu, żeby dojrzeć do tego, że się pogrąża. I jemu wystarczyło tylko rozstanie z Lanaghan, żeby doprowadzić się do takiego stanu, a dziewczyny były w znacznie poważniejszej sytuacji. – Nie możecie się teraz kłócić, musicie się wspierać. Nawet, jeśli czasami musisz powiedzieć coś, co jest przeciwne twoim przekonaniom – podszedł do niej w końcu, bo nie mógł znieść tej odległości.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: martyna
 
Lorna Lanaghan


Lives in
white log mews

w Berrylane od zawsze


pielęgniarka w przychodni

rodzina jej się sypie, a parker ją pociesza



Wysłany: 2020-01-06, 22:49   
  
lorna

  
lanaghan

  

  

  

  

  


  
lorna jest czymś pomiędzy duchem, nimfą, demonem i elfem w jednym ~ stella lanaghan

  
27 yo

  
170 cm

  


Lorna sama nie wiedziała, kiedy tak zatraciła się w tej rodzinie. Kiedy wszyscy stali się ważniejsi od niej. Znaczy od zawsze tak miała. To żadne zaskoczenie. Stawiała potrzeby innych ponad swoje, jednak nigdy do tego stopnia. Nie potrafiła patrzeć, jak cierpią, a wydawało się, że wszystkim wiedzie się gorzej, niż jej. Rozwody, wypadki, śmierć, burzliwe rozstania, wojna - wszystko to dotyczyło jej rodzeństwa, kiedy ona wiodła sobie sielankowe życie w małym miasteczku. Jak mogła im więc nie pomóc? Patrzeć, jak cierpią? W porównaniu z tym jej cierpienie związane ze stratą to nic. Pewnie trochę przesadzała. Może te wszystkie dramaty byłby zbędne, gdyby odpuściła, gdyby uznała że Stella jest zwyczajnie pijana i nie należy brać do serca tego co powiedziała. Ale wzięła. Nie umiała inaczej, bo nigdy się tak nie czuła. Nawet Parker nie złamał jej tak serca, jak siostra.
- Ja za dużo piłam po wypadku. Za dużo imprezowałam, robiłam za dużo wszystkiego żeby nic nie czuć - przyznała - Ona na prawdę ma problem. Widzę różnicę - powiedziała stanowczo upierając się przy swoim. Jasne, każdy inaczej się zachowuje. Ktoś mógł wtedy powiedzieć, że ona też ma problem, jednak wyglądało to zupełnie inaczej. Stella wydawała się tracić kontrolę nad swoim życiem, zatracała się w swoim bólu nie patrząc na innych i to co im wyrządza. A przecież taka nie była - Nie dramatyzuję - wcale jej tego nie zarzucał, ale czuła że właśnie to chodziło mu po głowie. Nie mógł powiedzieć, że przesadza, jednak słysząc jego słowa trochę się tak czuła - Ale ona nie chce mojego wsparcia, wyraźnie mi to powiedziała - na samo wspomnienie słów siostry łzy cisnęły jej się do oczu - Ani mojej pomocy. A tego potrzebuje. Nie mogę jej zostawić Parker - powiedziała. Kiedy podszedł do niej bliżej oparła głowę o jego ciało - Oni wcale mnie nie potrzebują - wydukała ledwie słyszalnie, po czym uniosła głowę, żeby na niego spojrzeć - Odkładam wszystko na dalszy plan dla nich wszystkich, żeby się nimi zająć i utrzymać tą rodzinę razem, tak jak rodzice by tego chcieli, a oni zupełnie to ignorują. Kurwa, oni wszystko utrudniają, a potem słyszę, że w ogóle mnie nie potrzebują - dobrze wiedziała, że nie tylko Stella ma problemy. Każdy z nich się z czymś zmagał, a ona była gotowa wstrzymać swoje życie tylko, żeby im pomóc. Nie oczekiwała pochwał ani nagród. Chciała tylko współpracy, bo chciała, żeby byli szczęśliwi. Czy to tak dużo? - Nikt mnie nie potrzebuje - mruknęła patrząc w podłogę. Sama nie wiedziała czy to poniekąd zarzut też w jego kierunku, ale nie byłaby w stanie z czystym sumieniem odpowiedzieć, że nie. Przecież on też wybrał coś innego. Zrezygnował z niej, więc wcale jej nie potrzebował, prawda? - Chyba potrzebuję czegoś mocniejszego, niż herbata - powiedziała po chwili ciszy patrząc na niego proszącym wzrokiem - O ile mogę tu zostać - nie będzie przecież wracała po pijaku.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: yang
MULTI: Cornelia, Rory, Naia
 
parker emerson


Lives in
white log mews

w Berrylane od kilku miesięcy


leśniczy

próbują z lorną od początku



Wysłany: 2020-01-15, 21:59   
  
parker

  
emerson

  

  

  

  

  


  
'Cause even when there is no star in sight, you'll always be my only guiding light.

  
33 yo

  
177 cm

  


Musiała znaleźć w tym wszystkim zdrowy rozsądek, jakiś złoty środek. Owszem, przejmowanie się rodziną to jedno. Jakaś chęć pomocy im to drugie, ale nie mogła doprowadzać siebie do takiego stanu, kiedy nie mogła złapać oddechu. Nie mogła przeżywać tego aż tak, nie mogła pozwalać jakimkolwiek ludziom – rodzinie, przyjaciołom, Parkerowi, czy zupełnie obcym ludziom, żeby doprowadzali ją do takiego stanu. Musiała znaleźć w sobie siłę, żeby nie przeżywać tego aż tak. I może rzeczywiście wizyta u dobrego terapeuty mogłaby jej pomóc. Nie odizolowywać się od problemów innych, ale patrzeć na nie z dystansu, jakimś chłodnym okiem, żeby móc znaleźć jakieś dobre ich rozwiązanie, zamiast załamywać się do tego stopnia.
- Wiem, że ty to widzisz, nie twierdzę, że coś sobie zmyśliłaś. Po prostu ona tego nie widzi, więc odbiera to jako atak. I każda wasza rozmowa będzie tak wyglądała, dopóki ona się o tym nie przekona – westchnął. A nie przekona się zbyt szybko. Dopiero w momencie, kiedy znajdzie się na dnie. Lorna nie chciała do tego dopuścić, ale lepiej było poczekać, niż ostatecznie stracić siostrę, bo przecież takie kłótnie (nie mogła to być lekka sprzeczka, skoro Lanaghan przyjechała do niego w takim stanie) mogły tylko znacząco pogorszyć ich relacje. – Nie dramatyzujesz – powtórzył za nią, bo nie twierdził tak. Po prostu próbował jej wytłumaczyć, jak to wygląda z jego perspektywy, z perspektywy osoby, która była na miejscu Stelli i której udało się jakoś z tego wyjść. – Potrzebuje cię, ale jeszcze nie zdaje sobie z tego sprawy. I nie powinnaś jej zostawiać, po prostu przy niej bądź – odpowiedział. Chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, jak ciężko będzie Lornie tak po prostu być, kiedy ewidentnie widziała, że świat się walił. Ale on zamierzał być przy niej i jakoś jej w tym pomóc. Widział, jak bardzo się starała i jak bardzo czuła się w tym wszystkim niedoceniona i gdyby mógł, nakopałby do tyłka każdemu, kto sprawił jej przykrość. Ale ci ludzie byli jej rodziną i prędzej odwróciłaby się od niego niż od nich, a po drugie przechodzili teraz przez piekło. Wszyscy i każdy musiał się z tym uporać na swój własny sposób. – Ja ciebie potrzebuję – nie mówił tego z litości. Gdyby nie ona, pewnie nadal zamykałby się na wszystko i wszystkich. Nie stało się tak dzięki Lorelei, bo przecież ostatecznie nic z nich nie wyszło, a Parker na nowo zaczął się izolować. To Lorna sprawiła, że znowu zaczął się zmieniać. – Whiskey? – zapytał, bo pewnie miał jakąś butelkę na czarną godzinę. – Oczywiście, że możesz tu zostać – przecież to było logiczne. – O ile pomożesz mi z tymi ścianami – chciał jakoś rozładować atmosferę. Pocałował ją w czoło.
_________________
[Profil]
  MÓW MI: martyna
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,08 sekundy. Zapytań do SQL: 6