menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#25 It's beginning to look a lot like Christmas
Autor Wiadomość
Finley Bowden


Lives in
capitol hill

w Berrylane od ...no już nie mieszka wcale


studentka robotyki i pracownica w biurze w obserwatorium

w bardzo poważnym dwuletnim związku z astrofizykiem


Wysłany: 2019-12-14, 15:21   #25 It's beginning to look a lot like Christmas
  
finley

  
bowden

  

  

  

  

  


  
`

  
18 yo

  
152 cm

  


stąd

Bez drzewka nie było tak w stu procentach świątecznie, nie mogło go zabraknąć! Nie mogło też zabraknąć światełek i bombek, które Finley przezornie kupowała drewniane i plastikowe, żeby ich zwierzęta nie narażać na żadne pocięcie się, zwłaszcza że oboje pracowali i czasem trochę musiały poczekać aż wrócą do domu, a jak wiadomo, zwierzaki się bawią. Mają też swoją naturę, dlatego Finley zapewniła Haydena, że ma już patent na to żeby kot nie narobił do doniczki, chociaż póki co jej kwiatki w domu były bezpieczne pod tym kątem, więc nie powinno być źle! Ale z drugiej strony, kwiatki są mniejsze... no ale, jakoś to będzie, póki co w końcu wybrali, zapłacili, poczekali aż pan sprzedawca owinie ją w kondonek, żeby się lepiej niosło i chociaż faktycznie Hayden musiał trzymać dół, dla stabilizacji, Fin trzymała obok, żeby nie uderzała go co chwile w twarz. Spakowali ją jakoś do samochodu i podjechali pod mieszkanie, daleko nie było. A potem trzeba było ją wyciągnąć! I tu się pojawiły małe problemy, przy otwieraniu drzwi, ale na pomoc przybyła pomocna sąsiadka i już po chwili zajęli całą windę ze swoim zielonym przybyszem. Chwila i już byli na górze, już ustawiali choinkę w jej standardowym miejscu, odganiając się od skaczącego psa, bo kot jednak się wystraszył i schował na drapaku. Mogli się też w spokoju rozebrać i pójść wyciągnąć z głębi szafek ozdoby choinkowe. - Okej skarbie, zarządzasz lampkami, proszę bardzo, czyń honory - podała je Haydenowi i wspięła się na palce żeby dać mu buziaka w policzek. - I znalazłam sznur - o, to też jeszcze ważne było, trzeba choinkę obwiązać, żeby bezpieczna była. Dlatego jednak zabrała mu te lampki i sznur oddała, śmiejąc się cicho - zamiana - stwierdziła, starając się je jakoś rozplątać, przy okazji, zerkając co rusz na Haydena i zastanawiając się czy to już jest ten moment żeby z nim porozmawiać o tym, co ją tam w środku lekko swędzi, czy jeszcze nie...
_________________
[Profil]
  MULTI: briony, elfred, perry, lea, wolfie, joey, maia, gal, callie, scott, adelaide, nora
 
Hayden A. Lyons


Lives in
capitol hill

w Berrylane od już dawno tutaj nie mieszka


upierdalam studentów na astrofizyce i robię projekt dla wojska

a w głowie mi jedna studentka

Wysłany: 2019-12-18, 15:05   
  
Hayden

  
Lyons

  

  

  

  

  


  
it's my life and its's now or never

  
29 yo

  
197 cm

  


Taszczenie choinki to ciężka sprawa była i naprawdę Lyons się starał żeby nie zabić siebie, przechodniów i jeszcze nie zniszczyć drzewka. Silny mężczyzna, czy coś tam. Musiał jednak sobie czasem powyklinać żeby dać upust negawtynym emocjom, które się w nim gromadziły gdy się przez przypadek o coś pierdolnął, bo choinka czasem zasłaniała mu pole widzenia. W każdym razie gdy już doszli bezpiecznie do domu to mógł odetchnąć z ulgą i jak już postawił tą choinkę to aż się musiał oprzeć o framugę drzwi żeby kilka głębszych oddechów złapać. Westchnął sobie widząc już świąteczne szaleństwo w oczach Finley ale co miał zrobić? No, rozebrał się i zatargał choinkę do salonu najpierw jeszcze informując Tesle, że to nie jest to drzewko, ktore może obsikać jak te w parku. Ustawił wszystko tak jak powinno być, a jak mu Finley wręczyła lampki to spojrzał najpierw na lampki, później na nią i znowu na lampki, jakby nie wiedział co z nimi robić.
- A podobno mam doktorat z astrofizyki - westchnał sobie nieco rozbawiony, co za degradacja... z wykładowcy na kieronika od światełek choinkowych. I gdy myślał, że już niżej w świątecznej karierze nie będzie to dostał sznurek. - Mam się na nim powiesić? - zapytał rozbawiony, bo taki z niego był żartowniś. Uśmiechnął się jednak do niej i podszedł do choinki żeby ją przywiązać do kaloryfera. Oczywiście musiał sobie zakląć, bo te okropne igły znowu go kuły w jego delikatne dłonie.
- Dobra, powinno działać. Najwyżej będziemy zbierać - powiedział gdy już wszystko było solidnie przywiązane. - Gorzej jak nam wyrwą kaloryfer, wtedy oba do schroniska - dodał sobie jeszcze groźnie patrząc na psa i kotka. No jakby Tesla swoim cielskiem wskoczył na choinkę to różnie mogłoby być. - Jak myślisz co kupić babci? - zapytał, bo on nie miał pomysłu. Dziadkowi już wiedział co, dobra whisky i cygaro. Dziadziuś był wykwintny. - W pierwszy dzień świąt jedziemy do Twoich rodziców? - zapytał zerkając na nią, a później wziął od niej te lampki, bo pewnie więcej rozplatywania tam było więc mogli robić to we dwoje. - Może na drugi dzień świąt zaproszę Olivię? Bez Kary, bo co za dużo Kary to niezdrowo - szczególnie dla Finley.
_________________

[Profil]
  MÓW MI: Pani Cyc
MULTI: GIN I WILLIAM I JOLLY I DAWSEY I LAILA I MARCY
 
Finley Bowden


Lives in
capitol hill

w Berrylane od ...no już nie mieszka wcale


studentka robotyki i pracownica w biurze w obserwatorium

w bardzo poważnym dwuletnim związku z astrofizykiem


Wysłany: 2019-12-18, 23:58   
  
finley

  
bowden

  

  

  

  

  


  
`

  
18 yo

  
152 cm

  


Oczywiście, Finley uwielbiała święta. Jeszcze trochę i ich kuchnia zmieni się w wielką produkcję ciasteczek, bo chciała zrobić przepisy na takie, które zwykle wycinała z mamą i przetestować kilka nowych. A Hayden będzie musiał pomagać, donosić mąki, wyciągać blaszki i testować. Ewentualnie dostanie jeszcze na koniec zadanie lukrowania i ozdabiania, co pewnie nie skończy się zbyt ładne... no ale kto powiedział, że pierniki muszą być piękne? Tak czy siak będą smaczne przecież. Zamierzała też zrobić inne potrawy... więc cóż, sporo będzie musiał Hayden znieść świątecznych spraw przez następny miesiąc.
- Lampki to takie gwiazdki, wszystko pasuje - wyjaśniła mu i zaśmiała się cicho, niejedne lampki pokonały większych naukowców, zwłaszcza w czasie, w którym robili takie, że jak jedna się zepsuła, to cały zestaw wysiadał i nie chciał świecić. - Nie żartuj tak - zmarszczyła brwi i rzuciła mu pełne wyrzutu spojrzenie w tym momencie, bo to wcale zabawne nie było. I pewnie dlatego go te igły tak pokłuły, heh, karma.
- Grunt żeby tym urwisom się nic nie stało - przytaknęła mu i nawet spojrzała na zwierzaki. Tesla im się przyglądał, leżąc, a kot wystawiał nos ze swojego ukrycia i pewnie już kombinował co zrobić z takim drzewkiem. Zaśmiała się też na jego kolejne słowa - Wtedy następną choinkę schowamy za... kratami, które tu zainstalujemy - skinęła lekko głową, brzmiało jak plan. Jak Hayden znowu nabroi, to będzie tam potem siedział za karę, hehe.
- Może jakąś ładną torebkę? Tą ostatnią miała taką podrapaną już trochę - zaproponowała, uważając że to ona zajmie się wybieraniem. Hayden może co najwyżej pokiwać głową albo pokręcić, ale nie będzie musiał, Fin przecież miała dobry gust. - Tak, mamy zaproszenie na obiad ]- przytaknęła i westchnęła sobie cicho, bo jak wiadomo, były to sprawy rodzinne, a więc skomplikowane. Po jego kolejnych słowach spojrzała na niego zaskoczona - dla mnie czy bo sam chcesz? - zapytała, zaciekawiona. - Jest tu zawsze mile widziana, mogę wam nawet załatwić kilka chwil sam na sam - dodała, przyglądając mu się dalej z uwagą, bo kto wie, może zaraz się z tego jednak wycofa? Wiadomo jak podchodziła do tego Finley, uważała że powinien był zrobić to już dawno temu. Miała nadzieje że nie jest za późno dla Liv... gdyby po ich zerwaniu po roku dopiero przyszedł do niej, nie chciałaby z nim gadać. - Jeszcze trochę takich niespodzianek i może dostaniesz wcześniej prezent Mikołajkowy - dodała po chwili namysłu, jak już rozplątała swoją stronę lampek i znalazła ich końcówkę do ustawienia na górze. I odruchowo chciała to zrobić sama, stając na palcach, ale potem zmarszczyła lekko brwi i podała koniec Haydenowi - dookoła - wyjaśniła cicho, przejmując od niego drugą część światełek.
_________________
[Profil]
  MULTI: briony, elfred, perry, lea, wolfie, joey, maia, gal, callie, scott, adelaide, nora
 
Hayden A. Lyons


Lives in
capitol hill

w Berrylane od już dawno tutaj nie mieszka


upierdalam studentów na astrofizyce i robię projekt dla wojska

a w głowie mi jedna studentka

Wysłany: 2019-12-20, 09:55   
  
Hayden

  
Lyons

  

  

  

  

  


  
it's my life and its's now or never

  
29 yo

  
197 cm

  


- To tylko żarcik, nie denerwuj się - powiedział uśmiechajac się do niej. Jak wiadomo Hayden nie był jakoś specjalnie sprawnym w kwestiach społecznych człowiekiem i często najpierw coś mówił, a później myślał. Nie wiem, może go boli coś jak się najpierw zastanowi, a dopiero później powie. Może tak być!
- Albo nie kupimy wcale choinki - zaproponował, bo to też był jakiś pomysł i jemu to odpowiadało. Mniej targania, mniej sprzątania, mniej obaw przed ewentualnymi zniszczeniami. Był za! Jak wiadomo Lyons mały despota jeżeli chodzi o sprzątanie to pewnie sie denerwował jak igiełki leżały na ziemi i nie mógł normalnie siedzieć na kanapie dopóki to nie zniknęło z podłogi. Życie pedanta ciężkie jest. No ale chyba był tak nauczony, że powinno sie mieć porządek i wszystko względnie ułożone, zarówno w życiu jak i mieszkaniu. Z tym życiem to Lyonsowi aż tak dobrze nie szło wiec przynajmniej dobrze żeby na chacie było dobrze.
- Torebkę... okej - powiedział kiwając głowę - a mogę Ci dać hajs i sama coś wybierzesz? - zapytał, bo wiadomo, że on sie nie znał to po pierwsze, a po drugie chodzenie po sklepach w okresach przedświątecznych było tragedią. Nie miał chyba do tego cierpliwości. - Ooo albo zamówimy prze neta - on wszystko lubił zamawiać przez neta, mniej zachodu. - No to super - lubił jak jej mama gotowała, jak Finley gotowała też lubił, jej mamę też lubił i Finley lubił nawet bardziej ale oczywiście na temat mamy sie nie wypowiada, bo wiedział już jaki to jest dla Fin drażliwy temat. Chociaż... może żeby się z nią podroczyć. - Powinienem kupić prezent Twojej mamie, jaki rodzaj bielizny lubi najbardziej? - zapytał patrząc na nią z miną, która wyraźnie wskazywała na to, że sobie w tej chwili żartuje, żeby nie było. Nie planował kupować jej mamie bielizny. Może jakąś książkę? - I tak i tak - chciał mieć już to po prostu za sobą. Skoro Kara teraz nie będzie miała za bardzo czasu na spotkania z córką, bo jednak małe dziecko to wymagało wiele uwagi, no to może Hayden się z nią zobaczyć, oczywiście o ile sama będzie chciała. - To moja siostrzenica, nie randka - powiedział marszcząc czoło, bo po co, by mu było jakieś sam na sam, w takiej koncepcji to wolał z Finley siedzieć. - Wcześniej? Hmm... czyli co jednak chcesz żeby cię coś ukuło? - zapytał rozbawiony i wziął od niej te lampki, a później zaczął je wieszać na samej górze choinki, całe szczęście był wysoki, wystarczyło wiec, że trochę stanął na palcach i już było udekorowane. Oczywiście wtedy Tesla doszedł do wniosku, że jakaś wielka krzywda się dzieje jego panu i musiał zacząć szczekać. - Idź sobie gdzieś - mruknął Hayden zerkając na psa - Tesla morda... - rzucił już trochę bardziej stanowczo aż pies się w końcu przymknął i obrażony poszedł na swoje legowisko. - A Ty co byś chciała dostać pod choinkę? Kara pyta - okej, nie miał jeszcze dla niej prezentu, bo nie miał za bardzo pomysłu ale musiało to być coś ładnego.
_________________

[Profil]
  MÓW MI: Pani Cyc
MULTI: GIN I WILLIAM I JOLLY I DAWSEY I LAILA I MARCY
 
Finley Bowden


Lives in
capitol hill

w Berrylane od ...no już nie mieszka wcale


studentka robotyki i pracownica w biurze w obserwatorium

w bardzo poważnym dwuletnim związku z astrofizykiem


Wysłany: 2019-12-20, 15:49   
  
finley

  
bowden

  

  

  

  

  


  
`

  
18 yo

  
152 cm

  


No żarty z jego śmierci nigdy nie mogły być dla niej zabawne, przecież wiedział jak się martwiła jego zdrowiem przez te wszystkie papierosy i tryb życia. Na dodatek mieli dość sporą różnice wieku, a kobiety żyją dłużej statystycznie, więc bardzo się obawiała o część życia, która może jej przyjść bez Haydena....
- Ej - spojrzała na niego, wyginając usta w podkówkę, żeby zobaczył ile smutku dla niej oznacza taki totalny brak choinki. Święta bez niej były smutne, a ozdabiając inne rzeczy też ryzykowali, że pies lub kot uzna to za zabawkę i spróbuje dopaść. Taki urok posiadaczy dwóch zwierząt, kanapę też będą musieli szybciej wymieniać niż osoby, które zwierzaków nie mają, bo tyle pazurów na niej ląduje. I dobrze, że jego natura pedanta się zamykała, kiedy dookoła leżały porozrzucane ubrania i uprawiali seks, bo to byłoby przykre gdyby wolał je układać, niż zajmować się nagą Finley.
- Nie, pójdziesz do towarzystwa i żeby nosić ciężkie zakupy. Chce kupić mamie takie półmiski na ciasta i ciasteczka jeszcze - wyjaśniła, bo heh, skoro nie chciał wymyślać, to mógł chociaż pomagać siłą swoich mięśni. Finley była niewielka, szybko by jej obie ręce te prezenty zajęły i co wtedy? - Przez neta nigdy nie wiesz czy dojdzie na czas, dopiero co był black friday - przypomniała mu, bo to było ryzykowne. A jak jeszcze człowiek chciał coś wymieniać i w ogóle, to czasem na zwrot hajsu musiał trochę poczekać. A na jego kolejne słowa nie odpowiedziała, po prostu kopnęła go w łydkę.
- Okej - odpowiedziała za to, ostrożnie. Nie chciała się znowu kłócić z tego powodu, dlatego tylko pokiwała głową - sam na sam nie spędza się tylko czasu na randce. Po prostu to wy się musicie poznać, ja znam was obu, a bez sensu jak zaczniemy plotkować czy coś - wyjaśniła, od razu zastanawiając się jakie są rozrywki otwarte już drugiego dnia... no ale, chyba wszystkie. Z drugiej strony mieli się poznać, więc wgapianie się razem w film na ekranie to nie do końca warunki do tego... a z trzeciej strony, wtedy zawsze mogą pogadać o filmie. Eh, skomplikowane!
- Teraz już nie wiem czy zasłużyłeś - westchnęła, bo psuł jej nastrój rzucając głupie teksty o jej mamie. Pomogła mu z lampkami, podsuwając je, a potem poszła po pierwsze opakowanie bombek, otwierając je i zaczynając wieszać tam, gdzie sama sięgała. Na jego pytanie delikatnie zmrużyła oczy - Kara chce mi kupić prezent? - zapytała zdziwiona - może mi oddać moją laleczkę voodoo i przestać wbijać w nią igły - mruknęła cicho, a potem wywróciła lekko oczami - nie wiem, jak uważa - podsumowała w końcu, bo sama jeszcze nie myślała o prezentach akurat dla rodziny Haydena. Dla Ady miała pomysł na jakiś zestaw kosmetyków naturalnych, ale z Karą? Dobrze wiedziała, że będzie hejtować wszystko co od niej dostanie.
_________________
[Profil]
  MULTI: briony, elfred, perry, lea, wolfie, joey, maia, gal, callie, scott, adelaide, nora
 
Hayden A. Lyons


Lives in
capitol hill

w Berrylane od już dawno tutaj nie mieszka


upierdalam studentów na astrofizyce i robię projekt dla wojska

a w głowie mi jedna studentka

Wysłany: 2019-12-23, 00:41   
  
Hayden

  
Lyons

  

  

  

  

  


  
it's my life and its's now or never

  
29 yo

  
197 cm

  


Uśmiechnął się i lekko pokręcił głowa. - Dobra, kupimy dwie - powiedział, bo w sumie pewnie gdyby chciała to i cały las, by jej tu przytargał. Tak się wcześniej odgrazal, że w ogóle nie chce obchodzić świąt, że choinka jest ble, a jak się skończyło? W zeszłym roku sam pierwszy pognał po drzewko. Zmieniał się powoli, nie wiedział jeszcze czy to dobrze czy źle. Może się starzał po prostu.
- No dobra, ale proszę, bardzo lepsze, załatwmy to szybko okej? Wiesz jakie to męczące, szczególnie teraz jak ludzi pełno w tych sklepach - nigdy nie był fanem takich zakupów. No ale czasem trzeba było, miała rację, nie wszystko można było kupić bezpiecznie przez Internet. Jakość może być słaba i tylko pieniądze w błoto się wyrzuci.
- Nie wiem o czym miałbym z nią rozmawiać, nie znam jej, a pogawędki o Karze raczej na nic się nie zdadzą - westchnął, no bo nie miał jakoś pomysłu na rozmowę. - Lepiej żebyś była z nami, wolę plotki niż głuchą i niezręczną ciszę - obawiał się trochę tego spotkania, w sumie nie wiedział czy Olivia będzie chciała w ogóle przyjść. - Na pewno będzie jej raźniej jak z nami posiedzisz - w końcu on dla Olivii też był praktycznie obcym człowiekiem. No więc mogło się różnie to potoczyć. - Mi zresztą też - dodał jeszcze uśmiechając się do niej. Na pewno byłoby mu lepiej wiedząc, że w razie czego Finley uratuje go z opresji gdy palnie jakąś głupotę.
- Okej przekaże jej, zero laleczek i szpil. Teraz i tak nie będzie miała na to za bardzo czasu. Callum Jr pewnie im nie daje spać po nocach - w sumie może przez to jego siostra stanie się jeszcze bardziej drażliwa. Jezu, lepiej nie. - Wiem, że to nie są Twoje wymarzone święta. Mam nadzieję, że kiedyś dorobimy się jakiegoś fajnego domu albo przynajmniej większego mieszkania, żebyśmy nie musieli wybierać z kim spędzać wigilię- mogliby wtedy urządzić własną i zaprosić wszystkich bliskich. Hayden oczywiście, by Finley pomógł wszystko przygotować, może nie w kuchni ale na pewno, by wszystko ładnie posprzątał.
_________________

[Profil]
  MÓW MI: Pani Cyc
MULTI: GIN I WILLIAM I JOLLY I DAWSEY I LAILA I MARCY
 
Finley Bowden


Lives in
capitol hill

w Berrylane od ...no już nie mieszka wcale


studentka robotyki i pracownica w biurze w obserwatorium

w bardzo poważnym dwuletnim związku z astrofizykiem


Wysłany: 2019-12-23, 19:53   
  
finley

  
bowden

  

  

  

  

  


  
`

  
18 yo

  
152 cm

  


Na szczęście las był bezpieczny, zwłaszcza że Finley robiła taką trochę dżunglę w ich mieszkaniu z małych kwiatuszków, tu i ówdzie. Mieszkała tu już pół roku ponad, więc co jakiś czas sprawiała im jakąś ładną roślinkę, niby nic, a jednak coś. I już pewnie z jakieś siedem-osiem sztuk gdzieś po kątach się kręciło, coś w łazienkowym oknie, dwa w kuchni, trzy w salonie... więc o zieleń w domu dbała.
- Też mi się nie uśmiecha chodzenie przez te kilka godzin wśród ludzi, którzy przeciskają się, rozpychają i tworzą kilometrowe kolejki - westchnęła ciężko, bo jak zakupy lubiła, tak nadmiar ludzi, przepychanie i wciskanie się, niespecjalnie. Była w końcu niewielka, drobna i niska, łatwo się gubiła w tłumie ludzi. - No ale trzeba. Karze możemy wziąć coś do mieszkania, jakiś zestaw ręczników, półmisków, czy czegoś z porcelany właśnie - zaproponowała, bo dopiero co się urządzali, na pewno nie mieli takich rzeczy. A nawet jak mieli, to tego nigdy zbyt wiele, zawsze się przyda.
- Mówiłam ci o czym, kiedy o tym rozmawialiśmy - przypomniała mu, bo przecież podrzuciła mu kilka tematów do rozmów - ale okej, uratuję cię, księżniczko w opresji - westchnęła, chociaż na pewno spotkali się w szpitalu, skoro Olivia tam była, no i Ada, i Callum. Finley też później przyjechała, z kanapkami i sałatką, bo trochę ją poniosło. Herbatę w termosie też im przywiozła, taka była.
- Zawsze możesz iść ją trochę odciążyć - mruknęła, z rozbawionym uśmiechem. W końcu był wujkiem, to nie tylko rozpieszczanie i dawanie prezentów, ale też pilnowanie od czasu i taka ogólna pomoc z tym wszystkim.
- Święta to chyba zawsze jest problem, tylko jak jesteśmy dziećmi, wydaje nam się że wcale nie i wszystko jest magiczne i bajeczne - westchnęła sobie cicho, bo właśnie tak było, prezenty pojawiały się nie wiadomo skąd (jak rodzice mieli skille), jedzenie było dobre, wszyscy wydawali się być dla siebie mili. Sekrety rodzinne wychodziły na jaw dopiero potem. - Upieczemy potem ciasteczka, w ogóle, nie wymigasz się od wycinania i lukrowania - dodała, jeszcze, przywracając na twarz wesoły uśmiech i idąc po resztę bombek. Połowa byłą już ubrana, więc prosta droga.
- Co najlepiej wspominasz ze swoich świat jako dziecko? - zapytała, nieśmiało trochę, przysuwając się bliżej niego, pod pretekstem wieszania bombeczki.
_________________
[Profil]
  MULTI: briony, elfred, perry, lea, wolfie, joey, maia, gal, callie, scott, adelaide, nora
 
Hayden A. Lyons


Lives in
capitol hill

w Berrylane od już dawno tutaj nie mieszka


upierdalam studentów na astrofizyce i robię projekt dla wojska

a w głowie mi jedna studentka

Wysłany: 2019-12-28, 08:42   
  
Hayden

  
Lyons

  

  

  

  

  


  
it's my life and its's now or never

  
29 yo

  
197 cm

  


- Ugh, no dobra. W przyszłym roku wszystko kupujemy wcześniej. - Westchnął no bo to tak właśnie wyglądało jak się prezenty na ostatnią chwilę zostawiła. Teraz Hayden to już pod koniec października zacznie robić ludziom upominki. Mniej nerwów, a może nawet coś się uda taniej kupić. To był dobry plan, który pewnie nie wypali, bo Lyons to jednak był typ człowieka, który większość rzeczy robił na ostatnią chwilę. Nie potrafił się inaczej zmotywować dopóki nie czuł bata deadline na swoich plecach. Taki był z niego mały leniuszek w pewnych kwestiach ale pomarzyć nie zaszkodzi. - Może być, Callumowi kupię whisky, to zawsze dobry prezent dla faceta- albo karnet do klubu ze striptizem, z tym, że to był mąż jego siostry więc Hay z takim prezentem by nie ryzykował. Co innego taki Scott.
- kiedy to było - no już bardzo dawno, a nie zapisywał sobie wtedy tego więc mógł zapomnieć. Miał dobra pamięć ale do wybiórczych spraw. Musiał w swojej głowie mieć wiele istotnych informacji i wzorów, które mu się przydają w pracy. Nie miał miejsca na takie mało istotne rzeczy jak tematy rozmów ze swoją siostrzenicą. - Super, będziesz też jeździć na koniu?- zapytał unosząc lekko brew, bo wiadomo o co mu chodziło, a skoro Finley miała być jakim rycerzem...
- No niby tak ale to dziecko jest takie małe i się rusza w tym kocyku i płacze...- trochę się tego obawiał i gdy trzymał Calluma Jr na rękach to był pewien, że to upusci i to będzie ostatnia rzecz jaką zrobi w życiu, znając jego siostrę. Nie wiedział też za bardzo co do takiego dziecka mówić, bo bym prawie pewien, że on rozumie mniej niż jego pies.
Uśmiechnął się lekko słysząc jej słowa. On magię świąt utracił już dawno. Chciałby ja pocieszyć i powiedzieć, że wcale tak nie jest, że to wciąż jest wyjątkowy czas i tak dalej. No ale byłoby to jawne kłamstwo. - Ech, no niech stracę- westchnął wywracając oczami. - Będę dobrym pomocnikiem świętego Mikołaja- dodał jeszcze pod nosem z rozbawieniem i puścił do niej oczko.
- Hmm nie wiem w sumie. Pewnie prezenty. - No jak to dziecko, zawsze najważniejsze były prezenty. - A Ty?- odbił pałeczkę przyglądając się jej gdy zawieszał jeszcze jakieś bombki.
_________________

[Profil]
  MÓW MI: Pani Cyc
MULTI: GIN I WILLIAM I JOLLY I DAWSEY I LAILA I MARCY
 
Finley Bowden


Lives in
capitol hill

w Berrylane od ...no już nie mieszka wcale


studentka robotyki i pracownica w biurze w obserwatorium

w bardzo poważnym dwuletnim związku z astrofizykiem


Wysłany: 2019-12-29, 19:56   
  
finley

  
bowden

  

  

  

  

  


  
`

  
18 yo

  
152 cm

  


- Naiwniak - mruknęła cicho i zaśmiała się wesoło - nie no, tak naprawdę trzeba by było to opracować wcześniej i zrobić zakupy na black friday, no wiesz, żeby taniej było. I tak, żeby się nie dać oszukać przez podwyżki cen tuż przed, więc... wychodzi na to, że następne święta planujemy pod koniec września - podsumowała z rozbawieniem, oczywiście snując takie plany, bo nie chciała spędzać już żadnych świąt bez niego. W zeszłym roku ciągle jak durna wypatrywała kiedy Hayden się pojawi, a jak to zrobił, późnym wieczorem, to było jej od razu cieplej na sercu. Samą obecnością poprawiał jej nastrój, nawet nie musiał nic mówić. A czasami to serio lepiej żeby niektóre komentarze zachował dla siebie...
- Pomagający zasnąć, jak mały będzie ich budzić po nocach - zauważyła z rozbawieniem lekkim - okej, brzmi jak całkiem niezły plan - podsumowała, nie wracając już do tematu prezentów dla jej rodziców, ona coś kupi, Hayden będzie musiał pokiwać głową i nie dodawać głupich komentarzy.
- Pizza, pies, poziom szkolnictwa w Seattle i Berrylane - przypomniała mu, nie do końca pewna czy mówiła o ostatnim, ale heh, to było już dawno, więc sama nie pamiętała. Poza tym mieli się poznać, chodziło o to żeby zadawali sobie jakieś pytania, od błahych, po poważniejsze... z czasem, oczywiście.
- Jeśli znajdzie się jakiś dobrze wychowany koń - uniosła brwi, bo w sumie, mogli iść i w taką metaforę, Hayden wiedział jak patatajać, sprawdziła to już pierwszej nocy i z chęcią odświeżała pamięć raz na jakiś czas. Okej, o wiele częściej, ale była w tym wieku, w którym człowiek ma swoje potrzeby i libido szaleje. I jednak był dla niej wciąż strasznie atrakcyjny, nie zmieniało tego nawet to, jak wiele razy widziała go z gorączką, opuchniętego, z czerwonym i cieknącym nosem, kaszlącego, czy w inny sposób pochorowanego. Kochała go w każdym wydaniu.
- Za bardzo to się jeszcze nie rusza, nie może samo podnieść głowy ani odwrócić się na bok - zauważyła, bo to jednak był bobas, ich możliwości były ograniczone. - Kara ci pokaże jak go nosić i jak podtrzymywać główkę - nie wątpiła w to. I gdyby zapytał co mówić do takiego dziecka, to by mu powiedziała, że byle co da radę, bo ono i tak nic nie rozumie i cieszy się z ruszających kształtów, których jeszcze nawet do końca nie widzi, bo przecież takie noworodki to prawie ślepe są.
- Nie pożałujesz, będziesz jednocześnie testerem i oceniaczem każdej partii - kusiła go, bo wiadomo że pierniczki to super smaczna sprawa. Zaraz potem zadała swoje pytanie i jak odbił piłeczkę, westchnęła sobie cicho - chyba ten moment zaraz po odpakowaniu ich. Kiedy wszyscy są zadowoleni, piją kakao i siedzą razem, nabijając się z tych zabawniejszych prezentów, testując gry i tak po prostu, siedząc razem - podsumowała, z delikatnym uśmiechem i wspięła się na palce żeby go pocałować w usta delikatnie. - Okej, dam ci jeden prezent przed świętami, prezent, który do dzisiaj nie wiedziałam że chce ci dać - uśmiechnęła się tajemniczo, bo owszem, dodała sobie dwa do dwóch w swojej własnej głowie, po raz kolejny. Odłożyła puste pudełko po bombkach i zniknęła na moment w gabinecie, znajdując tam... długopis, z którym wróciła do salonu i który podała Haydenowi. Znał doskonale ten długopis, często go używali do podpisywania tego i owego... dlatego przyglądała mu się z tajemniczym uśmiechem, ciekawa czy wie na czym prezent polega, czy jeszcze nie.
_________________
[Profil]
  MULTI: briony, elfred, perry, lea, wolfie, joey, maia, gal, callie, scott, adelaide, nora
 
Hayden A. Lyons


Lives in
capitol hill

w Berrylane od już dawno tutaj nie mieszka


upierdalam studentów na astrofizyce i robię projekt dla wojska

a w głowie mi jedna studentka

Wysłany: 2020-01-07, 23:55   
  
Hayden

  
Lyons

  

  

  

  

  


  
it's my life and its's now or never

  
29 yo

  
197 cm

  


- No dojdzie nam jeden prezent do kupowania skoro mamy teraz w rodzinie lalkę Baby Born - Hayden miał siostry, wiedział co to jest za lalka. Nie był głupi. Dziewczynki sie takimi rzeczami bawiły, a on się mały loczkowany chłopiec denerwował jak chciały się z nim bawić w dom i miał być ich synem. W sensie sióstr, nie lalki. - Trochę słabo, że Kara urodziła w grudniu, będzie mu trzeba kupować trzy prezenty w tym samym miesiącu - biedny wujek Hayden, tyle pieniążków. No trudno, najwyżej będzie złym wujkiem i tylko jeden pod choinkę. Całe szczęście takie małe roczne czy dwuletnie dzieci mają w dupie to jakie prezenty dostaną i nie jest im super smutno, póki coś maja. Ze starszymi to dopiero jest problem, bo one już ogarniają świat dookoła i mają jakieś oczekiwania względem prezentów... całe szczęście do tego jeszcze jest trochę czasu.
- Przecież nie będę u nich spać... ale mogę go wziąć na spacer, chociaż nie wiem, chyba bym się bał, ze coś sobie zrobi w tym wózku. Dzieci są takie małe i ... biedne - zdane na łaskę dużych ludzi, wiecznie głodne, siedzące we własnych odchodach dopóki jakiś miły dorosły ich nie przebierze. No ogólnie bardzo łatwo im było też zrobić krzywdę, a Hayden był duży, miał dużo siły i trochę się bał nawet swojego siostrzeńca trzymać na rękach.
- Ech, a myślałem, że czasem lubisz tez te mniej wychowane - powiedział poruszając brwiami, a później się do niej szeroko uśmiechnął. Czasem sobie można było tak pogadać, ale prawda była taka, że Lyons to jednak delikatny kwiatuszek i raczej w łóżku nie wariował. Słaby z niego nieokiełznany ogier. Chociaż i tak się cieszył, że pomimo tego był dobrym nauczycielem i teraz Finley jeździ konno doskonale.
- Serio? Jezu biedne dziecko, ciągle zwrócone w sufit i tylko mordy się zmieniają - to musi być wkurwiające jak tak ciągle się ktoś nad tobą nachyla i coś pierdoli, nawet jeżeli małe dzieci prawie nie widzą.
- Yhym, czyli lubisz się już najeść, rozpakować i leniuchować? - zapytał unosząc lekko kącik ust w małym uśmiechu. Hayden nie był fanem świąt, jak był mały to wiadomo co go interesowało najbardziej. Teraz pewnie doceniał wszystkie skarpety, które dostał w prezencie, majty i pidżamy też. To są bardzo przydatne rzeczy.
Zdziwił się gdy mu przyniosła długopis, bo nie za bardzo wiedział o co może chodzić. - Oooo nasz długopis, dziękuję Fin to śliczny prezent, naprawdę się nie spodziewałem - powiedział i się zaśmiał pod nosem. No nieważne co, by mu dała. Nie oczekiwał nigdy od nikogo prezentów, przez lata praktycznie ich nie dostawał więc teraz też mógłby jakoś przeżyć. - Mam napisać list do Mikołaja? - zapytał jeszcze nieco rozbawiony ale i zaciekawiony. - Aaa... mam wystawić czek na coś? Ech... dobra ale tylko taki bez pokrycia - dodał wciąż się uśmiechając i spojrzał na nią trochę pytająco, bo nie wiedział o co chodziło z tym długopisem.
_________________

[Profil]
  MÓW MI: Pani Cyc
MULTI: GIN I WILLIAM I JOLLY I DAWSEY I LAILA I MARCY
 
Finley Bowden


Lives in
capitol hill

w Berrylane od ...no już nie mieszka wcale


studentka robotyki i pracownica w biurze w obserwatorium

w bardzo poważnym dwuletnim związku z astrofizykiem


Wysłany: 2020-01-12, 11:22   
  
finley

  
bowden

  

  

  

  

  


  
`

  
18 yo

  
152 cm

  


- Dwa - poprawiła go, z westchnieniem, bo jednak skoro chciał zapraszać Olivię na święta, to musiał się też liczyć z prezentem dla niej. Ale liczyła, że sam się domyśli, że to o niej mowa, bo nie chciała rozpoczynać jakoś szerzej tej dyskusji.
- Możesz oszczędzać na niego cały rok - uśmiechnęła się krzywo, nie zamierzała ingerować w to, co Hayden planował kupować chrześniakowi. Ani w to, czy odbije się to na prezentach dla niej, w ogóle zamierzała jak najmniej ingerować w życie tego dziecka i Kary tak naprawdę też. Belfrey już dawno pokazała jej się z tej zimnej i zamkniętej strony, i dokładnie tak jak mówiła jej w trakcie ich ostatniej rozmowy, zamierzała się do tego dostosować. W święta też wiedziała, że będą się zajmować czymś innym, nawet jeśli będą je spędzać w jednym budynku.
- No ja nie wiem jak bardzo chcesz się angażować... - przyznała, lekko wzruszając ramionami i zaraz potem uśmiechnęła się delikatnie, żeby wiedział, że nie ma nic przeciwko. - Na pewno pójdzie ci o wiele lepiej niż myślisz - dodała zaraz potem, bo jednak wiedziała, że będzie dobrym tatą, więc jak mógłby być złym wujkiem? No nie da się po prostu. Da się za to rozbawić bardzo Finley, kiedy Hayden starał się prowadzić sexy talk. W sumie i tak szło mu lepiej niż kiedyś...
- Wiesz, zdradzę ci sekret rycerzy. Ci najlepsi, najbardziej legendarni mają tylko jednego, silnego, okazałego konia, z jego... twardym i niezłomnym charakterem, gotowego galopować całą noc, a czasem chętnego na szybki kłus bez zapowiedzi - wyjaśniła, zbliżając się i końcówkę szepcząc mu już na uszko. Pocałowała go zaraz potem pod płatkiem ucha i lekko czubkiem nosa musnęła jego szyję. I jak się nad tym zastanowić, to przecież tak było, dzielny rycerz i jego wierny koń. Monogamia. Ona ze swojej była zadowolona i nie mogła powiedzieć, że seks z Haydenem był przeciętny, typowy czy nudny. I nie musiał się martwić o rutynę, Fin nie miała problemu z pokazywaniem mu, kiedy potrzebuje więcej pikanterii.
- Tak, właśnie tak - skinęła lekko głową, bo co innego się robi w trakcie świąt, jak nie właśnie jeść non stop i pić alkohol? Przynajmniej Hayden się ucieszy, że trochę przytyje, nawet jeśli tylko na chwile, bo zaraz potem przez stres przy egzaminach wszystko spali. Póki co jednak absorbowało ją coś innego, mały przedmiot, który znajdował się w jej dłoni. Odczekała chwilę, pozwalając mu wygłosić głupie uwagi, które po prostu zawsze musiał powiedzieć, a potem pokręciła powoli głową - jeśli kiedykolwiek będziemy brać ślub, Twoją przysięgę będzie musiało przeczytać i pomóc ci zredagować przynajmniej dziesięć osób, żebyś nie oberwał ode mnie bukietem w twarz - podsumowała z rozbawieniem i znów pokręciła głową - chociaż ciekawi mnie ten list do Mikołaja, który mógłbyś napisać, tooo nie. To jest do napisania czegoś innego - zrobiła małą pauzę, z uroczym uśmiechem - to długopis żebyś mógł wpisać... moje nazwisko. W papiery mieszkania. Jeśli wciąż tego chcesz - zaznaczyła, bo w sumie może się rozmyślił i chciał mieć mieszkanie tylko dla siebie? Nigdy nie wiadomo, a przecież nie będzie na nim wywierać jakiejś chorej presji.
- Jestem już gotowa na ten krok, chociaż wtedy się bałam.... i sama nie wiem, czekałam aż po jakiejś kłótni mnie stąd wyrzucisz albo powiesz coś, co będzie oznaczało że ten wpis jednak nie będzie nic warty... - przyznała po chwili cicho, poważniejąc od razu - i trochę bałam się też, że ja też się zmienię przez ten czas, że to co do Ciebie czuje okaże się jakimś kaprysem nastolatki, który gdzieś wyparuje, jak zrobi się poważnie. Ale jest poważnie, a ja wciąż chce tu być, po wszystkich kłótniach, walkach i po każdym zranieniu, bo nie będę kłamać i mówić, że żadnego nie było. Nie chce cię w ogóle okłamywać, nigdy, dlatego teraz mogę ci powiedzieć, że już jestem gotowa na ten krok. Zresztą... znasz te obawy, bo mówiłam ci o każdej z nich, nawet jeśli nie od razu tylko na raty - wyjaśniła, nieco chaotycznie, ale trudno, ona też uczyła się wyrażać swoje uczucia, emocje i pragnienia w trakcie trwania związku z nim. Była bardziej otwarta niż Hayden, ale... wciąż miała swoją drogę do pokonania.
_________________
[Profil]
  MULTI: briony, elfred, perry, lea, wolfie, joey, maia, gal, callie, scott, adelaide, nora
 
Hayden A. Lyons


Lives in
capitol hill

w Berrylane od już dawno tutaj nie mieszka


upierdalam studentów na astrofizyce i robię projekt dla wojska

a w głowie mi jedna studentka

Wysłany: 2020-01-13, 12:45   
  
Hayden

  
Lyons

  

  

  

  

  


  
it's my life and its's now or never

  
29 yo

  
197 cm

  


- Rzeczywiście - dodał i westchnął, bo teraz to już się zaczynał stresować, że jeszcze jeden prezent musi wymyślić i to dla dziewczyny, o której nic nie wie, albo wie bardzo mało. Ech z rodziną to chyba rzeczywiście dobrze się wychodziło tylko na zdjęciach. Nie miał pojęcia co taka Olivia może chcieć dostać, mu do głowy przychodził tylko alkohol, bo gdyby on miał takie rodzinne zawirowania to na bank zostałby nastoletnim alkoholikiem, ale Lyons przecież nie kupował procentów małoletnim, zazwyczaj nie. Będzie musiał się nad tym zastanowić... może szalik? No ale nie wiedział nawet jaki kolor lubi. Ciężka sprawa. - Zaczynam już od stycznia - zrobi sobie jakąś skarbonkę i będzie tam wrzucać wszystkie drobniaki po zakupach, aż będzie go stać na całą masę fajnych prezentów. Był naukowcem, powinien coś wymyślić.
- Jasne, ale wiesz, że to dziecko mojej starszej, strasznej siostry? Przecież on się skrzywi i Kara zaraz będzie leciała z gnatem - okej przesadzał i trochę sobie żartował, ale dobrze wiedział, że Kara teraz się stanie waleczną lwicą i będzie to dziecko przed całym światem ochraniać gotowa odgryźć głowę każdemu kto się chociażby krzywo na bobasa spojrzy. - Nigdy nie miałem do czynienia z takim małym dzieckiem, byłem za mały żeby ogarniać cokolwiek związanego z Adą - no zajmowanie się dzieckiem było dla niego prawdziwym wyzwaniem. Dobrze, że Kara ma pierwsza dziecko, przynajmniej będzie mógł się sprawdzić przed tym jak sam kiedyś zostanie ojcem.
Zaśmiał się słysząc jej kolejne słowa i uśmiechnął się szeroko. - Kto, by pomyślał, że jesteś taką fanką jeździectwa - dodał rozbawiony - Hmmm czyli już wiem co będziemy robić... wycieczka do stadniny, bo wiesz jak to jest z końmi, trzeba o nie dbać, pielęgnować - wiadomo, że Hayden nie był najlepszy w dirty talk, ale za każdym razem się starał. Nie zawsze mu wychodziło ale taki już jego urok. Całe szczęście Bowden się chyba do tego przyzwyczaiła.
- Jesteś pewna? Okej, ale jak ostateczną wersję dam do ogarnięcia Scottowi to pewnie i tak tam wplecie jakieś sprośne rzeczy - a przecież wiadomo, że to Henderson byłby jego świadkiem, ewentualnie Colter ale wtedy pewnie Fin się by bała, że się naćpają przed ślubem, tak dla rozluźnienia. Nie chciałby jej denerwować w tak ważnym dniu. - Myśl o tym pozytywnie, to na pewno byłaby mowa jedyna w swoim rodzaju - no ale nie było się co oszukiwać, nie byl dobry w wyrażaniu uczuć więc na bank ktoś musiałby mu z tym pomóc. Może jak kiedyś będą brać ślub to będzie ich stać na ślubną konsultantkę to wtedy Hayden bedzie wiedział do kogo sie z tym zgłosić. - To byłby piękny list - tak tylko zaznaczył, a później już jej słuchał z lekko zmarszczonym czołem.
Wysłuchał wszystkiego co ma do powiedzenia z kamienną miną i pokiwał głową. - Dobrze, zadzwonię jutro do notariusza i się przejdziemy - odpowiedział i wtedy się do niej uśmiechnął, a później złapł ją za dłoń - naprawdę się cieszę, że się na to zdecydowałaś - w tej chwili był tak samo pewien tego, że chce tego, by to mieszkanie należało do NICH, tak samo jak w chwili gdy jej to proponował w momencie, w którym zdecydował sie na sprzedaż kawalerki. - To piękny prezent - powiedział nachylajac się, żeby ją pocałować. - Postaram sie teraz zrobić tak żebyś tego nie żałowała - dodał jeszcze, bo no wiadomo jak to z Haydenem było, czasem się obrażał, czasem palnął coś głupiego, ale tak czy inaczej zawsze bardzo zależało mu na tym, by z nią być.
_________________

[Profil]
  MÓW MI: Pani Cyc
MULTI: GIN I WILLIAM I JOLLY I DAWSEY I LAILA I MARCY
 
Finley Bowden


Lives in
capitol hill

w Berrylane od ...no już nie mieszka wcale


studentka robotyki i pracownica w biurze w obserwatorium

w bardzo poważnym dwuletnim związku z astrofizykiem


Wysłany: 2020-01-13, 19:15   
  
finley

  
bowden

  

  

  

  

  


  
`

  
18 yo

  
152 cm

  


Do świąt następnych miał rok, to sporo czasu na poznanie drugiej osoby, tak samo jak na oszczędzanie. Zresztą, kto wie co będzie za rok? Życie bywa zmienne, ot co.
- Skoro do tej pory nie wydrapała oczu ani mi ani Tobie, to chyba nie będzie tak źle - uniosła lekko kącik ust. Trochę się spodziewała jakiegoś zlecenia jaszczurek na nią... ale z drugiej strony, też miała tam rodzinę. Nigdy nie sprawdzała, czy wyżej postawioną niż Belfrey, czy nie.
- Włączymy ci jakiś film instruktażowy albo wyślemy na jeden dzień do szkoły rodzenia, tam uczą przebierać i trzymać dziecko - lekko wzruszyła ramionami, to nie mogło być przecież aż tak trudne, ludzie robili to od wieków. I jakiś instynkt na pewno w Haydenie jest, dobrze ukryty. Lyons nie zdawał sobie sprawy jak bardzo mocno Fin wierzy w jego możliwości i zdolności.
- Trzeba się interesować różnymi sportami... ale to akurat znam z filmów i książek, sam pomyśl o swoich bohaterach - uniosła brwi, nie wiem jak bardzo był geekiem, ale Aragorn, Gandalf i Wiedźmin mieli swoje dzielne, wierne koniki. - Tak tak, też to słyszałam - pokiwała lekko głową na jego kolejne słowa - i wciąż się dziwię, że jak byliśmy osobno, żadna kobyła nie kręciła zadem przed Twoim nosem - dodała, bo w sumie zastanawiała się, czy gdyby wtedy się z jakąś przespał, to byłoby mu łatwiej o niej zapomnieć, czy wręcz przeciwnie, wiedziałby że tylko między jednymi nogami chce się znajdować, tymi należącymi do Bowden.
- Myślę że nie powinieneś mu dawać żadnej wersji - przyznała szczerze - co on wie o miłości? - zapytała, bez jakiejś kpiny czy osądzania, był w końcu kawalerem. A to była przysięga Haydena do Fin, nie do całego świata wokół. To było dla niej bardzo ważne, co Hayden jej wtedy powie, co obieca i co zapowie. I na pewno będzie chciała zapamiętać to, w jaki sposób na nią patrzył mówiąc to i jakie robił miny. To było jedyne co ją będzie interesowało. A Colter cóż... był problematycznym tematem, jako eks Baby, która na pewno będzie druhną. Ale to problem na inny dzień. Tak samo jak to, że Fin będzie musiała mu jasno powiedzieć, że nie życzy sobie żadnej koki na wieczorze kawalerskim, bo zabiłaby Cole'a gdyby zabił jej Haydena przed ślubem.
- Nie chce żadnej banalnej i znalezionej w necie - przytaknęłą mu, z delikatnym uśmiechem. Coraz więcej myślała o ich przyszłości, o ewentualnym ślubie, o dzieciach... chociaż nie mogła jeszcze legalnie pić.
W tym momencie jednak trochę z obawą przyglądała się jego niewzruszonej minie, zastanawiając się czy dobrze zrobiła poruszając ten temat, swoje się już o to pokłócili. - Jeśli wciąż chcesz - przypomniała mu, zanim na jego ustach pojawił się uśmiech i odpowiedziała tym samym. Spojrzała na ich dłonie, a potem znowu na Haydena i przysunęła się bliżej, długopis wsuwając mu do kieszeni spodni, póki co. - Podoba ci się? - dopytała, zanim odwzajemniła jego pocałunek i zaśmiała się cicho, bo oczywiście, że się trochę droczyła. I na jego kolejne słowa westchnęła cicho, obejmując go za szyję. - Kocham cię - wyznała w odpowiedzi, bo minęło już sporo czasu odkąd ostatni raz mu to mówiła. I pocałowała go tym razem ona, czule, namiętnie, przesuwając dłonie w dół, po jego klatce piersiowej i brzuchu. Jedną dłoń wsunęła pod jego koszulkę, przesuwając palcami po jego podbrzuszu, zaczepnie, palec wskazujący wsuwając pod granicę jego spodni, przesuwając znów po jego podbrzuszu i tym razem wsuwając go aż pod jego bokserki - masz ochotę? - zamruczała tuż przy jego ustach, bo w kwestii seksu też musiał ją jeszcze trochę upewnić w tym i owym. A skoro choinkę już ładnie przystroili, to gorąca czekolada mogła jeszcze chwilę poczekać...
_________________
[Profil]
  MULTI: briony, elfred, perry, lea, wolfie, joey, maia, gal, callie, scott, adelaide, nora
 
Hayden A. Lyons


Lives in
capitol hill

w Berrylane od już dawno tutaj nie mieszka


upierdalam studentów na astrofizyce i robię projekt dla wojska

a w głowie mi jedna studentka

Wysłany: 2020-01-14, 14:41   
  
Hayden

  
Lyons

  

  

  

  

  


  
it's my life and its's now or never

  
29 yo

  
197 cm

  


- Ugh... w szkole rodzenia pokazują dziwne rzeczy - tak słyszał. No i skoro Kara nie była w szkole rodzenia, to on też nie musi. Może ma naturalny talent do bycia super wujkiem tylko jeszcze o tym nie wie, bo nie miał kiedy go odkryć. Będzie musiał się po prostu o tym przekonać i zaryzykować z noszeniem dziecka na rękach. To chyba nie mogło być takie ciężkie skoro ludzie o niższym stopniu naukowym sobie dawali radę to czemu on, pan doktor, miałby sobie nie poradzić. Musiał trochę chyba uwierzyć w swoje możliwości.
- Hej, nigdy nie mówiłem, że nie kręciła... - powiedział, bo to, że z żadną nie sypiał, nie znaczyło, że na przykład nie patrzył na inne dekolty w barze. Nie miał wtedy czasu na jakieś większe podrywy i romanse, ale wtedy był jeszcze młody i w normalnych włosach więc na bank był dla jakiejś zdesperowanej niewiasty łakomym kąskiem. Taką miał nadzieję, bo gdyby było inaczej to jego samoocena, by spadła na łeb na szyję. Ciekawiło go teraz w sumie czy na uczelni ktoś go uważa za atrakcyjnego pana doktora, bo jak na razie wiedział tylko o jednej studentce, która tak myślała i, która teraz stała obok niego.
- Coś pewnie wie, nigdy z nim o tym w sumie nie rozmawiałem, ale tak na chłopski rozum, to coś musiało się w jego życiu przytrafić, że jest bardzo rozwiązłym chłopakiem - no Hayden wiedział po sobie, że po miłosnym rozczarowaniu faceci są w stanie zrobić dużo różnych głupot i czasem zaliczać na potęgę każdą chętną pannę. Lyons nigdy Hendersona nie wypytywał o jego życie miłosne, bo coż... bylo facetami to po pierwsze, a po drugie wiadomo jak to było z Haydenem, który wychodził z założenia, że jakby chciał to, by mu opowiedział o wszystkim.
- Ech, ale masz wymagania... wiesz, że jestem ścisłowcem, a nie humanistą - a już na bank nie poetą. - Może być wzorem matematycznym? - zapytał z lekkim uśmiechem, bo wtedy na bank nie byłoby banalne i jeszcze musiałaby pogłówkować żeby to rozwiązać. Teraz sobie pomyślał, że pewnie wtedy na bank dostałby bukietem, a to na bank źle wyglądało na kamerach. - Postaram się coś wymyślić - dodał jeszcze uśmiechając się, miał jeszcze trochę czasu do tego dnia. Całe szczęście, że dla Paisley nie miał przygotowanej przemowy, bo by się zmarnowała.
- Jasne, że chce - odpowiedział, bo niewiele sie w tej kwesti zmieniło od momentu, w którym jej to proponował. - Bardzo mi się podoba - przytaknął uśmiechając się szerzej. Kolejny wielki krok w ich znajomości, nie był dla Haydena żadnym problemem i mógł tylko się cieszyć, ze Finley w końcu się przekonała o szczerości jego uczuć. - Ja Ciebie też - odpowiedział, a później odwzajemnił jej pocałunek i łobuzersko się uśmiechnął gdy jej dłonie zaczęły coś kombinować. - Hmmm... no możemy sobie odpuścić robienie ciasteczek na razie, niech już starcę - rzucił rozbawiony, że niby mu tak było źle z tego powodu, ale wiadomo, że wcale tak nie było. O wiele, wiele, wiele bardziej wolał uprawiać seks z Fin niż się bawić w cukiernię. Pocałował ją więc i złapał za uda żeby ją podnieść, bo niestety pod choinką niewiele zrobią z racji biegajacych dookoła zwierzątek, ale łóżko w sypialni też było przecież spoko!
_________________

[Profil]
  MÓW MI: Pani Cyc
MULTI: GIN I WILLIAM I JOLLY I DAWSEY I LAILA I MARCY
 
Finley Bowden


Lives in
capitol hill

w Berrylane od ...no już nie mieszka wcale


studentka robotyki i pracownica w biurze w obserwatorium

w bardzo poważnym dwuletnim związku z astrofizykiem


Wysłany: 2020-01-14, 22:45   
  
finley

  
bowden

  

  

  

  

  


  
`

  
18 yo

  
152 cm

  


- Skarbie, ale kto powiedział, że musisz być na wszystkich zajęciach? Mówiłam ci, tylko na tych gdzie się uczą przebierać dziecko i trzymać, to pewnie ogarniają na jednych zajęciach. Reszta to przygotowanie psychiczne do porodu... no i fizyczne, ale takiej wiedzy nie potrzebujesz - uśmiechnęła się do niego ładnie, bo eh, tak jej słuchał, przecież nie chciała go narażać na traumę porodu. Nie chciała nawet żeby oglądał jej poród, a co dopiero jakiejś obcej baby. I w ogóle nie chciała żeby patrzył na waginy innych kobiet, bo po co miałby to robić? Jej mu nie wystarcza? Nie podoba się? Bo jej się zrobi przykro!
- Mówisz? I dużo takich było, ocierających się boczkiem? - zapytała, mrużąc z zaciekawieniem oczy. Nie ze złością, naprawdę byla ciekawa. I w sumie wiedziała, że z nikim nie spał przez ten cały czas (no, chyba że ją okłamał), więc czemu miałaby zazdrosna być, czy cokolwiek. Wybrał ją. Nikt go do tego nie zmuszał, nożem nie groził, nie szantażował trzymając jego psa na muszce.
- Wiesz, nigdy o tym nie pomyślałam. Zawsze widziałam go jako zbyt "fajnego" na jakieś miłostki... - przyznała, po chwili zastanowienia się - teraz zrobiło mi się głupio - dodała jeszcze, lekko marszcząc nosek, pochopne ocenianie innych nigdy nie było dobrą strategią. Nigdy nie wiesz, przez co przechodzi ta druga osoba. - I ty nic na ten temat nie wiesz? Zadziwiasz mnie - skinęłą lekko głową, w sprawy Baby i Coltera wtrącał się jako pierwszy, a Scotta znał chyba dłużej i zero pytań?
- Ufam ci - zapewniła go, a potem na to równanie matematyczne tylko pokręciłą głową przecząco. Zresztą, co to za tekst, powinien jej pisać przemowę w gwiazdach, a nie jakąś matmą, nie był matematykiem! Inna sprawa, że w sumie móglby się oświadczyć Finley z rana, tuż po obudzeniu się i to wciąż byłyby dla niej najsłodsze i najbardziej romantyczne oświadczyny na świecie, ale to już detal taki mały.
Mały krok to niby był, a jednak całkiem spory, który właśnie zamierzali uczynić. Fin się zastanawiała czasem, czy to dobry znak, że to ona się bardziej tych kroków bała, niż Hayden który został zraniony i skrzywdzony, kiedy podążał tą drogą z inną kobietą, czy jednak zły, bo kiedyś będzie musiał ten strach odreagować. I oczywiście, ostatniego bała się najbardziej, nie chciała go stracić, a nie mogła go też obwiniać za to, że trauma na niego wpływa. On znosił jej traumy po napaści, znosił traumy po wypadku samochodowym i po zerwaniu trochę też. I nawet jeśli na początku Hay dawał jej mocno popalić przez swoje złamane i niedostępne serce, to i tak obawiała się, że to nie był koniec.
- Dorośnij Hayden, i tak uprawialibyśmy seks na blacie, ubabrani czekoladą - uśmiechnęła się z politowaniem lekki, bo czy on naprawdę miał jakieś wątpliwości? Pieczenie też by się tak skończyło. Dlatego teraz zaśmiała się i pozwoliła się podnieść, obejmując go nogami w pasie i łącząc ich usta w kolejnym pocałunku. Wsunęła też dłonie w jego szalone loki, przeczesując je palcami i pogłębiając pocałunek, zanim nie znaleźli się w sypialni. Teraz znali drogę na pamięć. A kiedy wylądowała na łóżku, nie czekała, tylko ściągnęła od razu spodnie sobie i przyciągnęła Haydena bliżej, żeby mu pomóc najpierw odpiąć jego spodnie, a potem zmieniła zdanie i zamiast mu je ściągnąć, zabrała się za podwijanie jego swetra i koszulki spod spodu, całując najpierw jego podbrzusze, potem brzuch i klatkę piersiową. A jak już mu ściągnęła górę, klęcząc naprzeciw niego na łóżku, delikatnie pchnęła go na łóżko, żeby usiąść na nim okrakiem. Zdjęła swoją koszulkę, pozwoliła ramiączkom stanika opaść w dół i powoli się nachyliła, składając delikatne, słodkie pocałunki na jego torsie, delikatnie, czubkiem języka co rusz pieszcząc jego skórę.
_________________
[Profil]
  MULTI: briony, elfred, perry, lea, wolfie, joey, maia, gal, callie, scott, adelaide, nora
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,11 sekundy. Zapytań do SQL: 5