menu


Poprzedni temat «» Następny temat
#13 Oops…. good morning?
Autor Wiadomość
Elfred Blackwell


Lives in
white log mews

w Berrylane od zawsze, poza studiami w Seattle


projektuje fajne budynki, bo jest wziętym architektem

error error


Wysłany: 2020-01-13, 23:51   #13 Oops…. good morning?
  
alfred

  
blackwell

  

  

  

  

  


  
`

  
38 yo

  
188 cm

  


#7

Święta. Z jednej strony czas spędzany z rodziną i owszem, spędził go z rodziną. Ale z drugiej czas samotności, z którą nie do końca potrafił sobie poradzić, mimo posiadania no właśnie, rodziny dookoła, mimo jego nowego kota, którego też zabrał ze sobą na święta, bo nie chciał go zostawiać samego sobie. Wszystko to jednak, chociaż z pozoru ładne, przypomniało mu, że była jeszcze jedna osoba, z którą chciał te całe świąteczne zamieszanie spędzać i dzielić, a która leżała na cmentarzu. Dlatego po świętach poszedł na jej grób, przepraszając ją, że wciąż nie złapali tego, kto ją zamordował i chlejąc na tym zimnie tak bardzo, że trochę się zataczał. Do domu miał daleko, nie brał auta nawet idąc na cmentarz, bo był odpowiedzialny, wiedział że idzie tam pić, no i uważał że spacer dobrze mu zrobi. A jak już była ta pierwsza w nocy, zamiast wrócić spacerkiem do domu, jakoś tak wylądował w centrum miasta i uznał, że odwiedzi Rory, że może trochę ciepła innego ciała poprawi mu humor. Był bardzo pijany, okolica ośnieżona wyglądała wszędzie tak samo, nawet nie zauważył, że wszedł do złego budynku, zresztą, ktoś go wpuścił przez domofon, bo jakoś znalazł się na klatce. A może ktoś go wpuścił drzwiami? Ciężko mu było ocenić, a jeszcze miał spore wyzwanie w postaci odnalezienia odpowiedniego piętra przed sobą. Wszedł po schodach, noga za noga, w końcu uznając że to chyba tu, to chyba te drzwi. Zapukał raz, drugi, nikt nie otwierał, więc sięgnął po zapasowy klucz spod wycieraczki, którym otworzył drzwi. Na oślep wszedł, zrzucił buty z nóg w korytarzu i skierował się w stronę sypialni, kompletnie nie zauważając, że jakby trochę inaczej ta droga wyglądała. Ale otworzył drzwi, zrzucił kurtkę i ułożył się w łóżku, obok śpiącej niewiasty, zasypiając niemal od razu. Kochanek roku! Odwrócił się za to w nocy, porywając trochę kołdry i ostatecznie ramieniem kobietę obejmując...
_________________
  
[Profil]
  MULTI: nora, joey, maia, scott, perry, leanne, finley, callie, wolfie, adelaide, gal
 
Ginevra C. Jones


Lives in
fallen cloud

w Berrylane od zawsze


kupiłam bar z Sheldonem

może w innym świecie

Wysłany: 2020-01-14, 13:46   
  
Gin

  
Jones

  

  

  

  

  


  
we can just dance to this

  
27 yo

  
163 cm

  


#po Jasperze

Dla Gin święta były związane z tym, że jadła zamówione wcześniej jedzenie z jakiejś meksykańskiej knajpy, piła dobry alkohol i albo siedziała w barze ze znajomymi, albo siedziała w domu oglądajac Kevina. Co prawda w tym roku nawet się zebrała w sobie żeby odwiedzić swojego biednego ojca, który po śmierci matki stał się jakoś bardziej dostępny i nawet nie miała go za takiego najgorszego jak do tej pory. Długo jednak nie mogła z nim siedzieć więc cóż... bar i picie było jak najbardziej wskazane. No więc tak krótko mówiąc to święta wyglądały u niej tak samo jak każdy inny dzień tylko w ładniejszych ciuchach. Gdy cała magia świąt się skończyła mogła na spokojnie wrócić do wykańczania swojego wspaniałego baru. Miał być super, a to wymagało od niej dużo czasu i poświęcenia. Wiele rzeczy robiła tam sama żeby przyoszczędzić na ekipie remontowej. Przecież malowanie ścian nie jest wcale takie ciężkie... tak samo jak skuwanie kafelek na zapleczu. Na spokojnie sobie z tym poradzi, korzystając oczywiście z internetowych tutoriali. Może zajęło jej to dzieisięć razy więcej czasu niż profesjolanym budowlańcom ale... działało.
Do domu wróciła późnym wieczorem, zrypana niesamowicie. Ledwo stała na nogach i wyklinała sama do siebie, że w ogóle miała taki głupi pomysł aby ten bar otwierać. Wymieniła z Norą tylko niemrawe "cześć, ale masz seksi pidżamkę" i poszła się wrzucić pod prysznic i przygotować się do spania. Po całej wieczornej rutynie, nałożeniu kremów i innych pierdoletów mogła się na spokojnie w swoim wygodnym łóżku położyć. Nawet nie wiedziała kiedy odpłynęła, była naprawdę bardzo, bardzo zmęczona.
Pewnie dlatego nawet nie usłyszała gdy ktoś wchodzi do jej pokoju ani nie poczuła tego, że materac się jakoś mocniej ugina pod wpływem większego ciężaru. Dopiero gdy poczuła jakiś ciężar na swoim ciele to się ocknęła i szczerze... w pierwszej chwili nie ogarnęła o co chodzi, a gdy zobaczyła męską rękę to cóż... miała w głowie tylko jedno rozwiązanie. - Scotttttt??? - westchnęła, bo no jaki inny facet wiedział gdzie ma klucz do mieszkania i gdzie śpi. Tylko jeden, bo Gin się zazwyczaj puszczała nie w swoim mieszkaniu, jej sypialnia była tylko dla wybranych. Odwróciła się na bok, z myślę, że oczywiście zobaczy zaraz pijanego Hendersona ale... nie, to jednak nie był on. Bardzo szybko ją ta informacja obudziła. - Co do kurwy!?!? - krzyknęła i szybko zdjęła z siebie łapę jakiegoś obcego typa patrząc na niego zaskoczona. Nawet się przez sekundę zastanawiała czy pod wpływem zmęczenia nie zgarnęła sobie do mieszkania na jakiś numerek faceta i o tym nie pamiętała... ale nie, była prawie pewna, że to nie tak. - Co tu się odpierdala?! - Warknęła głośno i wyszła z łóżka łapiąc za lampkę nocną gotowa zdzielić faceta jak się zaraz nie zacznie tłumaczyć co się tu działo!
_________________

    What a wicked game to play to make me feel this way
    What a wicked thing to do to let me dream of you

[Profil]
  MÓW MI: cyc
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
[ ODPOWIEDZ ]
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Możesz ściągać załączniki na tym forum
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
Strona wygenerowana w 0,05 sekundy. Zapytań do SQL: 6